dostrzegłam egzemplarz "Niezłomnego", który jest tylko do połowy przeczytany. "Reszty już nie zdążył...". Odkładając ostrożnie książkę na poprzednie miejsce moją uwagę przyciągnął stary zeszyt w skórzanej okładce. Doskonale pamiętam jak Luke usilnie go pilnował i wszędzie ze sobą nosił. Jak mogłam wcześniej o tym nie pomyśleć. Jednak czytając strona po stronie nic mi to nie dało. Znajdowały się w nim jakieś niezrozumiałe dla mnie informacje. Muszę się temu porządniej przyjrzeć. Może, jak uda mi się to rozszyfrować czegoś się dowiem? Przysiadłam na wielkim łóżku i spoglądając przed siebie dostrzegłam na podłodze jakieś koperty. Musiały wypaść z tego zeszytu. Podnosząc je zauważyłam, że na jednej z nich jest moje imię, a na drugiej Lizzy. Rozrywając kopertę z moim imieniem od razu zabrałam się za czytanie znajdującego się w środku listu.
Kochana
siostro,
Zacznę
od tego, że jeżeli to czytasz, to w końcu dorwałaś się do mojego zeszytu.
Oznacza to również, że nie ma mnie już z wami. W takim albo innym sensie.
Zresztą nie ważne. Cieszę się, że udało ci się znaleźć mój list. Nie byłem
pewny czy w końcu zdecydujesz się na odwiedzenie swojego domu, ale po cichu na
to liczyłem. Pewnie widziałaś już te wszystkie pamiątki, które kazałaś mi
wyrzucić. Nie mogłem tego zrobić. Na pewno wiedziałaś, że cię nie posłucham.
Prawda? Kazałaś mi obiecać, że to zrobię, ale musiałaś wiedzieć. Zbyt dobrze
mnie znasz zresztą tak, jak ja ciebie. Ja również wiedziałem, że w końcu byś
zaczęła tego żałować. Taka już jesteś. Masz dobre serduszko, choć czasami był z
ciebie niezły diabełek. Po kim ty to odziedziczyłaś to ja nie wiem :)
Zawsze
starałem się robić wszystko byście razem z Lizzy mogły być szczęśliwe. Mam
nadzieję, że mi się to udało. Chciałbym, żeby tak było. Od śmierci dziadka,
mimo tylu życzliwych ludzi, mieliśmy tylko siebie. Nawet nie wiesz jak bardzo
się o was martwiłem i zawsze będę. Nie zależnie od tego gdzie się znajdę. Chcę,
żebyś pamiętała, że zawsze będę przy tobie. Zawsze pozostanę twoim starszym
bratem, twoim przyjacielem. Tak długo aż będziesz o mnie pamiętać, tak długo
będę obecny w twoim życiu. Proszę cię nie płacz, bo na pewno to teraz robisz.
Pamiętaj, że nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny. Żeby coś dostać z reguły
najpierw coś trzeba stracić. Taka już jest kolej rzeczy. Jesteś silna nawet
silniejsza ode mnie. I nie chodzi tu o siłę fizyczną. Po każdym przeżyciu
podnosiłaś się z jeszcze większym zapałem i nadzieją. Zawsze trzeba mieć
nadzieję. Nawet najmniejszą. Wiesz czasem w życiu przeciwności losu składają
się na pasmo niepowodzeń, z których następnie wychodzimy z twarzą niczym
mityczni bohaterowie. Owy heroizm przejawia się w sytuacjach dla nas
niespodziewanych i wymagających podjęcia trudnych decyzji. Nie jest łatwo
podejmować decyzje, z którymi zgadza się cała reszta, sztuką natomiast jest
trwać w swoim przekonaniu nawet jeżeli owa "reszta" puka się w głowę
patrząc na Ciebie z politowaniem. Nawet jeżeli okazuje się, że nie masz racji,
lekcja i nauczka pozostaje skarbem.Życie i uczenie się na błędach innych nie
jest mądrością a tchórzostwem, bo jaką mądrość życiową posiada ten który nie
przeżył smaku porażki, cierpienia, rozczarowania, zawodu miłosnego czy goryczy.
Pozostaje jeszcze nadzieja, że ów wybór, chociaż wbrew oczekiwaniom innych
okaże się słuszny, wtedy satysfakcją nie jest zamknięcie ust innym, ale wygrane
szczęście. Pamiętasz jak zostaliśmy właścicielami "La luny"? Mieliśmy
tyle pomysłów, które udało się zrealizować mimo, że nikt w nie nie wierzył.
Właśnie o to mi chodzi. Zawsze rób to, co uważasz za słuszne. Nie to czego
oczekują od ciebie inni, bo ty nie jesteś jak inni, ani nikt inny nie jest taki
sam jak ty. Każdy człowiek jest wyjątkowy i musisz o tym pamiętać. Sekret życia
polega na tym byś nie wyrzekała się niczego, nie trzymała się niczego kurczowo,
ale cieszyła się wszystkim i pozwoliła, by wszystko co jest niedobre dla ciebie
odchodziło i odpływało.
Chciałbym,
żebyś mi coś obiecała. To, że nigdy się nie poddasz. Niezależnie ile Cię to
będzie kosztować i jak bardzo odbije się to na Twojej psychice. Nie przestawaj
walczyć. O wiele bliżej masz do wygranej. Próbuj. Trzy razy, siedem, a nawet
dziesięć. Uda się. W końcu poczujesz tę satysfakcję, staniesz na podium i
zrozumiesz, że podczas walki odpuszczają tylko słabi. Bo wstydem nie jest
próbować, ale w ogóle nie spróbować.
Nigdy nie żałuj
decyzji, które podjęte zostały w przeszłości. Nie żałuj tego co się wydarzyło.
Nie żałuj łez, bólu i radości. Nie żałuj niczego co stało się Twoim
doświadczeniem. Nie żałuj, że życie często odwracało się przeciwko Tobie. Nie
żałuj swoich własnych porażek. Nie żałuj strachu, który kiedyś był Twoim
przekleństwem. Nie żałuj niczego co zostało zyskane poprzez przeszłość i własne
wybory. Nie żałuj swoich decyzji, bo wyłącznie one sprawiły, że dziś Twój
charakter został tak a nie inaczej ukształtowany. Żałowanie, że nie wybrało się
innej drogi...Jest szaleństwem oraz przekleństwem. Żałowanie własnych wyborów
jest cichym zabójcą duszy...
Zawsze
powtarzałem ci, że najważniejsze jest to, co czujesz w sercu. Ja nie zdążyłem być szczęśliwy dlatego liczę na to, że wam się uda. Zawsze marzyłem, że przypadnie mi ten zaszczyt odprowadzenia was do ołtarza i patrzenia na waszą miłość. Jednak to nie było mi pisane. Pamiętaj, tylko że człowiek uciekając od miłości ucieka od samego życia.
Pewnie zastanawiasz się dlaczego piszę te wszystkie rzeczy. Ten list jest tak jakby moim pożegnaniem. W nim zawarte jest to wszystko, co ci powtarzałem, ale również to czego nie zdążyłem ci powiedzieć. Mam tylko nadzieję, że zrozumiesz wszystko w odpowiedni sposób. Opiekuj się Lizzy i dbaj o siebie. O "La lunie" nie wspominam, bo wiem, że nie muszę. Pamiętaj, że zawsze cię będę kochać siostrzyczko.
Luke
P.S. Przestań płakać, bo zniszczysz list, a nie łatwo było go napisać :0
Ja też zawsze cię będę kochać braciszku - szepnęłam w głuchą przestrzeń. - Jak dobrze mnie znasz. - Teraz już łzy leciały mi ciurkiem. Co za ironia. Akurat kiedy postanowiłam się zmierzyć z moim poczuciem winy znajduję list, w którym mój brat się ze mną żegna. Czyli on wiedział, że zginie. Musiał to wiedzieć. Tylko do cholery dlaczego nic nie powiedział? Przecież razem byśmy coś wymyślili jeśli miał jakieś kłopoty. Co tak naprawdę się wydarzyło w tamtym dniu? Dlaczego chociaż nie mógł mi wszystkiego wyjaśnić w tym liście. Szybciej bym mogła się z tym pogodzić. W kopercie znajdował się również jakiś klucz. O co tu chodzi? Może ten jego zeszyt mi coś powie? Albo...
Lily nagle zerwała się z łóżka i od razu pobiegła w miejsce gdzie to wszystko się wydarzyło. Droga nad rzekę prowadziła przez pola znajdujące się w pobliżu domu, gdzie mogła spotkać wszystkich. Jednak w tym momencie nie liczyło się nic innego. Brunetka biegła ile sił w nogach trzymając w ręku znaleziony klucz. Nie ważne, że trasa nie była zbyt krótka i że mogła pojechać tam konno. Musiała tam dotrzeć bez względu na wszystko.
Kolejne trzy dni minęły w zawrotnym tempie. Przez ten czas aż mną
nosiło. Nie miałem żadnego znaku od Lily po za tym jednym listem.
Wszyscy co mogliby coś wiedzieć milczeli jak grób, a ja odchodziłem od
zmysłów. Postanowiłem pójść za radą brunetki i zacząłem pisać do niej
listy. Początkowo tylko zmarnowałem miliard kartek, gdyż nie potrafiłem
niczego obrać w słowa. Jednak udało mi się w końcu sklecić kilka słów.
Przyznam, że to bardzo mi pomaga, szczególnie gdy nie mogę porozmawiać z
Lily. Uparcie oczekuję jej powrotu albo chociaż jakiegoś znaku życia.
Od trzech dni siedzę zamknięty w pokoju i nie mam nawet ochoty na
jedzenie. Czas upływa mi na pisaniu. Mam nadzieję, że dzięki tym listom
Lily zacznie mnie inaczej traktować. Bardzo bym chciał, żeby tak było.
Trochę pomaga mi też Niall, z którym trochę lepiej się dogaduje. Często
do mnie zagląda i po prostu rozmawiamy. Jednak jemu nie potrafię
powiedzieć tego, co bym chciał. Myślę, że on mnie właściwie nie
zrozumie. Rozmyślając nad wszystkim postanowiłem iść zapalić. Przechodząc obok altany słychać było tylko radosne śmiechy i przekomarzania. Pozostali się świetnie bawili. Zauważając mnie skinąłem im tylko głową i poszedłem dalej. Zatrzymałem się tuż za nią gdyż nie chciało mi się iść na palenisko. Kiedy już miałem zapalić papierosa podnosząc wzrok dostrzegłem biegnącą Lily. Nie zastanawiając się zbyt długo pobiegłem za nią, Swoją drogą brunetka ma niezłą kondycję. Ledwo za nią nadążałem. Na nic się zdały moje krzyki, gdyż Lily wyglądała jakby nic nie słyszała. W końcu dotarliśmy nad jakąś rzekę. Zatrzymałem się na chwilę by się rozejrzeć. Lily stała na jakieś górze, a dokładniej na jej krawędzi. Chciałem już do niej biec, ale nim zdążyłem zrobić kilka kroków Lily skoczyła do wody. Poczułem się tak jakby moje serce stanęło na kilka sekund. Od razu zacząłem biec w tamtą stronę. Ku mojej wielkiej uldze po chwili brunetka wyłoniła się z tafli wody. W rękach trzymała jakąś skrzynkę. Kiedy mnie zauważyła wiele emocji przebiegło przez jej twarz. Stałem w niewielkiej odległości od niej. Chciała coś powiedzieć, ale ostatecznie powstrzymała się od komentarza. Opadając na plecy leżała tak kilka sekund. Przysiadłem więc obok niej. - W końcu wróciłaś?
- Po co tu za mną przybiegłeś? Chyba wyjaśniłam ci wszystko w liście.
- Sam nie wiem... Kręcą cię sporty ekstremalne?
- A żebyś wiedział. Wracaj do domu.
- A ty?
- Ja jeszcze mam tu coś do załatwienia.
- Nie wiem, jak mam wrócić. Co to za skrzynka?
- Nie twój interes. - o wróciła Lily i jej charakterek. - Idziemy. Odprowadzę cię i zostawisz mnie samą. Jasne? - skinąłem tylko głową, ale na moje usta wkradł się mały uśmieszek.
W drodze powrotnej nie zamieniliśmy ani jednego słowa. Nie chciałem naciskać, mimo że byłem cholernie ciekawy gdzie była przez te kilka dni.
- Dalej już możesz iść sam. I na razie nie mów Lizzy, że mnie widziałeś, bo zaraz do mnie przyjdzie, ok?
- Ok. A propos... - jednak jak się obejrzałem już jej nigdzie nie było. "Przyjdzie?" Czyli ona cały czas była na ranczu? Wkurza mnie to, że wszystko objęte jest jakąś tajemnicą. Lily znika nie dając śladu życia. Później nagle znajduję list, gdzie wszystko mi wyjaśnia. Mimo to nie mogę sobie znaleźć miejsca. Ni stąd ni zowąd ją spotykam, ale gdy chcę się czegoś dowiedzieć gdzieś znika. O co tu chodzi?
- Zayn, chodź na kolację. - powiedziała Lizzy. - Gdzieś ty w ogóle był? Szukałam cię.
- Chyba się trochę zgubiłem. Chodźmy.
- Po co tu za mną przybiegłeś? Chyba wyjaśniłam ci wszystko w liście.
- Sam nie wiem... Kręcą cię sporty ekstremalne?
- A żebyś wiedział. Wracaj do domu.- A ty?
- Ja jeszcze mam tu coś do załatwienia.
- Nie wiem, jak mam wrócić. Co to za skrzynka?
- Nie twój interes. - o wróciła Lily i jej charakterek. - Idziemy. Odprowadzę cię i zostawisz mnie samą. Jasne? - skinąłem tylko głową, ale na moje usta wkradł się mały uśmieszek.
W drodze powrotnej nie zamieniliśmy ani jednego słowa. Nie chciałem naciskać, mimo że byłem cholernie ciekawy gdzie była przez te kilka dni.
- Dalej już możesz iść sam. I na razie nie mów Lizzy, że mnie widziałeś, bo zaraz do mnie przyjdzie, ok?
- Ok. A propos... - jednak jak się obejrzałem już jej nigdzie nie było. "Przyjdzie?" Czyli ona cały czas była na ranczu? Wkurza mnie to, że wszystko objęte jest jakąś tajemnicą. Lily znika nie dając śladu życia. Później nagle znajduję list, gdzie wszystko mi wyjaśnia. Mimo to nie mogę sobie znaleźć miejsca. Ni stąd ni zowąd ją spotykam, ale gdy chcę się czegoś dowiedzieć gdzieś znika. O co tu chodzi?
- Zayn, chodź na kolację. - powiedziała Lizzy. - Gdzieś ty w ogóle był? Szukałam cię.
- Chyba się trochę zgubiłem. Chodźmy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz