niedziela, 25 października 2015

Rozdział 27

- Przyszedłem, żeby w końcu wszystko wyjaśnić.
- Dobrze. Postaram się nie przerywać. - powiedziała posyłając mi przyjazne spojrzenie. Miła odmiana z jej strony. Szkoda, że w takiej sytuacji. Pewnie jak się wszystkiego dowie, to zmieni swoje nastawienie. Ale jak już powiedziałem A, to muszę powiedzieć i B.
Melanie
- Przez dwa lata staliśmy się bardzo popularni. Jak już wspominałem od tamtego czasu nie rozmawiałem z rodzicami. Z siostrami utrzymywałem kontakt jednak nie chciałem, żeby mnie odwiedzały. Wiem, że to było samolubne z mojej strony, ale wtedy nie potrafiłem inaczej. Sądziłem, że rodzice odtrącą je jeśli do mnie przyjadą. Miałem dużo żalu do nich. Starali się ze mną porozmawiać, ale ja nie chciałem słuchać... Mimo, to ze dwa razy mnie odwiedziły. Któregoś dnia zadzwoniła do mnie Mia, że Melanie gdzieś zniknęła. Pamiętam, jak bardzo się wtedy wystraszyłem. Od razu chciałem jej szukać. Jednak nie wiedziałem od czego zacząć. Wtedy ona pojawiła się u mnie i stwierdziła, że chce ze mną zamieszkać, bo rodzice jej nie rozumieją. - zacząłem i podałem Lily zdjęcie Melanie - Musiałem się zgodzić, bo inaczej zniknęła by gdzieś. Bardzo się zmieniła odkąd ją ostatni raz widziałem. To już nie była ta sama dziewczyna. Przez miesiąc mieszkała u mnie i starałem się jej pilnować, jak mogłem. Chłopaki też mi pomagali. Mimo to wiele razy udało się jej wymknąć wieczorem. Zawsze tłumaczyła, że spotykała się z koleżanką. Wtedy nie miałem powodu, żeby jej nie wierzyć. Jednak prawda była inna. Mel zaczęła popełniać moje błędy. Poznała jakiegoś kolesia, który zawrócił jej w głowie. Najgorsze było to, że on zaczął ją zabierać na nielegalne wyścigi, co bardzo imponowało mojej siostrze. Dowiedziałem się o tym zbyt późno... Zawsze starałem się ją chronić przez to, że była najmłodsza. Robiłem wszystko, co mogłem, żeby jej nikt nie skrzywdził. Swego czasu nawet odsyłałem z kwitkiem wszystkich jej potencjalnych kandydatów na chłopaka przez co zawsze się denerwowała. Do tej pory pamiętam jej uśmiechniętą buźkę i te czekoladowe oczy, które wpatrywały się we mnie z furią kiedy coś jej zabrałem. Wtedy wstydziłem się przyznać, że się po prostu o nią martwię. Przez ten miesiąc kiedy u mnie była myślałem, że uda mi się znaleźć w niej moją małą Mel. Nie wiem czy mi się to udało czy tak dobrze udawała, ale faktycznie jak byliśmy sami było tak jak dawniej. Wtedy byłem taki głupi... - powiedziałem biorąc głęboki oddech. Lily nie patrzyła na mnie, ale uważnie słuchała. - To wszystko wydarzyło się rok temu. Dokładnie 1 kwietnia. Pogoda była typowa dla tego miesiąca. Ale tamtego dnia było zimno, jak cholera. Padał deszcz i wiał silny wiatr. Siedzieliśmy z chłopakami na kanapie i oglądaliśmy jakąś komedię w telewizji. Swoją uwagę miałem skupioną na telefonie. Pisałem wtedy z Mią i opowiadałem jej co u nas i jak sobie radzę z Mel. Wtedy pojawiła się moja młodsza siostra i zaczęła krzyczeć.
- Czy ty jesteś normalny Zayn?! - na co wszyscy skierowaliśmy na nią wzrok. - Co ty nagadałeś Rayan'owi? - nim zdążyłem otworzyć usta znowu wybuchła - I nie mów, że z nim nie rozmawiałeś, bo wiem, że tak było. - wstałem z zajmowanego miejsca i pociągnąłem ją do kuchni. Nie miałem zamiaru kłócić się z nią przy chłopakach. 
- Rozmawiałem z nim. Przyszedł tu, któregoś dnia i powiedział, że wisisz mu jakieś pieniądze. Jak mu zapłacę to się od ciebie odczepi.
- Kłamiesz. On mnie kocha tak, jak ja jego. - powiedziała. - Skoro już wiesz, że mam chłopaka to dzisiaj z nim wychodzę.
- Nigdzie z nim nie pójdziesz. Jesteś pod moją opieką i nigdzie cię nie puszczę. Jasne?
- Och...- jęknęła. - A to nie dzisiaj macie ten wywiad w tv? - zapytała, a ja otworzyłem usta, żeby jej coś odpowiedzieć, ale nie wiedziałem co - Po za tym nawet nie zauważysz kiedy wyjdę. - powiedziała i pobiegła do swojego pokoju. Faktycznie tego dnia mieliśmy jakiś wywiad... Stałem przez chwilę w kuchni, aż dołączył do mnie Niall.
- Znowu jakiś problem?
- Taa... Chciała wyjść z tym Rayan'em, ale jej zabroniłem.
- I bardzo dobrze. Kolesiowi chodzi tylko o twoją kasę.
- Wiem, ale nie wiem co mam z nią zrobić. Musiałem się zgodzić, żeby tu została, ale ewidentnie sobie nie radzę. 
- Mel w końcu zobaczy, co to za typ i odpuści. 
- Mam taką nadzieję. - powiedziałem i wtedy zjawił się Harry. Zabrał się za szykowanie obiadu. Akurat wypadł ten dzień, w którym on coś przyrządzał. Zazwyczaj zamawialiśmy coś do jedzenia, bo nie chciało nam się gotować. No ale nie ważne. Pół godziny później zasiedliśmy do posiłku, przy którym nie obyło się bez kazania z mojej strony. Na całe szczęście Mel powstrzymała się od komentarzy. Po obiedzie rozeszliśmy się, by przygotować się do tego wywiadu. Wziąłem szybki prysznic i ubrałem się standardowo na czarno. Najwięcej czasu zajęło mi ułożenie włosów przez, co chłopacy mnie popędzali. Nie chciałem, żeby moja siostra została sama więc poprosiłem Katie by do niej przyjechała. Poleciłem również ochronie, żeby mieli na nią oko. Starałem się zawsze nie zostawiać jej samej. Tym bardziej odkąd dowiedziałem się o tym jej chłopaku. Pojechaliśmy na ten wywiad, ale nie mogłem się skupić. Kiedy skończyliśmy zauważyłem, że mam kilkanaście połączeń od Katie. Szybko oddzwoniłem. - Co się dzieje Katie?
- Mel gdzieś zniknęła. Szukaliśmy jej, ale nigdzie jej nie ma. Dosłownie na sekundę zostawiłam ją samą. - usłyszałem na, co moje serce zaczęło bić szybciej.  Mogłem ją zabrać ze sobą. Przecież mówiła, że wyjdzie.
- Zostań tam na wypadek, jak by wróciła. - powiedziałem i się rozłączyłem.
- Liam daj mi kluczyki. 
- Co się stało? - zapytał podając mi wspomniany przedmiot. Nie miałem czasu by mu odpowiadać. Szybko wybiegłem i docierając do samochodu odjechałem z piskiem opon. W drodze, nie wiem jak to zrobiłem, ale udało mi się dowiedzieć gdzie jest moja siostra. Potwierdziły się moje obawy. Zmierzałem w stronę dzielnicy gdzie odbywały się nielegalne wyścigi. Dodawałem coraz więcej gazu, całkowicie ignorując fakt, że mogę spowodować wypadek lub się zabić. Telefon nieustannie dzwonił, ale wtedy mnie to nie obchodziło. W tamtej chwili najważniejsze było to bym znalazł Mel zanim wystartuje z tym gnojkiem. Jednak się spóźniłem. Kiedy dojeżdżałem na stary parking w tej opuszczonej dzielnicy zauważyłem jak Mel wsiada do jednego z samochodów, a ten rusza z piskiem opon. Zwiększając prędkość jeszcze bardziej udało mi się z nimi zrównać. Rayan specjalnie "zarzucał" samochodem powodując piski przerażenia ze strony Melanie. Próbowałem przekrzyczeć warczące silniki. Słyszałem również nawoływania mojej siostry, żeby ten gnojek się zatrzymał. 
- Mel! Spójrz na mnie - nie było to łatwe prowadzić i jeszcze zerkać na samochód obok.
- Zayn! Ja się boję! - było słychać krzyki Melanie. 
- Zatrzymaj się kretynie! Zapłacę ci te cholerne pieniądze! - krzyczałem najgłośniej jak potrafiłem. - to sprawiło, że ten kretyn w końcu zainteresował się tym, co mówiłem. Jednak wtedy to wszystko się stało. Ten obraz, który miałem przed oczami... Słyszałem tylko pisk opon i przeraźliwy krzyk mojej siostry... Ich samochód wpadł w poślizg ostatecznie uderzając w drzewo z taką siłą, że oboje wylecieli przednią szybą. Zatrzymałem samochód i pobiegłem w stronę mojej siostry. Oboje leżeli na mokrej trawie. Ten gnojek jęczał i zwijał się z bólu, ale moja siostra nie... Podszedłem bliżej po czym ułożyłem jej głowę na swoich kolanach. Dopiero wtedy zauważyłem, że jej głowa mocno krwawiła. Błagałem, żeby otworzyła oczy, jednocześnie powtarzając, że wszystko będzie dobrze. Jednak nie zrobiła tego. Jej oczy pozostały zamknięte, a włosy posklejane miała od krwi i moich łez... - Przetarłem oczy, ponieważ w powiekach zbierały mi się łzy. Zawsze tak jest kiedy myślę o tym wszystkim. Zauważyłem, że Lily również płakała. - Potem wszystko działo się w zawrotnym tempie. Przyjechała policja, pogotowie... Zabrali mi Melanie, choć kłóciłem się, że za chwilę otworzy oczy i powie, że to był okropny żart. Jednak nic takiego się nie wydarzyło... Moja mała siostrzyczka odeszła na zawsze... Wiedziałem, że to wszystko jest moją winą… Gdybym ją przypilnował to wszystko by się nie zdarzyło...A co najważniejsze nie zabiłbym mojej siostry...  Wiesz co jest najgorsze? Że temu kolesiowi nic się nie stało! Miał tylko połamane żebra i pękniętą śledzionę... To jest właśnie to co wywróciło wszystko do góry nogami... Co spowodowało, że tak bardzo nienawidzę siebie... Zabiłem moją siostrę... Przez jakiś czas nawet nie wiem co się ze mną działo. Nic nie pamiętam. Nie chciałem z nikim rozmawiać. Żyłem jak w próżni... Odtrąciłem wszystkich, którzy chcieli mi pomóc. Tak bardzo czułem się winny, zresztą nadal tak jest, że zamknąłem się w sobie. Wtedy właśnie wszystko zaczęło się psuć...
- Już wystarczy Zayn... - powiedziała Lily podchodząc do mnie - Nie musisz nic więcej mówić - dodała obejmując mnie. Wszystkiego mogłem się spodziewać, ale nie tego. Zszokowany po chwili odwzajemniłem ten gest. Nie wiem ile tak staliśmy, ale w końcu brunetka się ode mnie odsunęła. Biorąc głęboki oddech zaczęła mówić - Mówi się, że czas leczy rany. Są jednak takie, które mimo upływającego oceanu sekund za nic nie chcą zamienić się w blizny i w końcu zniknąć... Jednak masz tą nadzieję, że wydarzy się coś, co spowoduje, że w końcu, choć w minimalnym stopniu ta rana pokryje się cienką błoną... i wtedy od ciebie zależy czy pozwolisz się jej zasklepić czy na nowo rozerwiesz na strzępy...- nabierając powietrza kontynuowała -  Wydaje mi się, że ten upadek, ku któremu dążysz, to upadek szczególny, wyjątkowo przerażający. Człowiekowi, który spada w przepaść, nie dana jest świadomość ani poczucie, że znalazł się na dnie. Po prostu stacza się i stacza coraz bardziej. A tak się akurat dzieje, że spotyka to ludzi, którzy w tym czy innym momencie swojego życia poszukiwali czegoś, czego ich środowisko dać im nie mogło. W każdym razie takie mieli wrażenie. I którzy zrezygnowali z poszukiwań. Zrezygnowali, zanim tak naprawdę w ogóle je zaczęli. Rozumiesz mnie? - dodała i zamierzała wyjść.
- Dlaczego chcesz teraz wyjść? - na moje słowa się odwróciła.
- Jak teraz tego nie zrobię to... to chyba zabraknie mi powietrza... Przepraszam Zayn... Przepraszam.... - szepnęła i wyszła. Nie mogłem tak tego zostawić. Musiałem się dowiedzieć co teraz o mnie myśli. Wyszedłem więc za nią. Minąłem zdezorientowanych Lizzy i Niall'a i udałem się w stronę stajni. Moje przypuszczenia okazały się słuszne. Lily stała przy jednym z boksów i płakała. Ten widok sprawił, że poczułem się jeszcze gorzej niż wcześniej. Jestem pewny, że płakała przeze mnie. Przez to, co jej powiedziałem. Wyglądała tak bezbronnie, że bałem się do niej podejść. Niecodziennie słucha się tak okropnych historii, ale nie spodziewałem się, że brunetka będzie tak rozpaczliwie płakać. Chyba, że...
 - Lily...
- Zostaw mnie, Zayn. - ledwo wyszeptała.
- Aż tak bardzo to na ciebie wpłynęło? Pewnie masz mnie za najgorszego człowieka na ziemi, ale...
- Nie uważam tak. Z twojej opowieści wynika, że to nie twoja wina.
- To dlaczego...
- Chcę zostać sama. Rozumiesz?
- Nie odejdę stąd dopóki nie powiesz mi o co chodzi. - powiedziałem pewnie.
- Ty nic nie rozumiesz....
- To mi wytłumacz.
- Nie mogę. Nie potrafię i  nie chcę... - rzekła. - Idź stąd - powiedziała.
- Nie zostawię cię samej. - na moje słowa Lily chciała wyjść, ale zatrzymałem ją przyciągając do siebie. - Dlaczego ty wszystko komplikujesz? Przyjechałeś tutaj i krok po kroku rozwalasz to wszystko, co budowałam przez tyle czasu. Czego ty do cholery oczekujesz? Moje życie nie powinno cię obchodzić. Za kilka tygodni wyjedziesz i... - nie zdążyła dokończyć, gdyż zamknąłem jej usta pocałunkiem. To był impuls. Nie chciałem słuchać tego, co mówiła. Za wszelką cenę stara się nie dopuścić mnie do siebie, ale ja tak nie potrafię. Czego ona się boi? Sama mówiła, że muszę odnaleźć siebie, a sama co robi? Próbuje postawić przed sobą mur by nikt nie poznał prawdziwej Lily. Ciągle udaje, że wszystko jest okej choć nie jest. Gdyby tylko spróbowała się otworzyć może potrafiłbym jej pomóc tak, jak ona to robi dla mnie. Już samo to, że wyznałem jej całą prawdę w jakimś stopniu przyniosło mi ulgę. Kiedy się od siebie oderwaliśmy Lily automatycznie spuściła głowę. Głęboko odetchnęła po czym przemówiła patrząc mi prosto w oczy. - Obiecałam, że ci pomogę, ale miałeś się trzymać ode mnie z daleka. Prosiłam wiele razy, żebyś nie próbował robić tego, co robisz. Powiedz, mam cię błagać, żebyś odpuścił?
- O czym ty mówisz?
- Nie jestem w stanie odwzajemnić twoich uczuć. Rozumiesz? Nie potrafię tego zrobić. Lepiej dla ciebie jak odpuścisz. Inaczej pociągnę cię jeszcze bardziej na dno. Więc błagam cię przestań. Przestań robić mi jakieś nadzieję. - wykrzyczała odsuwając się ode mnie.
- Nie zostawię cię. Rozumiesz? Nie potrafię. Przez tak krótki czas stałaś się dla mnie bardzo ważna. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale tak jest.
- Nie Zayn. Zrozum wreszcie, że ja nie zniosę więcej tego bólu i poczucia winy, które noszę w sobie. Jeśli pozwolę ci wejść do mojego świata, to do reszty się rozpadnę. Już nie mam siły walczyć z całym światem. Nie mam siły by próbować. Z pozoru jestem silna i twarda, ale wgłębi nie wyrabiam. Nadzieja już mi nie wystarcza. Nawet boje się ją mieć. Rozumiesz? W całym moim życiu nie spotkało mnie jeszcze nic dobrego. Nic co pozwoliłoby mi choć na sekundę odetchnąć i być szczęśliwą. - powiedziała gwałtownie próbując wciągnąć powietrze i próbując otrzeć spływające łzy. Przeraziłem się gdyż wyglądało, to jakby się dusiła. Nim się spostrzegłem Lily bezwładnie osunęła się na ziemię. To się nie dzieje naprawdę. Podchodząc bliżej ułożyłem jej głowę na swoich kolanach.
- Lily. Otwórz oczy. - mówiłem w kółko. - Błagam cię popatrz na mnie. - Jednak nawet się nie poruszyła. Wziąłem ją na ręce i skierowałem się w stronę domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy