niedziela, 22 listopada 2015

Rozdział 30

Od wczoraj Lily prawie wcale się do mnie nie odzywa. Wiem, że postąpiłam źle, ale nie może mnie tak ignorować. Już wolałabym, żeby na mnie porządnie nakrzyczała, a nie była tak zdystansowana. Milczenie w jej wykonaniu jest nie do zniesienia. Podczas śniadania nie zamieniła ze mną żadnego słowa. Nawet nie zaszczyciła mnie spojrzeniem. Chciałam z nią porozmawiać, ale jak tylko zjadła przyszedł Jose i wyszli razem.
- Co jest Lizzy? – spytał Niall
- Lily mnie unika i nie chce ze mną rozmawiać.
- Przejdzie jej.
- A jak nie? Nie znasz jej, ona potrafi …
- Co tak szepczecie, hm? – wtrącił Louis. – Idziemy na spacer dołączycie się?
- Jasne zaraz was dogonimy.
- …się gniewać wiekami.
- Możemy razem z nią porozmawiać. Może wtedy wyjaśni ci wszystko?
- Świetny pomysł. Dzięki Niall za pomoc.
- Do usług, a teraz chodźmy na ten spacer.

Od samego rana Lily chodziła jak struta. Już w nocy bezsilność nie pozwalała jej się dobrze wyspać. Sprawy zawodowe nie wpływały na poprawę samopoczucia. Informacja, że stado uszczupliło się o więcej niż sto sztuk nie dawała jej spokoju. Jeśli okaże się, że brakuje ponad 600 sztuk bydła zyski „La luny” spadną niemal do zera. Najgorsze jest to, że jak kradzież się powtórzy będzie zmuszona sprzedać kawałek ziemi, by jakoś funkcjonować. Takie sytuacje utwierdzają ją tylko w przekonaniu, że jest zdana tylko na siebie. Ranczo należy do niej, zatem kłopoty z nim związane musi sama rozwiązywać. Nie ma już osoby, która mogłaby ją w tym wyręczyć. Chwytając kapelusz, zaraz po śniadaniu, wyszła z Jose. Czekało ją mnóstwo pracy, ale wiedziała jedno, że nigdy się nie podda. Gdyby zostało jej tylko sto krów krok po kroku zaczęłaby odbudowywać hodowlę. Nie pierwszy raz zaczynałaby wszystko od zera.
- I jak się sprawy mają?
- Brakuje około 400 sztuk. Całe szczęście, że zauważyłaś uszczuplenie stada. Gdybyś nic nie zrobiła mogłabyś wszystko stracić.
- Czy ty się słyszysz? To nie jest jedna krowa tylko czterysta. Przeglądając rachunki wyszło, że w ostatnim czasie nie sprzedaliśmy żadnego bydła więc wychodzi na to, że ktoś systematycznie nas okrada. Nienawidzę być taka bezradna!
- Znajdziemy tego drania. Obiecuję ci.
- Sama nie wiem…
- Kazałem tacie zorganizować pracowników do strzeżenia rancza.
- Myślałam, że da się tego uniknąć…
- To jest chwilowe rozwiązanie. Wiem jak nie lubisz zamieszania, ale trzeba złapać złodziei.
- Wiem, choć nie rozumiem dlaczego. Czy ktoś aż tak mnie nienawidzi? No powiedz…
- Nie myśl o tym. Ktoś próbuje ci zaszkodzić, ale nie możesz się poddać.
- Wiesz co, coraz częściej mam tego wszystkiego dosyć. Zastanawiam się jakby wyglądało moje życie gdybym miała rodziców i mieszkała w Londynie. Czy byłabym szczęśliwsza? Czy nie miałabym żadnych problemów? Czy… - brunetka wyrzucała z  siebie kolejne słowa dopóki Jose jej nie przytulił.
- No już. Znając ciebie i tak prędzej czy później wylądowałabyś w „La lunie”. – posłał jej pokrzepiający uśmiech.
- Ale chociaż miałabym rodzinę… - szepnęła bardziej do siebie.
- Lily…
- Nie musisz nic mówić. Wracam do pracy.- powiedziała odsuwając się od niego.

Odkąd wyznałem Lily prawdę nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Brunetka rozmawia ze mną tylko na neutralne tematy ale przez większość czasu celowo mnie unika. Myślałem, że kiedy wreszcie wyznam prawdę wszystko stanie się łatwiejsze, a jest wręcz przeciwnie. Jestem beznadziejny. Siedzę tu sam i z daleka obserwuję Lily. Chociaż tyle mogę. Po prostu gapić się na nią. Prowadziła zawziętą rozmowę z Jose, przesadnie przy tym gestykulując. Postanowiłem podejść bliżej i zobaczyć o co chodzi. Jose jak tylko mnie zauważył pokręcił głową i odszedł. – Lily? – zapytałem na, co brunetka odwróciła się w moim kierunku. Miała nietęgą minę.
- O co chodzi, Zayn? – spytała. Lubię jak wypowiada moje imię.
- Wiem, że tego nie lubisz, ale może ci w czymś pomogę?
- Mi to już chyba nikt nie może pomóc…- odpowiedziała czym mnie zaskoczyła.
- Jednak zaryzykuję.
- Nie warto. I tak zawodzę wszystkich więc to nic nie zmieni.
- O czym ty mówisz?
- Nieważne.
- Chciałbym wiedzieć, co ci jest – powiedziałem.
- W czym można człowiekowi naprawdę pomóc - rzekła. Odgarnęła swoje ciężkie, brązowe włosy i milczała chwilę. Widziała, iż patrzę na nią aż do bólu oczu. - Każdy musi sobie sam dawać jakoś radę - rzekła. - Cóż więcej?
- Potrzebujesz pomocy.
- To nie…
- Ile razy będziesz powtarzać, że to mnie nie dotyczy? Aktualnie tu mieszkam więc w jakimś stopniu jednak to wszystko na mnie wpływa.
- Właśnie aktualnie. Więc nie na zawsze. Dla ciebie to bez różnicy co tu się dzieje. Nie wiesz jak wygląda życie tutaj, jak bardzo to wszystko jest skomplikowane.
- To mi wytłumacz.
- Dobrze. Chcesz wiedzieć to ci powiem. Ktoś systematycznie mnie okrada i nie mogę nic zrobić. Stado uszczupliło się o 400 sztuk i jak dalej tak będzie to w końcu będę musiała sprzedać kawałek ziemi, żeby mieć za co żyć. Jak widzisz życie nie jest sprawiedliwe więc zostaw mnie w spokoju.
- Zawsze mogę ci pomóc. To dla mnie żaden kłopot.
- Nic od ciebie nie przyjmę. Sama muszę sobie z tym wszystkim poradzić. Wiesz tu nawet nie chodzi o pieniądze…Włożyłam w to ranczo tyle pracy i wysiłku, a ktoś po prostu przywłaszczył sobie coś mojego. Od tak. – powiedziała pstrykając przy tym palcami. – Cały czas się łudzę, że jakimś cudem to okaże się jakimś kiepskim żartem i wszystko wróci do normy. Powiem ci coś czego może nie powinnam. Tak naprawdę się boję. Próbuję o tym nie myśleć , ale nie potrafię. Tak wiele zależy od tego, czego uda mi się dokonać w tym roku. Dokonałam pewnych inwestycji licząc, że szybko się zwrócą. Jednak strata tylu krów znacząco odbije się na „La lunie”… i na mnie. Ale to nie jest ważne, co się ze mną stanie. Obiecałam sobie, że nigdy się nie poddam, ale trudno cokolwiek zrobić kiedy wszyscy są przeciwko mnie. Prowadzenie rancza nie należy do łatwych zadań, a kiedy jest się kobietą… Żeby osiągnąć sukces kobieta musi być dwa razy lepsza od mężczyzny… - zakończyła bezradnie. Zmniejszając dzielącą nas odległość do minimum zgarnąłem ją do uścisku.
- Zobaczysz wszystko się w końcu wyjaśni. Nie powiem ci, że będzie dobrze, bo nie wiem jak będzie, ale na pewno poznasz prawdę. To ci mogę obiecać. – powiedziałem. Lily odsunęła się ode mnie i wpatrywała się we mnie w milczeniu.
- Teraz widzisz, że nie jesteś w stanie niczego zrobić.
- A właśnie, że jestem. Chodź ze mną.
- Co ty planujesz? Lepiej się w to nie mieszaj. – powiedziała.
- O nic nie pytaj. – odpowiedziałem i łącząc nasze dłonie pociągnąłem ją w stronę domu. Poczułem, że cała się spięła, ale nie protestowała. Docierając do domu zaprowadziłem ją do gabinetu, gdzie nakazałem zawiadomić policję. Po usłyszeniu kilku złośliwych uwag typu „sama bym na to nie wpadła” Lily w końcu spełniła mój nakaz. Po drodze minęliśmy całą ekipę wracającą ze spaceru. Wyglądali na zaskoczonych, ale na tłumaczenie przyjdzie pora za chwilę. Przez kilka minut brunetka tłumaczyła przez telefon o co chodzi. Na szczęście policjanci przyjęli zgłoszenie i zapewnili, że niezwłocznie zajmą się sprawą.
- To koniec twojego błyskotliwego planu?
- Nie. Teraz idziemy znaleźć resztę.
- Ale…
- Miałaś nie pytać. – przerwałem jej zanim na dobre by się rozkręciła. Znajdując wszystkich w salonie poprosiłem, żeby zajęli miejsca przy stole i chwilkę poczekali. Po przyprowadzeniu Jose i wyjaśnieniu mu pokrótce o co mi chodzi mogłem przekazać mój plan pozostałym. Lily z ostrym spojrzeniem wpatrywała się we mnie, co nie było za przyjemne. Choć z drugiej strony…
- Może ktoś nam wyjaśni o co chodzi? – zapytał Harry przerywając tym samym moje rozmyślania. Zacząłem im po kolei wyjaśniać dlaczego ich tu zebrałem. Począwszy od tego, że na ranczu jest złodziej skończywszy na tym, że wszyscy razem spróbujemy znaleźć zaginione stado. Lily jak i reszta nie byli zadowoleni moim pomysłem. Brunetka twierdziła, że to nic nie da, a pozostali twierdzili, że się tutaj prędzej zgubią niż coś znajdą. Dopiero jak Jose wyjaśnił, że z każdą grupką pójdzie zaufany pracownik zgodzili się twierdząc, że to będzie fajna przygoda. W sumie to tylko Louis tak stwierdził. Dobrze, że Lily nie zaczęła na niego wrzeszczeć, bo na to nie byłem przygotowany. Jednak ona puściła to mimo uszu i cierpliwie wysłuchiwała wywodów zarówno moich jak i Jose. Pod koniec dołączyła do nas jeszcze Lizzy i dopiero wtedy Lily się zgodziła twierdząc, że zabrakło jej argumentów. Nie powiem wytrwale się sprzeciwiała. Ciężki z niej negocjator. Ostatecznie doszliśmy do wniosku, ze jutro od samego rana ruszymy na poszukiwania.
- Czyli wszystko ustalone. A teraz wybaczcie, ale pójdę sobie. – powiedziała Lily i prędko opuściła pomieszczenie.
- No co tak stoisz? Idź za nią. – szepnęła mi Lizzy. Dwa razy nie trzeba mi powtarzać. Rozglądałem się wkoło, ale nigdzie nie mogłem jej znaleźć. Dopiero po chwili wpadłem na to, gdzie mogła pójść. Przemierzając sad w końcu ją znalazłem. Siedziała pod jednym z drzewek i patrzyła przed siebie.
- Dlaczego to robisz? – zapytała w pewnej chwili nawet się nie odwracając w moim kierunku.
- Skąd wiedziałaś, że to ja?
- Nikt nie łazi za mną oprócz ciebie. – odpowiedziała na co się zaśmiałem. – Odpowiesz czy nie?
- No nie wiem…
- Albo odpowiesz albo możesz stad iść. Wybieraj.
- Okej. – odpowiedziałem siadając obok niej. – Widzę, że ta sprawa bardzo cię męczy dlatego chcę pomóc. Po za tym póki nie rozwiążesz tego problemu nie mam, co liczyć na żadne wyjaśnienia.
- Myślisz, że jak mi pomożesz to nagle zacznę się inaczej zachowywać względem ciebie? Jeśli tak myślisz to muszę cię uświadomić, że to tak nie działa. – odpowiedziała po czym zwróciła się w moją stronę. – Wiem, że masz dużo pytań i oczekiwałeś nieco innej reakcji z mojej strony, ale wiedz, że to nie ma żadnego związku z tym co mi powiedziałeś. Nie chodzi tu o ciebie tylko o mnie. Więc nie zadręczaj się tym tak. Na pewno jest ci teraz trochę lżej prawda? – zapytała na co skinąłem głową. – Widzisz żadna tu moja zasługa. Samo to, że mi o tym opowiedziałeś sprawiło, że czujesz się trochę lepiej niż przed przyjazdem tutaj. Wystarczyło znaleźć tylko dobrego słuchacza i wcale to nie musiałam być ja.
- Ja tak nie uważam. Próbowałem z kimś o tym rozmawiać, ale nikt nie potrafił słuchać. Nawet psycholog się nie nadawał. Dopiero ty sprawiłaś, że ci zaufałem i wyznałem wszystko. Nie żałuję, że przyjechałem tutaj. To była najlepsza decyzja jaką kiedykolwiek podjąłem.
- Na pewno nie, ale miło jest słyszeć, że choć jedna osoba nie traktuje „La luny” jako dziury zabitej dechami. Staram się robić wszystko by zmienić nastawienie innych, ale to jest tak jak walka z wiatrakami. Czym bardziej próbujesz tym gorzej to wychodzi…
- Dlaczego tak mądrzy i wrażliwi ludzie jak Ty, noszą w sobie najwięcej cierpienia? – spytałem sam siebie. Jednak Lily zaczęła mówić.
- Tacy ludzie czują bardziej. Wszystko mocniej ich dotyka. Każdy element siedzi schowany głęboko we wnętrzu psychiki i bardzo często przebiegle rani. Słowa pozostają zapamiętane na dłużej, a te wypowiedziane przekazują informacje tak często niedostrzegalne przez innych. Trudno jest się wyzbyć tego uczucia, tej wiecznej samotności, wrażliwości na wszystko, zupełnie innego poglądu na świat. Każdego dnia budzimy się i rozpoczynamy na nowo kolejny dzień. Wszyscy ludzie gdzieś pędzą, do szkoły, do pracy, do swoich spraw. Każdy o czymś myśli, ma czymś zaprzątniętą głowę, wszystko planuje, co zrobi za godzinę, gdzie pojedzie, ile dokumentów musi załatwić do południa. Ta nieliczna, choć spora część osób wstaje rano i nie myśli o tym, co zjeść na śniadanie, jaki serial dziś obejrzeć, co na siebie ubrać, komu złożyć życzenia urodzinowe. Ci ludzie wstają i zastanawiają się, jak żyć, jak żyć by przetrwać…
- Lily…
- Nie. Idź już. Chcę przez chwilę zostać sama.
- Dobrze pójdę, ale pamiętaj, że nie jesteś sama…

poniedziałek, 16 listopada 2015

Rozdział 29

Dzisiejszej nocy nie spałam najlepiej. Ciągle powracały do mnie myśli o, których nie chcę pamiętać. Do tego doszły przeżycia Zayn’a. Potrzebuję, żeby to wszystko się wreszcie skończyło. Żeby raz na zawsze to wszystko się wyjaśniło. Muszę jak najszybciej znaleźć ten trzeci klucz, by zamknąć ten rozdział w swoim życiu. Oczywiście zawsze będę o tym pamiętać, ale nie chcę dłużej żyć z tym całym ciężarem, który towarzyszy mi odkąd pamiętam. Dopiero przyjazd chłopaków uświadomił mi, że muszę się z tym zmierzyć. Wtedy będę mogła odnaleźć jakieś pozytywne strony mojego życia. Schodząc na dół przywitała mnie błoga cisza. Jedyny plus wstawania wcześnie rano. Z pewnością nie wyglądałam najlepiej, ale to jest mój najmniejszy kłopot. Nalałam sobie soku i usiadłam na krześle. Pogrążyłam się w swoich myślach. Nie wiem ile tak siedziałam i pewnie jeszcze by mi trochę zeszło, gdyby ktoś nie złapał mnie za ramię. Podskoczyłam zaskoczona i niefortunnie wylałam całą zawartość szklanki na osobę stojącą przede mną. – Jeny. Przepraszam cię Louis.
- Nie no, nic się nie stało. To tylko koszulka.
- Zdejmij ją. Wrzucę do prania, bo inaczej zostanie plama.
- Nie musisz…
- No chyba się mnie nie boisz, co?
- Nie, no skąd. – odpowiedział i podał mi tą koszulkę. W tym momencie do pomieszczenia weszli Lizzy z Niall’em i Zayn’em.
- A tu co się dzieje? – zapytała moja siostra. Louis stał zdezorientowany i nie wiedział, co powiedzieć.
- A co ma się dziać? – zapytałam z ironią. – Louis zgłoś się później do Marii po tą koszulkę.- dodałam. Dosłownie po sekundzie zadzwonił telefon. Po wysłuchaniu wiadomości byłam jednocześnie zdumiona i wkurzona. – Zaraz tam będę. Dzięki za informację. – powiedziałam i się rozłączyłam.
- Coś się stało? – zapytała Lizzy
- Nic, nie przejmuj się. – odpowiedziałam i wyszłam. Dosiadając Jeff’a ruszyłam w stronę pastwiska, gdzie czekał Jose. – Co się dzieje?
- Muszę ci coś pokazać.
Wzięłam do ręki wodze i prowadząc za sobą konia ruszyłam za pracownikiem. Nie było sensu jeszcze o nic pytać więc szliśmy w milczeniu. Dotarliśmy do miejsca, gdzie kończyło się pastwisko i zazwyczaj nikt nie chodzi bez powodu.
- Spójrz tutaj.
Na widok zniszczonego ogrodzenia, aż krzyknęłam wkurzona – Co do cholery? Przecież kilka dni temu sama wszystko sprawdzałam. Trzeba zawołać ludzi i poszukać zaginionego bydła. Inaczej poniesiemy niezłe straty.
Jose nachylił się bliżej drutu. – Spójrz dokładniej. – Zerknąwszy ponownie szeroko otworzyłam oczy. Drut był idealnie równo przecięty.
- Ewidentnie ktoś to przeciął nożycami. Czyli miałam rację, że w okolicy jest złodziej.
- Spokojnie jeszcze nie wszystko stracone.
- Osobiście załataj dziurę i na razie nikomu ani słowa.
- Co chcesz zrobić?
- Znajdę tego kto chce mi zaszkodzić. – powiedziałam – Przelicz stado w tym sektorze. Chcę wiedzieć jakie straty, to spowodowało.
- Wieczorem przekażę ci nowiny.
- Okej dzięki.  
Po powrocie do domu niefortunnie wpadłam na Zayn’a. – Nie zauważyłam cię. Przepraszam.
- Nic nie szkodzi. Szukałem cię.
- Nie mam teraz czasu na rozmowy.
- Dzwonił do mnie Paul.
- Dobra chodź ze mną – powiedziałam i skierowaliśmy się do gabinetu. – Siadaj.
- Powiedziałam, że oddzwonię jak cię znajdę.
Wybierając odpowiedni numer słychać było ten irytujący sygnał oczekiwania. Sprawy nie ułatwiał fakt, że Zayn intensywnie się we mnie wpatrywał. Wiem o co mu chodziło, ale naprawdę nie miałam siły z nim rozmawiać.
- Paul Higgins.
- Cześć Paul tu Lily… i Zayn.
- Witajcie.
- Zayn mówił, że dzwoniłeś.
- Tak wszystko załatwione. Katie przyjedzie pojutrze do „La luny”. Tak jak prosiliście nic jej nie mówiłem.
- To jak ją przekonałeś? – zapytał Zayn.
- Powiedziałem, że Liam wykupił dla niej wycieczkę.
- Nie będzie zadowolona jak zobaczy wokół siebie same pola. – stwierdziłam.
- Spokojnie Lily. Jak zobaczy Liam’a nic innego się nie będzie liczyć.
- Mam tylko nadzieję, że Katie nie jest taka konfliktowa, jak twoi podopieczni.
- Katie to bardzo przyjazna dziewczyna. Nie sprawia problemów dopóki ktoś nie interesuje się jej chłopakiem.
- Okej, rozumie. W takim razie do usłyszenia Paul. Liczę, że jeszcze nas odwiedzisz.
- Jak znajdę trochę czasu to z przyjemnością. Trzymajcie się dzieciaki. Na razie.
- Pa.
- Czyli wszystko ustalone. Cieszę się, że mu się udało ją przekonać.
- Dlaczego to robisz?
- Już o tym rozmawialiśmy.
- Tak, ale…
- Nie musisz wszystkiego wiedzieć.
- Masz jakiś problem, prawda?
- To ciebie nie dotyczy i nie muszę ci się tłumaczyć. A teraz zostaw mnie samą mam dużo pracy.
- Jak chcesz, ale jeszcze wrócimy do tej rozmowy. – odpowiedział i wyszedł.
Rozsiadłam się wygodniej na krześle i ponownie zaczęłam analizować księgi rachunkowe.

Schodząc ze schodów zauważyłam jak moja siostra z Zayn’em udają się do gabinetu. Oboje od wczoraj dziwnie się zachowują więc postanowiłam sprawdzić o czym będą rozmawiać.
- Co robisz? – doszedł mnie szept i prawie podskoczyłam zaskoczona.
- Cicho. Próbuje usłyszeć o czym rozmawiają Zayn z Lily.
- Może po prostu ją o to zapytasz?
- Nie ma opcji. Lily nie mówi mi o wielu rzeczach, żeby mnie nie martwić.
- Ale…
- Cicho, ktoś idzie – szepnęłam i popchnęłam Niall’a w stronę schodów. Staliśmy bardzo blisko siebie. Nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy więc przylgnęłam do niego jeszcze bliżej i  patrzyłam za niego. Z pomieszczenia wyszedł mulat i na szczęście przeszedł nie zauważając nas. W końcu się od niego odsunęłam.
- Chyba nas nie zauważył. Przepraszam, nic ci nie zrobiłam?
- Nie to ja powinienem o to spytać.
- Ze mną okej.
- Może się przejdziemy?
- W sumie to dobry pomysł. 
Podczas naszego spaceru rozmawialiśmy i śmialiśmy się na zmianę. Jednak za bardzo nie potrafiłam się skupić. Ta sytuacja z przed chwili znowu spowodowała, że jakoś dziwnie się czuję. Przebywanie zbyt blisko Niall’a powoduje u mnie dziwny dreszcz. Ciekawe czy on czuje to samo. Bardzo chciałabym mu wyznać co czuję, ale boje się. Boje się, że on nie zrozumie. Okej, świetnie nam się spędza czas, ale to nie znaczy, że on też tak ma. Ostatecznie zawędrowaliśmy nad rzekę. Lily zawsze zabraniała mi tu przychodzić, ale nie rozumiem dlaczego. Tu jest równie ładnie, jak nad jeziorem. Usiedliśmy na brzegu i patrzyliśmy na wodę. – Może popływamy? – zapytałam.
- Ta woda nie wygląda zbyt przyjaźnie.
- Jak chcesz ja idę. – odpowiedziałam. Nawet nie wiem dlaczego to zaproponowałam. Potrzebowałam trochę ochłody, a że była tu tylko rzeka to nie miałam innego wyboru. Jednak nie wszystko było po mojej myśli. Prąd rzeki był dość silny, że nie mogłam płynąć.
- Lizzy co się dzieje?
- Nie wiem. – wpadłam w panikę. Widziałam tylko, że Niall wskakuje do wody.

Ślęczenie nad papierkami nie jest moim ulubionym zajęciem. Postanowiłam się przewietrzyć. Wyprowadzając Jeffa ze stajni już miałam na niego wsiąść, ale zatrzymał mnie Jose.
- Lily! Zaczekaj. Przeliczyłem stado i mam wrażenie, że brakuje nam ze stu sztuk.
- Stu sztuk? – powtórzyłam zaskoczona. – To nie możliwe. To musi być ktoś z rancza Kinsley’ów albo Garcii. Nie byłabym zaskoczona, gdyby to zrobił Jack albo David. No chyba, że kradzieży dokonuje ktoś od nas.
- Całkiem możliwe.
- Jutro do południa chcę uzyskać szczegółowe sprawozdanie. Wybierz do pomocy ludzi, których jesteś pewien.
- Jasne. A ty gdzie?
- Muszę to wszystko przemyśleć. To już za dużo nawet dla mnie.
Wsiadając na konia pognałam przed siebie. Ruszyłam jeszcze raz obejrzeć tamtą zagrodę. Faktycznie idealne miejsce do kradzieży. Sprawdziwszy najpierw naprawione ogrodzenie zaczęłam liczyć pasące się bydło. Jose miał rację brakowało około stu sztuk. Muszę, jak najszybciej dociec prawdy, inaczej poniesiemy ogromne straty. Nie ma mowy, nie puszczę tego płazem. Muszę działać z rozwagą tak by przechytrzyć złodziei. Potrzebowałam ochłonąć więc skierowałam się nad rzekę. Docierając na miejsce przypięłam konia do gałęzi. Odwróciwszy głowę zobaczyłam tylko jak Lizzy z Niall’em o czymś rozmawiają. Ile razy mówiłam jej, żeby tu nie przychodziła? Tu nie jest tak bezpiecznie jakby się wydawało. Nim zdążyłam zrobić krok w ich stronę dostrzegłam, jak moja siostra wchodzi do wody, po chwili słychać jej krzyk, a Niall wskakuje za nią. Wszystko działo się w zawrotnym tempie. Nawet nie wiem kiedy dobiegłam do wody. Widziałam, jak próbowali podpłynąć do brzegu, ale prąd rzeki im to uniemożliwiał. Niall był bliżej brzegu więc udało mi się go wyłowić na brzeg. Gorzej było z Lizzy. Całe szczęście, że miałam ze sobą lasso. Gdyby nie to pewnie by doszło do najgorszego. Ja doskonale znam tą rzekę, ale za każdym razem boję się do niej wchodzić. Co dopiero, jak jest to osoba, która nic o niej nie wie. Kiedy było już po wszystkim usiadłam na brzegu i odetchnęłam głęboko. Zasłaniając uszy dłońmi próbowałam ochłonąć. Siedziałam tak przez chwilkę, aż wreszcie wstałam. – Wracamy do domu.
- Lily my…
- Lepiej nic nie mów.
- Ale…
- Do cholery co wy sobie myśleliście, co!? Jak możecie być tacy nieodpowiedzialni!? Ile razy ci mówiłam, żebyś tu nie przychodziła? No ile? Gdybym tu nie przyjechała to… nawet nie chcę o tym myśleć.
- Przepraszamy
- Nie interesują mnie wasze przeprosiny. – warknęłam tylko i w milczeniu skierowaliśmy się w stronę domu. – Idźcie się przebrać i odpocząć. – powiedziałam i poszłam zaprowadzić Jeffrey’a do stajni.


poniedziałek, 2 listopada 2015

Rozdział 28

Otworzyłam oczy przy czym jedyne, co zobaczyłam to rażące światło. Mimowolnie z powrotem je zamknęłam. W głowie przelatywało mi milion myśli przez co czułam pulsujący ból. Niechętnie ponownie uchyliłam powieki automatycznie łapiąc się za głowę. Nie wiedziałam co się dzieje.
- Lily. Słyszysz mnie? - dotarł do mnie zaniepokojony głos Lizzy. Spoglądając w stronę, z której dochodził głos zauważyłam, że wszyscy mi się przyglądają. Dlaczego mnie tak boli głowa? - Lily?
- Cicho. - udało mi się powiedzieć. - Czemu mi się tak przyglądacie?
- Straciłaś przytomność. Nie pamiętasz tego? - powiedziała Maria i wtedy wszystko wróciło. Kradzież, Luke, rozmowa i ...Zayn. Ponownie wszystko jest przeciwko mnie. Jakbym mało miała przeżyć w swoim życiu. Zdążyłam przywyknąć do śmierci Luka, a teraz na nowo dowiaduje się rzeczy, które jeszcze bardziej komplikują to wszystko. Przywykłam do tego, że sama zarządzam "La luną", a teraz ktoś mnie okrada. A co najważniejsze przywykłam, że zawsze będę sama, a teraz zjawił się Zayn. Dawno temu obiecałam sobie, że nikogo nie obdarzę żadnym uczuciem, a tu zjawia się on i do głosu dochodzą uczucia, które tak skrycie trzymałam w sobie. Nie chcę, żeby tak było. Jesteś tego pewna? Nie wiem. Było dobrze tak jak było. Żyłam w za tym swoim murem i wszystko było w porządku. Co z tego, że nie byłam szczęśliwa? Nie każdy musi. - Powiedz coś.
- Dlaczego mnie tak bardzo boli głowa?
- Uderzyłaś się przy upadku. - odezwał się Zayn. Kiedy na niego spojrzałam zauważyłam, że on również mi się intensywnie przygląda. W jego oczach czaiła się troska i obawa? Oddychając głęboko przymknęłam na chwilę powieki. Odepchnęłam od siebie tą myśl. Uchylając je ponownie w jego wyrazie twarzy nic się nie zmieniło. Do cholery nie wiem, co mam robić. Nigdy wcześniej nikt obcy tak bardzo do mnie nie dotarł. Sama do tego doprowadziłam. Próbując mu pomóc tak naprawdę wpuściłam go do swojego życia. I choćbym nie wiem jak się starała nie jestem w stanie teraz tego naprawić. To jest silniejsze ode mnie. Czym bardziej staram się odepchnąć go od siebie to działa w odwrotną stronę. Czemu moje życie musi być takie? Co ja takiego zrobiłam?
- Słyszałaś co powiedziałam? - dotarły do mnie słowa Lizzy.
- Mhm. - odpowiedziałam. Chciałam zostać sama by móc pozbierać swoje myśli, ale nie mogłam. Moja siostra wraz z Marią przekrzykiwały się nawzajem, a chłopacy się im przyglądali.
- Lepiej będzie, jak zostawimy ją samą. - powiedział niepewnie Liam na, co posłałam mu wdzięczne spojrzenie.
- Ale... - zaczęła Lizzy.
- Zostawcie mnie w końcu samą. Chcę odpocząć. - i tak zostałam sama w pokoju. Odetchnęłam z ulgą. Przymknęłam oczy, gdyż głowa nadal mnie bolała. Nie wiem co się dzieje. Jeszcze nigdy tak nie miałam. I tu wcale nie chodziło o upadek. W stajni jest siano, które pewnie zamortyzowało moje ciało. Pewnie to nadmiar emocji towarzyszących mi w ciągu ostatnich godzin. Do tej pory nie wiem co myśleć. Nadal uważam, że to nie była wina Zayn'a i on w to musi uwierzyć. Leżąc tak dobiegł mnie dzwonek telefonu. Niechętnie podniosłam się z łóżka o mały włos nie upadając. Odebrałam nawet nie patrząc na, to kto dzwonił.
- Halo?
- Lily?
- Tak…
- Cześć, tu Daga. Dobijam się na Skype’ie, ale nie raczysz odebrać. – powiedziała z wyrzutem. Założę się, że przy tym przewróciła oczami. Dagmara jakieś 4 lata temu była gościem na ranczu w ramach szkolnego projektu. Pochodzi z Polski i w tamtym czasie przebywała na wymianie w Londynie. Jest bardzo pozytywną osobą, której nie zraził nawet mój charakter. Podkochiwała się w moim bracie przez, co nie mogła uwierzyć, że zginął. Jakoś tak wyszło, że zaczęła być dla mnie jak przyjaciółka. Przez tyle czasu utrzymujemy kontakt mimo, że nie jest to łatwe. Wiem, że mogłabym jej wszystko powiedzieć, a ona dotrzymałaby tajemnicy. Dla mnie plusem jest to, że dzieli nas dużo kilometrów. Łatwiej mi tak rozmawiać o niektórych rzeczach. No i potrafi mnie rozgryźć, co mnie najbardziej denerwuje. Oczywiście nie wie o mnie wszystkiego, ale jest dobra w kojarzeniu faktów.
- Nie mam na nic czasu. Wybacz.
- Nie wciskaj mi tu bajek. Zawsze mówisz, że nie masz czasu!
- A ty zawsze masz czelność na mnie krzyczeć! A propo krzyków bądź ciszej. Głowa mi pęka.
- Przepraszam. Ale nie zmienia to faktu, że unikasz rozmowy od miesiąca! – i się zaczyna. Wspominałam już, że mimo iż jest wspaniałą osobą jest również upierdliwa?
- Tyle się dzieje, że nie masz pojęcia…- mruknęłam bardziej do siebie.
- Możesz mi opowiedzieć mam dużo czasu.
- Ale… - zaczęłam, ale przerwało mi pukanie do drzwi. – Zaczekaj sekundę. – powiedziałam. Oczywiście nie mógłby być to kto inny niż Zayn. Czy on nie może mnie na chwilę zostawić w spokoju?
- Lily, wiem, że nie jesteś w najlepszej formie, ale możemy porozmawiać?
- Kto to? Czyżbyś znalazła sobie kogoś?
- Cicho bądź.
- Mam pilny telefon. Po za tym nie sądzę, żeby to był dobry moment.
- W takim razie zajrzę do ciebie później. – powiedział i nie czekając na moją odpowiedź opuścił pomieszczenie.
- Kim jest Zayn? Widzę, że ominęło mnie dużo rzeczy.
- Nie chcę…
- Czy to twój chłopak?
- Nie! Nie. O czym ty mówisz? To jest nasz gość.
- I przychodzi do ciebie do pokoju, bo…
- Bo coś chciał?
- Nie wciskaj mi tu kitu. Ze mną ci się to nie uda.
- Powiedz mi dlaczego ja się z tobą przyjaźnię? Trzeba było posłać cię do diabła dawno temu.
- Bardzo śmieszne. To co powiesz mi kim on jest?
- Muszę już kończyć. Do usłyszenia. – powiedziałam i się rozłączyłam mimo jej protestów. „Kim on jest?” Sama nie wiem kim. Po chwili otrzymałam sms.
„I tak mi wszystko powiesz. Jak nie to osobiście zjawię się w La lunie. Daga”
Szczerze mówiąc to ta krótka rozmowa choć na sekundę uwolniła mnie od tych wszystkich myśli w mojej głowie. Szkoda, że faktycznie nie może tu na kilka dni przyjechać. Ona jest jedyną osobą, która zawsze mnie wysłucha i tyle. Może to dziwne, ale nie potrafię rozmawiać w taki sposób ani z moją siostrą, ani z Marią. Pewnie dlatego, że jest dla mnie obcą osobą. Bliskim nie potrafię wyznać swoich myśli. Nie chcę nikomu sprawiać cierpienia, dlatego nie mówię im o wszystkim. Lizzy jest zbyt wrażliwa i niewinna, żeby obarczyć ją tymi problemami. Wolę przyjmować to na siebie. Dosyć tych rozmyślań. Potrzebuję powietrza inaczej pęknie mi głowa. 

Nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Miałem wyrzuty sumienia. Może nie powinienem obarczać Lily tym całym gównem, jakim jest moje życie. Nawet dla niej jest to zbyt wiele. Mimo to potrafiła mi, jak zwykle powiedzieć coś nad czym się będę długo zastanawiał. O wiele łatwiej by było, gdyby mówiła do mnie wprost. Szczerze to zaskoczyła mnie jej reakcja. Najpierw mnie przytuliła, a później wybiegła jakby się paliło. Lecz dopiero kiedy zobaczyłem, jak płacze poczułem się podle. Aż poczułem taki dziwny uścisk w klatce piersiowej, co nie było zbyt przyjemne. To, co Lily później powiedziała sprawiło, że poczułem się jakby wymierzyła mi policzek. Serio to było najgorsze. Zależy mi na niej, a ona mówi, że nie jest wstanie odwzajemnić moich uczuć, co jest kompletną bzdurą. Ewidentnie się czegoś boi i usilnie sobie to wmawia. Jakoś jak ją całuję odwzajemnia to. Gdyby chociaż powiedziała o co tak naprawdę chodzi, bo jestem mega zdezorientowany jej zachowaniem. Za każdym razem gdy minimalnie się otworzy i myślę, że wszystko jest na dobrej drodze szybko się wycofuje i znów zamyka w sobie. I nie wiem jak temu zaradzić…
- Co tak tu sam siedzisz? – zapytał Niall przysiadając się do mnie.
- Rozmyślam nad moim gównianym życiem.
- Co się znowu stało? Chodzi o Lily?
- To swoją drogą. Powiedziałem jej o wszystkim i widzisz do czego to doprowadziło. Nie wiem co mam robić. Kiedy wszystko się jakoś układa i zmierza ku poprawie i tak w efekcie się psuje i jest jeszcze gorzej. To wszystko jest takie popieprzone…
- Wiesz w czym tkwi twój problem? W tym, że chciałbyś mieć nad wszystkim kontrolę, a tak się nie da. Sam nie jesteś w stanie wszystkiemu zapobiec. Wiele rzeczy się musi wydarzyć, żebyśmy mogli coś zrozumieć.
- Mówi się, że czasem trzeba upaść na samo dno by dostrzec swoją porażkę. Tylko, co wtedy gdy nie możesz odbić się od tego dna mimo, że próbujesz?
- Według mnie już się odbiłeś od tego dna. Nie jesteś taki jak przed przyjazdem tutaj. Popatrz na to wszystko z drugiej strony. Te całe twoje przeżycia miały cię czegoś nauczyć. Gdyby nie to nie przyjechalibyśmy na ranczo, nie poznałbyś Lily…
- Do czego zmierzasz?
- Tylko się nie złość. Wydaje mi się, że się w niej zakochałeś. Usilnie chciałbyś być obok, martwisz się o nią itd.
- Co…
- Nie zaprzeczaj. Jeszcze nigdy tak bardzo się nie zaangażowałeś. Nawet jak byłeś w związku z Rebbeca się tak nie zachowywałeś, a twierdziłeś, że ją kochałeś. – powiedział blondyn. Tu trafił w sedno. Ale czy na pewno jestem zakochany w Lily? Czy to tylko troska o nią? – Dodatkowo boli cię to, że Lily nie leci na ciebie tak jak jesteś do tego przyzwyczajony. Wiesz co w sumie to zabawne. Jeszcze nigdy żadna ci nie odmówiła. Teraz chociaż zobaczysz co czuły wszystkie te laski.
- Bardzo śmieszne. A jak tam twoje sprawy z Lizzy?
- Nie zmieniaj tematu. Rozmawiamy o tobie.
- Czyli z nią nie rozmawiałeś.
- Serio Niall? Nie widzisz tego, że ona na ciebie leci? – powiedział Louis pojawiając się znikąd.
- Dajcie spokój. Jeśli macie zamiar się ze mnie nabijać to idę stąd.
- Siadaj. Zawsze możemy porozmawiać o pogodzie. – dodał głupkowato Lou. On to zawsze potrafi rozładować napiętą atmosferę. Przyznam się, że choć przez chwilę udało mi się zapomnieć o tym wszystkim co miało miejsce kilka godzin temu. Siedzieliśmy przez jakiś czas rozmawiając o bzdetach takich jak pogoda. Nie miało to sensu, ale dla nas nawet takie rozmowy są ważne. Dopiero, gdy dotarł do nas głos Lily zwróciliśmy się w tamtą stronę.
- No idziesz czy nie? – mówiła do Lizzy.
- No idę, idę. Gdzie ty mnie w ogóle ciągniesz?
- Idziemy na spacer. – powiedziała wywracając oczami.
- Powinnaś leżeć.
- Wiesz co? Jak nie chcesz iść to po prostu powiedz. Nie będę cię do niczego zmuszać.
- No już się nie dąsaj tylko chodź. – odparła Lizzy i razem poszły w nieznanym mi kierunku.
Dopiero, gdy znikły nam z pola widzenia wróciliśmy do rozmowy.
- To nie sprawiedliwe. Niall ma Lizzy, ty masz Lily, a ja? Czy one nie mają jeszcze jednej siostry?
- Tommo, o czym ty mówisz? – spytał Niall.
- Nic, nic. Po prostu głośno myślę.

Rozmawiałam sobie z Marią i Liam’em, aż nie zjawiła się Lily twierdząc, że idziemy na spacer. Nie mogłam jej odmówić, gdyż nadal była lekko blada, co mnie martwiło. Ogólnie mówiąc to przestraszyłam się kiedy zobaczyłam, jak Zayn niesie ją nieprzytomną. Lekarz stwierdził, że to z przemęczenia i pewnie tak było, choć coś mi się wydaje, że nie tylko dlatego. Zaraz po śniadaniu zniknęli razem z Zayn’em i nie widziałam ich, aż do tamtego momentu. Jestem ciekawa czy pomiędzy nimi coś jest. Z obserwacji bym mogła powiedzieć, że tak. Gdziekolwiek pojawi się moja siostra Zayn jest o wiele bardziej ożywiony i wpatruje się w nią, jak w obrazek. Po Lily ciężko mi cokolwiek stwierdzić. No chyba, że to iż próbuje go ignorować. Na pierwszy rzut oka nie można tego dostrzec. Ona robi to w taki sposób, że tylko przebywając z nią przez długi czas jest się w stanie to dostrzec.
- To nie było zbyt grzeczne tak przerywać nam w pół słowa.
- Jestem u siebie więc mogę robić co chcę.
- Dobra. - powiedziałam
- No idziesz czy nie?
- No idę, idę. Gdzie ty mnie w ogóle ciągniesz?
- Idziemy na spacer. – powiedziała wywracając oczami.
- Powinnaś leżeć.
- Wiesz co? Jak nie chcesz iść to po prostu powiedz. Nie będę cię do niczego zmuszać.
- No już się nie dąsaj tylko chodź.
Szłyśmy tak ramię w ramię, aż dotarłyśmy do jeziora. Zawsze przychodzimy tu jak chcemy porozmawiać. Panuje tu taki spokój i mamy pewność, że nikt nam nie przerwie.
- Chcesz ze mną porozmawiać? – zapytałam.
- Tak. Chcę cię o coś zapytać. – odpowiedziała. – Czy ty… czy ty znowu miewasz te koszmary?
- Co…
- Ostatnio miałam dziwne przeczucie. No wiesz i poszłam sprawdzić czy wszystko w porządku.
- O matko. – czyli widziała jak Niall u mnie został. – To nie tak jak myślisz. Jeny…
- Nie chodzi mi o to, co jest pomiędzy wami. Interesuje mnie czy te koszmary powróciły.
- Wtedy, jak mi powiedziałaś o tym wszystkim miałam koszmar, ale tylko ten jeden raz!
- Wiesz, że jak coś się będzie działo zawsze możesz do mnie przyjść. Wiesz to, prawda? – znowu Lily musi się upewnić, że jest wartościową osobą.
- Wiem. I nie próbuj znowu do tego wracać. Jesteś wspaniałą osobą. Cudowną siostrą.
- Życie jest zabawne, prawda? Kiedy już myślisz, że wszystko sobie poukładałeś, kiedy zaczynasz snuć plany i cieszyć się tym, że nareszcie wiesz, w którym kierunku zmierzasz, ścieżki stają się kręte, drogowskazy znikają, wiatr zaczyna wiać we wszystkie strony świata, północ staje się południem, wschód zachodem i kompletnie się gubisz. Tak łatwo jest się zgubić. – powiedziała.
- Łatwo, ale nie możesz ciągle do tego wracać. Inaczej nie pójdziesz na przód.
- Widzę, że jednak coś pamiętasz z rad dziadka. – stwierdziła posyłając mi nikły uśmiech.
- Nie da się inaczej. Tyle razy to powtarzał…
- A właśnie. Chciałabym, żebyś mi dała ten klucz co znalazłaś w liście od Luka.
- Wiesz już o co w tym chodzi?
- Jeszcze nie, ale się dowiem.
- W takim razie chodźmy.
W drodze powrotnej rozmawiałyśmy o różnych bzdetach. Lily próbowała brać czynny udział w rozmowie, ale i tak błądziła gdzieś myślami. Nie drążyłam tematu, gdyż nie wyglądała najlepiej. Tak, jak powiedziałam oddałam jej ten klucz, po czym razem zasiadłyśmy do kolacji.

niedziela, 25 października 2015

Rozdział 27

- Przyszedłem, żeby w końcu wszystko wyjaśnić.
- Dobrze. Postaram się nie przerywać. - powiedziała posyłając mi przyjazne spojrzenie. Miła odmiana z jej strony. Szkoda, że w takiej sytuacji. Pewnie jak się wszystkiego dowie, to zmieni swoje nastawienie. Ale jak już powiedziałem A, to muszę powiedzieć i B.
Melanie
- Przez dwa lata staliśmy się bardzo popularni. Jak już wspominałem od tamtego czasu nie rozmawiałem z rodzicami. Z siostrami utrzymywałem kontakt jednak nie chciałem, żeby mnie odwiedzały. Wiem, że to było samolubne z mojej strony, ale wtedy nie potrafiłem inaczej. Sądziłem, że rodzice odtrącą je jeśli do mnie przyjadą. Miałem dużo żalu do nich. Starali się ze mną porozmawiać, ale ja nie chciałem słuchać... Mimo, to ze dwa razy mnie odwiedziły. Któregoś dnia zadzwoniła do mnie Mia, że Melanie gdzieś zniknęła. Pamiętam, jak bardzo się wtedy wystraszyłem. Od razu chciałem jej szukać. Jednak nie wiedziałem od czego zacząć. Wtedy ona pojawiła się u mnie i stwierdziła, że chce ze mną zamieszkać, bo rodzice jej nie rozumieją. - zacząłem i podałem Lily zdjęcie Melanie - Musiałem się zgodzić, bo inaczej zniknęła by gdzieś. Bardzo się zmieniła odkąd ją ostatni raz widziałem. To już nie była ta sama dziewczyna. Przez miesiąc mieszkała u mnie i starałem się jej pilnować, jak mogłem. Chłopaki też mi pomagali. Mimo to wiele razy udało się jej wymknąć wieczorem. Zawsze tłumaczyła, że spotykała się z koleżanką. Wtedy nie miałem powodu, żeby jej nie wierzyć. Jednak prawda była inna. Mel zaczęła popełniać moje błędy. Poznała jakiegoś kolesia, który zawrócił jej w głowie. Najgorsze było to, że on zaczął ją zabierać na nielegalne wyścigi, co bardzo imponowało mojej siostrze. Dowiedziałem się o tym zbyt późno... Zawsze starałem się ją chronić przez to, że była najmłodsza. Robiłem wszystko, co mogłem, żeby jej nikt nie skrzywdził. Swego czasu nawet odsyłałem z kwitkiem wszystkich jej potencjalnych kandydatów na chłopaka przez co zawsze się denerwowała. Do tej pory pamiętam jej uśmiechniętą buźkę i te czekoladowe oczy, które wpatrywały się we mnie z furią kiedy coś jej zabrałem. Wtedy wstydziłem się przyznać, że się po prostu o nią martwię. Przez ten miesiąc kiedy u mnie była myślałem, że uda mi się znaleźć w niej moją małą Mel. Nie wiem czy mi się to udało czy tak dobrze udawała, ale faktycznie jak byliśmy sami było tak jak dawniej. Wtedy byłem taki głupi... - powiedziałem biorąc głęboki oddech. Lily nie patrzyła na mnie, ale uważnie słuchała. - To wszystko wydarzyło się rok temu. Dokładnie 1 kwietnia. Pogoda była typowa dla tego miesiąca. Ale tamtego dnia było zimno, jak cholera. Padał deszcz i wiał silny wiatr. Siedzieliśmy z chłopakami na kanapie i oglądaliśmy jakąś komedię w telewizji. Swoją uwagę miałem skupioną na telefonie. Pisałem wtedy z Mią i opowiadałem jej co u nas i jak sobie radzę z Mel. Wtedy pojawiła się moja młodsza siostra i zaczęła krzyczeć.
- Czy ty jesteś normalny Zayn?! - na co wszyscy skierowaliśmy na nią wzrok. - Co ty nagadałeś Rayan'owi? - nim zdążyłem otworzyć usta znowu wybuchła - I nie mów, że z nim nie rozmawiałeś, bo wiem, że tak było. - wstałem z zajmowanego miejsca i pociągnąłem ją do kuchni. Nie miałem zamiaru kłócić się z nią przy chłopakach. 
- Rozmawiałem z nim. Przyszedł tu, któregoś dnia i powiedział, że wisisz mu jakieś pieniądze. Jak mu zapłacę to się od ciebie odczepi.
- Kłamiesz. On mnie kocha tak, jak ja jego. - powiedziała. - Skoro już wiesz, że mam chłopaka to dzisiaj z nim wychodzę.
- Nigdzie z nim nie pójdziesz. Jesteś pod moją opieką i nigdzie cię nie puszczę. Jasne?
- Och...- jęknęła. - A to nie dzisiaj macie ten wywiad w tv? - zapytała, a ja otworzyłem usta, żeby jej coś odpowiedzieć, ale nie wiedziałem co - Po za tym nawet nie zauważysz kiedy wyjdę. - powiedziała i pobiegła do swojego pokoju. Faktycznie tego dnia mieliśmy jakiś wywiad... Stałem przez chwilę w kuchni, aż dołączył do mnie Niall.
- Znowu jakiś problem?
- Taa... Chciała wyjść z tym Rayan'em, ale jej zabroniłem.
- I bardzo dobrze. Kolesiowi chodzi tylko o twoją kasę.
- Wiem, ale nie wiem co mam z nią zrobić. Musiałem się zgodzić, żeby tu została, ale ewidentnie sobie nie radzę. 
- Mel w końcu zobaczy, co to za typ i odpuści. 
- Mam taką nadzieję. - powiedziałem i wtedy zjawił się Harry. Zabrał się za szykowanie obiadu. Akurat wypadł ten dzień, w którym on coś przyrządzał. Zazwyczaj zamawialiśmy coś do jedzenia, bo nie chciało nam się gotować. No ale nie ważne. Pół godziny później zasiedliśmy do posiłku, przy którym nie obyło się bez kazania z mojej strony. Na całe szczęście Mel powstrzymała się od komentarzy. Po obiedzie rozeszliśmy się, by przygotować się do tego wywiadu. Wziąłem szybki prysznic i ubrałem się standardowo na czarno. Najwięcej czasu zajęło mi ułożenie włosów przez, co chłopacy mnie popędzali. Nie chciałem, żeby moja siostra została sama więc poprosiłem Katie by do niej przyjechała. Poleciłem również ochronie, żeby mieli na nią oko. Starałem się zawsze nie zostawiać jej samej. Tym bardziej odkąd dowiedziałem się o tym jej chłopaku. Pojechaliśmy na ten wywiad, ale nie mogłem się skupić. Kiedy skończyliśmy zauważyłem, że mam kilkanaście połączeń od Katie. Szybko oddzwoniłem. - Co się dzieje Katie?
- Mel gdzieś zniknęła. Szukaliśmy jej, ale nigdzie jej nie ma. Dosłownie na sekundę zostawiłam ją samą. - usłyszałem na, co moje serce zaczęło bić szybciej.  Mogłem ją zabrać ze sobą. Przecież mówiła, że wyjdzie.
- Zostań tam na wypadek, jak by wróciła. - powiedziałem i się rozłączyłem.
- Liam daj mi kluczyki. 
- Co się stało? - zapytał podając mi wspomniany przedmiot. Nie miałem czasu by mu odpowiadać. Szybko wybiegłem i docierając do samochodu odjechałem z piskiem opon. W drodze, nie wiem jak to zrobiłem, ale udało mi się dowiedzieć gdzie jest moja siostra. Potwierdziły się moje obawy. Zmierzałem w stronę dzielnicy gdzie odbywały się nielegalne wyścigi. Dodawałem coraz więcej gazu, całkowicie ignorując fakt, że mogę spowodować wypadek lub się zabić. Telefon nieustannie dzwonił, ale wtedy mnie to nie obchodziło. W tamtej chwili najważniejsze było to bym znalazł Mel zanim wystartuje z tym gnojkiem. Jednak się spóźniłem. Kiedy dojeżdżałem na stary parking w tej opuszczonej dzielnicy zauważyłem jak Mel wsiada do jednego z samochodów, a ten rusza z piskiem opon. Zwiększając prędkość jeszcze bardziej udało mi się z nimi zrównać. Rayan specjalnie "zarzucał" samochodem powodując piski przerażenia ze strony Melanie. Próbowałem przekrzyczeć warczące silniki. Słyszałem również nawoływania mojej siostry, żeby ten gnojek się zatrzymał. 
- Mel! Spójrz na mnie - nie było to łatwe prowadzić i jeszcze zerkać na samochód obok.
- Zayn! Ja się boję! - było słychać krzyki Melanie. 
- Zatrzymaj się kretynie! Zapłacę ci te cholerne pieniądze! - krzyczałem najgłośniej jak potrafiłem. - to sprawiło, że ten kretyn w końcu zainteresował się tym, co mówiłem. Jednak wtedy to wszystko się stało. Ten obraz, który miałem przed oczami... Słyszałem tylko pisk opon i przeraźliwy krzyk mojej siostry... Ich samochód wpadł w poślizg ostatecznie uderzając w drzewo z taką siłą, że oboje wylecieli przednią szybą. Zatrzymałem samochód i pobiegłem w stronę mojej siostry. Oboje leżeli na mokrej trawie. Ten gnojek jęczał i zwijał się z bólu, ale moja siostra nie... Podszedłem bliżej po czym ułożyłem jej głowę na swoich kolanach. Dopiero wtedy zauważyłem, że jej głowa mocno krwawiła. Błagałem, żeby otworzyła oczy, jednocześnie powtarzając, że wszystko będzie dobrze. Jednak nie zrobiła tego. Jej oczy pozostały zamknięte, a włosy posklejane miała od krwi i moich łez... - Przetarłem oczy, ponieważ w powiekach zbierały mi się łzy. Zawsze tak jest kiedy myślę o tym wszystkim. Zauważyłem, że Lily również płakała. - Potem wszystko działo się w zawrotnym tempie. Przyjechała policja, pogotowie... Zabrali mi Melanie, choć kłóciłem się, że za chwilę otworzy oczy i powie, że to był okropny żart. Jednak nic takiego się nie wydarzyło... Moja mała siostrzyczka odeszła na zawsze... Wiedziałem, że to wszystko jest moją winą… Gdybym ją przypilnował to wszystko by się nie zdarzyło...A co najważniejsze nie zabiłbym mojej siostry...  Wiesz co jest najgorsze? Że temu kolesiowi nic się nie stało! Miał tylko połamane żebra i pękniętą śledzionę... To jest właśnie to co wywróciło wszystko do góry nogami... Co spowodowało, że tak bardzo nienawidzę siebie... Zabiłem moją siostrę... Przez jakiś czas nawet nie wiem co się ze mną działo. Nic nie pamiętam. Nie chciałem z nikim rozmawiać. Żyłem jak w próżni... Odtrąciłem wszystkich, którzy chcieli mi pomóc. Tak bardzo czułem się winny, zresztą nadal tak jest, że zamknąłem się w sobie. Wtedy właśnie wszystko zaczęło się psuć...
- Już wystarczy Zayn... - powiedziała Lily podchodząc do mnie - Nie musisz nic więcej mówić - dodała obejmując mnie. Wszystkiego mogłem się spodziewać, ale nie tego. Zszokowany po chwili odwzajemniłem ten gest. Nie wiem ile tak staliśmy, ale w końcu brunetka się ode mnie odsunęła. Biorąc głęboki oddech zaczęła mówić - Mówi się, że czas leczy rany. Są jednak takie, które mimo upływającego oceanu sekund za nic nie chcą zamienić się w blizny i w końcu zniknąć... Jednak masz tą nadzieję, że wydarzy się coś, co spowoduje, że w końcu, choć w minimalnym stopniu ta rana pokryje się cienką błoną... i wtedy od ciebie zależy czy pozwolisz się jej zasklepić czy na nowo rozerwiesz na strzępy...- nabierając powietrza kontynuowała -  Wydaje mi się, że ten upadek, ku któremu dążysz, to upadek szczególny, wyjątkowo przerażający. Człowiekowi, który spada w przepaść, nie dana jest świadomość ani poczucie, że znalazł się na dnie. Po prostu stacza się i stacza coraz bardziej. A tak się akurat dzieje, że spotyka to ludzi, którzy w tym czy innym momencie swojego życia poszukiwali czegoś, czego ich środowisko dać im nie mogło. W każdym razie takie mieli wrażenie. I którzy zrezygnowali z poszukiwań. Zrezygnowali, zanim tak naprawdę w ogóle je zaczęli. Rozumiesz mnie? - dodała i zamierzała wyjść.
- Dlaczego chcesz teraz wyjść? - na moje słowa się odwróciła.
- Jak teraz tego nie zrobię to... to chyba zabraknie mi powietrza... Przepraszam Zayn... Przepraszam.... - szepnęła i wyszła. Nie mogłem tak tego zostawić. Musiałem się dowiedzieć co teraz o mnie myśli. Wyszedłem więc za nią. Minąłem zdezorientowanych Lizzy i Niall'a i udałem się w stronę stajni. Moje przypuszczenia okazały się słuszne. Lily stała przy jednym z boksów i płakała. Ten widok sprawił, że poczułem się jeszcze gorzej niż wcześniej. Jestem pewny, że płakała przeze mnie. Przez to, co jej powiedziałem. Wyglądała tak bezbronnie, że bałem się do niej podejść. Niecodziennie słucha się tak okropnych historii, ale nie spodziewałem się, że brunetka będzie tak rozpaczliwie płakać. Chyba, że...
 - Lily...
- Zostaw mnie, Zayn. - ledwo wyszeptała.
- Aż tak bardzo to na ciebie wpłynęło? Pewnie masz mnie za najgorszego człowieka na ziemi, ale...
- Nie uważam tak. Z twojej opowieści wynika, że to nie twoja wina.
- To dlaczego...
- Chcę zostać sama. Rozumiesz?
- Nie odejdę stąd dopóki nie powiesz mi o co chodzi. - powiedziałem pewnie.
- Ty nic nie rozumiesz....
- To mi wytłumacz.
- Nie mogę. Nie potrafię i  nie chcę... - rzekła. - Idź stąd - powiedziała.
- Nie zostawię cię samej. - na moje słowa Lily chciała wyjść, ale zatrzymałem ją przyciągając do siebie. - Dlaczego ty wszystko komplikujesz? Przyjechałeś tutaj i krok po kroku rozwalasz to wszystko, co budowałam przez tyle czasu. Czego ty do cholery oczekujesz? Moje życie nie powinno cię obchodzić. Za kilka tygodni wyjedziesz i... - nie zdążyła dokończyć, gdyż zamknąłem jej usta pocałunkiem. To był impuls. Nie chciałem słuchać tego, co mówiła. Za wszelką cenę stara się nie dopuścić mnie do siebie, ale ja tak nie potrafię. Czego ona się boi? Sama mówiła, że muszę odnaleźć siebie, a sama co robi? Próbuje postawić przed sobą mur by nikt nie poznał prawdziwej Lily. Ciągle udaje, że wszystko jest okej choć nie jest. Gdyby tylko spróbowała się otworzyć może potrafiłbym jej pomóc tak, jak ona to robi dla mnie. Już samo to, że wyznałem jej całą prawdę w jakimś stopniu przyniosło mi ulgę. Kiedy się od siebie oderwaliśmy Lily automatycznie spuściła głowę. Głęboko odetchnęła po czym przemówiła patrząc mi prosto w oczy. - Obiecałam, że ci pomogę, ale miałeś się trzymać ode mnie z daleka. Prosiłam wiele razy, żebyś nie próbował robić tego, co robisz. Powiedz, mam cię błagać, żebyś odpuścił?
- O czym ty mówisz?
- Nie jestem w stanie odwzajemnić twoich uczuć. Rozumiesz? Nie potrafię tego zrobić. Lepiej dla ciebie jak odpuścisz. Inaczej pociągnę cię jeszcze bardziej na dno. Więc błagam cię przestań. Przestań robić mi jakieś nadzieję. - wykrzyczała odsuwając się ode mnie.
- Nie zostawię cię. Rozumiesz? Nie potrafię. Przez tak krótki czas stałaś się dla mnie bardzo ważna. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale tak jest.
- Nie Zayn. Zrozum wreszcie, że ja nie zniosę więcej tego bólu i poczucia winy, które noszę w sobie. Jeśli pozwolę ci wejść do mojego świata, to do reszty się rozpadnę. Już nie mam siły walczyć z całym światem. Nie mam siły by próbować. Z pozoru jestem silna i twarda, ale wgłębi nie wyrabiam. Nadzieja już mi nie wystarcza. Nawet boje się ją mieć. Rozumiesz? W całym moim życiu nie spotkało mnie jeszcze nic dobrego. Nic co pozwoliłoby mi choć na sekundę odetchnąć i być szczęśliwą. - powiedziała gwałtownie próbując wciągnąć powietrze i próbując otrzeć spływające łzy. Przeraziłem się gdyż wyglądało, to jakby się dusiła. Nim się spostrzegłem Lily bezwładnie osunęła się na ziemię. To się nie dzieje naprawdę. Podchodząc bliżej ułożyłem jej głowę na swoich kolanach.
- Lily. Otwórz oczy. - mówiłem w kółko. - Błagam cię popatrz na mnie. - Jednak nawet się nie poruszyła. Wziąłem ją na ręce i skierowałem się w stronę domu.

sobota, 24 października 2015

Rozdział 26

Zayn schodząc na dół dostrzegł chłopaków siedzących w salonie. Zajął wolne miejsce obok Niall'a uprzednio witając się z pozostałymi. Wczoraj wszyscy doszli do wniosku, że nie warto się kłócić i, że muszą się pogodzić. Inaczej nie ma sensu dalej tworzyć zespołu. Jedno było pewne do tego żaden z nich nie chciał dopuścić więc zgodnie znaleźli kompromis. Wszyscy czekali na Lily. Musieli przekazać jej jaką decyzję podjęli. Malik wczoraj podjął równie ważną decyzję. W końcu opowie brunetce o wszystkim co wydarzyło się rok temu. Inaczej ustalenie z wczoraj nie dojdą do skutku.Dosłownie siedział, jak na szpilkach. Targały nim wątpliwości czy Lily go zrozumie? Czy będzie w stanie mu pomóc? Czy się od niego nie odwróci? Za wszelką cenę nie chciał do tego dopuścić. Brunetka stała się dla niego nadzieją na lepsze jutro. Może to wydaje się idiotyczne ale właśnie tak się stało. Ocknął się dopiero jak zjawiła się Lily.
- Co wy wszyscy macie takie miny? Stało się coś? - zapytała siadając.
- Na początek chcielibyśmy cię przeprosić za nasze zachowanie. - rozpoczął Liam. - Nie jesteśmy u siebie i nie powinniśmy tak postępować.
- Po prostu dla nas jest to trudne tym bardziej, że nasze problemy trwają już od dłuższego czasu. - dodał Louis.
- Ale zrobimy wszystko by to naprawić. - powiedział Niall i nastała cisza. Wszyscy oczekiwali na to, co powie Lily. Ta jednak patrzyła się na nich z nieodgadnioną miną. Dopiero po chwili posłała w ich stronę nikły uśmiech.
- No i świetnie. Mam tylko nadzieję, że robicie to dla siebie nie dla mnie. - powiedziała na co odetchnęli z ulgą. - Oczywiście tak jak mówiłam to jest ostatnia szansa. A teraz idziemy na śniadanie. - dodała.
W trakcie śniadania można było wyczuć jeszcze napiętą atmosferę. Chłopcy starali się warzyć słowa by nie narazić się Lily. Brunetka była bardzo rozbawiona sytuacją choć nie dawała po sobie tego poznać. Maria trajkotała nie dając nikomu dojść do słowa. Lizzy również podzielała postawę siostry jednak trochę gorzej jej to wychodziło. W końcu zaczęła się śmiać na, co wszyscy posłali jej zdziwione spojrzenie. Tylko Lily posłała jej rozbawiony uśmiech. - Nawet nie wiecie jak śmiesznie wyglądacie próbując mnie czymś nie obrazić. - powiedziała brunetka.
- Co?- spytał Niall.
- Lily próbuje wam powiedzieć, że macie zachowywać się naturalnie. - odpowiedziała Lizzy.
- Dokładnie. Bądźcie po prostu sobą. Okej?
- Okej. - odpowiedzieli jej chórem.
Lily wstała i już chciała wyjść, ale przypomniała sobie o czymś. - Zayn możesz do mnie za chwilę przyjść? Mam sprawę do ciebie.
- Mogę iść nawet teraz.

Razem wyszli z domu i skierowali się w stronę zagrody. Panna Eastwood starała się wymyślić sposób przekazania swojego pomysłu. Zayn zniecierpliwiony odezwał się pierwszy.
- Powiesz mi o co chodzi?
- Potrzebuję numer telefonu do Paul'a. Miałam gdzieś zapisany, ale chyba zgubiłam.
- I po to mnie ciągniesz przez pół rancza? - zapytał i parsknął śmiechem kiedy Lily skinęła twierdząco głową.- Mogłaś zapytać Liam'a.
- Nie. Właśnie o niego mi chodzi. Tęskni za swoją dziewczyną dlatego chciałabym ją tu zaprosić.
- I co ja mam z tym wspólnego?
- No właśnie to, że... tak jakby ty to zrobisz?
- Żartujesz sobie? Nie rozmawiałem z nią szmat czasu.
- Dobra okazja by to naprawić. Zadzwonimy do Paul'a i wytłumaczę mu o co chodzi. Chcę im obojgu zrobić niespodziankę, a ty mi w tym pomożesz. W ten sposób zrobisz pierwszy krok ku powrotowi do dawnego życia.
- A ty co z tego będziesz miała?
- Nawet mnie nie denerwuj. To jest właśnie wasz problem. Wszystko mierzycie miarą korzyści. - oburzyła się na co Zayn podniósł ręce w obronnym geście- No więc decydujesz się czy nie?
- Wchodzę w to wspólniczko.
- Świetnie. Spotkamy się za godzinę, jak skończę. - powiedziała Lily po czym zabrała się do pracy.
Po upływie godziny brunetka była zmęczona. Nie upłynęło zbyt dużo czasu, ale miała dużo zadań do wykonania. Usiadła na kilka sekund pod drzewem i wzięła kilka głębokich oddechów. Nie miała na nic siły i jedyne o czym marzyła to chwila wytchnienia. Jednak musiała dotrzymać danego słowa. Skierowała się w stronę domu gdzie miał czekać na nią Zayn. Udając się na górę dostrzegła go wychodzącego z pokoju. - Daj mi 15 minut.
- Okej. Zaczekam tutaj.
Po szybkim prysznicu wyszła ze swojego pokoju i docierając do Zayn'a gestem wskazała, żeby poszedł za nią. Weszli do jednego z pokoi obok jej sypialni. Było to niewielkie pomieszczenie o grafitowych ścianach wyposażone w masywne regały i wielką kanapę. - Siadaj. Tutaj nikt nie będzie podsłuchiwał.
- Wyglądasz na zmęczoną.
- Normalnie odkryłeś Amerykę - powiedziała Lily. - Masz ten numer? - dodała na, co mulat wyjął swoją komórkę.
- Ja nie mam tu zasięgu więc raczej się nie przyda.
- Mogę na chwilę? - zapytała na, co dostała wspomniany przedmiot. - Już działa. Dzwoń.
- Jak...- zaczął Zayn, ale widząc minę Lily wybierając odpowiedni numer wcisnął zieloną słuchawkę. - Dam na głośnomówiący. - dodał. Po kilku sygnałach Paul w końcu odebrał.
- Witaj Zayn. Miło, że dzwonisz.
- Taa... - odpowiedział na, co otrzymał wzrok typu "zachowuj się". 
- Masz jakąś sprawę do mnie?
- Tak jakby...
- Tylko mi nie mów, że Lily wywaliła cię z rancza. - powiedział Paul przez co brunetka postanowiła się włączyć do rozmowy.
- Cześć Paul. Nie, jeszcze go nie wywaliłam z "La luny". Możesz być spokojny.
- O... Witaj Lily. Cieszę się, że tego nie zrobiłaś.
- Jak na razie nie, choć muszę przyznać, że ja również mam ograniczone pokłady cierpliwości.
- Co oni znowu wyczynili?
- Długo by opowiadać, ale nie po to dzwonimy.
- Możecie mi powiedzieć o co chodzi?
- Chodzi o Liam'a. Nie może sobie znaleźć miejsca, bo tęskni za swoją dziewczyną. Zayn bardzo się tym przejął i wpadł na pomysł, żeby sprowadzić tu Katie. Mógłbyś mu pomóc?
- Oh... Świetnie to słyszeć, że wracasz do żywych. A co do sprawy to wszystkim się zajmę i jeszcze zadzwonię.
- Dzięki Paul. Tylko nie mów jej nic. Chcemy, żeby to była dla nich niespodzianka.
- Jasne. Do usłyszenia.
- Pa.
Wyłączając telefon Lily wpatrywała się intensywnie w Zayn'a.
- No co?
- Mógłbyś być bardziej miły.
- Serio? Dlaczego powiedziałaś, że to mój pomysł?
- Tak będzie lepiej. Wystarczy ci taka odpowiedź?
- A mam inne wyjście? - zapytał na co Lily pokręciła przecząco głową.
- Jeżeli to wszystko to wybacz, ale chciałabym odpocząć.
- Jasne, ale później chciałbym z tobą porozmawiać.
- Okej. Przyjdź tu za godzinę. - powiedziała brunetka, na co Zayn skinął głową i wyszedł z pokoju.
Lily położyła się na kanapie i natychmiastowo zasnęła.

Równo po godzinie zjawiłem się pod drzwiami pokoju. Stałem przez chwilę nie wiedząc czy zapukać czy wejść. Ostatecznie zdecydowałem się na drugą opcję. Właśnie zbliżała się wielka chwila prawdy dla mnie. Nie wiem czego mam się spodziewać i to mnie najbardziej przeraża. A co jak faktycznie Lily uzna, że jestem winny? Wtedy to bym się jeszcze bardziej załamał. Ku mojemu zaskoczeniu Lily smacznie spała. Wyglądała tak spokojnie i niewinnie, że nie miałem serca jej budzić.Wcześniej wyglądała na bardzo zmęczoną. Zdecydowanie zbyt dużo pracuje, a my nawet nie potrafimy pomóc. Po cichu skierowałem się z powrotem, ale oczywiście musiałem na coś wpaść robiąc hałas. Brunetka poderwała się wystraszona dopiero po chwili skupiając wzrok na mnie. Wtedy zauważyłem na jej twarzy jakby ulgę? - Przepraszam, nie chciałem cię obudzić.
- Daj mi sekundę. Zaraz przyjdę. - powiedziała i szybko wyszła z pomieszczenia. Zauważyłem w jej oczach jakąś dziwną emocję. W pierwszej chwili wyglądało to jak przejaw strachu. Czego ona się obawia? Chciałbym się o niej wszystkiego dowiedzieć. Jednak to nie jest takie proste. Sama niewiele o sobie mówi, a jak próbuje o coś zapytać to mnie zbywa. Niestety brunetka jest bardzo tajemniczą osobą do, której trudno dotrzeć. Pod tym względem to idealnie się dobraliśmy. Uśmiechnąłem się mimowolnie i nim zdążyłem się obejrzeć Lily zjawiła się ponownie. - Siadaj i mów o co chodzi. - powiedziała. Wyglądała już, jak zwykle. Z tą swoją stałą miną i lustrującym wzrokiem.
- Przyszedłem, żeby w końcu ci wszystko wyjaśnić.

wtorek, 20 października 2015

Rozdział 25

Dzisiejszy ranek przywitał mnie świergotem ptaków, pięknym słońcem i zapachem trawy. Typowe uroki wsi. Może tutaj zawsze jest coś do zrobienia, ale nigdy nie potrafiłabym zamieszkać w mieście. Przeciągając się zeszłam na dół. Dzisiaj postanowiłam odgonić wszystkie problemy i zrobić coś spontanicznego. Miałam zamiar już wejść do środka, ale dotarły do mnie odgłosy rozmowy. Przystanęłam pod drzwiami.
- Coraz częściej myślę, że Katie się ode mnie oddala. Ostatnio ciągle nie ma czasu. Kiedy dzwonię to mówi, że się spieszy. Przed tym wyjazdem wszystko było w porządku, a teraz...
- Daj spokój Liam. Jak zwykle wszystko wyolbrzymiasz. Przecież wiesz, że studia zabierają jej dużo czasu...
- Nie o to chodzi Niall. Tęsknię za nią i nie wiem co mam zrobić...
- Nie ładnie tak podsłuchiwać. - ktoś szepnął mi do ucha. Jak się okazało tym kimś był Zayn.
- Właśnie zamierzałam wejść do środka. - tak jak powiedziałam tak zrobiłam. Celowo nie zwracałam uwagi na chłopaków i udawałam, że ciągle jestem zaspana. Czułam wzrok Zayn'a na sobie, który stał oparty o framugę drzwi.
- Cześć Lily - pierwszy przemówił blondyn.
- Cześć. - odpowiedziałam. - Marii jeszcze nie ma?
- Nie widziałem jej. - dodał Liam.
- Okej. - widząc jego minę wpadłam na pewien plan. Najpierw jednak zaczęłam wyciągać składniki do swojego śniadania. Miałam ochotę na naleśniki, które sama przyrządzę. - Możecie się tak na mnie nie gapić?- trochę zirytowana zadałam to pytanie.
- Trzeba było założyć spodnie - mruknął Zayn.
- Mam spodnie na sobie dla twojej wiadomości. - odpowiedziałam. - Widzę, że wam się nudzi więc mi pomożecie. Liam pokrój owoce z miski, Niall idź do kurnika po jajka wiesz gdzie to jest, a ty Zayn idź do sadu i narwij trochę borówek. - powiedziałam pewnie. - No ruchy, ruchy inaczej nie dostaniecie śniadanie. - w końcu zostaliśmy sami w kuchni z Liam'em.

Od samego rana nie miałem na nic ochoty. Rozmowa z Niall'em za bardzo mi nie pomogła. Wręcz mogę stwierdzić, że wręcz przeciwnie. Teraz siedzę w kuchni i kroję jakieś durne owoce. Swoją drogą trzeba było się sprzeciwić. W dodatku Lily paraduje tutaj prawie półnaga choć ona twierdzi, że jest ubrana. To ma być jakaś próba dla mnie? Przecież mam dziewczynę. Mimo to muszę stwierdzić, że brunetka ma świetną figurę. Dobra dosyć tego. Zayn by mnie chyba udusił gdyby usłyszał moje myśli. Ewidentnie na nią leci, a ona albo rzeczywiście tego nie widzi albo tak dobrze udaje. Już dawno nie widziałem Zayn'a takiego spokojnego. Przed przyjazdem był nie do zniesienia. A teraz kiedy zainteresował się Lily przypomina dawnego siebie. Przyłapałem się na patrzeniu się na brunetkę. Sprawnie podrzucała i piekła kolejne porcje naleśników. Sam zapach był nieziemski. Ciekawe jak ona przygotowuje te naleśniki?
- Dlaczego mi się tak przyglądasz?
- Co?
- Czuję jak wiercisz mi dziurę w plecach.
- Nie wiedziałem, że tak się da. Zastanawia mnie jak robisz te naleśniki, że mają taki nieziemski zapach.
- Jeśli ci powiem to wtedy nie będzie to już moją tajemnicą. - powiedziała lekko się uśmiechając.
- Też racja.
- Coś cię gnębi? - zapytała. - Chodzi o twoją dziewczynę?
- Skąd wiesz? - zapytałem zaskoczony. Czasami się zastanawiam czy ona nie jest jakimś psychologiem.
- Zachowujesz się bardzo nerwowo i co chwilę kładziesz rękę na telefonie. - jak ona to robi przecież stoi tyłem do mnie?
- Zadziwiasz mnie. Serio. Czy ty nie jesteś jakąś czarownicą? - zapytałem na co Lily się zaśmiała i spojrzała na mnie. - Stoisz do mnie tyłem, a wiesz co robię.
- Jakbyś zauważył jest tu absolutna cisza oprócz skwierczenia patelni, a po za tym to czuję takie rzeczy. - powiedziała.- W sumie to chciałam cię przeprosić. Nie powinnam wtedy tak na ciebie naskakiwać, gdy mówiłeś o Katie.
- Nic się nie stało. Miałaś prawo się zdenerwować. Źle ująłem to, co chciałem powiedzieć. - odpowiedziałem na co Lily wróciła do smażenia naleśników. Jak ona to robi, że wie kiedy zostawić rozmówcę w spokoju?
- To się po prostu czuje. - powiedziała na co szerzej otworzyłem oczy. Czyżbym powiedział to na głos? Kiedy już chciałem coś powiedzieć wrócili Zayn z Niall'em.
- Długo wam to zajęło. - powiedziała Lily.
- Widzę, że nadaremno się trudziliśmy skoro już wszystko przygotowane. - powiedział lekko zirytowany mulat.
- Dużo czasu wam to zajęło. A czas to pieniądz. Macie przynajmniej nauczkę, żeby szanować czas.
- Co? - zapytał Niall.
- Są cztery rzeczy których nie można cofnąć:
1.Kamień , który już został rzucony,
2.Słowo , które zostało już wypowiedziane
3.Okazja , której się nie wykorzystało
4.... Czas który przeminął...
Pomyślcie chwilę o czymś innym niż czubek własnego nosa. - powiedziała Lily i wyszła z kuchni.
- Wiesz co? Pomyśl najpierw zanim coś powiesz. - mruknąłem do niego.
- O co ci znowu chodzi?
- Sam nie wiesz czego chcesz. Z jednej strony ciągnie cie do Lily, ale z drugiej robisz wszystko, żeby cię znienawidziła.
- Nie wiesz o czym mówisz to się nie wtrącaj!
- Wystarczy - powiedział Niall. W tym momencie do pomieszczenia weszła Lizzy z Louis'em. Widząc nasze miny od razu uśmiech zszedł im z twarzy.
- Co tu się znowu stało?
- Nic się nie stało. - powiedziałem na co blondynka popatrzyła na mnie bardzo przenikliwym wzrokiem.
- Dobra widzę, że śniadanie jest gotowe. Zawołajcie Harry'ego i będziemy zaczynać. Po chwili ponownie zjawiła się Lily tym razem w pełni ubrana. Popatrzyła na wszystkich zatrzymując dłużej spojrzenie na Zayn'ie, ale nic nie powiedziała. Postawiła wszystko na stole i zabrała się za posiłek. Wszyscy podążyli jej śladem, ale panowała niezręczna cisza. Starsza z sióstr Eastwood skończywszy wstała i chciała wyjść, ale ostatecznie przystanęła na chwilę.
- Jak skończycie to przyjdźcie do mojego gabinetu. Mam pewną sprawę. - powiedziała i wyszła.

Lily docierając do swojego gabinetu usilnie próbowała coś wymyślić. Zachowanie chłopaków jej w tym nie pomagało. "Są jak rozkapryszone dzieci. Zabierz zabawkę, a będą zrzędzić"- pomyślała. W jej głowie narodził się pewien plan, ale nie będzie łatwo go zorganizować. Miała dzisiaj nie myśleć o problemach, ale jak widać nie może. W dodatku z każdym dniem stara się rozwikłać zagadkę Luke'a  i poznać w końcu prawdę, co nie jest łatwe. Kiedy tak siedziała usłyszała pukanie do drzwi. - Proszę. - powiedziała na co do pomieszczenia weszła grupka osób. - Siadajcie. To będzie długi monolog i lepiej mi nie przerywajcie. - dodała z zaciętą miną.- Zacznę od tego, że już jestem na granicy utraty cierpliwości, a nie jest łatwo wytrącić mnie z równowagi. Przyjechaliście tutaj w konkretnym celu, a nic nie robicie w tej kwestii. Może to nie jest wasz standard życia i widzę, że co niektórym to się nie podoba, ale oczekuję, że potraktujecie sprawę poważnie. Wszyscy macie jakiś problem ze sobą i to widać. Żeby to się zmieniło musicie wykazać choć odrobinę chęci. Przebywacie tutaj już od jakiegoś czasu, a jedyne co udało mi się zaobserwować to ciągłe pogłębianie swoich problemów. Staracie się przebywać ze sobą i rozmawiać, ale uwierzcie, że to nic nie da jak nie wykażecie jakiegoś zainteresowania drugą osobą. Widzicie tylko własny czubek nosa. Otwórzcie szerzej oczy i zobaczcie, jak to wygląda w "La lunie". Tutaj każdy jest chętny do niesienia pomocy i wypływa to z dobroci serca nie z przymusu. Tutaj nikt nie chwali się tym co ma, bo to nie ma znaczenia. Pieniądze to rzecz nabyta. Raz są raz ich nie ma. Musicie docenić, to co macie, a przede wszystkim przestać być takimi egoistami. Jest takie ładne powiedzenie, że "nie wolno tracić małych przyjemności życia w pogoni za tymi większymi". Nie powiem wam o co w nim chodzi. Liczę na to, że sami to w końcu odkryjecie. - Mówiłam, że macie mi nie przerywać. - wręcz warknęła. - Zgodziłam się na wasz pobyt dlatego, że Paul bardzo nalegał i twierdził, że po prostu się pogubiliście. Już przy pierwszym spotkaniu mogłam zauważyć, że ten pomysł wam się ewidentnie nie podobał, ale pomyślałam, że to takie pierwsze wrażenie i się przyzwyczaicie. Jednak tak się nie stało. Niby jest wszystko okej, ale szczerze mówiąc daleko macie do tego. I tak otrzymaliście ode mnie duży kredyt zaufania. Z reguły nie jestem zbyt przyjaźnie nastawiona do obcych. Zastanawia mnie tylko jedna kwestia: czy naprawdę macie jakieś problemy czy tylko udajecie? Reasumując daje wam ostatnią szansę byście coś ze sobą zrobili. Jeśli nie to wyrzucę was z "La luny". Decyzja należy do was. A teraz możecie już iść. Koniec rozmowy.
- Lily my... - zaczął Liam.
- Powiedziałam koniec rozmowy - powiedziała podniesionym głosem. Chłopacy nie zamierzali już próbować się wytłumaczyć tylko opuścili gabinet. Kiedy trochę ochłonęła zabrała się za papierkową robotę. Lily zajmowała się tym od kiedy dziadkowi pogorszył się wzrok. Jednak nigdy się do tego nie przyznał. Zawsze twierdził, że nie ma na to czasu dlatego powierzył sprawy wnuczce. Do piątej po południu siedziała nad księgami rachunkowymi. W tym czasie zdążyła podliczyć wszystkie dane i nadrobić powstałe ostatnio zaległości. Z przykrością stwierdziła, że w obecnym miesiącu coś się nie zgadza. Z reguły zyski oscylowały wokół tej samej kwoty lub były wyższe, a w tym miesiącu znacznie spadły. "Coś tu nie gra" pomyślała. Rozsiadłszy się wygodniej na skórzanym fotelu zastanawiała się nad tą sytuacją. "Muszę to sprawdzić". Zabierając ze sobą papiery skierowała się na zewnątrz. Miała taką zaciętą minę, że nawet Lizzy nie odważyła się jej zaczepić. Zwinnie przeszła drogę prowadzącą do domku Jose. Drzwi otworzyła jej siostra Jose. - Cześć.
- Dzień dobry.
- Zastałam Jose.
- Tak. Już go proszę.
- Co tam szefowo?
- Mam pewną sprawę na osobności. Chodź ze mną. - powiedziała Lily. Razem przeszli w spokojniejsze miejsce tak by nikt ich nie usłyszał.
- Co się dzieje?
- Ktoś mnie okrada.
- Co?
- Właśnie skończyłam nadrabiać zaległości w papierach z tego miesiąca i dane się nie zgadzają. Dlatego sądzę, że ktoś mnie okrada.
- Sprowadziłaś tu moją rodzinę i wydałaś na to dużo pieniędzy. Pewnie dlatego...
- Nie. Za to zapłaciłam z własnych oszczędności. Zyski z rancza są przeznaczane tylko na ranczo nie na moje wymysły.
- Jak to z własnych? Nie wiem, jak ci się mam odwdzięczyć...
- Jose już mówiłam, że nie przyjmę niczego od ciebie. I nie zmieniaj tematu. Tylko tobie ufam dlatego proszę cię, żebyś dyskretnie wszystko sprawdził. Jeśli zauważysz, że coś jest nie tak od razu mnie informuj.
- Pewnie.
- Dzień dobry pani. - powiedział ojciec Jose.
- Witam. Proszę mi mówić Lily.
- Albo szefowo.
- Przestań głupku.
- Możesz mi tu podpisać?
- Pewnie. Widzę, że od razu zabrał się pan do pracy.
- Tylko tak mogę się odwdzięczyć.
- A i jeszcze jedno zapraszam was dzisiaj na kolację.
- Ale...
- Nie ma ale. Macie przyjść i już. Nie przyjmuję odmowy. - powiedziała Lily kierując się w stronę domu.


Zespół wspólnie postanowił zastanowić się nad tym wszystkim, co powiedziała Lily. Nie mieli zbyt przyjaznych min. Siedzieli wspólnie w jednym z pokoi, ale jak na razie nic nie wymyślili. Każdy z nich był pogrążony w własnych myślach. Do czasu, aż w końcu jeden z nich przemówił.
- Wiecie, że to co powiedziała Lily jest prawdą?
- Wiemy Niall. - odpowiedział mu Liam.
- Powinniśmy spróbować odbudować naszą przyjaźń. Tym bardziej, że te wakacje są całkiem fajne. - dodał Louis.
- Przecież tu nic nie ma do roboty! - oburzył się Harry.
- Zawsze możesz przyjąć się do pracy na ranczu, co nie Zayn? - powiedział Lou.
- Pewnie. - odpowiedział mulat.
- Faktycznie musimy coś ustalić. Jeśli Lily nas wyrzuci Paul rozwiąże zespół, a tego myślę, że nie chcemy. - powiedział Liam na co dostał skinięcie głową od pozostałych. - Mam pewien pomysł. Od teraz będziemy razem rozwiązywać nasze problemy. I bez wyjątku. - dodał.
Jeszcze przez kilka następnych godzin omawiali różne sprawy. Nie obyło się bez kłótni, podniesionych głosów i porywczych gestów. Mimo to udało im się znaleźć jakiś kompromis. Doszli do wniosku, że nie warto wyżywać się na sobie na wzajem i, że postarają się zmienić. Wszyscy. Bez wyjątku. Nie wszystko udało się poruszyć, gdyż nie o wszystkim chcieli rozmawiać. Jednak pojawiło się jakieś światło nadziei, że wszystko się ułoży.

Obserwatorzy