czwartek, 30 lipca 2015

Rozdział 2

-O co chodzi?- odezwał się po chwili Liam.
-Razem z zarządem postanowiliśmy, że musicie zrobić sobie wolne. One Direction bierze miesięczny urlop- odparł Paul.
-Yeah – wyszczerzył się Louis.
-Nie ciesz się tak. W piątek rano wyjeżdżacie na ranczo „La luna”.
-Co?!
Menedżer nic sobie z tego nie robiąc kontynuował - Należy ono do mojego starego przyjaciela Tom’a. Wiele się od niego nauczyłem dlatego mam nadzieję, że ten pobyt wiele was nauczy i pomoże docenić to, co macie.
-Nigdzie nie jadę- warknął Harry
-Myślę, że to nie jest dobry pomysł. Zayn jeszcze nie…-Zaczął Liam. Jednak nie dane mu było dokończyć zdania gdyż Paul mu przerwał.
-Spodziewałem się takiej reakcji, ale nie macie nic do gadania. W sobotę rano wyjeżdżamy i choćbym miał to zrobić siłą to i tak tam pojedziecie. To się tyczy również ciebie Zayn.
Zayn cały czas siedział w kącie nie zwracając uwagi na to co Paul miał do powiedzenia. Cały czas przyglądał się wiszącym na ścianie zdjęciom. Podobnie jak menedżer wcześniej natknął się na zdjęcie pięknego rumaka. Przypatrywał się przez dłuższą chwilę owemu zdjęciu kiedy usłyszał hasło „ranczo La luna” , które przykuło jego uwagę. Zaczął się zastanawiać czy to nie jest dobry pomysł. Miał już dosyć tego wszystkiego. Ciągłej troski, fanów, koncertów i paparazzi. To jest dobra okazja – pomyślał - Zaszyje się w jakieś dziurze i wszyscy dadzą mi święty spokój. Co za różnica czy będę siedział w pokoju tu czy tam. Może na tym ranczu będę mógł w końcu odpocząć? Wszystko mi jedno.
Kiedy Zayn zagłębiał się w swoich myślach Paul nieugięcie próbował wyjaśnić Harremu, że jego protesty nic nie dadzą. Pozostałym tak naprawdę było wszystko jedno. Nie byli zadowoleni, że jadą na jakieś ranczo lecz zgodnie stwierdzili, że przyda się im odpoczynek. Niall zaczął upatrywać w tym wyjeździe szansy na ponowne zjednanie zespołu więc widząc, że menedżer jest coraz bardziej poirytowany zachowaniem Hazzy sam postanowił wpłynąć na niego. Kiedy już miał się odezwać niespodziewanie usłyszał jak Zayn zgadza się na wyjazd.
Wszyscy zdziwieni zwrócili się w jego stronę. Nawet Harry, który od dobrych 5 minut kłócił się z Paul’em na chwilę się przymknął stając zdumiony.
-Naprawdę chcesz tam jechać?- zapytał Niall.
-Mogę już iść?- odparł Zayn nie zwracając uwagi na wcześniejsze pytanie.
-Jeśli musisz to tak. W zasadzie już wszystko powiedziałem.-rzekł Paul na co mulat nie zwlekając szybko opuścił biuro.-Do zobaczenia w sobotę panowie. A teraz wybaczcie mam spotkanie.
Po opuszczeniu pomieszczenia chłopcy skierowali się do samochodu. Zanim jeszcze opuścili budynek Niall przerwał panującą ciszę- Co o tym sądzicie?- Pierwszy oczywiście zareagował Harry- Nie chcę tam jechać. Paula pomysły są coraz gorsze. Mamy jechać na jakieś ranczo gdzie na pewno nie ma zasięgu a na dodatek będziemy musieli pomagać temu całemu Tomowi!
-Bo ja wiem…ranczo?- odparł Liam
-No właśnie lepiej by nas zabrał na jakieś Hawaje czy coś- mruknął Louis.
-Może nie będzie tak źle? Skoro Zayn zgodził się jechać to coś jest na rzeczy.-skwitował Niall.
Do domu wracali w czwórkę. Zayn gdzieś przepadł. Harry był nadal wkurzony. Louis próbował z nim pogadać ale ten nie chciał go słuchać. Z kolei Liam z Niall’em prowadzili zawziętą rozmowę na temat meczu. Zjawiając się w domu dostrzegli siedzącą w salonie dziewczynę. 
Była to piękna brunetka o piwnych oczach, która gdy tylko spostrzegła chłopaków szeroko się uśmiechnęła. Liam widząc swoją ukochaną od razu do niej podbiegł i wziął w ramiona. – Co ty tutaj robisz? - zapytał.
-Cześć Katie- przywitali się pozostali i udali do swoich pokojów.
-Hej- zdążyła krzyknąć dziewczyna i zwróciła się do swojego chłopaka- A co nie cieszysz się?
-Oczywiście, że się cieszę- odpowiedział i skradł jej buziaka.
-Zerwałam się wcześniej z zajęć i jestem. Niestety mogę zostać tylko dwa dni.
-To mi w zupełności wystarczy- odpowiedział Li zaczął namiętnie całować Katie.
W tym czasie z góry zbiegł Harry.
-Czy wy nie możecie iść na górę?
-Oj.. Hazzuś zazdrosny jesteś?- spytała dziewczyna.
-Raczej mega wkurzony. Idę na imprezę. Muszę odreagować.- odpowiedział Harry i wyszedł.
-A temu co?
-Jest wściekły na kolejny pomysł Paula- odpowiedział Liam.
-O co chodzi?
-Chodźmy do mnie to ci wszystko wytłumaczę.
Przez resztę wieczoru Liam spędzał czas ze swoją dziewczyną, Harry zrobił sobie maraton po klubach, Niall z Lou nie wiedząc co ze sobą zrobić pojechali do Nando’s a później wybrali się na mecz. Zayn wrócił późnym wieczorem i zamknął się w swoim pokoju.

Kolejne dwa dni minęły w zawrotnym tempie. W tym czasie nie wydarzyło się nic szczególnego. Zayn dalej rozmyślał nad tą całą sytuacją próbując wymyślić co powinien zrobić w związku z ciągłym poczuciem winy oraz przeproszeniem chłopaków. Harrego po imprezie męczył ogromny kac więc nie miał na nic ochoty. Mimo, że dobrze się bawił ciągle był wkurzony na ten cały wyjazd. Wraz z Niallem i Louisem przesiadywał w salonie gdzie wspomniana dwójka grała na konsoli. Liam wraz z Katie spędzali miło czas od czasu do czasu dołączając do pozostałych.
W końcu nastała sobota. Dzień wyjazdu za równo chłopaków jak i Katie. Pierwsza w drogę wyruszała dziewczyna. Wszyscy domownicy siedzieli w salonie czekając na transport. Nawet Zayn o dziwo dołączył się do pozostałych. W trakcie rozmowy usłyszeli klakson oznaczający, że taksówka Katie przyjechała.
-Na razie chłopaki.
-Cześć
-Pilnujcie tam mojego chłopaka- puściła im oczko i wyszła wraz z Liamem przed dom.
-Będę tęsknił- powiedział Li obejmując swoją dziewczynę.
-Ja też. Spotkamy się jak wrócisz z „wakacji”. Tylko masz być grzeczny.-pogroziła palcem Katie.
-Przecież wiesz, że kocham tylko ciebie- odpowiedział Li i czule ją pocałował.
Szatyn pomógł swojej dziewczynie zapakować bagaże i gdy ta odjechała wrócił do salonu gdzie oczekiwał na przyjazd menedżera. Po 20 minutach pojawił się Paul przepraszając za spóźnienie spowodowane strasznymi korkami na drodze. Po zapakowaniu bagażów wszyscy udali się w podróż. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami ranczo „La luna” było oddalone od Londynu o 300 km. Paul liczył, że uda im się dotrzeć do celu maksymalnie w przeciągu 5 godzin. Jednak GPS nie chciał współpracować. Dwukrotnie wskazał złą drogę. Na co Harry się jeszcze bardziej wkurzył – A nie mówiłem? Nawet GPS nie chce działać. W dodatku mi się nudzi bo oczywiście Internetu też tu nie ma.
-Siedź cicho. Ludzie tu chcą spać- mruknął Louis.
Niall wraz z Zaynem nawet nie zareagowali gdyż oboje mieli słuchawki w uszach. Liam, widząc, że GPS nie chciał współpracować postanowił korzystać z mapy. Widząc wkurzonego Harrego wolał nie ryzykować dalszego polegania na elektronicznym sprzęcie. – Harry złość piękności szkodzi.-na co lokowaty posłał mu piorunujące spojrzenie. Niewzruszony kontynuował - Zgodnie z tą mapą zaraz powinniśmy być na…- Liam nie zdążył skończyć zdania gdy nagle samochód się zatrzymał.
-Co jest?- krzyknęli Louis z Niallem wybudzeni nagłym szarpnięciem samochodu.
- Nie wiem. Nie chce zapalić.- odpowiedział Paul.
-Lepiej być nie może -  warknął Harry.- To wydarzenie utwierdziło go w przekonaniu, że miał rację sprzeciwiając się temu wyjazdowi. Nie dość, że będzie musiał spędzić cały miesiąc na tym zadupiu to jeszcze teraz samochód stanął w szczerym polu.
-Zaraz zadzwonię po pomoc – powiedział menedżer odchodząc kawałek od samochodu.
Liam wraz z Niallem wyszli rozprostować kości. Po chwili wrócił menedżer.
-Przykro mi chłopcy ale nigdzie nie mogłem się dodzwonić. Musimy poczekać może ktoś będzie tędy przejeżdżał. Jak nie to sami się rozejrzymy po okolicy.
-Trzeba było nas zabrać w cywilizowane miejsce- krzyknął Harry i poszedł w nieznanym kierunku. Zaraz za nim pobiegł Lou informując pozostałych, że z nim porozmawia i spróbuje uspokoić. Zayn oddalił się od reszty w celu zapalenia papierosa, a Niall z Liamem i Paulem zostali przy samochodzie.
-A co jak nikt tędy nie chodzi? – wyraził swoje wątpliwości blondyn.
-Wtedy pomyślimy nad tym- odparł starszy mężczyzna.
Niall tylko wzruszył ramionami i udał się do samochodu twierdząc, że jest głodny. Liam podążył za nim gdyż był bardzo zmęczony i chciało mu się spać. Paul postanowił się rozejrzeć po okolicy licząc, że kogoś spotka. Nie zdążył odejść zbyt daleko gdyż wrócili Louis z Harrym.
-Sorry Paul- mruknął zielonooki.
-No chyba się przesłyszałem. Sam Harry Styles mnie przeprasza.
-Nawet nie zaczynaj. – menedżer podniósł ręce w geście poddania.
-Harry obiecał, że spróbuje trzymać swoje nerwy na wodzy, ale ty lepiej nie pytaj go o nic- dodał Louis.
Nagle z samochodu wybiegł Niall prawie potykając się o swoje nogi krzycząc- Ej! Patrzcie tam ktoś biegnie!
-Ej ty! Zaczekaj! – krzyknął Louis.
Niall nie czekając na pozostałych zaczął biec w stronę tajemniczej postaci. Biegł chwilę i gdy był dość blisko tej osoby krzyknął – Hej. Zaczekaj chwilę.- po czym złapał biegacza za rękę.
Niestety postać myśląc, że grozi jej niebezpieczeństwo powaliła blondyna, który to po wykonaniu salta wylądował na ziemi.
-Ał! Co jest? –krzyknął blondyn.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy