środa, 6 lipca 2016

Rozdział 36

Usiadłem gwałtownie na łóżku zastanawiając się, co mnie obudziło. Spojrzałem za zegarek. Jest środek nocy. I nagle coś usłyszałem. Ten przeciągły szloch.... Oblał mnie zimny pot. Wyskakując z łóżka czym prędzej wypadłem na korytarz i zdążyłem tylko zauważyć, że z drzwi obok wyszedł Niall i skierował się do pokoju Lizzy. To co ujrzałem wpadając za nim do środka bardzo mnie przeraziło. Lizzy gadała jakieś niezrozumiałe rzeczy i rzucała się po łóżku, a blondyn próbował ją uspokoić. Mrugałem oczami próbując ogarnąć co się dzieje. – Niall co się tu dzieje? – spytałem. – Ona ma koszmar… Nie wiem co mam zrobić… - odpowiedział bezradny.
– Zaśpiewaj jej coś. Ja pójdę znaleźć Lily – stwierdziłem i czym prędzej skierowałem się w stronę drugiego skrzydła domu. Tylko, w które drzwi mam zapukać? Tę samą czynność powtórzyłem kilka razy, aż przy ostatnich się udało. – Louis co ty tu robisz? Jest środek nocy… - zapytała zaskoczona moim widokiem. – Lizzy… ona… ma jakiś koszmar…- ledwo wypowiedziałem, a Lily już biegła w stronę pokoju siostry. Podążyłem za nią.
– Lily… nie wiem, co mam robić… Prosiłem, śpiewałem i nic… - szeptał Niall.
- Przytul ją do siebie – powiedziała zdenerwowana – Nie myśl, tylko zrób to.
Naprawdę próbował to zrobić i już po chwili oberwał w nos. - To nie... – zaczął blondyn.
- Niall! – krzyknęła. – Jesteś facetem, czy co? Nie myśl o tym, że coś jej zrobisz. Ona sama bardziej sobie zaszkodzi. Więc po prostu zrób to!
Po tych słowach gwałtownym ruchem przyciągnął dziewczynę do siebie i objął ją ramionami, tak by zablokować jej ręce. Widziałem jak jej palce wbijają się w jego plecy z taką siłą, że wydawało się, że skończy posiniaczony. Przyciskał ją do swojego ciała cały czas mówiąc do niej uspokajające słowa. Lizzy zanosiła się płaczem. Lily stała tam z wyraźnie zatroskaną miną. Czyli to nie był pierwszy raz kiedy coś takiego działo się z jej siostrą. Patrzyłem jak dłoń Niall’a głaszcze jej włosy. Starsza z sióstr Eastwood podeszła bliżej i zaczęła szeptać coś w kierunku Lizzy. Pierwszy raz spotykam się z czymś takim. W ramionach blondyna Lizzy powoli zaczęła się uspokajać.
- Myślę, że lepiej będzie jak już pójdziecie spać – odezwała się po jakimś czasie Lily.
- Ale…
- Lizzy jest już spokojniejsza. I tak dużo zrobiliście.- zaczęła brunetka – Ja z nią posiedzę, a wy idźcie odpocząć.
- Niall myślę, że Lily ma rację. Powinniśmy je zostawić same…- zacząłem mówić ciągnąc blondyna za sobą, aż nie zamknęły się za nami drzwi.
- Czy ty myślisz, że łatwo mi będzie teraz zasnąć? – powiedział Niall pod nosem. – To akurat ostatnia rzecz, na którą mam teraz ochotę.
- Wiem Niall, ale na razie nie możesz nic poradzisz. Lily to jej siostra i najlepiej wie jak jej pomóc…
- Chciałbym z nią być… - szepnął bardziej do siebie
- Spotkasz się z nią rano, a teraz spróbuj odpocząć – powiedziałem i dopiero jak blondyn zniknął za drzwiami swojego pokoju skierowałem się do mojego.

„To znowu się dzieje” – pomyślała Lily siadając na fotelu obok łóżka siostry. Wiedziała, że przez resztę nocy i tak nie zmruży oka. Mimo tego jak się poczuła po słowach Lizzy nie potrafiła jej tak zostawić. Zawsze była przy niej kiedy zaszła taka potrzeba i teraz też się to nie zmieni. Tak wiele się dzieje i w dodatku dotyka to coraz większą liczbę osób… Już było tak dobrze… Wszystko powoli wracało do jakieś normy, a teraz pojawia się tyle nowych faktów… problemów z którymi musi sobie poradzić. Pytanie tylko ile może znieść jedna, młoda dziewczyna? Z każdą mijającą godziną Lily było coraz bardziej źle. Na szczęście Lizzy spała już spokojnie, dlatego brunetka mogła wrócić do swoich obowiązków. Wszystko układa się nie tak jak powinno… Ucałowawszy siostrę w czoło skierowała się w stronę wyjścia.
- Lily? Coś się stało? – spytała zaspanym głosem Lizzy
- Jest jeszcze wcześnie śpij.

- Lily, zaczekaj. Ja…

- Proszę nic więcej nie mów – odpowiedziała i wyszła. Zamykając za sobą drzwi odetchnęła głęboko po czym skierowała się do swojego pokoju. Po porannej toalecie brunetka zeszła na dół by jak najszybciej opuścić dom. Przez chwilę czuła się, jak w klatce i potrzebowała powietrza. Chciałaby na wszystko spojrzeć z innej strony, ale nie wiedziała, jak to zrobić. Wychodząc natknęła się na Anę – Co ty tu robisz o tak wczesnej porze?

- Przyniosłam zaproszenia na moje urodziny! – zapiszczała radośnie.

- Nie trudź się i tak nie przyjdziemy
- Czyżby? Albo się pojawisz, oczywiście razem z Zayn’em i resztą chłopaków jeśli tu są, albo naślę tu wszystkie możliwe tabloidy, które zniszczą twoje ukochane ranczo…
- Nie zrobisz tego…
- Wiesz, że jestem do tego zdolna.
- Z czym ty masz problem, co? Masz wszystko, co tylko chcesz a i tak…
- Mam problem z tobą i tym, że jesteś taka idealna. Wielka Lily, która sama prowadzi ogromne ranczo i której wszyscy zazdroszczą …W dodatku jesteś z Zayn’em. Ale wiesz co? Nie sądzę, żeby on został z tobą zbyt długo. Oni wszyscy w końcu odchodzą, prawda Lily? – powiedziała z wyrzutem Ana. Oczy Lily zalśniły od łez wściekłości.

- Nie twoja sprawa. A teraz wynoś się stąd. Nie chcę cię więcej widzieć, jasne?
- Jesteś żałosna. I tak prędzej czy później skończy się ta twoja bajka – odpowiedziała i wsiadając do samochodu odjechała.

- Czego ona znowu chciała? – doszedł ją głos Marii.

- A jak myślisz? – odpowiedziała pytaniem na pytanie Lily – I co tak wcześnie dziś na nogach?

- Mam jakieś dziwne przeczucie, że coś złego się wydarzy...
- A może być coś gorszego od straty całej rodziny? – odpowiedziała Lily i skierowała się przed siebie.
- Lily, co ty wygadujesz? Zaczekaj. – krzyknęła za nią Maria. Lily tylko pokiwała głową nie zatrzymując się - Lilianno Eastwood – zawołała Maria na co ta gwałtownie się odwróciła.

Kiedy obudziłam się zobaczyłam od razu Lily. Co ona robiła w moim pokoju? Ucieszyło mnie to, bo mogło to oznaczać, że wybaczyła mi to, co powiedziałam. Jednak kiedy się odezwała szybko rozwiała moje nadzieje. Tak szybko wyszła jakby się paliło. Nawet nie zdążyłam jej zatrzymać. Teraz dopiero widzę jak bardzo musiało ją to zaboleć. Czuję się okropnie i mimo, że dopiero się obudziłam również dziwnie zmęczona. Nie fatygując się by się ubrać szybko wyskoczyłam z łóżka by ją znaleźć. Wybiegając z domu dostrzegłam ją  oraz Marię w oddali i czym prędzej tam poszłam. W miarę zmniejszania odległości usłyszałam ich rozmowę a dokładnie słowa Lily „A może być coś gorszego od straty całej rodziny?”. Mówiła to z takim bólem, że aż ściskało mnie za serce. Maria próbowała ją zatrzymać, ale to nic nie dało. Dopiero kiedy zawołała ją w sposób, który zawsze używał dziadek kiedy próbował skarcić za coś Lily gwałtownie się obróciła w naszą stronę przy czym spojrzała mi prosto w oczy, lecz szybko przeniosła wzrok na Marię.
- Dlaczego to powiedziałaś? – spytała Lily z wyrzutem.
- Skarbie, nawet nie potrafię sobie wyobrazić jak się czujesz, ale nie możesz się tak zachowywać…
- Niby jak się zachowuję? Ciągle staram się nikogo nie zawieść, ale i tak wszystko jest nie tak jak powinno. Bez znaczenia ile poświęcę i jak bardzo się staram, i tak w końcu ktoś mi wypomina, że delikatnie mówiąc, niepotrzebnie się staram. No powiedz ile tak można? – wykrzyknęła z wyrzutem spoglądając w moją stronę.
- To nie jest prawda Lily. Jesteś wspaniałą osobą, która podjęła się bardzo trudnego zadania i dajesz radę. Nie możesz jednak ciągle zamykać się w sobie. To nikomu nie służy a zwłaszcza tobie samej… Musisz coś zmienić przede wszystkim dla samej siebie inaczej to wszystko nie ma sensu… - zaczęła Maria. Nie próbowałam się wtrącać bo to tylko pogorszyło by sprawę.
- Naprawdę chcę, żeby było dobrze, ale już sama nie wiem, co mam zrobić by tak było…
- Dobrze wiesz, co powinnaś zrobić – odpowiedziała kobieta po czym skierowała się w stronę domu pozostawiając nas z tym stwierdzeniem. Moja siostra również zaczęła odchodzić. Patrzyłam się na nią, aż wreszcie zniknęła za jedną z zagród. Dopiero wtedy się ocknęłam i poszłam za nią. Szłam kilka minut aż wreszcie ją zobaczyłam. Siedziała na ziemi i wpatrywała się w jeden punkt przed sobą. Znowu wyglądała na pogrążoną w swoich myślach i taką odległą. W dodatku jej oczy były zaszklone, co oznaczało, że płakała lub powstrzymywała się od płaczu. – Lily? – spytałam z nadzieją, ale ta nawet nie drgnęła –Proszę cię, spójrz na mnie… Przepraszam cię za wszystko. Naprawdę nie chciałam tego powiedzieć. Przecież mnie znasz. Zawsze gadam jakieś głupoty… - jednak wyglądało to tak jakbym mówiła do ściany – Proszę cię… - jęknęłam bliska płaczu. Dopiero wtedy przymknęła powieki i następnie na mnie spojrzała – Nic co powiesz, ani co zrobisz nie zmieni tego jak się czuję… Wiesz może to tak nie wygląda, ale ja też mam uczucia… - powiedziała i zamierzała odejść.
- Przepraszam cię. Wiesz, że nie możesz ciągle uciekać.
- Czego ode mnie oczekujesz? Że co? Wszystko będzie tak jak dawniej? Niczego nie możesz zmienić. W dodatku ty jeszcze bardziej wszystko komplikujesz…
- Naprawdę nie chciałam…
- Ludzie w nerwach mówią to, czego nie mają odwagi powiedzieć wprost…
- Ale…
- Nie Lizzy. Tym razem padło zbyt wiele słów. Naprawdę starałam się… z całych sił starałam się stworzyć coś na kształt bezpiecznej przystani… zawsze byłam dla ciebie, zawsze kiedy mnie potrzebowałaś… Nigdy dla siebie… Starałam się wszystkich zadowolić, a gdzieś po drodze zapomniałam kim tak naprawdę jestem… To zabawne, bo teraz już nawet nie wiem czy kiedykolwiek to wiedziałam… Teraz dopiero dociera do mnie, że im bardziej próbowałam tym stwarzało to większe straty niż korzyści… Nie dałam rady… nie podołałam… Wiedz, że nigdy nie próbowałam ci nikogo zastąpić… Zawsze byłam dla ciebie tylko starszą siostrą… Naprawdę nie wiem dlaczego pomyślałaś inaczej…
- Proszę nie mów tak… Nie znam cudowniejszej osoby od ciebie…
- To wszystko nie ma sensu… Już brakuje mi sił by walczyć z całym światem… Nawet moja własna siostra nie potrafi tego zrozumieć…Przepraszam cię – odpowiedziała zaczęła iść przed siebie.
- Lily, proszę cię! 
- Lizzy, teraz musisz ją zostawić samą - powiedział Jose pojawiając się nie wiadomo skąd.

- Nie mogę puść mnie.
- Nie. Lily czuje się rozgoryczona i totalnie rozbita. Musisz dać jej czas by na nowo poukładała sobie swój własny świat. Ona sama musi zrozumieć swoją wartość. Ty jej w tym nie pomożesz...
- Ale ja...
- Wiem Lizzy, wiem... Przecież ty najlepiej znasz Lily i wiesz, że ona nigdy się nie poddaje. Za każdym razem gdy spotykało ją coś złego zaczynała od nowa. Teraz też tak będzie. Zobaczysz - przerwał mi posyłając nikły uśmiech.
- Nie mam pewności czy tym razem tak będzie. Ile razy można zaczynać od początku?
- Nigdy nie można się poddać. Jak zamykają się drzwi trzeba wejść oknem. Tak to już jest na świecie...
- Naprawdę w to wierzę,ale...
- Nie ma żadnego "ale". Tak będzie zobaczysz. A teraz zmykaj się przebrać i coś zjeść.
- Dzięki Jose - odpowiedziałam i skierowałam się do domu.

Nastała pora śniadania. Wszyscy zebrali się na dole by coś zjeść. Nie zabrakło również Lily, która zjawiła się na samym końcu. W powietrzu dało się wyczuć napiętą atmosferę. Lizzy ze smutkiem spoglądała na siostrę. Lily siedziała z tą swoją posągową miną, a Maria próbowała wciągnąć pozostałych w rozmowę. Jednak marne były jej starania, gdyż wszyscy od razu zauważyli, że coś jest nie tak. Wszyscy przyjezdni zastanawiali się, co wydarzyło się pomiędzy siostrami, że Lily znów była taka, jak na początku. "O co znowu chodzi?" - pomyślał Zayn spoglądając na Lily. Na ranczu wszystko było owiane jakąś dziwną tajemnicą. Każda nowa sytuacja związana była w jakimś stopniu z przeszłością domowników. Zayn jeszcze bardziej zapragnął poznać lepiej Lily i pomóc jej tak, jak ona to zrobiła względem niego.
- Maria, za ile jeszcze zostało do Dni ranczera ? - odezwała się po raz pierwszy Lily, czym zwróciła uwagę wszystkich.
- Gdzieś z 1,5 tygodnia, a dlaczego pytasz?
- Nie ważne. wybaczcie ja już pójdę - odpowiedziała i wyszła. Zayn wyszedł chwilę po niej. Lily szła przed siebie, aż nie dotarła do maleńkiej chatki. Po raz kolejny przypomniała sobie zajście z dzisiejszego poranka. Raz po raz odtwarzała całą sytuację, z coraz większymi szczegółami. "Oni wszyscy w końcu odchodzą, prawda Lily?" - To jedno zdanie kołatało w jej głowie, nie dawało jej spokoju coraz to bardziej i bardziej wbijając się do serca - miejsca, które bolało najbardziej. Lily zamknęła oczy i rozpłakała się. "Oni wszyscy w końcu odchodzą"... wreszcie jej umysł eksplodował. W duchu wykrzyknęła "Tak!" i wybuchnęła jeszcze większym płaczem. Tak wszyscy w końcu odchodzą. Zawsze. Każda osoba, której kiedykolwiek udawało się ją uszczęśliwić, znikała tak szybko jak podmuch wiatru. Objęła ramionami kolana i płakała. Pragnęła aby pojawili się rodzice, którzy zawsze się o nią troszczyli, dziadek, który zawsze wiedział co powiedzieć. Pragnęła aby Luke wrócił i było jak kiedyś. Żeby ją przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Im mocniej pragnęła tych rzeczy tym bardziej płakała. Zastanawiała się dlaczego pozwoliła aby jedno zdanie, wypowiedziane przez Anę, było ciosem, od którego upadła. - Kiedy w końcu będzie dobrze? - jęknęła chowając twarz w dłoniach. Ciche skrzypnięcie spowodowało, że podniosła głowę. W oddali stał Zayn. Milczał, uparcie wpatrując się w Lily. - Stało się coś? - spytała unikając jego wzroku. Nie chciała by ktoś widział jej łzy. Już i tak kilkukrotnie się przy nim rozkleiła. Przemierzyła dzielącą ich odległość ani razu nie spoglądając na niego. - Pytałam czy coś się stało?
- To ja chciałbym wiedzieć co...
- Zayn nie mam czasu na pogaduszki. Jestem zajęta. Ja... - zaczęła mówić bez składu.
- Przecież widzę, że płakałaś...

- Zajmij się sobą i zostaw mnie wreszcie w spokoju. Chcę zostać sama...
- Ale...
- Nie. W tej chwili nie chcę widzieć, ani ciebie ani Lizzy ani kogokolwiek innego. Jasne? Wróć do swoich przyjaciół po to tu jesteście.
- Ale ty...
- Nie pierwszy raz wali mi się wszystko. Poradzę sobie. Nie musisz się martwić. Idź już...
- Nie musisz ciągle udawać twardej. Wszyscy doskonale wiedzą, że świetnie sobie radzisz. Zresztą to widać. Masz prawo do okazywania uczuć...
- Właśnie, że nie...
- Daj spokój Lily - zaczął Zayn i wtedy w niej coś pękło. W oczach na nowo pojawiły się łzy, przez co zamierzała się odwrócić. Mulat widząc to złapał ją za rękę przez co spojrzała prosto w jego oczy. I zobaczyła coś czego już dawno nie zaznała. - Proszę, przytul mnie... - szepnęła ledwo słyszalnie. Zayn od razu zagarnął ją w ramiona i szeptał uspokajające słowa. Stali tak długo, aż brunetka się nie uspokoiła. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy