środa, 20 lipca 2016

Rozdział 38

"To dlaczego nie chcesz pozwolić na to abym zbliżył się do ciebie? " - to zdanie kołatało w mojej głowie przez całą noc, co uniemożliwiło mi spokojny sen. W zasadzie całą noc przesiedziałam na parapecie wpatrując się w niebo. Wczoraj nie wiedziałam co odpowiedzieć więc uciekłam. Zostawiłam go tam samego bez słowa. Wiem, że to nie w porządku ale ja już tak mam. Często tak robię: gdy czuję, że ktoś próbuje mnie wciągnąć do swojego życia, uciekam w przeciwnym kierunku. Nie potrafię tego zmienić. Po prostu boję się ludzi. Nie mam chęci ich poznawać. Zaczynam się otaczać osobami, które doskonale znam i one znają mnie. Kiedy w przeszłości oddałabym wszystko, żeby z kimś porozmawiać o sobie i odkrywać z nim samą siebie, poznawać lepiej, dziś nie przepadam za mówieniem o sobie. Nie chodzi o to, że zamykam się na ludzi. Zaczynam zamykać się na nowych ludzi, co raz mniej rozmawiam z nimi, boję się co o mnie pomyślą. Chyba nie w tą stronę idę. Cofam się. Niegdyś miliony tematów, na które mogłabym się wypowiedzieć, dziś wolę powstrzymać się od komentarza. Co mnie tak zmieniło? Przeszłość, ambicja czy ludzie? Jakiś głosik w mojej głowie mówi mi "Halo, wybrałaś złą drogę... Zawróć, bo już nigdy nie będziesz szczęśliwa." Tylko jak mam to do cholery jasnej zrobić? Już tyle razy się zawiodłam, tylu ludzi próbowało mi zaszkodzić, że stałam się nieufna. To nie jest tak, że tego nie widzę. Doskonale wiem czego oczekuje Zayn, że on coś do mnie czuje. Potrafię to dostrzec w jego słowach, gestach, ale ja nie potrafię się przełamać.
Sama nie wiem co czuję. On poruszył we mnie coś o czym nie miałam pojęcia i nie wiem jak się zachować. Może w innych okolicznościach... Dobra dosyć tego! - powiedziałam sama do siebie po czym skierowałam się do łazienki. Zdejmując wszystko z siebie weszłam do kabiny prysznicowej. Po chwili poczułam ciepłe strużki wody na ciele, które pozwoliły mi się odrobinę odprężyć. Po prysznicu owinęłam się puchatym ręcznikiem i wyszłam z łazienki. Zapinając guziki od koszuli usłyszałam pukanie do drzwi. - Chwileczkę - odpowiedziałam po czym przejrzałam się w jedynym lustrze, które miałam. Był to prezent od Luke'a dlatego nie potrafiłam go wyrzucić. Otwierając drzwi moim oczom ukazała się Maria.
- Przyszłam spytać czy zejdziesz na śniadanie?
- To już jest tak późno? - odpowiedziałam zerkając na zegarek - Dobra chodźmy.
Schodami udałyśmy się na dół. W połowie drogi było słychać rozmowy i krzyki a także brzęczenie naczyń. Dostrzegając sytuację panującą w kuchni patrzyłam się w osłupieniu. - Mogę wiedzieć co tu się dzieje?
- Witaj Lily - zaczął Liam
- Robimy z Lizzy śniadanie - odparł jak gdyby nigdy nic Niall.
- Przegrali zakład i taka była kara - zwrócił się w moją stronę Louis.
- Po co wam tyle jedzenia?
- Louis chce kanapki, Harry naleśniki, Liam z Kate tosty, Zayn jakieś placki, Maria jajecznicę, no a my wszystkiego po trochu... - zaczął Niall próbując robić milion rzeczy na raz.
- Lizzy odłóż tą patelnię w bezpieczne miejsce i odsuń się od kuchenki. - zaczęłam - Dlaczego pozwoliłaś jej gotować? Przecież wiesz co było ostatnio? - dodałam bardziej zirytowana.
- Na mnie nie patrz. Ja mam zwichniętą rękę - broniła się Maria
- Ale Lily... - zaczęła moja siostra.
- Idź usiądź zanim spalisz cały dom i więcej już nic nie mów. - zwróciłam się w jej stronę - A wy z laski swojej moglibyście mu trochę pomóc, a nie tylko się przyglądacie. Mimo, że taka była stawka zakładu to nie fair, że Niall gotuje dla was wszystkich, marnując przy tym wiele jedzenia.
- Z Niall'em to nic się nie zmarnuje - odchrząknął Louis.
- Dobra. W zamian za takie zachcianki, każdy z was z wyjątkiem Niall'a i Marii, w nagrodę po śniadaniu pójdzie w odpowiednie miejsce i przyniesie te składniki z których było jego śniadanie. Jasne? - zakończyłam swoją wypowiedź na co wszyscy odpowiedzieli mi skinięciem głowy. - No i świetnie.
- Lily a ty co zjesz? - zwrócił się w moją stronę blondyn
- Idź usiądź i odpocznij, ja sobie coś wymyślę. - odpowiedziałam i zabrałam się za swoje śniadanie. Najpierw popatrzyłam na to, co jeszcze pozostało w lodówce, po tym szturmie. Jajka są, mąka też, odrobina kakaa też się znajdzie, kilka borówek... w sam raz na omlet. Nastawiając piekarnik zaczęłam wszystko mieszać, jednocześnie pilnując pozostałych potraw. Wylewając masę na blachę i przekładając ją borówkami włożyłam foremkę do piekarnika, po czym zaczęłam smażyć resztę naleśników. Po kilku chwilach przyjemny zapach rozniósł się po kuchni. Po kilkunastu minutach wszystko było gotowe. Każdy zabrał się za swoje śniadanie. Nakładając sobie porcję dołączyłam do pozostałych.
- Co to jest, że tak nieziemsko pachnie? - spytał blondyn
- Omlet kakaowy - odpowiedziałam i zabrałam się za jedzenie. Cały czas widziałam, że Niall wpatruje się w mój talerz jak w obrazek, z kolei Zayn we mnie. Dosłownie nienawidzę jak ktoś patrzy się na mnie jak jem. Skubiąc kawałek wstałam od stołu czym zwróciłam uwagę wszystkich zebranych. Podchodząc do piekarnika i zabierając po drodze talerz nałożyłam podwójną porcję omletu po czym postawiłam ją pod nosem Horan'a. - Masz, może w końcu przestaniesz się na mnie gapić - powiedziałam powracając na swoje miejsce w akompaniamencie śmiechu pozostałych.
- Uwielbiam cię. To jest pyszne - powiedział.
- Daj spróbować... - zwrócił się do niego siedzący obok Louis
- Nie to jest moje - odparł blondyn przesuwając talerz jak najdalej od szatyna.
- Na blaszce jeszcze zostało. Powinno starczyć dla wszystkich - zaczęłam bardziej zirytowana, na co wszyscy dosłownie zerwali się ze swoich miejsc, po chwili zajadając się omletem. Patrzyłam na nich z politowaniem. "Normalnie jak dzieci" - pomyślałam. Tą przyjemną atmosferę przerwał dzwoniący telefon.
- Siedź, ja odbiorę - zwróciłam się do Marii widząc, że zamierzała wstać.
- Ranczo "La Luna". W czym mogę pomóc?
- Moje nazwisko Steve Albrock z Departamentu Oszczędności Banku Ystad. Chciałbym rozmawiać z właścicielem rancza.  
- Lilianna Eastwood, właścicielka rancza - odpowiedziałam z naciskiem na dwa ostatnie słowa - O co chodzi?
- W naszym banku założono lokatę, której termin właśnie upłynął. Beneficjentem jest właściciel rancza, czyli w tym wypadku Pani.
- Czy to jest jakiś żart? - spytałam w wyraźnym szoku.
- Wszystko jest jak najbardziej prawdziwe. Musi się Pani stawić w oddziale banku, by podpisać odpowiednie dokumenty i zdecydować, co zrobić z pieniędzmi. Kiedy może Pani przyjechać?
- Nawet dzisiaj. O 16 może być?
- Tak. To do zobaczenia.
- Tak. - odpowiedziałam i usłyszałam dźwięk zakończonego połączenia. Stałam przez chwilę w osłupieniu patrząc na telefon w moim ręku. Jaka lokata? O co w tym wszystkim chodzi?
- Lily? Stało się coś? - doszedł mnie głos Lizzy przez co się ocknęłam i obróciłam w jej kierunku. Dostrzegłam, że wszyscy z niepokojem wpatrują się we mnie.
- Maria idź do gabinetu i poczekaj tam na mnie. Idę po Jose musimy natychmiast porozmawiać.
- A ja? - spytała moja siostra.
- Ty się zajmij nimi - wskazałam i wyszłam.

Wczoraj Lily ponownie uciekła. Pozostawiła mnie bez słowa. Ciągle to robi, ucieka. Tak bardzo chciałbym się do niej zbliżyć. Zależy mi na niej. Czy ona faktycznie tego nie widzi? Przy śniadaniu wpatrywałem się w nią jednak ani razu nie zaszczyciła mnie spojrzeniem. Po telefonie natychmiast wyszła z kuchni. Czy coś znowu się stało? Muszę sprawdzić o co chodzi. - Przepraszam was. Sprawdzę o co chodzi. - powiedziała Maria po czym opuściła pomieszczenie. Wspólnie zastanawialiśmy się o co chodzi. Z gabinetu można było jedynie usłyszeć jakieś szmery czasem przerywane krzykami Lily. Po jakiś pół godzinach w kuchni ponownie zjawiła się brunetka wraz z Marią i Jose. - Lizzy bądź gotowa na 15. Musisz ze mną jechać. - powiedziała jedynie po czym skierowała się do swojego pokoju. Zerkając po wszystkich i wyłapując od Lizzy nieme "Idź za nią" zrobiłem tak jak prosiła. Skręcając w stronę skrzydła domu zajmowanego przez Lily przystanąłem zauważając, że brunetka trzyma w ręku jedną z ramek licznie wiszących na ścianie.
- Co ty znowu wymyśliłeś? Czym więcej czasu mija tym więcej spraw wychodzi na światło dzienne... Wiesz, że brakuje mi ciebie... Zawsze byłeś i wiedziałeś co powiedzieć... Mimo, że byłam okropną siostrą... Nie zjawiłam się nawet na twoim pogrzebie... po prostu nie mogłam się z tym pogodzić i chyba nadal nie mogę... Luke bardzo za tobą tęsknie... Nie wiem co mam robić... Nie mam już sił by walczyć z całym światem....- zakończyła odkładając zdjęcie do pudełka. Po chwili trafiały tam kolejne zdjęcia. Dziewczyna skierowała się do jednego z pokoi więc poszedłem za nią. W pomieszczeniu znajdowało się zrobione z drewna siedzisko na którym leżało mnóstwo poduszek. Zresztą cały pokój obity był drewnianymi belkami. Na licznych szafkach, zawieszonych na jednej ze ścian, znajdowało się mnóstwo przedmiotów i zdjęć. Na środku stało biurko na którym zauważyłem sterty jakiś dokumentów.
- Zayn? Co ty tu robisz? - powiedziała zaskoczona Lily dostrzegając mnie w pokoju.
- Przyszedłem z tobą porozmawiać.
- Jestem zajęta.
- To najpierw ci pomogę a później porozmawiamy. To co mam robić? - powiedziałem podchodząc do niej.
- Czy ty nie możesz zrozumieć, że niczego od ciebie nie chcę? - odpowiedziała odwracając się w moją stronę i o mało co na mnie nie wpadając. Uchroniłem ją przed upadkiem obejmując w tali. Przez chwilę patrzyliśmy sobie prosto w oczy. - Już możesz mnie puścić. - powiedziała po chwili brunetka. Ja jednak nic sobie z tego nie zrobiłem. Zacząłem zbliżać swoją twarz do jej. Kiedy dzieliły nas dosłownie milimetry, tak że mogłem poczuć oddech dziewczyny na swoich ustach ta przerwała tą magiczną chwilę. "Dlaczego ona się tak przed tym broni?" - pomyślałem.
- Kiedy człowiek jest zamieszany w tragiczne wydarzenie, które zmienia całe jego życie, pojawia się pewien problem. Wydaję mu się, że będzie musiał zmierzyć się tylko z tym tragicznym wydarzeniem, które zmieniło całe jego życie z nagłymi wspomnieniami, z bezsennymi nocami, z obsesyjnym odtwarzaniem w głowie poszczególnych faktów, z pytaniem samego siebie, czy postępował słusznie, czy mówił to, co należało, czy może mógł wszystko zmienić, gdyby zrobił coś choćby odrobinę inaczej. - powiedziała cofając się kilka kroków i odwracając by na mnie nie patrzeć. Znowu podszedłem do niej i stanąłem za nią. Tym razem nie odpuszczę. W tamtej chwili uświadomiłem sobie jednak, że to była pierwsza rzecz, której musiałem się o niej dowiedzieć i być może najtrudniejsza jakiej przyszło mi się kiedykolwiek nauczyć – a mianowicie tego, że ona jest tylko swoją własnością, a to, co mi daje, jest kwestią jej wyboru i jest przez to cenniejsze. Czasami motyl przyfruwa by usiąść na otwartej dłoni, ale jeśli ją zamkniesz w taki czy inny sposób, motyl – i jego wybór by tam być – znikną.
- Dlaczego chociaż nie spróbujesz? - zapytałem. 
- Nie mam zamiaru tego robić. Okoliczności nauczyły mnie, że albo walczysz albo przegrywasz. Nigdy nic po środku.
- Wytłumacz mi o co w tym wszystkim chodzi? Co takiego stało się w twoim życiu, że odpychasz od siebie wszystkich? Że nie chcesz być szczęśliwa? - próbowałem dalej wyciągnąć z niej to co chciałbym usłyszeć.
- Ty zasługujesz na dużo więcej - zaczęła mówić - Na kogoś, kto będzie Cię kochał w każdej sekundzie Twojego życia, kto będzie myślał o Tobie nieustannie, zastanawiając się, co w tej chwili robisz, gdzie jesteś, z kim jesteś i czy czujesz się dobrze. Potrzebujesz kogoś, kto pomoże ci spełniać marzenia i kto ochroni Cię przed tym, czego się obawiasz. Powinieneś mieć u swego boku kogoś, kto będzie traktował Cię z szacunkiem i kochał w Tobie wszystko, a zwłaszcza Twoje wady. Zasługujesz na życie z kimś, kto sprawi, że poczujesz się szczęśliwy, tak szczęśliwy, że wyrosną Ci skrzydła...A ja... nie potrafię być taką osobą - zakończyła nawet na mnie nie spoglądając. Przez chwilę zapadła krępująca cisza. Staliśmy tak w tym pokoju nie wiedząc co zrobić. Dlaczego ona tak uważa? Dlaczego nie może dostrzec tego, co do niej czuję? To, że mi na niej cholernie zależy?
- Nie Lily. Uważam, że potrzebujesz ludzi i to tak bardzo, że aż cię to przeraża. Odpychasz ich, żeby się za bardzo do ciebie nie zbliżyli, a potem tego żałujesz. Twierdzisz, że nie chcesz, żeby ktoś cię zrozumiał, ale to nieprawda. Bardzo tego pragniesz. Na prawdę można to dostrzec. Po prostu wydaje ci się tylko, że nikt nie jest w stanie cię zrozumieć, a nie zniosłabyś kolejnego zawodu. Mam rację?


- To nie jest ważne Zayn. Przyjechałeś tu w konkretnym celu, a nie po to by zajmować się moim życiem. Myślę, że udało mi się tobie pomóc, ale teraz to ty sam musisz naprawić resztę więc przestań się mną przejmować. Tyle czasu dawałam sobie sama radę dlatego poradzę sobie. - odpowiedziała przez co łapiąc ją za rękę odwróciłem w swoją stronę tak, że patrzyła mi prosto w oczy.
- Do cholery Lily! Przestań martwić się ciągle o wszystko. Nie zbawisz całego świata! Pomyśl choć raz o sobie i o swoim szczęściu. Dlaczego nie spróbujesz? Czy naprawdę nic do mnie nie czujesz? - powiedziałem podniesionym głosem. Lily milczała, ale widać było, że biła się ze swoimi myślami.
- Powiem ci coś, ale słuchaj uważnie. Potrzebuję kogoś, kto się nie podda. Potrzebuję kogoś, kto nie pozwoli mi martwić się o jutro, kogoś, kto każdego wieczoru będzie zapewniał mnie, że rano nadal będzie obok i zawsze dotrzyma słowa. Kogoś, kto będzie chciał być nawet wtedy, kiedy sama siebie nie będę mogła znieść. Wszystko, czego potrzebuję, to obecność. Poczucie bezpieczeństwa, że ten, którego pokocham, nie zniknie nagle, niezapowiedzianie, bez słowa. Wyobrażasz sobie, jak wspaniałe muszą być noce, kiedy zasypiasz z pewnością, że już nic złego nie może się stać? - powiedziała prawie na jednym wydechu. - Teraz widzisz, że ty nie jesteś w stanie tego zrobić. Nikt nie jest w stanie. Wszyscy w końcu uciekają, dlatego nie mogę spróbować. Nie mogę żyć złudzeniem, bo to... - nie skończyła gdyż zamknąłem jej usta pocałunkiem. Chciałem w ten sposób przekazać jej moje wszystkie uczucia. Sam nie jestem do końca pewny jakie. Nie mogłem również znieść jej słów. Obecność to również to, że można w każdej chwili polegać na drugiej osobie nie tylko to, że fizycznie będzie obok. Przez ten pocałunek chciałem jej to wszystko uświadomić. Odsunęliśmy się od siebie dopiero wtedy gdy zabrakło nam powietrza. Nasze przyspieszone oddechy były jedynym źródłem dźwięków w pomieszczeniu. Po kilku minutach Lily ponownie przemówiła. - Właśnie o tym mówię Zayn.- szepnęła i uwalniając się z mojego uścisku wyszła. Znowu mnie zostawiła, ale teraz chociaż wiem coś więcej. Udało mi się chociaż uzyskać jakąś cząstkę myśli dziewczyny.
*
- Lizzy jesteś gotowa? - usłyszałam głos siostry. Właśnie kończyliśmy jeść obiad. Odezwała się po raz pierwszy od czasu kiedy zjawiła się w pomieszczeniu. Za to Zayn w ogóle nie zszedł na posiłek. Niall poszedł do niego sprawdzić co się dzieje. Może od niego się czegoś dowie. Na Lily nie ma co liczyć w tej sprawie ona zawsze trzyma własne myśli gdzieś głęboko wewnątrz siebie i nikogo nie chce do nich dopuścić.
- Wezmę tylko torebkę i możemy jechać - odpowiedziałam zauważając jej wyczekujący wzrok. Uzyskując odpowiedz Lily wyszła bez słowa wzbudzając we wszystkich jeszcze więcej pytań. Wzruszyłam tylko ramionami gdyż sama nie wiedziałam o co chodzi. Droga do banku minęła nam w absolutnej ciszy. W jej połowie moja siostra włączyła radio przez co z głośników wydobywała się jakaś spokojna melodia. Na miejscu okazało się, że Luke założył w banku jakąś lokatę, której termin właśnie dobiegł końca. Dziwne to wszystko jest. Nie spodziewałam się, że nasz brat miał aż tyle tajemnic. Tęsknię za nim. Zawsze był kiedy go potrzebowałam. Nawet teraz kiedy go już nie ma nam pomógł. Pieniądze z tej lokaty bardzo się przydadzą. Będziemy mogli podnieść się po kradzieży bydła. Lily zaproponowała aby podzielić je na trzy części: jedna miała trafić do mnie, jedna rozdysponowana na ranczo, a jedna miała trafić w ręce mojej siostry. Nie miałam nic przeciwko gdyż taki podział był sprawiedliwy. Początkowo Lily chciała oddać mi 1/3 a resztę przeznaczyć na "La lunę". Jednak z umowy wynikało, że nie można było tego zrobić. Po dokładnym wytłumaczeniu przez Steve'a Albrock'a z Departamentu Oszczędności Banku Ystad o co chodziło i ustaleniu wszystkiego mogłyśmy opuścić placówkę. - Lily czy coś się stało? Jakoś inaczej wyglądasz... - zapytałam z troską wyrywając ją z zamyślenia.
- Nie spałam najlepiej dzisiaj. Wracajmy już. - odpowiedziała po czym wsiadłyśmy do samochodu. Cały czas traktuje mnie z dystansem. Odpowiada tylko wtedy gdy nie ma wyjścia. Sama z siebie niewiele mówi. Boje się, że nigdy mi nie wybaczy. Że znowu otoczy się wielgachnym murem, którego nikt nie będzie w stanie zburzyć. Jechałyśmy właśnie drogą niedaleko rancza, która była o dziwo pusta. Nagle z naprzeciwka pojawił się czarny samochód, który jechał prosto na nas.
- Lily co się dzieje? - zapytałam zdenerwowana.
- Nie. To nie może być prawda. - wyłapałam tylko jej głos.
Moja siostra gwałtownie skręciła samochodem unikając zderzenia. Zza rogu wyłonił się drugi czarny samochód. Co się do cholery dzieje? Lily szybko wciskając pedał gazu skręciła w najbliższą możliwą drużkę. Spoglądając nie dostrzegłam nikogo. Samochód lekko się zatrząsł.
- Cholera! chyba złapałyśmy gumę - krzyknęła wzburzona brunetka.
- Co to było?
- Wysiadaj! Szybko! - krzyknęła Lily i podbiegając w moją stronę pociągła mnie gdzieś w jakieś krzaki.
- Lizzy posłuchaj mnie uważnie. Jeżeli się nie mylę jesteśmy w poważnych tarapatach. Musimy uciekać. Na mój znak będziesz biegła ile sił w nogach do "La luny". Bez względu na wszystko nie zatrzymasz się póki nie dotrzesz na ranczo. Obiecaj mi to.
- Obiecuję, ale co z tobą?
- Postaram się odciągnąć ich uwagę. Najważniejsze, żebyś ty była bezpieczna.
- Nie ma mowy! Albo razem albo wcale! - odpowiedziałam podniesionym głosem.
- Proszę cię. Zrób to o co proszę. - odpowiedziała po czym przykładając telefon do ucha powiedziała trzy słowa: Droga - oni - szybko i się rozłączyła.
- Tutaj są! - doszedł nas krzyk jakiegoś kolesia...

wtorek, 12 lipca 2016

Rozdział 37

- Proszę, przytul mnie... - szepnęła ledwo słyszalnie. Zayn od razu zagarnął ją w ramiona i szeptał uspokajające słowa. Stali tak długo, aż brunetka się nie uspokoiła.  
Lily nie wiedziała czy może mu ufać, ale w tamtej chwili nie liczyło się nic innego. Potrzebowała zatopić się w czyiś ramionach i wypłakać to, co leżało jej na sercu. Wszystkie emocje z ostatnich kilku dni wypływały wraz z łzami. Nawet nie zdawała sobie sprawy ile się ich nazbierało. Jednak nie była w stanie się przemóc i zaufać Zayn'owi. Nie potrafiła wyznać mu prawdy o sobie, tak jak on tego dokonał. Nie była w stanie opowiedzieć o wszystkim nawet własnej siostrze, a co dopiero chłopakowi, który zjawił się na ranczu zaledwie kilka tygodni temu. Po kilku minutach brunetka odsunęła się od Mulata. - Przepraszam... - szepnęła.
- Za co ty mnie przepraszasz? - odpowiedział -  Proszę, spójrz na mnie...To, że czasami płaczesz nie oznacza, że jesteś słaba. Nie musisz ciągle patrzeć na wszystkich wkoło. Czasem trzeba być egoistom. Jeżeli ty nie będziesz szczęśliwa to nikt wokół ciebie nie będzie...
- Skąd możesz to wiedzieć? Sam jeszcze kilka tygodni temu...
- Proszę nie wracaj do tego.  Z każdym dniem coraz bardziej oswajam się z przeszłością. Nie mówię, że się z tym pogodziłem, bo tak się raczej nigdy nie stanie, ale... muszę żyć dalej teraz i tak już nic nie mogę zrobić...
- Ty nie byłeś niczemu winny. To tamten chłopak jechał z twoją siostrą, nie ty. A ja...
- Co Lily?
- Nie ważne.
- Ważne. Dla mnie ważne...
- Powiedz jeśli mógłbyś się cofnąć i zmienić jedną rzecz w swoim życiu zrobiłbyś to? A jeśli tak to czy ta zmiana, zmieniłaby twoje życie na lepsze? Czy może złamałaby ci serce? Albo złamałaby serca innych? Czy wybrałbyś całkowicie inną ścieżkę? Czy może zmieniłbyś jedną rzecz? Tylko jedną chwilę? Jedną chwilę, którą zawsze chciałeś cofnąć? - powiedziała Lily z charakterystycznym dla siebie niedomówieniem, po czym zaczęła iść w drogę powrotną.
*
Całą noc nie mogłem spać. Ciągle myślałem o Lizzy. Znowu miała koszmar, ale tym razem nie potrafiłem jej pomóc. Ta bezsilność była najgorsza. Ciekawe o co w tym wszystkim chodzi? Martwię się o Lizzy. Gdybym tylko coś więcej wiedział... Dokładnie w tym momencie postanowiłem, że nie zostawię tak tego. Dzięki siostrom Eastwood my możemy tu przebywać więc czas coś oddać w zamian. Jakieś szmery za oknem zwróciły moją uwagę. Wyglądając przez okno dostrzegłem Marię i Lily. Nie wyglądało to na zbyt przyjemną rozmowę. Po chwili dołączyła do nich Lizzy. Wszystko się komplikuje. Muszę porozmawiać o tym z Lizzy. Na śniadaniu wyraźnie dało się wyczuć nieprzyjemną atmosferę. Widziałam jak reszta wzgląda na siebie próbując dowiedzieć się co się stało. Jeżeli nie uda nam się rozwikłać tej zagadki trudno będzie pogodzić obie siostry. Zaraz po skończonym posiłku Lily wyszła, a Zayn poszedł za nią. Dobrze, że to zrobił. Może uda mu się jakoś dotrzeć do brunetki. - Lizzy możemy chwilę porozmawiać? - spytałem.
- Em, pewnie. Może się przejdziemy? - zaproponowała blondynka. Szliśmy przez chwilę do czasu, aż dom nie zniknął nam z pola widzenia. - Coś się stało? - pierwsza przerwała ciszę Lizzy.
- Jak się czujesz? - spytałem na co blondynka popatrzyła na mnie pytającym wzrokiem.
- Nie bardzo rozumiem...
- Dzisiaj w nocy znowu miałaś koszmar... krzyczałaś dlatego się obudziłem...
- To dlatego Lily u mnie była? - powiedziała bardziej do siebie.
- Nie mogłem cię uspokoić więc Louis poszedł po Lily i...
- To on też u mnie był? Jeny...
- Nie przejmuj się, nic się nie stało.
- Widzisz!? Ciągle stwarzam jej problemy, sprawiam jej przykrość, a ona i tak zawsze przy mnie jest...
- Widać, że dla Lily rodzina jest najważniejsza...
- Tak, zawsze tak było... Ale widzę, że nie o tym chciałeś rozmawiać
- Nie do końca... Chciałbym wiedzieć co tu się dzieje? Ciągle się kłócicie z Lily... Czy to przez nas?
-  Nie czuj się winny. To zupełnie nie o to chodzi. Wiele zdarzeń z przeszłości wychodzi teraz na światło dzienne... Nie, sorki to ja dowiaduję się o wszystkim po tak długim czasie. Lily z pewnością nie zamierzała mi o tym wszystkim opowiedzieć...
- Nie chcę jej bronić bo ja nie wiem zupełnie nic o tym co tu się działo, ale może dla niej jest to zbyt bolesne by o tym mówiła...
- Już sama nie wiem, Niall... ona zawsze ma jakiś powód jeżeli coś robi, ale to co się dzieje dotyczy również mnie...
- Czasami ludzie milczą bo mają zbyt dużo do powiedzenia... Chciałbym wam jakoś pomóc...
- Nie możesz nic zrobić. Póki same nie dojdziemy do porozumienia nic się nie zmieni.
- Jeśli tylko pozwolisz do siebie dotrzeć to będę mógł pomóc - powiedziałem z determinacją.
- Niby jak? Przekonasz Lily, żeby mi wszystko wyznała?  

- Każdy problem ma kilka wariantów możliwych działań. Wystarczy znaleźć tylko taki, który przyniesie najmniej strat... - odpowiedziałem łapiąc ją za dłoń, na co spojrzała na mnie swymi błękitnymi oczami.
- Tak myślisz?
- Tak. Wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć.
- Dziękuję Niall - odpowiedziała i delikatnie mnie przytuliła.
- Będzie dobrze. Zobaczysz. - szepnąłem w jej włosy. 
- Ej! Gołąbeczki, dołączycie do nas? - powiedział Louis pojawiając się nie wiadomo skąd. Blondynka szybko się ode mnie odsunęła.
- A co znowu wymyśliliście? 
- Zabiję cię kiedyś - powiedzieliśmy równo z Lizzy.
- Ja geniusz wymyśliłem, że możemy pograć w jakieś podchody. Nie chce mi się już oglądać filmów. Tym bardziej, że Kate znów chciała komedię romantyczną. - odpowiedział przy ostatnim zdaniu robiąc zniesmaczoną minę.
- O ile się tu nie zgubimy - mruknąłem
- Co złego jest w komediach romantycznych? - spytała równocześnie ze mną Lizzy.
- A wy co tacy zsynchronizowani jak szwajcarskie zegarki? - powiedział Lou z uśmiechem, na co policzki Lizzy przybrały odcień różu.
- Zaraz ty się zsynchronizujesz z moją pięścią - odparłem w akompaniamencie śmiechu blondynki. Nasze wygłupy przerwało pojawienie się na horyzoncie Lily. Obok niej szedł Zayn i zawzięcie coś jej tłumaczył. Przynajmniej tak wyglądało.
- Widzisz? Nawet z nim rozmawia... - zwróciła się w moją stronę Lizzy.
- Z tego, co widzę to Zayn prowadzi monolog - odpowiedziałem.
- Dokładnie - poparł mnie Lou.
- Chodźmy zobaczyć co się dzieję. - powiedziała Lizzy. Razem ruszyliśmy w drogę powrotną. Docierając pod dom dostrzegłem, że Lily wraz z Zayn'em pojawili się kilka sekund przed nami. 
- O widzę druga parę gołąbeczków - stwierdził Tommo na, co Lily spojrzała na niego z mordem w oczach. Kiedy już zamierzała się odezwać zjawiła się Maria.
- Lily, dzwonili z komisariatu. Musisz złożyć zeznania... - powiedziała kobieta z dystansem
- A w jakiej sprawie? Jest ich tyle, że już nie nadążam - odparła z ironia brunetka.
- Nie powiedzieli. Laverage czeka na ciebie.
- Dobra. Zaraz do niego pojadę.
- To ja jadę z Tobą - wtrącił Zayn.
- To my też pojedziemy z tobą - stwierdziła Lizzy. Widać, że Lily nie była zadowolona z tego pomysłu, ale nie skomentowała tego. 
Całą drogę spędziliśmy w ciszy. Lizzy próbowała rozpocząć jakąś rozmowę, ale nie widząc zainteresowania ze strony siostry odpuściła. Kiedy dojechaliśmy ruszyliśmy w stronę komisariatu. Gdy przekroczyliśmy próg budynku naszym oczom ukazało się niezbyt przyjemne wnętrze. 
- Cześć Black. Dzwoniliście do mnie. - powiedziała Lily. 
- Laverage czeka u siebie - odpowiedział chłopak wpatrując się w brunetkę. Widać było, że Lily mu się podoba. Dziwi mnie to, że ona tego nie zauważyła albo nie chce widzieć. Z kolei Zayn patrzył na niego z mordem w oczach. "Ktoś tu się zakochał" - pomyślałem. - Dzięki - odpowiedziała Lily po czym ruszyliśmy we wskazane miejsce, aż dotarliśmy do odpowiedniego pokoju.             
- Witaj Laverage - powiedziała brunetka podając mu dłoń
- Cześć Lily. Widzę, że przyjechałaś z obstawą - puścił do niej oczko. - Mam mówić przy nich?
- Zależy o co chodzi...
- Mam dwie wieści. Jedną dobrą i jedną jeszcze lepszą. Jedna dotyczy bydła, a druga sprawy o którą prosiłaś...
- Najpierw mów co z bydłem. - odpowiedziała Lily. Patrzyłem po kolei na wszystkich. Zayn wpatrywał się w Lily, Lizzy próbowała się domyśleć o co mogło chodzić, a policjant nie zwracał na nas uwagi.
- Usiądźcie, to będzie długa historia - stwierdził wskazując na miejsca przed biurkiem. Laverage zaczął opowiadać wszystko od początku co udało im się ustalić. Z każdym kolejnym słowem oczy Lily otwierały się coraz szerzej. Widać było, że nie spodziewała się czegoś takiego usłyszeć. Osobiście trudno mi było połapać się w tym wszystkim. Nazwiska które wymieniał policjant nic mi nie mówiły. Przy ostatnim nazwisku Lily aż wstała z zajmowanego miejsca. Emanowała z niej chęć zemsty. Z pewnością mogę przyznać iż starsza z sióstr Eastwood potrafi walczyć o swoje. Siedzieliśmy w ciszy gdyż zdawaliśmy sobie sprawę, że nie było sensu się odzywać. Lizzy również wyglądała na zaskoczoną. Muszę z nią później o tym porozmawiać.
- A i jeszcze jedno - zaczął mówić mężczyzna wyciągając coś z szuflady - Czy to należy do ciebie? - spytał podając jej jakiś przedmiot. Kiedy Lily zobaczyła dokładnie co to jest wyglądała jakby biła się z własnymi myślami.
- Co to jest? - spytał Zayn. Lizzy spoglądając na przedmiot wyraźnie posmutniała.
- Wszystko w porządku? - zwróciłem się do niej, na co kiwnęła mi tylko głową.
- Lily czy to należy do ciebie? - ponowił pytanie policjant.
- Można tak powiedzieć. Kiedyś używaliśmy tego symbolu do znakowania bydła. Ten bat należy do Luke'a. Gdzie to znalazłeś? - odpowiedziała Lily.
- Na razie nie mogę ci tego powiedzieć - odparł mężczyzna
- Ale...
- Lily dobrze cię znam i wiem, że jak ci to powiem to nie zostawisz tego w spokoju...
- I tak tego tak nie zostawię. W końcu dowiem się prawdy z twoją pomocą czy bez.
- Proszę nie zajmuj się tym. Kiedy wszystko się potwierdzi osobiście zjawię się w "La lunie".
- Możemy chociaż to zabrać? - wtrąciła się Lizzy.
- Jeszcze nie teraz. Przykro mi.
- Czy to wszystko? - spytała Lily.
- W tej sprawie tak, ale chciałbym jeszcze porozmawiać z tym chłopakiem co był z tobą na poszukiwaniach.
- Z Harry'm? - spytałem.
- Jeżeli tak ma na imię to tak - odparł policjant.
- Czy możecie wyjść?- zwróciła się do nas brunetka.
- Ale... - zaczęła Lizzy.
- Chcemy porozmawiać na osobności - przerwała jej siostra. Wyszliśmy na korytarz i czekaliśmy na Lily. Minęło dobre pół godziny nim brunetka opuściła pomieszczenie. Bez słowa skierowała się w stronę wyjścia.
Kiedy byliśmy już blisko samochodu doszedł nas jakiś głos.
- Kogo ja tu widzę? - spytał jak się okazało Jack.
- Mówiłem ci... - zaczął Zayn.
- Daj spokój Zayn. Nie warto. - przerwała mu Lily - Wsiadajcie - zwróciła się do nas.
- Jak tam "La luna"? - nie dawał za wygraną. - Słyszałem, że macie jakieś problemy.
- Źle słyszałeś. Wszystko jest w jak najlepszym porządku - odparła mu brunetka.
- Wiesz, że na mnie możesz zawsze liczyć, skarbie - stwierdził zbliżając się do Lily, na co od razu zareagował Zayn zjawiając się u jej boku.
- O! Widzę, że twój obrońca na posterunku. Ciekawe ile jeszcze wytrzyma. co?
- Nie twój interes - warknął Zayn.
- Nie łudź się Lily. I tak jestem ci pisany - odpowiedział po czym ruszył w stronę komisariatu. 
- Chyba po moim trupie - mruknęła Lily po czym wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy na ranczo    
Zaraz po przyjeździe starsza z sióstr Eastwood bez słowa skierowała się do gabinetu
*
Siedziałam w gabinecie i próbowałam ogarnąć wszystkie dokumenty. To co powiedział mi Levarge dało mi do myślenia. Być może gdzieś w tym pomieszczeniu jest coś co nakieruje mnie na właściwy tor.
- Proszę - odpowiedziałam słysząc pukanie do drzwi.
- Mogę na chwilkę przeszkodzić? - w drzwiach pojawiła się Maria.
- Jeny! Co ci się stało? - zapytałam spoglądając na nią - Siadaj.
- Właśnie przychodzę w tej sprawie. - zaczęła mówić - Mam zwichniętą rękę. 
- Jak to się stało?
- Weszłam na drabinę i chciałam umyć okno i tak jakoś niefortunnie spadłam z niej. Na szczęście Liam z Katie przechodzili i mi pomogli.
- Byłaś u lekarza?
- Tak. Pojechali od razu ze mną. Na szczęście to tylko zwichnięcie.
- Dobra. W takim razie na razie zabraniam ci cokolwiek robić. Masz odpoczywać i regenerować siły.
- Ale...
- Maria jakoś sobie poradzimy. Może w końcu chłopaki się do czegoś przydadzą. O ile cokolwiek coś potrafią zrobić. - odpowiedziałam na co kobieta się zaśmiała.
- To idę nie będę ci przeszkadzać.
- Tylko pilnuj Lizzy, żeby nie zbliżała się do kuchenki
- Jasna sprawa - odpowiedziała po czym wyszła. Po kilku minutach znowu rozległo się pukanie do drzwi. 
- Kto tam?
- To ja. Louis.
- Wejdź - odpowiedziałam - Siadaj i mów o co chodzi - wskazałam na miejsce przed biurkiem.
- Przyszedłem spytać, jak się sprawy mają.
- Sam widzisz, że jest lepiej więc chyba się udało. Teraz wy musicie wykazać więcej chęci. Ja już więcej nie mogę wam pomóc. - spojrzałam na niego podnosząc głowę znad papierów.
- Ja to widzę trochę inaczej. Ty i Zayn...
- Nie ma żadnego ja i Zayn i nigdy nie będzie. Jeżeli o to chodzi to możesz już iść.
- Dobra, już. Nie denerwuj się. Chcemy oglądać film i chciałem zapytać czy się dołączysz...
- Widzisz ile muszę tego zrobić.
- Ej! No weź. Nie samą pracą człowiek żyje. Zdążysz to zrobić.
- No niech ci będzie. Co wybraliście?
- Z tym jest mały problem - odpowiedział na co spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. - Zresztą chodź. Sama zobaczysz.
Skierowaliśmy się do salonu. Już kilka kroków od gabinetu słychać było krzyki i wrzaski.
- Znowu to? - jęknął Harry.
- Nie będziemy oglądać horroru! - odparła mu Lizzy.
- Ale znowu komedia romantyczna? - zwrócił się do niej ponownie.
- Nie Liam nie będzie "Toy Story" - stwierdził Niall widząc, że ten chce się odezwać. Tylko Zayn siedział i się nie odzywał. 
- Zrób coś z tym bo nie słyszę własnych myśli - powiedział do mnie Lou.
- ¡Basta! - krzyknęłam, co zwróciło uwagę wszystkich.
- Wiedziałem, że na ciebie można liczyć. - szepnął Louis.
- Co tu się dzieje? - zaczęłam - Dobra nie mówcie. - szybko przerwałam widząc, że na nowo zaczęli by się kłócić. - Lizzy, Niall i Harry idźcie po parawan, Katie z Liam'em do kuchni przygotować jakieś przekąski, Zayn i Louis idźcie do altany i przestawcie stół i krzesła w jedno miejsce tak by zostawić wolną przestrzeń. Ruchy, ruchy spotkamy się na miejscu. Sama postanowiłam poszukać Marię. 
- Organizujemy seans filmowy na zewnątrz. Dołączysz się?
- Innym razem Lily. Jestem zmęczona. Bawcie się dobrze.
- Taa...
- Cieszy mnie to, że spędzasz z nimi czas.
- I tak to nic nie zmienia. Wiesz ta cała sytuacja z Lizzy...
- Wiem. Idź tam i choć na chwilkę przestań o tym wszystkim myśleć. Skup się na sobie i odpocznij choć przez chwilę.
- Idę już bo znów zaczynasz.
- Lily! - krzyknęła próbując udawać groźną.
Zachodząc do altany zastałam tam Zayn'a i Louis'a czekających na resztę. Zaraz po mnie zjawili się Niall z Lizzy i Harry'm. Ekran już wisiał, poduszki leżały na podłodze, czekaliśmy tylko na pozostałych. W międzyczasie próbowałam wyjąć rzutnik z szafki. Jednak była zbyt wysoka. Kiedy chciałam już wziąć jakiś stołek tuż za mną stanął Zayn i sięgnął pożądany przedmiot. - Proszę - powiedział podając mi rzutnik.
- Dzięki - odpowiedziałam odsuwając się od niego. 
- Są już przekąski - krzyknęła Katie pojawiając się razem z Liam'em w altanie. 
- Okej. Są już wszyscy. Możemy zaczynać - powiedziałam - Siadajcie gdzie chcecie.

Wszyscy zajęli miejsca. Usiadłem na samym końcu gdyż tylko tutaj zostały wolne miejsca. Lily nie mając wyboru musiała zająć miejsce obok mnie. Poszukała czegoś w laptopie po czym na przygotowanym ekranie zaczęły pojawiać się pierwsze napisy. Swoją drogą fajnie to wymyśliła. Ciekawe czy często coś takiego tu się dzieje. Po pierwszych dźwiękach filmu wiedziałem, że Lily wybrała "Szybkich i wściekłych". Nie było żadnych protestów więc dziewczyna odłożyła komputer na bok i wygodnie zasiadła na poduszkach. Dostrzegłem, że Lizzy zerkała na siostrę, ale ta nie zwracała na nią uwagi. To o co się pokłóciły musiało być naprawdę poważne. Musze dowiedzieć się co to było. Chciałbym pomóc Lily tak, jak ona to zrobiła dla mnie. Nie mogłem skupić się na filmie. Cały czas mimowolnie zerkałem na brunetkę.
- Mam coś na twarzy? - szepnęła w moją stronę. Widząc moją minę kontynuowała - Cały czas mi się przyglądasz. Dekoncentruje mnie to... Skup się na filmie.
- Co poradzę, że mnie rozpraszasz? - odpowiedziałem na co Lily teatralnie wywróciła oczami i powróciła do oglądania filmu. Rozglądając się wkoło zauważyłem, że pozostali zajęli się sobą. Katie siedziała wtulona w Liam'a, Niall obejmował Lizzy a Harry z Louis'em komentowali film. Lily po raz pierwszy wyglądała na odprężoną. Gdzieś w połowie filmu brunetka zerkając na telefon wymknęła się po cichu. Postanowiłem pójść za nią. Nikt nawet nie zwrócił na nas uwagi. Odchodząc kilka kroków od altany usłyszałem jej głos.
- U ciebie jest jakaś 1 w nocy więc dlaczego do mnie dzwonisz? (...) Ah tak? Zrozum, że nie ważne co powiesz i tak to niczego nie zmieni (...) Nigdy się z tym nie pogodzę! (...) Co ty możesz wiedzieć, co? (...) Więcej nie odbiorę. Myślałam, że zrozumiesz, ale się pomyliłam - rozmawiała z kimś przez komórkę. Po wypowiedzeniu ostatniego zdania rzuciła nim o ziemię. 
- Lily? - spytałem zwracając jej uwagę.
- Czego? - odwarknęła - Przepraszam.
- Coś się stało?
- Możesz przestać za mną bez przerwy chodzić? Trzeba było zostać i oglądać film.
- Dlaczego ty musisz być taka trudna? - spytałem podchodząc do niej bliżej.
- Dlaczego to cię tak bardzo interesuje? Dlaczego nie odpuścisz?
- Czego się boisz?
- Niczego.
- To dlaczego nie chcesz pozwolić na to abym zbliżył się do ciebie?                               

Obserwatorzy