- Żebym chociaż wiedziała czego
szukać… - mruknęła do siebie.
- Coś mówiłaś?
- Obserwuj wszystko uważnie. Może
coś ci wpadnie w oko. Nie jesteś stąd więc możesz dostrzec coś więcej. –
odpowiedziała rzeczowo Lily. Szli przez dłuższy kawałek w ciszy. Lily nie
wyglądała na chętną do rozmowy lecz Harry miał już dosyć tej ciszy.
- Nic więcej nie powiesz?
- A co mam ci niby powiedzieć?
Delikatnie mówiąc nie przepadasz za mną odkąd tu przyjechałeś, a teraz myślisz,
że będziemy rozmawiać jak starzy znajomi? – odpowiedziała – Tak to nie działa
Harry. Mogłeś się wcześniej zastanowić nad tym co mówisz. Zresztą teraz nie mam
czasu ani ochoty na kłótnie z tobą. – dodała.
- Daruj sobie. Za kilka dni
wyjedziesz i będziesz mógł wrócić do swojego udanego życia i zapomnieć o tym
wszystkim.
Harry’emu zrobiło się naprawdę
głupio. Lily miała rację, a on nie wiedział jak to naprawić. Nie chciał jej
obrażać, a za każdym razem to robił. W ten sposób się bronił przed wszystkim. Raniąc
innych nie zwracał uwagi na siebie. Pobyt tutaj uświadomił mu, że źle robił.
Dokładniej brunetka, która aktualnie podążała obok niego. Jako jedyna nie bała
się powiedzieć mu prawdy w oczy. Dlatego reagował atakiem. Idąc w zadumie o
mały włos by się nie potknął. – Cholera… - powiedział o mały włos nie upadając
– Patrz tam – dodał na co Lily aż zrobiło się słabo.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała. Zastanawiała
się, co ją czeka jeśli szacowania Jose są niedokładne i faktycznie straciła
jeszcze więcej? – Poczekaj tu, a ja się rozejrzę – powiedziała.
- Nie ma mowy idę z tobą.
W tej części do której zawędrowali
ziemia była sucha i twarda jak skała. Gdzieniegdzie można było dostrzec niskie
krzewy, a w powietrzu unosił się zapach spalenizny. Rozglądając się wkoło coraz
szerzej otwierała oczy.
- O matko… - doszedł ją głos
Harry’ego.
- Co … - zaczęła lecz jak zobaczyła
widok przed sobą momentalnie zamilkła. Jej najgorsze myśli właśnie się
spełniały. Zacisnęła pięści choć czuła się bezsilna. Ktoś ją okradł. Ktoś przywłaszczył
sobie to nad czym tak ciężko pracowała. Wiedziała, że nie uda jej się już
odzyskać bydła, ale w duchu poprzysięgła zemstę. Nie podda się tak łatwo. Pozna
prawdę nawet gdyby miała być dla niej bardzo bolesna.
- Spójrz tutaj – powiedział Styles.
- To chyba wystarczający dowód –
szepnęła, choć jej twarz nie wyrażała żadnych emocji.
- Lily… - zaczął chłopak lecz nie
miał odwagi skończyć
- Nie. Nawet nie próbuj mnie
pocieszać. – stwierdziła na skraju wytrzymałości.
Jej słowa poruszyły Harry’ego. Po
raz pierwszy od dawna czuł współczucie. Tym bardziej, że spostrzegł, że
zaszkliły jej się oczy. Nie potrafił jednak nikogo pocieszać. - Nawet nie wiem,
co mógłbym w tej chwili powiedzieć. – szepnął tylko i dotknął w geście
pokrzepienia jej dłoni.
- Nie! Nie użalaj się nade mną! – powiedziała
próbując się odwrócić lecz Harry na to nie pozwolił. Choć w takim momencie mógł
jej pokazać, że niesłusznie ją na początku ocenił i okazać wsparcie. Przytulił
więc ją i stali tak przez chwilę w milczeniu. Lily nienawidziła się nad sobą
użalać, ale w takiej sytuacji nie potrafiła inaczej. Wiedziała, że nie powinna się
rozklejać i pozwalać Harry’emu na takie gesty, ale czuła się jak bezbronne
dziecko. Tak bardzo pragnęła by choć na chwilkę przytulić się do Luke’a, który
jak zwykle powiedział by, że wszystko będzie dobrze… Wiedziała jednak, że
będzie musiała poradzić sobie z tym sama. Nikt nie będzie w stanie tego zrobić
za nią. Odsunęła się od chłopaka przetarła oczy ręką i zwróciła się ponownie w
jego stronę. – Możemy już wracać. Wszystko się wyjaśniło.
- Lily…
- Nie musisz nic mówić. Wszystko
jest w porządku. Najlepiej o tym zapomnij – odpowiedziała tylko. Droga powrotna
przebiegła im w napiętej atmosferze. Brunetka pogłębiła się w swoich myślach, a
Harry nie chciał jej przeszkadzać. Jednak znajdując się już niedaleko domu nie
wytrzymał i zabrał głos. – Nie zadręczaj się tym tak. Wszystko się jakoś ułoży.
- Jak mam się nie zadręczać!? Nawet
sobie nie wyobrażasz ile pracy kosztuje takie stado! Jeśli taka akcja się powtórzy,
to stracę wszystko! Ty tego nigdy nie zrozumiesz jak to jest patrzeć jak
wszystko, co ma dla ciebie znaczenie z dnia na dzień znika i nic nie możesz z
tym zrobić!
- Masz rację nie wiem, ale nie jesteś jedyna, która coś
straciła – odpowiedział o dziwo ze spokojem Harry, na co Lily spojrzała w jego
kierunku - Wiesz, moja mama zawsze powtarza mi, że nic nie dzieje się bez
przyczyny. Jeżeli coś się dzieje, to tylko po to, by pociągnęło za sobą jakieś
inne sznurki, które poruszą to, co musi i tak nas spotkać. I coś w tym chyba
jest…I nie powinnaś się wyżywać na mnie. Nie jestem winny temu wszystkiemu –
dodał zataczając kółko przed sobą.
- Ja nie jestem tobą, żeby się wyżywać na innych. Po prostu
mówię to, co myślę. Daj mi powiedzieć do końca. Nie wiem nic o tobie, ale z
tego co udało mi się zaobserwować masz mnie za wroga choć niczym ci nie
zawiniłam. Nie jest mi łatwo ciągle słuchać bzdur na mój temat, a ty dodatkowo
mi tego nie ułatwiasz. Godząc się na wasz pobyt liczyłam choć na odrobinę
szacunku względem mnie. Oczywiście, jak zwykle się rozczarowałam. Wiesz nawet to
nie zrobiło na mnie wrażenia. Moje życie jest pełne rozczarowań, ale nie ważne.
Ty nie wiedziałeś o mnie zupełnie nic, a zmieszałeś mnie z błotem. To nie było
nic przyjemnego. Wiesz … ja też mam uczucia. Zdaje sobie sprawę, że nie jestem
zbyt przyjemną osobą, ale okoliczności mnie do tego zmusiły. Naprawdę nie wiem,
co ci we mnie przeszkadza, ale postaram się nie wchodzić ci w drogę. Ewidentnie
nie jesteś szczęśliwy, ale też nie potrafisz przyznać przed samym sobą, że
potrzebujesz pomocy. Nie mam prawa ci mówić, co masz robić, ale zastanów się
czy warto… - skończyła Lily i skierowała się w stronę z której zmierzali
pozostali. Harry stał tak rozmyślając nad słowami brunetki. Znowu nieumyślnie
coś zrobił, a Lily odebrała to jak atak. Nawet jak bardzo chce wszystko obraca
się w przeciwnym kierunku.
- Cholera! – krzyknął kopiąc leżący
obok niego kamień.
- Ej! Co ty odwalasz? – powiedział
Louis zbliżając się do lokowanego.
- Nic nie jest tak jak powinno. Staram
się być dla niej miły, a wychodzi, jak zwykle.
- Co się stało?
- Znaleźliśmy coś i to nie był zbyt
przyjemny widok. Lily aż zrobiła się blada jak ściana. Nie wiedziałem co mam
jej w takiej sytuacji powiedzieć. Byłem zupełnie bezradny. – powiedział Harry
na jednym tchu. – I co się tak głupio cieszysz?
- W końcu zwracasz uwagę na ludzi
wokół siebie. – odpowiedział Louis.
- Co ty pieprzysz?
- Zaczęło zależeć ci na tym, aby pogodzić
się z Lily. To dobry znak.
- Oj już przestań – stwierdził
Harry i poszedł przed siebie.
***
Obudziła się i zerkając na zegarek
stwierdziła, że jeszcze młoda godzina. Poranne znaleziska tak ją wymęczyły, że
jak tylko dotarła do swojego pokoju momentalnie zasnęła. Przeciągając się wstała
i podeszła do okna. Rozglądając się dostrzegła przy jednej z zagród dziewczynę.
„Czyżby dziennikarka” – pomyślała. Czym prędzej zeszła na dół o mały włos nie
spadając ze schodów. Zbliżając się do dziewczyny Lily miała nietęgą minę. – Zgubiłaś
się czy szukasz sensacji? – powiedziała brunetka, na co ta druga zwróciła się w
jej kierunku. Dziewczyna nie wiedziała zupełnie o co chodzi. Paul poinformował
ją, że Liam wykupił dla niej wycieczkę, a została przywieziona na wieś gdzie
została „zaatakowana” przez jakąś dziewczynę. – No powiesz coś wreszcie? –
dodała Lily niecierpliwiąc się. – Jeśli szukasz sensacji to możesz jechać tam
skąd przybyłaś.
- Ja… - zaczęła nowoprzybyła
dziewczyna. Jednak przerwała dostrzegając w oddali Zayn’a. – Zayn? Co ty tu
robisz? O co w tym wszystkim chodzi?
- Lily to jest Katie. – powiedział
Zayn patrząc raz na jedną raz na drugą towarzyszkę. Właścicielka „La luny” od
razu zmieniła swoją postawę, rozchmurzając się odrobinkę.
- Jak mogłam o tym zapomnieć –
powiedziała bardziej do siebie Lily.
- Co tu się dzieje? – zapytała już
wyraźnie zdezorientowana Katie. Zayn już chciał odpowiedzieć, ale Lily odezwała
się pierwsza.
- To wszystko miało wyglądać
inaczej, ale zapomniałam o twoim przyjeździe. Tam w ogóle przepraszam po prostu
wzięłam cię za jakąś dziennikarkę. Ale zaczniemy od początku. Jestem Lily
Eastwood właścicielka tego rancza.
- Katie Boswort, studentka
architektury.
- Zayn chciał pogodzić się z
chłopakami z zespołu dlatego wpadł na pomysł aby ciebie w to wciągnąć. To
znaczy cały zespół został tutaj przysłany by poukładać swoje sprawy. Zresztą to
już pewnie wiesz. Zayn zauważył, że Liam za tobą tęskni dlatego pomyślał o
twoim przyjeździe. Miała to być niespodzianka, ale jak zwykle zapomniałam.
- Okej… czyli, że przyjechałam
tutaj dla Liama. Rozumiem.- powiedziała Katie.- Dzięki Zayn. – dodała.
- W sumie to nie był…- zaczął mulat chcąc się wytłumaczyć,
lecz Lily nie dała mu skończyć.
- W takim razie jeśli wszystko jest
jasne to zapraszam do domu.
