Lily nie wiedziała czy może mu ufać, ale w tamtej chwili nie liczyło się nic innego. Potrzebowała zatopić się w czyiś ramionach i wypłakać to, co leżało jej na sercu. Wszystkie emocje z ostatnich kilku dni wypływały wraz z łzami. Nawet nie zdawała sobie sprawy ile się ich nazbierało. Jednak nie była w stanie się przemóc i zaufać Zayn'owi. Nie potrafiła wyznać mu prawdy o sobie, tak jak on tego dokonał. Nie była w stanie opowiedzieć o wszystkim nawet własnej siostrze, a co dopiero chłopakowi, który zjawił się na ranczu zaledwie kilka tygodni temu. Po kilku minutach brunetka odsunęła się od Mulata. - Przepraszam... - szepnęła.
- Za co ty mnie przepraszasz? - odpowiedział - Proszę, spójrz na mnie...To, że czasami płaczesz nie oznacza, że jesteś słaba. Nie musisz ciągle patrzeć na wszystkich wkoło. Czasem trzeba być egoistom. Jeżeli ty nie będziesz szczęśliwa to nikt wokół ciebie nie będzie...
- Skąd możesz to wiedzieć? Sam jeszcze kilka tygodni temu...
- Proszę nie wracaj do tego. Z każdym dniem coraz bardziej oswajam się z przeszłością. Nie mówię, że się z tym pogodziłem, bo tak się raczej nigdy nie stanie, ale... muszę żyć dalej teraz i tak już nic nie mogę zrobić...
- Ty nie byłeś niczemu winny. To tamten chłopak jechał z twoją siostrą, nie ty. A ja...
- Co Lily?
- Nie ważne.
- Ważne. Dla mnie ważne...
- Powiedz jeśli mógłbyś się cofnąć i zmienić jedną rzecz w swoim życiu zrobiłbyś to? A jeśli tak to czy ta zmiana, zmieniłaby twoje życie na lepsze? Czy może złamałaby ci serce? Albo złamałaby serca innych? Czy wybrałbyś całkowicie inną ścieżkę? Czy może zmieniłbyś jedną rzecz? Tylko jedną chwilę? Jedną chwilę, którą zawsze chciałeś cofnąć? - powiedziała Lily z charakterystycznym dla siebie niedomówieniem, po czym zaczęła iść w drogę powrotną.
*
Całą noc nie mogłem spać. Ciągle myślałem o Lizzy. Znowu miała koszmar, ale tym razem nie potrafiłem jej pomóc. Ta bezsilność była najgorsza. Ciekawe o co w tym wszystkim chodzi? Martwię się o Lizzy. Gdybym tylko coś więcej wiedział... Dokładnie w tym momencie postanowiłem, że nie zostawię tak tego. Dzięki siostrom Eastwood my możemy tu przebywać więc czas coś oddać w zamian. Jakieś szmery za oknem zwróciły moją uwagę. Wyglądając przez okno dostrzegłem Marię i Lily. Nie wyglądało to na zbyt przyjemną rozmowę. Po chwili dołączyła do nich Lizzy. Wszystko się komplikuje. Muszę porozmawiać o tym z Lizzy. Na śniadaniu wyraźnie dało się wyczuć nieprzyjemną atmosferę. Widziałam jak reszta wzgląda na siebie próbując dowiedzieć się co się stało. Jeżeli nie uda nam się rozwikłać tej zagadki trudno będzie pogodzić obie siostry. Zaraz po skończonym posiłku Lily wyszła, a Zayn poszedł za nią. Dobrze, że to zrobił. Może uda mu się jakoś dotrzeć do brunetki. - Lizzy możemy chwilę porozmawiać? - spytałem.- Em, pewnie. Może się przejdziemy? - zaproponowała blondynka. Szliśmy przez chwilę do czasu, aż dom nie zniknął nam z pola widzenia. - Coś się stało? - pierwsza przerwała ciszę Lizzy.
- Jak się czujesz? - spytałem na co blondynka popatrzyła na mnie pytającym wzrokiem.
- Nie bardzo rozumiem...
- Dzisiaj w nocy znowu miałaś koszmar... krzyczałaś dlatego się obudziłem...
- To dlatego Lily u mnie była? - powiedziała bardziej do siebie.
- Nie mogłem cię uspokoić więc Louis poszedł po Lily i...
- To on też u mnie był? Jeny...
- Nie przejmuj się, nic się nie stało.
- Widzisz!? Ciągle stwarzam jej problemy, sprawiam jej przykrość, a ona i tak zawsze przy mnie jest...
- Widać, że dla Lily rodzina jest najważniejsza...
- Tak, zawsze tak było... Ale widzę, że nie o tym chciałeś rozmawiać
- Nie do końca... Chciałbym wiedzieć co tu się dzieje? Ciągle się kłócicie z Lily... Czy to przez nas?
- Nie czuj się winny. To zupełnie nie o to chodzi. Wiele zdarzeń z przeszłości wychodzi teraz na światło dzienne... Nie, sorki to ja dowiaduję się o wszystkim po tak długim czasie. Lily z pewnością nie zamierzała mi o tym wszystkim opowiedzieć...
- Nie chcę jej bronić bo ja nie wiem zupełnie nic o tym co tu się działo, ale może dla niej jest to zbyt bolesne by o tym mówiła...
- Już sama nie wiem, Niall... ona zawsze ma jakiś powód jeżeli coś robi, ale to co się dzieje dotyczy również mnie...
- Czasami ludzie milczą bo mają zbyt dużo do powiedzenia... Chciałbym wam jakoś pomóc...
- Nie możesz nic zrobić. Póki same nie dojdziemy do porozumienia nic się nie zmieni.
- Jeśli tylko pozwolisz do siebie dotrzeć to będę mógł pomóc - powiedziałem z determinacją.
- Niby jak? Przekonasz Lily, żeby mi wszystko wyznała?
- Każdy problem ma kilka wariantów możliwych działań. Wystarczy znaleźć tylko taki, który przyniesie najmniej strat... - odpowiedziałem łapiąc ją za dłoń, na co spojrzała na mnie swymi błękitnymi oczami.
- Tak myślisz?
- Tak. Wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć.
- Dziękuję Niall - odpowiedziała i delikatnie mnie przytuliła.
- Będzie dobrze. Zobaczysz. - szepnąłem w jej włosy.
- Ej! Gołąbeczki, dołączycie do nas? - powiedział Louis pojawiając się nie wiadomo skąd. Blondynka szybko się ode mnie odsunęła.
- A co znowu wymyśliliście?
- Zabiję cię kiedyś - powiedzieliśmy równo z Lizzy.
- Ja geniusz wymyśliłem, że możemy pograć w jakieś podchody. Nie chce mi się już oglądać filmów. Tym bardziej, że Kate znów chciała komedię romantyczną. - odpowiedział przy ostatnim zdaniu robiąc zniesmaczoną minę.
- O ile się tu nie zgubimy - mruknąłem
- Co złego jest w komediach romantycznych? - spytała równocześnie ze mną Lizzy.
- A wy co tacy zsynchronizowani jak szwajcarskie zegarki? - powiedział Lou z uśmiechem, na co policzki Lizzy przybrały odcień różu.
- Zaraz ty się zsynchronizujesz z moją pięścią - odparłem w akompaniamencie śmiechu blondynki. Nasze wygłupy przerwało pojawienie się na horyzoncie Lily. Obok niej szedł Zayn i zawzięcie coś jej tłumaczył. Przynajmniej tak wyglądało.
- Widzisz? Nawet z nim rozmawia... - zwróciła się w moją stronę Lizzy.
- Z tego, co widzę to Zayn prowadzi monolog - odpowiedziałem.
- Dokładnie - poparł mnie Lou.
- Chodźmy zobaczyć co się dzieję. - powiedziała Lizzy. Razem ruszyliśmy w drogę powrotną. Docierając pod dom dostrzegłem, że Lily wraz z Zayn'em pojawili się kilka sekund przed nami.
- O widzę druga parę gołąbeczków - stwierdził Tommo na, co Lily spojrzała na niego z mordem w oczach. Kiedy już zamierzała się odezwać zjawiła się Maria.
- Lily, dzwonili z komisariatu. Musisz złożyć zeznania... - powiedziała kobieta z dystansem
- A w jakiej sprawie? Jest ich tyle, że już nie nadążam - odparła z ironia brunetka.
- Nie powiedzieli. Laverage czeka na ciebie.
- Dobra. Zaraz do niego pojadę.
- To ja jadę z Tobą - wtrącił Zayn.
- To my też pojedziemy z tobą - stwierdziła Lizzy. Widać, że Lily nie była zadowolona z tego pomysłu, ale nie skomentowała tego.
Całą drogę spędziliśmy w ciszy. Lizzy próbowała rozpocząć jakąś rozmowę, ale nie widząc zainteresowania ze strony siostry odpuściła. Kiedy dojechaliśmy ruszyliśmy w stronę komisariatu. Gdy przekroczyliśmy próg budynku naszym oczom ukazało się niezbyt przyjemne wnętrze.
- Cześć Black. Dzwoniliście do mnie. - powiedziała Lily.
- Laverage czeka u siebie - odpowiedział chłopak wpatrując się w brunetkę. Widać było, że Lily mu się podoba. Dziwi mnie to, że ona tego nie zauważyła albo nie chce widzieć. Z kolei Zayn patrzył na niego z mordem w oczach. "Ktoś tu się zakochał" - pomyślałem. - Dzięki - odpowiedziała Lily po czym ruszyliśmy we wskazane miejsce, aż dotarliśmy do odpowiedniego pokoju.
- Witaj Laverage - powiedziała brunetka podając mu dłoń
- Cześć Lily. Widzę, że przyjechałaś z obstawą - puścił do niej oczko. - Mam mówić przy nich?
- Zależy o co chodzi...
- Mam dwie wieści. Jedną dobrą i jedną jeszcze lepszą. Jedna dotyczy bydła, a druga sprawy o którą prosiłaś...
- Najpierw mów co z bydłem. - odpowiedziała Lily. Patrzyłem po kolei na wszystkich. Zayn wpatrywał się w Lily, Lizzy próbowała się domyśleć o co mogło chodzić, a policjant nie zwracał na nas uwagi.
- Usiądźcie, to będzie długa historia - stwierdził wskazując na miejsca przed biurkiem. Laverage zaczął opowiadać wszystko od początku co udało im się ustalić. Z każdym kolejnym słowem oczy Lily otwierały się coraz szerzej. Widać było, że nie spodziewała się czegoś takiego usłyszeć. Osobiście trudno mi było połapać się w tym wszystkim. Nazwiska które wymieniał policjant nic mi nie mówiły. Przy ostatnim nazwisku Lily aż wstała z zajmowanego miejsca. Emanowała z niej chęć zemsty. Z pewnością mogę przyznać iż starsza z sióstr Eastwood potrafi walczyć o swoje. Siedzieliśmy w ciszy gdyż zdawaliśmy sobie sprawę, że nie było sensu się odzywać. Lizzy również wyglądała na zaskoczoną. Muszę z nią później o tym porozmawiać.
- A i jeszcze jedno - zaczął mówić mężczyzna wyciągając coś z szuflady - Czy to należy do ciebie? - spytał podając jej jakiś przedmiot. Kiedy Lily zobaczyła dokładnie co to jest wyglądała jakby biła się z własnymi myślami.
- Co to jest? - spytał Zayn. Lizzy spoglądając na przedmiot wyraźnie posmutniała.
- Wszystko w porządku? - zwróciłem się do niej, na co kiwnęła mi tylko głową.
- Lily czy to należy do ciebie? - ponowił pytanie policjant.
- Można tak powiedzieć. Kiedyś używaliśmy tego symbolu do znakowania bydła. Ten bat należy do Luke'a. Gdzie to znalazłeś? - odpowiedziała Lily.
- Na razie nie mogę ci tego powiedzieć - odparł mężczyzna
- Ale...
- Lily dobrze cię znam i wiem, że jak ci to powiem to nie zostawisz tego w spokoju...
- I tak tego tak nie zostawię. W końcu dowiem się prawdy z twoją pomocą czy bez.
- Proszę nie zajmuj się tym. Kiedy wszystko się potwierdzi osobiście zjawię się w "La lunie".
- Możemy chociaż to zabrać? - wtrąciła się Lizzy.
- Jeszcze nie teraz. Przykro mi.
- Czy to wszystko? - spytała Lily.
- W tej sprawie tak, ale chciałbym jeszcze porozmawiać z tym chłopakiem co był z tobą na poszukiwaniach.
- Z Harry'm? - spytałem.
- Jeżeli tak ma na imię to tak - odparł policjant.
- Czy możecie wyjść?- zwróciła się do nas brunetka.
- Ale... - zaczęła Lizzy.
- Chcemy porozmawiać na osobności - przerwała jej siostra. Wyszliśmy na korytarz i czekaliśmy na Lily. Minęło dobre pół godziny nim brunetka opuściła pomieszczenie. Bez słowa skierowała się w stronę wyjścia.
Kiedy byliśmy już blisko samochodu doszedł nas jakiś głos.
- Kogo ja tu widzę? - spytał jak się okazało Jack.
- Mówiłem ci... - zaczął Zayn.
- Daj spokój Zayn. Nie warto. - przerwała mu Lily - Wsiadajcie - zwróciła się do nas.
- Jak tam "La luna"? - nie dawał za wygraną. - Słyszałem, że macie jakieś problemy.
- Źle słyszałeś. Wszystko jest w jak najlepszym porządku - odparła mu brunetka.
- Wiesz, że na mnie możesz zawsze liczyć, skarbie - stwierdził zbliżając się do Lily, na co od razu zareagował Zayn zjawiając się u jej boku.
- O! Widzę, że twój obrońca na posterunku. Ciekawe ile jeszcze wytrzyma. co?
- Nie twój interes - warknął Zayn.
- Nie łudź się Lily. I tak jestem ci pisany - odpowiedział po czym ruszył w stronę komisariatu.
- Chyba po moim trupie - mruknęła Lily po czym wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy na ranczo.
Zaraz po przyjeździe starsza z sióstr Eastwood bez słowa skierowała się do gabinetu. - Mówiłem ci... - zaczął Zayn.
- Daj spokój Zayn. Nie warto. - przerwała mu Lily - Wsiadajcie - zwróciła się do nas.
- Jak tam "La luna"? - nie dawał za wygraną. - Słyszałem, że macie jakieś problemy.
- Źle słyszałeś. Wszystko jest w jak najlepszym porządku - odparła mu brunetka.
- Wiesz, że na mnie możesz zawsze liczyć, skarbie - stwierdził zbliżając się do Lily, na co od razu zareagował Zayn zjawiając się u jej boku.
- O! Widzę, że twój obrońca na posterunku. Ciekawe ile jeszcze wytrzyma. co?
- Nie twój interes - warknął Zayn.
- Nie łudź się Lily. I tak jestem ci pisany - odpowiedział po czym ruszył w stronę komisariatu.
- Chyba po moim trupie - mruknęła Lily po czym wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy na ranczo.
*
Siedziałam w gabinecie i próbowałam ogarnąć wszystkie dokumenty. To co powiedział mi Levarge dało mi do myślenia. Być może gdzieś w tym pomieszczeniu jest coś co nakieruje mnie na właściwy tor.- Proszę - odpowiedziałam słysząc pukanie do drzwi.
- Mogę na chwilkę przeszkodzić? - w drzwiach pojawiła się Maria.
- Jeny! Co ci się stało? - zapytałam spoglądając na nią - Siadaj.
- Właśnie przychodzę w tej sprawie. - zaczęła mówić - Mam zwichniętą rękę.
- Jak to się stało?
- Weszłam na drabinę i chciałam umyć okno i tak jakoś niefortunnie spadłam z niej. Na szczęście Liam z Katie przechodzili i mi pomogli.
- Byłaś u lekarza?
- Tak. Pojechali od razu ze mną. Na szczęście to tylko zwichnięcie.
- Dobra. W takim razie na razie zabraniam ci cokolwiek robić. Masz odpoczywać i regenerować siły.
- Ale...
- Maria jakoś sobie poradzimy. Może w końcu chłopaki się do czegoś przydadzą. O ile cokolwiek coś potrafią zrobić. - odpowiedziałam na co kobieta się zaśmiała.
- To idę nie będę ci przeszkadzać.
- Tylko pilnuj Lizzy, żeby nie zbliżała się do kuchenki
- Jasna sprawa - odpowiedziała po czym wyszła. Po kilku minutach znowu rozległo się pukanie do drzwi.
- Kto tam?
- To ja. Louis.
- Wejdź - odpowiedziałam - Siadaj i mów o co chodzi - wskazałam na miejsce przed biurkiem.
- Przyszedłem spytać, jak się sprawy mają.
- Sam widzisz, że jest lepiej więc chyba się udało. Teraz wy musicie wykazać więcej chęci. Ja już więcej nie mogę wam pomóc. - spojrzałam na niego podnosząc głowę znad papierów.
- Ja to widzę trochę inaczej. Ty i Zayn...
- Nie ma żadnego ja i Zayn i nigdy nie będzie. Jeżeli o to chodzi to możesz już iść.
- Dobra, już. Nie denerwuj się. Chcemy oglądać film i chciałem zapytać czy się dołączysz...
- Widzisz ile muszę tego zrobić.
- Ej! No weź. Nie samą pracą człowiek żyje. Zdążysz to zrobić.
- No niech ci będzie. Co wybraliście?
- Z tym jest mały problem - odpowiedział na co spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. - Zresztą chodź. Sama zobaczysz.
Skierowaliśmy się do salonu. Już kilka kroków od gabinetu słychać było krzyki i wrzaski.
- Znowu to? - jęknął Harry.
- Nie będziemy oglądać horroru! - odparła mu Lizzy.
- Ale znowu komedia romantyczna? - zwrócił się do niej ponownie.
- Nie Liam nie będzie "Toy Story" - stwierdził Niall widząc, że ten chce się odezwać. Tylko Zayn siedział i się nie odzywał.
- Zrób coś z tym bo nie słyszę własnych myśli - powiedział do mnie Lou.
- ¡Basta! - krzyknęłam, co zwróciło uwagę wszystkich.
- Wiedziałem, że na ciebie można liczyć. - szepnął Louis.
- Co tu się dzieje? - zaczęłam - Dobra nie mówcie. - szybko przerwałam widząc, że na nowo zaczęli by się kłócić. - Lizzy, Niall i Harry idźcie po parawan, Katie z Liam'em do kuchni przygotować jakieś przekąski, Zayn i Louis idźcie do altany i przestawcie stół i krzesła w jedno miejsce tak by zostawić wolną przestrzeń. Ruchy, ruchy spotkamy się na miejscu. Sama postanowiłam poszukać Marię.
- Organizujemy seans filmowy na zewnątrz. Dołączysz się?
- Innym razem Lily. Jestem zmęczona. Bawcie się dobrze.
- Taa...
- Cieszy mnie to, że spędzasz z nimi czas.- I tak to nic nie zmienia. Wiesz ta cała sytuacja z Lizzy...
- Wiem. Idź tam i choć na chwilkę przestań o tym wszystkim myśleć. Skup się na sobie i odpocznij choć przez chwilę.
- Idę już bo znów zaczynasz.
- Lily! - krzyknęła próbując udawać groźną.
Zachodząc do altany zastałam tam Zayn'a i Louis'a czekających na resztę. Zaraz po mnie zjawili się Niall z Lizzy i Harry'm. Ekran już wisiał, poduszki leżały na podłodze, czekaliśmy tylko na pozostałych. W międzyczasie próbowałam wyjąć rzutnik z szafki. Jednak była zbyt wysoka. Kiedy chciałam już wziąć jakiś stołek tuż za mną stanął Zayn i sięgnął pożądany przedmiot. - Proszę - powiedział podając mi rzutnik.
- Dzięki - odpowiedziałam odsuwając się od niego.
- Są już przekąski - krzyknęła Katie pojawiając się razem z Liam'em w altanie.
- Okej. Są już wszyscy. Możemy zaczynać - powiedziałam - Siadajcie gdzie chcecie.
Wszyscy zajęli miejsca. Usiadłem na samym końcu gdyż tylko tutaj zostały wolne miejsca. Lily nie mając wyboru musiała zająć miejsce obok mnie. Poszukała czegoś w laptopie po czym na przygotowanym ekranie zaczęły pojawiać się pierwsze napisy. Swoją drogą fajnie to wymyśliła. Ciekawe czy często coś takiego tu się dzieje. Po pierwszych dźwiękach filmu wiedziałem, że Lily wybrała "Szybkich i wściekłych". Nie było żadnych protestów więc dziewczyna odłożyła komputer na bok i wygodnie zasiadła na poduszkach. Dostrzegłem, że Lizzy zerkała na siostrę, ale ta nie zwracała na nią uwagi. To o co się pokłóciły musiało być naprawdę poważne. Musze dowiedzieć się co to było. Chciałbym pomóc Lily tak, jak ona to zrobiła dla mnie. Nie mogłem skupić się na filmie. Cały czas mimowolnie zerkałem na brunetkę.
- Mam coś na twarzy? - szepnęła w moją stronę. Widząc moją minę kontynuowała - Cały czas mi się przyglądasz. Dekoncentruje mnie to... Skup się na filmie.
- Co poradzę, że mnie rozpraszasz? - odpowiedziałem na co Lily teatralnie wywróciła oczami i powróciła do oglądania filmu. Rozglądając się wkoło zauważyłem, że pozostali zajęli się sobą. Katie siedziała wtulona w Liam'a, Niall obejmował Lizzy a Harry z Louis'em komentowali film. Lily po raz pierwszy wyglądała na odprężoną. Gdzieś w połowie filmu brunetka zerkając na telefon wymknęła się po cichu. Postanowiłem pójść za nią. Nikt nawet nie zwrócił na nas uwagi. Odchodząc kilka kroków od altany usłyszałem jej głos.
- U ciebie jest jakaś 1 w nocy więc dlaczego do mnie dzwonisz? (...) Ah tak? Zrozum, że nie ważne co powiesz i tak to niczego nie zmieni (...) Nigdy się z tym nie pogodzę! (...) Co ty możesz wiedzieć, co? (...) Więcej nie odbiorę. Myślałam, że zrozumiesz, ale się pomyliłam - rozmawiała z kimś przez komórkę. Po wypowiedzeniu ostatniego zdania rzuciła nim o ziemię.
- Lily? - spytałem zwracając jej uwagę.
- Czego? - odwarknęła - Przepraszam.
- Coś się stało?
- Możesz przestać za mną bez przerwy chodzić? Trzeba było zostać i oglądać film.
- Dlaczego ty musisz być taka trudna? - spytałem podchodząc do niej bliżej.
- Dlaczego to cię tak bardzo interesuje? Dlaczego nie odpuścisz?
- Czego się boisz?
- Niczego.
- To dlaczego nie chcesz pozwolić na to abym zbliżył się do ciebie?



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz