wtorek, 29 września 2015

Rozdział 22

Te kilka dni samotności były dla mnie wybawieniem. Dzięki temu trochę inaczej wszystko postrzegam. Może jeszcze nie ze wszystkim się pogodziłam, ale jestem o wiele spokojniejsza. Wyzwaniem dla mnie jest pozbycie się poczucia winy. To jest właśnie najtrudniejsze zadanie. Dużo myślałam nad sobą, swoim życiem itd. Doszłam do wniosku, że muszę trochę zwolnić i zacząć dostrzegać drobne rzeczy. Postanowiłam zatrudnić do pomocy kilku nowych pracowników, a sama zająć się odbudową swojej własnej wartości. Cztery dni to niby nie jest zbyt dużo czasu, ale mi wystarczyło. Przynajmniej w połowie się udało. Mam nadzieję, że teraz już będzie lepiej. Jeszcze jedna kwestia pozostała mi do rozwiązania. Będzie to bardzo bolesne, ale muszę to zrobić. Udając do jedynego, nietkniętego przeze mnie pokoju w starym domu stałam tak długo, aż nie odważyłam się przekroczyć progu drzwi. To było królestwo Luka. On mieszkał tu przez jakiś czas, a później urządził sobie tutaj taką swoją samotnię. Jestem tu pierwszy raz w życiu. Wcześniej nie chciałam tu przychodzić, gdyż nie mogłam patrzeć na to miejsce. Mimo, że ten dom tak naprawdę jest mój nigdy wcześniej tu nie byłam. Zresztą tylko Luke tu przychodził. Dlatego uznałam to miejsce za idealne do odpoczynku. Jego pokój był w nietkniętym stanie. Rozglądając się po pomieszczeniu postanowiłam sprawdzić, co on właściwie tutaj robił. Podchodząc do szklanej gabloty znalazłam w niej wiele rzeczy, które wspólnie robiliśmy kiedy byliśmy mali. Aż zaszkliły mi się oczy kiedy po kolei dotykałam tych przedmiotów. On to wszystko przechowywał przez taki długi czas. Były tu również pamiątki po dziadku i rodzicach, które chciałam wyrzucić. Nie mogłam na nie patrzeć więc wymusiłam na Luku, żeby się ich pozbył. On wiedział, że później bym żałowała swojej decyzji dlatego to wszystko tu schował. Jak dobrze mnie znałeś... Odkładając wszystko na miejsce otworzyłam kolejną szafkę. Zachował w niej nasze albumy rodzinne. Nie byłam w stanie ich w tej chwili przeglądać więc przeszłam do dalszych oględzin. Sprawdzając szafkę nad biurkiem
dostrzegłam egzemplarz "Niezłomnego", który jest tylko do połowy przeczytany. "Reszty już nie zdążył...". Odkładając ostrożnie książkę na poprzednie miejsce moją uwagę przyciągnął stary zeszyt w skórzanej okładce. Doskonale pamiętam jak Luke usilnie go pilnował i wszędzie ze sobą nosił. Jak mogłam wcześniej o tym nie pomyśleć. Jednak czytając strona po stronie nic mi to nie dało. Znajdowały się w nim jakieś niezrozumiałe dla mnie informacje. Muszę się temu porządniej przyjrzeć. Może, jak uda mi się to rozszyfrować czegoś się dowiem? Przysiadłam na wielkim łóżku i spoglądając przed siebie dostrzegłam na podłodze jakieś koperty. Musiały wypaść z tego zeszytu. Podnosząc je zauważyłam, że na jednej z nich jest moje imię, a na drugiej Lizzy. Rozrywając kopertę z moim imieniem od razu zabrałam się za czytanie znajdującego się w środku listu.

Kochana siostro,
Zacznę od tego, że jeżeli to czytasz, to w końcu dorwałaś się do mojego zeszytu. Oznacza to również, że nie ma mnie już z wami. W takim albo innym sensie. Zresztą nie ważne. Cieszę się, że udało ci się znaleźć mój list. Nie byłem pewny czy w końcu zdecydujesz się na odwiedzenie swojego domu, ale po cichu na to liczyłem. Pewnie widziałaś już te wszystkie pamiątki, które kazałaś mi wyrzucić. Nie mogłem tego zrobić. Na pewno wiedziałaś, że cię nie posłucham. Prawda? Kazałaś mi obiecać, że to zrobię, ale musiałaś wiedzieć. Zbyt dobrze mnie znasz zresztą tak, jak ja ciebie. Ja również wiedziałem, że w końcu byś zaczęła tego żałować. Taka już jesteś. Masz dobre serduszko, choć czasami był z ciebie niezły diabełek. Po kim ty to odziedziczyłaś to ja nie wiem :)
Zawsze starałem się robić wszystko byście razem z Lizzy mogły być szczęśliwe. Mam nadzieję, że mi się to udało. Chciałbym, żeby tak było. Od śmierci dziadka, mimo tylu życzliwych ludzi, mieliśmy tylko siebie. Nawet nie wiesz jak bardzo się o was martwiłem i zawsze będę. Nie zależnie od tego gdzie się znajdę. Chcę, żebyś pamiętała, że zawsze będę przy tobie. Zawsze pozostanę twoim starszym bratem, twoim przyjacielem. Tak długo aż będziesz o mnie pamiętać, tak długo będę obecny w twoim życiu. Proszę cię nie płacz, bo na pewno to teraz robisz. Pamiętaj, że nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny. Żeby coś dostać z reguły najpierw coś trzeba stracić. Taka już jest kolej rzeczy. Jesteś silna nawet silniejsza ode mnie. I nie chodzi tu o siłę fizyczną. Po każdym przeżyciu podnosiłaś się z jeszcze większym zapałem i nadzieją. Zawsze trzeba mieć nadzieję. Nawet najmniejszą. Wiesz czasem w życiu przeciwności losu składają się na pasmo niepowodzeń, z których następnie wychodzimy z twarzą niczym mityczni bohaterowie. Owy heroizm przejawia się w sytuacjach dla nas niespodziewanych i wymagających podjęcia trudnych decyzji. Nie jest łatwo podejmować decyzje, z którymi zgadza się cała reszta, sztuką natomiast jest trwać w swoim przekonaniu nawet jeżeli owa "reszta" puka się w głowę patrząc na Ciebie z politowaniem. Nawet jeżeli okazuje się, że nie masz racji, lekcja i nauczka pozostaje skarbem.Życie i uczenie się na błędach innych nie jest mądrością a tchórzostwem, bo jaką mądrość życiową posiada ten który nie przeżył smaku porażki, cierpienia, rozczarowania, zawodu miłosnego czy goryczy. Pozostaje jeszcze nadzieja, że ów wybór, chociaż wbrew oczekiwaniom innych okaże się słuszny, wtedy satysfakcją nie jest zamknięcie ust innym, ale wygrane szczęście. Pamiętasz jak zostaliśmy właścicielami "La luny"? Mieliśmy tyle pomysłów, które udało się zrealizować mimo, że nikt w nie nie wierzył. Właśnie o to mi chodzi. Zawsze rób to, co uważasz za słuszne. Nie to czego oczekują od ciebie inni, bo ty nie jesteś jak inni, ani nikt inny nie jest taki sam jak ty. Każdy człowiek jest wyjątkowy i musisz o tym pamiętać. Sekret życia polega na tym byś nie wyrzekała się niczego, nie trzymała się niczego kurczowo, ale cieszyła się wszystkim i pozwoliła, by wszystko co jest niedobre dla ciebie odchodziło i odpływało.
Chciałbym, żebyś mi coś obiecała. To, że nigdy się nie poddasz. Niezależnie ile Cię to będzie kosztować i jak bardzo odbije się to na Twojej psychice. Nie przestawaj walczyć. O wiele bliżej masz do wygranej. Próbuj. Trzy razy, siedem, a nawet dziesięć. Uda się. W końcu poczujesz tę satysfakcję, staniesz na podium i zrozumiesz, że podczas walki odpuszczają tylko słabi. Bo wstydem nie jest próbować, ale w ogóle nie spróbować.
Nigdy nie żałuj decyzji, które podjęte zostały w przeszłości. Nie żałuj tego co się wydarzyło. Nie żałuj łez, bólu i radości. Nie żałuj niczego co stało się Twoim doświadczeniem. Nie żałuj, że życie często odwracało się przeciwko Tobie. Nie żałuj swoich własnych porażek. Nie żałuj strachu, który kiedyś był Twoim przekleństwem. Nie żałuj niczego co zostało zyskane poprzez przeszłość i własne wybory. Nie żałuj swoich decyzji, bo wyłącznie one sprawiły, że dziś Twój charakter został tak a nie inaczej ukształtowany. Żałowanie, że nie wybrało się innej drogi...Jest szaleństwem oraz przekleństwem. Żałowanie własnych wyborów jest cichym zabójcą duszy...
Zawsze powtarzałem ci, że najważniejsze jest to, co czujesz w sercu. Ja nie zdążyłem być szczęśliwy dlatego liczę na to, że wam się uda. Zawsze marzyłem, że przypadnie mi ten zaszczyt odprowadzenia was do ołtarza i patrzenia na waszą miłość. Jednak to nie było mi pisane. Pamiętaj, tylko że człowiek uciekając od miłości ucieka od samego życia. 
Pewnie zastanawiasz się dlaczego piszę te wszystkie rzeczy. Ten list jest tak jakby moim pożegnaniem. W nim zawarte jest to wszystko, co ci powtarzałem, ale również to czego nie zdążyłem ci powiedzieć. Mam tylko nadzieję, że zrozumiesz wszystko w odpowiedni sposób. Opiekuj się Lizzy i dbaj o siebie. O "La lunie" nie wspominam, bo wiem, że nie muszę. Pamiętaj, że zawsze cię będę kochać siostrzyczko.
                                                Luke

P.S. Przestań płakać, bo zniszczysz list, a nie łatwo było go napisać :0

Ja też zawsze cię będę kochać braciszku - szepnęłam w głuchą przestrzeń. - Jak dobrze mnie znasz. - Teraz już łzy leciały mi ciurkiem. Co za ironia. Akurat kiedy postanowiłam się zmierzyć z moim poczuciem winy znajduję list, w którym mój brat się ze mną żegna. Czyli on wiedział, że zginie. Musiał to wiedzieć. Tylko do cholery dlaczego nic nie powiedział? Przecież razem byśmy coś wymyślili jeśli miał jakieś kłopoty. Co tak naprawdę się wydarzyło w tamtym dniu? Dlaczego chociaż nie mógł mi wszystkiego wyjaśnić w tym liście. Szybciej bym mogła się z tym pogodzić. W kopercie znajdował się również jakiś klucz. O co tu chodzi? Może ten jego zeszyt mi coś powie? Albo...
Lily nagle zerwała się z łóżka i od razu pobiegła w miejsce gdzie to wszystko się wydarzyło. Droga nad rzekę prowadziła przez pola znajdujące się w pobliżu domu, gdzie mogła spotkać wszystkich. Jednak w tym momencie nie liczyło się nic innego. Brunetka biegła ile sił w nogach trzymając w ręku znaleziony klucz. Nie ważne, że trasa nie była zbyt krótka i że mogła pojechać tam konno. Musiała tam dotrzeć bez względu na wszystko. 

Kolejne trzy dni minęły w zawrotnym tempie. Przez ten czas aż mną nosiło. Nie miałem żadnego znaku od Lily po za tym jednym listem. Wszyscy co mogliby coś wiedzieć milczeli jak grób, a ja odchodziłem od zmysłów. Postanowiłem pójść za radą brunetki i zacząłem pisać do niej listy. Początkowo tylko zmarnowałem miliard kartek, gdyż nie potrafiłem niczego obrać w słowa. Jednak udało mi się w końcu sklecić kilka słów. Przyznam, że to bardzo mi pomaga, szczególnie gdy nie mogę porozmawiać z Lily. Uparcie oczekuję jej powrotu albo chociaż jakiegoś znaku życia. Od trzech dni siedzę zamknięty w pokoju i nie mam nawet ochoty na jedzenie. Czas upływa mi na pisaniu. Mam nadzieję, że dzięki tym listom Lily zacznie mnie inaczej traktować. Bardzo bym chciał, żeby tak było. Trochę pomaga mi też Niall, z którym trochę lepiej się dogaduje. Często do mnie zagląda i po prostu rozmawiamy. Jednak jemu nie potrafię powiedzieć tego, co bym chciał. Myślę, że on mnie właściwie nie zrozumie. Rozmyślając nad wszystkim postanowiłem iść zapalić. Przechodząc obok altany słychać było tylko radosne śmiechy i przekomarzania. Pozostali się świetnie bawili. Zauważając mnie skinąłem im tylko głową i poszedłem dalej. Zatrzymałem się tuż za nią gdyż nie chciało mi się iść na palenisko. Kiedy już miałem zapalić papierosa podnosząc wzrok dostrzegłem biegnącą Lily. Nie zastanawiając się zbyt długo pobiegłem za nią, Swoją drogą brunetka ma niezłą kondycję. Ledwo za nią nadążałem. Na nic się zdały moje krzyki, gdyż Lily wyglądała jakby nic nie słyszała. W końcu dotarliśmy nad jakąś rzekę. Zatrzymałem się na chwilę by się rozejrzeć. Lily stała na jakieś górze, a dokładniej na jej krawędzi. Chciałem już do niej biec, ale nim zdążyłem zrobić kilka kroków Lily skoczyła do wody. Poczułem się tak jakby moje serce stanęło na kilka sekund. Od razu zacząłem biec w tamtą stronę. Ku mojej wielkiej uldze po chwili brunetka wyłoniła się z tafli wody. W rękach trzymała jakąś skrzynkę. Kiedy mnie zauważyła wiele emocji przebiegło przez jej twarz. Stałem w niewielkiej odległości od niej. Chciała coś powiedzieć, ale ostatecznie powstrzymała się od komentarza. Opadając na plecy leżała tak kilka sekund. Przysiadłem więc obok niej. - W końcu wróciłaś?
- Po co tu za mną przybiegłeś? Chyba wyjaśniłam ci wszystko w liście.
- Sam nie wiem... Kręcą cię sporty ekstremalne?
- A żebyś wiedział. Wracaj do domu.
- A ty?
- Ja jeszcze mam tu coś do załatwienia.
- Nie wiem, jak mam wrócić. Co to za skrzynka?
- Nie twój interes. - o wróciła Lily i jej charakterek. - Idziemy. Odprowadzę cię i zostawisz mnie samą. Jasne? - skinąłem tylko głową, ale na moje usta wkradł się mały uśmieszek.
W drodze powrotnej  nie zamieniliśmy ani jednego słowa. Nie chciałem naciskać, mimo że byłem cholernie ciekawy gdzie była przez te kilka dni. 
- Dalej już możesz iść sam. I na razie nie mów Lizzy, że mnie widziałeś, bo zaraz do mnie przyjdzie, ok?
- Ok. A propos...  - jednak jak się obejrzałem już jej nigdzie nie było. "Przyjdzie?" Czyli ona cały czas była na ranczu? Wkurza mnie to, że wszystko objęte jest jakąś tajemnicą. Lily znika nie dając śladu życia. Później nagle znajduję list, gdzie wszystko mi wyjaśnia. Mimo to nie mogę sobie znaleźć miejsca. Ni stąd ni zowąd ją spotykam, ale gdy chcę się czegoś dowiedzieć gdzieś znika. O co tu chodzi? 
- Zayn, chodź na kolację. - powiedziała Lizzy. - Gdzieś ty w ogóle był? Szukałam cię.
- Chyba się trochę zgubiłem. Chodźmy.

niedziela, 27 września 2015

Rozdział 21

W końcu chwila spokoju. Zawsze nienawidziłam ciszy i samotności, gdyż doprowadzało mnie to do jeszcze większego upadku. Jednak tyle spraw się skumulowało, że musiałam zostać kompletnie sama. Jose ma racje. Całe życie przed wszystkim uciekam zamiast raz na zawsze się z tym zmierzyć. Tak było za każdym razem. Starałam się wszystko zostawić i odepchnąć w najdalszy kąt umysłu. Jednak zawsze pojawiał się ktoś lub wydarzyło się coś co mi o tym wszystkim przypominało. I wtedy każde przeżycie, każde cierpienie i smutek ciążyły mi ze zdwojoną siłą. Sama muszę w końcu z tym skończyć. To wszystko już się wydarzyło i nieważne, jak bardzo bym chciała to zmienić nie mogę nic zrobić. Raz na zawsze muszę odciąć się od przeszłości i zacząć żyć teraźniejszością. Nie wiem czy to będzie możliwe, ale muszę spróbować. Inaczej całe moje życie faktycznie okaże się jedną wielką porażką. Wcześniej tego nie dostrzegałam albo nie chciałam dostrzegać, ale faktycznie przez tyle czasu zmierzałam w złym kierunku. Sama sobie zadawałam ogromny ból katując się wszystkim co mnie spotkało. Nie mogę tak dłużej żyć. Właśnie teraz nadszedł czas, by zwalczyć wszystkie demony przeszłości. Przez te kilka dni będę próbować cieszyć się tym wszystkim co mam. Wschodem i zachodem słońca, gwieździstym niebem, dobrą książką czy chociażby gotowaniem. Te dwie ostatnie czynności były moją pasją odkąd pamiętam. Luke zawsze się ze mnie śmiał, że
zostanę Gordon'em Ramsay'em w spódnicy. To niesprawiedliwe, że moje życie się tak potoczyło. Mieliśmy tak dużą, kochającą się rodzinę, a zostałyśmy same z Lizzy. Gdyby nie tyle spraw na ranczu chyba bym zwariowała. Mówi się, że życie to nie film, ale bywało i tak, że nie raz napisało nie jeden poruszający scenariusz.Czasem, w życiu bywa i tak, że czujemy się samotni, kiedy otaczają nas ludzie. To jak ,miliony patrzące się na postać z filmu, która sama boryka się z problemami, albo przezywa radości, sukcesy i porażki. W życiu łatwiej być bacznym obserwatorem, czekać, aż ktoś inny wyręczy nas w sytuacjach dla nas samych niewygodnych. Jednak takie rozwiązanie nie ma sensu. Sami musimy zmierzyć się z tym, co nas spotkało. Znam takich, którzy chcieli by mieć wiele, ale nie robią w tym kierunku zupełnie nic. Są jak bierni widzowie cudzych sukcesów. Ponoć życie to nie film, ale ja czasem czuję się, jakbym żyła w jakiejś komedii, czasem tragicznej, czasem romantycznej, czasem głupiej , ale mimo wszystko... czasem bawi mnie samo życie i jego bierni widzowie...No i pozostaje jeszcze sprawa Zayn'a. Najnowszy z moich problemów. Już sama nie wiem, co powinnam o tym myśleć. Nigdy się tak jeszcze nie czułam. Zawsze uciekałam od głębszych relacji. Nawet przyjaźń to dla mnie ważna kwestia. Z natury jestem nieufna i trudno mnie przekonać nowym osobom do siebie. A tu pojawia się taki Zayn i ciągle szuka ze mną kontaktu. Nawet pozwoliłam mu, żeby mnie pocałował. I to o zgrozo nie raz. Próbuję go zniechęcić do siebie, ale to daje zupełnie odwrotny efekt. On jeszcze bardziej nalega. Jednak obawiam się, że ja po prostu nie potrafię nikogo obdarzyć uczuciem. Gdy długo żyjesz w pojedynkę, zaczyna ci się wydawać, że już tylko tak potrafisz. Że może takie jest po prostu twoje przeznaczenie, że tak ma już pewnie być i lepiej przyjąć ten stan rzeczy z umiarkowanym choć uśmiechem na ustach... Bo przecież nie każdy musi żyć w parze, kiedy dookoła tyle nieszczęśliwych związków, więc po co szukać na siłę miłości?... A tobie to przecież tak dobrze, masz święty spokój i nie ma większego prawdopodobieństwa, że ktoś cię zrani, będąc z tobą… Że nadużyje twojego zaufania, że wykorzysta, nie kochając, że zdradzi czy oszuka, że po prostu kolejna osoba mnie nagle zostawi. Żyjesz więc w tej swojej skorupce, którą dzień po dniu budujesz, by czuć się bezpieczniej. Gdy zbyt długo jesteś sam, to chcąc czy nie chcąc przestajesz jakby wierzyć, że potrafisz jeszcze kochać, że umiesz jeszcze dawać i przyjmować miłość. Sam przed sobą jednocześnie udając, że te myśli absolutnie nie są twoim udziałem… Żyjesz więc niby z siebie zadowolony, utwierdzając siebie w tych wszystkich przekonaniach pod hasłem sam jestem szczęśliwy, choć tak naprawdę nie jesteś… Gdy pojawi się na twej drodze ktoś, kto obdarzy cię jakimś uczuciem i uwagą, robisz duże oczy ze zdziwienia, ale i zaniepokojenia. Mimo, ze gdzieś tam, głęboko, pod tą maską i obojętną miną, nie zapomniałeś o marzeniu, by prawdziwa miłość była jeszcze kiedyś i Twoim udziałem. Powinieneś się wtedy cieszyć i wszystko w ogóle powinno wydawać się przecież łatwe … Ale ty, odzwyczajony jakby od bliskości z drugim człowiekiem, wykonujesz w jego stronę krok do przodu, uciekając po chwili z dwa do tyłu. Chcesz miłości, a boisz się jej, zachowując się nawet sam dla siebie w sposób niezrozumiały. Bo niełatwo ci wyjść poza ten mur, wznoszony już od jakiegoś czasu, jak na jego cel przystało, dla samoobrony. Mur, który z czasem i dla ciebie staje się za wysoki, by go przekroczyć… Masz w głowie mętlik i choć jedna twa część chce dawać i przyjąć to, co drugi człowiek ma ci do zaoferowania, to druga podszeptuje ci, uciekaj, lepszy święty spokój niż kolejne cierpienie, niż kolejna strata...

Obudziły mnie promienie słońca na twarzy. Spojrzałem w okno, które zapomniałem zasłonić wieczorem. Zapowiadał się piękny dzień. „Mógłby to być znak, że wszystko się dziś uda” pomyślałem i naprawdę miałem taką nadzieję. W końcu zamierzałem wyznać wszystko, co mnie męczy od tak dawna. Rzuciłem okiem na zegarek i po chwili namysłu postanowiłem jednak wstać. Pół godziny później schodziłem na dół. Ciekawe czy dzisiaj pojawi się Lily. Od wczoraj jej nie widziałem, co mnie bardzo irytuje. Moje rozmyślania przerwały śmiechy dochodzące z kuchni.- Cześć.
- Cześć – odpowiedział Niall, który stał przy lodówce i trzymał dłoń w zamrażalniku.
- Cześć Zayn. - odpowiedziała radośnie Lizzy.
Przy kuchni stała Amelia, która przygotowywała śniadanie. Znowu ona? A gdzie Lily? Co tu się dzieje?
- Niall co ty robisz? Szukasz czegoś czy chcesz wykończyć lodówkę?
- Zabawne. - mruknął tylko blondyn, na co kobiety zaczęły się śmiać.
- Niall nie mógł się doczekać posiłku i próbował skubnąć trochę. Jednak miał pecha i złapał za gorącą blachę. Amelia poradziła mu, żeby przyłożył coś zimnego, ale sam widzisz.
- No co? Nie moglem się zdecydować. Zobacz ile tu pyszności. - dodał urażony Horan na co wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
- Widzę, że masz dziś dobry humor Zayn.- spytała Lizzy.
- Powiedzmy.
- Niedługo będzie gotowe. Wy łakomczuchy zmykajcie obudzić resztę. - powiedziała Amelia. - Usiądź sobie. - zwróciła się do mnie.
- Jasne. Nie widziałaś, gdzieś Lily? Mam do niej sprawę.
- Niestety nie. - odpowiedziała jednak jej postawa mówiła coś innego. Kiedy chciałem się ponownie odezwać w pomieszczeniu zjawili się pozostali. Nie było wśród nich starszej z sióstr Eastwood więc zaraz po śniadaniu postanowiłem jej poszukać. Wychodząc z domu zastanawiałem się tylko gdzie mam się udać? Wyszedłem na zewnątrz i na początku udałem się w stronę paleniska. Musiałem obmyślić coś w rodzaju jakiegoś planu? "Cholernie gorąco" pomyślałem, gdy dotarły do mnie promienie słońca. Jeszcze nie ma południa a już jest gorąco. Docierając do celu zapaliłem papierosa i usiadłem na kłodzie drewna. Przywołałem obraz Lily z kolacji z rodziną Garcia. Wyglądała przepięknie. Nie mogłem zrozumieć dlaczego jej widok tak na mnie wpłynął. Ciągle chciałbym z nią przebywać, rozmawiać oraz sprawiać by na jej twarzy za każdym razem pojawiał się uśmiech. Przypomniałem sobie jakie wrażenie robiła na mnie przy każdym naszym spotkaniu. Te diabliki w jej oczach kiedy na mnie krzyczała. Próbowała nie okazywać emocji i zgrywać twardą, ale w oczach można zobaczyć wszystko. Tylko, jak mam zrobić te wszystkie rzeczy jak sam mam tyle problemów i przeżyć, które ciągle mi ciążą? Lily pomaga mi się jakoś z tym uporać albo chociaż o tym nie myśleć. Naprawdę chciałbym zostawić to wszystko za sobą. Od roku jestem samotny. Dziewczyny na siłę chciały ze mną być, ale ja nic nie czułem. Niby wkoło mnie jest tyle ludzi, a mimo to doskwiera mi uczucie pustki.Tylko jak długo można być samotnym? Teraz wiem, że bardzo długo, dopóki nie zamknie się za sobą drzwi przeszłości, która ciągle nie pozwala nam iść do przodu. Nie spodziewałem się, że w moim życiu pojawi się ktoś kto sprawi, że będę chciał skończyć z samotnością. Moje przemyślenia przerwało pojawienie się na horyzoncie Jose. Może on mi powie gdzie jest Lily?

- Ej! Zaczekaj!
- Tak?
- Nie widziałeś gdzieś Lily?
- Nie widziałem.
- Coś mi mówi, że kłamiesz.
- Posłuchaj mnie. Nie wiem dlaczego tak bardzo chcesz z nią przebywać, ale wyjaśnijmy sobie coś. Lily jest dla mnie jak młodsza siostra i nie pozwolę na to żebyś ją skrzywdził. Ona dużo przeszła w swoim życiu i nie dopuszczę do tego, żebyś dokładał jej jeszcze więcej cierpienia. Jasne?
- Nie mam zamiaru nikogo krzywdzić. Ona po prostu mi bardzo w czymś pomaga i dlatego jej szukam. No więc powiesz mi gdzie ona jest?
- Nie mogę. Sama wróci, jak poukłada sobie wszystko.
- Ale... My tu jesteśmy tylko miesiąc.
- Nie wiem ile jej to zajmie. A co do ciebie jeśli to jest takie ważne to znajdziesz sposób, żeby ją znaleźć. A teraz wybacz praca wzywa. - i nie czekając na moją odpowiedź odszedł.
Czyli tak po prostu Lily sobie gdzieś wyjechała? Wiedziała, że jej potrzebuję i nawet nie potrafiła mi tego powiedzieć prosto w oczy? Ale ja jestem głupi. Myślałem, że coś dla niej znaczę choć w minimalnym stopniu. Przecież inaczej by nie odwzajemniała moich pocałunków. Ona niczego ci nie obiecywała. A właśnie, że tak. Obiecała, że mi pomoże, a teraz się gdzieś zmyła. Bez niej nie widzę sensu by się starać. Uświadomiłem sobie, że ta charakterna brunetka jest dla mnie kimś ważnym. Ponownie twierdzę, że się zakochałeś. To jest takie nierealne, że trudno mi w to uwierzyć. Przez ostatni rok moje myśli skierowane były tylko na jedną kwestię. Dlatego twierdziłem, że już zawsze będę sam, a ten pobyt tutaj pokazał mi, że byłem w błędzie. Coś czego się nie spodziewałem dosięgło mnie na tym ranczu i o dziwo jest mi z tym dobrze. Tylko czy to ma sens i szansę na powodzenie? Tak łatwo nie odpuszczę. Pierwszy raz od roku mi na kimś tak bardzo zależy dlatego się nie poddam. Muszę być cierpliwy i liczyć na to, że Lily szybko wróci. Jak nie to zrobię wszystko, by ją znaleźć. Z tą myślą skierowałem się w stronę domu. Mijając wejście do salonu spojrzałem w głąb pomieszczenia. Lizzy z Niallem wybierali jakiś film, a Harry z Louisem wpatrywali się we mnie jakby z ciekawością w oczach? Nie miałem ochoty z nimi rozmawiać, gdyż to mogłoby się zakończyć niepotrzebną kłótnią więc skierowałem się do swojego pokoju.

- Do wyboru mamy komedię, komedię i jeszcze raz komedię - powiedziała wesoło Lizzy. - To który najpierw?
- Nie możemy obejrzeć czegoś innego? - mruknął Liam, który dopiero się ocknął zapatrzony gdzieś przed siebie.
- Nie. - odpowiedziała mu blondynka.
- Widziałeś? Zayn był jakiś dziwny. - zwróciłem się do Louisa.
- Och daj spokój Harry. U niego to nic nowego. Pewnie chodzi o Lily.
- Myślisz, że oni...
- Dziwnie słuchać czegoś o swojej siostrze. - wtrąciła Lizzy.
- Nie ładnie tak podsłuchiwać. - powiedziałem tylko. Dzisiaj miałem bardzo dobry humor. Nie wiem czym to było spowodowane. A może jednak dlatego, że Zayn mnie nie wkurza? Przed przyjazdem tutaj nasza dwójką najwięcej się kłóciła. On miał swoje problemy ja swoje i tak wychodziło. Z jednej strony cieszę się, że do nas nie dołączył. Bez niego wszyscy są bardziej sobą? Normalnie przebywając z Malikiem starannie dobieraliśmy słowa, żeby go nie urazić. No może oprócz mnie. Ciekawe czy ten wyjazd coś da. Chociaż jesteśmy tu już tydzień i jak na razie nie doszło pomiędzy nami do żadnego sporu. Duża tu zasługa Lily. Głupio mi, że na początku byłem taki chamski wobec niej. Ona próbuje nam pomóc, a ja zachowałem się jak rozkapryszona gwiazda. Przy najbliższej okazji muszę ją przeprosić. Nagle oberwałem poduszką. - Ał! Czego?
-Którą komedię wybierasz? - spytał Niall.
- Co za różnica skoro i tak będzie komedia?
- Czyli oglądamy ten, który ja wybrałam. - ogłosiła Lizzy wyciągając jednocześnie płytę z pudełka.
Po chwili pierwsze odgłosy wypłynęły z głośnika. Rozsiedliśmy się wygodnie i skupiliśmy się na filmie. W sumie ta komedia była tak idiotyczna, że tarzaliśmy się ze śmiechu. Z wyjątkiem Liama, który był jakiś nie w humorze.
- To teraz czas na drugi film. - Louis zabrał się za zmianę płyty.
Niall z Lizzy w międzyczasie zwinęli się do kuchni. Ciekawe czy tam coś jeszcze znajdą. W trakcie obiadu zwinęli prawie wszystko. Amelia nie przygotowywała tylu przekąsek, co Lily.
- Idę do siebie. - powiedział Liam.
- A temu co? - spytałem Louisa.
- Może coś z Katie? Ale w sumie skąd by o tym wiedział? - odpowiedział. - Dzisiaj jest jakiś dziwny dzień. Ci co na ogół są nie w humorze dzisiaj tryskają radością i odwrotnie.
W tym momencie wróciły głodomory niosąc ze sobą dwie paczki żelek.
- A gdzie Liam?- spytała Lizzy.
- Poszedł do siebie.
- Wiecie co chodźmy gdzieś. Jest taka ładna pogoda, że szkoda ją marnować.
- Co proponujesz?
- W sumie to mam dla was pewne wyzwanie. Jesteście tu prawie od tygodnia więc zdążyliście odpocząć. Pomyślałam sobie, że możecie trochę pomóc na ranczu.
- Co!?
- No nie patrzcie tak. Chodzi tylko o zrywanie jabłek. Co wy na to?
Niall od razu się zgodził. Ale zresztą o czym tu mówić. Mam wrażenie, że jakby Lizzy kazała mu się rzucić z mostu to by to zrobił. Ewidentnie na siebie lecą, ale udają, że tak nie jest. O dziwo Lou też przystał na tą propozycję więc nie miałem wyboru i poszedłem z nimi. Docierając na miejsce nie zastaliśmy tam nikogo.
- Pracownicy są tutaj tylko przed południem. Później jest tu błoga cisza. - odpowiedziała na moje myśli Lizzy. - Teraz jest tu dużo pracy więc trochę pomożecie.

Po jakiś trzech godzinach mieliśmy już dosyć. Ja nie wiem jak można to robić przez pół dnia. Teraz już rozumiem, że byłem nie sprawiedliwy. Lily pracuje bardzo ciężko by wszystko grało jak w szwajcarskim zegarku. My mamy wszystko, a mimo to nie potrafimy tego docenić. Teraz to dopiero widzę. Tutaj nic nie jest podane jak na tacy. Każdy ciężko pracuje by coś osiągnąć. Moje przemyślenia zostały gwałtownie przerwane przez uderzenie. - Co jest?
- Nad czym tak dumasz? - spytał Louis.
- Gdzie jest Lily? - zwróciłem się tylko do blondynki.
- Jeny, co wy macie z tą Lily. Jak jest to jesteście mega chamscy i ciągle się z nią kłócicie. Jak jej nie ma to nagle wszyscy chcą z nią rozmawiać itd. Weźcie się ogarnijcie co!? - powiedziała wyraźnie zirytowana Lizzy. Wow, jej humor zmienia się z prędkością światła.
- Ale...

- Wiecie co siedźcie tu sobie sami, ja nie mam zamiaru. - dodała tylko i udała się nie wiadomo w jakim kierunku.
- No i co zrobiłeś? - oburzył się Niall.
- Przecież...
- Wy naprawdę nie widzicie co tu się dzieje? My jesteśmy tylko problemem dla wszystkich tutaj. Zjawiliśmy się tak nagle i jedyne co robimy, to wkurzamy wszystkich dookoła i zaburzamy spokój tutaj. Wiecie co? Cały czas się staram uratować nasz zespół, ale co raz częściej myślę o tym, że tylko mi na tym zależy. Trzeba było to dawno powiedzieć i dać sobie spokój! - krzyknął blondyn i poszedł przed siebie.
- A temu co?
- Harry on ma racje. Nie dostrzegasz tego? Zayn od dawna ma to gdzieś, ty tylko zrażasz do siebie ludzi, mi to obojętne, a Liam to Liam. - powiedział Lou i też sobie poszedł. Zostałem sam. Podnosząc się z zajmowanego miejsca skierowałem się do domu.


Cały dzień zleciał mi w mgnieniu oka. Popołudnie spędziłem leżąc na łóżku i tępo wpatrując się w sufit. Miliard myśli krążyło mi w głowie. A wszystkie dotyczyły pięknej brunetki. Gdzie ona do cholery pojechała?
Zerkając na jedną z szafek dostrzegłem leżącą na nie kopertę. Daję głowę, że wcześniej jej tu nie było. Szybko zerwałem się o mały włos nie wybijając sobie zębów. Na kopercie starannym pismem widniało tylko moje imię. Rozrywając ją zabrałem się za czytanie listu.


     Zayn,

Długo zastanawiałam się co powinnam zrobić. W końcu doszłam do wniosku, że powinnam ci wyjaśnić kilka rzeczy. Pewnie masz mnie teraz za najgorszą, ale przeczytaj najpierw mój list do końca. W przeciągu kilku ostatnich dni wiele rzeczy się zmieniło. Wiedz jednak, że pamiętam o mojej obietnicy i mam zamiar jej dotrzymać. Może mi nie wierzysz, ale tak będzie. Musiałam zniknąć na kilka dni by poukładać sobie parę spraw. Inaczej nie będę mogła ci pomóc. Sprawiłabym tylko jeszcze większą szkodę niż teraz jest. 
                                                                                  Lily 

P.S. Proszę cię, żebyś przez te kilka dni mojej nieobecności spróbował pisać do mnie coś w stylu listów. Zapisuj tam wszystko, co w danej chwili chciałbyś mi powiedzieć.


Czytałem ten krótki list kilkakrotnie jakby próbując znaleźć jakieś ukryte przesłanie. Jednak nie udało mi się niczego sensownego wymyślić. Liczyło się to, że Lily nie wyjechała bez słowa. Teraz czuję się jak idiota, że w ogóle pomyślałem o niej w najgorszy sposób. Jak ona to robi, że te kilka słów sprawiają, że mój humor jest o wiele lepszy? Wprost nie mogłem uwierzyć w to wszystko, co się dziś działo. Cały ten dzień był jakiś dziwny. Mój humor zmieniał się jak kobiecie w ciąży. Od złości. przez frustrację po radość. Te kilka słów od Lily sprawiły mi wielką radość choć nic szczególnego nie napisała. Nie chciałem zapeszać, ani cieszyć się zbyt szybko, ale to oznacza, że jej na mnie zależy. Choć w minimalnym stopniu przejmuje się tym jak się będę czuł. Ale ja nie chciałem, żeby się przejmowała. Chcę, żeby mi pomogła poradzić sobie z traumatyczną przeszłością, a co najważniejsze, żeby sprawiła bym mógł być szczęśliwy. Tylko tego pragnę...

czwartek, 24 września 2015

Rozdział 20

Schodząc na dół napotkałam głuchą ciszę. Pewnie chłopacy odsypiają wczorajszą imprezę. Nie dziwie się wczoraj poszli na całego. Dochodziła już 9 więc miałam nadzieję zastać moją siostrę w domu. Jednak ku mojemu rozczarowaniu w kuchni siedzieli Niall z Zayn’em. Wpadłam w niezły popłoch, gdyż nie wiedziałam jak się zachować. Chłopaki nie odzywali się do siebie. Każdy z nich pogrążony był w swoich myślach. A może lepiej udawać, że nic nie pamiętam z wczorajszego wieczoru? Tak zdecydowanie będzie najlepiej. Kamera-akcja! Wchodząc w głąb pomieszczenia udałam, że nie zauważyłam pozostałych tu obecnych. Zabrałam się za szukanie tabletek przeciwbólowych choć tak naprawdę doskonale wiedziałam gdzie są. – Moja głowa. – mruknęłam bardziej do siebie. Szczerze to nie odczuwałam zbyt dużego bólu, ale trzeba było wprowadzić plan w życie. Znajdując „odpowiednią” szafkę zażyłam tabletkę.
- O. Cześć Lizzy.- powiedział Niall.
- Cii, głowa mi pęka. – odpowiedziałam. Kiedy blondyn chciał już coś powiedzieć zjawił się Liam.
- Ale jestem wykończony. – mruknął tylko.
- Masz. Dobrze ci to zrobi. – szepnęłam podając mu opakowanie tabletek.
- Dzięki.
W tym czasie zjawiła się Lily, na co Zayn ocknął się ze swojej zadumy. Jednak moja siostra tylko zmierzyła każdego z nas spojrzeniem i z powrotem wyszła. Nie była w najlepszym humorze. Takie diabliki w oczach ma zawsze, gdy coś idzie nie po jej myśli. Nie zważając na resztę szybko poszłam za nią. – Lily! Czekaj. – krzyknęłam na co Lily się zatrzymała.- Chcę cię o coś zapytać.
- Streszczaj się nie mam czasu wysłuchiwać pijackich gadek.
- Co cię ugryzło? Nigdy nie byłaś dla mnie chamska.
- Przepraszam. Wczorajszy dzień wytrącił mnie z równowagi, ale nie ważne.
- Co tu się wczoraj wydarzyło?
- Nic nowego. To co się dzieje każdego roku. – odpowiedziała jednak jej zachowanie mówiło mi coś innego.
- Lily przestań to ciągle robić. Widzę przecież, że coś się stało.
- A ty jak się bawiłaś wczoraj? – zapytała, jak zwykle zmieniając temat.
- Świetnie, ale nie wiem co zrobić z jedną kwestią.
- Widzę, że ktoś chcę z tobą porozmawiać – powiedziała zerkając gdzieś za mnie – Więc przyjdź do mnie później.
- Nie! – powiedziałam łapiąc ją za rękę.
- Lizzy co się dzieje? Zaczynam się martwić.
- Chodźmy gdzieś, gdzie będziemy mogły w spokoju porozmawiać. – odpowiedziałam – Proszę – dodałam widząc jak Lily analizuje moje słowa.
- No ok. Chodźmy.
Szłyśmy przez dobrą chwilę w milczeniu. Widziałam, że Lily już się niecierpliwiła, ale próbowałam obrać w słowa to wszystko, co chciałam jej powiedzieć. W ogóle nie wiedziałam od czego zacząć. Tak trudno jest mówić o swoich uczuciach.
- Powiesz mi w końcu o co chodzi?
- Wczoraj na tej wycieczce byliśmy najpierw w wesołym miasteczku, gdzie, pomijając dom strachu, świetnie się bawiliśmy. Później zabrałam chłopaków na imprezę i …
- Czy ktoś ci coś zrobił? – zapytała z troską moja siostra.
- Nie. Chodzi o to, że tańczyłam z Niall’em i on…
- To on próbował ci coś zrobić? -  powiedziała już wyraźnie zaniepokojona Lily.
- Nie on … po prostu… pocałował mnie… i ja nie wiem, co mam z tym robić. – na moje słowa moja siostra wyraźnie odetchnęła.
- Też tego chciałaś?
- Tak. – odparłam speszona.
- Wybacz, ale nie bardzo rozumiem, co ja mam do tego? Ewidentnie oboje tego chcieliście więc…
- Oh! Nie wiem jak powinnam się teraz zachować wobec niego. Na razie udawałam, że mam kaca i nic nie pamiętam, ale ja doskonale wszystko pamiętam! – krzyknęłam – Najgorsze jest to, że chyba się w nim zakochałam. Wiem, że to nie ma sensu, bo oni są tutaj tylko na miesiąc i w końcu wyjadą, ale… Nie wiem jak to określić. Zawsze o tym marzyłam, żeby spotkać kogoś kto mnie pokocha, ale wydaje mi się, że dla niego to nic nie znaczy. Świetnie nam się rozmawia, mówimy sobie o pewnych sekretach, ale…
- Ej! Już dobrze.
- Co ja mam zrobić?
- Wiesz, że nie jestem najlepszą osobą w doradzaniu w takich sprawach, ale myślę, że powinniście szczerze porozmawiać o swoich uczuciach i oczekiwaniach.
- Przecież mówię ci, że wyjdę na idiotkę jeśli się do tego przyznam.
- Skąd wiesz, że on też tego nie czuje? Gołym okiem widać, że mu na tobie zależy.
- Ale…
- Na dobrych ludzi, takich jak ty, zawsze na świecie ktoś czeka, czy to na dalekiej pustyni, czy w samym sercu gwarnego miasta. I gdy w końcu skrzyżują się drogi tych dwojga i spotkają się ich spojrzenia, to wtedy znika cała przeszłość i cała przyszłość. Liczy się tylko ta chwila i owa niewiarygodna pewność, że wszystko pod niebieskim sklepieniem zostało zapisane jedną Ręką. Ręką, która obdarza miłością i stwarza bliską dusze dla każdego śmiertelnika, który w słonecznym świetle krząta się niestrudzenie, wypoczywa i szuka swego skarbu. Bo jeśliby tak nie było, to marzenie całego ludzkiego rodzaju nie miałoby najmniejszego sensu. Więc po prostu spróbuj wtedy będziesz wiedziała czy to jest ta osoba.
- Łatwo ci tak mówić, bo nie wiesz co czuję.
- Wiesz co? To ty do mnie przyszłaś prosić o radę. Próbuję ci pomóc, ale jak widać to nie ma sensu. Lepiej zadzwoń do Nadii ona ci lepiej doradzi. – odpowiedziała Lily i chciała odejść.
- Lily! Przepraszam ja…
- Nie musisz przepraszać. To twoje życie i możesz z nim robić co tylko chcesz. – przerwała mi jakby zawiedziona. – A i jeszcze mam jedną sprawę jak już rozmawiamy. Od dziś ten zespół to twoi goście. Będziesz się nimi zajmować. Maria ci pomoże, bo niedługo wraca.
- Ale…
- Tak postanowiłam. Mam już dość tych ich humorków. To był zły pomysł, żeby tu zostali. Trzeba było ich odesłać na inne ranczo. Oni się po prostu nie nadają do życia tutaj. Nie mam zamiaru przejmować się dłużej nimi.
- Do czego zmierzasz? – zapytałam nieco przestraszona.
- Przez kilka dni nie będziemy spędzać razem czasu, jadać posiłków itd. I proszę cię również o to, żebyś więcej nie prosiła mnie o żadne rady.
- Co się dzieje? Dlaczego to mówisz? Czy coś się stało?
- Chcę odpocząć od wszystkiego. Poczucie winy nie daje mi spokoju. Myślałam, że sobie z tym poradziłam, ale to wróciło ze zdwojoną siłą. Po za tym coraz częściej czuję, że ponoszę klęskę. Że wszystko czego się podejmę jest porażką i kończy się katastrofą. Na kilka dni przenoszę się do starego domu za sadem. Co jakiś czas będę zaglądać, czy tu w domu wszystko w porządku. Amelia ci pomoże w kuchni do powrotu Marii.
- To nie jest twoja wina. Ile razy mam ci to mówić! Nie możesz… - jak ona może w ogóle o czymś takim myśleć? Łzy zaczęły spływać mi po policzkach.
- A właśnie, że mogę. Ten stary dom należy tylko do mnie. Taka była wola dziadka, ale nie o to chodzi. Wiesz starałam się, żebyś była szczęśliwa i dumna z tego kim jesteś. Czułam się odpowiedzialna za ciebie kiedy zabrakło Luka. Nie jestem dużo starsza, ale właśnie tak było. Teraz widzę, że nie powinnam tego robić. Świetnie sobie radzisz beze mnie. Natomiast ja gdzieś po drodze zatraciłam siebie i…
- Proszę cię. Jesteś moją siostrą więc powinnaś…
- Nie Lizzy. Tak będzie lepiej. Za bardzo chciałam mieć ciebie blisko po tym jak Luke… Nie mogłam stracić również ciebie, ale teraz widzę, że próbowałam sterować twoim życiem. Przepraszam cię, że nie potrafię być dobrą siostrą.
- Przestań wygadywać te bzdury! Lepszej siostry nie mogłam mieć! Jak ty to sobie wyobrażasz co?
- Zrozum Lizzy, że muszę, to zrobić zanim do końca mnie znienawidzisz. Na razie tego nie dostrzegasz, ale w końcu by tak się stało. A ja nie chcę do tego dopuścić. Jesteś moją najbliższą rodziną… Spędzaj miło czas. Ja będę to obserwować z boku i cieszyć się razem z tobą.
- Nie zgadzam się! Słyszysz? – krzyczałam histerycznie.
- Nie płacz. Tak będzie lepiej dla wszystkich.
- Miałaś pomóc Zayn’owi. Obiecałaś, że to zrobisz. Po za tym tylko dzięki tobie uda się uratować ich zespół. Jak chcesz to zrobić?
- Jeszcze nie wiem. Na razie potrzeba mi chociaż 2 dni całkowitej ciszy. Muszę sobie wszystko poukładać. Wiem, że obiecałam, ale…
- Proszę cię. Przecież nie musisz się wynosić z domu…
- Uśmiechnij się. Nie lubię jak się smucisz. – powiedziała Lily po czym zaczęła kierować się w stronę domu.
- Lily! Stój! Lily do cholery! – krzyczałam po czym bezsilnie upadłam na kolana i zaczęłam jeszcze mocniej płakać.

Wiem, że to dla niej trudne, ale muszę to zrobić. Dla mnie to też nie jest łatwe, ale muszę to zrobić. Lizzy w końcu zrozumie, że przez cały czas ją ograniczałam i wyjdzie jej to na dobre. Jestem tylko jej siostrą  i tak to powinno wyglądać. Za bardzo chciałam być dla niej kimś na wzór matki. Jednak nie może tak dłużej być. Każda z nas ma swoje życie i obie musimy zająć się własnym. Wtedy będziemy mogły żyć tak naprawdę. Życie nas nie oszczędza. Co chwilę rzuca nam pod nogi kłody, a my musimy umieć je przeskakiwać. Zabiera nam szanse i powodzenie, i pozostawia z kruchą nadzieją. Wywiera na nas presję, czasami doprowadza do szantażu, jednym słowem - jest nieobliczalne. Mam wrażenie, że czasami życie robi na nas pewnego rodzaju test sprawdzający wytrzymałość. Odbiera nam coś ważnego, obdarowuje czymś niepotrzebnym, psuje, niszczy i zapisuje postępy swojego doświadczenia. W moim przypadku najczęściej wygląda to tak: reakcja - żadna, skutki - obiekt padł i nie wstaje, wnioski - życie jest najokrutniejszą formą daną ludziom przez Boga, ludzie są zbyt słabi, nie walczą, poddają się, liczą na cud, ale świat to nie jest druga Kana Galilejska, to obszar, w którym rządzimy my sami, z własnymi słabościami, lękami i zbyt słabą wiarą. Życie przemija, a my leżymy i czekamy na swoją kolej. A to chyba nie o to chodzi, prawda? Dlatego ja muszę odetchnąć choć przez chwilę. Spróbować postrzegać życie jako coś dobrego. Uwolnić się od przeszłości. Tylko czy potrafię to zrobić? 
Wchodząc do domu głęboko odetchnęłam. Zabierając ze schowka walizkę, nie zważając na nic, od razu wbiegłam na górę. Moją uwagę przyciągnęły, wiszące na ścianie korytarza, zdjęcia. Te fotografie
przedstawiały naszą rodzinę: rodziców, dziadków, Luka, mnie i Lizzy. Wszystkie były takie radosne i żywe. Dlaczego to wszystko musiało nas spotkać? Udałam się do swojego pokoju. Spakowanie kilku, najpotrzebniejszych rzeczy nie zajęło mi zbyt dużo czasu. Zamykając pokój na klucz ostatni raz rozejrzałam się – Tak będzie lepiej dla wszystkich. – szepnęłam tylko i zeszłam na dół.Choć raz dopisało mi szczęście i udało mi się wymknąć z domu nie zauważona. Dobrze, że istnieje coś takiego jak tylnie wyjście. Nie miałam ochoty się nikomu tłumaczyć, a zwłaszcza chłopakom. Podjęłam decyzję, którą w tym momencie uznaję za najlepszą z możliwych, i mam zamiar się jej trzymać. Zobaczymy czy to zda egzamin. Muszę to zrobić dla Lizzy, a przede wszystkim dla siebie.Dopiero teraz zrozumiałam jak wielką krzywdę wyrządzam wszystkim wkoło. Za bardzo tkwiłam w przekonaniu, że mam prawo decydować o życiu innych. Koniecznie muszę znaleźć jakieś rozwiązanie swoich problemów. W dodatku jest jeszcze sprawa Zayn'a. Wiem, że obiecałam mu pomóc i mam dotrzymać obietnicy. Nigdy nie rzucam słów na wiatr. Jednak spokojnie chcę to przemyśleć. Mam zamiar mu pomóc, ale muszę to zrobić w umiejętny sposób. Widzę, że on zaczyna coś do mnie czuć, co utrudnia tą sprawę. Gdyby było inaczej nie całowałby mnie ciągle. Też tego chciałaś... Może i chciałam, ale to nie ma znaczenia. Za dużo nas dzieli byśmy mogli myśleć o czymś więcej. W ogóle o czym ja myślę? Potrząsnęłam głową po czym pakując walizkę do samochodu pojechałam do starego domu. Może to nie była zbyt długa trasa, ale nie zamierzałam nieść bagażu. Docierając do celu zaczęłam mieć wątpliwości. Jednak szybko się ich pozbyłam i zabrałam się za uprzątanie mojego tymczasowego lokum.

Od samego rana nie mogłem sobie znaleźć miejsca. Schodząc na dół liczyłem zastać gdzieś Lily jednak mi się to nie udało. Zdziwiłem się gdyż dochodziła pora śniadania, a jej nigdzie nie było.W kuchni znalazłem tylko Nialla, który siedział pogrążony w swoich myślach. Nie zamierzałem mu przeszkadzać, ale kiedy chciałem wyjść skinął na mnie głową więc usiadłem obok niego. Siedzieliśmy w ciszy i kiedy blondyn już chciał coś powiedzieć pojawiła się Lizzy. Chwilę potem zameldował się Liam a po nim weszła Lily. Tylko zlustrowała nas spojrzeniem i wyszła z powrotem. Za nią wybiegła Lizzy oraz Niall, który po kilku minutach wrócił. O co tu chodzi? Wszyscy się jakoś dziwnie zachowują dzisiaj. Na samym końcu pojawili się Louis z Harrym, którzy mieli niezłego kaca. Widzę, że wczoraj ostro zabalowali. Byłem głodny i chciałem sobie zrobić coś do jedzenia, gdyż nie zanosiło się na to, że Lily to zrobi. Jednak w porę pojawiła się Amelia i przygotowała nam śniadanie. Zjedliśmy je w ciszy. Każdy wyglądał na zamyślonego. Nagle do kuchni wpadła zapłakana Lizzy.
- Amelia gdzie jest Jose?
- Co ci się stało? - zapytał Niall podrywając się z zajmowanego miejsca.
- Jose powinien być gdzieś przy naszym domu, ale dlaczego płaczesz?
Ta jednak nie miała zamiaru odpowiadać na żadne pytanie. Kiedy chciała już wyjść Niall ją zatrzymał.
- Lizzy odpowiedz mi proszę.
- To wszystko wasza wina! - krzyknęła tylko i wybiegła. 
- Co jej się stało? - spytał Liam.
- Przepraszam was pójdę sprawdzić, co się dzieje. - powiedziała tylko Amelia.
- Idę z tobą. - dodał bez wahania blondyn.
- Przepraszam cię, ale lepiej nie. Wydaje mi się, że to chodzi o sprawę, która was nie dotyczy. Lepiej zostań. - uprzejmie powiedziała Amelia po czym wyszła.
Każdy z nas był bardzo zaskoczony tym co się dzieje. Nikt nie miał odwagi odezwać się pierwszy więc siedzieliśmy tak patrząc się na siebie. Niall tylko coś mruknął pod nosem po czym wyszedł. Ja również ulotniłem się. Koniecznie musiałem zapalić. Najbardziej zastanawiało mnie to, gdzie jest Lily?


Totalnie rozbita szukałam Jose. Może on wybije Lily ten idiotyczny pomysł z głowy. Co jej w ogóle strzeliło do głowy, żeby się przenosić do starego domu? Czy ona naprawdę tak myśli? Przecież to są totalne bzdury.
- Jose! Zaczekaj.
- Lizzy? Co ty tu robisz? Co się dzieje?
- Lily znowu ma jakieś idiotyczne pomysły.
- O co chodzi?
- Postanowiła przenieść się do starego domu, bo uważa, że jej życie jest katastrofą. Tak w skrócie mówiąc.
- Słuchaj wiem, że się z tym nie zgadzasz, ale daj jej zrobić to, co postanowiła. Ona musi w końcu odciąć się od przeszłości. Inaczej nigdy nie będzie mogła być szczęśliwa. Lily musi pozwolić pewnym rzeczom odejść. Uwolnić się od nich. Odciąć. Zamknąć cykl. Nie z powodu dumy, słabości czy pychy, ale po prostu dlatego, że na coś już nie ma miejsca w jej życiu. Musi zamknąć drzwi, zmienić płytę, posprzątać dom. Przestać być tym, kim nie jest. Musi nauczyć się być sobą. Musi zrozumieć, że to nie jest gra znaczonymi kartami. Raz wygrywamy, raz przegrywamy, ale takie jest życie. Więc nie utrudniaj jej tego. Wspieraj ją, a szybciej wszystko wróci do normy.
- Masz rację, ale to takie trudne...
- No, a teraz już nie płacz. Wszystko się ułoży. 
- Jeszcze raz dzięki. Już sobie idę. Wytłumacz wszystko Amelii, ok?
- Pewnie. Zmykaj zająć się gośćmi.
Dochodząc do domu natknęłam się na Nialla. Siedział wyraźnie zmartwiony i kiedy mnie zobaczył od razu podszedł do mnie. Postanowiliśmy się przejść i porozmawiać. Bardzo potrzebowałam kogoś kto mnie wysłucha. Szliśmy przez jakiś czas w ciszy, aż dotarliśmy do sadu, gdzie po zajęciu miejsc zaczęliśmy rozmowę. W sumie to on zadawał miliard pytań na minutę. Był taki przejęty, że aż mi się zrobiło głupio, że na nich nakrzyczałam rano.
- Powiesz coś? - spytał blondyn. 
- Przepraszam za wcześniej. Po prostu mamy tu małe problemy, ale już jest lepiej.
- Byłaś w takim stanie jakby się stało coś bardzo złego. Wiesz, że mi możesz powiedzieć o wszystkim. Potrafię dotrzymać tajemnicy. 
- Chętnie bym ci powiedziała, ale tu nie chodzi o mnie. Mogę jedynie ci wyznać, że Lily przez kilka dni nie będzie w domu, ale zachowaj to dla siebie. 
- Pewnie.- odpowiedział.- Teraz tak z innej bajki, ale muszę z kimś o tym porozmawiać. Wiesz jesteśmy tu prawie od tygodnia i o wiele lepiej nam tutaj niż w Londynie. Przynajmniej Zayn się do nas odzywa, spędza z nami czas. Po za tym prawie wcale się nie kłócimy. Nie byliśmy przekonani do przyjazdu tutaj, ale ewidentnie to wychodzi nam na dobre. Mimo, to jest tak jakby sztucznie. Chciałbym, żeby wszystko było tak jak kiedyś. Nie wiem, czasami odnoszę wrażenie, że tylko mi zależy na zespole. Przez ten cały czas próbowałem na nowo nas połączyć, ale mi się nie udało. W chłopakach nie widzę żadnego zaangażowania. Trapi mnie to, czy w ogóle ma to jakiś sens. Czy nie lepiej by było to wszystko zakończyć? Każdy by poszedł w swoją stronę. Może tak byłoby najlepiej?
- Ej! Nie mów tak. Przyjechaliście tutaj, żeby rozwiązać wasze problemy i zobaczysz, że tak będzie. Zostały jeszcze trzy tygodnie więc nie poddawaj się na starcie. 
- Nie wiem. Lily ewidentnie przeszkadzamy. Zresztą mam wrażenie, że jesteśmy tylko problemem. Że zaburzyliśmy wasze spokojne życie. Że...
- Ja tam się cieszę, że przyjechaliście. Naprawdę. Tu u nas nie jest tak kolorowo, jak wam się wydaje. Lily się nie przejmuj. Ona wszystkich tak traktuje. Właśnie dlatego przez jakiś czas jej nie będzie, ale ona zawsze dotrzymuje obietnic. Pomożemy wam i wy przy okazji pomożecie nam. Tylko jakoś trzeba do tego przekonać pozostałych. 
- Tu może być problem.
- Poranek nie był zbyt miły dla mnie. Byłam załamana, ale Jose mi coś uświadomił. Dlatego od dziś będę cieszyć się własnym życiem tak, jak tego chce Lily. Pomogę ci zjednoczyć wasz zespół, ale ty musisz mi coś obiecać.
- Co?
- Od dzisiaj wszystko będziemy widzieć w jasnych barwach. I nie będziemy się przejmować tymi wszystkimi problemami. Czas wreszcie z tym skończyć i cieszyć się życiem. - zakończyłam entuzjastycznie.
- Twój humor zmienia się jak w kalejdoskopie. - odpowiedział z uśmiechem Niall.
- O widzisz tak lepiej. A teraz idziemy realizować nasz plan.

sobota, 19 września 2015

Rozdział 19


Obudziły mnie promienie słoneczne wpadające do mojego pokoju. Na szczęście dzisiaj mogłam trochę poleniuchować. Głowa mnie trochę bolała, jak to po imprezie. Leżąc w łóżku zaczęłam wspominać wczorajszy dzień. To był wyśmienity pomysł, żeby jechać na tą wycieczkę. Akurat trafiliśmy na jakiś tydzień wesołych miasteczek czy coś w tym stylu. Ale zacznijmy od początku.
Liam z Harrym nie byli w zbyt dobrym humorze. Ten pierwszy niby się pokłócił z Lily choć nie chce mi się wierzyć. Akurat on wydaje się najrozsądniejszy z nich wszystkich, a moja siostra nie wdaje się w kłótnie z kimś, kto niczym nie podpadł. Z kolei Harry, jak to Harry zawsze nie w humorze. Mimo to droga przebiegła w przyjemnej atmosferze. Louis z Niallem o to zadbali. Cały czas mnie rozśmieszali. Jak na prawdziwego dżentelmena przystało blondyn nie pozwolił mi prowadzić. Zresztą ucieszyłam się z tego, gdyż nie lubię tego robić. Kiedy dojechaliśmy do miasteczka z radością odkryłam, że jest tam wesołe miasteczko. Dawno tam nie byłam. Kiedyś częściej przyjeżdżałam tutaj z Aną i Emily siostrą Jacka. Niestety dawno temu ta druga wyjechała stąd, bo nie mogła już znieść swojej rodziny. Z kolei Ana stała się taka, jak jest teraz. Kiedyś była zupełnie inna. Ale nie ważne. Uśmiech momentalnie wkradł się na moją twarz, kiedy ujrzałam niedaleko przed sobą wysoki młyn, rollercoaster oraz mnóstwo innych karuzeli. Poczułam się jak małe dziecko. Niall podzielał mój entuzjazm. A gdy z oddali dotarł do nas zapach waty cukrowej momentalnie zerwaliśmy się do biegu nie czekając na pozostałych. Zamierzałam dobrze się bawić i nie zwracać uwagi na humorki innych. Kiedy wszyscy zebraliśmy się w jednym miejscu Niall zarządził przejażdżkę rollercoasterem. – No to idziemy. Akurat będziemy sami.
- Nigdy jeszcze nie jeździłam na tej karuzeli, bo zawsze byłam zbyt przerażona na myśl, że wisiałabym do góry nogami... na takiej wysokości. Lepiej chodźmy na jakieś autka czy coś w tym stylu? Na pewno będziemy się równie świetnie bawić – próbowałam odwieźć go od tego pomysłu. Jednak blondyn dobitnie stwierdził, że się od tego nie wymigam. Zajęliśmy miejsca w początkowych wagonikach. Wiedziałam, że będę przerażona, ale mimo to dałam się namówić by usiąść razem z Niallem w pierwszym wagoniku.

- Rozluźnij się. Nic ci się nie stanie. Jestem obok.
- Łatwo powiedzieć trudno zrobić.
Po milionie próśb z mojej strony odnośnie sprawdzenia, czy aby na pewno wszystko jest dobrze pozapinane maszyna ruszyła. Odruchowo złapałam blondyna za rękę na co ten obdarzył mnie olśniewającym uśmiechem. Kiedy maszyna obróciła nas do góry nogami odruchowo krzyknęłam i mocniej ścisnęłam rękę Nialla. Spojrzałam na niego i dostrzegłam, że on również na mnie patrzy. Trwało to zaledwie kilka sekund, gdyż maszyna ruszyła dalej. Jednak to była bardzo magiczna chwila dla mnie. W tamtym momencie trapiło mnie tylko jedno pytanie: Czy naprawdę mogłam się zakochać w kimś kogo znam zaledwie kilka dni? Po upływie kilku minut rollercoaster w końcu się zatrzymał, a my mogliśmy opuścić to ustrojstwo. Z jednej strony mi się podobało, ale z drugiej nie chciałabym tego powtórzyć. Szybko odeszłam kilka kroków zostawiając chłopaków w tyle. Szczerze mówiąc to zakręciło mi się w głowie. Odkąd pamiętam przy nagłych zmianach wysokości pojawiają się u mnie zawroty głowy. Na szczęście z upływem czasu objawy stopniowo ustępują.
- Wszystko w porządku? - zapytał Niall podchodząc do mnie z chłopakami.
- Tak, tylko trochę zakręciło mi się w głowie.
- Było zajebiście. – wtrącił Louis.
- A tobie Harry trochę humor się poprawił? – zapytałam.
- Powiedzmy, że tak.
- No i super. To teraz chodźmy na jakąś mniej „rzucającą” karuzelę. – powiedziałam. – Chodźmy na te samochodziki.
- No bez kitu. – odpowiedział Harry.
- Już nie marudź. Idziemy i koniec kropka. – powiedziałam tonem nie znoszącym sprzeciwu i skierowałam się w stronę wspomnianej karuzeli.
-Też ma niezły charakterek. – szepnął Louis.
- Po siostrze- dodał Niall.
- Słyszałam!
Po kilku przejażdżkach na różnych karuzelach  udaliśmy się na obiad. Szczerze powiedziawszy to wszyscy zrobili się głodni. Po zjedzonym posiłku postanowiliśmy chwilkę odpocząć.
- To gdzie teraz idziemy? – zapytałam.
- Może dom strachu? – zapytał z cwaniackim uśmiechem Harry.
- Nie, wolę iść do tamtego cyrku. – odpowiedziałam.
- Zgadzam się z Harrym. – odpowiedział Louis.
- Przecież ty się będziesz bardziej bał niż Lizzy. – powiedział roześmiany Niall.
- Czy ty uważasz, że ja się boję tam iść?
- Uuuu…- zawył Harry.
- A ty siedź cicho. – wskazałam na niego. – Chodźmy tam. Na pewno będziecie krzyczeć głośniej ode mnie. – dodałam surowo.
- Czyli postanowione. – powiedział Niall.
Wszyscy udaliśmy się w kierunku domu strachów. Przyznam, że trochę się boję, ale to nie może być aż takie straszne. Racja? Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Szczerze mówiąc inaczej sobie to wyobrażałam. Myślałam, że w takim miejscu normalnie jest kolejka, a tu trzeba było iść na własnych nogach. Przerażało mnie to. Wszędzie wkoło poprzyczepiane były jakieś pajęczyny, znajdowały się różne rekwizyty ociekające czymś co miało przypominać krew. Na ogół nie boję się widoku krwi i różnych stworów, ale tutaj to wszystko było tak realistyczne. Było ciemno, ale zauważyłam, że Louis trzyma się blisko Harrego. Za to dość blisko mnie szedł  Niall. Z drugiej strony zauważyłam Liama. Bez przerwy można było usłyszeć śmiechy, szepty i inne odgłosy przez które przeszły mnie ciarki. Manekiny pojawiały się w najmniej spodziewanym momencie, przez co zdarzyło mi się krzyknąć kilka razy. Jednak nie byłam sama. Louis również krzyczał. Nawet głośniej ode mnie. Niall z Harrym nie krzyczeli, ale kątem oka zauważyłam, że też byli nieźle przestraszeni. Tylko Liam szedł nie wzruszony. W końcu dotarliśmy do jakiegoś pokoju, gdzie znajdowało się mnóstwo trumien poustawianych równolegle do ściany. Nagle zaczęły z nich wychodzić jakieś potwory, które w rękach trzymały, poplamione krwią noże. Automatycznie przesunęłam się bliżej Nialla i złapałam go za rękę. Pociągnęłam go w stronę wyjścia. Wiedziałam, że to wszystko było na pokaz, ale już miałam dość tych emocji. Dopiero jak znaleźliśmy się na zewnątrz puściłam blondyna i zaczęłam biec przed siebie. Musiałam się uspokoić, żeby nie zacząć płakać. Zgrywałam twardzielkę, ale to nie na moje nerwy. Nigdy więcej domów strachu. Już chyba wolę rollercoaster.
- Lizzy! Zaczekaj!  -krzyczał za mną Niall, jednak ja nie miałam zamiaru się zatrzymywać w tamtej chwili. Jednak on był szybszy i w kilka sekund mnie dogonił. – Coś się stało? Dlaczego uciekasz?
- Nic się nie stało. Potrzebuję chwilkę ochłonąć. Sama. – odpowiedziałam. – Idź poszukaj chłopaków spotkamy się w tej kawiarni za rogiem.
- Na pewno wszystko ok?
- Tak nie musisz się martwić.  – posłałam mu nikły uśmiech po czym kontynuowałam swój bieg.
Po prostu widok tych trumien przywołał przykre wspomnienia. Dla osoby, która straciła tyle osób w swoim życiu, to nie jest łatwe. Chciałam zostać sama, gdyż nie mogłam opowiedzieć chłopakom o tym. Pewnie uznaliby mnie za wariatkę. Po upływie kilkudziesięciu minut w końcu się uspokoiłam na tyle, że mogłam poszukać chłopaków. Zniecierpliwieni siedzieli w umówionym miejscu. Niall kiedy mnie zauważył szybko poderwał się z miejsca.
- Gdzieś ty tyle była? Martwiłem się o ciebie.
- Już dobrze. Jestem. Możemy iść dalej się bawić. – odpowiedziałam posyłając mu najszerszy uśmiech na jaki było mnie stać. Dopiero wtedy blondyn przestał się tak we mnie intensywnie wpatrywać i dołączyliśmy do pozostałych. – Macie jeszcze siłę na dalsze atrakcję?
- Siedzimy tu dobre pół godziny więc mamy dużo siły. – mruknął Harry.
- W takim razie zbierajcie się.
- Gdzie idziemy? – spytał Liam.
- Na początek na pozostałe atrakcje wesołego miasteczka, a reszty dowiecie się w swoim czasie. I rozchmurzcie się trochę. Mamy się świetnie bawić, a nie zamulać.
- To nie my zniknęliśmy niewiadomo gdzie. – burknął Styles.
- Przestań Harry. – odpowiedział mu Niall.
Ja tą uwagę puściłam mimo uszów po czym udaliśmy się do dalszych atrakcji. Wesołe miasteczko było wspaniałe, ale szczerze mówiąc po kolejnych czterech godzinach miałam już dosyć. Chłopaki wyglądali już na nieźle znudzonych, niektórzy wręcz zirytowanych, dlatego postanowiłam zabrać ich na imprezę. Dawno już na żadnej nie byłam gdyż nie miałam towarzystwa. Może to nie są zbyt dobre imprezy w porównaniu z tymi, które dwa razy w roku organizuje moja siostra, ale najważniejsze, że da się potańczyć i można się czegoś napić.
- Gdzie tym razem? – spytał Louis.
- Wkrótce się przekonacie. Tylko zachowujcie się i nie przynieście mi wstydu.
- Mam nadzieję, że to nie kolejne durnowate zabawy dla dzieci. – mruknął Harry.
- Nie wiem w czym tkwi twój problem. Trzeba było się zamknąć w pokoju i siedzieć tam przez cały dzień. A najlepiej, jak byś w ogóle się nie pojawiał na ranczu. Nikt nie musiałby znosić twoich humorków. – odpowiedziałam lekko podniesionym głosem na co reszta wytrzeszczyła na mnie oczy. – Jak nie chcecie iść możecie wracać do domu. Niall ma kluczyki. Wasz wybór. – dodałam zmierzając ku wyjściu z wesołego miasteczka. Usłyszałam jeszcze, jak chłopacy kłócą się, ale nie miałam zamiaru tego słuchać. Postanowiłam na nich poczekać przy samochodzie i dowiedzieć się jaka jest ich decyzja. Stałam tak z 20 minut aż wreszcie się dołączyli. – No to jak? Jedziecie czy zostajecie?
- Zostajemy. – odpowiedział Niall.
- W takim razie idziemy.
- Lizzy zaczekaj chwilkę… - zaczął Harry.
- Nie musisz nic mówić, a tym bardziej mnie przepraszać. Szczerze ci radzę zastanów się czy warto obrażać wszystkich wkoło. Pewnego dnia możesz się obudzić całkiem sam, a wtedy już będzie za późno by naprawić twoje relacje z przyjaciółmi. – powiedziałam. – Przejdziemy kilka kroków i będziemy na miejscu. – zwróciłam się do pozostałych.
Droga nie trwała długo, gdyż to nie jest zbyt duże miasteczko, a po za tym wszystko znajduje się dość blisko siebie. Klub był na samym końcu tak, żeby nie przeszkadzał mieszkańcom. Z racji tego wokół niego było mnóstwo wolnego terenu, gdzie aktualnie było wesołe miasteczko. Dlatego mieliśmy blisko.
- To jest moja niespodzianka.
- Co to za miejsce? Nie wygląda zbyt ładnie. – powiedział Liam.
- Z zewnątrz nie zachwyca, ale w środku jest bardzo przyjaźnie. – odpowiedziałam.
- Zabrałaś nas do klubu? – spytał Louis z błyskiem w oku kiedy weszliśmy do środka. Może to miejsce nie przypominało londyńskich klubów, ale chociaż wyglądem wskazywało, że jednak to jest klub, a nie jakaś speluna. Budynek był podzielony na dwie sale. Jedna była urządzona w stylu country głównie dla mieszkańców miasteczka i okolicznych ranczerów. Druga, minimalnie mniejsza sala, w której akurat byliśmy, urządzona była z myślą o przyjezdnych. Z reguły przebywali tu młodzi mieszkańcy i ich goście. Tutaj znajdował się bar oraz wielki parkiet. Pod ścianą stały stoły z ławkami tak, że można było sobie usiąść.
- Mam nadzieję, że jak trochę potańczycie i się napijecie to przestaniecie się tak dąsać o byle co.
- Jesteś genialna. – odparł Horan.
- Chwila! – krzyknęłam gdy już chcieli iść do baru. – Najpierw losujemy kto nie pije.
Wypadło na Nialla, na co reszta odetchnęła z ulgą. W klubie było sporo ludzi, co zdziwiło chłopaków. Dla mnie to norma. Może to jest małe miasteczko, ale tutaj zjeżdżają ludzie z całej okolicy. Jest to najlepszy klub w promieniu kilkunastu kilometrów. Dlatego zawsze jest tu taki tłok. Co jak co, ale my też potrafimy się nieźle bawić. Chłopacy byli zdziwieni, że nikt ich nie rozpoznał. Jednak tutaj to norma. Nawet jakby zjawiły się aniołki Victoria Secret’s to nikt by nie zaczął krzyczeć i piszczeć. Oczywiście męska część by wyraziła zainteresowanie, ale nie z powodu popularności. Znaleźliśmy jakiś wolny stolik i zasiedliśmy przy nim.
- No i co powiecie?
- Nie myślałem, że tutaj są takie imprezy. – krzyknął Louis.
- Nie tylko w Londynie macie takie miejsca. – odkrzyknęłam. – Idę po jakieś drinki. Co chcecie?
- Zamów coś dla nas. Nie wiem co wy tu macie.- powiedział Liam.
- Ok.
- Pójdę z tobą. – powiedział Niall.
Drinki poszły w obieg i po chwili na naszym stoliku znalazło się kilkanaście szklanek. Ludzie tańczyli dookoła i śpiewali lecące piosenki.
- Idę tańczyć. Zajmijcie się sobą. – udało mi się jeszcze krzyknąć i nie czekając na ich reakcję ruszyłam na parkiet. W końcu ile mam czekać, aż któryś raczy mnie poprosić do tańca? Harry z Louisem ciągle pili. Liam jakoś nie wyglądał na chętnego do tańca, a Niall cały czas się na mnie patrzył, ale też nie poprosił. Nie miałam zamiaru tracić dobrej okazji. Stanęłam tak, żeby kątem oka móc ich widzieć. Byłam już trochę wstawiona, ale to pomagało mi się jeszcze lepiej bawić. Zaczęłam zmysłowo poruszać się w rytm muzyki aż do momentu, w którym przyłączył się do mnie jakiś koleś. Okazało się, że to mój dawny kolega ze szkoły. Tańczyliśmy sobie prowadząc przyjemną rozmowę dopóki na horyzoncie nie pojawił się Niall. Widać, że był nieźle wkurzony, ale nie rozumiem dlaczego? Nie jesteśmy razem i raczej nie będziemy więc o co mu chodziło?
- Odbijany. – zdołał tylko warknąć i spławił mojego tanecznego partnera.
- Co to miało być?
- Nic. Chcę z tobą zatańczyć.
- To było trochę niegrzeczne wiesz?
- Cicho.
Jak na złość akurat z głośników wyleciała jakaś spokojna melodia. Blondyn przysunął się bliżej mnie i objął mnie w pasie. W pierwszej chwili nie wiedziałam, jak się zachować. Dopiero po chwili położyłam mu ręce na karku. Poruszaliśmy się w rytm muzyki przy czym blondyn intensywnie się we mnie wpatrywał. Ja jakoś nie mogłam na niego spojrzeć. Błądziłam wzrokiem gdzieś za nim. Widziałam, że pozostali też ruszyli na parkiet, bo nasz stolik był pusty. Po kilku sekundach odważyłam się spojrzeć na Nialla. Może nie do końca to była moja decyzja, no ale liczy się to, że spojrzałam na niego. Swoje oczy nadal miał skierowane na mnie. Na jego twarzy widniał cudowny uśmiech, który automatycznie odwzajemniłam. Po jego złości nie było już śladu. Patrząc na niego znowu powróciło dręczące mnie pytanie: czy w kilka dni można się zakochać? – Świetnie tańczysz. – szepnął tuż koło mojego ucha, na co moje nogi stały się jak z waty. Gdyby nie mocny uścisk Nialla dawno już bym upadła. Nie byłam w stanie odpowiedzieć więc tylko promiennie się uśmiechnęłam. Co się ze mną dzieje? Odwróciłam głowę, by przestać na niego patrzeć. Jednak nasze twarze były tak blisko siebie, że dosłownie czułam jego oddech na policzku. Nagle usłyszałam jak Niall śpiewa razem z lecącą melodią.
" And all I want is the taste that your lips allow
My, my, my, my, give me love."
No czemu wcześniej tego nie zauważyłam? Z głośników wybrzmiewała piosenka Ed’a. Ale dlaczego wybrał akurat ten wers? To, że wtedy chciał mnie pocałować uznałam za efekt chwili no a teraz? Ponownie mogę stwierdzić, że ma świetny głos. Kiedy podniosłam swój wzrok blondyn przybliżył się do mnie tak, że nasze usta dzieliły milimetry. Dosłownie wystarczył jeden ruch, a nasze wargi by się spotkały. No i wystarczył. Niall pochylił się jeszcze bardziej i mnie pocałował. Jego usta były tak miękkie, jakby były stworzone do całowania. Kiedy zabrakło nam powietrza odsunęliśmy się od siebie. Nie mogłam mu spojrzeć w oczy. Sama nie wiedziałam do końca czy to się dzieje naprawdę. No wiecie alkohol i te sprawy. Kołysaliśmy się jeszcze przez chwilę, aż na horyzoncie zjawił się Louis. – Odbijany. – i nie czekając na moje słowa obrócił mnie w swoją stroną. Jednak moje myśli krążyły tylko wokół ostatniej chwili. – Sorry Louis, muszę się napić. – krzyknęłam tylko do niego i skierowałam się w stronę baru, gdzie napotkałam Harrego. Po otrzymaniu drinków udaliśmy się do naszego stolika, gdzie siedzieli Liam z Niall’em. Czułam, że blondyn mierzy mnie wzrokiem, ale nie spojrzałam na niego. Wdałam się w jakąś bezsensowną konwersację z Harrym. Po kilku kolejnych kolejkach i wygłupach w tańcu blondyn zarządził powrót do domu. W drodze Harry z Louisem zasnęli, ja też już prawie odlatywałam. Kiedy dojechaliśmy już byłam w minimalnie lepszej formie. Misją było dobudzenie śpiochów, ale w końcu się udało. Wchodząc do domu byliśmy w znakomitych humorach do momentu, aż nie zobaczyliśmy Lily. Jednak ta szybko się ulotniła podobnie, jak Zayn więc jeszcze zjedliśmy późną kolację, tak byłam jeszcze głodna, i rozeszliśmy się do pokojów.
I tak przebiegł nam wczorajszy dzień. Teraz czas w końcu sprawdzić co się dzieje teraz w domu.

Obserwatorzy