Informując pozostałych, że idzie zapalić Zayn udał się w
stronę altany. Tak naprawdę chciał pobyć sam. Palenie uspokajało go i choć
przez chwilę mógł zapomnieć o wszystkim. To właśnie ten moment umożliwiał mu wyrzucenie
z pamięci przykrych wspomnień. Te kilka sekund, dla osoby zadręczającej się od
roku wyrzutami sumienia, są jak chwila wytchnienia, jak zbawienie. Mimo, że już
minął rok on nadal nie może o tym zapomnieć. Tak naprawdę gdy ktoś nie przeżyje
czegoś podobnego nie zrozumie jak to jest
nienawidzić siebie. -Chciałbym się zmienić, chciałbym wydusić z siebie
to wszystko co trzymam w duszy, co niszczy moje serce, ale nadal się blokuję.
Nie jestem taki, jak kiedyś byłem. Najgorsze jest to, że nie poznaje samego
siebie. Ta zmiana stała się moją ucieczką. Wciąż szukam właściwej drogi, która
da mi możliwość wyjścia z tego bagna. Duszę się tym wszystkim. Chciałbym kiedyś odpocząć od tego syfu, ale czy
mam szansę jeszcze na nowo cieszyć się życiem? Poniekąd w tym wyjeździe szukam
takiej szansy. Ocknąłem się z swoich przemyśleń dopiero, gdy zauważyłem
zmierzającą w moją stronę postać.
Była to dziewczyna średniego wzrostu, o
brązowych włosach, które swobodnie opadały z każdym jej krokiem. Kiedy już
chciałem coś powiedzieć ta mnie ubiegła.
- Kim ty do cholery jesteś i co robisz na moim ranczu!?
Nie chciałem być nie miły, ale tak jakoś wyszło, że
odpowiedziałem- Nie widzisz? Palę.
- Ślepa nie jestem!
Chwilę wcześniej
- Kim ty do cholery jesteś i co robisz na moim ranczu!? –
można było usłyszeć zza okna.
- Maria chyba powiadomiłaś Lily…- zapytała Lizzy
- Cholera zapomniałam. Miałam jej powiedzieć, ale zadzwoniła
Lina i …
- Dobra. Idę tam zanim się pozabijają. – Lizzy pobiegła w
kierunku skąd dochodziły krzyki. Reszta obecna w salonie podążyła jej śladem.
- Lily? Zayn? – padło w tym samym czasie z grupy zebranych.
- Co!- warknęła jednocześnie kłócąca się dwójka.
- Lily muszę ci coś powiedzieć. Choć na chwilkę ze mną. –
powiedziała Lizzy ciągnąc siostrę za sobą.
- No oczywiście, że musisz! Kim są ci ludzie?
- Maria zapomniała ci powiedzieć, że dzwonił jakiś facet
chcąc wynająć pokoje na ranczu. Sama dowiedziałam się dopiero dzisiaj jak oni
już przyjechali. Wiesz, że oni mają zespół?- odparła podekscytowana Lizzy.
- Czy ja zawsze muszę się dowiadywać o wszystkim ostatnia?!
- Lily do cholery! Uspokój się.
- Przepraszam, że się uniosłam. Myślałam, że to znowu jeden
z tych sępów kogoś przysłał. Na jak długo oni przyjechali ?
- Z tego co wiem to chcą zostać cały miesiąc.
- Miesiąc?
- Mhm.
- No dobrze. To skoro jesteście tak wspaniałe i doskonale
sobie radzicie to teraz pójdziecie i zajmiecie się gośćmi. Ja idę pod prysznic
wrócę za 5 minut i wtedy liczę na dokładne wyjaśnienia.
Pozostali przyglądali się rozmawiającym w oddali siostrą. Szczególnie
Zayn obserwował starszą z sióstr próbując zrozumieć co mówi. Jednak z tej
odległości można było tylko usłyszeć niewyraźne krzyki obu dziewcząt. Lizzy
zawzięcie gestykulując starała się wytłumaczyć siostrze o co chodzi. Wszyscy
zastanawiali się co postanowi Lily. Nagle krzyki ustały. Po chwili ciszy brunetka
odwróciła się i zaczęła iść w stronę zebranych. Młodsza z sióstr podążała jej
śladem. Lily minęła ich bez słowa i skierowała się w stronę domu. Lizzy
przystanęła i powiedziała z uśmiechem – Zapraszam do domu. Lily dołączy do nas
za 5 minut.
- Niezła laska z tej Lily- mruknął Lou na co Paul skarcił go
wzrokiem.
- Dobrze, a gdzie jest… - menedżer próbował zapytać o
swojego przyjaciela Toma jednak Lizzy mu przerwała.
- Jak przyjdzie Lily to będzie mógł Pan spytać o wszystko.
- Możemy już ….- próbował dojść do słowa Liam.
- No dalej. Ruszcie się bo kawa wystygnie- powiedziała
radośnie Maria zmierzając w stronę domu. Za raz za nią podążyli Niall z Lizzy.
Zayn oparł się o altanę i nic nie mówił. Kiedy owa trójka znikła z pola
widzenia Louis powiedział – Zauważyliście to nawet nie dadzą skończyć zdania.
- Widocznie nie chcą słuchać twoich filozofii Tommo –
skwitował Liam.
- Paul a ty co o tym sądzisz? – próbował się wybronić
najstarszy członek zespołu.
- Zastanawiam się czy to u nich rodzinne.
- Co?- spytał Harry.
- No to przerywanie w pół zdania. Jak tu dzwoniłem to też
prawie nie mogłem nic powiedzieć.
- A widzicie. To nie tylko moje filozofie- odparł dumnie
Lou.
- Chodźmy już lepiej bo przegapimy tornado. – ni stąd ni
zowąd wtrącił Zayn po czym ruszył przed siebie.
Pozostali spojrzeli po sobie zdziwieni. Pierwszy odezwał się
Harry – Pierwszy raz od roku odezwał się z własnej woli. Reszta kiwnęła mu
głową po czym wszyscy skierowali się w
stronę wejścia. Po wejściu do salonu zastali Marię, Lizzy, Niall oraz Zayna
siedzących przy stole. Pierwsza wspomniana trójka żywo o czymś dyskutowała, a mulat
tylko się im przyglądał patrząc z politowaniem na blondyna, który cały czas
posyłał uśmiechy Lizzy, a gdy ta na niego zerkała oboje się uroczo rumienili.
- Co tu tak wesoło?- spytał Lou dosiadając się do reszty.
- Niall opowiada nam o waszych koncertach. – odpowiedziała
Lizzy.
- A dokładnie o waszych szalonych fankach- dodała Maria.
Tak o to do rozmowy włączyli się nowo przybyli. Nie
wliczając Harrego, który siedział z posępną miną. Dopiero wejście do salonu
Lily, która zajęła swoje stałe miejsce przy stole zwróciło uwagę wszystkich.
Zayn oderwał wzrok od dwójki blondynów skupiając go na brunetce. Jej zachowanie
przykuło jego uwagę. Zazwyczaj wszystkie dziewczyny prawie mdlały na jego
widok, a ona przy pierwszym spotkaniu tylko na niego nakrzyczała. Bardzo go to
zaintrygowało. Sprawiała wrażenie jakby w ogóle nie słyszała o zespole. A może
tak było?
Jego chwilę zadumy przerwał głos Harrego.
- Dłużej się nie dało?
- Harry- ostrzegająco powiedział Louis na co ten podniósł
ręce w obronnym geście.
Starsza z sióstr Eastwood zwracając się do Harrego
powiedziała – Miałam być za 5 minut. Minęło 4 minuty i 50 sekund więc jestem na
czas. – Lokowaty tylko przewrócił oczami na co reszta się cicho zaśmiała. Lily
niewzruszona, zerkając na Zayna, kontynuowała - Przepraszam za moje
wcześniejsze zachowanie. Po prostu nie lubię jak ktoś obcy kręci się po moim
ranczu.
- Nic się nie stało. Jemu akurat przyda się trochę rozrywki-
powiedział Tommo wskazując na mulata na co dostał od niego piorunujące
spojrzenie.
- Może zaczniemy od początku. W czym mogę wam pomóc?-
spytała Lily.
- Chciałbym porozmawiać o naszym pobycie tutaj. Pani Maria…
- Jaka Pani? Nie jestem aż taka stara. – Lily posłała jej
tylko karcące spojrzenie.
- No więc Maria – kobieta obdarzyła go uśmiechem- kiedy tu
dzwoniłem poradziła, żebyśmy przyjechali wtedy kiedy chcemy zostać, dlatego…
- Tylko długie rezerwacje tego wymagają.- wtrąciła Lizzy.
- Liz daj Panu skończyć.
- Potrzebujemy pokoi dla tej piątki na miesiąc. Jeśli uda
się nam…
- W końcu będzie z kim porozmawiać.- dorzuciła Maria.
- Czy wy możecie przestać przerywać w pół słowa?-
powiedziała wyraźnie zirytowana zachowaniem domowniczek Lily.
- To chyba rodzinne- chrząknął Lou.
- Taa… raczej nabyte.- zwróciła się do niego starsza z
sióstr po czym skupiając swój wzrok na menedżerze kontynuowała- Możemy
porozmawiać na osobności? Tutaj te dwie nie pozwolą Panu wszystkiego wyjaśnić.
Zapraszam do mojego gabinetu.
Kiedy Lily wraz z Paulem udali się do gabinetu pozostali
przenieśli się na kanapy.
Wchodząc do gabinetu zajęłam swoje miejsce przy wielkim
dębowym biurku. Byłam bardzo ciekawa dlaczego akurat na swój pobyt wybrali „La
lunę”. Tym bardziej, że to jakiś sławny zespół więc dlaczego nie pojechali na
jakieś St. Tropez czy coś w tym stylu? Jakoś nie wyglądali na zbytnio
zachwyconych
przyjazdem tutaj. Szczególnie ten w lokach miał strasznie
poirytowaną minę. Reszta miała bardzo obojętne podejście. Tylko ten blondyn
miło się uśmiechał. Może to przez moją siostrę? Wpatrywali się w siebie jak w
obrazek. Nieważne. – Proszę usiąść.- gdy ten zajął miejsce kontynuowałam-
Zapytam ponownie. W czym mogę pomóc?
- Tak jak wcześniej usiłowałem wytłumaczyć chciałbym, żeby
moi podopieczni zostali tu na miesiąc.
- Wybaczy Pan, ale Lizzy coś mówiła o jakimś zespole dlatego
jestem zdziwiona, że wybraliście to miejsce. Zazwyczaj przyjeżdżają do nas
jacyś malarze szukając cudownych widoków albo rodzice z dziećmi chcąc pokazać
im jak wygląda życie poza miastem.
- To prawda. Chłopacy tworzą zespół One Direction a ja
jestem ich menedżerem. Od pewnego czasu brakuje im motywacji, a po za tym nie
potrafią docenić tego co mają. Dlatego pomyślałem o tym ranczu. Osobiście
bardzo dużo się tutaj nauczyłem i pomyślałem, że pobyt tutaj zmieni ich
nastawienie.
- Nie bardzo rozumiem. Był już Pan tutaj wcześniej?
- Spędziłem tu trochę czasu w młodości. Po za tym miałem
nadzieję, że spotkam tu Toma dlatego byłem zdziwiony, że rozmawiam z Panią.
- Przykro mi ale dziadek nie żyje od 10 lat.
- Oh. A miałem nadzieję, że go jeszcze kiedyś spotkam. Miło
wspominam lekcje otrzymane od Toma. Mówiła Pani…
- Przepraszam proszę mi mówić Lily.
- Mówiłaś, że Tom to twój dziadek?
- Dokładnie. Moi rodzice to Laura i Nick Eastwood. Znał ich
Pan?
- Po pierwsze mów mi Paul. A po drugie znałem twoich
rodziców jednak nie wiem czy mogę ci coś powiedzieć na ich temat. Kiedy
przebywałem na ranczu miałem jakieś 15 lat, a po za tym twój tata uważał mnie
za wroga do serca Laury. Dopiero przed moim wyjazdem zrozumiał, że podobał mi
się ktoś inny. Cóż mogę ci tylko powiedzieć, że Nick był bardzo pracowity i nad
życie zakochany w Laurze.
- Rozumiem. Przepraszam, że zapytałam.
- Nic się nie stało.
- Wracając do pańskich…przepraszam twoich podopiecznych oczywiście
nie mam nic przeciwko, żeby tu zostali, ale najpierw będą musieli poznać kilka
zasad panujących na ranczu. Chyba wiesz co mam na myśli.
- O tak. Doskonale pamiętam jak Tom ganił mnie gdy łamałem
te zasady.
- Co prawda moje zasady są trochę inne ale możesz mieć
pewność, że widać w nich wpływ dziadka.
- Cudownie. Mam nadzieję, że moja grupa nie będzie sprawiać
kłopotów.
- Niech tylko spróbują. Ja już mam swoje sposoby, żeby ustawić
ich do pionu.
- Jakbym widział Toma. Teraz to już mam 100% pewność, że
jesteś jego wnuczką.
- A jak że inaczej. Myślę, że już ustaliliśmy najważniejsze
kwestie lepiej tam chodźmy bo znając te dwie plotkary zagadają ich na śmierć.
- Obawiam się, że to oni nie będą zbyt przyjaźni. Zwłaszcza
Harry.
- To ten co na niego nakrzyczałam?
- Nie ten w lokach.
W salonie pozostali czekali na powrót Lily i Paula. Harry
milczał nie zwracając uwagi na pozostałych. Liam, Louis i Niall tylko przyglądali
przekomarzającym się od dobrych 30 minut domowniczkom. Z kolei Zayn, jak to Zayn
ulotnił się twierdząc, że wychodzi na chwilę zapalić.
- Gdybyś nie przerywała to by stąd nie wyszli.- napomknęła
Maria.
- Sama nie byłaś lepsza. – odpowiedziała Lizzy- Czekaj jak
to było? „Jaka Pani? Nie jestem aż taka stara”- dodała przedrzeźniając kobietę
na co Louis z Niallem wybuchnęli śmiechem.
- Oh zamknij się – rzekła Maria rzucając w Lizzy poduszką.
Ta zrobiła unik i latający obiekt trafił Harrego.
- Co jest? Nie dość, że muszę tu siedzieć to jeszcze ta..
ta…
- Lepiej uważaj co mówisz


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz