piątek, 31 lipca 2015

Rozdział 3



- Ał! Co jest? –krzyknął blondyn.
- Oh. Przepraszam. Myślałam, że to… a zresztą nieważne. Daj rękę pomogę ci wstać.
Stając na równe nogi Niall ujrzał przed sobą śliczną blondynkę o fiołkowych oczach. Przez chwilę wpatrywał się w nią z otwartymi ustami nie wiedząc co powiedzieć. Dziewczyna spojrzała na niego miną typu „o co chodzi?”. Blondyn w końcu się otrząsnął i gdy już chciał się odezwać dobiegli do nich Harry, Lou i Paul.
- To było epickie. Niall Horan na łopatkach.- powiedział rozbawiony Louis i po chwili dodał- Jak ty to zrobiłaś?
– Co? Ah…Hm.. O co pytałeś?- dziewczyna przeniosła wzrok z Nialla urywając kontakt wzrokowy.
- Powaliłaś go na ziemię jednym chwytem- dodał Louis.
- A... o to biega. Siostra mnie tego nauczyła, żebym się mogła w razie czego obronić- odpowiedziała blondynka uśmiechając się promiennie.
Niall dalej wpatrywał się w nią jak w obrazek. Harry widząc przyjaciela odrobinę się rozchmurzył i przyglądał mu się z rozbawieniem. Natomiast Louis był pod wrażeniem wyczynu dziewczyny.
- Przepraszam za nich- głos zabrał Paul.
- Nic nie szkodzi ale jeżeli to wszystko to pójdę już dalej biegać.
- Jeszcze jak by mogła mi Pani powiedzieć gdzie jest ranczo „La luna”?
- Po pierwsze proszę do mnie nie mówić „per Pani”. Mam dopiero 19 lat. Jestem Lizzy. Ranczo „La luna” tak?
- Dokładnie - potwierdził Paul.
- A o co chodzi jeśli można wiedzieć?
- Mamy tam spędzić trochę czasu-wtrącił Lou na co dostał karcące spojrzenie od menedżera. Niewzruszony kontynuował - To co wiesz gdzie to jest?
- Oh. Jakby to wam powiedzieć…”La luna” jest jakieś 400km stąd. Pomyliliście kierunek. – odparła z powagą Lizzy.
- Że co!?
- Harry.- ostrzegająco zwrócił się do niego Louis na co dziewczyna zaczęła się śmiać. Wszyscy posłali jej zdziwione spojrzenie.
- Żartowałam. Byście widzieli swoje miny.
- Bardzo śmieszne- odparł lokowaty.
- Już cię lubię Lizzy. Tak w ogóle jestem Louis, ten co ma muchy w nosie to Harry, a ten co się patrzy na ciebie jak szpak w pięć groszy to Niall. No i jeszcze Paul nasz menedżer.
- Co?- ocknął się blondyn.
- Nic nic, marz dalej- z rozbawieniem zwrócił się do niego Tomlinson.
- Oh. Ok. – odpowiedziała Lizzy i zerkając na Nialla nieznacznie się zaróżowiła.
- To powiesz nam gdzie jest to ranczo?- zwrócił się uprzejmie Paul.
- W zasadzie to już jesteście na ranczu. Mijając tamten zakręt wjechaliście na strefę buforową „La luny”. Trzeba było jechać dalej do domu jest jeszcze jakiś kilometr.
- Niestety samochód nam się popsuł.
- Tak to jest jak się wybiera nieodpowiedni samochód- stwierdziła Lizzy.
- Samochód się…- nie zdążył dokończyć Harry gdyż dziewczyna mu przerwała.
- Jak to mawia mój brat tutaj jeździ się tylko pick-upami.
- Tak tylko…
- No nic. Pomogę wam. Poczekajcie tutaj to pobiegnę do domu i skombinuje transport.-znów nie dała skończyć Lizzy.
- To miło z twojej strony. Dzięki – podziękował Paul. Jednak gdy chciał coś dodać dziewczyna już biegła w stronę rancza. - A ten co? Zawiesił się?- dodał rozbawiony zerkając na Nialla na co Harry z Lou wybuchli śmiechem.
- Co? – spytał blondyn.
- Nic nic, chodźmy poinformować resztę.
Po 5 minutach dotarli do samochodu gdzie zastali śpiącego Liama oraz Zayna słuchającego muzyki.
-Ej chłopaki. Pobudka.- krzyknął Louis.
- Co jest?- mruknął Liam przecierając oczy.
- Za 20 minut nadjedzie pomoc.
Liam był bardzo zdziwiony, że menedżerowi udało się znaleźć pomoc. Myślał, że tu nie ma zasięgu. Jednak Louis dokładnie wytłumaczył mu o jaką pomoc chodziło. Dowiedział się, że Niall wpadł na jakąś blondynkę imieniem Lizzy, która go poturbowała. Zayn przysłuchiwał się całej rozmowie ciesząc się, że w końcu będzie mógł zostać sam. Louis dalej naśmiewał się z blondyna na co ten się zdenerwował i tak zaczęła się przepychanka. Dopiero gdy Paul zainterweniował chłopcy się uspokoili. Po 20 minutach zauważyli podjeżdżającego pick-upa.
-W końcu -  mruknął Harry po czym dodał- Tylko zachowuj się Niall. Nie patrz na nią jak jakiś pedofil.
Lou z Liamem wybuchli śmiechem na co Niall spalił buraka. Nawet Zayn zareagował zerkając na blondyna z politowaniem. Ku zdziwieniu wszystkich nie zobaczyli nigdzie wspomnianej blondynki. Z samochodu wysiadł postawny mężczyzna o czarnych włosach. Paul wychodząc mu naprzeciw patrząc na osobnika zdziwiony dostał od niego kartkę, którą przeczytał.

To jest Jose. Nie lubi rozmawiać z obcymi więc go nie męczcie. Pomoże wam się przepakować i przywiezie was na ranczo. Ja musiałam przygotować dla was pokoje, bo Maria zapomniała wspomnieć o waszym przyjeździe. Także do zobaczenia.
                                                                                                Lizzy

- Chłopcy zbierajcie się. On nas zabierze na ranczo.- powiedział Paul wskazując na mężczyznę obok.
Po 5 minutach samochód zajechał pod dom.
Była to ogromna posiadłość z wielką werandą przed wejściem. Budynek swoim wyglądem nawiązywał do hiszpańskiego stylu. Czerwony kolor dachu kontrastował z białym kolorem elewacji. Przyjezdni z podziwem rozglądali się po okolicy. Szczególnie Harry był w szoku przyglądając się budowli. Myślał, że dom okaże się jakąś ruderą.Obok domu można było zauważyć czarnego pick-upa. Z drugiej strony w niewielkiej odległości stała ogromna altana otoczona grządkami kwiatów. Pomiędzy domem a altaną można było dostrzec drogę prowadzącą na tyły domu. Całe ranczo musiało być ogromne sądząc po widokach. Gdy zespół rozglądał się po okolicy z domu wybiegła Lizzy. Za nią szła starsza kobieta.
- Witam ponownie- odezwała się Lizzy i gdy chciała kontynuować swoją wypowiedź przerwała jej druga kobieta.
- Widzisz w samą porę zdążyłyśmy.
- Gdybyś powiedziała wcześniej nie musiałybyśmy się spieszyć – dodała blondynka po czym podziękowała kierowcy – Gracias Jose. – Ten tylko się uśmiechnął, skinął głową na pozostałych i udał się na tyły domu. –Tak w ogóle to jest Maria – wskazała Lizzy na kobietę – A to jest Paul, Harry, Louis, Niall i… sama nie wiem –dodała z rezygnacją.
- Ja jestem Liam a ten w oddali to Zayn.
- Cześć jestem Lizzy.
- Dobra nie stójcie tak. Zapraszamy do środka. Bagażami się później zajmiemy. To wy chcieliście tą rezerwację tak?- powiedziała Maria.
- Tak, tak. Zastosowałem się do pani rady i po prostu…
- Przyjechaliście – wtrąciła kobieta.
- Idę zapalić- mruknął Zayn i oddalił się od reszty.
- A temu co?- spytała Lizzy.
- Długa historia. –odpowiedział Liam.
Paul wraz z Marią weszli do domu rozmawiając o pobycie zespołu na ranczu. Liam z Harrym podążyli ich śladem. Natomiast Lizzy z Niallem przyglądali się sobie.
- Idziemy?- wtrącił Lou
- Tak, tak…chodźcie za mną.
- No rusz się- szturchnął blondyna Lou i poszli za Lizzy.

Kiedy dotarli do salonu zasiedli wraz z pozostałymi 
zajmując wolne miejsca. Chłopaki przyglądali się pomieszczeniu. Salon był miejscem bardzo przytulnym. Kremowe ściany kontrastowały z czerwoną barwą zasłon, a wysokie, wielokątne okna świetnie współgrały z elegancją, w której zachowane było wnętrze. Charakteru pomieszczeniu dodawały dębowe bele dzielące sufit na wiele kwadratów. Z kolei meble w ciekawy sposób łączyły nowoczesność z przeszłością.
Maria, jak na dobrą gospodynię przystało, poczęstowała ich swoim popisowym wypiekiem z czego najbardziej zadowolony był Niall. Harry nadal siedział obrażony, a pozostali prowadzili przyjemną rozmowę, kiedy z za okna dotarły do nich krzyki.
- Kim ty do cholery jesteś i co robisz na moim ranczu?

czwartek, 30 lipca 2015

Rozdział 2

-O co chodzi?- odezwał się po chwili Liam.
-Razem z zarządem postanowiliśmy, że musicie zrobić sobie wolne. One Direction bierze miesięczny urlop- odparł Paul.
-Yeah – wyszczerzył się Louis.
-Nie ciesz się tak. W piątek rano wyjeżdżacie na ranczo „La luna”.
-Co?!
Menedżer nic sobie z tego nie robiąc kontynuował - Należy ono do mojego starego przyjaciela Tom’a. Wiele się od niego nauczyłem dlatego mam nadzieję, że ten pobyt wiele was nauczy i pomoże docenić to, co macie.
-Nigdzie nie jadę- warknął Harry
-Myślę, że to nie jest dobry pomysł. Zayn jeszcze nie…-Zaczął Liam. Jednak nie dane mu było dokończyć zdania gdyż Paul mu przerwał.
-Spodziewałem się takiej reakcji, ale nie macie nic do gadania. W sobotę rano wyjeżdżamy i choćbym miał to zrobić siłą to i tak tam pojedziecie. To się tyczy również ciebie Zayn.
Zayn cały czas siedział w kącie nie zwracając uwagi na to co Paul miał do powiedzenia. Cały czas przyglądał się wiszącym na ścianie zdjęciom. Podobnie jak menedżer wcześniej natknął się na zdjęcie pięknego rumaka. Przypatrywał się przez dłuższą chwilę owemu zdjęciu kiedy usłyszał hasło „ranczo La luna” , które przykuło jego uwagę. Zaczął się zastanawiać czy to nie jest dobry pomysł. Miał już dosyć tego wszystkiego. Ciągłej troski, fanów, koncertów i paparazzi. To jest dobra okazja – pomyślał - Zaszyje się w jakieś dziurze i wszyscy dadzą mi święty spokój. Co za różnica czy będę siedział w pokoju tu czy tam. Może na tym ranczu będę mógł w końcu odpocząć? Wszystko mi jedno.
Kiedy Zayn zagłębiał się w swoich myślach Paul nieugięcie próbował wyjaśnić Harremu, że jego protesty nic nie dadzą. Pozostałym tak naprawdę było wszystko jedno. Nie byli zadowoleni, że jadą na jakieś ranczo lecz zgodnie stwierdzili, że przyda się im odpoczynek. Niall zaczął upatrywać w tym wyjeździe szansy na ponowne zjednanie zespołu więc widząc, że menedżer jest coraz bardziej poirytowany zachowaniem Hazzy sam postanowił wpłynąć na niego. Kiedy już miał się odezwać niespodziewanie usłyszał jak Zayn zgadza się na wyjazd.
Wszyscy zdziwieni zwrócili się w jego stronę. Nawet Harry, który od dobrych 5 minut kłócił się z Paul’em na chwilę się przymknął stając zdumiony.
-Naprawdę chcesz tam jechać?- zapytał Niall.
-Mogę już iść?- odparł Zayn nie zwracając uwagi na wcześniejsze pytanie.
-Jeśli musisz to tak. W zasadzie już wszystko powiedziałem.-rzekł Paul na co mulat nie zwlekając szybko opuścił biuro.-Do zobaczenia w sobotę panowie. A teraz wybaczcie mam spotkanie.
Po opuszczeniu pomieszczenia chłopcy skierowali się do samochodu. Zanim jeszcze opuścili budynek Niall przerwał panującą ciszę- Co o tym sądzicie?- Pierwszy oczywiście zareagował Harry- Nie chcę tam jechać. Paula pomysły są coraz gorsze. Mamy jechać na jakieś ranczo gdzie na pewno nie ma zasięgu a na dodatek będziemy musieli pomagać temu całemu Tomowi!
-Bo ja wiem…ranczo?- odparł Liam
-No właśnie lepiej by nas zabrał na jakieś Hawaje czy coś- mruknął Louis.
-Może nie będzie tak źle? Skoro Zayn zgodził się jechać to coś jest na rzeczy.-skwitował Niall.
Do domu wracali w czwórkę. Zayn gdzieś przepadł. Harry był nadal wkurzony. Louis próbował z nim pogadać ale ten nie chciał go słuchać. Z kolei Liam z Niall’em prowadzili zawziętą rozmowę na temat meczu. Zjawiając się w domu dostrzegli siedzącą w salonie dziewczynę. 
Była to piękna brunetka o piwnych oczach, która gdy tylko spostrzegła chłopaków szeroko się uśmiechnęła. Liam widząc swoją ukochaną od razu do niej podbiegł i wziął w ramiona. – Co ty tutaj robisz? - zapytał.
-Cześć Katie- przywitali się pozostali i udali do swoich pokojów.
-Hej- zdążyła krzyknąć dziewczyna i zwróciła się do swojego chłopaka- A co nie cieszysz się?
-Oczywiście, że się cieszę- odpowiedział i skradł jej buziaka.
-Zerwałam się wcześniej z zajęć i jestem. Niestety mogę zostać tylko dwa dni.
-To mi w zupełności wystarczy- odpowiedział Li zaczął namiętnie całować Katie.
W tym czasie z góry zbiegł Harry.
-Czy wy nie możecie iść na górę?
-Oj.. Hazzuś zazdrosny jesteś?- spytała dziewczyna.
-Raczej mega wkurzony. Idę na imprezę. Muszę odreagować.- odpowiedział Harry i wyszedł.
-A temu co?
-Jest wściekły na kolejny pomysł Paula- odpowiedział Liam.
-O co chodzi?
-Chodźmy do mnie to ci wszystko wytłumaczę.
Przez resztę wieczoru Liam spędzał czas ze swoją dziewczyną, Harry zrobił sobie maraton po klubach, Niall z Lou nie wiedząc co ze sobą zrobić pojechali do Nando’s a później wybrali się na mecz. Zayn wrócił późnym wieczorem i zamknął się w swoim pokoju.

Kolejne dwa dni minęły w zawrotnym tempie. W tym czasie nie wydarzyło się nic szczególnego. Zayn dalej rozmyślał nad tą całą sytuacją próbując wymyślić co powinien zrobić w związku z ciągłym poczuciem winy oraz przeproszeniem chłopaków. Harrego po imprezie męczył ogromny kac więc nie miał na nic ochoty. Mimo, że dobrze się bawił ciągle był wkurzony na ten cały wyjazd. Wraz z Niallem i Louisem przesiadywał w salonie gdzie wspomniana dwójka grała na konsoli. Liam wraz z Katie spędzali miło czas od czasu do czasu dołączając do pozostałych.
W końcu nastała sobota. Dzień wyjazdu za równo chłopaków jak i Katie. Pierwsza w drogę wyruszała dziewczyna. Wszyscy domownicy siedzieli w salonie czekając na transport. Nawet Zayn o dziwo dołączył się do pozostałych. W trakcie rozmowy usłyszeli klakson oznaczający, że taksówka Katie przyjechała.
-Na razie chłopaki.
-Cześć
-Pilnujcie tam mojego chłopaka- puściła im oczko i wyszła wraz z Liamem przed dom.
-Będę tęsknił- powiedział Li obejmując swoją dziewczynę.
-Ja też. Spotkamy się jak wrócisz z „wakacji”. Tylko masz być grzeczny.-pogroziła palcem Katie.
-Przecież wiesz, że kocham tylko ciebie- odpowiedział Li i czule ją pocałował.
Szatyn pomógł swojej dziewczynie zapakować bagaże i gdy ta odjechała wrócił do salonu gdzie oczekiwał na przyjazd menedżera. Po 20 minutach pojawił się Paul przepraszając za spóźnienie spowodowane strasznymi korkami na drodze. Po zapakowaniu bagażów wszyscy udali się w podróż. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami ranczo „La luna” było oddalone od Londynu o 300 km. Paul liczył, że uda im się dotrzeć do celu maksymalnie w przeciągu 5 godzin. Jednak GPS nie chciał współpracować. Dwukrotnie wskazał złą drogę. Na co Harry się jeszcze bardziej wkurzył – A nie mówiłem? Nawet GPS nie chce działać. W dodatku mi się nudzi bo oczywiście Internetu też tu nie ma.
-Siedź cicho. Ludzie tu chcą spać- mruknął Louis.
Niall wraz z Zaynem nawet nie zareagowali gdyż oboje mieli słuchawki w uszach. Liam, widząc, że GPS nie chciał współpracować postanowił korzystać z mapy. Widząc wkurzonego Harrego wolał nie ryzykować dalszego polegania na elektronicznym sprzęcie. – Harry złość piękności szkodzi.-na co lokowaty posłał mu piorunujące spojrzenie. Niewzruszony kontynuował - Zgodnie z tą mapą zaraz powinniśmy być na…- Liam nie zdążył skończyć zdania gdy nagle samochód się zatrzymał.
-Co jest?- krzyknęli Louis z Niallem wybudzeni nagłym szarpnięciem samochodu.
- Nie wiem. Nie chce zapalić.- odpowiedział Paul.
-Lepiej być nie może -  warknął Harry.- To wydarzenie utwierdziło go w przekonaniu, że miał rację sprzeciwiając się temu wyjazdowi. Nie dość, że będzie musiał spędzić cały miesiąc na tym zadupiu to jeszcze teraz samochód stanął w szczerym polu.
-Zaraz zadzwonię po pomoc – powiedział menedżer odchodząc kawałek od samochodu.
Liam wraz z Niallem wyszli rozprostować kości. Po chwili wrócił menedżer.
-Przykro mi chłopcy ale nigdzie nie mogłem się dodzwonić. Musimy poczekać może ktoś będzie tędy przejeżdżał. Jak nie to sami się rozejrzymy po okolicy.
-Trzeba było nas zabrać w cywilizowane miejsce- krzyknął Harry i poszedł w nieznanym kierunku. Zaraz za nim pobiegł Lou informując pozostałych, że z nim porozmawia i spróbuje uspokoić. Zayn oddalił się od reszty w celu zapalenia papierosa, a Niall z Liamem i Paulem zostali przy samochodzie.
-A co jak nikt tędy nie chodzi? – wyraził swoje wątpliwości blondyn.
-Wtedy pomyślimy nad tym- odparł starszy mężczyzna.
Niall tylko wzruszył ramionami i udał się do samochodu twierdząc, że jest głodny. Liam podążył za nim gdyż był bardzo zmęczony i chciało mu się spać. Paul postanowił się rozejrzeć po okolicy licząc, że kogoś spotka. Nie zdążył odejść zbyt daleko gdyż wrócili Louis z Harrym.
-Sorry Paul- mruknął zielonooki.
-No chyba się przesłyszałem. Sam Harry Styles mnie przeprasza.
-Nawet nie zaczynaj. – menedżer podniósł ręce w geście poddania.
-Harry obiecał, że spróbuje trzymać swoje nerwy na wodzy, ale ty lepiej nie pytaj go o nic- dodał Louis.
Nagle z samochodu wybiegł Niall prawie potykając się o swoje nogi krzycząc- Ej! Patrzcie tam ktoś biegnie!
-Ej ty! Zaczekaj! – krzyknął Louis.
Niall nie czekając na pozostałych zaczął biec w stronę tajemniczej postaci. Biegł chwilę i gdy był dość blisko tej osoby krzyknął – Hej. Zaczekaj chwilę.- po czym złapał biegacza za rękę.
Niestety postać myśląc, że grozi jej niebezpieczeństwo powaliła blondyna, który to po wykonaniu salta wylądował na ziemi.
-Ał! Co jest? –krzyknął blondyn.

Obserwatorzy