czwartek, 18 lutego 2016

Rozdział 34

- Co ty powiedziałaś? – spytałam wchodząc do pomieszczenia.
- Nie wtrącaj się – odkrzyknęła Lily.
- Nie. Powiesz mi w końcu, co ukrywasz przed nami?
- Lily… - zaczęła Maria.
- Co Lily? Nie mam zamiaru nikomu o tym opowiedzieć. Nikomu! Dobrze jest, jak jest. A ty – zwróciła się w moja stronę – nawet nie próbuj. Rozumiesz?
- Właśnie nie rozumiem. Co chwilę coś przede mną ukrywacie. Już mam tego dosyć! Wiem, że się o mnie troszczycie, ale mam prawo wiedzieć o co chodzi. Również tu mieszkam i powinnam wiedzieć, co się tu dzieje.
- Jakbyś się interesowała to byś wszystko wiedziała
- Nie przeginaj Lily – powiedziała Maria.
- A dajcie wy mi wszyscy święty spokój. – krzyknęła i już chciała wyjść
- O nie. Nigdzie nie idziesz – powiedziałam zagradzając jej wyjście.
- Odsuń się Lizzy.
- Nie. Najpierw mi wyjaśnisz o co się kłóciłyście i co wspólnego z tym ma Luke. Jakby nie patrząc to również mój brat. – odpowiedziałam pewnie.
- Powiedziałam, żebyś się nie wtrącała.
- Co z ciebie za siostra,co? Po za tym nie jesteś moją matką, żeby mi mówić, co mam robić! – krzyknęłam i wtedy dotarło do mnie, co powiedziałam. Lily wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczami, tak samo jak Maria.
- Masz rację nie jestem. I nigdy nią nie będę. Wiesz co raz częściej się zastanawiam nad tym, że o wiele lepiej by było, gdybym to ja zginęła w tym wypadku, a nie rodzice…
- Co ty mówisz? – zapytałam.
- Skoro jesteś dorosła, to sama dojdź do konkluzji – dodała i wyszła.
- Lily, zaczekaj – powiedziałam łamiącym się głosem.
- Teraz musisz ją zostawić. – wtrąciła Maria.
- Ale…
- Za dużo słów tu padło…

Rozmawiałem właśnie przez telefon stojąc przed domem kiedy usłyszałem jakieś krzyki. Kiedy chciałem sprawdzić, co się dzieje powstrzymał mnie Niall.
- Lepiej się nie wtrącaj. To nie są nasze sprawy. Nie możemy wchodzić pomiędzy ich rodzinne tajemnice. – powiedział choć widać było, że sam nie jest tym faktem zadowolony.
Nie wszystkie słowa można było usłyszeć, ale można było wywnioskować, że to nie była zbyt przyjemna rozmowa. Po jakimś czasie zapadła zupełna cisza. Chciałem cokolwiek zobaczyć, ale nagle Lily wybiegła z domu nawet nas nie dostrzegając.
- Idź za nią. Potrzebuje kogoś, choć nigdy się do tego nie przyzna. – powiedział Niall - Ja pójdę sprawdzić, co z Lizzy. – dodał. Skinąłem głową i pobiegłem za brunetką. Nie wiem ile tak biegliśmy, ale w końcu Lily upadła na kolana potykając się o coś. Dobiegł mnie tylko odgłos jej płaczu. Wstając zaczęła biec dalej. Nie wiem ile czasu to trwało, ale w końcu dobiegła do chatki. Siadając na ziemi, zdjęła swój medalion i zaczęła coś szeptać. Podszedłem bliżej by ją usłyszeć lecz tak by mnie nie zauważyła.
- Mamo powiedz mi, co mam robić. Tak bardzo się boję. Boję się, mamo, że upadnę i nie będzie nikogo, kto by mnie złapał; że będę lecieć przeraźliwie długo niżej niż na dół. Boję się, mamo, że zabłądzę na prostej drodze, że się pomylę zresztą nie pierwszy raz. Tak bardzo się boję, że w końcu nie dam rady, że rozpadnę się na kawałki, których nie będzie można pozbierać. Boję się, mamo, że on zniknie wiesz, ten ktoś, kogo pokocham całym sercem bladym chociaż mówią, że go już nie mam… - szeptała coraz bardziej szlochając – Tato, gdzie jesteś? Powiedz mi, co mam zrobić. Co zrobić by już więcej nikogo nie zawieść i nie skrzywdzić? Jak mam żyć kiedy ciągle wszystko jest nie tak, jak powinno…Dziadku gdzie jesteś kiedy mi tak źle? Dlaczego musiałeś odejść? Najpierw rodzice, potem ty…Zawsze mi mówiłeś, że po każdej burzy wychodzi słońce…Powiedz mi, gdzie mam szukać tego słońca? Tak bardzo się zagubiłam w tej burzy, że nie potrafię…Nie potrafię ani żyć, ani umrzeć…- szeptała wciąż a mi aż ściskało serce słuchając tego wszystkiego - A ty Luke? Obiecałeś, że będziesz przy mnie. Że ty zostaniesz. Więc gdzie jesteś jak cię potrzebuję?  Ja już nie potrafię być… Już sama nie wiem kim jestem…Powiedz mi, co mam zrobić… Co mam zrobić by choć przez sekundę być szczęśliwa? Powiedz mi gdzie mogę odnaleźć siebie? – zakończyła wybuchnęła spazmatycznym płaczem. Dostrzegłem, że ja również mam łzy w oczach. Nie mogę uwierzyć, że aż tyle ona musiała przejść. Co to za sprawiedliwość? Taka dobra i niewinna dziewczyna straciła prawie całą rodzinę. Podszedłem do niej i pomagając jej wstać mocno przytuliłem. Na początku cała się spięła, ale później wtuliła się we mnie i dalej płakała. Staliśmy w milczeniu przez dość długi czas.
- No już. Nie płacz, bo nie mogę patrzeć na twoje łzy – szepnąłem jej do ucha.
- Sam płaczesz…
- Słyszałem co mówiłaś.- powiedziałem na, co Lily popatrzyła się na mnie z poczuciem winy. Nie rozumiem dlaczego czuje się winna?
- Nie powinieneś tego słyszeć. Nie powinieneś tu przychodzić… Mówiłam, że ja jedyne co mogę to jeszcze bardziej cię zniszczyć… nic więcej…
- Co ty mówisz? Nie mogę uwierzyć, że tyle przeszłaś. A my jeszcze… a ja tak na ciebie naciskałem… - dodałem ocierając jej łzy.
- Taka jest prawda Zayn…Nie było ci łatwo. Czułeś się winny wypadkowi twojej siostry. Wysłuchałam cię i teraz myślisz, że jestem jakaś święta… Jednak to tylko twoje mylne wyobrażenie. Odpuść zanim pociągnę cię na samo dno tak, że znienawidzisz nawet samego siebie…
- Przestań gadać te głupoty. Jesteś najsilniejszą osobą jaką spotkałem. Może nie znam cię i nie wiem o tobie wielu rzeczy, ale jednego jestem pewien. Nigdy byś nikogo nie skrzywdziła. Wolałabyś sama cierpieć niż patrzeć na cierpienie innych. Czasami trzeba upaść na samo dno by dostrzec swoją porażkę. Ja dzięki tobie odbiłem się od tego dna. Nigdy nie zapomnę o Mel, ale coraz łatwiej mi o tym myśleć bez uczucia nienawiści do całego świata…To właśnie ty mi pomogłaś i…
- Tak ci się po prostu wydaje. W końcu to dostrzeżesz…Zapomnij o tym, co mówiłam…
- Ale ty jesteś uparta!
 - To nie o to chodzi. Ja już nie mam siły. – powiedziała odsuwając się ode mnie i siadając na ziemi. Jedyne co mi pozostało to usiąść obok. – Nie mam siły by walczyć z wiatrakami. Myślałam, że dam radę, ale to nie jest prawdą. Wiesz nawet nie mogę liczyć na moją własną siostrę. Jedyną bliską mi osobę… Jestem taka beznadziejna…Nie ma sensu gdybać, ale gdyby moi rodzice żyli Lizzy miałaby normalną rodzinę, a nie beznadziejną siostrę, która nie potrafi nią być…Każda osoba, która jest mi bliska w końcu odchodzi. Tak naprawdę została mi tylko Lizzy, ale co raz częściej odnoszę wrażenie, że ona nie uważa mnie za rodzinę…I w sumie jej się nie dziwię…
- Co ty pieprzysz? Gdyby tak było już dawno Lizzy opuściłaby ranczo. Po za tym masz jeszcze Marię, Jose, Amelię i wszystkich pracowników. Myślisz, że jak byś była tak beznadziejna jak sądzisz to ktokolwiek chciałby tu być? Wszyscy wierzą w ciebie i ty też w końcu powinnaś zacząć w to wierzyć… - odpowiedziałem. Lily patrzyła się przed siebie przez chwilę jakby analizowała moje słowa.
- Wiesz od kiedy ty jesteś taki mądry? Jakoś wcześniej nie potrafiłeś sobie sam poradzić.
- Ty to jednak jesteś niemożliwa – odpowiedziałem ze śmiechem, czym minimalnie poprawiłem jej humor…

Wszedłem do domu, gdzie natknąłem się na Louisa i Harry’ego. Stali zdziwieni nie wiedząc co się tu właśnie stało.
- Słyszeliśmy krzyki i przyszliśmy sprawdzić co się dzieje – powiedział Lou jak mnie zauważył.
- Jakiś spór rodzinny. Razem z Zayn’em nie chcieliśmy się wtrącać, bo racjonalnie patrząc nas to nie dotyczy.
- Dlatego my też tu staliśmy – dodał Harry – Myślicie, że to przez nas? No wiecie przyjechaliśmy tu i sprawialiśmy tyle problemów… Szczególnie ja…
- Teraz to i tak nie jest ważne. Wydaje mi się, że to nie ma związku z naszym przyjazdem. – odpowiedział Louis. Naszą rozmowę przerwało pojawienie się Marii.
- Przepraszam was chłopaki za te krzyki. – powiedziała z niewyraźną miną – Wracajcie do siebie. Zawołam was na obiad – dodała i ponownie zniknęła w kuchni. Rozeszliśmy się a ja postanowiłem poszukać Lizzy. Nie musiałem długo tego robić. Znalazłem ją siedząca niedaleko altany. Cały czas płakała, aż zrobiło mi się jej szkoda. Dosiadając się do niej objąłem ją delikatnie.
- Cii. Nie płacz. – szepnąłem.
- Wiesz Niall, ja już nie wiem, co mam robić. Czuję, że Lily mi nie mówi tylu rzeczy, a im bardziej próbuję się czegoś dowiedzieć tym gorzej…
- Może chcę cię przed czymś chronić?
- Nie jestem już dzieckiem…
- Nie znam twojej siostry, ale wydaje mi się, że to jest jej obrona. Nie mówi ci wszystkiego po to, żeby cię nie stracić. Sama mówiłaś, że tak naprawdę ma tylko ciebie więc nie dziw jej się, że próbuje cię chronić…
- Jeszcze jej bronisz?
- Nikogo nie bronię. Tak uważam. Może te wszystkie wydarzenia są dla niej zbyt bolesne, żeby ci o tym opowiedziała. Nie pomyślałaś o tym?
- Wiem, ale już tyle czasu minęło, a ona i tak milczy…
- I dlatego płaczesz?
- Nie… powiedziałam jej tyle okropnych rzeczy… pewnie sam słyszałeś…
- Byliśmy z Zayn’em na dworze nie wiem o co się kłóciłyście, ale sądząc po tych krzykach to musiało być, coś poważnego…
- Nagadałam jej tyle bzdur. Wiesz mam wrażenie, że swoimi słowami trafiłam do niej. Tak jakbym z każdym słowem wbijała w nią szpilkę. Dopiero jak padły pewne słowa to do mnie dotarło, co zrobiłam. Przecież ona mi nigdy nie wybaczy… - odpowiedziała i zauważyłem, że w jej oczach na nowo pojawiają się łzy – Jestem beznadziejna siostrą. Lily ma rację, że niczym się nie interesowałam i dlatego nic nie wiem…Tyle głupot narobiłam, a ona nigdy na mnie nie nakrzyczała. Nawet jeśli nie miałam racji, nie powiedziała mi tego wprost. Tak naprawdę pierwszy raz kiedy to zrobiła był wtedy nad rzeką… Widzisz nawet wtedy mi wybaczyła, ale teraz mam wrażenie, że przekroczyłam jakąś jej granicę i już nic nie będzie tak jak dawniej…
- Nie wiem, co mam ci powiedzieć…
- Jestem pewna, że Lily mnie znienawidzi. Mam wrażenie, że ją złamałam i nie wiem czy ona będzie w stanie się pozbierać. Nawet sobie nie wyobrażasz ile razy ona coś zaczynała od nowa. Pamiętam jak po śmierci Luka zamknęła się w pokoju i z nikim nie chciała rozmawiać. Trwało to jakiś miesiąc i myślałam, że tak już będzie. Ale wiesz co? Któregoś dnia po prostu wstała z łóżka i zaczęła od nowa. Jak gdyby nigdy nic. I za to ją podziwiam. Jedyne co się zmieniło to, że stała się taka obojętna i jakby pusta w środku. Nie okazywała emocji, nie śmiała się i najgorsze, że nie rozmawiała ze mną tak jak kiedyś. Znosiła wszystkie moje wybryki i niby zawsze była obok, ale nie była już taka jak kiedyś. Zbudowała wokół siebie jakiś mur i nikogo do siebie nie dopuszczała. Nawet mnie. Aż zjawiliście się wy. Dzięki wam Lily na nowo zaczęła jakby się otwierać. Przysparzaliście dużo problemów, ale dostrzegłam, że znowu jej zaczęło zależeć. Zaczęła się wami przejmować. A teraz… Teraz ja na nowo wszystko zniszczyłam. Nigdy sobie tego nie wybaczę. Czuję, że pierwszy raz od dłuższego czasu ona płakała. Rozumiesz? Aż mnie ściska w sercu. Ona tyle dla mnie zrobiła, a ja jednym zdaniem ją zniszczyłam…
- Już wystarczy. Nie możesz tak myśleć. Obiecałaś mi coś. Powiem ci jedno. Masz wybór, możesz siedzieć i płakać albo wstać, powiedzieć sobie, że będzie dobrze, że dasz radę, uwierzyć w to z całych sił i zacząć działać. Samo się nic nie zrobi.
- Masz rację – powiedziała ocierając łzy – Zrobię wszystko, żeby mi wybaczyła. Nie pozwolę jej na ponowne wybudowanie muru. Teraz to ja zachowam się tak jak powinnam.
- No i tak ma być. Nigdy więcej nie mów mi takich rzeczy. Poradzisz sobie. Lily może nie sprawia dobrego wrażenia, ale rozwiążecie wasze problemy. Ja w to wierzę.
- Dziękuję Niall – powiedziała i przytuliła się do mnie.
- Ej! Gołąbeczki obiad na stole – krzyknął Louis.
- Zabiję go kiedyś – mruknąłem na, co Lizzy minimalnie się uśmiechnęła.

Weszliśmy z Niall’em do kuchni, gdzie czekali na nas pozostali. Nawet Liam z Katie zdążyli już wrócić ze spaceru. Chociaż oni są szczęśliwi. Wyłapałam wzrok Marii, jednak ta pokręciła tylko głową. Czyli Lily się nie pojawi. Ciekawe gdzie jej mam szukać? Zrezygnowana usiadłam na swoim miejscu. Dopiero zauważyłam, że Zayn’a też nie ma.
- Pobiegł za Lily – szepnął mi blondyn tak, żebym tylko ja usłyszała.
- To jeszcze czekamy na Lily i Zayn’a? – spytał Liam.
- Lily się nie zjawi. – powiedziała Maria.
- Zayn też nie. Możemy zaczynać. – dodał Niall.
- Znowu się coś stało?
- Liam nie teraz. To nie jest właściwy moment. – odpowiedział mu Louis i w niezbyt przyjemnej atmosferze spożywaliśmy posiłek.
- Maria możemy chwilę porozmawiać na osobności?
- Nie ze mną powinnaś rozmawiać. Ale chodźmy. – odpowiedziała.
- Nie wiesz, gdzie poszła Lily?
- Nie mam pojęcia. Znając ją zaszyła się gdzieś, tak żeby jej nikt nie znalazł. Nie bronię Lily, ale tym razem przegięłaś. Doskonale wiesz jakie to uczucie wychowywania się bez rodziców to pomyśl, co musiała czuć Lily jak jej wypomniałaś, że nie jest twoją matką? Ona doskonale o tym wie i nigdy nie próbowała ci jej zastąpić. Tyle razy ci pomagała, wyciągała z kłopotów, doradzała, a ty wyskakujesz z tym? Ona i tak nie ma lekko…
- Wiem, ale…
- Jak tak bardzo chcesz wiedzieć, to ci powiem. Wtedy jak szukaliście tego bydła, to Harry z Lily je znaleźli, a raczej szczątki. Pierwszy problem, że jak jeszcze więcej zginie to nie będzie żadnych zysków. A wiesz ile „La luna” znaczy dla twojej siostry… Dochodzi jeszcze sprawa Jack’a. Z nim nigdy nic nie wiadomo, a na razie nie wiemy czy czegoś nie knuje. O rodzinie Garcia już nie wspomnę. Nie wiadomo, co zrobi Ana jak w końcu się dowie, że jest tu cały zespół nie tylko Zayn. Chłopacy stwarzali dużo problemów. Sam ich przyjazd już wiąże się z ryzykiem. Ty również jej niczego nie ułatwiasz… Zrozum, że Lily podjęła się naprawdę trudnego zadania. Co z tego, że ja wam pomagam? Tak naprawdę macie tylko siebie i nic tego nie zmieni. Może traktujecie mnie jak rodzinę, co jest miłe, ale wiesz o co mi chodzi…
- Ja to wszystko rozumiem. Mogła przecież podzielić się ze mną jakimiś obowiązkami. Pomogłabym jej. Może nie znam się na wszystkim, ale jakoś dałybyśmy sobie radę. Wiem, że zawaliłam po całości, ale zrobię wszystko, żeby Lily mi wybaczyła…
- Mam nadzieję, że będzie tak jak mówisz. Bo jak jeszcze coś zrobisz to Lily w końcu pęknie. Tak naprawdę i wtedy wszystko runie razem z nią. Jak znowu w siebie zwątpi to mam wrażenie, że tym razem już do końca…. – powiedziała i zostawiła mnie samą.
- Wiem…
*
- Nie chcesz wracać? – zapytała mnie Lily – Ja tu zostaję, ale ty możesz wrócić do domu…
- Zostanę z tobą. Niby się uspokoiłaś, ale nie wiem co ci może strzelić do głowy – odpowiedziałem zaczepnie.
- Uważaj, bo zaraz tobie strzelę – powiedziała z przekąsem – To, że tu przyszedłeś i… byłeś…nie oznacza, że to coś zmieni…nie oznacza, że ci ufam… - dodała. To właśnie najbardziej mnie dotykało. Lily mi nie ufała, a ja nie miałem zamiaru tego ukrywać. Chciałbym, żeby nabrała do mnie przekonania i mi zaufała.
- Musisz do mnie nabrać zaufania... Nieważne, jak długo to potrwa... Nawet jeżeli to będzie minuta jednego dnia, dwie minuty drugiego dnia i trzy minuty trzeciego dnia i będzie to trwało latami, nieważne. Bo ważne jest zaufanie. Najważniejsze ze wszystkiego…
- Nie potrafię ci zaufać…
- Wiesz, że musisz się w końcu przed kimś otworzyć, tak jak ja to zrobiłem? 
- Nie muszę.
- To ci pomoże, poczujesz się lepiej. Rozmowa ze mną to nie to samo, co przyjaciel, ktoś ci bliski, ale…
- To za bardzo boli…
- Wiem, dlatego musisz pomóc sobie. Zawalcz o siebie, bo jeśli się poddasz, nawet nie zauważysz jak zaczniesz powoli znikać z tego świata. Na początku perfekcyjnie potrafisz udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, przybierasz na twarz maskę, wychodzisz do ludzi, zazwyczaj zmuszona, spędzasz z nimi czas, rozmawiasz, unikasz bolesnych tematów, nie jesteś sobą, później przychodzi czas, kiedy męczy cię już udawanie i to jest idealny moment na to, by powiedzieć: "Hej, nie jest ze mną najlepiej, chciałabym porozmawiać". Ale wiesz co ty zrobisz w takim momencie? Zaczniesz zabijać siebie, będziesz dalej wciskać ludziom bajkę o tym, jak cudownie jest u ciebie, a oni po prostu ci w to uwierzą, ci bardziej wnikliwi dostrzegą zmianę w twoich oczach, ale nie będą pytać, machną na to ręką. Aż w końcu nadejdzie ostatni etap, według psychologii "Ostateczne wykończenie". Upadniesz psychicznie. Przestaniesz wstawać z łóżka, staniesz się wrakiem człowieka, nie będziesz odbierać telefonów, rozmawiać z ludźmi. Będziesz siedziała zamknięta w swoim dusznym pokoju, bez dostępu do świata, z zamkniętymi oknami. Zaczniesz powoli umierać. Brak otwarcia się przed kimś to dobrowolna śmierć, na którą siebie skazujesz. Chcesz umrzeć?
- Znasz to z doświadczenia? – zapytała.
- Ja postępuję tak samo. Ale dzięki tobie dostrzegłem, że jest jeszcze szansa na odbicie się od dna.
- Wiesz jestem już zmęczona rozmowami, które prowadzą donikąd. Moje serce staje się smutne, gdy przypominam sobie dobre słowa i złamane obietnice. Zbyt wiele było rozmów prowadzonych przez ludzi, którzy nie mieli prawa ich przeprowadzać…
- Czy to dlatego odpychasz ludzi? Żeby nie mogli cię zranić, kiedy podejdą zbyt blisko, a potem znikną? – to pytanie zawisło między nami.

- Nie odpowiem ci na to pytanie. – powiedziała w końcu Lily – i przestań mnie już dzisiaj męczyć tymi rozmowami, bo cię stąd wygonię albo będziesz spał na trawie
- Nie zrobisz tego…
- Jesteś tego pewien? Ja jestem u siebie, a ty…
- Dobra. Poddaje się – odpowiedziałem unosząc ręce do góry – Nie chcę spać na trawie…
- Pan Gwiazda się znalazł… Napijesz się? – powiedziała brunetka pokazując butelkę wina.
- Skąd ty tu…
- Ja mam tu wszystko. Nie to nie, sama się napiję. – powiedziała - To jedyne co mi pozostało… - dodała na chwilę smutniejąc i wchodząc do chatki.
- Ej! Zaczekaj na mnie…
 

środa, 17 lutego 2016

Rozdział 33

Obudziłem się i pierwsze co dostrzegłem to burza brązowych włosów leżąca obok mnie. W pierwszej chwili byłem zdezorientowany, ale przypomniałem sobie wczorajszy wieczór. Nie mogłem wyobrazić sobie czegoś lepszego. W końcu Katie jest ze mną, co automatycznie sprawia, że jestem w doskonałym humorze. Nie wiem komu dziękować za tą niespodziankę, ale jestem mega wdzięczny. Przyglądałem się śpiącej dziewczynie i uśmiechałem się na ten widok. Powoli uwolniłem się z objęć mojej dziewczyny i postanowiłem wziąć prysznic. Kiedy skończyłem wróciłem z nadzieją, że Katie jeszcze śpi, ale ona wpatrywała się we mnie zaspanym wzrokiem.
- A miałem nadzieję, że cię nie obudziłem – powiedziałem zasiadając na brzegu łóżka.
- Dopiero się obudziłam. Coś zza ściany mi przeszkodziło w pięknym śnie. – mruknęła wciąż lekko zaspanym głosem.
- Cieszę się, że przyjechałaś – powiedziałem zmieniając temat – Nudno tu było bez ciebie…
- Oj! Już nie marudź tylko chodź do mnie – odpowiedziała wyciągając rękę w moją stronę, na co się zaśmiałem. – No co stęskniłam się – dodała składając na moich ustach soczysty pocałunek. Tak to może wyglądać każdy mój poranek. Nasze miłe chwile przerwało pukanie do drzwi.
- Nie ma jak to wyczucie czasu – mruknąłem niezadowolony na co otrzymałem radosny śmiech Katie. – Tak? – spytałem uchylając drzwi.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale chciałam zapytać co zjecie na śniadanie? – powiedziała Maria.
- Sami sobie coś weźmiemy. Nie przejmuj się tym.
- Jesteście tu gośćmi. Dobra, coś wam przygotuję tylko radzę się pospieszyć, bo mamy tu dwóch głodomorów… Niby zjedli już śniadanie, ale… Zresztą co ci będę tłumaczyć…
- Ok., dzięki.
- W takim razie nie przeszkadzam – odpowiedziała i już jej nie było. Zamykając drzwi obróciłem się w stronę Katie.
- To jak wstajemy?
- Jak chcemy coś zjeść to chyba musimy… - odpowiedziała przeciągając się leniwie.
- Nie kuś… - mruknąłem patrząc na nią.
- No już zmykam pod prysznic – odpowiedziała i owijając się prześcieradłem zniknęła w łazience. To teraz sobie poczekam…
*
Jak zwykle zszedłem rano na śniadanie mając nadzieję spotkać Lily. Jednak ona się nie zjawiła. Czy coś się znowu stało? Maria z Lizzy zwinnie zmieniały temat kiedy, któryś z nas wspominał o starszej z sióstr Eastwood. To jeszcze bardziej mnie zaintrygowało. Wczoraj również nie mogłem jej znaleźć. Cały wieczór spędziliśmy po drugiej stronie rancza, żeby nie przeszkadzać Liam’owi i Katie. Mam nadzieję, że niespodzianka się udała i chociaż jeden problem z głowy. Pod pretekstem zapalenia postanowiłam znaleźć Lily. Zacząłem od miejsc gdzie najczęściej przebywa jednak nigdzie jej nie było. Jedynie natknąłem się na Jose.
- Nie widziałeś gdzieś Lily? – zapytałem prosto z mostu.
- Nie dawno gdzieś się tu kręciła. Mamy tyle pracy, że nie wiem w co ręce włożyć.
- W takim razie nie przeszkadzam. – odpowiedziałem i ruszyłem w dalsze poszukiwania. Nie wiem ile tak chodziłem, ale w końcu ją znalazłem. Leżała na trawie, zakrywając twarz kapeluszem i delektując się słońcem. Ponoć mają tyle pracy na ranczu. Swoją drogą nie mogłem oderwać od niej oczu. Luźna koszula związana w tali, obcisłe dżinsy… Aż zrobiło mi się gorąco. Co się ze mną dzieje?
- Długo tak będziesz stał i mi się przyglądał? – zapytała niespodziewanie Lily.
- Ja…
- Czego znowu chcesz?
- Martwiłem się. Nie widziałem cię od wczoraj…
- Jak widzisz nic mi nie jest więc możesz wracać.
- Coś się znowu stało?
- Ależ oczywiście. Ktoś mnie okrada, Jack cały czas coś knuje, ty ciągle coś ode mnie chcesz, Harry bez przerwy się na mnie wyżywa, Lizzy z Niall’em grają w jakieś dziwne podchody, nie wiem co z Aną, o jej ojcu już nie wspominając, a i jeszcze mój brat… Zresztą nie ważne. Wystarczy czy mam wymieniać dalej? – zapytała z ironią. Nie lubię jak jest taka wredna i ironiczna. Wiem, że to taka jej obrona, ale by mogła w końcu odpuścić i dostrzec, że wszyscy nawzajem możemy sobie pomóc.
- Nie nakręcaj się już tak. Okej? – stwierdziłem na co usłyszałem jedynie prychnięcie z jej strony. – Lily…
- Zayn…- odpowiedziała. Lubię sposób w jaki wypowiada moje imię.
- Wiesz, że…
- Tak wiem. Nie zaczynaj w kółko tego samego. Nie zmienię zdania. I tak mi źle, że zgodziłam się na waszą pomoc. Więc nie utrudniaj mi tego.
- Czy ty choć na chwilę możesz się przymknąć?
- Nie zapominaj, że to ty tu przyszedłeś.
- Jeny. Czy ty na każde zdanie masz jakąś ripostę…
- W większości przypadków tak. – odpowiedziała próbując udawać poważną.
- Czasami się zastanawiam czy ty nie robisz tego specjalnie?
- W większości przypadków tak – powtórzyła ponownie i zaczęła się zbierać. A było tak miło.
- No i gdzie ty idziesz?
- Nie twoja sprawa – powiedziała zbliżając twarz do mojej, na co automatycznie wciągnąłem więcej powietrza. Jednak ona tylko się odwróciła i poszła przed siebie. Co to było? Czy to się zdarzyło naprawdę? Czy już wyobraźnia płata mi figle? Dopiero jak chwilkę ochłonąłem skierowałem się w drogę powrotną.

Po śniadaniu siedzieliśmy wszyscy na werandzie. Nawet nie wiem o czym reszta rozmawiała. Starałem się poukładać sobie wszystko, co zamierzałem powiedzieć Lily. W trakcie dołączyli do nas Liam z Katie. W ogóle jak ona się tu znalazła? Z jednej strony to dobrze, bo przynajmniej Liam nie jest już obrażony na cały świat, ale z drugiej znowu będą się migdalić gdziekolwiek ich nie spotkasz. Ale wracając do mojej przyszłej rozmowy z Lily…Nie widziałem jej od rana, a dochodzi już południe. Mam nadzieję, że mnie wysłucha i że znowu nie zacznę na nią krzyczeć. Już mam dosyć. Chcę, żeby było tak jak kiedyś. Bez tych wszystkich dramatów i problemów. Szczerze przyznaję, że nie byłem zadowolony jak zobaczyłem to miejsce. W dodatku nie było tu zasięgu, co jeszcze bardziej mnie irytowało. Ale przebywanie tutaj dobrze na nas wszystkich wpływa. Bez tych wszystkich fleszy i paparazzi, choć raz możemy się zachowywać normalnie. I tak też być traktowani. Nie jak sławne gwiazdy One Direction tylko zwykli chłopacy. Teraz dostrzegam, że tego było mi trzeba. Zupełnego odcięcia się od Londynu, imprez i łatwych panienek. Choć to ostatnie tak nie do końca. Moją uwagę przyciągnęły dopiero słowa Katie.
- Wczoraj było miło do czasu, aż nie powiedziałam, że czułam się zdezorientowana gdy zobaczyłam same pola… Nawet nie mogłam dokończyć, co miałam na myśli, bo twoja siostra się od razu zdenerwowała.
- Ty też? – powiedział Niall.
- Jak to też?
- Kochanie nie ty jedyna. Byś widziała jaka tu była awantura jak Harry to powiedział. – odpowiedział jej Liam i wszystkie oczy zwróciły się w moim kierunku.
- Ile mi jeszcze będziecie to przypominać? – zapytałem. Na szczęście Lizzy odezwała się pierwsza.
- Moja siostra delikatnie mówiąc nie lubi, jak ktoś mówi coś złego na temat rancza. Nie przejmuj się przejdzie jej to. Liam również jej podpadł czymś podobnym.
- No i widzicie jak idealnie się dobrali.- skwitował Louis na, co wszyscy zaczęli się śmiać. Do czasu, aż nie w oddali nie pojawiła się Lily.
- Zobaczyliście ducha czy jak? – zapytała z przekąsem brunetka. – Maria, Liz pozwólcie na chwilkę – dodała i skierowała się do domu. Ciekawe czy pamięta o naszej rozmowie. Jak tylko dziewczyny wyszły zjawił się Zayn.
- Już myślałem, że się zatrułeś tymi papierosami. – powiedział Niall.
- Bardzo śmieszne.
- Dzięki Zayn, że mnie tu ściągnąłeś. – zaczęła mówić Katie.
- To twoja sprawka? – wtrącił Liam.
- Ja… To znaczy…nie…
- Zayn to wszystko wymyślił – przerwała mu Lily pojawiając się z powrotem. Dostrzegłem jakiś dziwny błysk radości w oczach Lizzy. Czyżby jakaś dobra wiadomość?
- Dzięki stary - powiedział tylko Liam
- Tobie też dziękujemy Lily. Kolacja była przepyszna – dodała Katie na, co brunetka skinęła jej tylko głową. – Tak w ogóle to chciałam cię przeprosić za wczoraj… - zaczęła jednak Lily wpatrywała się w punkt przed sobą.
- Lily? – spytała Lizzy.
- Hmm? – mruknęła jedynie brunetka – Ja odbiorę – dodała słysząc telefon i już jej nie było.
- Mam wrażenie, że mnie nie lubi – powiedziała Katie.
- Wydaje ci się. Lily po prostu nie ufa nikomu. Rzekła bym, że nawet sama sobie nie ufa. Dopóki cię nie pozna nie okaże ci niczego innego, jak rezerwa. – stwierdziła Lizzy.
- Byś widziała co tu się działo jak my tu przyjechaliśmy. To dopiero było. Piątka chłopaków – nieznajomych zjawia się nie wiadomo skąd … - dodał Niall.


- Dobra bo zacznę się bać – odpowiedziała szatynka by rozładować atmosferę. Postanowiłem znaleźć Lily i w końcu z nią porozmawiać. Zaglądając do kuchni napotkałem zupełną ciszę dlatego skierowałem się w stronę gabinetu. Kiedy zamierzałem już zapukać usłyszałem głos brunetki.
- Ty głupolu! Po co dzwonisz na ten telefon jak mam komórkę?(…) Skoro nie odbieram to znaczy, że nie mam ochoty na rozmowy. Tak trudno to pojąć?(…) Zajmij się tymi obrazami czy czym ty się tam zajmujesz, bo jak tak dalej pójdzie to cię obleją…(…)Ja nie wierzę w ciebie? … Czekaj chyba masz rację…(…) Uważaj bo więcej się do ciebie nie odezwę…(…) Zawsze mogę zmienić numer… Naprawdę nie mam czasu…Odpuść wreszcie. Jak będę chciała to zadzwonię…(…)Weź się za naukę. Inaczej się zawiodę (…)Muszę kończyć. Całuski.
Ciekawe z kim rozmawiała. Czemu wobec nas nie mogła być taka radosna i miła jak w trakcie tej rozmowy? Teraz wygląda pogodnie, a nie jak bezuczuciowa małpa. Styles, nawet tak nie myśl…Słysząc ostatnie zdanie jej rozmowy zapukałem w drzwi.
- Proszę.
- Mogę?
- Już wszedłeś więc po co pytasz?
- Czy ty nie możesz choć na sekundę być dla mnie milsza? – zapytałem z uśmiechem.
- Czy ty choć na sekundę na to zasłużyłeś? – odpowiedziała pytaniem na pytanie. Zapadła na sekundę ciszą. Lily wpatrywała się w moje oczy jakby szukając gdzieś w nich prawdy. Po chwili odwróciła głowę. Zdążyłem zauważyć jak w jej oczach pojawia się smutek. Coś jej się przypomniało czy jak, bo już nie nadążam?
- Lily, ja…
- Czy możesz mnie zostawić na sekundę samą? Obiecuję, że porozmawiamy po obiedzie. – przerwała prawie błagalnie. Cholera, co się znowu stało? Jej nastój się zmienia szybciej niż u Zayn’a.
- Em…jasne.
- Dzięki – doszedł mnie jej głos gdy już zamykałem drzwi. I co teraz?

Siedziałem na tej werandzie i aż mnie skręcało. To oczywiste, że Harry poszedł za Lily. Ciekawe o czym rozmawiają tyle czasu? O dziwo tym razem nie było słychać żadnych krzyków. Czyżby w końcu się dogadali? Bardzo chciałbym, żeby tak było. W końcu Styles przestałby łazić za nią. Ty i zazdrość, Zayn? I znowu ten upierdliwy głos w głowie. Tym razem mogę powiedzieć, że jestem zazdrosny. Nie mogąc już dłużej wysiedzieć poszedłem sprawdzić ja się sprawy maja.
- Harry? Co tak tu stoisz?
- Sam nie wiem… Zastanawiam się co się tu właśnie stało. Zanim wszedłem Lily rozmawiała z kimś przez telefon i była bardzo… nie wiem radosna? A kiedy rozmawialiśmy popatrzyła się w moje oczy i tak nagle posmutniała i poprosiła, żebym wyszedł… Nie wiem, co ja mam zrobić, żeby ją przeprosić…
- Może ja z nią porozmawiam?
- Próbuj. Może tobie się uda. Ja poczekam, aż sama się przełamie. Nie lubię słuchać tych wszystkich gadek na swój temat. Tym bardziej, że w większości są prawdą. Niestety… - odpowiedział i poszedł na górę.
Bijąc się z myślami, co powinienem zrobić stałem przez chwilę tępo wpatrując się w drzwi. Ostatecznie postanowiłem wejść bez pukania. Może to nie zbyt grzeczne, ale czy ja kiedykolwiek się tym przejmowałem? Lily siedziała na wielkim fotelu, trzymając w rękach coś na kształt albumu i wpatrując się przed siebie. Nawet nie drgnęła. W tym momencie raziło od niej takim smutkiem, jak jeszcze u nikogo nie widziałem. Podszedłem do niej siadając na drugim fotelu. – Lily… - wtedy zamrugała kilka razy i spojrzała na mnie.
- Co ty tu robisz?
- Kto to jest? – spytałem wskazując na zdjęcie na którym trzymała rękę. Wpatrywała się w nie z jeszcze większym smutkiem o ile to możliwe.
- Nie… ja…to…Dlaczego cię to interesuje? – powiedziała w końcu.
- A dlaczego to takie dziwne?
- Chciałabym zostać sama… - szepnęła.
- Nie, nie chciałabyś. – odpowiedziałem. Wiem, że naprawdę nie chce też tak miałem lecz w moim przypadku nikt nie był odpowiedni.
- Proszę cię, Zayn. Odpuść sobie. To i tak jest dla mnie trudne…
- To może mi o tym opowiedz?
- Dobrze jak tak bardzo chcesz wiedzieć, to jest mój brat. – wyznała odkładając album na stolik i wstając.
- Harry mi opowiadał o twojej reakcji… - powiedziałem niepewnie obawiając się jej reakcji.
- On ma takie same oczy… - szepnęła bardziej do siebie, ale i tak usłyszałem.  Podszedłem  i stanąłem tuż za nią. – Co ty robisz? – dodała odwracając się i wpadając na mnie.
- Próbuję zrozumieć wiele rzeczy, ale ty mi tego nie ułatwiasz – odpowiedziałem patrząc jej głęboko w oczy. Swoją drogą mógłbym się w nie nieustannie wpatrywać.
- Zayn… - jęknęła z bezsilnością.
- Dlaczego nikogo nie dopuszczasz do siebie, co? – spytałem i kiedy brunetka już chciała coś powiedzieć zjawiła się Maria.
- Lily… O, cholera! Przepraszam. Nic nie widziałam.- powiedziała na, co Lily odskoczyła ode mnie.
- No i widzisz, co zrobiłeś? Teraz nie będziemy mieli życia… - powiedziała wychodząc i krzycząc za kobietą. Ja jedynie się roześmiałem. Swoją drogą fajnie to ujęła „nie będziemy”… Mam nadzieję, że w końcu się do mnie przekona w 100%.

- Maria! – krzyczałam wychodząc za nią. Lepiej od razu cokolwiek jej wyjaśnić zanim sobie coś ubzdura. No i znowu prawie się nie otworzyłam przed Zayn’em. Jak on to robi do cholery? Za każdym razem kiedy się zjawia przestaję racjonalnie myśleć. Ale Harry…jego oczy… Luke miał dokładnie takie same… W sumie to dziwne, że on miał zielone, moje są brązowe, a Lizzy ma niebieskie. Naprawdę zrobiło mi się smutno i to bardzo. Tyle czasu, a ja nie potrafię się z tym pogodzić. No, ale jak zapomnieć o czymś takim okropnym? Nikt nie zna prawdy… tej prawdziwej prawdy… Choć Maria wie więcej niż reszta…A ja muszę z tym żyć… - O! Tutaj jesteś. – powiedziałam zastając kobietę w kuchni.
- Jak miło widzieć, że…
- Nie rozkręcaj się tak. To, co widziałaś, to nie jest to, co sobie uroiłaś w tej swojej główce. Jasne? I proszę cię odpuść sobie w reszcie misję uszczęśliwiania mnie na siłę, bo to nic nie da.
- Ale…
- Nie ma żadnego „ale”. Zrozum wreszcie, że już mam dosyć tego, że każdy myśli, iż może mi mówić, co mam robić. Do cholery jasnej! Jestem dorosła i sama się zajmę swoim życiem!
- Nigdy nie próbowałam mówić ci co masz robić. Po prostu chciałabym, żebyś była szczęśliwa. Od 3 lat chowasz się za jakimś murem i nikogo nie chcesz do siebie dopuścić. To nie jest normalne Lily. Wiem, że ci ciężko, ale… Nie przerywaj mi… Stałaś się kimś kim nigdy nie chciałaś być. Luke na pewno by nie chciał, żebyś poświęcała siebie. Nawet Tom oddałby wszystko, żebyś była szczęśliwa. Więc do cholery, przestań się zasłaniać „La luną” i zacznij czerpać z życia i brać to co ci daje…
- Ty nic nie rozumiesz.
- A właśnie, że rozumiem. Znam cię od małego i doskonale wiem, co usiłujesz osiągnąć od tamtego czasu. Czego ty się boisz co?
- Czego się boję? Boję się stracić ludzi, których kocham. Boję się, że kolejny raz mi się to przydarzy. Boję się samotności. Boję się kiedyś obudzić i zdać sobie sprawę z tego, że nikogo już przy mnie nie ma…
- To dlaczego odpychasz wszystkich wkoło?
- Bo tak jest łatwiej. Przynajmniej nikogo nie krzywdzę…
- Może już czas wyznać prawdę?
- Nie wtrącaj się do tego. Nie masz prawa, rozumiesz!? To nie ty widzisz to wszystko dokładnie przed oczami. To nie ty tam wtedy byłaś i to nie ty musiałaś patrzeć, jak Luke…
- Coś ty powiedziała?

piątek, 12 lutego 2016

Rozdział 32

- W takim razie jeśli wszystko jest jasne to zapraszam do domu.
- Bardzo ładny dom. Wyglądem nawiązuje do hiszpańskiego stylu – powiedziała Katie.
- Znasz się na rzeczy. Mój dziadek od zawsze interesował się kulturą hiszpańska stąd nawiązanie do tego stylu. – odpowiedziała jej Lily.
Zayn przysłuchiwał się rozmowie dziewczyn w milczeniu. Zastanawiał się dlaczego Lily znów próbuje udawać, że wszystko jest w porządku. Po tym czego dowiedział się od Harry’ego był wściekły, że nie mógł wtedy być przy niej i jakoś ją pocieszyć. Ostatnio widział ją, jak szła do swojego pokoju nie zamieniając z nim ani słowa. Nawet nie odezwała się do Lizzy. Wracając z poszukiwań jedyne, co usłyszał to krzyki. Mógł się domyśleć, że nie warto wysyłać Harry’ego razem z Lily. Od początku nie potrafią się dogadać i widocznie nadal tak jest.
- Maria!? – krzyknęła brunetka.
- Co tam? – odpowiedziała kobieta.
- To jest Katie, dziewczyna Liam’a. Pokaż jej jakiś pokój, ale tak żeby Liam jej nie widział.
- Witaj. Jestem Maria i pozwól ze mną.
- Okej. Do zobaczenia. – odpowiedziała Katie i razem z Marią skierowała się na górę.
Lily odprowadziła wzrokiem obie kobiety po czym potarła skronie i chciała wyjść. Miała już dość dzisiejszego dnia, ale wiedziała, że musi przygotować wszystko na spotkanie Katie z Liam'em.
- Poczekaj. Może napijemy się kawy?
- Nie pije kawy.
- Ty to potrafisz zepsuć wszystko. – odpowiedział Zayn.
- Nie mam nastroju na pogaduszki – mruknęła niechętnie Lily.
- Świetnie. – objął ją ramieniem i zaprowadził do kuchni. – Usiądź, a ja coś przygotuję.- dodał. Brunetka zasiadła przy wyspie opierając czoło na chłodnym blacie. Nie miała na nic siły w dodatku, co chwilę myślała o kradzieży. Ruszyła się dopiero kiedy mulat postawił obok kubek z czymś, co ładnie pachniało.
- Co to jest?
- Spróbuj a się dowiesz - odpowiedział z przekonaniem - Harry mówił co się stało.
- Nie chcę o tym mówić.
- Daj sobie pomóc. Nie możesz się wszystkim sama zajmować. Jesteś właścicielką „La luny”, ale to nie oznacza, że sama masz wszystko robić. Pomyślałem, że warto by wyznaczyć nagrodę za znalezienie złodziei.
- W sumie to dobry pomysł. Trzeba tylko to skonfrontować z policją. Pojadę do banku i…
- Pozwól, że ja się tym zajmę.
- Nie…
- Nie protestuj. Pomogłaś mi i chciałbym się jakoś odwdzięczyć.
- Rozumiem, ale ja sama muszę….
- Nie. Tym razem nie ustąpię. Dla mnie to naprawdę nic wielkiego, a chciałbym ci pomóc. Za te wszystkie problemy, które przez nas masz. Chłopacy też pewnie się dołączą. Przyjęłaś nas choć zupełnie nic o nas nie wiedziałaś. Mimo, że nie byliśmy zbyt przyjemni znosiłaś nasze wybryki. Więc teraz ja się zajmę nagrodą.
- Zayn ma rację. – dodał Louis wchodząc do pomieszczenia – W ten sposób będziemy mogli się odwdzięczyć.
- Zastanowię się, okej? – odpowiedziała Lily – Louis mógłbyś się zająć dzisiaj Liam’em tak, żeby nie kręcił się po domu?
- Jasne. A coś się stało?
- Później ci opowiem.
Louis opuścił kuchnie zostawiając Zayn’a i Lily ponownie samych. Przez chwilę zapadła po między nimi cisza. Brunetka zastanawiała się, co powinna zrobić. Jeśli nie zgodzi się na propozycję chłopaków, nie znajdzie tych złodziei. Sama aktualnie nie byłaby w stanie zapłacić ewentualnej nagrody. Swoje oszczędności wydała na ściągnięcie rodziny Jose. Zyski rancza, po kradzieży, spadły i wystarczają na pokrycie kosztów. Niewiele pozostaje. Znowu trzeba będzie wszystko zaczynać od nowa. „Ile razy jeszcze będę musiała znieść?” – pomyślała brunetka. Wszystko znowu się wali, a ona nic nie może z tym zrobić. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze sprawa skrzynki. Nawet nie ma czasu się tym zająć. Jest tyle spraw do rozwiązania, a nie można uzyskać żadnych odpowiedzi. Lily nie chcąc nikogo obarczać swoimi problemami dusi to w sobie. Odkąd nie ma Luka nie ma komu się wyżalić. Czasami jest jeszcze Daga, ale ona też nie wszystko, by zrozumiała. To wszystko jest tak skomplikowane, że nawet nie wiadomo, czy uda się to wszystko ogarnąć. Po walce z samą sobą Lily w końcu zabrała głos.
- Dobrze. Zgadzam się na waszą propozycję, ale pod jednym warunkiem. Jak tylko będę w stanie oddam wam wszystkie pieniądze.
- Wiesz, że nie musisz tego robić?
- Muszę. Inaczej to, by mnie trapiło przez długi czas. Nienawidzę być komuś coś winna i nie cierpię jak ktoś próbuję mi narzucić swoją wolę. Tak w skrócie mówiąc.
- Już dobrze. W takim razie zajmę się tym.
- Poszukaj Jose albo Marię to zabiorą cię do miasta – stwierdziła brunetka – I…dziękuję – dodała.
- Cieszę się…
- Pójdę sprawdzić, co z Katie. Później zajmę się kolacją dla nich.
- Jaką kolacją? – spytała Lizzy wpadając do kuchni.
- Oduczysz się w końcu podsłuchiwać? To niegrzeczne.
- Oj, siostrzyczko. Przypadkiem usłyszałam o czym rozmawiacie.
- Nie siostrzyczkuj mi tu. Nie mam najlepszego humoru więc mnie jeszcze bardziej nie denerwuj.
- No już dobrze. Nie chcesz to nie mów.
- W sumie to się przydasz. Udekoruj jakoś altanę. Nie wiem zawieś jakieś lampki czy coś takiego. Lepiej się na tym znasz.
- Coś się szykuje? – spytała radośnie Lizzy.
- Nikomu o tym nie mów. Dowiesz się w swoim czasie. – zdążyła odpowiedzieć Lily i blondynki już nie było. Zayn chciał jeszcze o coś spytać lecz brunetka szybko wyszła z kuchni. Tak naprawdę nie mógł jej zrozumieć. Kiedy już minimalnie uda się mu dotrzeć do Lily, ta na nowo się izoluje. Co się wydarzyło w jej życiu, że boi się zaufać? „A może jakbym dał jej te listy” – pomyślał. Z wieloma myślami udał się do swojego pokoju.
*
Podchodząc pod odpowiednie drzwi brunetka zapukała i po usłyszeniu proszę weszła do środka.
- Nie przeszkadzam?
- Dobrze, że przyszłaś. Nie wiedziałam czym mam się zająć. Z tego wszystkiego zaczęłam nawet sprawdzać w jakim stylu są te wszystkie dodatki w pokoju – odpowiedziała Katie.
- Przepraszam. Mogłam ci kogoś przysłać do towarzystwa.
- Nic nie szkodzi. Dzięki temu wpadłam na pomysł tematu mojej pracy semestralnej. Jeśli się zgodzisz to chciałabym zrobić zdjęcia tym przedmiotom.
- Pewnie. Myślę, że nawet będę w stanie bardziej pomóc. Mój dziadek miał bzika na punkcie tych staroci. Wydaje mi się, że prowadził jakiś spis tego czy coś w tym stylu. Postaram się go poszukać. Tam z pewnością znajdzie się szeroki opis wszystkiego.
- Było by cudownie. Zawsze chciałam się zająć stylem hiszpańskim, ale nie mogłam pozyskać wystarczających danych. Wszyscy mnie zawsze zbywali. Cieszę się, że tu przyjechałam. Na początku byłam bardzo zdezorientowana, jak zobaczyłam same pola…
- Ludziom pola zawsze kojarzą się ze wsią zabitą dechami. Nie rozumiem tego i chyba nigdy nie zrozumiem. Ludzie z wielkich miast uważają się za nie wiadomo kogo. Każdy człowiek jest taki sam niezależnie od tego gdzie mieszka. Osobiście nigdy nie zamieniłabym „La luny” na coś innego – odpowiedział Lily – Ktoś po ciebie przyjdzie wieczorem także możesz się przygotować. Pójdę już – dodała.
Katie po przyjściu Lily bardzo się ucieszyła. W końcu mogła z kimś porozmawiać. Ta cała Maria po pokazaniu jej pokoju wyszła mówiąc, że ma dużo obowiązków. Przyglądając się pokojowi nie mogła wyjść z zachwytu. Wszystko było urządzone w hiszpańskim stylu. Kiedy Lily zgodziła się na „współpracę” Katie była bardzo zadowolona. W końcu będzie mogła spełnić swój pomysł i wykorzystać go w pracy semestralnej. Ten dziennik może być fantastycznym źródłem informacji. Pozwoli na pokazanie stylu z perspektywy zwykłego człowieka. Nie jakiś suchych stwierdzeń encyklopedycznych. Jednak jak tylko wspomniała o polach Lily ewidentnie się zdenerwowała. „No pięknie. Ledwo się zjawiłam, a już ją czymś obraziłam”- pomyślała – Ja…
- Nie musisz nic mówić – przerwała jej Lily i opuściła pokój.
*
Po opuszczeniu pokoju Katie musiałam zająć się jeszcze przygotowaniem kolacji. Może nie potrzebnie się uniosłam, ale nie cierpię, jak ktoś mówi coś złego o „La lunie”. Rozumiem, że zanim dotrze się do domu faktycznie są same pola, ale nie trzeba od razu tego wypominać. Może jestem przewrażliwiona, ale już tak mam. Nie lubię również słuchać późniejszych tłumaczeń. To i tak nie ma znaczenia. A tłumaczenie się po to, żeby mi nie było przykro nic nie daje. Dochodząc do schodów w oczy rzuciły mi się wiszące na ścianie zdjęcia. Przedstawiały naszą rodzinę. Powróciły wspomnienia czasów beztroski i wolnych od cierpienia i smutków. Czy jeszcze kiedyś tak będzie? Jak na razie się na to nie zanosi. Wszystko się sypie i zmierza ku gorszemu. W moich oczach od razu zebrały się łzy. Nie, nie  mogę teraz płakać. Ocierając oczy próbowałam się obrócić lecz na kogoś wpadłam. Tym kimś okazał się być Harry. Jeszcze jego tu brakowało. Zgodnie z obietnicą wyminęłam go bez słowa i zaczęłam schodzić po schodach.
- Lily. Zaczekaj. – doszedł mnie jego głos. Jednak nie zamierzałam tego zrobić. Na dzisiaj mam już dość wrażeń, a nie kręci mnie wizja kolejnej kłótni. Docierając do kuchni zabrałam się za przygotowywanie kolacji. Harry jednak nie zamierzał odpuścić, gdyż zjawił się zaraz po mnie.– Lily. Chciałbym z tobą porozmawiać – powiedział. Usilnie próbowałam nie zwracać na niego uwagi. Styles widząc, że nie zamierzam mu odpowiedzieć podszedł do mnie i zabierając mi z ręki łyżkę obrócił w swoją stronę. – O co ci chodzi? Nie widzisz, że przeszkadzasz mi w tej chwili? – powiedziałam oburzona.
- Proszę cię tylko, żebyś mnie wysłuchała. A później dam ci spokój.
- Nie mam teraz ani czasu, ani ochoty na rozmowy, a tym bardziej kłótnie. Już ci powiedziałam, że nie mam zamiaru być obiektem twoich wybuchów więc z łaski swojej nie próbuj mnie w to wciągać – odpowiedziałam jedynie.
- Wcale nie próbuję tego robić. Samo tak jakoś wychodzi. Zrozum, że nie chcę się z tobą kłócić…
- Skoro nie chcesz to dlaczego wciąż to robisz? No oświeć mnie…
- Ja…
- No widzisz, nawet nie wiesz co powiedzieć. Znajdź sobie kogoś innego do rozmowy, kto potrafi cię zrozumieć. Ja próbowałam wiele razy sobie jakoś wytłumaczyć twoje zachowanie, ale nic mi to nie dało. Po prostu nie potrafię cię zrozumieć i nawet nie wiem czy chcę to zrobić…
- Dobra. Przepraszam cię, okej? Sam nie potrafię tego zrozumieć dlaczego wyżywam się na tobie. Może dlatego, że jesteś pierwszą osobą, która się sprzeciwia temu, co robię? Nie wiem. Wiem jednak, że nie chcę tego robić. Nie chcę się z tobą kłócić. Mam już dosyć tego wszystkiego. Każdy próbuję zrobić ze mnie nie wiadomo kogo, a ja taki nie jestem. Zawsze chciałem śpiewać, ale coraz częściej mnie to męczy. W dodatku bardzo irytowało mnie na początku to, że nie mam kontaktu ze światem. Czułem się jak w klatce…– odpowiedział podniesionym głosem.
- A mi się wydaje, że ty sam nie wiesz, czego chcesz. I uwierz, że klatką dla ciebie było właśnie życie w Londynie. Tutaj nie ma nic, co może cię ograniczać. Możesz być kimkolwiek chcesz. Chcesz śpiewać, to śpiewaj. Chcesz się wygłupiać więc zrób to. Nie ograniczaj się, bo to szkodzi tobie i twojemu otoczeniu. Twoja gburowatość źle wpływa na cały zespół, a w zespole chodzi o umiejętność dojścia do kompromisu. Możesz mnie nienawidzić, ale jeśli przyszło by ci być na bezludnej wyspie, na której jedyną osobą, która mogłaby ci pomóc, to ja to musiałbyś się ze mną jakoś dogadać. I tak jest wszędzie. Ja też nie za wszystkimi przepadam, ale okazuję im szacunek i współpracuję z nimi. Taka kolej rzeczy. I czym prędzej to zrozumiesz tym prędzej przestaniesz się na mnie wyżywać. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest standard życia do jakiego jesteś przyzwyczajony, ale to nie powód, żeby od razu wygadywać takie bzdury. Jeżeli tak bardzo doskwiera ci życie tutaj albo moja osoba, to po prostu jedź do domu… A teraz z łaski swojej albo zajmij się czymś albo stąd wyjdź, bo naprawdę nie mam czasu. – skończyłam swoją wypowiedź.
- O co znowu się kłócicie? – zapytał Niall wchodząc z Zayn’em do kuchni. Zaraz po nich zjawiła się Lizzy. Jeszcze ich tu brakowało.
- Do cholery jasnej! Czy w tym domu choć na sekundę nie można zostać samemu? Wyjdźcie stąd wszyscy. – krzyknęłam wzburzona.
- Lily. Uspokój się. – powiedziała moja siostra.
- Harry, co zrobiłeś?- padło z ust mulata.
Widząc, że i tak to nic nie da Harry wyszedł z pomieszczenia. Może zbyt ostro go potraktowałam, ale zasłużył na to. Ja wyszłam zaraz po nim. Nie będę się nikomu tłumaczyć. Po za tym potrzebowałam wyładowania negatywnych emocji. Usiadłam w altanie i długo zastanawiałam się, co powinnam zrobić. W końcu zdecydowałam się zadzwonić.
- Halo?
- Cześć Daga.
- Co się stało?
- A może tak miło cię słyszeć, czy coś takiego?
- Miło cię słyszeć Lily. A teraz mów, co się stało.
- Na ranczu mamy nowych gości. Dokładnie piątka chłopaków. Chodzi o to, że jeden prosił mnie o przysługę, drugi mnie nienawidzi nawet nie wiem, za co. Trzeci jest nie w humorze, czwarty przystawia się do mojej siostry, a piąty…
- A piąty…?
- Sama nie wiem. Czegoś ode mnie chce…
- To ten chłopak, którego słyszałam ostatnio?
- Tak, ale nie o to chodzi. Ten, co mnie nienawidzi mnie denerwuje. Nie zna mnie i nie ma prawa mnie obrażać. Co on sobie myśli, że kim on niby jest? Przyjeżdża do mojego domu, na moje ranczo i jeszcze ma czelność mnie obrażać? Przed chwilą nie wytrzymałam i powiedziałam mu do słuchu. Czuję się głupio, bo z reguły nie wyrażam swoich myśli, ale teraz zebrało się tyle spraw, że on dolał oliwy do ognia. Sama nie wiem, co mam robić. Jestem tym wszystkim już zmęczona. Myślałam, że wszystko jest na dobrej drodze, a tu znowu wszystko się wali. Ciągle ktoś próbuję mi zaszkodzić, a ja nie wiem ile jeszcze dam radę to znosić. Nie mam już motywacji, żeby wciąż zaczynać wszystko od nowa. Kiedyś mi bardzo na tym zależało, ale teraz…
- Ej! Nie nakręcaj się tak. Nie możesz tak mówić. Gdzie się podziała Lily, która zawzięcie walczy o swoje? Hm?
- Ja…
- Nie użalaj się nad sobą. I tak jestem przekonana, że nawet jeśli byś wszystko straciła zaczęłabyś od nowa. Taka już jesteś. A tym kolesiem się nie przejmuj. Dobrze mu nagadałaś do słuchu. Niech ma za swoje. Po za tym jak można cię nie lubić?
- No pewnie.
- A kim był ten chłopak u ciebie?
- Muszę kończyć, bo mam jeszcze coś do zrobienia.
- Lily!
- Całuski, pa -szybko zakończyłam rozmowę.
***
Nastał wieczór. Wszyscy chodzili jak na szpilkach, żeby niespodzianka się udała. Louis tak jak obiecał cały czas zajmował się Liam’em. Lizzy zaangażowała Niall’a do pomocy przy ozdabianiu altany. Z kolei Zayn starał się pomóc Lily przy gotowaniu, jednak ona nie odezwała się nawet słowem. Kolejne próby mulata nic nie dawały. Jak tylko skończyli brunetka gdzieś zniknęła. Harry nie pokazał się od czasu spięcia z Lily. Ogólnie atmosfera była napięta. Lizzy dostrzegając, że jej siostra gdzieś zniknęła sama się wszystkim zajęła. Doglądając wszystkiego udała się do pokoju Katie.
- Proszę. – usłyszała po zapukaniu w drzwi.
- Cześć Katie. Jestem Lizzy, siostra Lily. Przyszłam sprawdzić czy jesteś gotowa i w razie czego ci pomóc.
- Miło mi cię poznać. Już prawie jestem gotowa. Nie przesadziłam ze strojem?
- Wyglądasz ślicznie. Liam padnie jak cię zobaczy.
- Denerwuje się.
- No coś ty? Przecież to twój chłopak. Nie masz się czym przejmować- odpowiedziała Lizzy posyłając jej pokrzepiający uśmiech.
- Masz rację. To przecież mój Liam…
- No i tak trzymaj. A teraz już chodźmy.
Obie dziewczyny udały się do altany. Swoją drogą prezentowała się pięknie. Delikatne światełka rzucały ciepłe smugi światła i nadawały miejscu romantyzmu. Wszędzie również rozłożone były świeże kwiaty. Całość idealnie współgrała ze sobą.
- Ale tu pięknie.
- Zostawię cię tu samą. Miłego wieczoru – powiedziała Lizzy ulatniając się. Katie zajęła miejsce i oczekiwała na swojego chłopaka.
W tym samym czasie Louis próbował przekonać Liam’a do ubrania czegoś eleganckiego. Ten drugi nie był w najlepszym humorze na wizyty towarzyskie. Lou wymyślił taką historyjkę, bo inaczej nie mógł przekonać swojego towarzysza. Do chłopaków dołączył również Zayn.
- No dalej. Co wam tyle zajmuje?
- Nie mam ochoty nigdzie iść – mruknął Liam.
- Nie marudź. Za 5 minut widzimy cię w altanie. I lepiej żebyś przyszedł. Lou my już pójdziemy. – powiedział Zayn i razem opuścili pokój.
- I jak?
- Wszystko gotowe. Katie już na niego czeka. Możemy się gdzieś zmyć.
- No to spoko.
Liam niechętnie przebrał się w bardziej elegancki strój. Nie zamierzał nigdzie wychodzić, a tu znowu wymyślili jakąś kolację. Od kilku dni jest w nie najlepszym humorze. Rzadko rozmawiał z Katie przez, co nie mógł sobie znaleźć miejsca. Wszystko go irytowało i denerwowało jednocześnie. Oczywiście starał się być miły w stosunku do Lily by nie przysparzać jej kłopotów. Jego koledzy już wystarczająco wypełniali normę w tej kwestii. Przeglądając się w lustrze zszedł na dół. Docierając do celu był w szoku. „Gdzie są wszyscy? I co to jest” – pomyślał. Postanowił pójść dalej. Dostrzegając w głębi pewną szatynkę nie mógł uwierzyć własnym oczom.
- Katie?
- Liam! – odpowiedziała radośnie dziewczyna podchodząc do niego.
- To naprawdę ty - odpowiedział chłopak składając na jej ustach pocałunek.- Co tu robisz? – dodał.
- Sama byłam w szoku. Paul do mnie zadzwonił i powiedział, że wykupiłeś dla mnie wycieczkę. No i znalazłam się tutaj.
- Tak się cieszę, że cię widzę. – stwierdził szatyn kradnąc jej kolejnego całusa.
- Też się cieszę. Chodź bo kolacja nam wystygnie.
- Z tobą zawsze – odpowiedział jej i zasiedli do stołu. W trakcie kolacji nie rozmawiali zbyt wiele. Wystarczyła im sama obecność drugiej osoby. Czułe spojrzenia i radosne uśmiechy, które posyłali wobec siebie sprawiały, że nic więcej nie było im do szczęścia potrzebne. Po skończonym posiłku postanowili udać się na spacer. Szli przed siebie, aż dotarli do przytulnego miejsca, gdzie obserwowali gwiazdy.
- O czym myślisz? – zapytała Katie zerkając na Liam’a.
- Jak to możliwe, że nie spotkałem cię przez cały dzień?
- Na razie niech to zostanie moją słodką tajemnicą.
- Osz ty! – odpowiedział szatyn przyciągając ją do siebie.
- Mogłabym tak siedzieć cały czas… - stwierdziła Katie spoglądając w oczy swojego chłopaka.
- Ja też…- szepnął tuż przy jej ustach.

Obserwatorzy