Dotarły do mnie te słowa na co energicznie się odwróciłem. Przede mną stała Lily we własnej osobie. Nie wyglądała na zbyt zadowoloną. Przypomniały mi się wręcz nasze początki na tym ranczu kiedy brunetka była wrogo do nas nastawiona. O ile kiedykolwiek przestała. Dokładnie.
- Rozmawiałem z Lizzy. Dosłownie przed sekundą stąd wyszła. Ja też zamierzałem i wtedy...
- Już dobrze, ale na przyszłość tutaj nie wchodź. Rozmawiajcie sobie gdzieś indziej okej?
- Okej. - odpowiedziałem. - Dobrze, że już wróciłaś. Zayn nie wie co ze sobą zrobić i jeszcze Lizzy...
- Oboje już nie są dziećmi poradzą sobie. A co do mojego powrotu to jeszcze nie wiem czy z powrotem się tu przeniosę. Dobrze jest jak jest. - powiedziała. - W sumie to usiądź mam kilka pytań do ciebie. - dodała na co posłusznie zająłem wskazane miejsce. - Wydaje mi się, że wiesz więcej niż powinieneś. Znam skłonności Lizzy do rozmawiania o wszystkim z kimś kto po prostu poświęci jej trochę uwagi. Stąd moje pytanie czy ostatnio wspominała ci o czymś, co mogłoby się wydawać dla niej ważne?
- Nie bardzo. Ona od kilku dni mnie z jakiegoś powodu unika. Nie wiem czy coś źle zrobiłem czy...
- Faceci to jednak kretyni - mruknęła Lily.
- Co?
- Nic. Wyjaśnij mi pokrótce co się tu działo podczas mojej nieobecności.
- Co do Zayna, to jak już wspominałem siedzi cały czas w pokoju i odchodzi od zmysłów, Liam jest nie w humorze od kilku dni, Harry z Louisem rozmawiają, ale ten pierwszy też ma jakiś problem, a ja próbuję porozmawiać z twoją siostrą choć mnie unika. To chyba wyszłoby na tyle.
- Jakbyś powiedział mi coś czego bym się nie domyślała. Zresztą nieważne. - powiedziała bardziej do siebie. Kiedy zamierzałem coś dodać zadzwonił telefon. - Przepraszam.
- To ja już pójdę. - powiedziałem po czym wyszedłem udając się do swojego pokoju.
***
Obudziłem się w środku nocy. Coś mi tu nie grało. Wodziłem zaspanym wzrokiem po pokoju, ale nie dostrzegłem nic niepokojącego. Zachciało mi się pić więc wyszedłem z pokoju. Niosąc szklankę wody właśnie przechodziłem obok pokoju Lizzy kiedy usłyszałem jakieś krzyki. Nie czekając wszedłem do środka. Lizzy niespokojnie rzucała się na łóżku i płakała przez sen. Wcześniej jej się to nie zdarzyło. Przynajmniej nie słyszałem. Chwytając ją za ramiona i powtarzając kilkakrotnie jej imię potrząsnąłem nią. Gwałtowne wciągnięcie powietrza było znakiem, że blondynka się obudziła. Kiedy na mnie spojrzała w jej oczach zobaczyłem przerażenie, ale też smutek. Przytuliłem ją do siebie i starałem uspokoić. W tamtym momencie nie liczyła się moja mokra od jej łez koszulka tylko to, żeby się uspokoiła. Nie wiem ile czasu tak siedzieliśmy nim Lizzy przestała płakać. Jednak wystarczająco długo gdyż jej oczy były czerwone od płaczu.
- Już lepiej?
- Lepiej. - wychrypiała.
- Masz napij się. - powiedziałem podając jej szklankę z wodą.
- Dlaczego nie śpisz?
- Coś się stało? Dlaczego krzyczałaś?
- Proszę Niall... - szepnęła tylko.
- Nie. Nigdzie się nie wybieram. Porozmawiasz w końcu ze mną. Poczekam ile będę musiał.
- Możemy porozmawiać jutro? Teraz nie mam do tego głowy.
- Pewnie. Spróbuj zasnąć, a ja tu posiedzę.
- Nie wygłupiaj się. Nie będziesz siedział pół nocy na fotelu. Połóż się obok mnie. Mam wielgachne łóżko. - powiedziała cicho po czym sama położyła się z powrotem.
Obudziłam się otulona ramionami Niall'a. Zaraz co? Co on tutaj robi? Zastanawiałam się chwilę i w końcu powróciły do mnie wspomnienia z nocy. Już dawno nie miałam żadnych koszmarów, a teraz znowu się to dzieje. Wcześniej co noc budziłam się z krzykiem przez co Lily siedziała przy mnie całe noce. Czułam się z tym źle, bo przeze mnie się nie wysypiała. I teraz to samo było z Niall'em. Zarwał przeze mnie pół nocy więc teraz zasłużył by się wyspać. Delikatnie wyswobodziłam się z jego objęć i po cichu przemknęłam do łazienki by się odświeżyć. Już ubrana zeszłam na dół natrafiając na Marię krzątającą się po kuchni i rozmawiającą z Louisem. - Cześć wam.
- Cześć. - odpowiedzieli jednocześnie.
- Gdzie reszta?
- Jeszcze się nie zjawili.
- Już jestem. - powiedział Liam wchodząc do pomieszczenia. - Harry też zaraz będzie. Nie było łatwo, ale w końcu się obudził.
- Kto to widział wstawać tak wcześnie. - mruknął tylko Harry.
- Ciesz się, że Lily nie każe ci wstawać razem z sobą. - powiedziałam po czym zabraliśmy się za posiłek. Kiedy tak siedzieliśmy w końcu zjawił się Niall.
Gdy się obudziłem Lizzy już nie było w łóżku. Jednak wciąż można było wyczuć, że jeszcze niedawno tu była. Unoszący się truskawkowy zapach o tym świadczył. Przetarłem oczy i zwlokłem się z łóżka. Teraz pozostaje kwestia przejść niezauważonym do własnego pokoju. Ledwo otworzyłem drzwi dobiegł mnie przecudowny zapach, co skłoniło mnie, żeby od razu udać się w kierunku skąd pochodził.
- Cześć. - odezwałem się i odpowiedział mi cały chór. - Jest coś pysznego dla mnie?
- Za późno przyszedłeś stary. - odezwał się Louis pokazując mi pusty talerz na potwierdzenie swoich słów.
- No już nie wkręcaj go. Masz swoją porcję na blacie. - powiedziała Maria na co automatycznie poszukałem tego talerza i zabrałem się za jedzenie. Pozostali powrócili do prowadzonej konwersacji. Kiedy skończyłem jeść dyskretnie wskazałem Lizzy, żeby za kilka minut przyszła do mnie. Skinęła mi głową więc tylko mruknąłem, że idę się ogarnąć i wyszedłem. W sumie to nawet nie wiem czy ktoś słyszał to, co powiedziałem. Ledwo zdążyłem się odświeżyć, a usłyszałem pukanie do drzwi. Wpuściłem blondynkę do środka i zająłem miejsce na łóżku. Ona również usiadła więc mogliśmy zacząć naszą rozmowę.
- Możesz mi wyjaśnić czy coś się stało, że mnie unikasz? - zapytałem prosto z mostu.
- Ja... Przepraszam cię. Ja po prostu tak mam. Jak tyle problemów spada na mnie w jednym czasie to chcę być sama dlatego wszystkich unikam.
- Wydaje mi się, że nie o to chodzi. Wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć.
- Zapomnij o tym Niall. Może kiedyś ci opowiem o tym wszystkim, ale jeszcze nie teraz. Najpierw muszę razem z Lily się z tym rozprawić, bo to dotyczy tylko nas. Po za tym tyle jest tego, że nie starczyłoby waszego pobytu. - powiedziała posyłając mi nikły uśmiech.
- Dobrze. Uznajmy, że ci wierzę. Proszę tylko, żebyś więcej mnie nie unikała. Świetnie mi się z tobą rozmawia, a przez te kilka dni strasznie mi się nudziło.
- Rozmawiałeś z Zayn'em, więc nie udawaj...
- To szczegół. - odparłem.
- Dzięki, że ze mną zostałeś. Może nie potrafiłam tego pokazać, ale dużo to dla mnie znaczy. Zawsze gdy miałam koszmary była ze mną Lily, a teraz....
- Nie musisz dziękować. Nie myśl już o tym.
- Po prostu nikt poza moją siostrą nie widział mnie w takiej rozsypce. A ty zostałeś mimo wszystko. Jeszcze raz dzięki. - powiedziała lekko speszona. Złapałem ją za ręce i poprosiłem by na mnie spojrzała.
- Obiecaj mi, że jak będziesz miała koszmar to przyjdziesz do mnie. Dopóki tu będę obojętnie, o której godzinie po prostu przyjdź. Okej?
- Ale...
- Proszę obiecaj mi to. - widziałem w jej oczach zachwianie, ale ostatecznie kiwnęła pionowo głową i powiedziała - Obiecuję, Niall. - i nie czekając dłużej po prostu ją przytuliłem. Staliśmy przez chwilę w uścisku po czym Lizzy się ode mnie odsunęła, ocierając mokre od łez oczy.
- Ty również mi coś obiecaj, dobrze?
- Co takiego?
- Że nie zapomnisz o mnie. - powiedziała cicho. Nawet jakbym chciał to nie potrafiłbym tego zrobić.
- Obiecuję. - odpowiedziałem pewnie.
Dzisiejsza noc była dla mnie koszmarem. Co chwilę się budziłam i miałam złe przeczucia. W końcu po którymś z kolei razie wstałam i narzucając na siebie jakąś bluzę skierowałam się do domu. Po cichu, żeby nikogo nie obudzić weszłam na górę, by sprawdzić co z Lizzy. Uchylając lekko drzwi dostrzegłam, że moja siostra nie jest sama. W pierwszej chwili się zdenerwowałam i chciałam się odezwać, ale oboje są dorośli więc nie będę się wtrącać. Wychodzi na to, że doszli już do porozumienia. Widząc, że wszystko jest w porządku wycofałam się i wróciłam do starego domu. Jednak nadal coś mnie trapiło. Zawsze okazywało się, że Lizzy miała koszmary kiedy czułam taki ucisk w środku, ale spała spokojnie w dodatku już dawno nie miała złych snów. Czy choć raz nie może być dobrze? Rankiem postanowiłam, że wrócę do domu. Tam łatwiej jest wszystko kontrolować. Po za tym dziś mam pewną ważną sprawę dla jednej osoby. Oby tylko się udało. Po ogarnięciu się skierowałam się w stronę pastwiska, gdzie znalazłam Jose.
- Jose! Mam sprawę.
- Miło cię w końcu widzieć. O co chodzi?
- Doszłam do wniosku, że za bardzo poświęciłam się pracy i, że za bardzo chciałam robić wszystko sama. Dlatego wpadłam na pewien pomysł.
- Już od dawna ci mówiłem, że powinnaś to zrobić.
- No już nie zaczynaj - pogroziłam mu palcem - Zatrudniłam nowego pracownika, któremu myślę, że mogę zaufać.
- Kto to jest?
- Chodź - złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę domu.
- Przecież mogę iść sam. Nie musisz mnie prowadzić za rączkę - powiedział oburzony.
- Po prostu idź i nie marudź.
- Jesteś zdecydowanie pewniejsza siebie, ale przy tym bardziej uparta.
- Bardzo śmieszne - odpowiedziałam. Wchodząc do domu natknęliśmy się na Zayn'a.
- Lily?
- Nie teraz, Zayn - powiedziałam szybko. - A ty mówiłeś, że nie trzeba cię prowadzić za rączkę - dodałam do Jose. Przechodząc obok salonu napotkałam tylko ciekawe spojrzenia wszystkich tam zebranych. Zignorowałam je i pociągnęłam Jose do gabinetu. Przystając przed drzwiami zwróciłam się do niego. - Ty wchodzisz pierwszy - obserwowałam jego reakcję. Najpierw niedowierzanie, później ulga aż wreszcie radość. - To jest nasz nowy pracownik - powiedziałam chytrze.
- Czy to się dzieje naprawdę?
- Mogę cię uszczypnąć.
- Witaj synu. - tak moim nowym pracownikiem był ojciec Jose. Nie widzieli się przez długi czas, a mi za każdym razem było przykro, gdy mi o tym opowiadał. Dlatego postanowiłam ściągnąć na ranczo jego rodzinę. Wiele razy mi opowiadał, że rodzice musieli go tu wysłać, gdyż wierzyli, że będzie mu tu lepiej. I tak było lecz to lepsze życie nie było w pełni szczęśliwe bez rodziców. Ja swoich straciłam dlatego zrobiłam wszystko, by ściągnąć resztę rodziny Alvarez tutaj. Kiedy wreszcie Jose trochę się ogarnął zwrócił się do mnie.
- Jak ty to...
- Tyle razy mówiłeś mi, że bardzo się o nich martwisz i tęsknisz za nimi więc poszperałam trochę i ściągnęłam ich tutaj.
- Przecież to kosztowało majątek... Oddam ci wszystko co do grosza.
- Nie przesadzaj. Pieniądze to rzecz nabyta. Po za tym ty tyle dla mnie zrobiłeś, że chociaż tak mogłam się odwdzięczyć. W dodatku twój tata doskonale zna się na rzeczy.
- Dziękuję ci. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. - powiedział i mnie przytulił.
- Nie dziękuj. Dla mnie podstawą jest lojalność, a komu mogłabym bardziej zaufać jak nie twojej rodzinie?
- Dzięki, Lily.
- Dobra już starczy tych czułości. Zaburzasz moją postawę władczej właścicielki.- powiedziałam z uśmiechem na co wszyscy się zaśmiali. - Zostawię was na chwilę. Jak będziecie gotowi to przyjdźcie. - dodałam po czym wyszłam z pomieszczenia. Postanowiłam poczekać na nich w kuchni z uwagi na to, że reszta była w salonie. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, ale takie moje szczęście, że po chwili zjawił się Zayn.
- W końcu wróciłaś. Przez te kilka dni nie wiedziałem co ze sobą zrobić - powiedział. Czy on naprawdę nie może przestać? Owszem pomogę mu się pozbierać, ale nie może mnie traktować jak obiekt zainteresowania. Nic więcej się nie liczy. Przyjechał tu w konkretnym celu i niedługo stąd wyjedzie i na tym zakończy się jego przygoda z "La luną". - Lily? Słuchasz mnie?
- Coś do mnie mówiłeś?
- Chciałem... - zaczął lecz zadzwonił telefon.
- Przepraszam muszę odebrać. - przerwałam mu pospiesznie kiedy się do mnie zbliżył. - Ranczo "La luna". W czym mogę pomóc? - uważnie słuchałam rozmówcy, a Zayn mi się przyglądał jakby się nad czymś zastanawiał. Z każdym kolejnym słowem coraz bardziej się denerwowałam. - Ok. Zajmij się nim. Zaraz przyjdę - dodałam i się rozłączyłam. - Muszę iść. Przekaż Jose, że później mu wszystko wytłumaczę.
- Zaczekaj. Idę z tobą. - odpowiedział. Nie miałam czasu, żeby się kłócić więc tylko poinformowałam Marię i wyszliśmy z domu. Droga nie zajęła nam dużo czasu. Kiedy w końcu dotarliśmy na miejsce moja złość się jeszcze bardziej nasiliła.
- Dalej się z nim zabawiasz?
- Co się tu dzieje, Mark? - spytałam.
- Przyłapałem go, jak próbował przeciąć ogrodzenie. Chciał uciec, ale chłopaki go zatrzymali.
- Mówiłam ci Jack, żebyś dał sobie spokój z tymi intrygami. Ostatni raz widzę cię próbującego zniszczyć coś co należy do mnie. Lepiej dla ciebie będzie jak mnie posłuchasz.
- Myślisz, że twoje groźby mnie przestraszą?
- Myśl sobie co chcesz. Ostrzegam cię, że potrafię być naprawdę wredna, jeśli ktoś mi zalezie za skórę.
- Nawet ten twój fagas cię nie obroni. - powiedział Jack co wkurzyło Zayn'a.
- Nie wtrącaj się Zayn. Nie warto - zwróciłam się do niego. - Wyrzucie go stąd i przypilnujcie czy na pewno odjechał. - zwróciłam się do pracowników - A ty lepiej uważaj, bo następnym razem zgłoszę to na policję - dodałam i pociągnęłam Zayn'a w stronę domu.
- La puta callejera - mruknął Kinsley. To już przelało szalę goryczy. Podchodząc do niego uderzyłam go z całej siły w twarz, na co aż upadł na ziemię. Usłyszałam tylko śmiechy pozostałych.
- Następnym razem, jak będziesz mnie obrażał to przemyśl to dwa razy. - splunęłam tylko na niego po czym nie czekając na nikogo podążyłam do domu. Zayn dogonił mnie w połowie drogi.
- Co on powiedział?
- Nieważne. Naprawdę to nie jest twoja sprawa.
- Ale...
- Daj spokój. Powiedz mi lepiej czy pogodziłeś się z twoją ekipą.
- Dlaczego ty zawsze zmieniasz temat? - spytał na co posłałam mu zirytowane spojrzenie. - Tylko z Niall'em.
- Mhm.
- O czym tak myślisz?
- O niczym ważnym. Chodźmy już lepiej.
- Zaczekaj. - powiedział i złapał mnie za rękę. - Dlaczego na siłę starasz się mnie odpychać?
- Wiesz to, że mam ci pomóc nie oznacza, że ty masz wchodzić z butami w moje życie. Ja w swoim dotychczasowym życiu zawiodłam się już wiele razy. Na przyjaźni. Na rodzinie. Na szkole. Na miłości. W zasadzie to całe życie sprawia mi niemiły zawód. Zaczyna powoli mnie do siebie zniechęcać. Tak, jakby coś próbowało powiedzieć mi 'jesteś tu zbędna, odejdź'. Czasem czuję się odrzucona i kompletnie niepotrzebna. Bo bywa, że nie ma kogoś, kto mógłby przytulić i powiedzieć 'nie martw się, przejdziemy przez to bagno razem'. To ja muszę być tą osobą, która wszystkich pociesza, zachowuje zimną krew i sprawia wrażenia szczęśliwej. To co czuje nie ma znaczenia. Więc dlaczego nagle sądzisz, że ty możesz się o mnie martwić? - zapytałam patrząc mu prosto w oczy. Stał przede mną nie wiedząc co powiedzieć. - No właśnie. Sam widzisz, że to nie ma znaczenia. - uśmiechnęłam się smutno i chciałam odejść, ale mulat mnie zatrzymał.
- Wcale nie musisz być tą osobą. Czasami musisz być egoistką i pomyśleć o sobie. I wiesz co ja właśnie, że martwię się o ciebie. Cały czas o tobie myślę. Kiedy cię nie było to zaprzątałaś moje myśli...
- Zayn wystarczy. Chodźmy już.
Przez resztę drogi szliśmy w ciszy. Te jego "wyznania" mnie dekoncentrują. Chciałabym wierzyć, że to wszystko co mówi jest szczere, ale to nie jest prawda. Dla niego jestem osobą, która potrafi go zrozumieć i przy tym nie osądzać. Ludzie z problemami zawsze poszukują takich osób i on wybrał właśnie mnie. Być może dlatego, że dla innych moja osoba stanowi wyzwanie. Na pewno nie uwierzę w to, że coś do mnie czuje. Nie może. Docierając do domu akurat natrafiliśmy na kolację.
- Przyszliście w samą porę. - powiedziała Maria.
- Super, bo jestem strasznie głodna. - powiedziałam i w towarzystwie ciekawskich spojrzeń zasiadłam do stołu. - A ty potrzebujesz specjalnego zaproszenia? - zwróciłam się do Zayn'a ku śmiechom reszty.
- Może... - odpowiedział i przysiadł się do stołu.
- Już lepiej?
- Lepiej. - wychrypiała.
- Masz napij się. - powiedziałem podając jej szklankę z wodą.
- Dlaczego nie śpisz?
- Coś się stało? Dlaczego krzyczałaś?
- Proszę Niall... - szepnęła tylko.
- Nie. Nigdzie się nie wybieram. Porozmawiasz w końcu ze mną. Poczekam ile będę musiał.
- Możemy porozmawiać jutro? Teraz nie mam do tego głowy.
- Pewnie. Spróbuj zasnąć, a ja tu posiedzę.
- Nie wygłupiaj się. Nie będziesz siedział pół nocy na fotelu. Połóż się obok mnie. Mam wielgachne łóżko. - powiedziała cicho po czym sama położyła się z powrotem.
Obudziłam się otulona ramionami Niall'a. Zaraz co? Co on tutaj robi? Zastanawiałam się chwilę i w końcu powróciły do mnie wspomnienia z nocy. Już dawno nie miałam żadnych koszmarów, a teraz znowu się to dzieje. Wcześniej co noc budziłam się z krzykiem przez co Lily siedziała przy mnie całe noce. Czułam się z tym źle, bo przeze mnie się nie wysypiała. I teraz to samo było z Niall'em. Zarwał przeze mnie pół nocy więc teraz zasłużył by się wyspać. Delikatnie wyswobodziłam się z jego objęć i po cichu przemknęłam do łazienki by się odświeżyć. Już ubrana zeszłam na dół natrafiając na Marię krzątającą się po kuchni i rozmawiającą z Louisem. - Cześć wam.
- Cześć. - odpowiedzieli jednocześnie.
- Gdzie reszta?- Jeszcze się nie zjawili.
- Już jestem. - powiedział Liam wchodząc do pomieszczenia. - Harry też zaraz będzie. Nie było łatwo, ale w końcu się obudził.
- Kto to widział wstawać tak wcześnie. - mruknął tylko Harry.
- Ciesz się, że Lily nie każe ci wstawać razem z sobą. - powiedziałam po czym zabraliśmy się za posiłek. Kiedy tak siedzieliśmy w końcu zjawił się Niall.
Gdy się obudziłem Lizzy już nie było w łóżku. Jednak wciąż można było wyczuć, że jeszcze niedawno tu była. Unoszący się truskawkowy zapach o tym świadczył. Przetarłem oczy i zwlokłem się z łóżka. Teraz pozostaje kwestia przejść niezauważonym do własnego pokoju. Ledwo otworzyłem drzwi dobiegł mnie przecudowny zapach, co skłoniło mnie, żeby od razu udać się w kierunku skąd pochodził.
- Cześć. - odezwałem się i odpowiedział mi cały chór. - Jest coś pysznego dla mnie?
- Za późno przyszedłeś stary. - odezwał się Louis pokazując mi pusty talerz na potwierdzenie swoich słów.
- No już nie wkręcaj go. Masz swoją porcję na blacie. - powiedziała Maria na co automatycznie poszukałem tego talerza i zabrałem się za jedzenie. Pozostali powrócili do prowadzonej konwersacji. Kiedy skończyłem jeść dyskretnie wskazałem Lizzy, żeby za kilka minut przyszła do mnie. Skinęła mi głową więc tylko mruknąłem, że idę się ogarnąć i wyszedłem. W sumie to nawet nie wiem czy ktoś słyszał to, co powiedziałem. Ledwo zdążyłem się odświeżyć, a usłyszałem pukanie do drzwi. Wpuściłem blondynkę do środka i zająłem miejsce na łóżku. Ona również usiadła więc mogliśmy zacząć naszą rozmowę.
- Możesz mi wyjaśnić czy coś się stało, że mnie unikasz? - zapytałem prosto z mostu.
- Ja... Przepraszam cię. Ja po prostu tak mam. Jak tyle problemów spada na mnie w jednym czasie to chcę być sama dlatego wszystkich unikam.
- Wydaje mi się, że nie o to chodzi. Wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć.
- Zapomnij o tym Niall. Może kiedyś ci opowiem o tym wszystkim, ale jeszcze nie teraz. Najpierw muszę razem z Lily się z tym rozprawić, bo to dotyczy tylko nas. Po za tym tyle jest tego, że nie starczyłoby waszego pobytu. - powiedziała posyłając mi nikły uśmiech.
- Dobrze. Uznajmy, że ci wierzę. Proszę tylko, żebyś więcej mnie nie unikała. Świetnie mi się z tobą rozmawia, a przez te kilka dni strasznie mi się nudziło.
- Rozmawiałeś z Zayn'em, więc nie udawaj...
- To szczegół. - odparłem.
- Dzięki, że ze mną zostałeś. Może nie potrafiłam tego pokazać, ale dużo to dla mnie znaczy. Zawsze gdy miałam koszmary była ze mną Lily, a teraz....
- Nie musisz dziękować. Nie myśl już o tym.
- Po prostu nikt poza moją siostrą nie widział mnie w takiej rozsypce. A ty zostałeś mimo wszystko. Jeszcze raz dzięki. - powiedziała lekko speszona. Złapałem ją za ręce i poprosiłem by na mnie spojrzała.
- Obiecaj mi, że jak będziesz miała koszmar to przyjdziesz do mnie. Dopóki tu będę obojętnie, o której godzinie po prostu przyjdź. Okej?
- Ale...
- Proszę obiecaj mi to. - widziałem w jej oczach zachwianie, ale ostatecznie kiwnęła pionowo głową i powiedziała - Obiecuję, Niall. - i nie czekając dłużej po prostu ją przytuliłem. Staliśmy przez chwilę w uścisku po czym Lizzy się ode mnie odsunęła, ocierając mokre od łez oczy.
- Ty również mi coś obiecaj, dobrze?
- Co takiego?
- Że nie zapomnisz o mnie. - powiedziała cicho. Nawet jakbym chciał to nie potrafiłbym tego zrobić.
- Obiecuję. - odpowiedziałem pewnie.
Dzisiejsza noc była dla mnie koszmarem. Co chwilę się budziłam i miałam złe przeczucia. W końcu po którymś z kolei razie wstałam i narzucając na siebie jakąś bluzę skierowałam się do domu. Po cichu, żeby nikogo nie obudzić weszłam na górę, by sprawdzić co z Lizzy. Uchylając lekko drzwi dostrzegłam, że moja siostra nie jest sama. W pierwszej chwili się zdenerwowałam i chciałam się odezwać, ale oboje są dorośli więc nie będę się wtrącać. Wychodzi na to, że doszli już do porozumienia. Widząc, że wszystko jest w porządku wycofałam się i wróciłam do starego domu. Jednak nadal coś mnie trapiło. Zawsze okazywało się, że Lizzy miała koszmary kiedy czułam taki ucisk w środku, ale spała spokojnie w dodatku już dawno nie miała złych snów. Czy choć raz nie może być dobrze? Rankiem postanowiłam, że wrócę do domu. Tam łatwiej jest wszystko kontrolować. Po za tym dziś mam pewną ważną sprawę dla jednej osoby. Oby tylko się udało. Po ogarnięciu się skierowałam się w stronę pastwiska, gdzie znalazłam Jose.
- Jose! Mam sprawę.
- Miło cię w końcu widzieć. O co chodzi?
- Doszłam do wniosku, że za bardzo poświęciłam się pracy i, że za bardzo chciałam robić wszystko sama. Dlatego wpadłam na pewien pomysł.
- Już od dawna ci mówiłem, że powinnaś to zrobić.
- No już nie zaczynaj - pogroziłam mu palcem - Zatrudniłam nowego pracownika, któremu myślę, że mogę zaufać.
- Kto to jest?
- Chodź - złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę domu.
- Przecież mogę iść sam. Nie musisz mnie prowadzić za rączkę - powiedział oburzony.
- Po prostu idź i nie marudź.
- Jesteś zdecydowanie pewniejsza siebie, ale przy tym bardziej uparta.
- Bardzo śmieszne - odpowiedziałam. Wchodząc do domu natknęliśmy się na Zayn'a.
- Lily?
- Nie teraz, Zayn - powiedziałam szybko. - A ty mówiłeś, że nie trzeba cię prowadzić za rączkę - dodałam do Jose. Przechodząc obok salonu napotkałam tylko ciekawe spojrzenia wszystkich tam zebranych. Zignorowałam je i pociągnęłam Jose do gabinetu. Przystając przed drzwiami zwróciłam się do niego. - Ty wchodzisz pierwszy - obserwowałam jego reakcję. Najpierw niedowierzanie, później ulga aż wreszcie radość. - To jest nasz nowy pracownik - powiedziałam chytrze.
- Czy to się dzieje naprawdę?
- Mogę cię uszczypnąć.
- Witaj synu. - tak moim nowym pracownikiem był ojciec Jose. Nie widzieli się przez długi czas, a mi za każdym razem było przykro, gdy mi o tym opowiadał. Dlatego postanowiłam ściągnąć na ranczo jego rodzinę. Wiele razy mi opowiadał, że rodzice musieli go tu wysłać, gdyż wierzyli, że będzie mu tu lepiej. I tak było lecz to lepsze życie nie było w pełni szczęśliwe bez rodziców. Ja swoich straciłam dlatego zrobiłam wszystko, by ściągnąć resztę rodziny Alvarez tutaj. Kiedy wreszcie Jose trochę się ogarnął zwrócił się do mnie.
- Jak ty to...
- Tyle razy mówiłeś mi, że bardzo się o nich martwisz i tęsknisz za nimi więc poszperałam trochę i ściągnęłam ich tutaj.
- Przecież to kosztowało majątek... Oddam ci wszystko co do grosza.
- Nie przesadzaj. Pieniądze to rzecz nabyta. Po za tym ty tyle dla mnie zrobiłeś, że chociaż tak mogłam się odwdzięczyć. W dodatku twój tata doskonale zna się na rzeczy.
- Dziękuję ci. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. - powiedział i mnie przytulił.
- Nie dziękuj. Dla mnie podstawą jest lojalność, a komu mogłabym bardziej zaufać jak nie twojej rodzinie?
- Dzięki, Lily.
- Dobra już starczy tych czułości. Zaburzasz moją postawę władczej właścicielki.- powiedziałam z uśmiechem na co wszyscy się zaśmiali. - Zostawię was na chwilę. Jak będziecie gotowi to przyjdźcie. - dodałam po czym wyszłam z pomieszczenia. Postanowiłam poczekać na nich w kuchni z uwagi na to, że reszta była w salonie. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, ale takie moje szczęście, że po chwili zjawił się Zayn.
- W końcu wróciłaś. Przez te kilka dni nie wiedziałem co ze sobą zrobić - powiedział. Czy on naprawdę nie może przestać? Owszem pomogę mu się pozbierać, ale nie może mnie traktować jak obiekt zainteresowania. Nic więcej się nie liczy. Przyjechał tu w konkretnym celu i niedługo stąd wyjedzie i na tym zakończy się jego przygoda z "La luną". - Lily? Słuchasz mnie?
- Coś do mnie mówiłeś?
- Chciałem... - zaczął lecz zadzwonił telefon.
- Przepraszam muszę odebrać. - przerwałam mu pospiesznie kiedy się do mnie zbliżył. - Ranczo "La luna". W czym mogę pomóc? - uważnie słuchałam rozmówcy, a Zayn mi się przyglądał jakby się nad czymś zastanawiał. Z każdym kolejnym słowem coraz bardziej się denerwowałam. - Ok. Zajmij się nim. Zaraz przyjdę - dodałam i się rozłączyłam. - Muszę iść. Przekaż Jose, że później mu wszystko wytłumaczę.
- Zaczekaj. Idę z tobą. - odpowiedział. Nie miałam czasu, żeby się kłócić więc tylko poinformowałam Marię i wyszliśmy z domu. Droga nie zajęła nam dużo czasu. Kiedy w końcu dotarliśmy na miejsce moja złość się jeszcze bardziej nasiliła.
- Dalej się z nim zabawiasz?
- Co się tu dzieje, Mark? - spytałam.
- Przyłapałem go, jak próbował przeciąć ogrodzenie. Chciał uciec, ale chłopaki go zatrzymali.
- Mówiłam ci Jack, żebyś dał sobie spokój z tymi intrygami. Ostatni raz widzę cię próbującego zniszczyć coś co należy do mnie. Lepiej dla ciebie będzie jak mnie posłuchasz.
- Myślisz, że twoje groźby mnie przestraszą?
- Myśl sobie co chcesz. Ostrzegam cię, że potrafię być naprawdę wredna, jeśli ktoś mi zalezie za skórę.
- Nawet ten twój fagas cię nie obroni. - powiedział Jack co wkurzyło Zayn'a.
- Nie wtrącaj się Zayn. Nie warto - zwróciłam się do niego. - Wyrzucie go stąd i przypilnujcie czy na pewno odjechał. - zwróciłam się do pracowników - A ty lepiej uważaj, bo następnym razem zgłoszę to na policję - dodałam i pociągnęłam Zayn'a w stronę domu.
- La puta callejera - mruknął Kinsley. To już przelało szalę goryczy. Podchodząc do niego uderzyłam go z całej siły w twarz, na co aż upadł na ziemię. Usłyszałam tylko śmiechy pozostałych.
- Następnym razem, jak będziesz mnie obrażał to przemyśl to dwa razy. - splunęłam tylko na niego po czym nie czekając na nikogo podążyłam do domu. Zayn dogonił mnie w połowie drogi.
- Co on powiedział?
- Nieważne. Naprawdę to nie jest twoja sprawa.- Ale...
- Daj spokój. Powiedz mi lepiej czy pogodziłeś się z twoją ekipą.
- Dlaczego ty zawsze zmieniasz temat? - spytał na co posłałam mu zirytowane spojrzenie. - Tylko z Niall'em.
- Mhm.
- O czym tak myślisz?
- O niczym ważnym. Chodźmy już lepiej.
- Zaczekaj. - powiedział i złapał mnie za rękę. - Dlaczego na siłę starasz się mnie odpychać?
- Wiesz to, że mam ci pomóc nie oznacza, że ty masz wchodzić z butami w moje życie. Ja w swoim dotychczasowym życiu zawiodłam się już wiele razy. Na przyjaźni. Na rodzinie. Na szkole. Na miłości. W zasadzie to całe życie sprawia mi niemiły zawód. Zaczyna powoli mnie do siebie zniechęcać. Tak, jakby coś próbowało powiedzieć mi 'jesteś tu zbędna, odejdź'. Czasem czuję się odrzucona i kompletnie niepotrzebna. Bo bywa, że nie ma kogoś, kto mógłby przytulić i powiedzieć 'nie martw się, przejdziemy przez to bagno razem'. To ja muszę być tą osobą, która wszystkich pociesza, zachowuje zimną krew i sprawia wrażenia szczęśliwej. To co czuje nie ma znaczenia. Więc dlaczego nagle sądzisz, że ty możesz się o mnie martwić? - zapytałam patrząc mu prosto w oczy. Stał przede mną nie wiedząc co powiedzieć. - No właśnie. Sam widzisz, że to nie ma znaczenia. - uśmiechnęłam się smutno i chciałam odejść, ale mulat mnie zatrzymał.
- Wcale nie musisz być tą osobą. Czasami musisz być egoistką i pomyśleć o sobie. I wiesz co ja właśnie, że martwię się o ciebie. Cały czas o tobie myślę. Kiedy cię nie było to zaprzątałaś moje myśli...
- Zayn wystarczy. Chodźmy już.
Przez resztę drogi szliśmy w ciszy. Te jego "wyznania" mnie dekoncentrują. Chciałabym wierzyć, że to wszystko co mówi jest szczere, ale to nie jest prawda. Dla niego jestem osobą, która potrafi go zrozumieć i przy tym nie osądzać. Ludzie z problemami zawsze poszukują takich osób i on wybrał właśnie mnie. Być może dlatego, że dla innych moja osoba stanowi wyzwanie. Na pewno nie uwierzę w to, że coś do mnie czuje. Nie może. Docierając do domu akurat natrafiliśmy na kolację.
- Przyszliście w samą porę. - powiedziała Maria.
- Super, bo jestem strasznie głodna. - powiedziałam i w towarzystwie ciekawskich spojrzeń zasiadłam do stołu. - A ty potrzebujesz specjalnego zaproszenia? - zwróciłam się do Zayn'a ku śmiechom reszty.
- Może... - odpowiedział i przysiadł się do stołu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz