Usiadłem gwałtownie na łóżku
zastanawiając się, co mnie obudziło. Spojrzałem za zegarek. Jest środek nocy. I
nagle coś usłyszałem. Ten przeciągły szloch.... Oblał mnie zimny pot.
Wyskakując z łóżka czym prędzej wypadłem na korytarz i zdążyłem tylko zauważyć,
że z drzwi obok wyszedł Niall i skierował się do pokoju Lizzy. To co ujrzałem
wpadając za nim do środka bardzo mnie przeraziło. Lizzy gadała jakieś
niezrozumiałe rzeczy i rzucała się po łóżku, a blondyn próbował ją uspokoić.
Mrugałem oczami próbując ogarnąć co się dzieje. – Niall co się tu dzieje? –
spytałem. – Ona ma koszmar… Nie wiem co mam zrobić… - odpowiedział bezradny.
– Zaśpiewaj jej coś. Ja pójdę
znaleźć Lily – stwierdziłem i czym prędzej skierowałem się w stronę drugiego
skrzydła domu. Tylko, w które drzwi mam zapukać? Tę samą czynność powtórzyłem
kilka razy, aż przy ostatnich się udało. – Louis co ty tu robisz? Jest środek
nocy… - zapytała zaskoczona moim widokiem. – Lizzy… ona… ma jakiś koszmar…-
ledwo wypowiedziałem, a Lily już biegła w stronę pokoju siostry. Podążyłem za
nią.
- Przytul ją do siebie –
powiedziała zdenerwowana – Nie myśl, tylko zrób to.
Naprawdę próbował to zrobić i już
po chwili oberwał w nos. - To nie... – zaczął blondyn.
- Niall! – krzyknęła. – Jesteś
facetem, czy co? Nie myśl o tym, że coś jej zrobisz. Ona sama bardziej sobie
zaszkodzi. Więc po prostu zrób to!
Po tych słowach gwałtownym ruchem
przyciągnął dziewczynę do siebie i objął ją ramionami, tak by zablokować jej
ręce. Widziałem jak jej palce wbijają się w jego plecy z taką siłą, że wydawało
się, że skończy posiniaczony. Przyciskał ją do swojego ciała cały czas mówiąc
do niej uspokajające słowa. Lizzy zanosiła się płaczem. Lily stała tam z
wyraźnie zatroskaną miną. Czyli to nie był pierwszy raz kiedy coś takiego działo
się z jej siostrą. Patrzyłem jak dłoń Niall’a głaszcze jej włosy. Starsza z
sióstr Eastwood podeszła bliżej i zaczęła szeptać coś w kierunku Lizzy. Pierwszy
raz spotykam się z czymś takim. W ramionach blondyna Lizzy powoli zaczęła się
uspokajać.
- Myślę, że lepiej będzie jak już
pójdziecie spać – odezwała się po jakimś czasie Lily.
- Ale…
- Lizzy jest już spokojniejsza. I
tak dużo zrobiliście.- zaczęła brunetka – Ja z nią posiedzę, a wy idźcie
odpocząć.
- Niall myślę, że Lily ma rację.
Powinniśmy je zostawić same…- zacząłem mówić ciągnąc blondyna za sobą, aż nie
zamknęły się za nami drzwi.
- Czy ty myślisz, że łatwo mi
będzie teraz zasnąć? – powiedział Niall pod nosem. – To akurat ostatnia rzecz,
na którą mam teraz ochotę.
- Wiem Niall, ale na razie nie
możesz nic poradzisz. Lily to jej siostra i najlepiej wie jak jej pomóc…
- Chciałbym z nią być… - szepnął
bardziej do siebie
- Spotkasz się z nią rano, a teraz spróbuj odpocząć – powiedziałem i
dopiero jak blondyn zniknął za drzwiami swojego pokoju skierowałem się do
mojego.
„To znowu się dzieje” – pomyślała
Lily siadając na fotelu obok łóżka siostry. Wiedziała, że przez resztę nocy i
tak nie zmruży oka. Mimo tego jak się poczuła po słowach Lizzy nie potrafiła
jej tak zostawić. Zawsze była przy niej kiedy zaszła taka potrzeba i teraz też
się to nie zmieni. Tak wiele się dzieje i w dodatku dotyka to coraz większą
liczbę osób… Już było tak dobrze… Wszystko powoli wracało do jakieś normy, a
teraz pojawia się tyle nowych faktów… problemów z którymi musi sobie poradzić.
Pytanie tylko ile może znieść jedna, młoda dziewczyna? Z każdą mijającą godziną
Lily było coraz bardziej źle. Na szczęście Lizzy spała już spokojnie, dlatego
brunetka mogła wrócić do swoich obowiązków. Wszystko układa się nie tak jak
powinno… Ucałowawszy siostrę w czoło skierowała się w stronę wyjścia.
- Lily? Coś się stało? – spytała
zaspanym głosem Lizzy
- Jest jeszcze wcześnie śpij.
- Lily, zaczekaj. Ja…
- Proszę nic więcej nie mów –
odpowiedziała i wyszła. Zamykając za sobą drzwi odetchnęła głęboko po czym
skierowała się do swojego pokoju. Po porannej toalecie brunetka zeszła na dół
by jak najszybciej opuścić dom. Przez chwilę czuła się, jak w klatce i
potrzebowała powietrza. Chciałaby na wszystko spojrzeć z innej strony, ale nie
wiedziała, jak to zrobić. Wychodząc natknęła się na Anę – Co ty tu robisz o tak
wczesnej porze?
- Przyniosłam zaproszenia na moje
urodziny! – zapiszczała radośnie.
- Nie trudź się i tak nie
przyjdziemy
- Czyżby? Albo się pojawisz,
oczywiście razem z Zayn’em i resztą chłopaków jeśli tu są, albo naślę tu
wszystkie możliwe tabloidy, które zniszczą twoje ukochane ranczo…
- Nie zrobisz tego…
- Z czym ty masz problem, co? Masz
wszystko, co tylko chcesz a i tak…
- Mam problem z tobą i tym, że jesteś taka idealna. Wielka Lily, która
sama prowadzi ogromne ranczo i której wszyscy zazdroszczą …W dodatku jesteś z
Zayn’em. Ale wiesz co? Nie sądzę, żeby on został z tobą zbyt długo. Oni wszyscy
w końcu odchodzą, prawda Lily? – powiedziała z wyrzutem Ana. Oczy Lily zalśniły
od łez wściekłości.
- Nie twoja sprawa. A teraz wynoś
się stąd. Nie chcę cię więcej widzieć, jasne?
- Jesteś żałosna. I tak prędzej czy później skończy się ta twoja bajka – odpowiedziała i wsiadając do samochodu odjechała.
- Jesteś żałosna. I tak prędzej czy później skończy się ta twoja bajka – odpowiedziała i wsiadając do samochodu odjechała.
- Czego ona znowu chciała? –
doszedł ją głos Marii.
- A jak myślisz? – odpowiedziała
pytaniem na pytanie Lily – I co tak wcześnie dziś na nogach?
- Mam jakieś dziwne przeczucie, że
coś złego się wydarzy...
- A może być coś gorszego od straty
całej rodziny? – odpowiedziała Lily i skierowała się przed siebie.
- Lily, co ty wygadujesz? Zaczekaj.
– krzyknęła za nią Maria. Lily tylko pokiwała głową nie zatrzymując się - Lilianno
Eastwood – zawołała Maria na co ta gwałtownie się odwróciła.
Kiedy obudziłam się zobaczyłam od
razu Lily. Co ona robiła w moim pokoju? Ucieszyło mnie to, bo mogło to
oznaczać, że wybaczyła mi to, co powiedziałam. Jednak kiedy się odezwała szybko
rozwiała moje nadzieje. Tak szybko wyszła jakby się paliło. Nawet nie zdążyłam
jej zatrzymać. Teraz dopiero widzę jak bardzo musiało ją to zaboleć. Czuję się
okropnie i mimo, że dopiero się obudziłam również dziwnie zmęczona. Nie
fatygując się by się ubrać szybko wyskoczyłam z łóżka by ją znaleźć. Wybiegając
z domu dostrzegłam ją oraz Marię w
oddali i czym prędzej tam poszłam. W miarę zmniejszania odległości usłyszałam
ich rozmowę a dokładnie słowa Lily „A może być coś gorszego od straty całej
rodziny?”. Mówiła to z takim bólem, że aż ściskało mnie za serce. Maria
próbowała ją zatrzymać, ale to nic nie dało. Dopiero kiedy zawołała ją w
sposób, który zawsze używał dziadek kiedy próbował skarcić za coś Lily
gwałtownie się obróciła w naszą stronę przy czym spojrzała mi prosto w oczy,
lecz szybko przeniosła wzrok na Marię.
- Dlaczego to powiedziałaś? –
spytała Lily z wyrzutem.
- Skarbie, nawet nie potrafię sobie
wyobrazić jak się czujesz, ale nie możesz się tak zachowywać…
- Niby jak się zachowuję? Ciągle
staram się nikogo nie zawieść, ale i tak wszystko jest nie tak jak powinno. Bez
znaczenia ile poświęcę i jak bardzo się staram, i tak w końcu ktoś mi wypomina,
że delikatnie mówiąc, niepotrzebnie się staram. No powiedz ile tak można? –
wykrzyknęła z wyrzutem spoglądając w moją stronę.
- To nie jest prawda Lily. Jesteś
wspaniałą osobą, która podjęła się bardzo trudnego zadania i dajesz radę. Nie
możesz jednak ciągle zamykać się w sobie. To nikomu nie służy a zwłaszcza tobie
samej… Musisz coś zmienić przede wszystkim dla samej siebie inaczej to wszystko
nie ma sensu… - zaczęła Maria. Nie próbowałam się wtrącać bo to tylko
pogorszyło by sprawę.
- Naprawdę chcę, żeby było dobrze,
ale już sama nie wiem, co mam zrobić by tak było…
- Dobrze wiesz, co powinnaś zrobić
– odpowiedziała kobieta po czym skierowała się w stronę domu pozostawiając nas
z tym stwierdzeniem. Moja siostra również zaczęła odchodzić. Patrzyłam się na
nią, aż wreszcie zniknęła za jedną z zagród. Dopiero wtedy się ocknęłam i
poszłam za nią. Szłam kilka minut aż wreszcie ją zobaczyłam. Siedziała na ziemi
i wpatrywała się w jeden punkt przed sobą. Znowu wyglądała na pogrążoną w
swoich myślach i taką odległą. W dodatku jej oczy były zaszklone, co oznaczało,
że płakała lub powstrzymywała się od płaczu. – Lily? – spytałam z nadzieją, ale
ta nawet nie drgnęła –Proszę cię, spójrz na mnie… Przepraszam cię za wszystko.
Naprawdę nie chciałam tego powiedzieć. Przecież mnie znasz. Zawsze gadam jakieś
głupoty… - jednak wyglądało to tak jakbym mówiła do ściany – Proszę cię… -
jęknęłam bliska płaczu. Dopiero wtedy przymknęła powieki i następnie na mnie
spojrzała – Nic co powiesz, ani co zrobisz nie zmieni tego jak się czuję… Wiesz
może to tak nie wygląda, ale ja też mam uczucia… - powiedziała i zamierzała odejść.
- Przepraszam cię. Wiesz, że nie
możesz ciągle uciekać.
- Czego ode mnie oczekujesz? Że co?
Wszystko będzie tak jak dawniej? Niczego nie możesz zmienić. W dodatku ty
jeszcze bardziej wszystko komplikujesz…
- Naprawdę nie chciałam…
- Ludzie w nerwach mówią to, czego
nie mają odwagi powiedzieć wprost…
- Ale…
- Nie Lizzy. Tym razem padło zbyt
wiele słów. Naprawdę starałam się… z całych sił starałam się stworzyć coś na
kształt bezpiecznej przystani… zawsze byłam dla ciebie, zawsze kiedy mnie
potrzebowałaś… Nigdy dla siebie… Starałam się wszystkich zadowolić, a gdzieś po
drodze zapomniałam kim tak naprawdę jestem… To zabawne, bo teraz już nawet nie
wiem czy kiedykolwiek to wiedziałam… Teraz dopiero dociera do mnie, że im
bardziej próbowałam tym stwarzało to większe straty niż korzyści… Nie dałam
rady… nie podołałam… Wiedz, że nigdy nie próbowałam ci nikogo zastąpić… Zawsze
byłam dla ciebie tylko starszą siostrą… Naprawdę nie wiem dlaczego pomyślałaś
inaczej…
- Proszę nie mów tak… Nie znam
cudowniejszej osoby od ciebie…
- To wszystko nie ma sensu… Już
brakuje mi sił by walczyć z całym światem… Nawet moja własna siostra nie
potrafi tego zrozumieć…Przepraszam cię – odpowiedziała zaczęła iść przed
siebie.
- Lily, proszę cię!
- Lizzy, teraz musisz ją zostawić samą - powiedział Jose pojawiając się nie wiadomo skąd.
- Nie mogę puść mnie.
- Nie. Lily czuje się rozgoryczona i totalnie rozbita. Musisz dać jej czas by na nowo poukładała sobie swój własny świat. Ona sama musi zrozumieć swoją wartość. Ty jej w tym nie pomożesz...
- Ale ja...
- Wiem Lizzy, wiem... Przecież ty najlepiej znasz Lily i wiesz, że ona nigdy się nie poddaje. Za każdym razem gdy spotykało ją coś złego zaczynała od nowa. Teraz też tak będzie. Zobaczysz - przerwał mi posyłając nikły uśmiech.
- Nie mam pewności czy tym razem tak będzie. Ile razy można zaczynać od początku?
- Nigdy nie można się poddać. Jak zamykają się drzwi trzeba wejść oknem. Tak to już jest na świecie...
- Naprawdę w to wierzę,ale...
- Nie ma żadnego "ale". Tak będzie zobaczysz. A teraz zmykaj się przebrać i coś zjeść.
- Dzięki Jose - odpowiedziałam i skierowałam się do domu.
Nastała pora śniadania. Wszyscy zebrali się na dole by coś zjeść. Nie zabrakło również Lily, która zjawiła się na samym końcu. W powietrzu dało się wyczuć napiętą atmosferę. Lizzy ze smutkiem spoglądała na siostrę. Lily siedziała z tą swoją posągową miną, a Maria próbowała wciągnąć pozostałych w rozmowę. Jednak marne były jej starania, gdyż wszyscy od razu zauważyli, że coś jest nie tak. Wszyscy przyjezdni zastanawiali się, co wydarzyło się pomiędzy siostrami, że Lily znów była taka, jak na początku. "O co znowu chodzi?" - pomyślał Zayn spoglądając na Lily. Na ranczu wszystko było owiane jakąś dziwną tajemnicą. Każda nowa sytuacja związana była w jakimś stopniu z przeszłością domowników. Zayn jeszcze bardziej zapragnął poznać lepiej Lily i pomóc jej tak, jak ona to zrobiła względem niego.
- Maria, za ile jeszcze zostało do Dni ranczera ? - odezwała się po raz pierwszy Lily, czym zwróciła uwagę wszystkich.
- Gdzieś z 1,5 tygodnia, a dlaczego pytasz?
- Nie ważne. wybaczcie ja już pójdę - odpowiedziała i wyszła. Zayn wyszedł chwilę po niej. Lily szła przed siebie, aż nie dotarła do maleńkiej chatki. Po raz kolejny przypomniała sobie zajście z dzisiejszego poranka. Raz po raz odtwarzała całą sytuację, z coraz większymi szczegółami. "Oni wszyscy w końcu odchodzą, prawda Lily?" - To jedno zdanie kołatało w jej głowie, nie dawało jej spokoju coraz to bardziej i bardziej wbijając się do serca - miejsca, które bolało najbardziej. Lily zamknęła oczy i rozpłakała się. "Oni wszyscy w końcu odchodzą"... wreszcie jej umysł eksplodował. W duchu wykrzyknęła "Tak!" i wybuchnęła jeszcze większym płaczem. Tak wszyscy w końcu odchodzą. Zawsze. Każda osoba, której kiedykolwiek udawało się ją uszczęśliwić, znikała tak szybko jak podmuch wiatru. Objęła ramionami kolana i płakała. Pragnęła aby pojawili się rodzice, którzy zawsze się o nią troszczyli, dziadek, który zawsze wiedział co powiedzieć. Pragnęła aby Luke wrócił i było jak kiedyś. Żeby ją przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Im mocniej pragnęła tych rzeczy tym bardziej płakała. Zastanawiała się dlaczego pozwoliła aby jedno zdanie, wypowiedziane przez Anę, było ciosem, od którego upadła. - Kiedy w końcu będzie dobrze? - jęknęła chowając twarz w dłoniach. Ciche skrzypnięcie spowodowało, że podniosła głowę. W oddali stał Zayn. Milczał, uparcie wpatrując się w Lily. - Stało się coś? - spytała unikając jego wzroku. Nie chciała by ktoś widział jej łzy. Już i tak kilkukrotnie się przy nim rozkleiła. Przemierzyła dzielącą ich odległość ani razu nie spoglądając na niego. - Pytałam czy coś się stało?
- To ja chciałbym wiedzieć co...
- Zayn nie mam czasu na pogaduszki. Jestem zajęta. Ja... - zaczęła mówić bez składu.
- Przecież widzę, że płakałaś...
- Zajmij się sobą i zostaw mnie wreszcie w spokoju. Chcę zostać sama...
- Ale...
- Nie. W tej chwili nie chcę widzieć, ani ciebie ani Lizzy ani kogokolwiek innego. Jasne? Wróć do swoich przyjaciół po to tu jesteście.
- Ale ty...
- Nie pierwszy raz wali mi się wszystko. Poradzę sobie. Nie musisz się martwić. Idź już...
- Nie musisz ciągle udawać twardej. Wszyscy doskonale wiedzą, że świetnie sobie radzisz. Zresztą to widać. Masz prawo do okazywania uczuć...
- Właśnie, że nie...
- Daj spokój Lily - zaczął Zayn i wtedy w niej coś pękło. W oczach na nowo pojawiły się łzy, przez co zamierzała się odwrócić. Mulat widząc to złapał ją za rękę przez co spojrzała prosto w jego oczy. I zobaczyła coś czego już dawno nie zaznała. - Proszę, przytul mnie... - szepnęła ledwo słyszalnie. Zayn od razu zagarnął ją w ramiona i szeptał uspokajające słowa. Stali tak długo, aż brunetka się nie uspokoiła.
- Nie. Lily czuje się rozgoryczona i totalnie rozbita. Musisz dać jej czas by na nowo poukładała sobie swój własny świat. Ona sama musi zrozumieć swoją wartość. Ty jej w tym nie pomożesz...
- Ale ja...
- Wiem Lizzy, wiem... Przecież ty najlepiej znasz Lily i wiesz, że ona nigdy się nie poddaje. Za każdym razem gdy spotykało ją coś złego zaczynała od nowa. Teraz też tak będzie. Zobaczysz - przerwał mi posyłając nikły uśmiech.
- Nie mam pewności czy tym razem tak będzie. Ile razy można zaczynać od początku?
- Nigdy nie można się poddać. Jak zamykają się drzwi trzeba wejść oknem. Tak to już jest na świecie...
- Naprawdę w to wierzę,ale...
- Nie ma żadnego "ale". Tak będzie zobaczysz. A teraz zmykaj się przebrać i coś zjeść.
- Dzięki Jose - odpowiedziałam i skierowałam się do domu.
Nastała pora śniadania. Wszyscy zebrali się na dole by coś zjeść. Nie zabrakło również Lily, która zjawiła się na samym końcu. W powietrzu dało się wyczuć napiętą atmosferę. Lizzy ze smutkiem spoglądała na siostrę. Lily siedziała z tą swoją posągową miną, a Maria próbowała wciągnąć pozostałych w rozmowę. Jednak marne były jej starania, gdyż wszyscy od razu zauważyli, że coś jest nie tak. Wszyscy przyjezdni zastanawiali się, co wydarzyło się pomiędzy siostrami, że Lily znów była taka, jak na początku. "O co znowu chodzi?" - pomyślał Zayn spoglądając na Lily. Na ranczu wszystko było owiane jakąś dziwną tajemnicą. Każda nowa sytuacja związana była w jakimś stopniu z przeszłością domowników. Zayn jeszcze bardziej zapragnął poznać lepiej Lily i pomóc jej tak, jak ona to zrobiła względem niego.
- Maria, za ile jeszcze zostało do Dni ranczera ? - odezwała się po raz pierwszy Lily, czym zwróciła uwagę wszystkich.
- Gdzieś z 1,5 tygodnia, a dlaczego pytasz?
- Nie ważne. wybaczcie ja już pójdę - odpowiedziała i wyszła. Zayn wyszedł chwilę po niej. Lily szła przed siebie, aż nie dotarła do maleńkiej chatki. Po raz kolejny przypomniała sobie zajście z dzisiejszego poranka. Raz po raz odtwarzała całą sytuację, z coraz większymi szczegółami. "Oni wszyscy w końcu odchodzą, prawda Lily?" - To jedno zdanie kołatało w jej głowie, nie dawało jej spokoju coraz to bardziej i bardziej wbijając się do serca - miejsca, które bolało najbardziej. Lily zamknęła oczy i rozpłakała się. "Oni wszyscy w końcu odchodzą"... wreszcie jej umysł eksplodował. W duchu wykrzyknęła "Tak!" i wybuchnęła jeszcze większym płaczem. Tak wszyscy w końcu odchodzą. Zawsze. Każda osoba, której kiedykolwiek udawało się ją uszczęśliwić, znikała tak szybko jak podmuch wiatru. Objęła ramionami kolana i płakała. Pragnęła aby pojawili się rodzice, którzy zawsze się o nią troszczyli, dziadek, który zawsze wiedział co powiedzieć. Pragnęła aby Luke wrócił i było jak kiedyś. Żeby ją przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Im mocniej pragnęła tych rzeczy tym bardziej płakała. Zastanawiała się dlaczego pozwoliła aby jedno zdanie, wypowiedziane przez Anę, było ciosem, od którego upadła. - Kiedy w końcu będzie dobrze? - jęknęła chowając twarz w dłoniach. Ciche skrzypnięcie spowodowało, że podniosła głowę. W oddali stał Zayn. Milczał, uparcie wpatrując się w Lily. - Stało się coś? - spytała unikając jego wzroku. Nie chciała by ktoś widział jej łzy. Już i tak kilkukrotnie się przy nim rozkleiła. Przemierzyła dzielącą ich odległość ani razu nie spoglądając na niego. - Pytałam czy coś się stało?
- To ja chciałbym wiedzieć co...
- Zayn nie mam czasu na pogaduszki. Jestem zajęta. Ja... - zaczęła mówić bez składu.
- Przecież widzę, że płakałaś...
- Zajmij się sobą i zostaw mnie wreszcie w spokoju. Chcę zostać sama...
- Ale...
- Nie. W tej chwili nie chcę widzieć, ani ciebie ani Lizzy ani kogokolwiek innego. Jasne? Wróć do swoich przyjaciół po to tu jesteście.
- Ale ty...
- Nie pierwszy raz wali mi się wszystko. Poradzę sobie. Nie musisz się martwić. Idź już...
- Nie musisz ciągle udawać twardej. Wszyscy doskonale wiedzą, że świetnie sobie radzisz. Zresztą to widać. Masz prawo do okazywania uczuć...
- Właśnie, że nie...
- Daj spokój Lily - zaczął Zayn i wtedy w niej coś pękło. W oczach na nowo pojawiły się łzy, przez co zamierzała się odwrócić. Mulat widząc to złapał ją za rękę przez co spojrzała prosto w jego oczy. I zobaczyła coś czego już dawno nie zaznała. - Proszę, przytul mnie... - szepnęła ledwo słyszalnie. Zayn od razu zagarnął ją w ramiona i szeptał uspokajające słowa. Stali tak długo, aż brunetka się nie uspokoiła.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz