niedziela, 2 sierpnia 2015

Rozdział 4


Informując pozostałych, że idzie zapalić Zayn udał się w stronę altany. Tak naprawdę chciał pobyć sam. Palenie uspokajało go i choć przez chwilę mógł zapomnieć o wszystkim. To właśnie ten moment umożliwiał mu wyrzucenie z pamięci przykrych wspomnień. Te kilka sekund, dla osoby zadręczającej się od roku wyrzutami sumienia, są jak chwila wytchnienia, jak zbawienie. Mimo, że już minął rok on nadal nie może o tym zapomnieć. Tak naprawdę gdy ktoś nie przeżyje czegoś podobnego nie zrozumie jak to jest  nienawidzić siebie. -Chciałbym się zmienić, chciałbym wydusić z siebie to wszystko co trzymam w duszy, co niszczy moje serce, ale nadal się blokuję. Nie jestem taki, jak kiedyś byłem. Najgorsze jest to, że nie poznaje samego siebie. Ta zmiana stała się moją ucieczką. Wciąż szukam właściwej drogi, która da mi możliwość wyjścia z tego bagna. Duszę się tym wszystkim. Chciałbym kiedyś odpocząć od tego syfu, ale czy mam szansę jeszcze na nowo cieszyć się życiem? Poniekąd w tym wyjeździe szukam takiej szansy. Ocknąłem się z swoich przemyśleń dopiero, gdy zauważyłem zmierzającą w moją stronę postać.
Była to dziewczyna średniego wzrostu, o brązowych włosach, które swobodnie opadały z każdym jej krokiem. Kiedy już chciałem coś powiedzieć ta mnie ubiegła.
- Kim ty do cholery jesteś i co robisz na moim ranczu!?
Nie chciałem być nie miły, ale tak jakoś wyszło, że odpowiedziałem- Nie widzisz? Palę.
- Ślepa nie jestem!

Chwilę wcześniej
- Kim ty do cholery jesteś i co robisz na moim ranczu!? – można było usłyszeć zza okna.
- Maria chyba powiadomiłaś Lily…- zapytała Lizzy
- Cholera zapomniałam. Miałam jej powiedzieć, ale zadzwoniła Lina i …
- Dobra. Idę tam zanim się pozabijają. – Lizzy pobiegła w kierunku skąd dochodziły krzyki. Reszta obecna w salonie podążyła jej śladem.
- Lily? Zayn? – padło w tym samym czasie z grupy zebranych.
- Co!- warknęła jednocześnie kłócąca się dwójka.
- Lily muszę ci coś powiedzieć. Choć na chwilkę ze mną. – powiedziała Lizzy ciągnąc siostrę za sobą.
- No oczywiście, że musisz! Kim są ci ludzie?
- Maria zapomniała ci powiedzieć, że dzwonił jakiś facet chcąc wynająć pokoje na ranczu. Sama dowiedziałam się dopiero dzisiaj jak oni już przyjechali. Wiesz, że oni mają zespół?- odparła podekscytowana Lizzy.
- Czy ja zawsze muszę się dowiadywać o wszystkim ostatnia?!
- Lily do cholery! Uspokój się.
- Przepraszam, że się uniosłam. Myślałam, że to znowu jeden z tych sępów kogoś przysłał. Na jak długo oni przyjechali ?
- Z tego co wiem to chcą zostać cały miesiąc.
- Miesiąc?
- Mhm.
- No dobrze. To skoro jesteście tak wspaniałe i doskonale sobie radzicie to teraz pójdziecie i zajmiecie się gośćmi. Ja idę pod prysznic wrócę za 5 minut i wtedy liczę na dokładne wyjaśnienia.
Pozostali przyglądali się rozmawiającym w oddali siostrą. Szczególnie Zayn obserwował starszą z sióstr próbując zrozumieć co mówi. Jednak z tej odległości można było tylko usłyszeć niewyraźne krzyki obu dziewcząt. Lizzy zawzięcie gestykulując starała się wytłumaczyć siostrze o co chodzi. Wszyscy zastanawiali się co postanowi Lily. Nagle krzyki ustały. Po chwili ciszy brunetka odwróciła się i zaczęła iść w stronę zebranych. Młodsza z sióstr podążała jej śladem. Lily minęła ich bez słowa i skierowała się w stronę domu. Lizzy przystanęła i powiedziała z uśmiechem – Zapraszam do domu. Lily dołączy do nas za 5 minut.
- Niezła laska z tej Lily- mruknął Lou na co Paul skarcił go wzrokiem.
- Dobrze, a gdzie jest… - menedżer próbował zapytać o swojego przyjaciela Toma jednak Lizzy mu przerwała.
- Jak przyjdzie Lily to będzie mógł Pan spytać o wszystko.
- Możemy już ….- próbował dojść do słowa Liam.
- No dalej. Ruszcie się bo kawa wystygnie- powiedziała radośnie Maria zmierzając w stronę domu. Za raz za nią podążyli Niall z Lizzy. Zayn oparł się o altanę i nic nie mówił. Kiedy owa trójka znikła z pola widzenia Louis powiedział – Zauważyliście to nawet nie dadzą skończyć zdania.
- Widocznie nie chcą słuchać twoich filozofii Tommo – skwitował Liam.
- Paul a ty co o tym sądzisz? – próbował się wybronić najstarszy członek zespołu.
- Zastanawiam się czy to u nich rodzinne.
- Co?- spytał Harry.
- No to przerywanie w pół zdania. Jak tu dzwoniłem to też prawie nie mogłem nic powiedzieć.
- A widzicie. To nie tylko moje filozofie- odparł dumnie Lou.
- Chodźmy już lepiej bo przegapimy tornado. – ni stąd ni zowąd wtrącił Zayn po czym ruszył przed siebie.
Pozostali spojrzeli po sobie zdziwieni. Pierwszy odezwał się Harry – Pierwszy raz od roku odezwał się z własnej woli. Reszta kiwnęła mu głową  po czym wszyscy skierowali się w stronę wejścia. Po wejściu do salonu zastali Marię, Lizzy, Niall oraz Zayna siedzących przy stole. Pierwsza wspomniana trójka żywo o czymś dyskutowała, a mulat tylko się im przyglądał patrząc z politowaniem na blondyna, który cały czas posyłał uśmiechy Lizzy, a gdy ta na niego zerkała oboje się uroczo rumienili.
- Co tu tak wesoło?- spytał Lou dosiadając się do reszty.
- Niall opowiada nam o waszych koncertach. – odpowiedziała Lizzy.
- A dokładnie o waszych szalonych fankach- dodała Maria.
Tak o to do rozmowy włączyli się nowo przybyli. Nie wliczając Harrego, który siedział z posępną miną. Dopiero wejście do salonu Lily, która zajęła swoje stałe miejsce przy stole zwróciło uwagę wszystkich. Zayn oderwał wzrok od dwójki blondynów skupiając go na brunetce. Jej zachowanie przykuło jego uwagę. Zazwyczaj wszystkie dziewczyny prawie mdlały na jego widok, a ona przy pierwszym spotkaniu tylko na niego nakrzyczała. Bardzo go to zaintrygowało. Sprawiała wrażenie jakby w ogóle nie słyszała o zespole. A może tak było?
Jego chwilę zadumy przerwał głos Harrego.
- Dłużej się nie dało?
- Harry- ostrzegająco powiedział Louis na co ten podniósł ręce w obronnym geście.
Starsza z sióstr Eastwood zwracając się do Harrego powiedziała – Miałam być za 5 minut. Minęło 4 minuty i 50 sekund więc jestem na czas. – Lokowaty tylko przewrócił oczami na co reszta się cicho zaśmiała. Lily niewzruszona, zerkając na Zayna, kontynuowała - Przepraszam za moje wcześniejsze zachowanie. Po prostu nie lubię jak ktoś obcy kręci się po moim ranczu.
- Nic się nie stało. Jemu akurat przyda się trochę rozrywki- powiedział Tommo wskazując na mulata na co dostał od niego piorunujące spojrzenie.
- Może zaczniemy od początku. W czym mogę wam pomóc?- spytała Lily.
- Chciałbym porozmawiać o naszym pobycie tutaj. Pani Maria…
- Jaka Pani? Nie jestem aż taka stara. – Lily posłała jej tylko karcące spojrzenie.
- No więc Maria – kobieta obdarzyła go uśmiechem- kiedy tu dzwoniłem poradziła, żebyśmy przyjechali wtedy kiedy chcemy zostać, dlatego…
- Tylko długie rezerwacje tego wymagają.- wtrąciła Lizzy.
- Liz daj Panu skończyć.
- Potrzebujemy pokoi dla tej piątki na miesiąc. Jeśli uda się nam…
- W końcu będzie z kim porozmawiać.- dorzuciła Maria.
- Czy wy możecie przestać przerywać w pół słowa?- powiedziała wyraźnie zirytowana zachowaniem domowniczek Lily.
- To chyba rodzinne- chrząknął Lou.
- Taa… raczej nabyte.- zwróciła się do niego starsza z sióstr po czym skupiając swój wzrok na menedżerze kontynuowała- Możemy porozmawiać na osobności? Tutaj te dwie nie pozwolą Panu wszystkiego wyjaśnić. Zapraszam do mojego gabinetu.
Kiedy Lily wraz z Paulem udali się do gabinetu pozostali przenieśli się na kanapy.

Wchodząc do gabinetu zajęłam swoje miejsce przy wielkim dębowym biurku. Byłam bardzo ciekawa dlaczego akurat na swój pobyt wybrali „La lunę”. Tym bardziej, że to jakiś sławny zespół więc dlaczego nie pojechali na jakieś St. Tropez czy coś w tym stylu? Jakoś nie wyglądali na zbytnio zachwyconych
przyjazdem tutaj. Szczególnie ten w lokach miał strasznie poirytowaną minę. Reszta miała bardzo obojętne podejście. Tylko ten blondyn miło się uśmiechał. Może to przez moją siostrę? Wpatrywali się w siebie jak w obrazek. Nieważne. – Proszę usiąść.- gdy ten zajął miejsce kontynuowałam- Zapytam ponownie. W czym mogę pomóc?
- Tak jak wcześniej usiłowałem wytłumaczyć chciałbym, żeby moi podopieczni zostali tu na miesiąc.
- Wybaczy Pan, ale Lizzy coś mówiła o jakimś zespole dlatego jestem zdziwiona, że wybraliście to miejsce. Zazwyczaj przyjeżdżają do nas jacyś malarze szukając cudownych widoków albo rodzice z dziećmi chcąc pokazać im jak wygląda życie poza miastem.
- To prawda. Chłopacy tworzą zespół One Direction a ja jestem ich menedżerem. Od pewnego czasu brakuje im motywacji, a po za tym nie potrafią docenić tego co mają. Dlatego pomyślałem o tym ranczu. Osobiście bardzo dużo się tutaj nauczyłem i pomyślałem, że pobyt tutaj zmieni ich nastawienie.
- Nie bardzo rozumiem. Był już Pan tutaj wcześniej?
- Spędziłem tu trochę czasu w młodości. Po za tym miałem nadzieję, że spotkam tu Toma dlatego byłem zdziwiony, że rozmawiam z Panią.
- Przykro mi ale dziadek nie żyje od 10 lat.
- Oh. A miałem nadzieję, że go jeszcze kiedyś spotkam. Miło wspominam lekcje otrzymane od Toma. Mówiła Pani…
- Przepraszam proszę mi mówić Lily.
- Mówiłaś, że Tom to twój dziadek?
- Dokładnie. Moi rodzice to Laura i Nick Eastwood. Znał ich Pan?
- Po pierwsze mów mi Paul. A po drugie znałem twoich rodziców jednak nie wiem czy mogę ci coś powiedzieć na ich temat. Kiedy przebywałem na ranczu miałem jakieś 15 lat, a po za tym twój tata uważał mnie za wroga do serca Laury. Dopiero przed moim wyjazdem zrozumiał, że podobał mi się ktoś inny. Cóż mogę ci tylko powiedzieć, że Nick był bardzo pracowity i nad życie zakochany w Laurze.
- Rozumiem. Przepraszam, że zapytałam.
- Nic się nie stało.
- Wracając do pańskich…przepraszam twoich podopiecznych oczywiście nie mam nic przeciwko, żeby tu zostali, ale najpierw będą musieli poznać kilka zasad panujących na ranczu. Chyba wiesz co mam na myśli.
- O tak. Doskonale pamiętam jak Tom ganił mnie gdy łamałem te zasady.
- Co prawda moje zasady są trochę inne ale możesz mieć pewność, że widać w nich wpływ dziadka.
- Cudownie. Mam nadzieję, że moja grupa nie będzie sprawiać kłopotów.
- Niech tylko spróbują. Ja już mam swoje sposoby, żeby ustawić ich do pionu.
- Jakbym widział Toma. Teraz to już mam 100% pewność, że jesteś jego wnuczką.
- A jak że inaczej. Myślę, że już ustaliliśmy najważniejsze kwestie lepiej tam chodźmy bo znając te dwie plotkary zagadają ich na śmierć.
- Obawiam się, że to oni nie będą zbyt przyjaźni. Zwłaszcza Harry.
- To ten co na niego nakrzyczałam?
- Nie ten w lokach.

W salonie pozostali czekali na powrót Lily i Paula. Harry milczał nie zwracając uwagi na pozostałych. Liam, Louis i Niall tylko przyglądali przekomarzającym się od dobrych 30 minut domowniczkom. Z kolei Zayn, jak to Zayn ulotnił się twierdząc, że wychodzi na chwilę zapalić.
- Gdybyś nie przerywała to by stąd nie wyszli.- napomknęła Maria.
- Sama nie byłaś lepsza. – odpowiedziała Lizzy- Czekaj jak to było? „Jaka Pani? Nie jestem aż taka stara”- dodała przedrzeźniając kobietę na co Louis z Niallem wybuchnęli śmiechem.
- Oh zamknij się – rzekła Maria rzucając w Lizzy poduszką. Ta zrobiła unik i latający obiekt trafił Harrego.
- Co jest? Nie dość, że muszę tu siedzieć to jeszcze ta.. ta…
- Lepiej uważaj co mówisz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy