- Ał! Co jest?
–krzyknął blondyn.
- Oh. Przepraszam. Myślałam, że to… a zresztą nieważne. Daj
rękę pomogę ci wstać.
Stając na równe nogi Niall ujrzał przed sobą śliczną
blondynkę o fiołkowych oczach. Przez chwilę wpatrywał się w nią z otwartymi
ustami nie wiedząc co powiedzieć. Dziewczyna spojrzała na niego miną typu „o co
chodzi?”. Blondyn w końcu się otrząsnął i gdy już chciał się odezwać dobiegli
do nich Harry, Lou i Paul.
- To było epickie. Niall Horan na łopatkach.- powiedział
rozbawiony Louis i po chwili dodał- Jak ty to zrobiłaś?
– Co? Ah…Hm.. O co pytałeś?- dziewczyna przeniosła wzrok z Nialla
urywając kontakt wzrokowy.
- Powaliłaś go na ziemię jednym chwytem- dodał Louis.
- A... o to biega. Siostra mnie tego nauczyła, żebym się mogła
w razie czego obronić- odpowiedziała blondynka uśmiechając się promiennie.
Niall dalej wpatrywał się w nią jak w obrazek. Harry widząc
przyjaciela odrobinę się rozchmurzył i przyglądał mu się z rozbawieniem.
Natomiast Louis był pod wrażeniem wyczynu dziewczyny.
- Przepraszam za nich- głos zabrał Paul.
- Nic nie szkodzi ale jeżeli to wszystko to pójdę już dalej
biegać.
- Jeszcze jak by mogła mi Pani powiedzieć gdzie jest ranczo
„La luna”?
- Po pierwsze proszę do mnie nie mówić „per Pani”. Mam
dopiero 19 lat. Jestem Lizzy. Ranczo „La luna” tak?
- Dokładnie - potwierdził Paul.
- A o co chodzi jeśli można wiedzieć?
- Mamy tam spędzić trochę czasu-wtrącił Lou na co dostał
karcące spojrzenie od menedżera. Niewzruszony kontynuował - To co wiesz gdzie
to jest?
- Oh. Jakby to wam powiedzieć…”La luna” jest jakieś 400km
stąd. Pomyliliście kierunek. – odparła z powagą Lizzy.
- Że co!?
- Harry.- ostrzegająco zwrócił się do niego Louis na co
dziewczyna zaczęła się śmiać. Wszyscy posłali jej zdziwione spojrzenie.
- Żartowałam. Byście widzieli swoje miny.
- Bardzo śmieszne- odparł lokowaty.
- Już cię lubię Lizzy. Tak w ogóle jestem Louis, ten co ma
muchy w nosie to Harry, a ten co się patrzy na ciebie jak szpak w pięć groszy
to Niall. No i jeszcze Paul nasz menedżer.
- Co?- ocknął się blondyn.
- Nic nic, marz dalej- z rozbawieniem zwrócił się do niego
Tomlinson.
- Oh. Ok. – odpowiedziała Lizzy i zerkając na Nialla
nieznacznie się zaróżowiła.
- To powiesz nam gdzie jest to ranczo?- zwrócił się
uprzejmie Paul.
- W zasadzie to już jesteście na ranczu. Mijając tamten
zakręt wjechaliście na strefę buforową „La luny”. Trzeba było jechać dalej do
domu jest jeszcze jakiś kilometr.
- Niestety samochód nam się popsuł.
- Tak to jest jak się wybiera nieodpowiedni samochód-
stwierdziła Lizzy.
- Samochód się…- nie zdążył dokończyć Harry gdyż dziewczyna
mu przerwała.
- Jak to mawia mój brat tutaj jeździ się tylko pick-upami.
- Tak tylko…
- No nic. Pomogę wam. Poczekajcie tutaj to pobiegnę do domu
i skombinuje transport.-znów nie dała skończyć Lizzy.
- To miło z twojej strony. Dzięki – podziękował Paul. Jednak
gdy chciał coś dodać dziewczyna już biegła w stronę rancza. - A ten co?
Zawiesił się?- dodał rozbawiony zerkając na Nialla na co Harry z Lou wybuchli
śmiechem.
- Co? – spytał blondyn.
- Nic nic, chodźmy poinformować resztę.
Po 5 minutach dotarli do samochodu gdzie zastali śpiącego
Liama oraz Zayna słuchającego muzyki.
-Ej chłopaki. Pobudka.- krzyknął Louis.
- Co jest?- mruknął Liam przecierając oczy.
- Za 20 minut nadjedzie pomoc.
Liam był bardzo zdziwiony, że menedżerowi udało się znaleźć
pomoc. Myślał, że tu nie ma zasięgu. Jednak Louis dokładnie wytłumaczył mu o
jaką pomoc chodziło. Dowiedział się, że Niall wpadł na jakąś blondynkę imieniem
Lizzy, która go poturbowała. Zayn przysłuchiwał się całej rozmowie ciesząc się,
że w końcu będzie mógł zostać sam. Louis dalej naśmiewał się z blondyna na co
ten się zdenerwował i tak zaczęła się przepychanka. Dopiero gdy Paul
zainterweniował chłopcy się uspokoili. Po 20 minutach zauważyli podjeżdżającego
pick-upa.
-W końcu - mruknął
Harry po czym dodał- Tylko zachowuj się Niall. Nie patrz na nią jak jakiś
pedofil.
Lou z Liamem wybuchli śmiechem na co Niall spalił buraka.
Nawet Zayn zareagował zerkając na blondyna z politowaniem. Ku zdziwieniu
wszystkich nie zobaczyli nigdzie wspomnianej blondynki. Z samochodu wysiadł
postawny mężczyzna o czarnych włosach. Paul wychodząc mu naprzeciw patrząc na
osobnika zdziwiony dostał od niego kartkę, którą przeczytał.
To jest Jose. Nie lubi rozmawiać z obcymi więc go nie męczcie. Pomoże
wam się przepakować i przywiezie was na ranczo. Ja musiałam przygotować dla was
pokoje, bo Maria zapomniała wspomnieć o waszym przyjeździe. Także do zobaczenia.
Lizzy
- Chłopcy zbierajcie się. On nas zabierze na ranczo.-
powiedział Paul wskazując na mężczyznę obok.
Po 5 minutach samochód zajechał pod dom.
Była to ogromna
posiadłość z wielką werandą przed wejściem. Budynek swoim wyglądem nawiązywał
do hiszpańskiego stylu. Czerwony kolor dachu kontrastował z białym kolorem elewacji. Przyjezdni z podziwem rozglądali się po okolicy.
Szczególnie Harry był w szoku przyglądając się budowli. Myślał, że dom okaże się jakąś ruderą.Obok domu można było
zauważyć czarnego pick-upa. Z drugiej strony w niewielkiej odległości stała
ogromna altana otoczona grządkami kwiatów. Pomiędzy domem a altaną można było
dostrzec drogę prowadzącą na tyły domu. Całe ranczo musiało być ogromne sądząc
po widokach. Gdy zespół rozglądał się po okolicy z domu wybiegła Lizzy. Za nią
szła starsza kobieta.
- Witam ponownie- odezwała się Lizzy i gdy chciała
kontynuować swoją wypowiedź przerwała jej druga kobieta.
- Widzisz w samą porę zdążyłyśmy.
- Gdybyś powiedziała wcześniej nie musiałybyśmy się spieszyć
– dodała blondynka po czym podziękowała kierowcy – Gracias Jose. – Ten tylko
się uśmiechnął, skinął głową na pozostałych i udał się na tyły domu. –Tak w
ogóle to jest Maria – wskazała Lizzy na kobietę – A to jest Paul, Harry, Louis,
Niall i… sama nie wiem –dodała z rezygnacją.
- Ja jestem Liam a ten w oddali to Zayn.
- Cześć jestem Lizzy.
- Dobra nie stójcie tak. Zapraszamy do środka. Bagażami się
później zajmiemy. To wy chcieliście tą rezerwację tak?- powiedziała Maria.
- Tak, tak. Zastosowałem się do pani rady i po prostu…
- Przyjechaliście – wtrąciła kobieta.
- Idę zapalić- mruknął Zayn i oddalił się od reszty.
- A temu co?- spytała Lizzy.
- Długa historia. –odpowiedział Liam.
Paul wraz z Marią weszli do domu rozmawiając o pobycie
zespołu na ranczu. Liam z Harrym podążyli ich śladem. Natomiast Lizzy z Niallem
przyglądali się sobie.
- Idziemy?- wtrącił Lou
- Tak, tak…chodźcie za mną.
- No rusz się- szturchnął blondyna Lou i poszli za Lizzy.
zajmując
wolne miejsca. Chłopaki przyglądali się pomieszczeniu. Salon był miejscem
bardzo przytulnym. Kremowe ściany kontrastowały z czerwoną barwą zasłon, a
wysokie, wielokątne okna świetnie współgrały z elegancją, w której zachowane
było wnętrze. Charakteru pomieszczeniu dodawały dębowe bele dzielące sufit na
wiele kwadratów. Z kolei meble w ciekawy sposób łączyły nowoczesność z
przeszłością.
Maria, jak na dobrą gospodynię przystało, poczęstowała ich
swoim popisowym wypiekiem z czego najbardziej zadowolony był Niall. Harry nadal
siedział obrażony, a pozostali prowadzili przyjemną rozmowę, kiedy z za okna
dotarły do nich krzyki.
- Kim ty do cholery jesteś i co robisz na moim ranczu?


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz