- Tutaj są! - doszedł nas krzyk jakiegoś kolesia...
- Szybko! Biegnij Lizzy! - usłyszałam krzyk Lily. Zaczęłam biec, oglądając się dostrzegłam, że moja siostra biegnie za mną więc tak jak prosiła nie zatrzymywałam się.
- Ruszcie się, bo uciekną! - krzyknął ktoś tuż za nami.
- Puść mnie! - usłyszałam głos mojej siostry. Oglądając się dostrzegłam, że szarpie się z jakimś gościem. - Czego ty ode mnie chcesz!
- Zaraz się dowiesz - mruknął i pociągnął ją za sobą. Przykucnęłam tak by mnie nie zauważyli. - Gdzie ta druga?
- Nigdzie jej nie ma - odparł jakiś drugi dryblas.
- Spokojnie panowie. I tak chodziło tylko o naszą drogą Liliannę... - mruknął jakiś facet wysiadając z czarnego auta po czym podszedł do Lily - Ponownie się spotykamy. Nawet nie wiesz, jak bardzo czekałem na ten moment przez te 3 lata ... - powiedział do niej muskając jej policzek - Ale wiedz, że było warto.
- Nie dotykaj mnie! - krzyknęła moja siostra - Kim ty do cholery jesteś?! I czego ode mnie chcesz?! - na te słowa ten facet się głośno zaśmiał.
- Przez tyle czasu czekałem na ten moment. Ostatnio uciekłaś. Nie powinnaś tego robić. Gdybyś została może twój ukochany braciszek by żył. Teraz ty za to płacisz. - odparł odgarniając włosy z jej policzka. O co w tym wszystkim chodzi?
- Człowieku ja cię widzę pierwszy raz na oczy! - wykrzyknęła próbując się wydostać z uścisku jednego z tych dryblasów.
- Nie tak szybko kotku. Jeszcze zdążysz mnie poznać. Jesteś jeszcze piękniejsza niż pamiętam z czasu kiedy ostatni raz cię widziałem - mruknął z aprobatą.
- To ty zabiłeś Luke'a! - warknęła i splunęła mu w twarz. Zabiłeś?
- Waleczna jesteś. Lubię takie. - odparł uderzając ją w twarz - Ale wiedz, że na mnie nie podnosi się ręki. A co do Luke'a, to i tak nic z tym nie zrobisz. Ze mną nie wygrasz. - dodał z szyderczym uśmiechem.
- To się jeszcze okaże! Zapłacisz za to, co zrobiłeś mojej rodzinie! - krzyczała Lily, ale ten skierował się do samochodu głośno się śmiejąc. Nagle poczułam dłoń na twarzy.
- Nie krzycz. To ja Niall. Nic ci nie jest?
- O Boże! To ty! Mi nic nie jest, ale Lily...
- Spokojnie, już jest wszystko dobrze.
Wszystko działo się tak szybko. Padły jakieś strzały, ale nic nie widziałam. Kiedy wszystko ucichło od razu pobiegłam do Lily, przy której był Jose z Zayn'em. Równo z nami zjawił się Laverage. Moja siostra siedziała na ziemi głęboko oddychając.
- Nic wam nie jest? - zapytał Jose. Po chwili Lily wstała i podeszła do policjanta.
- Kto to do cholery był!? - zwróciła się do niego - No mów! Mam prawo wiedzieć kto nam groził! - krzyczała. Dostrzegłam na jej policzku ślad po uderzeniu. Chciałam się do niej zbliżyć, ale poczułam jak czyjeś ręce mnie obejmują przez co się wzdrygnęłam. Spoglądając w bok dostrzegłam błękitne tęczówki.
- Lepiej teraz do niej nie podchodź. - powiedział cicho.
- Lily uspokój się...- zaczął Zayn podchodząc do niej. Mnie też ciekawiło bardzo czego oni chcieli. Co oni mieli wspólnego ze śmiercią Luke'a? Przecież on zginął w wypadku... Lily nie wyglądała na zaskoczoną tą sytuacją. W to, że nie znała tego człowieka jestem skłonna uwierzyć, ale ogólnie coś wiedziała.
- To nie jest najlepszy moment... - zaczął mówić Laverage.
- A kiedy będzie!? Do cholery oni celowali do mnie z broni! A co jakby zrobili coś Lizzy!? Pomyślałeś o tym!? A może będziesz czekał, aż nas zabiją! Co!? - Lily krzyczała na niego, a ten stał niewzruszony.
- Nie mogę ci niczego powiedzieć. Tu chodzi o wasze bezpieczeństwo. Zrozum to wreszcie! - odpowiedział podniesionym głosem.
- Jakoś nie czułam się przed chwilą bezpiecznie. Nie wiem kim był ten człowiek, ale obiecuję ci, że sama się tego dowiem! Nie spocznę póki nie poznam prawdy, z twoją pomocą czy nie! - odkrzyknęła kierując się w stronę "La luny".
- Zayn, proszę idź za nią. W tym stanie ona jest zdolna do wszystkiego. - poprosiłam na, co zaraz pobiegł za nią.
- Lizzy możesz mi opowiedzieć co się tu wydarzyło? - zwrócił się do mnie policjant. Dokładnie zaczęłam tłumaczyć wszystko krok po kroku.
- Lily, zaczekaj! - krzyczałem próbując dogonić brunetkę. Cały czas szła przed siebie ani razu nie reagując na moje prośby. Podbiegłem do niej chwytając za rękę. Wtedy dopiero zwróciła się w moim kierunku. Dopiero teraz mogłem dostrzec, że Lily jest cała roztrzęsiona, a jej oczy są opuchnięte i mokre od łez. Pierwszy raz widziałem ją w takim stanie. Owszem płakała już kilka razy, ale nawet po kłótni z Lizzy nie była w takim stanie. Kiedy zamierzałem się odezwać, dziewczyna przylgnęła do mnie. Początkowo stałem oszołomiony i dopiero po chwili się zreflektowałem. Bardzo delikatnie położyłem dłonie na jej talii i jeszcze bliżej przyciągnąłem ją do siebie. Brunetka starała się trzymać, ale po chwili poczułem, jak na moją koszulkę zaczęły skapywać jej łzy.
- Już dobrze. Proszę nie płacz. - mówiłem, uspokajająco pocierając jej plecy. Kiedy po jakimś czasie w końcu się uspokoiła, wyswobodziła się z mojego uścisku i odwróciła by na mnie nie patrzeć.
- Przepraszam. Nie powinnam się tak rozklejać. - powiedziała zachrypniętym od płaczu głosem.
- Proszę cię Lily. Przy mnie naprawdę nie musisz udawać. Widzę jak to wszystko na ciebie wpłynęło.- zacząłem mówić, odwracając ją w moją stronę. Na jej twarzy zaczął kształtować się siniak, aż we mnie się zagotowało. Jak można uderzyć kobietę? Lily unikała mojego wzroku. Uniosłem jej twarz i delikatnie dotknąłem policzka w tym miejscu. - Boli? - zapytałem.
- Trochę. Da się wytrzymać. - odpowiedziała.
- Chodźmy do domu, jakoś to opatrzyć.
- Nie. Na razie nie chcę tam wracać. - odpowiedziała.
- Powiesz mi co się tam stało?
- Na razie nie mogę. Musiałabym ci opowiedzieć o wielu innych sprawach, a nie potrafię tego zrobić... - wyszeptała.
***
- Nie chcę z nikim rozmawiać. - powiedziałam i ruszyłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi, oparłam się o drewnianą powłokę i po niej zjechałam. Schowałam głowę między swoimi dłońmi i próbowałam sobie to wszystko poukładać. Za dużo się dzieje. Przyjazd One Direction, listy od Luke'a i skrzynka, kradzież bydła i jeszcze ta dzisiejsza akcja... Co jeszcze musi się stać, żeby w końcu było dobrze? Powolnym krokiem poczłapałam w kierunku łóżka. Położyłam się na nim i zwinęłam w kłębek. Mam dość dzisiejszego dnia! Mam dość wszystkiego! Dlaczego nie mogę żyć tak, jak moi rówieśnicy? Leżałam tak dłuższą chwilę. Wydarzenia z przed kilku godzin sprawiły, że na nowo zaczęłam myśleć o Luke'u i o tej skrzynce. Gdzie on mógł schować ten trzeci klucz? Jestem prawie pewna, że jej zawartość rozwikła niektóre sprawy. I nagle mnie olśniło. Wybiegłam z pokoju i biegiem rzuciłam się w stronę stajni. Po drodze omal nie wpadłam na Louis'a, który wchodził schodami. Docierając do celu zaczęłam się nerwowo rozglądać. Gdybym była Luke'm to schowałabym to... No jasne, tam gdzie nikt nie wchodzi. Znajdując drabinę wspięłam się na poddasze stajni. Byłam tu może ze dwa razy, bo nie było tu nic interesującego. Teraz widzę jak duży błąd to był. Stało tam stare biurko z mnóstwem szuflad. Od razu zaczęłam przeglądać wszystkie po kolei. Po godzinie gruntownych przeszukiwań nie znalazłam nic oprócz jakiś dokumentów, które podobnie jak notes mojego brata, jak na razie nie wiele mi mówiły. Zrezygnowana już zamierzałam zejść, ale coś przykuło mój wzrok. W jednej z desek biurka był błyszczący fragment. Podchodząc bliżej próbowałam zobaczyć co to jest. Jak się okazało była to specjalna wyrwa, w której znalazłam kartę pamięci i klucz. Zabierając je ze sobą skierowałam się prosto do gabinetu. Na miejscu podłączyłam kartę do komputera z niecierpliwością czekając na jakieś istotne dane. Na ekranie pojawił się napis "Karta chroniona hasłem". No przecież można się było tego spodziewać. Nieudolnie próbowałam rozwikłać hasło. Być może skrzynka zawiera coś więcej.
Zamierzałam w końcu iść i ją otworzyć jednak przerwało mi pukanie do drzwi.
- Lily? - ujrzałam głowę Marii - Masz gościa. - dodała poważnym tonem i zniknęła za drzwiami. Chowając kartę i klucz w bezpieczne miejsce skierowałam się do salonu.
- Czego tu szukasz Jack? - spytałam jak tylko zobaczyłam kim jest mój gość. Momentalnie cała się spięłam, a zmęczenie odeszło na dalszy plan.
- Witaj złotko. - odparł jakby nie słysząc moich słów. - Pewnie już dostałaś zaproszenie od Any? Pewnie tak. Chciałem zapytać czy wybierasz się na jej urodziny? - dodał. To są jakieś żarty?
- Wynoś się z mojego domu! - odpowiedziałam.
- Nie unoś się tak.
- Nie wierzę. Masz czelność tu przychodzić i pytać mnie czy wybieram się na jakąś durną imprezę?! - powiedziałam z niedowierzaniem. Jack wstał i zaczął podchodzić bliżej mnie. - Nawet do mnie nie podchodź! - dodałam wyciągając dłonie przed siebie. Jednak on to zignorował. Podszedł i złapał mnie za ramiona.
- Kiedy w końcu przestaniesz zgrywać taką niedostępną? - zapytał kiedy próbowałam wyswobodzić się z jego uścisku - No, no ładne kolorki - dodał drwiąco spoglądając na mój policzek.
- Puść mnie do cholery!
- Kiedy się złościsz jesteś jeszcze piękniejsza - mówił dalej nie zwracając uwagi na to, co mówię.
- Jack przestań! - próbowałam dalej wyswobodzić się z jego objęć. Jednak wydarzenia dzisiejszego dnia robiły swoje. Byłam zmęczona i nie miałam dostatecznie siły. Nagle ktoś odciągnął go ode mnie.
- Co jest... - zaczął Jack, ale nie skończył mówić ponieważ pięść Zayn'a wylądowała na jego twarzy, tak że aż się cofnął.
- Zayn, przestań. - powiedziałam odciągając go od chłopaka. - Nie warto. - dodałam.
- Wynoś się stąd i więcej nie wracaj. - warknął mulat. Jack wyprostował się i złapał za policzek.
- Oho! Bohater się znalazł. - zaczął mówić - Lily, nie myśl sobie, że tak łatwo odpuszczę...
- Ty masz jakąś obsesję na moim punkcie!
- Ciesz się tym wszystkim póki możesz. - powiedział i wyszedł. Zayn mierzył go twardym wzrokiem do czasu aż jego sylwetka nie zniknęła z pola widzenia, dopiero wtedy zwrócił się w moją stronę.
- Wszystko w porządku?
- Tak. Dzięki za pomoc. - odpowiedziałam.
- Czego on chce od ciebie? - zapytał.
- Nie wiem Zayn. Naprawdę. - odpowiedziałam i kiedy miałam już coś dodać zjawiła się Maria.
- Czego on znowu chciał? - zapytała.
- Chyba tylko on wie czego chciał. Zresztą nieważne. Pogadaj z Jose, żeby wzmocnili ochronę przy wjeździe, żeby więcej razy tu nie przyjechał. - zaczęłam mówić - Tylko nic więcej nie rób! - krzyknęłam za nią.
- Mógłbyś wszystkich zebrać w salonie? Mam do was pewną sprawę. - powiedziałam.
- Jasne. Za 20 minut? - zapytał. Skinęłam głową i odprowadziłam go wzrokiem. Swoja drogą, może nie potrafię tego okazać, ale jestem mu wdzięczna. Widzę jak się stara, ale to i tak nic nie zmienia...
Wszyscy zebraliśmy się w salonie. Z tego co mówił Zayn, Lily chcę z nami porozmawiać. Między tą dwójką dzieje się coś ciekawego, choć żadne z nich tego nie komentuje. Kiedy dziewczyna czegoś potrzebuje mulat jest zawsze gdzieś w pobliżu. Mogliby w końcu przestać się bawić w jakieś podchody i paść sobie w ramiona. Cieszę się, że chociaż z Zayn'em sprawa zmierza w dobrym kierunku. Jemu ten przyjazd ewidentnie pomógł. To musiało być jakieś przeznaczenie, że on sam zgodził się tu przyjechać.
- Louis, słuchasz co do ciebie mówię? - doszedł mnie głos Lily.
- Sorki. Zamyśliłem się. - odpowiedziałem na, co dziewczyna westchnęła.
- Jak już wiecie panowała u nas taka "tradycja", że rodzina Garcia przychodziła do nas na kolację, a my w zamian musieliśmy zaszczycić obecnością imprezę urodzinową Any. - zaczęła mówić - Teraz sprawy się trochę pokomplikowały. Nie będę się wdawać w szczegóły, ale ponownie otrzymaliśmy zaproszenie. I tu pojawia się problem. Ana zażyczyła sobie, żebyście zjawili się na tej imprezie. Wszyscy. Inaczej zdradzi miejsce waszego pobytu, a tym samym dziennikarze zagrożą panującemu tu spokojowi. Nigdy nie ulegam szantażom, ale tu chodzi o "La lunę". Oczywiście ja nie będę was do niczego zmuszać. Jeżeli nie chcecie to nie musicie tam iść. - kiedy zakończyła mówić zapadła cisza. Odwracając wzrok, dostrzegłem stojącą w progu dziewczynę. Wyglądała dosłownie jak anioł. Nie mogłem oderwać od niej wzroku.
- Zobaczyłeś ducha czy coś? - zapytał Niall.
- Lepiej - odpowiedziałem i przyciągnąłem uwagę wszystkich w stronę dziewczyny. Lily jak tylko ją zobaczyła od razu poderwała się z krzesełka. Podeszła do dziewczyny i razem przyglądały się sobie.
- Daga? Co ty tutaj robisz?
- Nie odbierasz moich telefonów, a w dodatku dręczyły mnie wyrzuty sumienia. Ostatnio mnie trochę poniosło i.... - urwała uważniej przyglądając się nam - O cholera! - dodała.
- Wynoś się z mojego domu! - odpowiedziałam.
- Nie unoś się tak.
- Nie wierzę. Masz czelność tu przychodzić i pytać mnie czy wybieram się na jakąś durną imprezę?! - powiedziałam z niedowierzaniem. Jack wstał i zaczął podchodzić bliżej mnie. - Nawet do mnie nie podchodź! - dodałam wyciągając dłonie przed siebie. Jednak on to zignorował. Podszedł i złapał mnie za ramiona.
- Kiedy w końcu przestaniesz zgrywać taką niedostępną? - zapytał kiedy próbowałam wyswobodzić się z jego uścisku - No, no ładne kolorki - dodał drwiąco spoglądając na mój policzek.
- Puść mnie do cholery!
- Kiedy się złościsz jesteś jeszcze piękniejsza - mówił dalej nie zwracając uwagi na to, co mówię.
- Jack przestań! - próbowałam dalej wyswobodzić się z jego objęć. Jednak wydarzenia dzisiejszego dnia robiły swoje. Byłam zmęczona i nie miałam dostatecznie siły. Nagle ktoś odciągnął go ode mnie.
