niedziela, 25 października 2015

Rozdział 27

- Przyszedłem, żeby w końcu wszystko wyjaśnić.
- Dobrze. Postaram się nie przerywać. - powiedziała posyłając mi przyjazne spojrzenie. Miła odmiana z jej strony. Szkoda, że w takiej sytuacji. Pewnie jak się wszystkiego dowie, to zmieni swoje nastawienie. Ale jak już powiedziałem A, to muszę powiedzieć i B.
Melanie
- Przez dwa lata staliśmy się bardzo popularni. Jak już wspominałem od tamtego czasu nie rozmawiałem z rodzicami. Z siostrami utrzymywałem kontakt jednak nie chciałem, żeby mnie odwiedzały. Wiem, że to było samolubne z mojej strony, ale wtedy nie potrafiłem inaczej. Sądziłem, że rodzice odtrącą je jeśli do mnie przyjadą. Miałem dużo żalu do nich. Starali się ze mną porozmawiać, ale ja nie chciałem słuchać... Mimo, to ze dwa razy mnie odwiedziły. Któregoś dnia zadzwoniła do mnie Mia, że Melanie gdzieś zniknęła. Pamiętam, jak bardzo się wtedy wystraszyłem. Od razu chciałem jej szukać. Jednak nie wiedziałem od czego zacząć. Wtedy ona pojawiła się u mnie i stwierdziła, że chce ze mną zamieszkać, bo rodzice jej nie rozumieją. - zacząłem i podałem Lily zdjęcie Melanie - Musiałem się zgodzić, bo inaczej zniknęła by gdzieś. Bardzo się zmieniła odkąd ją ostatni raz widziałem. To już nie była ta sama dziewczyna. Przez miesiąc mieszkała u mnie i starałem się jej pilnować, jak mogłem. Chłopaki też mi pomagali. Mimo to wiele razy udało się jej wymknąć wieczorem. Zawsze tłumaczyła, że spotykała się z koleżanką. Wtedy nie miałem powodu, żeby jej nie wierzyć. Jednak prawda była inna. Mel zaczęła popełniać moje błędy. Poznała jakiegoś kolesia, który zawrócił jej w głowie. Najgorsze było to, że on zaczął ją zabierać na nielegalne wyścigi, co bardzo imponowało mojej siostrze. Dowiedziałem się o tym zbyt późno... Zawsze starałem się ją chronić przez to, że była najmłodsza. Robiłem wszystko, co mogłem, żeby jej nikt nie skrzywdził. Swego czasu nawet odsyłałem z kwitkiem wszystkich jej potencjalnych kandydatów na chłopaka przez co zawsze się denerwowała. Do tej pory pamiętam jej uśmiechniętą buźkę i te czekoladowe oczy, które wpatrywały się we mnie z furią kiedy coś jej zabrałem. Wtedy wstydziłem się przyznać, że się po prostu o nią martwię. Przez ten miesiąc kiedy u mnie była myślałem, że uda mi się znaleźć w niej moją małą Mel. Nie wiem czy mi się to udało czy tak dobrze udawała, ale faktycznie jak byliśmy sami było tak jak dawniej. Wtedy byłem taki głupi... - powiedziałem biorąc głęboki oddech. Lily nie patrzyła na mnie, ale uważnie słuchała. - To wszystko wydarzyło się rok temu. Dokładnie 1 kwietnia. Pogoda była typowa dla tego miesiąca. Ale tamtego dnia było zimno, jak cholera. Padał deszcz i wiał silny wiatr. Siedzieliśmy z chłopakami na kanapie i oglądaliśmy jakąś komedię w telewizji. Swoją uwagę miałem skupioną na telefonie. Pisałem wtedy z Mią i opowiadałem jej co u nas i jak sobie radzę z Mel. Wtedy pojawiła się moja młodsza siostra i zaczęła krzyczeć.
- Czy ty jesteś normalny Zayn?! - na co wszyscy skierowaliśmy na nią wzrok. - Co ty nagadałeś Rayan'owi? - nim zdążyłem otworzyć usta znowu wybuchła - I nie mów, że z nim nie rozmawiałeś, bo wiem, że tak było. - wstałem z zajmowanego miejsca i pociągnąłem ją do kuchni. Nie miałem zamiaru kłócić się z nią przy chłopakach. 
- Rozmawiałem z nim. Przyszedł tu, któregoś dnia i powiedział, że wisisz mu jakieś pieniądze. Jak mu zapłacę to się od ciebie odczepi.
- Kłamiesz. On mnie kocha tak, jak ja jego. - powiedziała. - Skoro już wiesz, że mam chłopaka to dzisiaj z nim wychodzę.
- Nigdzie z nim nie pójdziesz. Jesteś pod moją opieką i nigdzie cię nie puszczę. Jasne?
- Och...- jęknęła. - A to nie dzisiaj macie ten wywiad w tv? - zapytała, a ja otworzyłem usta, żeby jej coś odpowiedzieć, ale nie wiedziałem co - Po za tym nawet nie zauważysz kiedy wyjdę. - powiedziała i pobiegła do swojego pokoju. Faktycznie tego dnia mieliśmy jakiś wywiad... Stałem przez chwilę w kuchni, aż dołączył do mnie Niall.
- Znowu jakiś problem?
- Taa... Chciała wyjść z tym Rayan'em, ale jej zabroniłem.
- I bardzo dobrze. Kolesiowi chodzi tylko o twoją kasę.
- Wiem, ale nie wiem co mam z nią zrobić. Musiałem się zgodzić, żeby tu została, ale ewidentnie sobie nie radzę. 
- Mel w końcu zobaczy, co to za typ i odpuści. 
- Mam taką nadzieję. - powiedziałem i wtedy zjawił się Harry. Zabrał się za szykowanie obiadu. Akurat wypadł ten dzień, w którym on coś przyrządzał. Zazwyczaj zamawialiśmy coś do jedzenia, bo nie chciało nam się gotować. No ale nie ważne. Pół godziny później zasiedliśmy do posiłku, przy którym nie obyło się bez kazania z mojej strony. Na całe szczęście Mel powstrzymała się od komentarzy. Po obiedzie rozeszliśmy się, by przygotować się do tego wywiadu. Wziąłem szybki prysznic i ubrałem się standardowo na czarno. Najwięcej czasu zajęło mi ułożenie włosów przez, co chłopacy mnie popędzali. Nie chciałem, żeby moja siostra została sama więc poprosiłem Katie by do niej przyjechała. Poleciłem również ochronie, żeby mieli na nią oko. Starałem się zawsze nie zostawiać jej samej. Tym bardziej odkąd dowiedziałem się o tym jej chłopaku. Pojechaliśmy na ten wywiad, ale nie mogłem się skupić. Kiedy skończyliśmy zauważyłem, że mam kilkanaście połączeń od Katie. Szybko oddzwoniłem. - Co się dzieje Katie?
- Mel gdzieś zniknęła. Szukaliśmy jej, ale nigdzie jej nie ma. Dosłownie na sekundę zostawiłam ją samą. - usłyszałem na, co moje serce zaczęło bić szybciej.  Mogłem ją zabrać ze sobą. Przecież mówiła, że wyjdzie.
- Zostań tam na wypadek, jak by wróciła. - powiedziałem i się rozłączyłem.
- Liam daj mi kluczyki. 
- Co się stało? - zapytał podając mi wspomniany przedmiot. Nie miałem czasu by mu odpowiadać. Szybko wybiegłem i docierając do samochodu odjechałem z piskiem opon. W drodze, nie wiem jak to zrobiłem, ale udało mi się dowiedzieć gdzie jest moja siostra. Potwierdziły się moje obawy. Zmierzałem w stronę dzielnicy gdzie odbywały się nielegalne wyścigi. Dodawałem coraz więcej gazu, całkowicie ignorując fakt, że mogę spowodować wypadek lub się zabić. Telefon nieustannie dzwonił, ale wtedy mnie to nie obchodziło. W tamtej chwili najważniejsze było to bym znalazł Mel zanim wystartuje z tym gnojkiem. Jednak się spóźniłem. Kiedy dojeżdżałem na stary parking w tej opuszczonej dzielnicy zauważyłem jak Mel wsiada do jednego z samochodów, a ten rusza z piskiem opon. Zwiększając prędkość jeszcze bardziej udało mi się z nimi zrównać. Rayan specjalnie "zarzucał" samochodem powodując piski przerażenia ze strony Melanie. Próbowałem przekrzyczeć warczące silniki. Słyszałem również nawoływania mojej siostry, żeby ten gnojek się zatrzymał. 
- Mel! Spójrz na mnie - nie było to łatwe prowadzić i jeszcze zerkać na samochód obok.
- Zayn! Ja się boję! - było słychać krzyki Melanie. 
- Zatrzymaj się kretynie! Zapłacę ci te cholerne pieniądze! - krzyczałem najgłośniej jak potrafiłem. - to sprawiło, że ten kretyn w końcu zainteresował się tym, co mówiłem. Jednak wtedy to wszystko się stało. Ten obraz, który miałem przed oczami... Słyszałem tylko pisk opon i przeraźliwy krzyk mojej siostry... Ich samochód wpadł w poślizg ostatecznie uderzając w drzewo z taką siłą, że oboje wylecieli przednią szybą. Zatrzymałem samochód i pobiegłem w stronę mojej siostry. Oboje leżeli na mokrej trawie. Ten gnojek jęczał i zwijał się z bólu, ale moja siostra nie... Podszedłem bliżej po czym ułożyłem jej głowę na swoich kolanach. Dopiero wtedy zauważyłem, że jej głowa mocno krwawiła. Błagałem, żeby otworzyła oczy, jednocześnie powtarzając, że wszystko będzie dobrze. Jednak nie zrobiła tego. Jej oczy pozostały zamknięte, a włosy posklejane miała od krwi i moich łez... - Przetarłem oczy, ponieważ w powiekach zbierały mi się łzy. Zawsze tak jest kiedy myślę o tym wszystkim. Zauważyłem, że Lily również płakała. - Potem wszystko działo się w zawrotnym tempie. Przyjechała policja, pogotowie... Zabrali mi Melanie, choć kłóciłem się, że za chwilę otworzy oczy i powie, że to był okropny żart. Jednak nic takiego się nie wydarzyło... Moja mała siostrzyczka odeszła na zawsze... Wiedziałem, że to wszystko jest moją winą… Gdybym ją przypilnował to wszystko by się nie zdarzyło...A co najważniejsze nie zabiłbym mojej siostry...  Wiesz co jest najgorsze? Że temu kolesiowi nic się nie stało! Miał tylko połamane żebra i pękniętą śledzionę... To jest właśnie to co wywróciło wszystko do góry nogami... Co spowodowało, że tak bardzo nienawidzę siebie... Zabiłem moją siostrę... Przez jakiś czas nawet nie wiem co się ze mną działo. Nic nie pamiętam. Nie chciałem z nikim rozmawiać. Żyłem jak w próżni... Odtrąciłem wszystkich, którzy chcieli mi pomóc. Tak bardzo czułem się winny, zresztą nadal tak jest, że zamknąłem się w sobie. Wtedy właśnie wszystko zaczęło się psuć...
- Już wystarczy Zayn... - powiedziała Lily podchodząc do mnie - Nie musisz nic więcej mówić - dodała obejmując mnie. Wszystkiego mogłem się spodziewać, ale nie tego. Zszokowany po chwili odwzajemniłem ten gest. Nie wiem ile tak staliśmy, ale w końcu brunetka się ode mnie odsunęła. Biorąc głęboki oddech zaczęła mówić - Mówi się, że czas leczy rany. Są jednak takie, które mimo upływającego oceanu sekund za nic nie chcą zamienić się w blizny i w końcu zniknąć... Jednak masz tą nadzieję, że wydarzy się coś, co spowoduje, że w końcu, choć w minimalnym stopniu ta rana pokryje się cienką błoną... i wtedy od ciebie zależy czy pozwolisz się jej zasklepić czy na nowo rozerwiesz na strzępy...- nabierając powietrza kontynuowała -  Wydaje mi się, że ten upadek, ku któremu dążysz, to upadek szczególny, wyjątkowo przerażający. Człowiekowi, który spada w przepaść, nie dana jest świadomość ani poczucie, że znalazł się na dnie. Po prostu stacza się i stacza coraz bardziej. A tak się akurat dzieje, że spotyka to ludzi, którzy w tym czy innym momencie swojego życia poszukiwali czegoś, czego ich środowisko dać im nie mogło. W każdym razie takie mieli wrażenie. I którzy zrezygnowali z poszukiwań. Zrezygnowali, zanim tak naprawdę w ogóle je zaczęli. Rozumiesz mnie? - dodała i zamierzała wyjść.
- Dlaczego chcesz teraz wyjść? - na moje słowa się odwróciła.
- Jak teraz tego nie zrobię to... to chyba zabraknie mi powietrza... Przepraszam Zayn... Przepraszam.... - szepnęła i wyszła. Nie mogłem tak tego zostawić. Musiałem się dowiedzieć co teraz o mnie myśli. Wyszedłem więc za nią. Minąłem zdezorientowanych Lizzy i Niall'a i udałem się w stronę stajni. Moje przypuszczenia okazały się słuszne. Lily stała przy jednym z boksów i płakała. Ten widok sprawił, że poczułem się jeszcze gorzej niż wcześniej. Jestem pewny, że płakała przeze mnie. Przez to, co jej powiedziałem. Wyglądała tak bezbronnie, że bałem się do niej podejść. Niecodziennie słucha się tak okropnych historii, ale nie spodziewałem się, że brunetka będzie tak rozpaczliwie płakać. Chyba, że...
 - Lily...
- Zostaw mnie, Zayn. - ledwo wyszeptała.
- Aż tak bardzo to na ciebie wpłynęło? Pewnie masz mnie za najgorszego człowieka na ziemi, ale...
- Nie uważam tak. Z twojej opowieści wynika, że to nie twoja wina.
- To dlaczego...
- Chcę zostać sama. Rozumiesz?
- Nie odejdę stąd dopóki nie powiesz mi o co chodzi. - powiedziałem pewnie.
- Ty nic nie rozumiesz....
- To mi wytłumacz.
- Nie mogę. Nie potrafię i  nie chcę... - rzekła. - Idź stąd - powiedziała.
- Nie zostawię cię samej. - na moje słowa Lily chciała wyjść, ale zatrzymałem ją przyciągając do siebie. - Dlaczego ty wszystko komplikujesz? Przyjechałeś tutaj i krok po kroku rozwalasz to wszystko, co budowałam przez tyle czasu. Czego ty do cholery oczekujesz? Moje życie nie powinno cię obchodzić. Za kilka tygodni wyjedziesz i... - nie zdążyła dokończyć, gdyż zamknąłem jej usta pocałunkiem. To był impuls. Nie chciałem słuchać tego, co mówiła. Za wszelką cenę stara się nie dopuścić mnie do siebie, ale ja tak nie potrafię. Czego ona się boi? Sama mówiła, że muszę odnaleźć siebie, a sama co robi? Próbuje postawić przed sobą mur by nikt nie poznał prawdziwej Lily. Ciągle udaje, że wszystko jest okej choć nie jest. Gdyby tylko spróbowała się otworzyć może potrafiłbym jej pomóc tak, jak ona to robi dla mnie. Już samo to, że wyznałem jej całą prawdę w jakimś stopniu przyniosło mi ulgę. Kiedy się od siebie oderwaliśmy Lily automatycznie spuściła głowę. Głęboko odetchnęła po czym przemówiła patrząc mi prosto w oczy. - Obiecałam, że ci pomogę, ale miałeś się trzymać ode mnie z daleka. Prosiłam wiele razy, żebyś nie próbował robić tego, co robisz. Powiedz, mam cię błagać, żebyś odpuścił?
- O czym ty mówisz?
- Nie jestem w stanie odwzajemnić twoich uczuć. Rozumiesz? Nie potrafię tego zrobić. Lepiej dla ciebie jak odpuścisz. Inaczej pociągnę cię jeszcze bardziej na dno. Więc błagam cię przestań. Przestań robić mi jakieś nadzieję. - wykrzyczała odsuwając się ode mnie.
- Nie zostawię cię. Rozumiesz? Nie potrafię. Przez tak krótki czas stałaś się dla mnie bardzo ważna. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale tak jest.
- Nie Zayn. Zrozum wreszcie, że ja nie zniosę więcej tego bólu i poczucia winy, które noszę w sobie. Jeśli pozwolę ci wejść do mojego świata, to do reszty się rozpadnę. Już nie mam siły walczyć z całym światem. Nie mam siły by próbować. Z pozoru jestem silna i twarda, ale wgłębi nie wyrabiam. Nadzieja już mi nie wystarcza. Nawet boje się ją mieć. Rozumiesz? W całym moim życiu nie spotkało mnie jeszcze nic dobrego. Nic co pozwoliłoby mi choć na sekundę odetchnąć i być szczęśliwą. - powiedziała gwałtownie próbując wciągnąć powietrze i próbując otrzeć spływające łzy. Przeraziłem się gdyż wyglądało, to jakby się dusiła. Nim się spostrzegłem Lily bezwładnie osunęła się na ziemię. To się nie dzieje naprawdę. Podchodząc bliżej ułożyłem jej głowę na swoich kolanach.
- Lily. Otwórz oczy. - mówiłem w kółko. - Błagam cię popatrz na mnie. - Jednak nawet się nie poruszyła. Wziąłem ją na ręce i skierowałem się w stronę domu.

sobota, 24 października 2015

Rozdział 26

Zayn schodząc na dół dostrzegł chłopaków siedzących w salonie. Zajął wolne miejsce obok Niall'a uprzednio witając się z pozostałymi. Wczoraj wszyscy doszli do wniosku, że nie warto się kłócić i, że muszą się pogodzić. Inaczej nie ma sensu dalej tworzyć zespołu. Jedno było pewne do tego żaden z nich nie chciał dopuścić więc zgodnie znaleźli kompromis. Wszyscy czekali na Lily. Musieli przekazać jej jaką decyzję podjęli. Malik wczoraj podjął równie ważną decyzję. W końcu opowie brunetce o wszystkim co wydarzyło się rok temu. Inaczej ustalenie z wczoraj nie dojdą do skutku.Dosłownie siedział, jak na szpilkach. Targały nim wątpliwości czy Lily go zrozumie? Czy będzie w stanie mu pomóc? Czy się od niego nie odwróci? Za wszelką cenę nie chciał do tego dopuścić. Brunetka stała się dla niego nadzieją na lepsze jutro. Może to wydaje się idiotyczne ale właśnie tak się stało. Ocknął się dopiero jak zjawiła się Lily.
- Co wy wszyscy macie takie miny? Stało się coś? - zapytała siadając.
- Na początek chcielibyśmy cię przeprosić za nasze zachowanie. - rozpoczął Liam. - Nie jesteśmy u siebie i nie powinniśmy tak postępować.
- Po prostu dla nas jest to trudne tym bardziej, że nasze problemy trwają już od dłuższego czasu. - dodał Louis.
- Ale zrobimy wszystko by to naprawić. - powiedział Niall i nastała cisza. Wszyscy oczekiwali na to, co powie Lily. Ta jednak patrzyła się na nich z nieodgadnioną miną. Dopiero po chwili posłała w ich stronę nikły uśmiech.
- No i świetnie. Mam tylko nadzieję, że robicie to dla siebie nie dla mnie. - powiedziała na co odetchnęli z ulgą. - Oczywiście tak jak mówiłam to jest ostatnia szansa. A teraz idziemy na śniadanie. - dodała.
W trakcie śniadania można było wyczuć jeszcze napiętą atmosferę. Chłopcy starali się warzyć słowa by nie narazić się Lily. Brunetka była bardzo rozbawiona sytuacją choć nie dawała po sobie tego poznać. Maria trajkotała nie dając nikomu dojść do słowa. Lizzy również podzielała postawę siostry jednak trochę gorzej jej to wychodziło. W końcu zaczęła się śmiać na, co wszyscy posłali jej zdziwione spojrzenie. Tylko Lily posłała jej rozbawiony uśmiech. - Nawet nie wiecie jak śmiesznie wyglądacie próbując mnie czymś nie obrazić. - powiedziała brunetka.
- Co?- spytał Niall.
- Lily próbuje wam powiedzieć, że macie zachowywać się naturalnie. - odpowiedziała Lizzy.
- Dokładnie. Bądźcie po prostu sobą. Okej?
- Okej. - odpowiedzieli jej chórem.
Lily wstała i już chciała wyjść, ale przypomniała sobie o czymś. - Zayn możesz do mnie za chwilę przyjść? Mam sprawę do ciebie.
- Mogę iść nawet teraz.

Razem wyszli z domu i skierowali się w stronę zagrody. Panna Eastwood starała się wymyślić sposób przekazania swojego pomysłu. Zayn zniecierpliwiony odezwał się pierwszy.
- Powiesz mi o co chodzi?
- Potrzebuję numer telefonu do Paul'a. Miałam gdzieś zapisany, ale chyba zgubiłam.
- I po to mnie ciągniesz przez pół rancza? - zapytał i parsknął śmiechem kiedy Lily skinęła twierdząco głową.- Mogłaś zapytać Liam'a.
- Nie. Właśnie o niego mi chodzi. Tęskni za swoją dziewczyną dlatego chciałabym ją tu zaprosić.
- I co ja mam z tym wspólnego?
- No właśnie to, że... tak jakby ty to zrobisz?
- Żartujesz sobie? Nie rozmawiałem z nią szmat czasu.
- Dobra okazja by to naprawić. Zadzwonimy do Paul'a i wytłumaczę mu o co chodzi. Chcę im obojgu zrobić niespodziankę, a ty mi w tym pomożesz. W ten sposób zrobisz pierwszy krok ku powrotowi do dawnego życia.
- A ty co z tego będziesz miała?
- Nawet mnie nie denerwuj. To jest właśnie wasz problem. Wszystko mierzycie miarą korzyści. - oburzyła się na co Zayn podniósł ręce w obronnym geście- No więc decydujesz się czy nie?
- Wchodzę w to wspólniczko.
- Świetnie. Spotkamy się za godzinę, jak skończę. - powiedziała Lily po czym zabrała się do pracy.
Po upływie godziny brunetka była zmęczona. Nie upłynęło zbyt dużo czasu, ale miała dużo zadań do wykonania. Usiadła na kilka sekund pod drzewem i wzięła kilka głębokich oddechów. Nie miała na nic siły i jedyne o czym marzyła to chwila wytchnienia. Jednak musiała dotrzymać danego słowa. Skierowała się w stronę domu gdzie miał czekać na nią Zayn. Udając się na górę dostrzegła go wychodzącego z pokoju. - Daj mi 15 minut.
- Okej. Zaczekam tutaj.
Po szybkim prysznicu wyszła ze swojego pokoju i docierając do Zayn'a gestem wskazała, żeby poszedł za nią. Weszli do jednego z pokoi obok jej sypialni. Było to niewielkie pomieszczenie o grafitowych ścianach wyposażone w masywne regały i wielką kanapę. - Siadaj. Tutaj nikt nie będzie podsłuchiwał.
- Wyglądasz na zmęczoną.
- Normalnie odkryłeś Amerykę - powiedziała Lily. - Masz ten numer? - dodała na, co mulat wyjął swoją komórkę.
- Ja nie mam tu zasięgu więc raczej się nie przyda.
- Mogę na chwilę? - zapytała na, co dostała wspomniany przedmiot. - Już działa. Dzwoń.
- Jak...- zaczął Zayn, ale widząc minę Lily wybierając odpowiedni numer wcisnął zieloną słuchawkę. - Dam na głośnomówiący. - dodał. Po kilku sygnałach Paul w końcu odebrał.
- Witaj Zayn. Miło, że dzwonisz.
- Taa... - odpowiedział na, co otrzymał wzrok typu "zachowuj się". 
- Masz jakąś sprawę do mnie?
- Tak jakby...
- Tylko mi nie mów, że Lily wywaliła cię z rancza. - powiedział Paul przez co brunetka postanowiła się włączyć do rozmowy.
- Cześć Paul. Nie, jeszcze go nie wywaliłam z "La luny". Możesz być spokojny.
- O... Witaj Lily. Cieszę się, że tego nie zrobiłaś.
- Jak na razie nie, choć muszę przyznać, że ja również mam ograniczone pokłady cierpliwości.
- Co oni znowu wyczynili?
- Długo by opowiadać, ale nie po to dzwonimy.
- Możecie mi powiedzieć o co chodzi?
- Chodzi o Liam'a. Nie może sobie znaleźć miejsca, bo tęskni za swoją dziewczyną. Zayn bardzo się tym przejął i wpadł na pomysł, żeby sprowadzić tu Katie. Mógłbyś mu pomóc?
- Oh... Świetnie to słyszeć, że wracasz do żywych. A co do sprawy to wszystkim się zajmę i jeszcze zadzwonię.
- Dzięki Paul. Tylko nie mów jej nic. Chcemy, żeby to była dla nich niespodzianka.
- Jasne. Do usłyszenia.
- Pa.
Wyłączając telefon Lily wpatrywała się intensywnie w Zayn'a.
- No co?
- Mógłbyś być bardziej miły.
- Serio? Dlaczego powiedziałaś, że to mój pomysł?
- Tak będzie lepiej. Wystarczy ci taka odpowiedź?
- A mam inne wyjście? - zapytał na co Lily pokręciła przecząco głową.
- Jeżeli to wszystko to wybacz, ale chciałabym odpocząć.
- Jasne, ale później chciałbym z tobą porozmawiać.
- Okej. Przyjdź tu za godzinę. - powiedziała brunetka, na co Zayn skinął głową i wyszedł z pokoju.
Lily położyła się na kanapie i natychmiastowo zasnęła.

Równo po godzinie zjawiłem się pod drzwiami pokoju. Stałem przez chwilę nie wiedząc czy zapukać czy wejść. Ostatecznie zdecydowałem się na drugą opcję. Właśnie zbliżała się wielka chwila prawdy dla mnie. Nie wiem czego mam się spodziewać i to mnie najbardziej przeraża. A co jak faktycznie Lily uzna, że jestem winny? Wtedy to bym się jeszcze bardziej załamał. Ku mojemu zaskoczeniu Lily smacznie spała. Wyglądała tak spokojnie i niewinnie, że nie miałem serca jej budzić.Wcześniej wyglądała na bardzo zmęczoną. Zdecydowanie zbyt dużo pracuje, a my nawet nie potrafimy pomóc. Po cichu skierowałem się z powrotem, ale oczywiście musiałem na coś wpaść robiąc hałas. Brunetka poderwała się wystraszona dopiero po chwili skupiając wzrok na mnie. Wtedy zauważyłem na jej twarzy jakby ulgę? - Przepraszam, nie chciałem cię obudzić.
- Daj mi sekundę. Zaraz przyjdę. - powiedziała i szybko wyszła z pomieszczenia. Zauważyłem w jej oczach jakąś dziwną emocję. W pierwszej chwili wyglądało to jak przejaw strachu. Czego ona się obawia? Chciałbym się o niej wszystkiego dowiedzieć. Jednak to nie jest takie proste. Sama niewiele o sobie mówi, a jak próbuje o coś zapytać to mnie zbywa. Niestety brunetka jest bardzo tajemniczą osobą do, której trudno dotrzeć. Pod tym względem to idealnie się dobraliśmy. Uśmiechnąłem się mimowolnie i nim zdążyłem się obejrzeć Lily zjawiła się ponownie. - Siadaj i mów o co chodzi. - powiedziała. Wyglądała już, jak zwykle. Z tą swoją stałą miną i lustrującym wzrokiem.
- Przyszedłem, żeby w końcu ci wszystko wyjaśnić.

wtorek, 20 października 2015

Rozdział 25

Dzisiejszy ranek przywitał mnie świergotem ptaków, pięknym słońcem i zapachem trawy. Typowe uroki wsi. Może tutaj zawsze jest coś do zrobienia, ale nigdy nie potrafiłabym zamieszkać w mieście. Przeciągając się zeszłam na dół. Dzisiaj postanowiłam odgonić wszystkie problemy i zrobić coś spontanicznego. Miałam zamiar już wejść do środka, ale dotarły do mnie odgłosy rozmowy. Przystanęłam pod drzwiami.
- Coraz częściej myślę, że Katie się ode mnie oddala. Ostatnio ciągle nie ma czasu. Kiedy dzwonię to mówi, że się spieszy. Przed tym wyjazdem wszystko było w porządku, a teraz...
- Daj spokój Liam. Jak zwykle wszystko wyolbrzymiasz. Przecież wiesz, że studia zabierają jej dużo czasu...
- Nie o to chodzi Niall. Tęsknię za nią i nie wiem co mam zrobić...
- Nie ładnie tak podsłuchiwać. - ktoś szepnął mi do ucha. Jak się okazało tym kimś był Zayn.
- Właśnie zamierzałam wejść do środka. - tak jak powiedziałam tak zrobiłam. Celowo nie zwracałam uwagi na chłopaków i udawałam, że ciągle jestem zaspana. Czułam wzrok Zayn'a na sobie, który stał oparty o framugę drzwi.
- Cześć Lily - pierwszy przemówił blondyn.
- Cześć. - odpowiedziałam. - Marii jeszcze nie ma?
- Nie widziałem jej. - dodał Liam.
- Okej. - widząc jego minę wpadłam na pewien plan. Najpierw jednak zaczęłam wyciągać składniki do swojego śniadania. Miałam ochotę na naleśniki, które sama przyrządzę. - Możecie się tak na mnie nie gapić?- trochę zirytowana zadałam to pytanie.
- Trzeba było założyć spodnie - mruknął Zayn.
- Mam spodnie na sobie dla twojej wiadomości. - odpowiedziałam. - Widzę, że wam się nudzi więc mi pomożecie. Liam pokrój owoce z miski, Niall idź do kurnika po jajka wiesz gdzie to jest, a ty Zayn idź do sadu i narwij trochę borówek. - powiedziałam pewnie. - No ruchy, ruchy inaczej nie dostaniecie śniadanie. - w końcu zostaliśmy sami w kuchni z Liam'em.

Od samego rana nie miałem na nic ochoty. Rozmowa z Niall'em za bardzo mi nie pomogła. Wręcz mogę stwierdzić, że wręcz przeciwnie. Teraz siedzę w kuchni i kroję jakieś durne owoce. Swoją drogą trzeba było się sprzeciwić. W dodatku Lily paraduje tutaj prawie półnaga choć ona twierdzi, że jest ubrana. To ma być jakaś próba dla mnie? Przecież mam dziewczynę. Mimo to muszę stwierdzić, że brunetka ma świetną figurę. Dobra dosyć tego. Zayn by mnie chyba udusił gdyby usłyszał moje myśli. Ewidentnie na nią leci, a ona albo rzeczywiście tego nie widzi albo tak dobrze udaje. Już dawno nie widziałem Zayn'a takiego spokojnego. Przed przyjazdem był nie do zniesienia. A teraz kiedy zainteresował się Lily przypomina dawnego siebie. Przyłapałem się na patrzeniu się na brunetkę. Sprawnie podrzucała i piekła kolejne porcje naleśników. Sam zapach był nieziemski. Ciekawe jak ona przygotowuje te naleśniki?
- Dlaczego mi się tak przyglądasz?
- Co?
- Czuję jak wiercisz mi dziurę w plecach.
- Nie wiedziałem, że tak się da. Zastanawia mnie jak robisz te naleśniki, że mają taki nieziemski zapach.
- Jeśli ci powiem to wtedy nie będzie to już moją tajemnicą. - powiedziała lekko się uśmiechając.
- Też racja.
- Coś cię gnębi? - zapytała. - Chodzi o twoją dziewczynę?
- Skąd wiesz? - zapytałem zaskoczony. Czasami się zastanawiam czy ona nie jest jakimś psychologiem.
- Zachowujesz się bardzo nerwowo i co chwilę kładziesz rękę na telefonie. - jak ona to robi przecież stoi tyłem do mnie?
- Zadziwiasz mnie. Serio. Czy ty nie jesteś jakąś czarownicą? - zapytałem na co Lily się zaśmiała i spojrzała na mnie. - Stoisz do mnie tyłem, a wiesz co robię.
- Jakbyś zauważył jest tu absolutna cisza oprócz skwierczenia patelni, a po za tym to czuję takie rzeczy. - powiedziała.- W sumie to chciałam cię przeprosić. Nie powinnam wtedy tak na ciebie naskakiwać, gdy mówiłeś o Katie.
- Nic się nie stało. Miałaś prawo się zdenerwować. Źle ująłem to, co chciałem powiedzieć. - odpowiedziałem na co Lily wróciła do smażenia naleśników. Jak ona to robi, że wie kiedy zostawić rozmówcę w spokoju?
- To się po prostu czuje. - powiedziała na co szerzej otworzyłem oczy. Czyżbym powiedział to na głos? Kiedy już chciałem coś powiedzieć wrócili Zayn z Niall'em.
- Długo wam to zajęło. - powiedziała Lily.
- Widzę, że nadaremno się trudziliśmy skoro już wszystko przygotowane. - powiedział lekko zirytowany mulat.
- Dużo czasu wam to zajęło. A czas to pieniądz. Macie przynajmniej nauczkę, żeby szanować czas.
- Co? - zapytał Niall.
- Są cztery rzeczy których nie można cofnąć:
1.Kamień , który już został rzucony,
2.Słowo , które zostało już wypowiedziane
3.Okazja , której się nie wykorzystało
4.... Czas który przeminął...
Pomyślcie chwilę o czymś innym niż czubek własnego nosa. - powiedziała Lily i wyszła z kuchni.
- Wiesz co? Pomyśl najpierw zanim coś powiesz. - mruknąłem do niego.
- O co ci znowu chodzi?
- Sam nie wiesz czego chcesz. Z jednej strony ciągnie cie do Lily, ale z drugiej robisz wszystko, żeby cię znienawidziła.
- Nie wiesz o czym mówisz to się nie wtrącaj!
- Wystarczy - powiedział Niall. W tym momencie do pomieszczenia weszła Lizzy z Louis'em. Widząc nasze miny od razu uśmiech zszedł im z twarzy.
- Co tu się znowu stało?
- Nic się nie stało. - powiedziałem na co blondynka popatrzyła na mnie bardzo przenikliwym wzrokiem.
- Dobra widzę, że śniadanie jest gotowe. Zawołajcie Harry'ego i będziemy zaczynać. Po chwili ponownie zjawiła się Lily tym razem w pełni ubrana. Popatrzyła na wszystkich zatrzymując dłużej spojrzenie na Zayn'ie, ale nic nie powiedziała. Postawiła wszystko na stole i zabrała się za posiłek. Wszyscy podążyli jej śladem, ale panowała niezręczna cisza. Starsza z sióstr Eastwood skończywszy wstała i chciała wyjść, ale ostatecznie przystanęła na chwilę.
- Jak skończycie to przyjdźcie do mojego gabinetu. Mam pewną sprawę. - powiedziała i wyszła.

Lily docierając do swojego gabinetu usilnie próbowała coś wymyślić. Zachowanie chłopaków jej w tym nie pomagało. "Są jak rozkapryszone dzieci. Zabierz zabawkę, a będą zrzędzić"- pomyślała. W jej głowie narodził się pewien plan, ale nie będzie łatwo go zorganizować. Miała dzisiaj nie myśleć o problemach, ale jak widać nie może. W dodatku z każdym dniem stara się rozwikłać zagadkę Luke'a  i poznać w końcu prawdę, co nie jest łatwe. Kiedy tak siedziała usłyszała pukanie do drzwi. - Proszę. - powiedziała na co do pomieszczenia weszła grupka osób. - Siadajcie. To będzie długi monolog i lepiej mi nie przerywajcie. - dodała z zaciętą miną.- Zacznę od tego, że już jestem na granicy utraty cierpliwości, a nie jest łatwo wytrącić mnie z równowagi. Przyjechaliście tutaj w konkretnym celu, a nic nie robicie w tej kwestii. Może to nie jest wasz standard życia i widzę, że co niektórym to się nie podoba, ale oczekuję, że potraktujecie sprawę poważnie. Wszyscy macie jakiś problem ze sobą i to widać. Żeby to się zmieniło musicie wykazać choć odrobinę chęci. Przebywacie tutaj już od jakiegoś czasu, a jedyne co udało mi się zaobserwować to ciągłe pogłębianie swoich problemów. Staracie się przebywać ze sobą i rozmawiać, ale uwierzcie, że to nic nie da jak nie wykażecie jakiegoś zainteresowania drugą osobą. Widzicie tylko własny czubek nosa. Otwórzcie szerzej oczy i zobaczcie, jak to wygląda w "La lunie". Tutaj każdy jest chętny do niesienia pomocy i wypływa to z dobroci serca nie z przymusu. Tutaj nikt nie chwali się tym co ma, bo to nie ma znaczenia. Pieniądze to rzecz nabyta. Raz są raz ich nie ma. Musicie docenić, to co macie, a przede wszystkim przestać być takimi egoistami. Jest takie ładne powiedzenie, że "nie wolno tracić małych przyjemności życia w pogoni za tymi większymi". Nie powiem wam o co w nim chodzi. Liczę na to, że sami to w końcu odkryjecie. - Mówiłam, że macie mi nie przerywać. - wręcz warknęła. - Zgodziłam się na wasz pobyt dlatego, że Paul bardzo nalegał i twierdził, że po prostu się pogubiliście. Już przy pierwszym spotkaniu mogłam zauważyć, że ten pomysł wam się ewidentnie nie podobał, ale pomyślałam, że to takie pierwsze wrażenie i się przyzwyczaicie. Jednak tak się nie stało. Niby jest wszystko okej, ale szczerze mówiąc daleko macie do tego. I tak otrzymaliście ode mnie duży kredyt zaufania. Z reguły nie jestem zbyt przyjaźnie nastawiona do obcych. Zastanawia mnie tylko jedna kwestia: czy naprawdę macie jakieś problemy czy tylko udajecie? Reasumując daje wam ostatnią szansę byście coś ze sobą zrobili. Jeśli nie to wyrzucę was z "La luny". Decyzja należy do was. A teraz możecie już iść. Koniec rozmowy.
- Lily my... - zaczął Liam.
- Powiedziałam koniec rozmowy - powiedziała podniesionym głosem. Chłopacy nie zamierzali już próbować się wytłumaczyć tylko opuścili gabinet. Kiedy trochę ochłonęła zabrała się za papierkową robotę. Lily zajmowała się tym od kiedy dziadkowi pogorszył się wzrok. Jednak nigdy się do tego nie przyznał. Zawsze twierdził, że nie ma na to czasu dlatego powierzył sprawy wnuczce. Do piątej po południu siedziała nad księgami rachunkowymi. W tym czasie zdążyła podliczyć wszystkie dane i nadrobić powstałe ostatnio zaległości. Z przykrością stwierdziła, że w obecnym miesiącu coś się nie zgadza. Z reguły zyski oscylowały wokół tej samej kwoty lub były wyższe, a w tym miesiącu znacznie spadły. "Coś tu nie gra" pomyślała. Rozsiadłszy się wygodniej na skórzanym fotelu zastanawiała się nad tą sytuacją. "Muszę to sprawdzić". Zabierając ze sobą papiery skierowała się na zewnątrz. Miała taką zaciętą minę, że nawet Lizzy nie odważyła się jej zaczepić. Zwinnie przeszła drogę prowadzącą do domku Jose. Drzwi otworzyła jej siostra Jose. - Cześć.
- Dzień dobry.
- Zastałam Jose.
- Tak. Już go proszę.
- Co tam szefowo?
- Mam pewną sprawę na osobności. Chodź ze mną. - powiedziała Lily. Razem przeszli w spokojniejsze miejsce tak by nikt ich nie usłyszał.
- Co się dzieje?
- Ktoś mnie okrada.
- Co?
- Właśnie skończyłam nadrabiać zaległości w papierach z tego miesiąca i dane się nie zgadzają. Dlatego sądzę, że ktoś mnie okrada.
- Sprowadziłaś tu moją rodzinę i wydałaś na to dużo pieniędzy. Pewnie dlatego...
- Nie. Za to zapłaciłam z własnych oszczędności. Zyski z rancza są przeznaczane tylko na ranczo nie na moje wymysły.
- Jak to z własnych? Nie wiem, jak ci się mam odwdzięczyć...
- Jose już mówiłam, że nie przyjmę niczego od ciebie. I nie zmieniaj tematu. Tylko tobie ufam dlatego proszę cię, żebyś dyskretnie wszystko sprawdził. Jeśli zauważysz, że coś jest nie tak od razu mnie informuj.
- Pewnie.
- Dzień dobry pani. - powiedział ojciec Jose.
- Witam. Proszę mi mówić Lily.
- Albo szefowo.
- Przestań głupku.
- Możesz mi tu podpisać?
- Pewnie. Widzę, że od razu zabrał się pan do pracy.
- Tylko tak mogę się odwdzięczyć.
- A i jeszcze jedno zapraszam was dzisiaj na kolację.
- Ale...
- Nie ma ale. Macie przyjść i już. Nie przyjmuję odmowy. - powiedziała Lily kierując się w stronę domu.


Zespół wspólnie postanowił zastanowić się nad tym wszystkim, co powiedziała Lily. Nie mieli zbyt przyjaznych min. Siedzieli wspólnie w jednym z pokoi, ale jak na razie nic nie wymyślili. Każdy z nich był pogrążony w własnych myślach. Do czasu, aż w końcu jeden z nich przemówił.
- Wiecie, że to co powiedziała Lily jest prawdą?
- Wiemy Niall. - odpowiedział mu Liam.
- Powinniśmy spróbować odbudować naszą przyjaźń. Tym bardziej, że te wakacje są całkiem fajne. - dodał Louis.
- Przecież tu nic nie ma do roboty! - oburzył się Harry.
- Zawsze możesz przyjąć się do pracy na ranczu, co nie Zayn? - powiedział Lou.
- Pewnie. - odpowiedział mulat.
- Faktycznie musimy coś ustalić. Jeśli Lily nas wyrzuci Paul rozwiąże zespół, a tego myślę, że nie chcemy. - powiedział Liam na co dostał skinięcie głową od pozostałych. - Mam pewien pomysł. Od teraz będziemy razem rozwiązywać nasze problemy. I bez wyjątku. - dodał.
Jeszcze przez kilka następnych godzin omawiali różne sprawy. Nie obyło się bez kłótni, podniesionych głosów i porywczych gestów. Mimo to udało im się znaleźć jakiś kompromis. Doszli do wniosku, że nie warto wyżywać się na sobie na wzajem i, że postarają się zmienić. Wszyscy. Bez wyjątku. Nie wszystko udało się poruszyć, gdyż nie o wszystkim chcieli rozmawiać. Jednak pojawiło się jakieś światło nadziei, że wszystko się ułoży.

wtorek, 13 października 2015

Rozdział 24

- Co ty tutaj robisz? 
Dotarły do mnie te słowa na co energicznie się odwróciłem. Przede mną stała Lily we własnej osobie. Nie wyglądała na zbyt zadowoloną. Przypomniały mi się wręcz nasze początki na tym ranczu kiedy brunetka była wrogo do nas nastawiona. O ile kiedykolwiek przestała. Dokładnie.
- Rozmawiałem z Lizzy. Dosłownie przed sekundą stąd wyszła. Ja też zamierzałem i wtedy...
- Już dobrze, ale na przyszłość tutaj nie wchodź. Rozmawiajcie sobie gdzieś indziej okej?
- Okej. - odpowiedziałem. - Dobrze, że już wróciłaś. Zayn nie wie co ze sobą zrobić i jeszcze Lizzy...
- Oboje już nie są dziećmi poradzą sobie. A co do mojego powrotu to jeszcze nie wiem czy z powrotem się tu przeniosę. Dobrze jest jak jest. - powiedziała. - W sumie to usiądź mam kilka pytań do ciebie. - dodała na co posłusznie zająłem wskazane miejsce. - Wydaje mi się, że wiesz więcej niż powinieneś. Znam skłonności Lizzy do rozmawiania o wszystkim z kimś kto po prostu poświęci jej trochę uwagi. Stąd moje pytanie czy ostatnio wspominała ci o czymś, co mogłoby się wydawać dla niej ważne?
- Nie bardzo. Ona od kilku dni mnie z jakiegoś powodu unika. Nie wiem czy coś źle zrobiłem czy...
- Faceci to jednak kretyni - mruknęła Lily.
- Co?
- Nic. Wyjaśnij mi pokrótce co się tu działo podczas mojej nieobecności.
- Co do Zayna, to jak już wspominałem siedzi cały czas w pokoju i odchodzi od zmysłów, Liam jest nie w humorze od kilku dni, Harry z Louisem rozmawiają, ale ten pierwszy też ma jakiś problem, a ja próbuję porozmawiać z twoją siostrą choć mnie unika. To chyba wyszłoby na tyle.
- Jakbyś powiedział mi coś czego bym się nie domyślała. Zresztą nieważne. - powiedziała bardziej do siebie. Kiedy zamierzałem coś dodać zadzwonił telefon. - Przepraszam.
- To ja już pójdę. - powiedziałem po czym wyszedłem udając się do swojego pokoju.

***
Obudziłem się w środku nocy. Coś mi tu nie grało. Wodziłem zaspanym wzrokiem po pokoju, ale nie dostrzegłem nic niepokojącego. Zachciało mi się pić więc wyszedłem z pokoju. Niosąc szklankę wody właśnie przechodziłem obok pokoju Lizzy kiedy usłyszałem jakieś krzyki. Nie czekając wszedłem do środka. Lizzy niespokojnie rzucała się na łóżku i płakała przez sen. Wcześniej jej się to nie zdarzyło. Przynajmniej nie słyszałem. Chwytając ją za ramiona i powtarzając kilkakrotnie jej imię potrząsnąłem nią. Gwałtowne wciągnięcie powietrza było znakiem, że blondynka się obudziła. Kiedy na mnie spojrzała w jej oczach zobaczyłem przerażenie, ale też smutek. Przytuliłem ją do siebie i starałem uspokoić. W tamtym momencie nie liczyła się moja mokra od jej łez koszulka tylko to, żeby się uspokoiła. Nie wiem ile czasu tak siedzieliśmy nim Lizzy przestała płakać. Jednak wystarczająco długo gdyż jej oczy były czerwone od płaczu.
- Już lepiej?
- Lepiej. - wychrypiała.
- Masz napij się. - powiedziałem podając jej szklankę z wodą.
- Dlaczego nie śpisz? 
- Coś się stało? Dlaczego krzyczałaś?
- Proszę Niall... - szepnęła tylko.
- Nie. Nigdzie się nie wybieram. Porozmawiasz w końcu ze mną. Poczekam ile będę musiał.
- Możemy porozmawiać jutro? Teraz nie mam do tego głowy.
- Pewnie. Spróbuj zasnąć, a ja tu posiedzę.
- Nie wygłupiaj się. Nie będziesz siedział pół nocy na fotelu. Połóż się obok mnie. Mam wielgachne łóżko. - powiedziała cicho po czym sama położyła się z powrotem.

Obudziłam się otulona ramionami Niall'a. Zaraz co? Co on tutaj robi? Zastanawiałam się chwilę i w końcu powróciły do mnie wspomnienia z nocy. Już dawno nie miałam żadnych koszmarów, a teraz znowu się to dzieje. Wcześniej co noc budziłam się z krzykiem przez co Lily siedziała przy mnie całe noce. Czułam się z tym źle, bo przeze mnie się nie wysypiała. I teraz to samo było z Niall'em. Zarwał przeze mnie pół nocy więc teraz zasłużył by się wyspać. Delikatnie wyswobodziłam się z jego objęć i po cichu przemknęłam do łazienki by się odświeżyć. Już ubrana zeszłam na dół natrafiając na Marię krzątającą się po kuchni i rozmawiającą z Louisem. - Cześć wam.
- Cześć. - odpowiedzieli jednocześnie.
- Gdzie reszta?
- Jeszcze się nie zjawili. 
- Już jestem. - powiedział Liam wchodząc do pomieszczenia. - Harry też zaraz będzie. Nie było łatwo, ale w końcu się obudził.
- Kto to widział wstawać tak wcześnie. - mruknął tylko Harry.
- Ciesz się, że Lily nie każe ci wstawać razem z sobą. - powiedziałam po czym zabraliśmy się za posiłek. Kiedy tak siedzieliśmy w końcu zjawił się Niall. 

Gdy się obudziłem Lizzy już nie było w łóżku. Jednak wciąż można było wyczuć, że jeszcze niedawno tu była. Unoszący się truskawkowy zapach o tym świadczył. Przetarłem oczy i zwlokłem się z łóżka. Teraz pozostaje kwestia przejść niezauważonym do własnego pokoju. Ledwo otworzyłem drzwi dobiegł mnie przecudowny zapach, co skłoniło mnie, żeby od razu udać się w kierunku skąd pochodził.
- Cześć. - odezwałem się i odpowiedział mi cały chór. - Jest coś pysznego dla mnie?
- Za późno przyszedłeś stary. - odezwał się Louis pokazując mi pusty talerz na potwierdzenie swoich słów. 
- No już nie wkręcaj go. Masz swoją porcję na blacie. - powiedziała Maria na co automatycznie poszukałem tego talerza i zabrałem się za jedzenie. Pozostali powrócili do prowadzonej konwersacji. Kiedy skończyłem jeść dyskretnie wskazałem Lizzy, żeby za kilka minut przyszła do mnie. Skinęła mi głową więc tylko mruknąłem, że idę się ogarnąć i wyszedłem. W sumie to nawet nie wiem czy ktoś słyszał to, co powiedziałem. Ledwo zdążyłem się odświeżyć, a usłyszałem pukanie do drzwi. Wpuściłem blondynkę do środka i zająłem miejsce na łóżku. Ona również usiadła więc mogliśmy zacząć naszą rozmowę.
- Możesz mi wyjaśnić czy coś się stało, że mnie unikasz? - zapytałem prosto z mostu.
- Ja... Przepraszam cię. Ja po prostu tak mam. Jak tyle problemów spada na mnie w jednym czasie to chcę być sama dlatego wszystkich unikam. 
- Wydaje mi się, że nie o to chodzi. Wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć. 
- Zapomnij o tym Niall. Może kiedyś ci opowiem o tym wszystkim, ale jeszcze nie teraz. Najpierw muszę razem z Lily się z tym rozprawić, bo to dotyczy tylko nas. Po za tym tyle jest tego, że nie starczyłoby waszego pobytu. - powiedziała posyłając mi nikły uśmiech.
- Dobrze. Uznajmy, że ci wierzę. Proszę tylko, żebyś więcej mnie nie unikała. Świetnie mi się z tobą rozmawia, a przez te kilka dni strasznie mi się nudziło.
- Rozmawiałeś z Zayn'em, więc nie udawaj...
- To szczegół. - odparłem.
- Dzięki, że ze mną zostałeś. Może nie potrafiłam tego pokazać, ale dużo to dla mnie znaczy. Zawsze gdy miałam koszmary była ze mną Lily, a teraz....
- Nie musisz dziękować. Nie myśl już o tym.
- Po prostu nikt poza moją siostrą nie widział mnie w takiej rozsypce. A ty zostałeś mimo wszystko. Jeszcze raz dzięki. - powiedziała lekko speszona. Złapałem ją za ręce i poprosiłem by na mnie spojrzała.
- Obiecaj mi, że jak będziesz miała koszmar to przyjdziesz do mnie. Dopóki tu będę obojętnie, o której godzinie po prostu przyjdź. Okej?
- Ale...
- Proszę obiecaj mi to. - widziałem w jej oczach zachwianie, ale ostatecznie kiwnęła pionowo głową i powiedziała - Obiecuję, Niall. - i nie czekając dłużej po prostu ją przytuliłem. Staliśmy przez chwilę w uścisku po czym Lizzy się ode mnie odsunęła, ocierając mokre od łez oczy. 
- Ty również mi coś obiecaj, dobrze?
- Co takiego?
- Że nie zapomnisz o mnie. - powiedziała cicho. Nawet jakbym chciał to nie potrafiłbym tego zrobić.
- Obiecuję. - odpowiedziałem pewnie. 

Dzisiejsza noc była dla mnie koszmarem. Co chwilę się budziłam i miałam złe przeczucia. W końcu po którymś z kolei razie wstałam i narzucając na siebie jakąś bluzę skierowałam się do domu. Po cichu, żeby nikogo nie obudzić weszłam na górę, by sprawdzić co z Lizzy. Uchylając lekko drzwi dostrzegłam, że moja siostra nie jest sama. W pierwszej chwili się zdenerwowałam i chciałam się odezwać, ale oboje są dorośli więc nie będę się wtrącać. Wychodzi na to, że doszli już do porozumienia. Widząc, że wszystko jest w porządku wycofałam się i wróciłam do starego domu. Jednak nadal coś mnie trapiło. Zawsze okazywało się, że Lizzy miała koszmary kiedy czułam taki ucisk w środku, ale spała spokojnie w dodatku już dawno nie miała złych snów. Czy choć raz nie może być dobrze? Rankiem postanowiłam, że wrócę do domu. Tam łatwiej jest wszystko kontrolować. Po za tym dziś mam pewną ważną sprawę dla jednej osoby. Oby tylko się udało. Po ogarnięciu się skierowałam się w stronę pastwiska, gdzie znalazłam Jose.
- Jose! Mam sprawę.
- Miło cię w końcu widzieć. O co chodzi?
- Doszłam do wniosku, że za bardzo poświęciłam się pracy i, że za bardzo chciałam robić wszystko sama. Dlatego wpadłam na pewien pomysł.
- Już od dawna ci mówiłem, że powinnaś to zrobić. 
- No już nie zaczynaj - pogroziłam mu palcem - Zatrudniłam nowego pracownika, któremu myślę, że mogę zaufać.
- Kto to jest?
- Chodź - złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę domu.
- Przecież mogę iść sam. Nie musisz mnie prowadzić za rączkę - powiedział oburzony.
- Po prostu idź i nie marudź.
- Jesteś zdecydowanie pewniejsza siebie, ale przy tym bardziej uparta.
- Bardzo śmieszne - odpowiedziałam. Wchodząc do domu natknęliśmy się na Zayn'a.
- Lily? 
- Nie teraz, Zayn - powiedziałam szybko. - A ty mówiłeś, że nie trzeba cię prowadzić za rączkę - dodałam do Jose. Przechodząc obok salonu napotkałam tylko ciekawe spojrzenia wszystkich tam zebranych. Zignorowałam je i pociągnęłam Jose do gabinetu. Przystając przed drzwiami zwróciłam się do niego. - Ty wchodzisz pierwszy - obserwowałam jego reakcję. Najpierw niedowierzanie, później ulga aż wreszcie radość. - To jest nasz nowy pracownik - powiedziałam chytrze.
- Czy to się dzieje naprawdę?
- Mogę cię uszczypnąć.
- Witaj synu. - tak moim nowym pracownikiem był ojciec Jose. Nie widzieli się przez długi czas, a mi za każdym razem było przykro, gdy mi o tym opowiadał. Dlatego postanowiłam ściągnąć na ranczo jego rodzinę. Wiele razy mi opowiadał, że rodzice musieli go tu wysłać, gdyż wierzyli, że będzie mu tu lepiej. I tak było lecz to lepsze życie nie było w pełni szczęśliwe bez rodziców. Ja swoich straciłam dlatego zrobiłam wszystko, by ściągnąć resztę rodziny Alvarez tutaj. Kiedy wreszcie Jose trochę się ogarnął zwrócił się do mnie.
- Jak ty to...
- Tyle razy mówiłeś mi, że bardzo się o nich martwisz i tęsknisz za nimi więc poszperałam trochę i ściągnęłam ich tutaj.
- Przecież to kosztowało majątek... Oddam ci wszystko co do grosza.
- Nie przesadzaj. Pieniądze to rzecz nabyta. Po za tym ty tyle dla mnie zrobiłeś, że chociaż tak mogłam się odwdzięczyć. W dodatku twój tata doskonale zna się na rzeczy. 
- Dziękuję ci. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. - powiedział i mnie przytulił.
- Nie dziękuj. Dla mnie podstawą jest lojalność, a komu mogłabym bardziej zaufać jak nie twojej rodzinie?
- Dzięki, Lily.
- Dobra już starczy tych czułości. Zaburzasz moją postawę władczej właścicielki.- powiedziałam z uśmiechem na co wszyscy się zaśmiali. - Zostawię was na chwilę. Jak będziecie gotowi to przyjdźcie. - dodałam po czym wyszłam z pomieszczenia. Postanowiłam poczekać na nich w kuchni z uwagi na to, że reszta była w salonie. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, ale takie moje szczęście, że po chwili zjawił się Zayn.
- W końcu wróciłaś. Przez te kilka dni nie wiedziałem co ze sobą zrobić - powiedział. Czy on naprawdę nie może przestać? Owszem pomogę mu się pozbierać, ale nie może mnie traktować jak obiekt zainteresowania. Nic więcej się nie liczy. Przyjechał tu w konkretnym celu i niedługo stąd wyjedzie i na tym zakończy się jego przygoda z "La luną". - Lily? Słuchasz mnie?
- Coś do mnie mówiłeś?
- Chciałem... - zaczął lecz zadzwonił telefon.
- Przepraszam muszę odebrać. - przerwałam mu pospiesznie kiedy się do mnie zbliżył. - Ranczo "La luna". W czym mogę pomóc? - uważnie słuchałam rozmówcy, a Zayn mi się przyglądał jakby się nad czymś zastanawiał. Z każdym kolejnym słowem coraz bardziej się denerwowałam. - Ok. Zajmij się nim. Zaraz przyjdę - dodałam i się rozłączyłam. - Muszę iść. Przekaż Jose, że później mu wszystko wytłumaczę.
- Zaczekaj. Idę z tobą. - odpowiedział. Nie miałam czasu, żeby się kłócić więc tylko poinformowałam Marię i wyszliśmy z domu. Droga nie zajęła nam dużo czasu. Kiedy w końcu dotarliśmy na miejsce moja złość się jeszcze bardziej nasiliła.
- Dalej się z nim zabawiasz?
- Co się tu dzieje, Mark? - spytałam.
- Przyłapałem go, jak próbował przeciąć ogrodzenie. Chciał uciec, ale chłopaki go zatrzymali.
- Mówiłam ci  Jack, żebyś dał sobie spokój z tymi intrygami. Ostatni raz widzę cię próbującego zniszczyć coś co należy do mnie. Lepiej dla ciebie będzie jak mnie posłuchasz.
- Myślisz, że twoje groźby mnie przestraszą?
- Myśl sobie co chcesz. Ostrzegam cię, że potrafię być naprawdę wredna, jeśli ktoś mi zalezie za skórę.
- Nawet ten twój fagas cię nie obroni. - powiedział Jack co wkurzyło Zayn'a.
- Nie wtrącaj się Zayn. Nie warto - zwróciłam się do niego. - Wyrzucie go stąd i przypilnujcie czy na pewno odjechał. - zwróciłam się do pracowników - A ty lepiej uważaj, bo następnym razem zgłoszę to na policję - dodałam i pociągnęłam Zayn'a w stronę domu. 
- La puta callejera - mruknął Kinsley. To już przelało szalę goryczy. Podchodząc do niego uderzyłam go z całej siły w twarz, na co aż upadł na ziemię. Usłyszałam tylko śmiechy pozostałych.
- Następnym razem, jak będziesz mnie obrażał to przemyśl to dwa razy. - splunęłam tylko na niego po czym nie czekając na nikogo podążyłam do domu. Zayn dogonił mnie w połowie drogi.
- Co on powiedział?
- Nieważne. Naprawdę to nie jest twoja sprawa.
- Ale... 
- Daj spokój. Powiedz mi lepiej czy pogodziłeś się z twoją ekipą.
- Dlaczego ty zawsze zmieniasz temat? - spytał na co posłałam mu zirytowane spojrzenie. - Tylko z Niall'em. 
- Mhm. 
- O czym tak myślisz?
- O niczym ważnym. Chodźmy już lepiej.
- Zaczekaj. - powiedział i złapał mnie za rękę. - Dlaczego na siłę starasz się mnie odpychać?
- Wiesz to, że mam ci pomóc nie oznacza, że ty masz wchodzić z butami w moje życie. Ja w swoim dotychczasowym życiu zawiodłam się już wiele razy. Na przyjaźni. Na rodzinie. Na szkole. Na miłości. W zasadzie to całe życie sprawia mi niemiły zawód. Zaczyna powoli mnie do siebie zniechęcać. Tak, jakby coś próbowało powiedzieć mi 'jesteś tu zbędna, odejdź'. Czasem czuję się odrzucona i kompletnie niepotrzebna. Bo bywa, że nie ma kogoś, kto mógłby przytulić i powiedzieć 'nie martw się, przejdziemy przez to bagno razem'. To ja muszę być tą osobą, która wszystkich pociesza, zachowuje zimną krew i sprawia wrażenia szczęśliwej. To co czuje nie ma znaczenia. Więc dlaczego nagle sądzisz, że ty możesz się o mnie martwić? - zapytałam patrząc mu prosto w oczy. Stał przede mną nie wiedząc co powiedzieć. - No właśnie. Sam widzisz, że to nie ma znaczenia. - uśmiechnęłam się smutno i chciałam odejść, ale mulat mnie zatrzymał.
- Wcale nie musisz być tą osobą. Czasami musisz być egoistką i pomyśleć o sobie. I wiesz co ja właśnie, że martwię się o ciebie. Cały czas o tobie myślę. Kiedy cię nie było to zaprzątałaś moje myśli...
- Zayn wystarczy. Chodźmy już.
Przez resztę drogi szliśmy w ciszy. Te jego "wyznania" mnie dekoncentrują. Chciałabym wierzyć, że to wszystko co mówi jest szczere, ale to nie jest prawda. Dla niego jestem osobą, która potrafi go zrozumieć i przy tym nie osądzać. Ludzie z problemami zawsze poszukują takich osób i on wybrał właśnie mnie. Być może dlatego, że dla innych moja osoba stanowi wyzwanie. Na pewno nie uwierzę w to, że coś do mnie czuje. Nie może. Docierając do domu akurat natrafiliśmy na kolację.
- Przyszliście w samą porę. - powiedziała Maria.
- Super, bo jestem strasznie głodna. - powiedziałam i w towarzystwie ciekawskich spojrzeń zasiadłam do stołu. - A ty potrzebujesz specjalnego zaproszenia? - zwróciłam się do Zayn'a ku śmiechom reszty.
- Może... - odpowiedział i przysiadł się do stołu.
    

Obserwatorzy