zostanę Gordon'em Ramsay'em w spódnicy. To niesprawiedliwe, że moje życie się tak potoczyło. Mieliśmy tak dużą, kochającą się rodzinę, a zostałyśmy same z Lizzy. Gdyby nie tyle spraw na ranczu chyba bym zwariowała. Mówi się, że życie to nie film, ale bywało i tak, że nie raz napisało nie jeden poruszający scenariusz.Czasem, w życiu bywa i tak, że czujemy się samotni, kiedy otaczają nas ludzie. To jak ,miliony patrzące się na postać z filmu, która sama boryka się z problemami, albo przezywa radości, sukcesy i porażki. W życiu łatwiej być bacznym obserwatorem, czekać, aż ktoś inny wyręczy nas w sytuacjach dla nas samych niewygodnych. Jednak takie rozwiązanie nie ma sensu. Sami musimy zmierzyć się z tym, co nas spotkało. Znam takich, którzy chcieli by mieć wiele, ale nie robią w tym kierunku zupełnie nic. Są jak bierni widzowie cudzych sukcesów. Ponoć życie to nie film, ale ja czasem czuję się, jakbym żyła w jakiejś komedii, czasem tragicznej, czasem romantycznej, czasem głupiej , ale mimo wszystko... czasem bawi mnie samo życie i jego bierni widzowie...No i pozostaje jeszcze sprawa Zayn'a. Najnowszy z moich problemów. Już sama nie wiem, co powinnam o tym myśleć. Nigdy się tak jeszcze nie czułam. Zawsze uciekałam od głębszych relacji. Nawet przyjaźń to dla mnie ważna kwestia. Z natury jestem nieufna i trudno mnie przekonać nowym osobom do siebie. A tu pojawia się taki Zayn i ciągle szuka ze mną kontaktu. Nawet pozwoliłam mu, żeby mnie pocałował. I to o zgrozo nie raz. Próbuję go zniechęcić do siebie, ale to daje zupełnie odwrotny efekt. On jeszcze bardziej nalega. Jednak obawiam się, że ja po prostu nie potrafię nikogo obdarzyć uczuciem. Gdy długo żyjesz w pojedynkę, zaczyna ci się wydawać, że już tylko tak potrafisz. Że może takie jest po prostu twoje przeznaczenie, że tak ma już pewnie być i lepiej przyjąć ten stan rzeczy z umiarkowanym choć uśmiechem na ustach... Bo przecież nie każdy musi żyć w parze, kiedy dookoła tyle nieszczęśliwych związków, więc po co szukać na siłę miłości?... A tobie to przecież tak dobrze, masz święty spokój i nie ma większego prawdopodobieństwa, że ktoś cię zrani, będąc z tobą… Że nadużyje twojego zaufania, że wykorzysta, nie kochając, że zdradzi czy oszuka, że po prostu kolejna osoba mnie nagle zostawi. Żyjesz więc w tej swojej skorupce, którą dzień po dniu budujesz, by czuć się bezpieczniej. Gdy zbyt długo jesteś sam, to chcąc czy nie chcąc przestajesz jakby wierzyć, że potrafisz jeszcze kochać, że umiesz jeszcze dawać i przyjmować miłość. Sam przed sobą jednocześnie udając, że te myśli absolutnie nie są twoim udziałem… Żyjesz więc niby z siebie zadowolony, utwierdzając siebie w tych wszystkich przekonaniach pod hasłem sam jestem szczęśliwy, choć tak naprawdę nie jesteś… Gdy pojawi się na twej drodze ktoś, kto obdarzy cię jakimś uczuciem i uwagą, robisz duże oczy ze zdziwienia, ale i zaniepokojenia. Mimo, ze gdzieś tam, głęboko, pod tą maską i obojętną miną, nie zapomniałeś o marzeniu, by prawdziwa miłość była jeszcze kiedyś i Twoim udziałem. Powinieneś się wtedy cieszyć i wszystko w ogóle powinno wydawać się przecież łatwe … Ale ty, odzwyczajony jakby od bliskości z drugim człowiekiem, wykonujesz w jego stronę krok do przodu, uciekając po chwili z dwa do tyłu. Chcesz miłości, a boisz się jej, zachowując się nawet sam dla siebie w sposób niezrozumiały. Bo niełatwo ci wyjść poza ten mur, wznoszony już od jakiegoś czasu, jak na jego cel przystało, dla samoobrony. Mur, który z czasem i dla ciebie staje się za wysoki, by go przekroczyć… Masz w głowie mętlik i choć jedna twa część chce dawać i przyjąć to, co drugi człowiek ma ci do zaoferowania, to druga podszeptuje ci, uciekaj, lepszy święty spokój niż kolejne cierpienie, niż kolejna strata...
Obudziły mnie promienie słońca na twarzy. Spojrzałem w okno, które zapomniałem zasłonić wieczorem. Zapowiadał się piękny dzień. „Mógłby to być znak, że wszystko się dziś uda” pomyślałem i naprawdę miałem taką nadzieję. W końcu zamierzałem wyznać wszystko, co mnie męczy od tak dawna. Rzuciłem okiem na zegarek i po chwili namysłu postanowiłem jednak wstać. Pół godziny później schodziłem na dół. Ciekawe czy dzisiaj pojawi się Lily. Od wczoraj jej nie widziałem, co mnie bardzo irytuje. Moje rozmyślania przerwały śmiechy dochodzące z kuchni.- Cześć.
- Cześć – odpowiedział Niall, który stał przy lodówce i trzymał dłoń w zamrażalniku.
- Cześć Zayn. - odpowiedziała radośnie Lizzy.
Przy kuchni stała Amelia, która przygotowywała śniadanie. Znowu ona? A gdzie Lily? Co tu się dzieje?
- Niall co ty robisz? Szukasz czegoś czy chcesz wykończyć lodówkę?
- Zabawne. - mruknął tylko blondyn, na co kobiety zaczęły się śmiać.
- Niall nie mógł się doczekać posiłku i próbował skubnąć trochę. Jednak miał pecha i złapał za gorącą blachę. Amelia poradziła mu, żeby przyłożył coś zimnego, ale sam widzisz.
- No co? Nie moglem się zdecydować. Zobacz ile tu pyszności. - dodał urażony Horan na co wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
- Widzę, że masz dziś dobry humor Zayn.- spytała Lizzy.
- Powiedzmy.
- Niedługo będzie gotowe. Wy łakomczuchy zmykajcie obudzić resztę. - powiedziała Amelia. - Usiądź sobie. - zwróciła się do mnie.
- Jasne. Nie widziałaś, gdzieś Lily? Mam do niej sprawę.
- Niestety nie. - odpowiedziała jednak jej postawa mówiła coś innego. Kiedy chciałem się ponownie odezwać w pomieszczeniu zjawili się pozostali. Nie było wśród nich starszej z sióstr Eastwood więc zaraz po śniadaniu postanowiłem jej poszukać. Wychodząc z domu zastanawiałem się tylko gdzie mam się udać? Wyszedłem na zewnątrz i na początku udałem się w stronę paleniska. Musiałem obmyślić coś w rodzaju jakiegoś planu? "Cholernie gorąco" pomyślałem, gdy dotarły do mnie promienie słońca. Jeszcze nie ma południa a już jest gorąco. Docierając do celu zapaliłem papierosa i usiadłem na kłodzie drewna. Przywołałem obraz Lily z kolacji z rodziną Garcia. Wyglądała przepięknie. Nie mogłem zrozumieć dlaczego jej widok tak na mnie wpłynął. Ciągle chciałbym z nią przebywać, rozmawiać oraz sprawiać by na jej twarzy za każdym razem pojawiał się uśmiech. Przypomniałem sobie jakie wrażenie robiła na mnie przy każdym naszym spotkaniu. Te diabliki w jej oczach kiedy na mnie krzyczała. Próbowała nie okazywać emocji i zgrywać twardą, ale w oczach można zobaczyć wszystko. Tylko, jak mam zrobić te wszystkie rzeczy jak sam mam tyle problemów i przeżyć, które ciągle mi ciążą? Lily pomaga mi się jakoś z tym uporać albo chociaż o tym nie myśleć. Naprawdę chciałbym zostawić to wszystko za sobą. Od roku jestem samotny. Dziewczyny na siłę chciały ze mną być, ale ja nic nie czułem. Niby wkoło mnie jest tyle ludzi, a mimo to doskwiera mi uczucie pustki.Tylko jak długo można być samotnym? Teraz wiem, że bardzo długo, dopóki nie zamknie się za sobą drzwi przeszłości, która ciągle nie pozwala nam iść do przodu. Nie spodziewałem się, że w moim życiu pojawi się ktoś kto sprawi, że będę chciał skończyć z samotnością. Moje przemyślenia przerwało pojawienie się na horyzoncie Jose. Może on mi powie gdzie jest Lily?
- Ej! Zaczekaj!
- Tak?
- Nie widziałeś gdzieś Lily?
- Nie widziałem.
- Coś mi mówi, że kłamiesz.
- Posłuchaj mnie. Nie wiem dlaczego tak bardzo chcesz z nią przebywać, ale wyjaśnijmy sobie coś. Lily jest dla mnie jak młodsza siostra i nie pozwolę na to żebyś ją skrzywdził. Ona dużo przeszła w swoim życiu i nie dopuszczę do tego, żebyś dokładał jej jeszcze więcej cierpienia. Jasne?
- Nie mam zamiaru nikogo krzywdzić. Ona po prostu mi bardzo w czymś pomaga i dlatego jej szukam. No więc powiesz mi gdzie ona jest?
- Nie mogę. Sama wróci, jak poukłada sobie wszystko.
- Ale... My tu jesteśmy tylko miesiąc.
- Nie wiem ile jej to zajmie. A co do ciebie jeśli to jest takie ważne to znajdziesz sposób, żeby ją znaleźć. A teraz wybacz praca wzywa. - i nie czekając na moją odpowiedź odszedł.
Czyli tak po prostu Lily sobie gdzieś wyjechała? Wiedziała, że jej potrzebuję i nawet nie potrafiła mi tego powiedzieć prosto w oczy? Ale ja jestem głupi. Myślałem, że coś dla niej znaczę choć w minimalnym stopniu. Przecież inaczej by nie odwzajemniała moich pocałunków. Ona niczego ci nie obiecywała. A właśnie, że tak. Obiecała, że mi pomoże, a teraz się gdzieś zmyła. Bez niej nie widzę sensu by się starać. Uświadomiłem sobie, że ta charakterna brunetka jest dla mnie kimś ważnym. Ponownie twierdzę, że się zakochałeś. To jest takie nierealne, że trudno mi w to uwierzyć. Przez ostatni rok moje myśli skierowane były tylko na jedną kwestię. Dlatego twierdziłem, że już zawsze będę sam, a ten pobyt tutaj pokazał mi, że byłem w błędzie. Coś czego się nie spodziewałem dosięgło mnie na tym ranczu i o dziwo jest mi z tym dobrze. Tylko czy to ma sens i szansę na powodzenie? Tak łatwo nie odpuszczę. Pierwszy raz od roku mi na kimś tak bardzo zależy dlatego się nie poddam. Muszę być cierpliwy i liczyć na to, że Lily szybko wróci. Jak nie to zrobię wszystko, by ją znaleźć. Z tą myślą skierowałem się w stronę domu. Mijając wejście do salonu spojrzałem w głąb pomieszczenia. Lizzy z Niallem wybierali jakiś film, a Harry z Louisem wpatrywali się we mnie jakby z ciekawością w oczach? Nie miałem ochoty z nimi rozmawiać, gdyż to mogłoby się zakończyć niepotrzebną kłótnią więc skierowałem się do swojego pokoju.
- Do wyboru mamy komedię, komedię i jeszcze raz komedię - powiedziała wesoło Lizzy. - To który najpierw?
- Nie możemy obejrzeć czegoś innego? - mruknął Liam, który dopiero się ocknął zapatrzony gdzieś przed siebie.
- Nie. - odpowiedziała mu blondynka.
- Widziałeś? Zayn był jakiś dziwny. - zwróciłem się do Louisa.
- Och daj spokój Harry. U niego to nic nowego. Pewnie chodzi o Lily.
- Myślisz, że oni...
- Dziwnie słuchać czegoś o swojej siostrze. - wtrąciła Lizzy.
- Nie ładnie tak podsłuchiwać. - powiedziałem tylko. Dzisiaj miałem bardzo dobry humor. Nie wiem czym to było spowodowane. A może jednak dlatego, że Zayn mnie nie wkurza? Przed przyjazdem tutaj nasza dwójką najwięcej się kłóciła. On miał swoje problemy ja swoje i tak wychodziło. Z jednej strony cieszę się, że do nas nie dołączył. Bez niego wszyscy są bardziej sobą? Normalnie przebywając z Malikiem starannie dobieraliśmy słowa, żeby go nie urazić. No może oprócz mnie. Ciekawe czy ten wyjazd coś da. Chociaż jesteśmy tu już tydzień i jak na razie nie doszło pomiędzy nami do żadnego sporu. Duża tu zasługa Lily. Głupio mi, że na początku byłem taki chamski wobec niej. Ona próbuje nam pomóc, a ja zachowałem się jak rozkapryszona gwiazda. Przy najbliższej okazji muszę ją przeprosić. Nagle oberwałem poduszką. - Ał! Czego?
-Którą komedię wybierasz? - spytał Niall.
- Co za różnica skoro i tak będzie komedia?
- Czyli oglądamy ten, który ja wybrałam. - ogłosiła Lizzy wyciągając jednocześnie płytę z pudełka.
Po chwili pierwsze odgłosy wypłynęły z głośnika. Rozsiedliśmy się wygodnie i skupiliśmy się na filmie. W sumie ta komedia była tak idiotyczna, że tarzaliśmy się ze śmiechu. Z wyjątkiem Liama, który był jakiś nie w humorze.
- To teraz czas na drugi film. - Louis zabrał się za zmianę płyty.
Niall z Lizzy w międzyczasie zwinęli się do kuchni. Ciekawe czy tam coś jeszcze znajdą. W trakcie obiadu zwinęli prawie wszystko. Amelia nie przygotowywała tylu przekąsek, co Lily.
- Idę do siebie. - powiedział Liam.
- A temu co? - spytałem Louisa.
- Może coś z Katie? Ale w sumie skąd by o tym wiedział? - odpowiedział. - Dzisiaj jest jakiś dziwny dzień. Ci co na ogół są nie w humorze dzisiaj tryskają radością i odwrotnie.
W tym momencie wróciły głodomory niosąc ze sobą dwie paczki żelek.
- A gdzie Liam?- spytała Lizzy.
- Poszedł do siebie.
- Wiecie co chodźmy gdzieś. Jest taka ładna pogoda, że szkoda ją marnować.
- Co proponujesz?
- W sumie to mam dla was pewne wyzwanie. Jesteście tu prawie od tygodnia więc zdążyliście odpocząć. Pomyślałam sobie, że możecie trochę pomóc na ranczu.
- Co!?
- No nie patrzcie tak. Chodzi tylko o zrywanie jabłek. Co wy na to?
Niall od razu się zgodził. Ale zresztą o czym tu mówić. Mam wrażenie, że jakby Lizzy kazała mu się rzucić z mostu to by to zrobił. Ewidentnie na siebie lecą, ale udają, że tak nie jest. O dziwo Lou też przystał na tą propozycję więc nie miałem wyboru i poszedłem z nimi. Docierając na miejsce nie zastaliśmy tam nikogo.
- Pracownicy są tutaj tylko przed południem. Później jest tu błoga cisza. - odpowiedziała na moje myśli Lizzy. - Teraz jest tu dużo pracy więc trochę pomożecie.
Po jakiś trzech godzinach mieliśmy już dosyć. Ja nie wiem jak można to robić przez pół dnia. Teraz już rozumiem, że byłem nie sprawiedliwy. Lily pracuje bardzo ciężko by wszystko grało jak w szwajcarskim zegarku. My mamy wszystko, a mimo to nie potrafimy tego docenić. Teraz to dopiero widzę. Tutaj nic nie jest podane jak na tacy. Każdy ciężko pracuje by coś osiągnąć. Moje przemyślenia zostały gwałtownie przerwane przez uderzenie. - Co jest?
- Nad czym tak dumasz? - spytał Louis.
- Gdzie jest Lily? - zwróciłem się tylko do blondynki.
- Jeny, co wy macie z tą Lily. Jak jest to jesteście mega chamscy i ciągle się z nią kłócicie. Jak jej nie ma to nagle wszyscy chcą z nią rozmawiać itd. Weźcie się ogarnijcie co!? - powiedziała wyraźnie zirytowana Lizzy. Wow, jej humor zmienia się z prędkością światła.
- Ale...
- Wiecie co siedźcie tu sobie sami, ja nie mam zamiaru. - dodała tylko i udała się nie wiadomo w jakim kierunku.
- No i co zrobiłeś? - oburzył się Niall.
- Przecież...
- Wy naprawdę nie widzicie co tu się dzieje? My jesteśmy tylko problemem dla wszystkich tutaj. Zjawiliśmy się tak nagle i jedyne co robimy, to wkurzamy wszystkich dookoła i zaburzamy spokój tutaj. Wiecie co? Cały czas się staram uratować nasz zespół, ale co raz częściej myślę o tym, że tylko mi na tym zależy. Trzeba było to dawno powiedzieć i dać sobie spokój! - krzyknął blondyn i poszedł przed siebie.
- A temu co?
- Harry on ma racje. Nie dostrzegasz tego? Zayn od dawna ma to gdzieś, ty tylko zrażasz do siebie ludzi, mi to obojętne, a Liam to Liam. - powiedział Lou i też sobie poszedł. Zostałem sam. Podnosząc się z zajmowanego miejsca skierowałem się do domu.
Cały dzień zleciał mi w mgnieniu oka. Popołudnie spędziłem leżąc na łóżku i tępo wpatrując się w sufit. Miliard myśli krążyło mi w głowie. A wszystkie dotyczyły pięknej brunetki. Gdzie ona do cholery pojechała?
Zerkając na jedną z szafek dostrzegłem leżącą na nie kopertę. Daję głowę, że wcześniej jej tu nie było. Szybko zerwałem się o mały włos nie wybijając sobie zębów. Na kopercie starannym pismem widniało tylko moje imię. Rozrywając ją zabrałem się za czytanie listu.
Zayn,
Długo zastanawiałam się co powinnam zrobić. W końcu doszłam do wniosku, że powinnam ci wyjaśnić kilka rzeczy. Pewnie masz mnie teraz za najgorszą, ale przeczytaj najpierw mój list do końca. W przeciągu kilku ostatnich dni wiele rzeczy się zmieniło. Wiedz jednak, że pamiętam o mojej obietnicy i mam zamiar jej dotrzymać. Może mi nie wierzysz, ale tak będzie. Musiałam zniknąć na kilka dni by poukładać sobie parę spraw. Inaczej nie będę mogła ci pomóc. Sprawiłabym tylko jeszcze większą szkodę niż teraz jest.
Lily
P.S. Proszę cię, żebyś przez te kilka dni mojej nieobecności spróbował pisać do mnie coś w stylu listów. Zapisuj tam wszystko, co w danej chwili chciałbyś mi powiedzieć.
Czytałem ten krótki list kilkakrotnie jakby próbując znaleźć jakieś ukryte przesłanie. Jednak nie udało mi się niczego sensownego wymyślić. Liczyło się to, że Lily nie wyjechała bez słowa. Teraz czuję się jak idiota, że w ogóle pomyślałem o niej w najgorszy sposób. Jak ona to robi, że te kilka słów sprawiają, że mój humor jest o wiele lepszy? Wprost nie mogłem uwierzyć w to wszystko, co się dziś działo. Cały ten dzień był jakiś dziwny. Mój humor zmieniał się jak kobiecie w ciąży. Od złości. przez frustrację po radość. Te kilka słów od Lily sprawiły mi wielką radość choć nic szczególnego nie napisała. Nie chciałem zapeszać, ani cieszyć się zbyt szybko, ale to oznacza, że jej na mnie zależy. Choć w minimalnym stopniu przejmuje się tym jak się będę czuł. Ale ja nie chciałem, żeby się przejmowała. Chcę, żeby mi pomogła poradzić sobie z traumatyczną przeszłością, a co najważniejsze, żeby sprawiła bym mógł być szczęśliwy. Tylko tego pragnę...



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz