czwartek, 10 września 2015

Rozdział 18

Cała rodzinka Garciów weszła do środka. Ja też miałem taki zamiar, ale Lily złapała mnie za rękę na chwilę stopując. – Proszę cię nie reaguj na ich zaczepki. A co do twojego zachowania porozmawiamy później. – powiedziała po czym pociągnęła mnie do środka. Pod wpływem jej dotyku, aż przeszły mnie dreszcze. Co się ze mną dzieję? Przed przyjazdem tutaj nienawidziłem wszystkich wkoło a tutaj jestem bardzo miły dla każdego. Czyżby to miejsce było takie magiczne? Albo pewna brunetka. Nieważne. Lepiej mi tak jak jest teraz. Ewidentnie zmiana otoczenia mi służy. Zająłem miejsce obok Lily uprzednio pomagając jej wszystko podać do stołu. Ale ty się uczynny zrobiłeś.
- Piękny dom Lily. – odezwała się Miranda. – Aczkolwiek przydało by się tu kilka chociażby rzeźb.
- Dziękuję. Nie wątpię. – odparła równie sztucznie Lily.
- Na długo przyjechałeś Zayn?
David i Miranda
- To zależy.
- Od czego?
- Od tego, jak długo Lily ze mną wytrzyma.
- Gdzie gracie następny koncert po przerwie?- spytała Ana.
- Nie wiem jeszcze.
- Jesteś piosenkarzem? – spytał David jakby nie słyszał, co wcześniej mówiła jego córka.
- Tak. Tworzę z przyjaciółmi zespół.
- I zainteresowałeś się tym miejscem i panną Eastwood?
- Miłość nie wybiera. – powiedziałem pierwsze co mi przyszło do głowy, łapiąc Lily za rękę.
- Miłość nie, ale oczy tak. – odpowiedziała kąśliwie Miranda.
- To ja może podam deser. – wtrąciła Lily.
- Zayn skąd znasz Lily? – spytała wyraźnie zirytowana Ana.
- Długa historia. Nie wiem czy Lily, by sobie życzyła bym ją opowiadał.
- Może wpadniesz kiedyś do nas?
- Oczywiście zapraszamy. – Miranda.
- Nie wiem czy znajdę czas.
- Pokażę ci okolicę i nauczę jeździć konno. – dodała Ana.
- Już się nauczyłem.
- Moja córka jest lepszą amazonką niż Lily.
- Nie śmiem wątpić.
- Lily powiedz, jak się mają sprawy rancza?
- Wyśmienicie. Lepiej być nie mogło.
- Mając tyle świetnych fachowców, jak Jose nie może być inaczej.
- Jose jest świetnym pracownikiem. Bardzo go cenię, ale to ja prowadzę ranczo i ja podejmuję decyzję.
- Kobiety nie zajmują się takimi rzeczami.
- Może inne nie. Ja nie widzę w tym nic dziwnego.
- I tak twierdzę, że kowboj w spódnicy to same kłopoty.
- Nie noszę spódnicy kiedy pracuję.
- Żal by było gdyby z powodu babskiej niekompetencji to ranczo przepadło.
- W przeciwieństwie do pana dziadek nie miał żadnych uprzedzeń. Uważał, że jeśli ktoś jest zdolny to nie ma znaczenia jego płeć. Powierzając mi „La lunę” był pewien, że sobie poradzę.
- Tom pewnie przewraca się w grobie widząc, co tu się dzieje. Sam jest sobie winien. Tak wychował swoje wnuki. Luke jeszcze chociaż jakoś wyglądał w roli właściciela, ale ty?
- Panie Garcia nie mogę pozwolić na to, żeby pan obrażał moją dziewczynę. To ranczo jest najlepsze w tym regionie. Nawet w Londynie, to wiedzą. A co do Lily to jest najlepsza osoba jaką w życiu spotkałem. Więc jeśli dalej zamierza pan rzucać obelgi pod jej adresem to proszę stąd wyjść.
- Dziewczyny!?- krzyknęła Ana.
- Jak śmiesz się tak do mnie zwracać młody człowieku!? Zapytam wprost. Chciałbym kupić „La lunę”.
- Nigdy nie sprzedam rancza. Nie zmienię zdania. Proszę, żeby przestał pan o to pytać.
- Myślę, że ta kolacja dobiegła już końca.
- I bardzo dobrze. Nie zamierzam więcej wysłuchiwać w kółko tych samych bzdur na mój temat. Proszę, żeby pana rodzina bez konkretnego powodu nie kręciła się po ranczu.
- Co za rozpuszczona dziewucha. Wychodzimy - zarządził David - A z tobą sobie wreszcie poradzę. Sama nie dasz rady.
Kiedy wyszli Lily stała przez chwilę tępo wpatrując się w ścianę. – Dlaczego to powiedziałeś?
- Co?
- Że jestem twoją dziewczyną.
- Chciałem ci pomóc, a to pierwsze co przyszło mi do głowy.
- Nie wyobrażasz sobie coś ty narobił.
- Nie rozumiem. To takie złe, że nazwałem cię dziewczyną?
- Nie lubię kłamstw, ale nie chodzi tu o mnie, tylko o was. Przecież, jak Ana doniesie o was do jakieś gazety to nici z waszego odpoczynku. Ja nie pozwolę, żeby ktoś zmienił to miejsce z oazy spokoju w jakieś centrum rozrywki. Przysięgam, że jak zobaczę tutaj jakiegoś reportera to znienawidzę was za to, że się tu pojawiliście i zniszczyliście wszystko, co jeszcze ma dla mnie jakieś znaczenie. A tobie nigdy tego nie wybaczę...
- Proszę cię. Uspokój się. Zapewniam cię, że nic takiego się nie stanie. Ta cała Ana była wkurzona, ale nie zrobiłaby tego.

- Nie znasz jej. Zrobi wszystko, żeby mi zaszkodzić. Nie rozumiem tylko czego ona mi zazdrości.
- Zapomnij o tym co miało miejsce przed chwilą. Idź usiądź i odpocznij ja posprzątam i do ciebie dołączę.
- Nie mam ochoty…
- Nie przyjmuję sprzeciwów.
- Skąd pomysł że będę z tobą spędzać czas?
- No proszę cię bardzo. Zrobię wszystko co będziesz chciała.
- Wszystko? Ok, zgoda.

Po namowach Zayna Lily w końcu się zgodziła spędzić z nim trochę czasu. Brunetka rozmyślała nad przebiegiem wizyty Garciów. Spodziewała się co może się wydarzyć jednak słuchanie tylu zarzutów pod własnym adresem nie jest zbyt przyjemne. Lepiej tego wysłuchiwać w samotności niż w towarzystwie innych osób zwłaszcza obcych. Dlatego w sumie nalegała na ta wycieczkę pozostałych. Niestety Zayn postanowił zostać. Swoją drogą nie spodziewała się po nim niczego wielkiego a tym bardziej, że będzie jej bronił. Lily nie potrafiła zrozumieć dlaczego Zayn się tak zachowuje. Czyżby on coś do mnie czuł? – pomyślała.  – Przecież to niemożliwe. Lepiej żeby to nie okazało się prawda. No bo innego wyjaśnienia nie mam dlaczego powiedział, że jestem jego dziewczyną. Po cholerę w ogóle się odzywał? Mało ma problemów? Jeszcze chcę mi dokładać nowych. Cały czas się zastanawiam z czym tak naprawdę walczy Zayn. Patrząc na niego z boku można dostrzec normalnego chłopaka zadowolonego ze swojego życia. Jest całkiem inny w moim towarzystwie oraz wtedy, gdy przebywają obok jego przyjaciele. Czego on się boi? Przyjaciołom powinno się ufać. Ostatnio pojawiła się w mojej głowie myśl, że to wszystko to jedna wielka farsa. Że oni wymyślili sobie te wszystkie problemy, żeby uśpić naszą czujność i przejąć „La lunę”. Jeżeli tak będzie to naprawdę zawiodę się na ludziach. Może jestem idiotkom bo mimo tylu przykrości ze strony innych i tak wierzę w ludzkie dobro. Jeżeli jednak faktycznie mają jakieś problemy to lepiej im pomóc i szybciej stąd wyjadą. Muszę trochę nimi pomanipulować, żeby szybciej się dogadali.
- Lily? – zapytał Zayn.
- Coś mówiłeś? Sorki zamyśliłam się.
- Pomyślałem, że moglibyśmy się przejść. Jest taki ładny wieczór.
-Pewnie, ale nie próbuj niczego kombinować. Skoczę się jeszcze przebrać.
Oboje wyszli z domu idąc przed siebie. Nie obrali konkretnego celu gdyż obojętnie, gdzie by poszli i tak znaleźli by jakieś piękne miejsce. Nie umyślnie zawędrowali do już raz odwiedzonej chatki. Mimo, że do tego miejsca była dość spora odległość Lily, jako właścicielka rancza, znała wiele skrótów tak, że droga nie zajęła im dużo czasu. Brunetka lubiła tu przychodzić. Chatka była niewielka, ale swobodnie zmieściła by kilka osób. Lily zadbała o to, żeby można było tu przenocować, gdyby zaistniała taka potrzeba. Zayn jest pierwszą osobą, która dowiedziała się o tym miejscu. Może dlatego, że Lily była pewna, że od niego nikt się o tym nie dowie. Mimo, że mu nie ufała to tego była pewna.
- Spokojnie ktoś by tu mógł zamieszkać. Wcześniej tego nie zauważyłem, ale ładnie jest tutaj.
- Tak.
- Możemy szczerze porozmawiać?
- Mhm, ale chodźmy na zewnątrz niedługo będzie widać gwiazdy.
- Nie rozumiem twojej fascynacji gwiazdami. To tylko małe punkty na niebie.
- Ja tak nie myślę. Dla mnie jest to coś szczególnego. Spróbuj na to spojrzeć z innej strony. Bardziej pod względem związku między tym co widzisz, a tym jak to odnieść do drugiego człowieka.
- Nie rozumiem.
- Każdy człowiek nosi w sobie miliardy gwiazd, gasnących powoli jedna po drugiej, zjadanych przez troski, choroby, nieszczęścia i kataklizmy, ale gwiazd jest dużo, nie zliczenie, miliardy i jeszcze ciągle nowe się rodzą, i może to jest to właśnie, co nas trzyma.Może to jest to, ten ciężki cud, za sprawą którego udaje się jednak wyleźć z mroków jamy na powierzchnię i żyje się dalej. Świeci się dalej… Dzięki temu, że mamy tyle gwiazd wszystkie nasze problemy niszczą połowę, ale jeszcze i tak zostaje nam miliard innych. Dlatego tak bardzo lubię patrzeć na gwiazdy. Szczególnie kiedy się pojawiają. Z każdą kolejną jest tak jakby dostrzegało się pojawianie się czegoś lepszego, czegoś nowego…
- Nigdy tak nie myślałem nad tym, ale to co mówisz ma sens. Czyli twierdzisz, że z każdej porażki można się podnieść. Dobrze rozumiem?
- Mhm. Widzę, że zaczynasz czytać między wierszami. To bardzo dobrze.
- Co raz lepiej się dogadujemy nie uważasz?
- Skoro twierdzisz, że ci pomagam postanowiłam, że dalej będę to robić, ale nie oczekuj nie wiadomo czego. Zawsze będę służyć ci rozmową, gdy będziesz tego potrzebował. Ale musisz jak najszybciej odważyć się wyznać mi prawdę. Wtedy szybciej będziesz w stanie się ze wszystkim uporać. Na razie mogę jedynie rozmawiać z tobą o życiowych sprawach na, które nakierowujesz naszą rozmowę. Więc jak będzie?
- To jest trudne. Z nikim o tym nie rozmawiałem. Ja…
- O najważniejszych sprawach najtrudniej opowiedzieć. Są to sprawy, których się wstydzisz, ponieważ słowa pomniejszają je - słowa powodują, iż rzeczy, które wydawały się nieskończenie wielkie, kiedy były w Twojej głowie, po wypowiedzeniu kurczą się i stają się zupełnie zwyczajne. Jednak nie tylko o to chodzi, prawda? Najważniejsze sprawy leżą zbyt blisko najskrytszego miejsca twej duszy, jak drogowskazy do skarbu, który wrogowie chcieliby ci ukraść. Zdobywasz się na odwagę i wyjawiasz je, a ludzie dziwnie na ciebie patrzą, w ogóle nie rozumiejąc, co powiedziałeś, albo dlaczego uważałeś to za tak ważne, że prawie płakałeś mówiąc. Myślę, że to jest najgorsze. Kiedy tajemnica pozostaje nie wyjawiona nie z braku słuchacza, lecz z braku zrozumienia.
- Dokładnie. 
- Każdy człowiek ma jakieś tajemnice, którymi nie chce albo nie potrafi się dzielić. Ja również należę do tej grupy. Są pewne sprawy, o których nikomu nie powiedziałam. Wszyscy znają jakąś wymyśloną wersję, z którą łatwiej się pogodzić.
- O czym ty teraz mówisz?
- Nieważne. Lepiej opowiedz coś o sobie. Ostatnio skończyliśmy na tym, że opowiedziałeś o swojej rodzinie i o tym jak poszedłeś do jakiegoś programu.
- Dlaczego zmieniłaś zdanie? Wcześniej wykrzyczałaś mi, że nie jesteś w stanie słuchać moich historii bo przypominają ci o czymś o czym nie chcesz pamiętać.
- Musi być jakiś powód?
- Po prostu wydaje mi się to dziwne.
- Szczerze mówiąc to sama nie wiem, ale myślę, że dlatego iż łatwiej mi będzie spojrzeć na niektóre sprawy. Z drugiej strony im szybciej wrócisz do tego, jaki byłeś przed rokiem tym szybciej…
- ...się stąd wyniesiemy tak?
- Nie. Szybciej zaczniesz korzystać z życia, jak należy. Z doświadczenia wiem, że to sprawia iż łatwiej później pogodzić się z podobnymi sytuacjami.
- Łatwiej zapomnieć?
-  Nie. Nie łudź się nigdy o tym nie zapomnisz, ale nauczysz się w końcu z tym żyć. Odbudujesz swój świat krok po kroku. Właściwie to wrócisz do tego, co było przed tymi wszystkimi wydarzeniami. I wtedy będziesz naprawdę szczęśliwy.
- Mówisz tyle ładnych rzeczy, ale czy tobie się to udało?
- Nie. Jeszcze nie znalazłam wyjścia z mojej sytuacji, ale już prawie mi się udało. Gdyby nie wasz przyjazd odnalazłabym swoją własną harmonię.
- Dlaczego tak myślisz?
- Jak już mówiłam, to o czymś mi przypomniało co uderzyło we mnie ze zdwojoną siłą. Uważałam, że już się z tym uporałam, ale niestety to nie było prawdą. Najchętniej zostawiłabym to wszystko i wszystkich w cholerę i po prostu uciekła na jakiś czas. Odszyła się od rancza, problemów, a nawet rodziny. Pobyła trochę sama. Uspokoiła emocje, przemyślała wiele spraw, które na to czekają, zrobiła to co mam zaplanowane od tygodni. Moja psychika nie działa poprawnie. Mam dość. Mam dość tego narzekania, tych kłótni tych wszystkich problemów.
- To dlaczego tego nie zrobisz?
- Bo wtedy przypominam sobie, że nie mogę być egoistką. Że tak naprawdę to jest moje życie. Że oprócz tego nic nie mam. Ludzie tutaj to jest moja rodzina. Tutaj jest mój świat, który budowałam od wielu lat. Mimo tych wszystkich okropieństw, to właśnie to miejsce jest moją oazą spokoju. Nigdzie indziej nie czułabym się tak dobrze. Mówi się, że dom jest tam gdzie twoje serce. Gorzej tylko jeśli to serce zostawisz w jednym miejscu. Ja tak właśnie mam. Na tym ranczu zostawiłam swoje serce i nic tego nie zmieni. Dlatego nikomu nie byłabym w stanie wybaczyć zniszczenia „La luny”. Wtedy równocześnie zniszczono by moje serce. A jak wiadomo bez serca nie da się żyć.
- Zrobię wszystko, żeby tak się nie stało. Obiecuję.
- Nie obiecuj niczego. Nie mi. Dla mnie obietnice nie mają sensu. Ale dosyć o mnie. Zacznij opowiadać o sobie. Po to tu jesteśmy, jak myślę.
- Wiesz jesteś bardzo skomplikowana. – odpowiedział Zayn. – Ale już dobrze przejdę do rzeczy. Po tym jak się dostałem do „X Factor” …
- Mów o rzeczach z którymi nie potrafisz sobie poradzić sam. Reszta mnie nie interesuje.
- Ok. O rodzicach już wiesz. Została jeszcze kwestia zdarzeń z przed roku. To dotyczy mojej siostry. – wypowiadając to zdanie Zayn zaczerpnął powietrza. Zamilkł na kilka sekund po czym kontynuował. – Mojej najmłodszej siostry dokładniej mówiąc. Melanie. Oprócz niej mam jeszcze jedną siostrę, jak wcześniej wspominałem Mię. Ale wróćmy do Mel. Kiedy wpadłem w złe towarzystwo rodzice zabronili jej ze mną wychodzić z domu. Wiesz nielegalne wyścigi to nie jest właściwy świat dla nastolatki. Jednak ona była bardzo uparta. Wiesz bunt wieku młodzieńczego i te sprawy. Chciała, żebym ją ze sobą zabierał. Nigdy się nie zgodziłem. Później kiedy dziadek mi pomógł i kiedy zostaliśmy z chłopakami włączeni do zespołu myślałem, że sobie odpuściła. Jednak wiem jak bardzo się myliłem...To było dokładnie 1 kwietnia…- Zayn znów zamilkł.
- Nie musisz dalej mówić. Poczekam, aż będziesz w stanie. Nic na siłę.
- Chcę ci to opowiedzieć.
- Wiem, ale naprawdę nie musisz robić tego w tej chwili. Przeczuwam, że to jest bardzo bolesna kwestia dla ciebie. W dodatku widzę, że nie jesteś jeszcze na to gotowy.
- Dziękuję ci.
- Za co?
- Nie próbujesz na siłę wszystkiego ze mnie wyciągnąć. Uważnie słuchasz, ale mnie nie oceniasz. Nie wszyscy tak potrafią.
- Wracajmy już. Reszta pewnie już wróciła, albo niedługo wróci.
- Pewnie.

Przez drogę powrotną Lily starała się rozchmurzyć trochę Zayna. Stosując swoje "tajniki wiedzy" po części się jej to udało. Najważniejsze w tym wszystkim to, to by nie zostawiać człowieka ze swoimi myślami. Tym bardziej, jak są to zbyt bolesne myśli. Lily nie należała do osób, które na siłę próbowały się czegoś dowiedzieć albo coś osiągnąć. Zayn początkowo rozmyślał nad całym dzisiejszym popołudniem. Stwierdził, że Lily również jest inna gdy są sami oraz gdy jest wkoło więcej osób. Ogólnie brunetka jest bardzo skomplikowana. Rano nie chciała w ogóle z nim rozmawiać, a gdy dotarli do chatki była bardzo szczera. Mulat nie myślał, że się przed nim ponownie otworzy. Najbardziej zdziwiło go to, że rozmowa z Liamem nie przyniosła takiego efektu, jak się spodziewał. Chociaż do końca nie był pewien, co będzie jutro. Dobra dziś spędzają razem czas bez kłótni, ale jutro coś może spowodować, że to się zmieni. Nim się obejrzeli byli już przed domem.
- Lily?
Zayn podszedł bliżej i ujął jej twarz w dłonie. – Co… - Nie dane jej było skończyć, gdyż mulat złączył ich usta razem. Lekkie muśnięcie przerodziło się namiętny pocałunek, gdy zaskoczona brunetka otworzyła lekko usta. Lily instynktownie położyła ręce na klatce piersiowej Zayna jakby chciała go odepchnąć. – Lily, proszę. Nie walcz ze mną. Nie dziś. – Błagalny ton sprawił, że zanim pomyślała co robi, dziewczyna odruchowo rozluźniła mięśnie. Zayn odebrał to, jako znak i jeszcze bardziej przyciągnął ją do swojego torsu.
- A więc tak to wygląda!? – Na te słowa szybko odsunęli się od siebie.
- Czego ty znowu tutaj szukasz?
- Jak zwykle ciebie, ale jak widzę świetnie się bawisz łajdacząc się z tym… z nim.
- Jak śmiesz mnie obrażać w moim domu!? Wynoś się stąd!
- Szybko cię omotał. Już się z nim puszczasz?
Zayn nie miał zamiaru dalej słuchać oskarżeń Jacka więc podszedł do niego w mgnieniu oka. – Słuchaj mnie uważnie. Jeszcze raz obrazisz Lily, albo w ogóle na nią spojrzysz a przyłożę ci tak, że cię własna matka nie pozna. A teraz wynoś się stąd i więcej tu nie przyłaź.
- Nie będziesz mi mówił co mam robić ty lalusiu. – odwarknął Kinsley. – A ty zobaczysz zabawi się tobą i cię zostawi. Jesteś taką idiotką Lily. Jeszcze masz mało? On też długo z tobą nie wytrzyma. Tak jak Luke…
- Zamknij się! – warknęła Lily. – Wynoś się!
- Co prawda boli? – szyderczo odpowiedział Jack. – Wiesz, że to twoja wina. Dobrze to wiesz tak, jak wszyscy wkoło. Moja matka zawsze twierdziła, że musiało …
- Przestań! Nie chcę tego słuchać!
- Wystarczy! Nie będziesz dręczył Lily. – krzyknął Zayn po czym przyłożył mu w twarz. Lily cofnęła się i przysiadła na ziemi. – Po raz ostatni cię tu widzę. Jasne!?
- Oboje tego pożałujecie. A tobie Lily obiecuje, że tak łatwo się mnie nie pozbędziesz. – odpowiedział po czym wsiadł do samochodu i odjechał.
Kiedy samochód zniknął z pola widzenia Zayn odwrócił się by zobaczyć co z Lily. Brunetka siedziała wpatrując się tempo przed siebie. Dziewczyna wyglądała jakby w sekundę zburzył się jej świat. Była taka nieobecna. Martwa. Mulat przysiadł obok niej i objął ramieniem. Jednak Lily nawet nie drgnęła. Normalnie by cała się spięła, ale teraz nie wyrażała żadnych emocji. Nie wiadomo ile tak siedzieli. Dogłębnie się ściemniło. Zayn nalegał, żeby weszli do środka, ale Lily nie odpowiedziała. W końcu nie wytrzymał i wziął ją na ręce i zaniósł do środka. Siedzieli naprzeciwko siebie, aż w końcu wrócili pozostali. Byli w bardzo dobrych humorach. Dopóki nie zobaczyli Lily. Jednak ta tylko przybrała swoją stałą minę, pożegnała się i poszła do swojego pokoju. Zayn nie miał zamiaru się z niczego tłumaczyć więc również szybko się zmył. Pozostali zjedli jeszcze późną kolację i z wieloma pytaniami bez odpowiedzi rozeszli się do pokojów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy