czwartek, 27 października 2016

Rozdział 42

Rano wstałam dość wcześnie. Za oknem, już po 6, słyszałam jakiś hałas maszyn. Kiedy prawie już ponownie zasypiałam, usłyszałam jak Maria krzyczy mi pod oknem na jakiegoś pracownika. A głos to ona ma niestety donośny. Słysząc, że szybko nie przestaną, wstałam pognałam do łazienki i zeszłam do kuchni. Siedziałam nad szklanką soku i zastanawiałam się, gdzie jest Lily. Ona zawsze pamiętała o moich urodzinach i budziła mnie wcześnie rano, tylko po to, aby złożyć mi życzenia. W ogóle większość osób z rancza zbierała się i chórkiem śpiewali mi "Sto lat". A dzisiaj nic. Pracowali sobie, jak zwykle i gdyby nie maszyny, to mogłabym stwierdzić, że nikogo tu nie ma po za mną. Cieszyłam się na ten dzień, bo po cichu liczyłam, że to jakoś wpłynie na Lily i się pogodzimy. A ona jakby zniknęła...
- Ty tak szybko na nogach? W sumie, to dobrze. Leć do kurnika po jajka na śniadanie. - zjawiła się Maria - No już. Z jedną ręką sobie nie poradzę. - zwlekłam się z krzesła i poszłam. Nawet Maria zapomniała. Po drodze natknęłam się na Jose i jego rodzinę, łącznie z Amelią. Przywitałam się z nimi... i nic! Odpowiedzieli, to co zwykle, podzielili się ze mną jeszcze sugestiami, nawet nie wiem na jakie tematy i rozeszliśmy się w swoją stronę. Z coraz gorszym humorem, pozbierałam jajka i w drodze powrotnej omal ich nie potukłam.
Siedziałam w kuchni, aż nie zjawili się pozostali. Na śniadaniu wszyscy gawędzili ze sobą, jak gdyby nigdy nic. Nawet szczególnie nie zwracali na mnie uwagi. Wkurzona, wyszłam bez słowa i zamknęłam się w swoim pokoju. No nic, widocznie nic nie obchodzisz tych ludzi; co z tego, że masz urodziny, skoro oni o nich kompletnie zapomnieli! Chodziłam po pokoju i próbowałam się uspokoić. Mój wzrok padł na zdjęcie. Moje i Luke'a. Ty braciszku z pewnością byś o mnie pamiętał. Zabrałbyś mnie na konną przejażdżkę, a później zapychalibyśmy się słodkościami. - pomyślałam. Zaczęłam nucić sama sobie sto lat. Chyba już mi na mózg padło. Odstawiłam zdjęcie na miejsce i wzięłam książkę, lecz kompletnie nie mogłam się skupić na czytaniu. Litery zlewały się ze sobą, a jak już udało mi się coś przeczytać, to musiałam to robić kilkukrotnie, bo nic z tego nie rozumiałam. Jeszcze bardziej zirytowana, rzuciłam książką o ścianę. Włożyłam słuchawki do uszu i położyłam się na łóżku. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziło mnie dopiero głośne walenie do drzwi. - Pali się czy co? - mruknęłam, otwierając drzwi.
- Chodź na obiad. Wszyscy czekamy. - ujrzałam radosnego Niall'a.
- No, jasne. - poprawiłam włosy i zeszliśmy na dół. W kuchni panował gwar rozmowy. Spojrzałam po kolei na wszystkich i mój wzrok zatrzymał się na Zaynie. - Jejku, co ci się stało? - zapytałam podchodząc bliżej. Na jego policzku, a dokładnie pod okiem malował się siniec. Że też wcześniej tego nie zauważyłam. No, jak się chodzi z głową w chmurach...
- Mały wypadek przy pracy.
- Co?
- Przypadkowo przyłożyłam mu patelnią wczoraj. - mruknęła Lily.
- Że co zrobiłaś? - zdumiałam się.
- Smutno mi było samej z tym śladem więc przyłożyłam mu patelnią. - widząc minę Lily wybuchnęłam śmiechem, a za mną pozostali.
- Wystarczy tych wygłupów, bo wszystko wystygnie. - zagoniła wszystkich Maria. Minimalnie się trochę rozchmurzyłam, ale to nie zmieniło faktu, że nikt się nie zorientował, że dziś moje urodziny!   

*2 godziny później*
Siedziałam przed telewizorem i próbowałam sama poprawić sobie humor, oglądając komedie. Jednak na niewiele się, to zdało. W trakcie dołączył do mnie Niall, Harry i Louis. Prowadzili sobie swobodną pogawędkę, zbytnio nie zwracając uwagi na ekran. Ja starałam się skupić na filmie i z uporem oglądałam "Ted 2". Po jakimś czasie, tak się wciągnęłam, że nie zwracałam uwagi na pozostałych.
- To jest jakaś kpina! - jak burza do salonu wparowała Daga - Mam wakacje, a tu dzwonią do mnie i informują, że muszę zrobić jakiś projekt na tą pieprzoną fotografię! - dziewczyna chodziła po pokoju, a dokładniej przed telewizorem, uniemożliwiając mi dalsze oglądanie.
- Co?
- No przecież mówię. Ta baba od fotografii wymyśliła sobie, że mamy zrobić portfolio ze zdjęciami o tematyce: Impreza letnia! Przecież są wakacje, niech studenci coś przygotują, bo z pewnością się nudzą! - krzyczała. Chłopacy byli równie zdezorientowani, jak ja.
- Przecież masz jeszcze dużo czasu. Z pewnością zdążysz. - odezwał się Niall. Daga zmierzyła go takim wzrokiem, że zamilkł.
- Przede wszystkim usiądź i się uspokój. - wstałam i siłą posadziłam ją na swoim miejscu - Na pewno zdążysz, to zrobić. Widziałam kilka twoich prac i są naprawdę świetne.
- Ale..
- Możesz je zrobić u nas na ranczu, albo jechać do klubu do miasta. Tam z pewnością ktoś się zgodzi ci pozować. - wzruszyłam ramionami. Dagmara milczała przez chwilę, ale długo nie wytrzymała
- Mam pomysł! Ty mi pomożesz. I może Katie, bo Lily mi będzie ciężko przekonać. - zaczęła mówić - W sumie wy też się przydacie. - zwróciła się do chłopaków.
- Co? - spytaliśmy równocześnie.
- Zrobimy sesję zdjęciową, a wy będziecie moimi modelami. - zadowolona klasnęła w dłonie.
- Nadal nic z tego nie rozumiem...
- Tu nie ma nic do rozumienia. Chłopaki idźcie się przebrać w coś co nadaje się na imprezę i znajdźcie przy okazji Zayna. A my idziemy. - pociągnęła mnie za rękę do mojego pokoju. Przyglądałam się, jak wertuje moją szafę i po kolei przegląda moje sukienki. - Nie masz czegoś bardziej wystrzałowego? A zresztą - wyszła szybko z mojego pokoju i po kilku minutach wróciła z jakąś szmatką. - Zakładaj to i uczesz jakoś. Zaraz przyjdzie Katie, to cię umaluje. Ja pójdę przyszykować sprzęt. - wzięłam do ręki ubranie. Jak się okazało była to bladoróżowa, obcisła sukienka. Rękawy miała lekko prześwitujące oraz głęboki dekolt na plecach. Była piękna. I w dodatku ten wzorek w różyczki... Posłusznie ubrałam się w tą sukienkę i muszę przyznać, że rozmiar pasował jak ulał. Zdjęłam z włosów gumkę utrzymującą je w koczku, i splotłam je w grubego warkocza, wyciągając kilka pasemek włosów przy twarzy. Kiedy kończyłam się czesać, do pokoju przyszła Katie.
- Ale ślicznie wyglądasz! - odwróciłam w jej stronę. Miała na sobie szmaragdową sukienkę, z drapowaniami zbiegającymi się na boku. Włosy rozpuściła i lekko pokręciła.
- Wow! - powiedziałam lustrując ją wzrokiem i wywołując jej śmiech.
- Musimy cię imprezowo umalować. - z wprawą profesjonalistki Katie wyczarowywała cuda na mojej twarzy. - No i gotowe. - powiedziała po kilkunastu minutach. Podeszłam do lustra i się przyjrzałam.
- Wow! - okręciłam się wokół własnej osi - Nie uważasz, że ta sukienka jest zbyt wyzywająca?
- No co ty. Wyglądasz idealnie. Daga miała rację, że będziesz świetnie wyglądać. - powiedziała - No to idziemy. - pociągnęła mnie za rękę. Zeszłyśmy na dół i wychodząc z domu, skręciłyśmy w prawo. Przeszłyśmy jak mi się wydawało wokół domu i zbliżaliśmy się do altany.
- Jesteś pewna, że tu będzie ta sesja?
- Tak, specjalnie są zasłonięte boczne ściany. Wiesz te wymysły Dagmary. - pierwsza weszła do środka, a ja zrobiłam to samo i stanęłam jak wryta.
- Suprise! - gdy tylko przekroczyłam próg, cała altana rozbłysła milionem światełek i wszyscy krzyknęli "Niespodzianka!". Muzyka rozległa się przez głośniki. Automatycznie spojrzałam w bok, gdzie Zayn bawił się w DJ-a. Posłał mi tylko uśmiech i wrócił do swoich obowiązków. Rozejrzałam się i zauważyłam chłopaków, Marię, Jose z Amelią, Dagę, i kilka osób z miasteczka. Wszyscy mieli radosne uśmiechy na twarzy. Na ścianie wisiał plakat: "Happy Birthday, Lizzy!!! i mnóstwo zdjęć. O matko... Nie zapomnieli... Tylko nigdzie nie widziałam Lily.
- Wszystkiego najlepszego, młoda! - zostałam uściskana przez Jose i Amelię.
- Kochanie, wszystkiego co najlepsze! - Maria wycałowała mnie po policzkach.
- 100 lat Lizzy! - Liam poklepał mnie po plecach, a Katie zaraz uściskała
- Najlepszego! - po chwili wylądowałam w ramionach Harry'ego - Muszę przyznać, że wyglądasz bardzo seksownie. - szepnął mi do ucha. Dosłownie czułam, jak policzki mnie palą. Pacnęłam go w rękę przez co się zaśmiał.
- Spełnienia marzeń, kochanie! - przyszła kolej na Dagę.
- Czyli ta cała sesja, to jedna wielka ściema?
- Nie do końca. - przyznała dziewczyna.- Ale dzięki temu łatwiej było mi wyprowadzić cię w pole, bo i tak byłam wściekła. - zaraz po niej podszedł Louis. Złapał mnie w talii i okręcił kilkukrotnie.
- Wszystkiego dobrego. - powiedział, odstawiając mnie na ziemię. Lily, gdzie jesteś?
- Lizzy... - spojrzałam w bok na Nialla - Po pierwsze, to ślicznie wyglądasz. - lustrował mnie wzrokiem - A po drugie, to życzę ci spełnienia marzeń i wszystkiego dobrego. - ucałował mnie w kącik ust i przytulił. O, matko! Zaraz chyba spłonę!
- Dobra. Wystarczy już tych czułości. Później się poprzytulacie. - zainterweniowała Dagmara - Jest jeszcze coś. - powiedziała spoglądając, gdzieś za mnie.
- O, kurwa! - Zayn, aż wypluł wodę którą pił. Odwróciłam się w stronę wejścia do altany. Przede mną stała Lily z tym swoim uśmiechem. Reakcja Zayna była jak najbardziej słuszna. Moja siostrzyczka miała rozpuszczone, wyprostowane włosy, a jej ciało opinała czarna sukienka ze sznurkami i odcięciem w talii. Wyglądała przepięknie. Podeszła do mnie i jeszcze raz się uśmiechnęła.
- Myślałaś, że zapomniałam? - spytała - Swoją drogą, jak się złościsz, to ci się tak pięknie świecą oczy. - spojrzałam na nią z oburzeniem, przez co się roześmiała - Oj, chodź tu. - rozłożyła ramiona - Życzę ci wszystkiego co najlepsze. Żeby spełniły się wszystkie twoje życzenia, no i żeby Niall w końcu zauważył jak na niego patrzysz. - wyszeptała mi do ucha - Spełnienia marzeń, kochanie. I przepraszam, że tak źle cię traktowałam.
- To ja przepraszam i dziękuję. - mocniej objęłam ją w talii.
- To teraz idziemy się bawić. Doceń, to że włożyłam dla ciebie tą kieckę i szpilki. - objęła mnie ramieniem i zaprowadziła do stołu.
- Wiesz, myślę, że Zayn już ją docenił. - mrugnęłam do niej. Wszyscy odśpiewali mi uroczyste "Sto lat" i wznieśli toast za moje zdrowie.Nie mogłabym sobie wymarzyć lepszych urodzin. Imprezka naprawdę była udana. Wszyscy świetnie się bawili. Nasza altana pękała w szwach. Niektórzy tańczyli, inni kręcili się pod ścianami bądź chichotali po kątach, wznosili toasty, stukali się kieliszkami, żartowali, pękali ze śmiechu. Jednym słowem: prawdziwa imprezka. Nie wiem, jak oni to zrobili ale z tej wielkiej altany, zrobili niemal klub. Światełka migotały na belkach, kratowe ściany były zasłonięte stwarzając wrażenie zamkniętego pomieszczenia. Po prostu idealnie.
- Zatańczysz droga jubilatko? - Jose uśmiechał się do mnie.
- Z tobą zawsze. - wstałam i po chwili wyginaliśmy się na parkiecie w rytm jakieś skocznej muzyki. Zayn naprawdę jest w tym świetny. Mimo, że wręcz pożerał wzrokiem moją siostrę, która aktualnie tańcowała z... Harrym! Nie no! Chyba Zayn jej musiał oddać tą patelnią!
- Co ci tak wesoło? - Jose krzyknął mi tuż przy uchu.
- Popatrz na Lily. Ubrała sukienkę, szpilki i jeszcze tańczy z Harrym!
- A propo twojej siostry... - powiedział i obrócił mnie tak, że wylądowałam w ramionach Harry'ego, a Lily już tańczyła z Jose.
- Witaj moja seksowna Lizzy.
- Przestań! - oburzyłam się słysząc jego śmiech. Szalałam, tak jeszcze z godzinę bez przerwy, tańcząc po kolei z wszystkimi. Nigdy jeszcze się tak dobrze nie bawiłam, jak tu na tej imprezie zorganizowanej przez najbliższych. W końcu postanowiłam chwilę odetchnąć i usiadłam na swoim honorowym miejscu, gdzie przyglądałam się pozostałym. Cudownie widzieć wszystkich takich beztroskich i radosnych. Gdybym wiedziała, że Lily tak się odpręży już dawno zorganizowałabym coś takiego.
- No i jak? - usłyszałam i spojrzałam w bok, gdzie dosiadła się Katie z Dagą.
- Jest idealnie. Dziękuje wam! - z radością je uściskałam.
- Czeka cię jeszcze dużo niespodzianek. A teraz zdrówko! - zarządziła Daga.
- Ej, ej! - pojawiła się Lily - Nie rozpijajcie mi tu siostry! - pogroziła - Czas na jedną z niespodzianek! - pociągnęła mnie na zbudowaną ze skrzynek scenę pod ścianą. Muzyka przycichła. - Słychać mnie? - spytała Lily - Okej. Lizzy, dzisiaj jest twój wielki dzień, dlatego mam coś dla ciebie. - Lily w tych nieobtycznych szpilkach poruszała się z niesamowitą gracją. Wzięła jakieś ogromne pudełko z kokardą i mi je podała. - To jest prezent ode mnie i od kogoś jeszcze. - otworzyłam wieko pudła i zobaczyłam całą masę słodyczy. Dosłownie to wielkie pudło wypełnione było po brzegi różnymi słodkościami. Automatycznie zaszkliły mi się oczy. - O nie ! Tylko mi tu nie płacz!
- Pamiętałaś, że...
- O tak. Rok w rok znikały mi wszystkie słodycze z półki. - Lily uśmiechała się, ale jednocześnie w jej oczach mogłam dostrzec przebłysk bólu na wspomnienie o Luke'u. - Resztę prezentów ode mnie obejrzysz sobie w ciszy. Teraz zejdźmy i zróbmy miejsce na kolejną niespodziankę. No, zabieraj pudełko i wcinaj. - razem zeszłyśmy ze sceny i już po chwili siedziałam na krześle na wprost sceny. Wszyscy zgromadzili się wokół mnie, i na chwilę zapadła ciemność. W pewnym momencie usłyszałam pierwsze dźwięki gitary i czyjś głos. Światła rozbłysły i wtedy Louis zaczął śpiewać, przy czym cały czas spoglądał na Dagę. Czyżby coś się święciło? Po chwili przyłączyli się pozostali. Każdy miał swój fragment, ale i tak było słychać, że najlepiej bawią się w refrenach. Gdy skończyli nie wiedziałam co powiedzieć. Ani jedna rzecz nie przychodziła mi do głowy. Czy mi się podobało? „Oczywiście.” Niall zaczął grać kolejną piosenkę. Była równie wspaniała jak poprzednia. „Była piękna.” Na koniec zagrali coś, co momentalnie dotarło do mojego serca. Piosenkę zaczął Zayn, po nim był Liam, aż w końcu włączyli się pozostali. Kolejna zwrotka należała do Louisa, a później śpiewał Harry, który chyba już przywykł do życia na wsi, gdyż uśmiechał się radośnie. Przy kolejnym refrenie chciało mi się płakać ze szczęścia. Ich głosy tak idealnie do siebie pasowały. Byli tutaj i śpiewali dla mnie. W końcu usłyszałam głos Niall'a.

You'll never love yourself half as much as I love you
You'll never treat yourself right, darling but I want you to
If you let me know I'm here for you, ohh
Then maybe you'll love yourself like I love you...

Przez całą zwrotkę spoglądał mi w oczy. Słuchałam jego głosu i zyskałam pewność, że zakochałam się w tym chłopaku, którego przy pierwszym spotkaniu powaliłam na ziemię. Kiedy znowu wszyscy włączyli się w refren, podbiegłam do nich i przytuliłam każdego po kolei. W tej chwili czułam się jak jakaś księżniczka.
- Jeszcze raz wszystkiego najlepszego, Lizzy! - wykrzyknęli kiedy skończyli śpiewać.
- O Boże! Od dzisiaj jesteście moim ulubionym zespołem! - krzyknęłam radośnie.
- Wystarczy już tych czułości. Wracamy do zabawy! - krzyknął Nevil, który zastąpił Zayna przy konsoli. Z głośników popłynęły pierwsze nuty "Only girl in the world" Rihanny. Uwielbiam tą piosenkę. Znalazłam Lily i Dagę i razem z Katie zaczęłyśmy szaleć na parkiecie. Nie tylko my. Przy tej piosence chyba nikt nie stał pod ścianą. No prawie nikt - obejrzałam się dostrzegając nietańczące One Direction. Podeszłam do nich i pociągnęłam ich na parkiet, gdzie po chwili utworzyliśmy pokaźny krąg.

*jakiś czas później*

- Lizzy, masz ochotę się przejść? - usłyszałam głos Niall'a. Wyłapałam jeszcze spojrzenie Lily, która unosiła w górę kciuki.
- Jasne. - uśmiechnęłam się do niego i razem wyszliśmy z altany. Szliśmy powoli przed siebie.
- I jak ci się podoba niespodzianka?
- Nie mogłam sobie wymarzyć lepszych urodzin! - uśmiechnęłam się, patrząc przed siebie - Wasz mini-koncert był świetny. Pierwszy raz słyszałam jak ktoś śpiewa na żywo i to jeszcze specjalnie dla mnie. W dodatku Lily... Sam widziałeś, jak dzisiaj wygląda, a uwierz, że ona prawie nigdy nie chodzi w sukienkach, a tym bardziej w szpilkach! - gadałam jak najęta - Cały czas się głowię jak to zrobiliście, że niczego nie zauważyłam?
- Lizzy...- Niall delikatnie złapał mnie za rękę i obrócił w swoją stronę, tak że stałam na wprost niego. Moje spojrzenie natrafiło na jego oczy. Te błękitne oczy. - Chciałbym ci coś podarować... - blondyn wyjął z kieszeni jakieś aksamitne pudełeczko.
- Ale... Przecież daliście mi już prezent. To i tak za dużo... Ja...
- Tamte prezenty były od nas wszystkich, a ja chciałbym ci podarować coś tylko ode mnie.
- Oh! - wyrwało mi się.
- Otwórz, proszę. - powiedział. Delikatnie uchyliłam pudełeczko. W środku znajdowała się prześliczna bransoletka, złożona z koniczynek. Każda z nich na środku miała maleńki kamień o kolorze błękitu. Patrzyłam oniemiała to na pudełko, to na Niall'a nie wiedząc, co powiedzieć. - Jeżeli ci się nie podoba, to... - Co? Nie podoba?
- Nie. Niall, ja... Jest idealna,ale... - jąkałam się - Nie mogę tego przyjąć. - potrząsnęłam głową.
- To już twój problem. - uśmiechnął się - Prezentów się nie oddaje. Teraz sprawdzimy czy pasuje. - powiedział, wyjmując bransoletkę i zapinając ją na moim nadgarstku.
- Dziękuję. - powiedziałam. Kiedy zamierzałam zrobić krok w tył, zahaczyłam o coś obcasem i gdyby nie szybka reakcja Niall'a wylądowałabym na ziemi. Czułam jego dłonie na swojej talii. Kiedy podniosłam głowę, zobaczyłam, że patrzy na mnie. Staliśmy tak przez chwilę patrząc sobie w oczy. Dosłownie czułam jak serce mocno mi wali w piersi. W tej chwili zrozumiałam, że z pewnością go kocham, że to nie jest tylko zauroczenie. - Niall...
- Później będzie czas na rozterki. - powiedział jedynie i przyciągnął mnie jeszcze bliżej, a jego usta spoczęły na moich. Kiedy poczułam jego wargi na swoich, rozkoszna fala przeszła przez moje ciało. "O Boże..." zdążyłam jeszcze pomyśleć. Jedyne co czułam, to te wargi delikatnie muskające moje. Odsunęliśmy się od siebie dopiero gdy zabrakło nam tchu. Jego drżący oddech, który sprawił, że mój też postanowił się przyłączyć.
- Niall... - szepnęłam patrząc mu w oczy.
- Przepraszam. - usłyszałam szept. Próbowałam jakoś uporządkować myśli, ale te nowe odczucia mi na to nie pozwalały. Wciąż cała drżałam... Wciąż zastanawiałam się, co się ze mną dzieje... „Czy on właśnie mnie pocałował?” Wypuściłam ze świstem powietrze tylko po to, by zaraz zachłannie nabrać go więcej... Myślałam, że to pomoże się uspokoić...
- Ja... - odsunęłam się od niego - Ja...
- Tu jesteście. Liz, pora na kolejną niespodziankę.  - znikąd pojawiła się Lily. Popatrzyła na mnie i na Niall'a - Znowu wam przeszkodziłam? Przepraszam. - dyskretnie próbowała się wycofać.
- Nie, nie już idziemy. - odchrząknęłam i poszłam za nią. 
- No nareszcie! - Daga i Katie od razu porwały mnie ze sobą. Na scenie został ustawiony tort z mnóstwem świeczek. 
- Z tymi świeczkami chyba przesadziliście. Aż tak stara nie jestem. - próbowałam zażartować. 
- Nie marudź, tylko wskakuj i dmuchaj. - Maria popchnęła mnie w stronę sceny. Stanęłam obok tortu i rozglądnęłam się po altanie. Maria, Jose, Amelia, Lily, Zayn, Louis, Dagmara, Liam z Katie, Harry, Niall... Przez chwilę zatrzymałam na nim wzrok. Już wiem, jakie jest moje życzenie. Chcę być szczęśliwa.  Energicznie zdmuchnęłam świeczki i rozległy się wiwaty. 
- To teraz oficjalnie, pokroję za ciebie ten tort. - obok zjawiła się Lily. Zwinnie pokroiła, jak się okazało swój wypiek, co jeszcze bardziej mnie zdumiało, gdyż niczego nie zauważyła. Lily chyba wyczuła, o czym myślę, bo mrugnęła do mnie konspiracyjnie. Porozdawała wszystkim talerzyki z tortem i po konsumpcji, ponownie wszyscy ruszyli na parkiet w rytm "On the floor" J.Lo...  

niedziela, 23 października 2016

Rozdział 41

Gwałtownie otworzyłam oczy. Wydawało mi się, że słyszałam jakieś dziwne odgłosy. Unormowałam oddech i zeszłam na dół, by sprawdzić czy wszystko w porządku. Rozejrzałam się po pomieszczeniach, ale nie zastałam żywej duszy. Przeszłam do kuchni i nalałam sobie do szklanki wody. Zabierając ją ze sobą skierowałam się do swojego pokoju. Idąc po schodach potknęłam się, aż szklanka wyleciała z hukiem. Mam nadzieję, że nikogo nie obudziłam. Zaczęłam zbierać odłamki szkła. Oczywiście z moim szczęściem, musiałam się skaleczyć. Kropelki krwi spadały na stopnie schodów. Próbując zatamować krwawienie, przycisnęłam rękę do koszulki. Cholera! Ale piecze! Kiedy już miałam zejść na dół, nad schodami rozbłysło światło. Uniosłam głowę i zobaczyłam Harry'ego. - Przepraszam, że cię obudziłam.
- Co ci się stało? - odparł, kiedy do końca się rozbudził.
- Nie schodź, bo się skaleczysz. - od razu zaprotestowałam kiedy chciał zejść po schodach - Wracaj do siebie. Nic się nie stało.
- Ty krwawisz. - odparł i nie zważając na moje protesty, ostrożnie zszedł na dół - Pokaż.
- Dam sobie radę.
- Wiem, że dasz. Pokaż. - delikatnie obejrzał moją dłoń - Gdzie macie jakąś apteczkę?
- W kuchni.
- Przyciśnij dłoń koszulką i chodźmy. - przeszliśmy razem do kuchni.
- Naprawdę nie musisz tego robić.
- Choć raz zapomnij o tym, co było. - powiedział z żalem. Wyciągnął apteczkę i zaczął opatrywać moją dłoń. - Teraz trochę zapiecze. - antyseptyki to niewdzięczne lekarstwa. Mocniej zacisnęłam usta kiedy Harry psikał mi tym czymś dłoń. Później nakleił plaster i wyrzucił opakowania do kosza. - Rozcięcie na szczęście nie jest zbyt głębokie, ale koszulkę to już możesz wyrzucić. - powiedział - Pójdę sprzątnąć odłamki.
- Ale... - i już go nie było. Ocknąwszy się poszłam za nim.
- Wiesz, że nie musisz tego robić.
- Wiem, ale choć na chwilę przestań się unosić dumą. Dobrze?
- Dziękuję. - popatrzył na mnie i skinął głową. Kiedy skończył sprzątać, usiadł na jednym ze schodków.
- Możemy porozmawiać? Tak szczerze.
- Nie chcę się z tobą kłócić. Powiedziałam ci, że będę się trzymać od ciebie z daleka.
- Ja też nie chcę. Po prostu porozmawiajmy.
- No, dobrze. - usiadłam obok niego, zachowując odpowiedni dystans.
- Przepraszam za to wszystko, co wcześniej mówiłem. Nie miałem racji. - zaczął - Nie. Nie przerywaj mi. Początkowo byłem wściekły, że tu przyjechaliśmy, ale nie chodziło mi o to miejsce. Byłem wściekły z powodu mojej byłej. Jedyne na, co miałem ochotę to się upić. W dodatku, to wszystko co się działo z Zayn'em... My dwoje najbardziej nie mogliśmy się dogadać. Ale o tym już ci chyba mówiłem. Naprawdę nie wiem dlaczego się wyżywałem na tobie. Któregoś dnia obserwowałem, jak pracujesz. Nie mogłem się nadziwić, że ty zajmujesz się tym wszystkim sama. Było mi strasznie głupio, że tak pospiesznie cię oceniłem. Teraz czym więcej się o tobie dowiaduję, tym z jednej strony bardziej czuje się jak kretyn, a z drugiej bardziej cię podziwiam. Wiesz, wszystkie dziewczyny, które do tej pory spotykałem były próżne. Dlatego szokiem dla mnie było, to że ty jesteś zupełnie inna. Sama prowadzisz ranczo i ogólnie we wszystkim chcesz sobie poradzić sama. To mnie trochę zdezorientowało. Chcę, żebyś wiedziała, że cię podziwiam i jeszcze raz za wszystko przepraszam. Nie chcę mieć w tobie wroga, i ja nie chcę być twoim wrogiem. - zakończył. Początkowo zamierzałam go wysłuchać i po prostu sobie pójść, ale nie mogłam tego zrobić.

- Nie będę kłamać, że nie uraziły mnie twoje słowa, ale możesz byś spokojny. Słyszałam już gorsze obelgi. Przywykłam już do tego. Na ogół jestem traktowana albo jak wariatka albo panna z kaprysami. Zdaję sobie sprawę, że mam trudny charakter, ale to jest wynikiem... zresztą nieważne. Wydaje mi się, że nie mówisz mi całej prawdy. Do czegoś nie potrafisz się przyznać nawet przed samym sobą. Powiem ci tylko, że dopóki tego nie zrobisz, nie zaznasz spokoju. Od pewnych spraw trzeba się odciąć grubą kreską. Trzeba zostawić za sobą, te sprawy, które do niczego nie prowadzą. Życie jest dane człowiekowi tylko raz. Należy więc wykorzystać je w taki sposób, by nie odczuwać męczącego bólu po latach przeżytych bez celu... - Słuchałem Lily z zaciekawieniem. Jak ona to robi, że jest taka silna? Skąd ona czerpie tyle siły? Normalny człowiek nie zniósł by tego wszystkiego. Ona jest przecież dziewczyną, a haruje więcej niż niejeden facet. To nie jest sprawiedliwe. W dodatku ktoś jej grozi. Jak można grozić tak odważnej i dzielnej dziewczynie? Naprawdę muszę być kretynem, że wcześniej tego nie dostrzegałem. Łatwo jest oceniać ludzi po pierwszym wrażeniu albo pod wpływem własnych emocji. - Masz rację, że nie mówię ci całej prawdy. Chyba dlatego, że jeszcze tego nie przebolałem. Nie wiem czy...
- Nie musisz mi tego mówić. Jeszcze nie jesteś na to gotowy. Ja to rozumiem. Jeśli kiedyś będziesz chciał, to zawsze możesz ze mną porozmawiać.
- Mogę ci zadać pytanie?
- Jasne. Najwyżej nie odpowiem.
- Czy byłaś kiedyś zakochana? W sensie, że ta druga osoba była dla ciebie wszystkim? - spytałem. Na twarzy Lily zauważyłem nikły uśmiech, który ostatecznie przerodził się w jakiś grymas. Już myślałem, że mi nie odpowie, ale w końcu się odezwała.
- Raz. Byłam raz zakochana. - powiedziała z napięciem w głosie.
- Nie chcę być wścibski, ale... Czy ty...
- Tak, Harry. Bardzo go kochałam, a później ta miłość przerodziła się w nienawiść. - zacisnęła dłonie w pięści - Teraz dopiero do mnie dociera, że tak naprawdę, to nie była miłość, tylko tak mi się wydawało. Teraz jedyne, co czuję to głęboka nienawiść. To jest chyba jedyna osoba, której nienawidzę. Zresztą podejrzewam, że on również mnie nienawidzi po tym, co zrobiłam. - uśmiechnęła się tajemniczo.
- Widzę, że z tobą nie warto zadzierać, co? - uśmiechnąłem się.
- Że też od razu na, to nie wpadłam. - pacnęła się w czoło - Przecież, to on mógł mnie okraść! Dzięki, Harry. - powiedziała i wstała ze schodów. Ścisnęła moją dłoń i powiedziała - Przeprosiny przyjęte. - i już jej nie było.

***
 Właśnie schodziłam na dół kiedy zobaczyłam Laverage, jak znikał za drzwiami gabinetu Lily. Po za nim w domu było kilku policjantów. Jedni wchodzili, drudzy wychodzili. Istny armagedon. O co tu chodzi? Przeszłam do kuchni by zorientować się co się dzieje.
- Maria, co ci wszyscy ludzie robią na naszym ranczu?
- Sama nie wiem. Coś się ruszyło w sprawie kradzieży. Weź tacę i zanieś ją do gabinetu. Z tą ręką nic nie mogę zrobić! - tak jak prosiła Maria, poszłam do gabinetu. Kiedy tam weszłam, zobaczyłam Lily przy biurku, jak zawzięcie przeszukiwała jakieś papiery, a obok niej siedział Laverge i jeszcze jeden policjant.
- Przyniosłam kawę. - policjanci ochoczo dorwali się do życiodajnego płynu - Może jakoś pomogę?
- Na nic się zda tu twoja obecność. - powiedziała Lily, nawet nie zaszczycając mnie spojrzeniem.
- Ale...
- Lizzy nie mam czasu, żeby z tobą rozmawiać. Nie jesteś wtajemniczona, więc nie możesz pomóc, okej? Idź się zajmij gośćmi, żeby nam nie przeszkadzali. - zabierając tacę, zatrzasnęłam za sobą drzwi z hukiem. Ponownie weszłam do kuchni i rzuciłam ją o ścianę.
- Ej! Co się dzieje? - Niall poderwał się z krzesła.
- A co ma się dziać? Staram się jak mogę, a Lily i tak traktuje mnie jak powietrze...
- Lepiej nie wchodźcie jej dzisiaj w drogę. - od razu zainterweniowała Maria.
- Dlaczego ty jej zawsze bronisz?
- Staram się być sprawiedliwa. Ostatnio powiedziałaś kilka słów za dużo więc teraz musisz przecierpieć. Ale dzisiaj nie jest najlepsza chwila na jakiekolwiek interakcje z twoją siostrą.
- Powiesz mi chociaż o co chodzi?
- Nie wiem.
- Nie kłam! Ty zawsze wszystko wiesz!
- Nie tym razem, Lizzy.
- Ale...
- Lepiej mi pomóż, bo zaraz zejdą wszyscy. - zakończyła rozmowę Maria.
- Chodź usiądź i się uspokój, a ja pomogę Marii. - Niall pociągnął mnie w stronę krzesła, a sam jak powiedział zabrał się za rozstawianie wszystkiego na stole. Ledwo zdążyłam usiąść, usłyszałam jak ktoś schodzi po schodach. Zaraz za tym kimś, kolejne osoby zeszły na dół i po chwili prawie cała banda wpadła do kuchni.
- Cześć wszystkim. - Liam wraz z Katie dosiedli się do mnie.
- Co to za hałas? - Louis klapnął na krzesło i schował twarz w dłoniach. Zaraz po nim do kuchni wczłapał Harry i Zayn, który sądząc po zapachu zdążył już wypalić przynajmniej jedną fajkę.
- Co tu się dzisiaj dzieje? - usłyszałam głos Katie. Kiedy już zamierzałam się odezwać, wyraźnie doszedł do nas głos Lily.
- Czyś ty do reszty oszalał? Po cholerę nam policjant na ranczu? Może najlepiej przenieś tu cały komisariat, co? Tyle tu mamy miejsca, że z pewnością wszyscy się pomieścicie!
- Oho, Lily w akcji. - powiedziała Daga, pojawiając się w kuchni.
- Na, to wygląda. - mruknęłam.
- Liz, pamiętaj co ci mówiłam. - zwróciła się do mnie - To co na śniadanko? - Niall pomógł Marii i po chwili przed nami wylądowały talerze z jajecznicą. Wzięliśmy widelce i zaczęliśmy jeść.
- Cześć. - moja siostra zjawiła się w towarzystwie Laverage - No, siadaj. Jedzenia nie odmawiamy. - podała mu talerz i sama zabrała się za śniadanie. Kiedy skończyliśmy, rozległ się dźwięk silnika i po chwili w kuchni zjawił się Jose z jakimś facetem. Ale za, to jakim przystojnym! Policjant wstał i uścisnął dłoń nowo przybyłym.
- To jest porucznik Fletcher. Zatrzyma się tutaj na ranczu i będzie doglądał spraw z bliska. - Lily prychnęła, a Zayn aż się spiął kiedy zobaczył, jak Fletcher spogląda na Lily.
- Pan jest tu właścicielem? - skierował swoje pytanie do Jose. Oj, kolego gorzej nie mogłeś trafić.
- Nie, poruczniku. 
- To w takim razie kto tu rządzi? - spytał zdezorientowany. Laverage zamierzał się odezwać, ale Lily go ubiegła.
- Lily Eastwood. Właścicielka "La luny". - niemal warknęła w jego stronę i zmierzyła go lodowatym spojrzeniem.
- Lily... - padło niemal jednocześnie z ust Marii i Jose.
- Shane Fletcher, miło mi. - skłonił lekko głową.
- Skoro wszystko jasne, to zapraszamy do stołu. - zainterweniowała szybko Maria.
- Dziękuję. Jadłem już.
- Fletcher, to jest Jose zarządca, Lizzy druga z właścicielek, Maria gospodyni, reszta to goście rancza. - przedstawił mu całą sytuację Laverage - Będziesz miał jeszcze wiele sytuacji by spędzić z nimi trochę czasu. A teraz pozwól ze mną, opowiem ci dokładnie czym się zajmiesz. Lily, możemy skorzystać z twojego gabinetu?
- Ależ, oczywiście. Czujcie się jak u siebie. - nie wiem czemu Lily jest taka niezadowolona.

***
- Możesz mi powiedzieć, co się dzieje? - dosiadłem się do Lizzy na werandzie.
- Nie wiem. Już sama się w tym gubię. Staram się naprawić nasze relacje, ale Lily... Wiesz, Niall czasami myślę, że ona by nie zwróciła uwagi, gdybym zniknęła... Choć z drugiej strony wiem, że nigdy by się coś takiego nie wydarzyło. Nie wiem, czy Lily przez swoje zachowanie próbuje mnie ukarać, czy faktycznie to wszystko wynika z tego, co się tu dzieje. Wczoraj była gotowa na wszystko, żeby mnie ratować. Widziałeś tego siniaka na jej policzku? Ten łajdak śmiał podnieść na nią rękę, a ja się tylko przyglądałam...
- Nie mogłaś nic zrobić. Lily świadomie chciała cię chronić. Pomyśl rozsądnie, czy jakbyś się nie ukryła zmieniłoby to coś? - spytałem, choć czułem jakiś dziwny ścisk kiedy przypomniały mi się wydarzenia wczorajszego dnia.
- Pewnie nie, ale wtedy może on by jej nie uderzył...
- Lizzy...
- Nie będę płakać. Obiecałam sobie, że będę silna i postaram się wspierać siostrę, jak tylko będę mogła. Choć muszę przyznać, że to jest naprawdę trudne. Lily doskonale daje sobie radę ze wszystkim. Sama. Zresztą zobacz. - wskazała dłonią przed siebie. Podążyłem wzrokiem w tamtym kierunku i zobaczyłem Lily, jak wbija jakieś kołki do ogrodzenia przy jednej z zagród. Obok niej to samo robił Jose i jego ojciec.
- Podejrzewam, że nawet się nie odważyli jej tego zabronić. - uśmiechnąłem się.
- Jeśli im życie miłe, to nie. - kąciki ust lekko jej drgnęły.
- Lily dzisiaj wyglądała na wkurzoną...
- Wkurzoną? To za mało powiedziane. Znam ją dobrze i wiem, że aż kipiała ze złości. Współczuję temu policjantowi, bo wydaje się całkiem w porządku. - wzruszyła ramionami.
- Zayn też nie był w zbyt dobrym humorze...
- Zauważyłam. Ale powiedz czy to nie zabawne? On bez dwóch zdań wpadł jak śliwka w kompot, a Lily tylko bez przerwy się na niego wydziera. On to musi mieć anielską cierpliwość. - zaśmiała się.
- Sam mu się dziwię. Nigdy nie należał do ludzi cierpliwych.
- Dopóki nie trafił na Lily.
- Ona dokładnie wie, jak poustawiać ludzi.
- Blondyneczki, przyłączycie się do nas czy będziecie dalej tak przynudzać? - rozbrzmiało pytanie Louisa.
- Ja ci dam zaraz blondyneczkę. - zerwałem się z miejsca i zacząłem go gonić. Biegaliśmy jak głupki, aż wreszcie Tommo schował się za plecami Moniki, która wychodziła z domu. Spojrzał zdezorientowana i zmrużyła oczy.
- O nie, kolego! - obróciła się do niego - Nie będę twoją tarczą.
- Ależ będziesz. - objął ją i z powrotem zwrócił w moją stronę. Lizzy przyglądała się tej scenie z rozbawieniem, a Daga stała z szokiem na twarzy.
- Dobra, wystarczy. - zarządziła Lizzy - Niall, chodźmy. - podeszła do mnie i pociągnęła za rękę w stronę altany. - Myślę, że lepiej ich zostawimy samych. - szepnęła mi na ucho. 
- Chodźmy lepiej do stajni, chętnie zobaczę wasze konie. - pociągnąłem ją w drugą stronę, przypominając sobie, że Katie kazała mi ją trzymać z daleka od altany.
- Oh, no dobrze.

- Możesz już zabrać ręce. - Dagmara zwróciła się do mnie.
- Źle ci? - spytałem i oberwałem kuksańca w bok, przez co wypuściłem dziewczynę z objęć - Za co to?
- Za nico. Miałeś tylko sprawdzić czy Lizzy się niczego nie domyśla i zaproponować dołączenie do nas, a nie ganiać się jak debil z Niall'em. - powiedziała.
- Oj, skarbie. Nie dąsaj się tak. - posłałem jej mój firmowy uśmiech.
- Odczep się, Louis. - powiedziała - Chodźmy już. Mamy jeszcze dużo do roboty. - razem przeszliśmy do altany. Przygotowania do urodzin Lizzy szły pełną parą. Katie siedziała na drabinie i próbowała zamontować światełka.
- Skarbie, możesz tak nie trząść tą drabiną? - zwróciła się do Liama - Daga, weź te drugie lampki i zacznij wieszać z drugiej strony. - Katie aż za bardzo wczuła się w role dekoratorki.
- Już się robi.
- Pomogę ci. - powiedziałem, podstawiając jej drabinę.
- Tylko trzymaj mocno, żebym nie spadła. - Dagmara dość szybko znalazła się na szczycie drabiny i zręcznie oplatała belki światełkami. Przesuwałem drabinę jeszcze kilkukrotnie, aż wreszcie wszystkie belki były udekorowane. Dziewczyny zeszły z drabin i rozejrzały się w koło. - Idealnie.
- Harry, bo połamiesz te biedne kwiatki! - Katie szybko do niego podbiegła. Daga pociągnęła końcówki kabli, by ukryć je w jednym miejscu.
- Niech ktoś podłączy przedłużacz! - rozkazała i już po chwili Liam podawał jej wspomniany przedmiot. - Louis, podaj mi te druciki. Musimy spiąć razem te kable inaczej ktoś wywinie orła. - Razem z Harrym przystanęliśmy i patrzyliśmy, jak Daga zręcznie łączy kable i chowa je w wyrwach podłogi. - No, to próba generalna. - powiedziała podłączając kable do przedłużacza. Maleńkie żaróweczki zaświeciły się, ale w południe ciężko stwierdzić, jaki jest efekt.
- Na szczęście wszystko działa. - odetchnęła dziewczyna Liama.
- Gdzieś ty mnie wysłała po te badyle? - oburzył się Zayn, zjawiając się w altanie - Myślałem, że...
- Oj, nie marudź. - przerwała mu Katie.
- Teraz się módlmy, żeby Lizzy niczego nie zauważyła. - powiedziała Dagmara.
- Już Niall, o to zadba. - uśmiechnąłem się.
- Przysięgam, że jeszcze chwila i uduszę go własnymi rękami! - ni stąd ni z owąd, wparowała Lily i usiadła na jednej z ławek.
- Co jest? - odważyłem się spytać.
- Ten cholerny policjant działa mi na nerwy. - powiedziała, wywołując powszechne rozbawienie - Skąd on się w ogóle wytrzasnął? Nikt go tutaj nie potrzebuje.
- Daj spokój, Lily. - zaczęła Daga, ale Lily obdarzyła ją takim spojrzeniem, że od razu zamilkła.
- Czy ty zawsze jesteś taka milutka przy pierwszym spotkaniu? - padło z ust Zayna.
- Oczywiście. - odparła sarkastycznie - Widzę, że już skończyliście? - rozejrzała się po altanie.
- W zasadzie tak. - przytaknęła jej Katie.
- Jeszcze tylko trzeba coś ugotować. - powiedziała znacząco Dagmara.
- Ja się tym zajmę.
- Na to liczyłam.
- Mogę ci pomóc. - powiedzieli równocześnie Harry z Zayn'em.
- W sumie czemu nie. Idziemy.

piątek, 21 października 2016

Rozdział 40

- Nie odbierasz moich telefonów, a w dodatku dręczyły mnie wyrzuty sumienia. Ostatnio mnie trochę poniosło i.... - urwała uważniej przyglądając się nam - O cholera! - dodała, przeskakując wzrokiem po nas wszystkich.
- Daga? - spytała Lily.
- Powiedz, czy ja dobrze widzę? - brunetka potakująco skinęła głową - Dlaczego mi nie powiedziałaś, że gościsz tutaj One Direction? - dodała niby szeptem, ale i tak dało się ją usłyszeć.
- A skąd niby miałam wiedzieć, że to oni?
- No przecież ci o nich mówiłam i wysyłałam ich piosenki.
-Dagmara-
- Wiesz, że nie mam czasu na przeglądanie kolorowej prasy...
- No tak, ale o "Szybkich i wściekłych", to znasz wszystkie nowinki...
- To jest mój ulubiony film i mnie interesuje, w dodatku...
- Dobra, może mnie przedstawisz?
- Czemu nie? - obie podeszły do stołu - Daga, to jest twój ukochany zespół, chłopaki to jest Dagmara -  studentka, malarka, fotografka i diabli wiedzą kto jeszcze. - przedstawiła nas Lily, po czym dostawiła krzesło dla nowo przybyłej.
- Normalnie nie mogę uwierzyć! - dziewczyna opadła na krzesło - Cześć, Lizzy.
- O! Miło, że mnie zauważyłaś - zaśmiała się blondynka.
- Dobra, wystarczy tych uprzejmości. To, co zdecydowaliście? - przerwała naszą rozmowę Lily.
- Wiesz Lily, jesteśmy waszymi gośćmi więc wydaje mi się, że to przede wszystkim ty powinnaś zdecydować czy chcesz tam iść. - zaczął dyplomatycznie Liam.
- Ja zgłaszam sprzeciw. - wtrąciłem swoje zdanie.
- Mi tam wszystko jedno. - wzruszył ramionami Harry.
- O czym mowa? - zapytała Dagmara.
- Ana urządza imprezę urodzinową i.... - odezwała się Lizzy.
- Znowu ona? Czy jej się to nigdy nie znudzi? Powiedz Lee, że się na to nie zgodziłaś?
- Nie mam wyboru. - odparła niechętnie Lily - Jeżeli nie przyjdę, to ona naśle tutaj paparazzi i w ogóle, a na to na pewno nie pozwolę.
- Cholerna manipulantka! Czy ona nigdy się nie nauczy, że to nic jej nie da? Jeszcze powiedz, że ten cały Jack też ma coś z tym wspólnego? - brunetka skinęła głową - Normalnie istna telenowela! Widzę, że zjawiłam się w samą porę - zatarła dłonie.
- O, nie! Nawet się nie waż niczego kombinować!
- Ależ skąd! - zaśmiała się dziewczyna.
- Chodź, pokażę ci twój pokój. - obie dziewczyny opuściły salon. Odprowadziłem je wzrokiem, aż nie zniknęły za ścianą. Na ziemię sprowadził mnie dopiero kopniak Harry'ego.

- No, to opowiadaj. - zapiszczała radośnie Daga, kiedy siedziałyśmy w jej pokoju - Ogólnie, to przepraszam za to co ostatnio powiedziałam. Głupio mi i nie powinnam tak na ciebie najeżdżać. Wybaczysz mi? - zrobiła te swoje szczenięce oczka.
- Masz szczęście, że to była rozmowa przez telefon, bo jakbyś wtedy była obok, to bym cię chyba zabiła.
- Przepraszam.
- Dobra, już dawno o tym zapomniałam. Tyle się dzieje, że... - chodziłam nerwowo po pokoju.
- Ej! Chodź tu i usiądź. Wiesz, że mi możesz wszystko powiedzieć.
- Wiem. Dzisiaj jakiś psychol groził mi bronią i to jest tego efektem. - wskazałam na swoją twarz.
- Od razu zauważyłam. Bardzo boli?
- Teraz już nie. Ale nawet nie wiesz, jak bardzo mam już tego wszystkiego dosyć. Myślałam, że po śmierci Luka będziemy mogły żyć tu w spokoju, a co chwilę coś nowego wychodzi na światło dzienne. Jak nie kradzież bydła, to jakiś psychol... Przecież on mógł coś zrobić Lizzy! - gestykulowałam rękoma. Opowiedziałam jej dokładnie co się wydarzyło nad rzeką.
- Przecież coś mogło się stać również tobie!
- To nie jest ważne. Ja mam tylko ją, gdyby coś się jej stało, to bym tego nie przeżyła. Mimo, że Lizzy najwyraźniej ma mnie za najgorszą, to jest moją jedyną rodziną. Obiecałam Luke'owi, że się nią zajmę, ale nie spisałam się zbyt dobrze...
- Co ty za głupoty pleciesz? Lizzy nie mogła się trafić lepsza siostra i ona o tym wie. A to, co ci powiedziała, to było spowodowane gniewem. Podświadomie chciała cię ukarać za, to że wiele spraw przed nią ukrywasz.
- Każdy ma jakieś tajemnice. Moje są na tyle bolesne, że po prostu nie potrafię o nich opowiadać. Nikomu. Ty wiesz trochę więcej niż ona, ale jesteś od niej silniejsza. Lizzy by nie zniosła całej prawdy.
- A jaka jest cała prawda? - Daga wbiła we mnie swoje zielone oczy.
- Czasami żałuję, że to nie ja zginęłam zamiast Luka...
- Przestań, do cholery tak mówić! Stało się jak się stało i nie możesz się o to obwiniać. Ja również kochałam twojego brata i nie mogłam się pogodzić z tym co się stało, ale... Ale wiem, że nic nie mogłam zrobić by mu pomóc...
- I o to chodzi, że ja mogłam... Gdybym go nie posłuchała i nie pobiegła... może potrafiłabym mu pomóc?
- Co się tak naprawdę wtedy wydarzyło? Jak zginął Luke i dlaczego się o to obwiniasz? - padło w końcu to pytanie. Nie wiedząc, co odpowiedzieć schowałam twarz w dłoniach. Siedziałyśmy w ciszy przez dłuższą chwilę. - Lily...
- Przepraszam cię, ale na dzisiaj mam już dość wszystkiego. - przerwałam jej i pospiesznie wyszłam z pokoju.

***
Siedziałem w swoim pokoju i odchodziłem od zmysłów. Zastanawiałem się, czym były spowodowane wydarzenia sprzed kilku godzin. Kim był ten człowiek, który groził Lily? Jak on mógł ją uderzyć? Co za łajdak bije kobiety? Kiedy zobaczyłem na jej twarzy ślad, aż się we mnie zagotowało. Najchętniej rozerwałbym tego typa własnymi rękoma. Przez to wszystko tym bardziej muszę się wszystkiego dowiedzieć. Za cel obrałem sobie poznanie Lily Eastwood od podstaw. W tym celu umówiłem się z Lizzy. Ona w największym stopniu powinna mi dostarczyć informacji o swojej siostrze. Wyszedłem z pokoju i udałem się we wyznaczone miejsce. Czekałem i czekałem, aż w końcu w oddali dostrzegłem drobną postać. "No nareszcie" - pomyślałem. Lizzy niosła ze sobą coś na kształt księgi. Wyszedłem jej naprzeciw, bo wyglądało to na coś ciężkiego.
- Dam radę, spokojnie. To nie jest aż tak ciężkie na jakie wygląda. - uprzedziła moje pytanie - Usiądź. Widzę po twojej twarzy, że masz sporo pytań, ale ja nie o wszystkim jestem w stanie ci powiedzieć. Szczerze, to sama już nie wiem, co jest prawdą a co nie...
- Jesteś jej siostrą, to z pewnością coś mi o niej opowiesz...
- Sam możesz zobaczyć jaka jest Lily. Ciężko jest z niej coś wyciągnąć. Jest uparta jak osioł. Wielu rzeczy się domyślam, ale nigdy nie doczekałam się potwierdzenia. Lily zawsze zmienia temat i coś ukrywa. Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, na co się piszesz. Moja siostra jest specyficzną osobą. Jesteś pewien, że chcesz... że chcesz wkroczyć w świat Lily?
- Nie zmienię zdania. Jest jedyną osobą, która... Zresztą nieważne. - odpowiedziałem.
- Mam nadzieję, że dzięki tobie będzie szczęśliwa.- Lizzy podała mi przyniesioną księgę. Otwierając ją dostrzegłem wiele zdjęć. Przedstawiały one Lizzy, jakiegoś chłopaka oraz... Lily. "Ale jaką inną" - pomyślałem. Na jednych trochę młodszą, na innych zupełnie jako małą dziewczynkę. Jednak, to nie miało znaczenia. Liczyło się, to że z każdego zdjęcia emanowała taka radość. Wszędzie można było dostrzec szeroki uśmiech na twarzy Lily. Ten uśmiech widniał także w jej oczach. Zupełne przeciwieństwo tego jaka jest teraz.
- Kiedy to było? - spytałem wskazując na jedno ze zdjęć, które wydawało mi się, że było zrobione stosunkowo niedawno.
- Jakieś 3,5-4 lata temu. - smutno uśmiechnęła się Lizzy - Jak widzisz Lily zawsze była pełna energii. Nie było dla niej rzeczy niemożliwych. Ona nigdy nie mogła usiedzieć na miejscu, wszędzie było jej pełno. Jeżeli coś jej nie wyszło, to próbowała tak długo, aż w końcu się jej nie udało. Była jak taka gwiazdka. Rozświetlała wszystko. Nawet nie wiesz jak trudno było ją upilnować. Maria zawsze śmiała się, że to przez nią osiwiała...
- To dlaczego teraz jest taka chłodna i smutna? Nawet względem ciebie.
- Myślę, że coś ją dręczy. Ona siebie obwinia o wiele rzeczy, choć nie jest niczemu winna. Odkąd odszedł Luke, Lily jest zupełnie inną osobą. Niby on zginął w wypadku, ale po dzisiejszych wydarzeniach już sama nie wiem, jak było naprawdę. Nawet nie wiem jak już z nią rozmawiać. Wiesz Zayn, od naszej kłótni Lily mnie unika. Wiem, że nawygadywałam jej okropnych rzeczy, ale ja tak naprawdę nie myślę. Ona jest najwspanialszą osobą jaką znam. Jest moją jedyną, bliską rodziną.
- Proszę cie nie płacz. - objąłem ją delikatnie ramieniem - Zrobię wszystko, żeby jej pomóc. Żeby wam pomóc. Tylko tak będę mógł się jej odwdzięczyć.
- Tak sobie myślę, że to musiało być jakieś przeznaczenie, że tu przyjechaliście. Dzięki tobie Lily jest trochę bardziej ludzka. Chociaż okazuje jakieś emocje...
- No, najczęściej negatywne...
- To zawsze coś. Mam tylko nadzieję, że jej nie skrzywdzisz... - powiedziała, odsuwając się ode mnie.
- Wiesz, że nie mogę ci tego obiecać, ale zrobię wszystko, żeby do tego nie dopuścić.
- Ty ją kochasz Zayn, prawda? - utkwiła spojrzenie na moich oczach.
- Lizzy! W końcu cię znalazłam. Chodź szybko musisz mi pomóc. - krzyknęła z oddali Maria.
- Muszę iść. Proszę cię tylko, żebyś zachował to wszystko dla siebie. My i tak z Lily mamy trochę napięte stosunki więc nie chcę...
- Rozumiem. Nikomu o tym nie powiem.
- Dzięki.
- To ja dziękuję.
***
Stałam na werandzie i przyglądałam się Lily z oddali. Stała przy jednej z zagród i czule gładziła jedną z krów po łbie. Była sama i zupełnie nie przeszkadzało jej to, że zaczęło padać. Wyglądała jakby daleko błądziła gdzieś myślami. Tak bardzo chciałabym, żeby dzieliła się ze mną wszystkimi troskami. W końcu jej też musi być trudno tak wszystko zachowywać tylko dla siebie. A ja jeszcze zachowuje się jak niewdzięczna idiotka. Zamiast ją wspierać, tylko sprawiam problemy. Muszę coś zrobić i udowodnić Lily, że nie jest sama. Że tak naprawdę ma wokół siebie ludzi, którzy ją cenią i są dla niej wsparciem. Ja, Maria, Jose, Amelia, chłopaki... Tak. Zrobię wszystko, aby w końcu Lily pomyślała o sobie, a nie tylko o innych.
- O czym tak dumasz? - u mojego boku pojawiła się Daga.
- O Lily. Ona jest taka nieszczęśliwa, choć oczywiście się do tego nie przyzna. A ja jeszcze dokładam jej zmartwień.
- Nie przejmuj się. Przejdzie jej.
- A jak nie?
- Posłuchaj Liz. - odwróciła mnie w swoją stronę - Nie wiem dokładnie, coś ty jej nawygadywała, ale to nie jest ważne. Lily wie, że ją kochasz i szanujesz i nic co powiesz tego nie zmieni. Owszem mogło jej to sprawić przykrość, ale jestem pewna, że jej przejdzie. Ona jest bardzo silna. Gdyby się przejmowała każdym słowem i każdym oszczerstwem, to już dawno by się poddała. Ba! Ona nigdy by nie przebolała śmierci Luke. A jak widzisz ranczo prosperuje, wy macie się dobrze...
- Nie. Ktoś nas okradł. Ukradł nam 400 sztuk bydła i prawdopodobnie przerobił na mięso.
- To nic nie zmienia. Lily i tak się nie podda. Choćby nawet została jej jedna krowa zacznie wszystko od nowa. A wiesz dlaczego? - pokiwałam przecząco głową - Bo to jest wasz dom. Dom w którym się wychowałyście. Z którym macie miliard wspomnień. Lily zawsze walczy o coś co jest dla niej ważne. Jednak jestem pewna, że gdyby w grę wchodziła cena życia twojego, Marii, Jose czy kogokolwiek innego, to oddałaby wszystko, nawet "La lunę".
- Ale...
- Zrozum wreszcie, że dla niej najważniejsza jest rodzina, a po tym co przeżyłyście ona nigdy by nie dopuściła do straty kolejnej osoby. Dlatego nie chce być szczęśliwa i boi się odwzajemnić uczucia Zayn'a.
- Skąd wiesz, że on...
- No proszę cię. On zachowuje się jak zakochany kundel. Od razu kiedy weszłam do salonu to zauważyłam. A Lily albo udaje albo jest na tyle głupia, że tego nie zauważa.
- Między nimi aż iskrzy, ale Lily nie pozwala mu się do siebie zbliżyć. Przez większość czasu się kłócą. Oh! To nawet zabawne, ale wtedy Lily ma taki ogień w oczach. Wtedy można zobaczyć u niej jakieś emocje.
- Ej! Nie smuć się. Teraz to tym bardziej coś wykombinuję. W końcu trzeba dopomóc szczęściu.
- Ty jesteś niemożliwa. Nie dziwie się, że Lily cię lubi.
- Ja po prostu nie owijam w bawełnę. Mówię, to co myślę. A że Lily się często wścieka... No cóż, taka jej natura. Nie obchodzę się z nią jak z jajkiem, dlatego się zaprzyjaźniłyśmy.- wzruszyła ramionami - Pójdę ją trochę podenerwować.
*
- Możemy pogadać? - spytał Zayn, pojawiając się w salonie. Widać, że wiele go kosztowało przyjście tutaj. Co on wymyślił?
- Siadaj. - pierwszy odezwał się Liam, który czule obejmował Katie.  
- Co się dzieje, Zayn? - zaniepokoił się Niall.
- To ja was lepiej zostawię samych. - Katie wyczuwając co się święci, zostawiła nas samych.
- Nie będę owijał w bawełnę, chodzi o Lily, a dokładniej o to, co wydarzyło się dzisiaj. Nie wiem czy wiecie, ale ktoś celował do niej z broni. Do niej i do Lizzy. To wszystko, co się tu dzieje nie jest normalne. Tu musi chodzić o coś jeszcze, nie tylko o kradzież bydła. Ktoś poluje na Lily, odkąd jej brat zginął. Zresztą mam coraz większe wątpliwości, że to nie był wypadek.
- Jak to? - wtrącił Louis.
- Lily obwinia się o jego śmierć. Gdyby, to był zwykły wypadek, pogodziłaby się z tym. To musi mieć jakiś związek.
- Lizzy mi coś wspominała, że teraz też już nie wierzy, że to był wypadek. - powiedział Niall.
- No właśnie. Chciałbym im jakoś pomóc. Odwdzięczyć się za to, co dla nas robią. Nie da się ukryć, że gdyby nie przyjazd tutaj, to prawdopodobnie przeze mnie zespół by się rozpadł. Ale to jest temat na inną rozmowę. Nie wiem jak wy, ale ją stąd nie wyjadę dopóki, to wszystko się nie wyjaśni. - mówił. Ciekawe czy zdaje sobie sprawę, że wpadł, jak śliwka w kompot - Dlatego chciałbym wiedzieć, czy mi pomożecie. Jak nie to zrozumiem.
- No jasne, że ci pomożemy. - odezwał się po chwili Niall.
- Ja też jestem za. - poparł go Liam.
- Wchodzę w to. - dodał Louis - Harry?
- Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Jasne, że się zgadzam. - odparłem - Mam tylko jedno pytanie. Masz jakiś plan?
- Jak na razie, to trzeba powiadomić Paula, że przedłużamy pobyt. Później trzeba dowiedzieć się jak najwięcej szczegółów.
- Lizzy na pewno nam pomoże. Maria i może Jose. - głośno myślał Niall.
- A może ta koleżanka Lily, ta Dagmara wie coś więcej? - wtrącił Lou.
- Dobra myśl. - poparł go Liam.
- Możemy popytać. Tylko róbcie, to dyskretnie, bo jak Lily się dowie, to... To nie będzie za ciekawie.
- Jest tylko jeden problem. - powiedziałem - Jaki będzie powód naszego dłuższego pobytu? - dodałem. Zapadła cisza. Widać było, że wszyscy intensywnie próbują coś wymyślić. W przypadku Lily, nie mogła to być jakaś zwykła wymówka. Od razu odkryłaby, że to ściema.
- Może powiemy, że chcemy dłużej odpocząć? - stwierdził Niall.
- To nie przejdzie. - od razu zaprotestował Zayn.
- Nic mi nie przychodzi do głowy. - mruknął Liam.
- Może najlepiej zadzwonimy do Paula? On z pewnością coś wymyśli. - wzruszyłem ramionami.
- Tak chyba będzie najlepiej. - odpowiedział Zayn, wyciągając telefon. Po wybraniu numeru i przełączeniu na głośnomówiący, czekaliśmy aż Paul się odezwie.
- Paul Higgins, słucham.
- Cześć, Paul. Tu Zayn. Chciałem...
- Tylko mi nie mów, że Lily cię wyrzuciła z "La luny"!
- Dlaczego od razu myślisz, że o to chodzi? - oburzył się Malik, wywołując uśmiech na naszych twarzach.
- Więc o, co chodzi?
- Razem z chłopakami chcemy tu zostać, na przynajmniej kolejny miesiąc. - powiedział i zapadła cisza.
- Stało się coś?
- Nie. Po prostu mamy tu coś do załatwienia. - wtrącił się Liam.
- Dobra. Zobaczę co da się zrobić. Mam zamiar przyjechać i sprawdzić, co u was i wtedy liczę na dokładne wyjaśnienia.
- Jest jeszcze jedna sprawa. - zaczął Zayn - Musisz jakoś przekonać Lily, nie wzbudzając jej podejrzeń.
- Co wyście znowu wymyślili? 
- Dowiesz się w swoim czasie.
- W porządku. Zadzwonię do niej i dam wam znać. Mam tylko nadzieję, że to jest naprawdę coś ważnego. Trzymajcie się.
- Na razie. - powiedzieliśmy i Zayn się rozłączył.
- Czyli wszystko załatwione. Teraz musimy opracować jakiś plan i... - zaczął Liam.
- I modlić się, żeby Lily się o niczym nie dowiedziała. - wtrącił Niall.
- O czym mam się nie dowiedzieć? - usłyszeliśmy jej głos.
- Czy ty musisz zepsuć każdą niespodziankę? - jęknęła Daga, która zjawiła się razem z Lily. Wszyscy posłaliśmy jej pytające spojrzenie - Skarbie wróć do rzeczywistości. Za dwa dni Lizzy ma urodziny i chłopacy planują niespodziankę. To miała być tajemnica nawet dla ciebie, ale ty jak zwykle słyszysz przez ściany i jesteś wszędzie - oburzyła się dziewczyna, posyłając nam znaczące spojrzenie.
- No, już dobrze. Przecież jej nic nie powiem. - zirytowała się brunetka - Tylko chcę się dowiedzieć szczegółów.
- Ależ oczywiście. - odpowiedziała kpiąco Dagmara. Lily posłała jej mordercze spojrzenie i wyszła. - Na drugi raz idźcie rozmawiać gdzieś indziej.
- Dzięki. - odezwał się Zayn.
- Serio, Lizzy ma za dwa dni urodziny? - spytał Niall.
- Serio. Teraz na prawdę musicie coś wymyślić. Pomogę wam, bo to moje kłamstwo, ale nie zdradźcie mnie przed Lily.
- Jasna sprawa. - powiedział Louis.
- W takim razie jutro coś zaplanujemy. Bye! - i już jej nie było. 

wtorek, 23 sierpnia 2016

Rozdział 39

- Tutaj są! - doszedł nas krzyk jakiegoś kolesia... 
- Szybko! Biegnij Lizzy! - usłyszałam krzyk Lily. Zaczęłam biec, oglądając się dostrzegłam, że moja siostra biegnie za mną więc tak jak prosiła nie zatrzymywałam się.
- Ruszcie się, bo uciekną! - krzyknął ktoś tuż za nami.
- Puść mnie! - usłyszałam głos mojej siostry. Oglądając się dostrzegłam, że szarpie się z jakimś gościem. - Czego ty ode mnie chcesz!
- Zaraz się dowiesz - mruknął i pociągnął ją za sobą. Przykucnęłam tak by mnie nie zauważyli. - Gdzie ta druga?
- Nigdzie jej nie ma - odparł jakiś drugi dryblas.
- Spokojnie panowie. I tak chodziło tylko o naszą drogą Liliannę... - mruknął jakiś facet wysiadając z czarnego auta po czym podszedł do Lily - Ponownie się spotykamy. Nawet nie wiesz, jak bardzo czekałem na ten moment przez te 3 lata ... - powiedział do niej muskając jej policzek - Ale wiedz, że było warto.
- Nie dotykaj mnie! - krzyknęła moja siostra - Kim ty do cholery jesteś?! I czego ode mnie chcesz?! - na te słowa ten facet się głośno zaśmiał.
- Przez tyle czasu czekałem na ten moment. Ostatnio uciekłaś. Nie powinnaś tego robić. Gdybyś została może twój ukochany braciszek by żył. Teraz ty za to płacisz. - odparł odgarniając włosy z jej policzka. O co w tym wszystkim chodzi?
- Człowieku ja cię widzę pierwszy raz na oczy! - wykrzyknęła próbując się wydostać z uścisku jednego z tych dryblasów.
- Nie tak szybko kotku. Jeszcze zdążysz mnie poznać. Jesteś jeszcze piękniejsza niż pamiętam z czasu kiedy ostatni raz cię widziałem - mruknął z aprobatą.
- To ty zabiłeś Luke'a! - warknęła i splunęła mu w twarz. Zabiłeś?
- Waleczna jesteś. Lubię takie. - odparł uderzając ją w twarz - Ale wiedz, że na mnie nie podnosi się ręki. A co do Luke'a, to i tak nic z tym nie zrobisz. Ze mną nie wygrasz. - dodał z szyderczym uśmiechem.
- To się jeszcze okaże! Zapłacisz za to, co zrobiłeś mojej rodzinie! - krzyczała Lily, ale ten skierował się do samochodu głośno się śmiejąc. Nagle poczułam dłoń na twarzy.
- Nie krzycz. To ja Niall. Nic ci nie jest?
- O Boże! To ty! Mi nic nie jest, ale Lily...
- Spokojnie, już jest wszystko dobrze.
Wszystko działo się tak szybko. Padły jakieś strzały, ale nic nie widziałam. Kiedy wszystko ucichło od razu pobiegłam do Lily, przy której był Jose z Zayn'em. Równo z nami zjawił się Laverage. Moja siostra siedziała na ziemi głęboko oddychając.
- Nic wam nie jest? - zapytał Jose. Po chwili Lily wstała i podeszła do policjanta.
- Kto to do cholery był!? - zwróciła się do niego - No mów! Mam prawo wiedzieć kto nam groził! - krzyczała. Dostrzegłam na jej policzku ślad po uderzeniu. Chciałam się do niej zbliżyć, ale poczułam jak czyjeś ręce mnie obejmują przez co się wzdrygnęłam. Spoglądając w bok dostrzegłam błękitne tęczówki.
- Lepiej teraz do niej nie podchodź. - powiedział cicho.
- Lily uspokój się...- zaczął Zayn podchodząc do niej. Mnie też ciekawiło bardzo czego oni chcieli. Co oni mieli wspólnego ze śmiercią Luke'a? Przecież on zginął w wypadku... Lily nie wyglądała na zaskoczoną tą sytuacją. W to, że nie znała tego człowieka jestem skłonna uwierzyć, ale ogólnie coś wiedziała.
- To nie jest najlepszy moment... - zaczął mówić Laverage.
- A kiedy będzie!? Do cholery oni celowali do mnie z broni! A co jakby zrobili coś Lizzy!? Pomyślałeś o tym!? A może będziesz czekał, aż nas zabiją! Co!? - Lily krzyczała na niego, a ten stał niewzruszony.
- Nie mogę ci niczego powiedzieć. Tu chodzi o wasze bezpieczeństwo. Zrozum to wreszcie! - odpowiedział podniesionym głosem.
- Jakoś nie czułam się przed chwilą bezpiecznie. Nie wiem kim był ten człowiek, ale obiecuję ci, że sama się tego dowiem! Nie spocznę póki nie poznam prawdy, z twoją pomocą czy nie! - odkrzyknęła kierując się w stronę "La luny".
- Zayn, proszę idź za nią. W tym stanie ona jest zdolna do wszystkiego. - poprosiłam na, co zaraz pobiegł za nią.
- Lizzy możesz mi opowiedzieć co się tu wydarzyło? - zwrócił się do mnie policjant. Dokładnie zaczęłam tłumaczyć wszystko krok po kroku.

- Lily, zaczekaj! - krzyczałem próbując dogonić brunetkę. Cały czas szła przed siebie ani razu nie reagując na moje prośby. Podbiegłem do niej chwytając za rękę. Wtedy dopiero zwróciła się w moim kierunku. Dopiero teraz mogłem dostrzec, że Lily jest cała roztrzęsiona, a jej oczy są opuchnięte i mokre od łez. Pierwszy raz widziałem ją w takim stanie. Owszem płakała już kilka razy, ale nawet po kłótni z Lizzy nie była w takim stanie. Kiedy zamierzałem się odezwać, dziewczyna przylgnęła do mnie. Początkowo stałem oszołomiony i dopiero po chwili się zreflektowałem. Bardzo delikatnie położyłem dłonie na jej talii i jeszcze bliżej przyciągnąłem ją do siebie. Brunetka starała się trzymać, ale po chwili poczułem, jak na moją koszulkę zaczęły skapywać jej łzy.
- Już dobrze. Proszę nie płacz. - mówiłem, uspokajająco pocierając jej plecy. Kiedy po jakimś czasie w końcu się uspokoiła, wyswobodziła się z mojego uścisku i odwróciła by na mnie nie patrzeć.
- Przepraszam. Nie powinnam się tak rozklejać. - powiedziała zachrypniętym od płaczu głosem.
- Proszę cię Lily. Przy mnie naprawdę nie musisz udawać. Widzę jak to wszystko na ciebie wpłynęło.- zacząłem mówić, odwracając ją w moją stronę. Na jej twarzy zaczął kształtować się siniak, aż we mnie się zagotowało. Jak można uderzyć kobietę? Lily unikała mojego wzroku. Uniosłem jej twarz i delikatnie dotknąłem policzka w tym miejscu. - Boli? - zapytałem.
- Trochę. Da się wytrzymać. - odpowiedziała.
- Chodźmy do domu, jakoś to opatrzyć.
- Nie. Na razie nie chcę tam wracać. - odpowiedziała.
- Powiesz mi co się tam stało?
- Na razie nie mogę. Musiałabym ci opowiedzieć o wielu innych sprawach, a nie potrafię tego zrobić... - wyszeptała.
***
- Nie chcę z nikim rozmawiać. - powiedziałam i ruszyłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi, oparłam się o drewnianą powłokę i po niej zjechałam. Schowałam głowę między swoimi dłońmi i próbowałam sobie to wszystko poukładać. Za dużo się dzieje. Przyjazd One Direction, listy od Luke'a i skrzynka, kradzież bydła i jeszcze ta dzisiejsza akcja... Co jeszcze musi się stać, żeby w końcu było dobrze? Powolnym krokiem poczłapałam w kierunku łóżka. Położyłam się na nim i zwinęłam w kłębek. Mam dość dzisiejszego dnia! Mam dość wszystkiego! Dlaczego nie mogę żyć tak, jak moi rówieśnicy? Leżałam tak dłuższą chwilę. Wydarzenia z przed kilku godzin sprawiły, że na nowo zaczęłam myśleć o Luke'u i o tej skrzynce. Gdzie on mógł schować ten trzeci klucz? Jestem prawie pewna, że jej zawartość rozwikła niektóre sprawy. I nagle mnie olśniło. Wybiegłam z pokoju i biegiem rzuciłam się w stronę stajni. Po drodze omal nie wpadłam na Louis'a, który wchodził schodami. Docierając do celu zaczęłam się nerwowo rozglądać. Gdybym była Luke'm to schowałabym to... No jasne, tam gdzie nikt nie wchodzi. Znajdując drabinę wspięłam się na poddasze stajni. Byłam tu może ze dwa razy, bo nie było tu nic interesującego. Teraz widzę jak duży błąd to był. Stało tam stare biurko z mnóstwem szuflad. Od razu zaczęłam przeglądać wszystkie po kolei. Po godzinie gruntownych przeszukiwań nie znalazłam nic oprócz jakiś dokumentów, które podobnie jak notes mojego brata, jak na razie nie wiele mi mówiły. Zrezygnowana już zamierzałam zejść, ale coś przykuło mój wzrok. W jednej z desek biurka był błyszczący fragment. Podchodząc bliżej próbowałam zobaczyć co to jest. Jak się okazało była to specjalna wyrwa, w której znalazłam kartę pamięci i klucz. Zabierając je ze sobą skierowałam się prosto do gabinetu. Na miejscu podłączyłam kartę do komputera z niecierpliwością czekając na jakieś istotne dane. Na ekranie pojawił się napis "Karta chroniona hasłem". No przecież można się było tego spodziewać. Nieudolnie próbowałam rozwikłać hasło. Być może skrzynka zawiera coś więcej.
Zamierzałam w końcu iść i ją otworzyć jednak przerwało mi pukanie do drzwi. 
- Lily? - ujrzałam głowę Marii - Masz gościa. - dodała poważnym tonem i zniknęła za drzwiami. Chowając kartę i klucz w bezpieczne miejsce skierowałam się do salonu. 
- Czego tu szukasz Jack? - spytałam jak tylko zobaczyłam kim jest mój gość. Momentalnie cała się spięłam, a zmęczenie odeszło na dalszy plan.
- Witaj złotko. - odparł jakby nie słysząc moich słów. - Pewnie już dostałaś zaproszenie od Any? Pewnie tak. Chciałem zapytać czy wybierasz się na jej urodziny? - dodał. To są jakieś żarty?
- Wynoś się z mojego domu! - odpowiedziałam.
- Nie unoś się tak.
- Nie wierzę. Masz czelność tu przychodzić i pytać mnie czy wybieram się na jakąś durną imprezę?! - powiedziałam z niedowierzaniem. Jack wstał i zaczął podchodzić bliżej mnie. - Nawet do mnie nie podchodź! - dodałam wyciągając dłonie przed siebie. Jednak on to zignorował. Podszedł i złapał mnie za ramiona.
- Kiedy w końcu przestaniesz zgrywać taką niedostępną? - zapytał kiedy próbowałam wyswobodzić się z jego uścisku - No, no ładne kolorki - dodał drwiąco spoglądając na mój policzek.
- Puść mnie do cholery!
- Kiedy się złościsz jesteś jeszcze piękniejsza - mówił dalej nie zwracając uwagi na to, co mówię.
- Jack przestań! - próbowałam dalej wyswobodzić się z jego objęć. Jednak wydarzenia dzisiejszego dnia robiły swoje. Byłam zmęczona i nie miałam dostatecznie siły. Nagle ktoś odciągnął go ode mnie.
- Co jest... - zaczął Jack, ale nie skończył mówić ponieważ pięść Zayn'a wylądowała na jego twarzy, tak że aż się cofnął.
- Zayn, przestań. - powiedziałam odciągając go od chłopaka. - Nie warto. - dodałam.
- Wynoś się stąd i więcej nie wracaj. - warknął mulat. Jack wyprostował się i złapał za policzek.
- Oho! Bohater się znalazł. - zaczął mówić - Lily, nie myśl sobie, że tak łatwo odpuszczę...
- Ty masz jakąś obsesję na moim punkcie!
- Ciesz się tym wszystkim póki możesz. - powiedział i wyszedł. Zayn mierzył go twardym wzrokiem do czasu aż jego sylwetka nie zniknęła z pola widzenia, dopiero wtedy zwrócił się w moją stronę.
- Wszystko w porządku?
- Tak. Dzięki za pomoc. - odpowiedziałam.
- Czego on chce od ciebie? - zapytał.
- Nie wiem Zayn. Naprawdę. - odpowiedziałam  i kiedy miałam już coś dodać zjawiła się Maria.
- Czego on znowu chciał? - zapytała.
- Chyba tylko on wie czego chciał. Zresztą nieważne. Pogadaj z Jose, żeby wzmocnili ochronę przy wjeździe, żeby więcej razy tu nie przyjechał. - zaczęłam mówić - Tylko nic więcej  nie rób! - krzyknęłam za nią.
- Mógłbyś wszystkich zebrać w salonie? Mam do was pewną sprawę. - powiedziałam.
- Jasne. Za 20 minut? - zapytał. Skinęłam głową i odprowadziłam go wzrokiem. Swoja drogą, może nie potrafię tego okazać, ale jestem mu wdzięczna. Widzę jak się stara, ale to i tak nic nie zmienia...

Wszyscy zebraliśmy się w salonie. Z tego co mówił Zayn, Lily chcę z nami porozmawiać. Między tą dwójką dzieje się coś ciekawego, choć żadne z nich tego nie komentuje. Kiedy dziewczyna czegoś potrzebuje mulat jest zawsze gdzieś w pobliżu. Mogliby w końcu przestać się bawić w jakieś podchody i paść sobie w ramiona. Cieszę się, że chociaż z Zayn'em sprawa zmierza w dobrym kierunku. Jemu ten przyjazd ewidentnie pomógł. To musiało być jakieś przeznaczenie, że on sam zgodził się tu przyjechać.
- Louis, słuchasz co do ciebie mówię? - doszedł mnie głos Lily.
- Sorki. Zamyśliłem się. - odpowiedziałem na, co dziewczyna westchnęła.
- Jak już wiecie panowała u nas taka "tradycja", że rodzina Garcia przychodziła do nas na kolację, a my w zamian musieliśmy zaszczycić obecnością imprezę urodzinową Any. - zaczęła mówić - Teraz sprawy się trochę pokomplikowały. Nie będę się wdawać w szczegóły, ale ponownie otrzymaliśmy zaproszenie. I tu pojawia się problem. Ana zażyczyła sobie, żebyście zjawili się na tej imprezie. Wszyscy. Inaczej zdradzi miejsce waszego pobytu, a tym samym dziennikarze zagrożą panującemu tu spokojowi. Nigdy nie ulegam szantażom, ale tu chodzi o "La lunę". Oczywiście ja nie będę was do niczego zmuszać. Jeżeli nie chcecie to nie musicie tam iść. - kiedy zakończyła mówić zapadła cisza. Odwracając wzrok, dostrzegłem stojącą w progu dziewczynę. Wyglądała dosłownie jak anioł. Nie mogłem oderwać od niej wzroku.
- Zobaczyłeś ducha czy coś? - zapytał Niall.
- Lepiej - odpowiedziałem i przyciągnąłem uwagę wszystkich w stronę dziewczyny. Lily jak tylko ją zobaczyła od razu poderwała się z krzesełka. Podeszła do dziewczyny i razem przyglądały się sobie.
- Daga? Co ty tutaj robisz?
- Nie odbierasz moich telefonów, a w dodatku dręczyły mnie wyrzuty sumienia. Ostatnio mnie trochę poniosło i.... - urwała uważniej przyglądając się nam - O cholera! - dodała.

środa, 20 lipca 2016

Rozdział 38

"To dlaczego nie chcesz pozwolić na to abym zbliżył się do ciebie? " - to zdanie kołatało w mojej głowie przez całą noc, co uniemożliwiło mi spokojny sen. W zasadzie całą noc przesiedziałam na parapecie wpatrując się w niebo. Wczoraj nie wiedziałam co odpowiedzieć więc uciekłam. Zostawiłam go tam samego bez słowa. Wiem, że to nie w porządku ale ja już tak mam. Często tak robię: gdy czuję, że ktoś próbuje mnie wciągnąć do swojego życia, uciekam w przeciwnym kierunku. Nie potrafię tego zmienić. Po prostu boję się ludzi. Nie mam chęci ich poznawać. Zaczynam się otaczać osobami, które doskonale znam i one znają mnie. Kiedy w przeszłości oddałabym wszystko, żeby z kimś porozmawiać o sobie i odkrywać z nim samą siebie, poznawać lepiej, dziś nie przepadam za mówieniem o sobie. Nie chodzi o to, że zamykam się na ludzi. Zaczynam zamykać się na nowych ludzi, co raz mniej rozmawiam z nimi, boję się co o mnie pomyślą. Chyba nie w tą stronę idę. Cofam się. Niegdyś miliony tematów, na które mogłabym się wypowiedzieć, dziś wolę powstrzymać się od komentarza. Co mnie tak zmieniło? Przeszłość, ambicja czy ludzie? Jakiś głosik w mojej głowie mówi mi "Halo, wybrałaś złą drogę... Zawróć, bo już nigdy nie będziesz szczęśliwa." Tylko jak mam to do cholery jasnej zrobić? Już tyle razy się zawiodłam, tylu ludzi próbowało mi zaszkodzić, że stałam się nieufna. To nie jest tak, że tego nie widzę. Doskonale wiem czego oczekuje Zayn, że on coś do mnie czuje. Potrafię to dostrzec w jego słowach, gestach, ale ja nie potrafię się przełamać.
Sama nie wiem co czuję. On poruszył we mnie coś o czym nie miałam pojęcia i nie wiem jak się zachować. Może w innych okolicznościach... Dobra dosyć tego! - powiedziałam sama do siebie po czym skierowałam się do łazienki. Zdejmując wszystko z siebie weszłam do kabiny prysznicowej. Po chwili poczułam ciepłe strużki wody na ciele, które pozwoliły mi się odrobinę odprężyć. Po prysznicu owinęłam się puchatym ręcznikiem i wyszłam z łazienki. Zapinając guziki od koszuli usłyszałam pukanie do drzwi. - Chwileczkę - odpowiedziałam po czym przejrzałam się w jedynym lustrze, które miałam. Był to prezent od Luke'a dlatego nie potrafiłam go wyrzucić. Otwierając drzwi moim oczom ukazała się Maria.
- Przyszłam spytać czy zejdziesz na śniadanie?
- To już jest tak późno? - odpowiedziałam zerkając na zegarek - Dobra chodźmy.
Schodami udałyśmy się na dół. W połowie drogi było słychać rozmowy i krzyki a także brzęczenie naczyń. Dostrzegając sytuację panującą w kuchni patrzyłam się w osłupieniu. - Mogę wiedzieć co tu się dzieje?
- Witaj Lily - zaczął Liam
- Robimy z Lizzy śniadanie - odparł jak gdyby nigdy nic Niall.
- Przegrali zakład i taka była kara - zwrócił się w moją stronę Louis.
- Po co wam tyle jedzenia?
- Louis chce kanapki, Harry naleśniki, Liam z Kate tosty, Zayn jakieś placki, Maria jajecznicę, no a my wszystkiego po trochu... - zaczął Niall próbując robić milion rzeczy na raz.
- Lizzy odłóż tą patelnię w bezpieczne miejsce i odsuń się od kuchenki. - zaczęłam - Dlaczego pozwoliłaś jej gotować? Przecież wiesz co było ostatnio? - dodałam bardziej zirytowana.
- Na mnie nie patrz. Ja mam zwichniętą rękę - broniła się Maria
- Ale Lily... - zaczęła moja siostra.
- Idź usiądź zanim spalisz cały dom i więcej już nic nie mów. - zwróciłam się w jej stronę - A wy z laski swojej moglibyście mu trochę pomóc, a nie tylko się przyglądacie. Mimo, że taka była stawka zakładu to nie fair, że Niall gotuje dla was wszystkich, marnując przy tym wiele jedzenia.
- Z Niall'em to nic się nie zmarnuje - odchrząknął Louis.
- Dobra. W zamian za takie zachcianki, każdy z was z wyjątkiem Niall'a i Marii, w nagrodę po śniadaniu pójdzie w odpowiednie miejsce i przyniesie te składniki z których było jego śniadanie. Jasne? - zakończyłam swoją wypowiedź na co wszyscy odpowiedzieli mi skinięciem głowy. - No i świetnie.
- Lily a ty co zjesz? - zwrócił się w moją stronę blondyn
- Idź usiądź i odpocznij, ja sobie coś wymyślę. - odpowiedziałam i zabrałam się za swoje śniadanie. Najpierw popatrzyłam na to, co jeszcze pozostało w lodówce, po tym szturmie. Jajka są, mąka też, odrobina kakaa też się znajdzie, kilka borówek... w sam raz na omlet. Nastawiając piekarnik zaczęłam wszystko mieszać, jednocześnie pilnując pozostałych potraw. Wylewając masę na blachę i przekładając ją borówkami włożyłam foremkę do piekarnika, po czym zaczęłam smażyć resztę naleśników. Po kilku chwilach przyjemny zapach rozniósł się po kuchni. Po kilkunastu minutach wszystko było gotowe. Każdy zabrał się za swoje śniadanie. Nakładając sobie porcję dołączyłam do pozostałych.
- Co to jest, że tak nieziemsko pachnie? - spytał blondyn
- Omlet kakaowy - odpowiedziałam i zabrałam się za jedzenie. Cały czas widziałam, że Niall wpatruje się w mój talerz jak w obrazek, z kolei Zayn we mnie. Dosłownie nienawidzę jak ktoś patrzy się na mnie jak jem. Skubiąc kawałek wstałam od stołu czym zwróciłam uwagę wszystkich zebranych. Podchodząc do piekarnika i zabierając po drodze talerz nałożyłam podwójną porcję omletu po czym postawiłam ją pod nosem Horan'a. - Masz, może w końcu przestaniesz się na mnie gapić - powiedziałam powracając na swoje miejsce w akompaniamencie śmiechu pozostałych.
- Uwielbiam cię. To jest pyszne - powiedział.
- Daj spróbować... - zwrócił się do niego siedzący obok Louis
- Nie to jest moje - odparł blondyn przesuwając talerz jak najdalej od szatyna.
- Na blaszce jeszcze zostało. Powinno starczyć dla wszystkich - zaczęłam bardziej zirytowana, na co wszyscy dosłownie zerwali się ze swoich miejsc, po chwili zajadając się omletem. Patrzyłam na nich z politowaniem. "Normalnie jak dzieci" - pomyślałam. Tą przyjemną atmosferę przerwał dzwoniący telefon.
- Siedź, ja odbiorę - zwróciłam się do Marii widząc, że zamierzała wstać.
- Ranczo "La Luna". W czym mogę pomóc?
- Moje nazwisko Steve Albrock z Departamentu Oszczędności Banku Ystad. Chciałbym rozmawiać z właścicielem rancza.  
- Lilianna Eastwood, właścicielka rancza - odpowiedziałam z naciskiem na dwa ostatnie słowa - O co chodzi?
- W naszym banku założono lokatę, której termin właśnie upłynął. Beneficjentem jest właściciel rancza, czyli w tym wypadku Pani.
- Czy to jest jakiś żart? - spytałam w wyraźnym szoku.
- Wszystko jest jak najbardziej prawdziwe. Musi się Pani stawić w oddziale banku, by podpisać odpowiednie dokumenty i zdecydować, co zrobić z pieniędzmi. Kiedy może Pani przyjechać?
- Nawet dzisiaj. O 16 może być?
- Tak. To do zobaczenia.
- Tak. - odpowiedziałam i usłyszałam dźwięk zakończonego połączenia. Stałam przez chwilę w osłupieniu patrząc na telefon w moim ręku. Jaka lokata? O co w tym wszystkim chodzi?
- Lily? Stało się coś? - doszedł mnie głos Lizzy przez co się ocknęłam i obróciłam w jej kierunku. Dostrzegłam, że wszyscy z niepokojem wpatrują się we mnie.
- Maria idź do gabinetu i poczekaj tam na mnie. Idę po Jose musimy natychmiast porozmawiać.
- A ja? - spytała moja siostra.
- Ty się zajmij nimi - wskazałam i wyszłam.

Wczoraj Lily ponownie uciekła. Pozostawiła mnie bez słowa. Ciągle to robi, ucieka. Tak bardzo chciałbym się do niej zbliżyć. Zależy mi na niej. Czy ona faktycznie tego nie widzi? Przy śniadaniu wpatrywałem się w nią jednak ani razu nie zaszczyciła mnie spojrzeniem. Po telefonie natychmiast wyszła z kuchni. Czy coś znowu się stało? Muszę sprawdzić o co chodzi. - Przepraszam was. Sprawdzę o co chodzi. - powiedziała Maria po czym opuściła pomieszczenie. Wspólnie zastanawialiśmy się o co chodzi. Z gabinetu można było jedynie usłyszeć jakieś szmery czasem przerywane krzykami Lily. Po jakiś pół godzinach w kuchni ponownie zjawiła się brunetka wraz z Marią i Jose. - Lizzy bądź gotowa na 15. Musisz ze mną jechać. - powiedziała jedynie po czym skierowała się do swojego pokoju. Zerkając po wszystkich i wyłapując od Lizzy nieme "Idź za nią" zrobiłem tak jak prosiła. Skręcając w stronę skrzydła domu zajmowanego przez Lily przystanąłem zauważając, że brunetka trzyma w ręku jedną z ramek licznie wiszących na ścianie.
- Co ty znowu wymyśliłeś? Czym więcej czasu mija tym więcej spraw wychodzi na światło dzienne... Wiesz, że brakuje mi ciebie... Zawsze byłeś i wiedziałeś co powiedzieć... Mimo, że byłam okropną siostrą... Nie zjawiłam się nawet na twoim pogrzebie... po prostu nie mogłam się z tym pogodzić i chyba nadal nie mogę... Luke bardzo za tobą tęsknie... Nie wiem co mam robić... Nie mam już sił by walczyć z całym światem....- zakończyła odkładając zdjęcie do pudełka. Po chwili trafiały tam kolejne zdjęcia. Dziewczyna skierowała się do jednego z pokoi więc poszedłem za nią. W pomieszczeniu znajdowało się zrobione z drewna siedzisko na którym leżało mnóstwo poduszek. Zresztą cały pokój obity był drewnianymi belkami. Na licznych szafkach, zawieszonych na jednej ze ścian, znajdowało się mnóstwo przedmiotów i zdjęć. Na środku stało biurko na którym zauważyłem sterty jakiś dokumentów.
- Zayn? Co ty tu robisz? - powiedziała zaskoczona Lily dostrzegając mnie w pokoju.
- Przyszedłem z tobą porozmawiać.
- Jestem zajęta.
- To najpierw ci pomogę a później porozmawiamy. To co mam robić? - powiedziałem podchodząc do niej.
- Czy ty nie możesz zrozumieć, że niczego od ciebie nie chcę? - odpowiedziała odwracając się w moją stronę i o mało co na mnie nie wpadając. Uchroniłem ją przed upadkiem obejmując w tali. Przez chwilę patrzyliśmy sobie prosto w oczy. - Już możesz mnie puścić. - powiedziała po chwili brunetka. Ja jednak nic sobie z tego nie zrobiłem. Zacząłem zbliżać swoją twarz do jej. Kiedy dzieliły nas dosłownie milimetry, tak że mogłem poczuć oddech dziewczyny na swoich ustach ta przerwała tą magiczną chwilę. "Dlaczego ona się tak przed tym broni?" - pomyślałem.
- Kiedy człowiek jest zamieszany w tragiczne wydarzenie, które zmienia całe jego życie, pojawia się pewien problem. Wydaję mu się, że będzie musiał zmierzyć się tylko z tym tragicznym wydarzeniem, które zmieniło całe jego życie z nagłymi wspomnieniami, z bezsennymi nocami, z obsesyjnym odtwarzaniem w głowie poszczególnych faktów, z pytaniem samego siebie, czy postępował słusznie, czy mówił to, co należało, czy może mógł wszystko zmienić, gdyby zrobił coś choćby odrobinę inaczej. - powiedziała cofając się kilka kroków i odwracając by na mnie nie patrzeć. Znowu podszedłem do niej i stanąłem za nią. Tym razem nie odpuszczę. W tamtej chwili uświadomiłem sobie jednak, że to była pierwsza rzecz, której musiałem się o niej dowiedzieć i być może najtrudniejsza jakiej przyszło mi się kiedykolwiek nauczyć – a mianowicie tego, że ona jest tylko swoją własnością, a to, co mi daje, jest kwestią jej wyboru i jest przez to cenniejsze. Czasami motyl przyfruwa by usiąść na otwartej dłoni, ale jeśli ją zamkniesz w taki czy inny sposób, motyl – i jego wybór by tam być – znikną.
- Dlaczego chociaż nie spróbujesz? - zapytałem. 
- Nie mam zamiaru tego robić. Okoliczności nauczyły mnie, że albo walczysz albo przegrywasz. Nigdy nic po środku.
- Wytłumacz mi o co w tym wszystkim chodzi? Co takiego stało się w twoim życiu, że odpychasz od siebie wszystkich? Że nie chcesz być szczęśliwa? - próbowałem dalej wyciągnąć z niej to co chciałbym usłyszeć.
- Ty zasługujesz na dużo więcej - zaczęła mówić - Na kogoś, kto będzie Cię kochał w każdej sekundzie Twojego życia, kto będzie myślał o Tobie nieustannie, zastanawiając się, co w tej chwili robisz, gdzie jesteś, z kim jesteś i czy czujesz się dobrze. Potrzebujesz kogoś, kto pomoże ci spełniać marzenia i kto ochroni Cię przed tym, czego się obawiasz. Powinieneś mieć u swego boku kogoś, kto będzie traktował Cię z szacunkiem i kochał w Tobie wszystko, a zwłaszcza Twoje wady. Zasługujesz na życie z kimś, kto sprawi, że poczujesz się szczęśliwy, tak szczęśliwy, że wyrosną Ci skrzydła...A ja... nie potrafię być taką osobą - zakończyła nawet na mnie nie spoglądając. Przez chwilę zapadła krępująca cisza. Staliśmy tak w tym pokoju nie wiedząc co zrobić. Dlaczego ona tak uważa? Dlaczego nie może dostrzec tego, co do niej czuję? To, że mi na niej cholernie zależy?
- Nie Lily. Uważam, że potrzebujesz ludzi i to tak bardzo, że aż cię to przeraża. Odpychasz ich, żeby się za bardzo do ciebie nie zbliżyli, a potem tego żałujesz. Twierdzisz, że nie chcesz, żeby ktoś cię zrozumiał, ale to nieprawda. Bardzo tego pragniesz. Na prawdę można to dostrzec. Po prostu wydaje ci się tylko, że nikt nie jest w stanie cię zrozumieć, a nie zniosłabyś kolejnego zawodu. Mam rację?


- To nie jest ważne Zayn. Przyjechałeś tu w konkretnym celu, a nie po to by zajmować się moim życiem. Myślę, że udało mi się tobie pomóc, ale teraz to ty sam musisz naprawić resztę więc przestań się mną przejmować. Tyle czasu dawałam sobie sama radę dlatego poradzę sobie. - odpowiedziała przez co łapiąc ją za rękę odwróciłem w swoją stronę tak, że patrzyła mi prosto w oczy.
- Do cholery Lily! Przestań martwić się ciągle o wszystko. Nie zbawisz całego świata! Pomyśl choć raz o sobie i o swoim szczęściu. Dlaczego nie spróbujesz? Czy naprawdę nic do mnie nie czujesz? - powiedziałem podniesionym głosem. Lily milczała, ale widać było, że biła się ze swoimi myślami.
- Powiem ci coś, ale słuchaj uważnie. Potrzebuję kogoś, kto się nie podda. Potrzebuję kogoś, kto nie pozwoli mi martwić się o jutro, kogoś, kto każdego wieczoru będzie zapewniał mnie, że rano nadal będzie obok i zawsze dotrzyma słowa. Kogoś, kto będzie chciał być nawet wtedy, kiedy sama siebie nie będę mogła znieść. Wszystko, czego potrzebuję, to obecność. Poczucie bezpieczeństwa, że ten, którego pokocham, nie zniknie nagle, niezapowiedzianie, bez słowa. Wyobrażasz sobie, jak wspaniałe muszą być noce, kiedy zasypiasz z pewnością, że już nic złego nie może się stać? - powiedziała prawie na jednym wydechu. - Teraz widzisz, że ty nie jesteś w stanie tego zrobić. Nikt nie jest w stanie. Wszyscy w końcu uciekają, dlatego nie mogę spróbować. Nie mogę żyć złudzeniem, bo to... - nie skończyła gdyż zamknąłem jej usta pocałunkiem. Chciałem w ten sposób przekazać jej moje wszystkie uczucia. Sam nie jestem do końca pewny jakie. Nie mogłem również znieść jej słów. Obecność to również to, że można w każdej chwili polegać na drugiej osobie nie tylko to, że fizycznie będzie obok. Przez ten pocałunek chciałem jej to wszystko uświadomić. Odsunęliśmy się od siebie dopiero wtedy gdy zabrakło nam powietrza. Nasze przyspieszone oddechy były jedynym źródłem dźwięków w pomieszczeniu. Po kilku minutach Lily ponownie przemówiła. - Właśnie o tym mówię Zayn.- szepnęła i uwalniając się z mojego uścisku wyszła. Znowu mnie zostawiła, ale teraz chociaż wiem coś więcej. Udało mi się chociaż uzyskać jakąś cząstkę myśli dziewczyny.
*
- Lizzy jesteś gotowa? - usłyszałam głos siostry. Właśnie kończyliśmy jeść obiad. Odezwała się po raz pierwszy od czasu kiedy zjawiła się w pomieszczeniu. Za to Zayn w ogóle nie zszedł na posiłek. Niall poszedł do niego sprawdzić co się dzieje. Może od niego się czegoś dowie. Na Lily nie ma co liczyć w tej sprawie ona zawsze trzyma własne myśli gdzieś głęboko wewnątrz siebie i nikogo nie chce do nich dopuścić.
- Wezmę tylko torebkę i możemy jechać - odpowiedziałam zauważając jej wyczekujący wzrok. Uzyskując odpowiedz Lily wyszła bez słowa wzbudzając we wszystkich jeszcze więcej pytań. Wzruszyłam tylko ramionami gdyż sama nie wiedziałam o co chodzi. Droga do banku minęła nam w absolutnej ciszy. W jej połowie moja siostra włączyła radio przez co z głośników wydobywała się jakaś spokojna melodia. Na miejscu okazało się, że Luke założył w banku jakąś lokatę, której termin właśnie dobiegł końca. Dziwne to wszystko jest. Nie spodziewałam się, że nasz brat miał aż tyle tajemnic. Tęsknię za nim. Zawsze był kiedy go potrzebowałam. Nawet teraz kiedy go już nie ma nam pomógł. Pieniądze z tej lokaty bardzo się przydadzą. Będziemy mogli podnieść się po kradzieży bydła. Lily zaproponowała aby podzielić je na trzy części: jedna miała trafić do mnie, jedna rozdysponowana na ranczo, a jedna miała trafić w ręce mojej siostry. Nie miałam nic przeciwko gdyż taki podział był sprawiedliwy. Początkowo Lily chciała oddać mi 1/3 a resztę przeznaczyć na "La lunę". Jednak z umowy wynikało, że nie można było tego zrobić. Po dokładnym wytłumaczeniu przez Steve'a Albrock'a z Departamentu Oszczędności Banku Ystad o co chodziło i ustaleniu wszystkiego mogłyśmy opuścić placówkę. - Lily czy coś się stało? Jakoś inaczej wyglądasz... - zapytałam z troską wyrywając ją z zamyślenia.
- Nie spałam najlepiej dzisiaj. Wracajmy już. - odpowiedziała po czym wsiadłyśmy do samochodu. Cały czas traktuje mnie z dystansem. Odpowiada tylko wtedy gdy nie ma wyjścia. Sama z siebie niewiele mówi. Boje się, że nigdy mi nie wybaczy. Że znowu otoczy się wielgachnym murem, którego nikt nie będzie w stanie zburzyć. Jechałyśmy właśnie drogą niedaleko rancza, która była o dziwo pusta. Nagle z naprzeciwka pojawił się czarny samochód, który jechał prosto na nas.
- Lily co się dzieje? - zapytałam zdenerwowana.
- Nie. To nie może być prawda. - wyłapałam tylko jej głos.
Moja siostra gwałtownie skręciła samochodem unikając zderzenia. Zza rogu wyłonił się drugi czarny samochód. Co się do cholery dzieje? Lily szybko wciskając pedał gazu skręciła w najbliższą możliwą drużkę. Spoglądając nie dostrzegłam nikogo. Samochód lekko się zatrząsł.
- Cholera! chyba złapałyśmy gumę - krzyknęła wzburzona brunetka.
- Co to było?
- Wysiadaj! Szybko! - krzyknęła Lily i podbiegając w moją stronę pociągła mnie gdzieś w jakieś krzaki.
- Lizzy posłuchaj mnie uważnie. Jeżeli się nie mylę jesteśmy w poważnych tarapatach. Musimy uciekać. Na mój znak będziesz biegła ile sił w nogach do "La luny". Bez względu na wszystko nie zatrzymasz się póki nie dotrzesz na ranczo. Obiecaj mi to.
- Obiecuję, ale co z tobą?
- Postaram się odciągnąć ich uwagę. Najważniejsze, żebyś ty była bezpieczna.
- Nie ma mowy! Albo razem albo wcale! - odpowiedziałam podniesionym głosem.
- Proszę cię. Zrób to o co proszę. - odpowiedziała po czym przykładając telefon do ucha powiedziała trzy słowa: Droga - oni - szybko i się rozłączyła.
- Tutaj są! - doszedł nas krzyk jakiegoś kolesia...

Obserwatorzy