- Co jest... - zaczął Jack, ale nie skończył mówić ponieważ pięść Zayn'a wylądowała na jego twarzy, tak że aż się cofnął.
- Zayn, przestań. - powiedziałam odciągając go od chłopaka. - Nie warto. - dodałam.
- Wynoś się stąd i więcej nie wracaj. - warknął mulat. Jack wyprostował się i złapał za policzek.
- Oho! Bohater się znalazł. - zaczął mówić - Lily, nie myśl sobie, że tak łatwo odpuszczę...
- Ty masz jakąś obsesję na moim punkcie!
- Ciesz się tym wszystkim póki możesz. - powiedział i wyszedł. Zayn mierzył go twardym wzrokiem do czasu aż jego sylwetka nie zniknęła z pola widzenia, dopiero wtedy zwrócił się w moją stronę.
- Wszystko w porządku?
- Tak. Dzięki za pomoc. - odpowiedziałam.
- Czego on chce od ciebie? - zapytał.
- Nie wiem Zayn. Naprawdę. - odpowiedziałam i kiedy miałam już coś dodać zjawiła się Maria.
- Czego on znowu chciał? - zapytała.
- Chyba tylko on wie czego chciał. Zresztą nieważne. Pogadaj z Jose, żeby wzmocnili ochronę przy wjeździe, żeby więcej razy tu nie przyjechał. - zaczęłam mówić - Tylko nic więcej nie rób! - krzyknęłam za nią.
- Mógłbyś wszystkich zebrać w salonie? Mam do was pewną sprawę. - powiedziałam.
- Jasne. Za 20 minut? - zapytał. Skinęłam głową i odprowadziłam go wzrokiem. Swoja drogą, może nie potrafię tego okazać, ale jestem mu wdzięczna. Widzę jak się stara, ale to i tak nic nie zmienia...
Wszyscy zebraliśmy się w salonie. Z tego co mówił Zayn, Lily chcę z nami porozmawiać. Między tą dwójką dzieje się coś ciekawego, choć żadne z nich tego nie komentuje. Kiedy dziewczyna czegoś potrzebuje mulat jest zawsze gdzieś w pobliżu. Mogliby w końcu przestać się bawić w jakieś podchody i paść sobie w ramiona. Cieszę się, że chociaż z Zayn'em sprawa zmierza w dobrym kierunku. Jemu ten przyjazd ewidentnie pomógł. To musiało być jakieś przeznaczenie, że on sam zgodził się tu przyjechać.
- Louis, słuchasz co do ciebie mówię? - doszedł mnie głos Lily.
- Sorki. Zamyśliłem się. - odpowiedziałem na, co dziewczyna westchnęła.
- Jak już wiecie panowała u nas taka "tradycja", że rodzina Garcia przychodziła do nas na kolację, a my w zamian musieliśmy zaszczycić obecnością imprezę urodzinową Any. - zaczęła mówić - Teraz sprawy się trochę pokomplikowały. Nie będę się wdawać w szczegóły, ale ponownie otrzymaliśmy zaproszenie. I tu pojawia się problem. Ana zażyczyła sobie, żebyście zjawili się na tej imprezie. Wszyscy. Inaczej zdradzi miejsce waszego pobytu, a tym samym dziennikarze zagrożą panującemu tu spokojowi. Nigdy nie ulegam szantażom, ale tu chodzi o "La lunę". Oczywiście ja nie będę was do niczego zmuszać. Jeżeli nie chcecie to nie musicie tam iść. - kiedy zakończyła mówić zapadła cisza. Odwracając wzrok, dostrzegłem stojącą w progu dziewczynę. Wyglądała dosłownie jak anioł. Nie mogłem oderwać od niej wzroku.- Zobaczyłeś ducha czy coś? - zapytał Niall.
- Lepiej - odpowiedziałem i przyciągnąłem uwagę wszystkich w stronę dziewczyny. Lily jak tylko ją zobaczyła od razu poderwała się z krzesełka. Podeszła do dziewczyny i razem przyglądały się sobie.
- Daga? Co ty tutaj robisz?
- Nie odbierasz moich telefonów, a w dodatku dręczyły mnie wyrzuty sumienia. Ostatnio mnie trochę poniosło i.... - urwała uważniej przyglądając się nam - O cholera! - dodała.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz