wtorek, 6 października 2015

Rozdział 23

Obudziłam się gwałtownie z myślą, że coś ważnego miałam zrobić. Tylko co to miało być? Za nic nie mogłam sobie przypomnieć. Obudziłam się na drugi bok i próbowałam dalej zasnąć. Wierciłam się na łóżku, gdyż miałam jeszcze trochę czasu. Jednak sen nie nadchodził więc postanowiłam wstać. Wychodząc z pokoju wszędzie panowała cisza. Jedyne co zakłócało ten spokój to zapachy dochodzące z dołu. Aż zaburczało mi w brzuchu. Nie czekając szybko udałam się do kuchni. Wchodząc do pomieszczenia automatycznie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Moja siostra krzątała się przygotowując coś wyśmienitego.
- Jak miło cię widzieć.
- Jezu Lizzy! Nie strasz mnie.
- Od razu wiedziałam, że to ty. Te zapachy... Czemu gotujesz tak wcześnie?
- Po prostu od wczoraj mnie nosi i zajęłam się gotowaniem by na chwilę o czymś zapomnieć. No i zobacz ile mi tego wyszło. Sama w życiu bym tego nie zjadła więc przyniosłam tutaj. No i teraz muszę to jakoś przetworzyć, żeby można było to pochować.
- Może ci pomogę?
- Chyba w jedzeniu.

- W tym to jestem najlepsza - odpowiedziałam - Jesteś dzisiaj w dobrym nastroju.
- Aż takie to dziwne?
- Po prostu miło cię taką widzieć. Co się wydarzyło, że zmieniłaś nastawienie?
- Przemyślałam sobie parę spraw i doszłam do pewnych wniosków. Po za tym jest jedna sprawa, o której chciałabym z tobą porozmawiać, ale to w swoim czasie.
- Ależ się zrobiłam głodna. Podziel się trochę tym co tam pichcisz.
- Zawsze mogę być wredną siostrą i ...
- O nie! Nie zrobisz tego. Dawaj mi tu coś, ale już!
- Zrobiłaś się niegrzeczna przez te kilka dni. Trochę szacunku dla starszych. - powiedziała moja siostra na co po chwili obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Miło jest ją widzieć taką radosną. Ciekawe jak będzie się zachowywać przy chłopakach. W końcu Lily się nade mną zlitowała i podała mi porcję swojej potrawy. Od razu zabrałam się za jedzenie. Mimo, że do pory śniadania było jeszcze trochę czasu to nie mogłam się powstrzymać. - A za mną nie poczekasz? - dodała.
- Wiesz, która jest godzina? Nie jadałaś nigdy tak wcześnie.
- Dzisiaj robię wyjątek. A zresztą znając twoje możliwości później mogę się jednak nie załapać.
- Przecież tyle jest tego jedzenia, że... Czy ty mnie właśnie obraziłaś?
- Ależ skąd.
- Oż ty.
- Jedz bo wystygnie. - to wystarczyło, żebym się przymknęła na chwilę.
- Szczerze mówiąc, to liczyłam, że nikogo tu nie zastanę, ale jak widać jedzonko ciebie zawsze przyciągnie.
- Myślałam, że już wróciłaś?
- Może później. Jeszcze nie zdecydowałam. - odpowiedziała mi Lily i jej entuzjazm trochę opadł. - A właśnie dzisiaj w końcu wraca Maria. Zapomniałam ci powiedzieć, że musiała zostać kilka dni dłużej. Lepiej posprzątaj w domu, bo doprowadzisz ją do zawału.
- Przecież sprzątam co jakiś czas... Nie zdążę tego zrobić.
- Masz 5 pomocników w domu niech w końcu się do czegoś przydadzą!
- Niby jak skoro od kilku dni Zayn nie wychodzi z pokoju, Harry jak to Harry, Liam ostatnio też nie w humorze. Jedynie co to Niall mi może pomóc i ewentualnie Louis.
- Wiesz to nie moja sprawa. Skoro chcą gwiazdorzyć to niech się sami męczą. Po za tym nie pomyślałaś nad tym, żeby zagonić ich do pracy?
- Nie wiem czy mnie posłuchają...
- Przecież masz swoje sposoby. A teraz zmykam, bo ktoś się zbliża. Przyjdź do mnie później. Tylko bądź sama. - odpowiedziała i nie czekając na moją odpowiedź wyszła z domu.
Nim się obejrzałam w kuchni pojawił się Niall. Szczerze to wyglądał jakby się jeszcze nie obudził.
- Co ty tu robisz tak wcześnie?
- Tak ładnie pachnie, że się obudziłem. Podzielisz się ze mną? - powiedział z miną szczeniaczka.
- Wszystko stoi na kuchence weź sobie. - odpowiedziałam. Niall zrobił tak jak powiedziałam i zabrał się za jedzenie. Stwierdziłam, że nie ma sensu tu siedzieć i kiedy już zamierzałam wstać blondyn złapał mnie za rękę.
- Zaczekaj chwilę. Wydaje mi się, że mnie unikasz przez te kilka dni. Coś się stało?
I co ja mam teraz powiedzieć? Przez te kilka dni kiedy nie było Lily faktycznie starałam się nie przebywać z nim sam na sam. Przez tyle czasu nie wspomniał o naszym pocałunku więc doszłam do wniosku, że dla niego to nic nie znaczyło. Jestem beznadziejna. Zakochałam się w kimś kto najwyraźniej nie jest dla mnie. Przecież to nic takiego, prawda? Przecież tej nocy nic się nie wydarzyło, nic znaczącego. Przecież to tylko pocałunek, tylko pożądanie napędzające i tak już szybko bijące serce. Pewnie myśli, że to wszystko wina alkoholu, który wlałam w siebie w zbyt dużej ilości. Widocznie już o tym zapomniał. Zapewne dla niego to nie było warte zapamiętania. Szkoda tylko, że dla mnie znaczyło to tak wiele. Szkoda, że je się z tym duszę, a on wygląda jakby się nic nie wydarzyło. Chciałabym mu to wszystko powiedzieć prosto w twarz, ale tego nie zrobię. - Wydaje ci się. Wszystko jest w porządku. - odpowiedziałam posyłając mu nikły uśmiech. - A teraz muszę cię zostawić, bo mam coś do załatwienia.
- Ale...
- Nie myślałam, że zastanę tu kogoś o tej porze. - powiedziała radośnie Maria, która pojawiła się niespodziewanie. - Co tam słychać? Jak Lily?
- Cześć Maria. Wszystko w porządku. Lily nie ma, a ja wychodzę. Dotrzymaj towarzystwa Niall'owi i chłopakom, bo ja muszę coś załatwić. - i nie czekając na nic wyszłam z pomieszczenia.


Obudził mnie piękny zapach unoszący się po całym domu. Jeszcze do końca nie ogarnięty schodząc na dół usłyszałem jakieś szumy jakby ktoś prowadził rozmowę. Jednak docierając do kuchni zastałem tam tylko Lizzy. Mimo tak wczesnej pory wyglądała pięknie. Od naszego pocałunku minęło kilka dni i ani razu nie wracaliśmy do tego. Ja nie wracałem. Lizzy pewnie nawet tego nie pamięta. Szkoda, że tak to wyszło. Wolałbym, żeby to pamiętała. Wszystko byłoby łatwiejsze. Wtedy jak ją zobaczyłem z tym chłopakiem poczułem się zazdrosny. Dlatego ją pocałowałem. Nie tylko dlatego... Jednak od kilku dni mam wrażenie jakby blondynka mnie unikała. Nie wiem czy zrobiłem coś złego? Przecież nie chodziło o ten pocałunek. Gdyby pamiętała co się wtedy wydarzyło pewnie by ze mną porozmawiała. Niby powiedziała, że mi się wydaje, ale jej postawa mówi co innego.
- Ja też już lepiej pójdę się ogarnąć. - powiedziałem do Marii po wyjściu Lizzy.
- Zaczekaj chwilkę, proszę. Powiesz mi co tu się dzieje?
- Od kilku dni Lizzy dziwnie się zachowuje, co mnie denerwuje. Lily sobie gdzieś wyjechała, przez co Zayn prawie nie wychodzi z pokoju, na co Harry się irytuje, a Louis próbuje go uspokoić. Do tego jeszcze Liam jest nie w humorze. Ogólnie mówiąc minimalnie lepiej się dogadujemy, ale cały czas jest ta napięta atmosfera.- odpowiedziałem i wyszedłem. Zachowałem się trochę niegrzecznie, ale nie miałem ochoty o tym rozmawiać. Kiedy wchodziłem po schodach minąłem się z Lizzy, która nawet nie zaszczyciła mnie spojrzeniem. Czy ja naprawdę coś zrobiłem? Tylko co? Muszę z kimś pogadać, bo zwariuję. Zapukałem w ostatnie drzwi i wszedłem do środka. Zayn siedział na łóżku i coś pisał. Gdy mnie zauważył szybko schował wszystkie kartki do szuflady i skierował swój wzrok na mnie. - Możemy pogadać?
- Siadaj.
- Nie wiem co mam robić.
- Chodzi o Lizzy?
- Czy to takie oczywiste?
- Odkąd rozmawiamy wspominasz tylko o niej więc...
- Chodzi o to, że mam wrażenie iż Lizzy mnie unika od kilku dni. Nie wiem dlaczego przecież nic jej nie zrobiłem, a przynajmniej umyślnie. Zapytałem ją o to, ale odpowiedziała, że wszystko w porządku. Jednak nie wydaje mi się, że to prawda. Już sam nie wiem...
- Może się w niej zakochałeś? - powiedział od niechcenia Zayn. - No nie patrz tak. Cały czas o niej mówisz. Wkurzył cię widok jej z tym facetem. W dodatku irytuje cię to, że cię unika.

- Ale...
- To normalne. Weź z nią szczerze porozmawiaj i wszystko będzie jasne.
Rozmawialiśmy jeszcze przez jakiś czas aż wreszcie udałem się do swojego pokoju. Czyżbym faktycznie się w niej zakochał? Nie to nie możliwe. A może jednak? Przecież jej tego nie powiem, bo wyjdę na durnia. Chyba, że ona też coś do mnie czuje. Wtedy byłoby łatwiej. A może dlatego mnie unika? Czyżby pamiętała nasz pocałunek? Tyle myśli kłębiło się w mojej głowie, że postanowiłem się przejść.


Czym prędzej musiałam wyjść stamtąd zanim Maria wyciągnęłaby ze mnie wszystko. Ona doskonale wiedziała, co się ze mną dzieje. Nigdy nie potrafiłam być taka ja Lily. Ukrywać swoje emocje wewnątrz siebie. Jeszcze bym powiedziała za dużo i wszystko by się wydało. Aktualnie postanowiłam odwiedzić moją siostrę i dowiedzieć się, co to za ważna sprawa. Może uda mi się na jakiś czas odgonić moje myśli na bok i zająć się czymś innym. Docierając do starego domu zatrzymałam się na chwilę i przyglądałam temu miejscu. Byłam tu może ze dwa razy. Przynajmniej tyle pamiętam.
- Liz, co tak stoisz? Wchodź.
- Nie możemy porozmawiać tutaj? Nie chcę tam wchodzić.

- Nie. Musisz coś zobaczyć. Inaczej ci tego nie wytłumaczę. - odpowiedziała Lily i zaciągnęła mnie do środka. Zatrzymałyśmy się przed jednym z pokojów. - Idź pierwsza. - Wchodząc tam zobaczyłam wszystkie nasze rodzinne pamiątki. Te wszystkie laurki, które robiłam dla dziadka czy Luka wszystko tu było.
- Co ...
- To był pokój Luka. On tu często przychodził, nawet przez jakiś czas tu mieszkał. Zachował tu wszystko, co wiąże się z naszą rodziną, a co ja kazałam mu wyrzucić. Nie zrobił tego mimo, że mi obiecał.

- Dlaczego mi to wszystko pokazujesz? Dlaczego teraz?
- Odkryłam to dopiero teraz. Nigdy nie chciałam przychodzić do tego domu. Luke dobrze mnie znał i wiedział, że tego nie zobaczę, że tu nie przyjdę. Jednak również wiedział o tym, że w końcu odważę się tu przyjść i, że to wszystko znajdę. 
- Jak... czy...
- Postanowiłam się z tym zmierzyć dlatego tutaj weszłam. Jednak nie potrafię się z tym jeszcze pogodzić. Przeszukując ten pokój natrafiłam na dwie koperty. Jedna była dla mnie, a jedna jest dla ciebie. Weź ją i zobacz, co w niej jest. - powiedziała Lily.  - Zostawię cię tu samą. Będziesz wiedziała, gdzie mnie szukać.
- Ale...
- Musisz to zrobić sama. Później ci wszystko wyjaśnię. - przerwała mi i wyszła, co potwierdził trzask drzwi.
Rozglądałam się jeszcze chwilę trzymając kopertę w ręku. Ostatecznie zdecydowałam usiąść gdzieś przed domem, gdyż to miejsce powodowało jakiś niepokój wewnątrz mnie. Rozrywając kopertę ujrzałam w niej list i klucz. Najpierw zabrałam się za czytanie listu.


Kochana siostrzyczko,
Pisząc ten list obserwuję jak spokojnie drzemiesz na werandzie przed domem. Wyglądasz tak spokojnie i niewinnie, że mimowolnie się uśmiecham. Wiesz, że zawsze chciałem mieć młodszego brata? Jednak kiedy okazało się, że będę miał drugą siostrę doszedłem do wniosku, że to nawet lepiej. Wiesz to ja byłem tym starszym bratem, który mógł się wami opiekować. Po za tym nie miałem się z kim kłócić. Po śmierci dziadka zostaliśmy sami. Wtedy uświadomiłem sobie, że od tamtej chwili to ja stałem się głową rodziny i osobą odpowiedzialną za was. Tak bardzo mnie to przerażało, że nawet nie zdajesz sobie pojęcia, jak bardzo. Wtedy tak bardzo się o was martwiłem i zawsze będę. Bez znaczenie gdzie się znajdę. Chciałbym żebyś pamiętała, że byłaś dla mnie równie ważna, jak Lily. To nieprawda, że traktowałem cię inaczej niż ją. Po prostu z Lily spędzaliśmy więcej czasu.
Pamiętam jak pytałaś mnie, jak sobie poradzić ze stratą bliskiej osoby. Odpowiem trochę na przekór. Nie ważne co się wydarzy życie zawsze toczy się dalej. Daje ci powody do płaczu i powody do śmiechu. Zaufaj mu. Życie to osoba, którą trzeba zaakceptować jak partnera. Wejść w rytm jego walca, w jego wiry. Nieraz zmusza cię do wypicia litrów wody, myślisz, że umrzesz, a potem chwyta cię za włosy i wyrzuca dalej. Nieraz depcze ci po nogach, nieraz daje ci tańczyć walca. Trzeba żyć tak, jak tańczy się walca. Nie przerywać. Pokonywać próby, które na ciebie zsyła, aby uczynić cię silniejszą, bardziej zdecydowaną. Będą kolejne fale, lecz będziesz mieć siłę, aby je pokonać, zawsze ktoś wyciągnie cię z wody. To właśnie jest życie. Trzeba traktować je jak przyjaciela, tańczyć z nim, dawać, dawać, nie kalkując, a potem ono ci odpowie. Trzeba wziąć się w garść, pracować nad sobą, akceptować błędy, naprawiać je, inicjować ruch. Wówczas ono włącza się do twojego tańca. I tańczy z tobą walca. Teraz rozumiesz?
Ktoś zapytał mnie kiedyś jaki jest sens w płakaniu. Ja to wiem i bliskie mi osoby też doskonale się na tym znają. I kto nigdy na prawdę nie płakał i kto nigdy nie cierpiał, nie zrozumie, jak bardzo boli każda kolejna łza. Jak z każdą łzą odpływa kawałeczek nadziei. I nikt nie zrozumie ile znaczy każda rozmowa i jaką wagę mają poszczególne słowa, nikt kto nie był na skraju przepaści i nie poczuł, że powoli spada. Kto nie utracił choć na chwilę poczucia godności, kto nie wie co to znaczy nienawidzić siebie i nikt kto patrząc w lustro nie miał uczucia, że patrzy na złudzenie. Nie zrozumie nigdy, co to znaczy płakać i być smutnym. Żeby to zrozumieć trzeba to poczuć. Nasza rodzina doskonale to rozumie. Jednak zawsze trzeba ruszyć dalej. Mimo wielu przeciwnością losu nie należy patrzeć wstecz. Trzeba nauczyć się żyć teraźniejszością. Proszę, żebyś mi obiecała, że będziesz cieszyć się życiem i robiła wszystko, żeby być szczęśliwa.
Zawsze powtarzałem ci, że najważniejsze jest to, co czujesz w sercu. Ja nie zdążyłem być szczęśliwy dlatego liczę na to, że wam się uda. Zawsze marzyłem, że przypadnie mi ten zaszczyt odprowadzenia was do ołtarza i patrzenia na waszą miłość. Jednak to nie było mi pisane. Pamiętaj, tylko że człowiek uciekając od miłości ucieka od samego życia. Liczę na to, że zobaczę cię u boku miłości twojego życia. Zrób wszystko, żeby tak było, bo miłość to najpiękniejsze uczucie, które obecne jest w życiu człowieka. Dbaj o siebie i pamiętaj, że zawsze cię będę kochać siostrzyczko.

                                         Luke 

Powiedzieć, że byłam w szoku to mało. To są ostatnie słowa mojego brata skierowane do mnie. Ale dlaczego ukrył te listy w tym domu? Przecież mógł je zostawić w naszym domu. Ocierając spływające łzy biegiem ruszyłam w stronę miejsca, gdzie wszystko się skomplikowało. Jak się spodziewałam Lily już tam była. Czym prędzej podążyłam w jej kierunku. - Powiesz mi wreszcie o co chodzi?
- Nie wiem, co mam ci powiedzieć. Znalazłaś coś w swojej kopercie?
- Tak oprócz listu był też klucz, ale nie wiem po, co on jest.
- Znalazłam... a właściwie to Luke mi wskazał, gdzie to jest... Usiądź sobie to będzie długa opowieść. - odpowiedziała Lily. To musiało być coś trudnego dla niej, gdyż zazwyczaj wiedziała co powiedzieć.
- Proszę wytłumacz mi to wszystko, bo nic nie rozumiem. Najpierw ty twierdzisz, że mną manipulujesz i nie możesz sobie z czymś poradzić przez co znikasz na kilka dni, później dajesz mi list od Luke'a...
- Po pierwsze to się uspokój. A po drugie to jest bardziej skomplikowane niż mogłoby ci się wydawać.
- Powiedz to prosto z mostu. Już bardziej mnie nic nie zaskoczy... chyba...

- Wiesz, że od zawsze obwiniam się o to co się wydarzyło trzy lata temu... Gdyby nie mój durny pomysł Luke wciąż byłby z nami... Wciąż czuje się winna, ale teraz patrzę na to troszeczkę inaczej. Nie wiem, co ci napisał, ale z mojego listu wynika, że on wiedział iż zginie tamtego dnia. Wiedział to i nie przygotował nas na to. Myślałam nad tym wszystkim i doszłam do wniosku, że on miał przed nami jakieś tajemnice. Nie mówił nam o czymś, co musiało nas dotyczyć albo wciąż dotyczy. Nasz brat był w stanie zrobić wszystko byśmy były bezpieczne i szczęśliwe dlatego sądzę, że popadł w jakieś kłopoty. Jeszcze nie wiem czego one dotyczą ale się dowiem. Znalazłam jego notes ten, którego tak usilnie pilnował. Jak na razie jego zapiski niewiele mi mówią, ale w końcu dojdę do jakiegoś wniosku. W mojej kopercie również był klucz. Na dnie rzeki znalazłam skrzynkę otwieraną na trzy klucze. Nie pytaj mnie jak, bo to nie jest istotne. Sprawdziłam i mój klucz pasuje. Podejrzewam, że twój też będzie. Pozostaje jeszcze kwestia ostatniego klucza. Jestem prawie pewna, że Luke go gdzieś ukrył. Jeśli go znajdziemy z pewnością zawartość tej skrzynki wyjaśni nam wiele spraw. Szczerze mówiąc to czuje się bardzo zagubiona i winna? Spędzaliśmy tyle czasu razem i nic nie zauważyłam...
- Nawet nie zaczynaj. To nie jest twoja wina i wbij to sobie do głowy! - krzyknęłam rozdrażniona. - I jak to możliwe, że to wszystko dociera do nas dopiero teraz. Przecież minęły już 3 lata...
- Pewnie jakby nie przyjazd tego zespołu do tej pory nie wiedziałybyśmy nic. Nie miałabym powodu, żeby przenosić się do starego domu i nie odkryłabym tego wszystkiego.
- Dlaczego o wszystko się obwiniasz? Nie rozumiem tego. Zamknęłaś się w sobie i myślisz, że tak jest lepiej? A pomyślałaś może, że mi też nie było łatwo? - oburzyłam się.
- Z pewnością nie, ale odcięłam się od wszystkich nie bez powodu. Miałam już dosyć współczujących poklepywań, łzawych kondolencji i fałszywych zapewnień jaki to Luke był dobrym człowiekiem, choć połowa mieszkańców w okolicy go nawet nie znała! Nigdy nie potrafię zapełnić pustki. Pewnej części duszy, która bezwstydnie opuściła moje ciało. Żyję bez celu i bez powodu. Zaczynam zastanawiać się nad sensem życia, by próbować zaczerpnąć z niego najmniejszy owoc. Ale to i tak na nic, bo w końcu uświadamiam sobie, że tracąc coś w swoim życiu, cokolwiek, może to być ktoś bliski, a nawet przedmiot, do którego bardzo się przywiązaliśmy - to mijający czas wcale nie goi ran, on tylko sprawia, że cierpimy jeszcze bardziej i jeszcze silniej, a to boli. Ty nigdy tego nie zrozumiesz. Przeze mnie zginął i jestem tego pewna. Wiesz istnieje wiele prawd nie tylko ta, którą znasz... - powiedziała Lily po czym zaczęła iść przed siebie.
- Co ty mi próbujesz powiedzieć w tej chwili? Lily zaczekaj! - krzyczałam jednak ona nie miała zamiaru się zatrzymać. Próbowałam ją zatrzymać, ale na marne. Dosiadając Jeffa pomknęła przed siebie. O co jej chodziło? Wiele prawd? Jak zwykle mi nie chce czegoś powiedzieć. Czyżby to miało związek z tym wypadkiem? A co jeśli to nie był wypadek? Dlaczego to wszystko musi być takie skomplikowane. Już zdążyłam sobie wszystko poukładać i się z tym pogodzić, a tu nagle pojawiają się jakieś listy, skrzynki i inne sekrety. To za dużo, jak dla mnie. Nie jestem tak silna, jak Lily. Do tego dochodzi jeszcze sprawa Niall'a. Może było by lepiej jak oni by tu nie przyjechali? Dalej byśmy wiodły swoje nudne, rutynowe życie bez tych wszystkich komplikacji. Rozmyślając tak dotarłam do domu, gdzie natknęłam się na blondyna. Szybko wyminęłam go i weszłam do domu. Zastałam tam Marię rozmawiającą z Louisem i Harrym.
- O Lizzy tak nagle wyszłaś, że nie zdążyłyśmy pogadać. Może się dołączysz?
- Nie. Chcę z tobą porozmawiać na osobności. Teraz. - powiedziałam dobitnie po czym weszłam do gabinetu. Stanęłam pod oknem czekając na Marię.
- O co chodzi? Nie chcę cię strofować, ale zachowałaś się niezbyt miło.
- Rozmawiałam z Lily i...
- A właśnie gdzie ona jest?
- Przeniosła się do starego domu. Nawet nie wiesz jakich głupot mi nagadała. W skrócie stwierdziła, że jest beznadziejną siostrą, że za bardzo steruje moim życiem i, że musi sobie przemyśleć wiele spraw. A wiesz co jest najgorsze? Że ona ciągle się obwinia o śmierć Luka. Jeszcze przed chwilą mi zasugerowała, że to co niby uważam za prawdę wcale nią nie jest. - powiedziałam na jednym tchu. Ostatnie zdanie zrobiło największe wrażenie na Marii. Znowu o czymś nie wiem?
- Przecież ona nigdy nie chciała tam iść. Ba nawet planowała zburzyć ten dom, ale się nie odważyła. Widzę, że pod moją nieobecność wiele się wydarzyło. Jak się czujesz?
- Nie wiem. Jednocześnie jestem zła, sfrustrowana, smutna i nieszczęśliwa. To co powiedziała mi Lily sprawiło, że czuję się podle. Ona za wszystko wini siebie. Dla mnie jest najlepszą siostrą na świecie. Po za tym nie uważam, że za bardzo wpływała na moje życie. Nie wiem, co mam zrobić...
- Porozmawiam z nią. Może uda mi się coś z niej wyciągnąć.


Podczas mojego spaceru jeszcze więcej myślałem nad tym wszystkim, co się wydarzyło od naszego przyjazdu tutaj. Z jednej strony wszystko małymi kroczkami wraca do normy, ale z drugiej mam wrażenie, że psujemy wszystko, co na tym ranczu miało swój porządek. W dodatku jest jeszcze kwestia Lizzy. Tyle czasu spędziliśmy na rozmowach i świetnie nam to szło, a teraz z jakiegoś powodu mnie unika. Bez słowa minęła mnie w drzwiach. Muszę z nią porozmawiać i choćbym miał ją do tego zmusić to zrobię to. Wszedłem za nią do domu, ale widząc że rozmawia z Marią skierowałem się do kuchni. Jednak tam siedział Liam. Nie chciałem mu przeszkadzać zważywszy na to, że ostatnio coś humor mu nie dopisywał więc podążyłem ku schodom. Przechodząc obok gabinetu natrafiłem na rozmawiające Lizzy z Marią. Nie chciałem być wścibski, ale to było silniejsze ode mnie. To całe ranczo skrywa o wiele więcej tajemnic niż mogłoby się wydawać. Nie za bardzo rozumiem o co chodzi, ale liczę, że Lizzy mi w końcu wszystko wytłumaczy. Słysząc, że Maria zamierza wyjść wszedłem do środka. - Lizzy możemy w końcu porozmawiać?
- To ja was zostawię. - powiedziała Maria po czym się ulotniła.
- O czym chcesz rozmawiać? Ja naprawdę nie mam dziś siły na żadne rozmowy.
- Powiesz mi co zrobiłem źle, że mnie unikasz? - zapytałem na co blondynka w końcu podniosła na mnie wzrok.

- Wiem, że obiecałam ci, że razem naprawimy wasz zespół i będziemy optymistycznie podchodzić do życia, ale teraz pojawiło się tyle problemów, że tak nie potrafię... Najpierw muszę rozwiązać swoje problemy, których do końca nie rozumiem...
- Może będę ci mógł pomóc?
- To nie jest twój interes. - odpowiedziała Lizzy. - Przepraszam cię. Po prostu dzisiaj nie mam na to siły. Muszę iść odpocząć. Przepraszam Niall - dodała po czym wyszła zostawiając mnie samego z milionem pytań bez odpowiedzi. Nie wiem jak długo tu stałem, ale z zamyślenia wyrwał mnie trzask drzwi.
- Co ty tutaj robisz?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy