-
W takim razie jeśli wszystko jest jasne to zapraszam do domu.
- Bardzo ładny dom. Wyglądem
nawiązuje do hiszpańskiego stylu – powiedziała Katie.
- Znasz się na rzeczy. Mój dziadek
od zawsze interesował się kulturą hiszpańska stąd nawiązanie do tego stylu. –
odpowiedziała jej Lily.
Zayn przysłuchiwał się rozmowie
dziewczyn w milczeniu. Zastanawiał się dlaczego Lily znów próbuje udawać, że
wszystko jest w porządku. Po tym czego dowiedział się od Harry’ego był
wściekły, że nie mógł wtedy być przy niej i jakoś ją pocieszyć. Ostatnio
widział ją, jak szła do swojego pokoju nie zamieniając z nim ani słowa. Nawet
nie odezwała się do Lizzy. Wracając z poszukiwań jedyne, co usłyszał to krzyki.
Mógł się domyśleć, że nie warto wysyłać Harry’ego razem z Lily. Od początku nie
potrafią się dogadać i widocznie nadal tak jest.
- Maria!? – krzyknęła brunetka.
- Co tam? – odpowiedziała kobieta.
- To jest Katie, dziewczyna Liam’a.
Pokaż jej jakiś pokój, ale tak żeby Liam jej nie widział.
- Witaj. Jestem Maria i pozwól ze
mną.
- Okej. Do zobaczenia. –
odpowiedziała Katie i razem z Marią skierowała się na górę.
Lily odprowadziła wzrokiem obie
kobiety po czym potarła skronie i chciała wyjść. Miała już dość dzisiejszego
dnia, ale wiedziała, że musi przygotować wszystko na spotkanie Katie z Liam'em.
- Poczekaj. Może napijemy się kawy?
- Nie pije kawy.
- Ty to potrafisz zepsuć wszystko.
– odpowiedział Zayn.
- Nie mam nastroju na pogaduszki –
mruknęła niechętnie Lily.
- Świetnie. – objął ją ramieniem i
zaprowadził do kuchni. – Usiądź, a ja coś przygotuję.- dodał. Brunetka zasiadła
przy wyspie opierając czoło na chłodnym blacie. Nie miała na nic siły w dodatku,
co chwilę myślała o kradzieży. Ruszyła się dopiero kiedy mulat postawił obok
kubek z czymś, co ładnie pachniało.
- Co to jest?
- Spróbuj a się dowiesz -
odpowiedział z przekonaniem - Harry mówił co się stało.
- Nie chcę o tym mówić.
- Daj sobie pomóc. Nie możesz się
wszystkim sama zajmować. Jesteś właścicielką „La luny”, ale to nie oznacza, że
sama masz wszystko robić. Pomyślałem, że warto by wyznaczyć nagrodę za
znalezienie złodziei.
- W sumie to dobry pomysł. Trzeba tylko to skonfrontować z policją. Pojadę
do banku i…
- Pozwól, że ja się tym zajmę.
- Nie…
- Nie protestuj. Pomogłaś mi i
chciałbym się jakoś odwdzięczyć.
- Rozumiem, ale ja sama muszę….
- Nie. Tym razem nie ustąpię. Dla
mnie to naprawdę nic wielkiego, a chciałbym ci pomóc. Za te wszystkie problemy,
które przez nas masz. Chłopacy też pewnie się dołączą. Przyjęłaś nas choć
zupełnie nic o nas nie wiedziałaś. Mimo, że nie byliśmy zbyt przyjemni znosiłaś
nasze wybryki. Więc teraz ja się zajmę nagrodą.
- Zayn ma rację. – dodał Louis
wchodząc do pomieszczenia – W ten sposób będziemy mogli się odwdzięczyć.
- Zastanowię się, okej? –
odpowiedziała Lily – Louis mógłbyś się zająć dzisiaj Liam’em tak, żeby nie
kręcił się po domu?
- Jasne. A coś się stało?
- Później ci opowiem.
Louis opuścił kuchnie zostawiając
Zayn’a i Lily ponownie samych. Przez chwilę zapadła po między nimi cisza.
Brunetka zastanawiała się, co powinna zrobić. Jeśli nie zgodzi się na
propozycję chłopaków, nie znajdzie tych złodziei. Sama aktualnie nie byłaby w
stanie zapłacić ewentualnej nagrody. Swoje oszczędności wydała na ściągnięcie
rodziny Jose. Zyski rancza, po kradzieży, spadły i wystarczają na pokrycie
kosztów. Niewiele pozostaje. Znowu trzeba będzie wszystko zaczynać od nowa. „Ile
razy jeszcze będę musiała znieść?” – pomyślała brunetka. Wszystko znowu się
wali, a ona nic nie może z tym zrobić. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze
sprawa skrzynki. Nawet nie ma czasu się tym zająć. Jest tyle spraw do
rozwiązania, a nie można uzyskać żadnych odpowiedzi. Lily nie chcąc nikogo obarczać
swoimi problemami dusi to w sobie. Odkąd nie ma Luka nie ma komu się wyżalić.
Czasami jest jeszcze Daga, ale ona też nie wszystko, by zrozumiała. To
wszystko jest tak skomplikowane, że nawet nie wiadomo, czy uda się to wszystko
ogarnąć. Po walce z samą sobą Lily w końcu zabrała głos.
- Dobrze. Zgadzam się na waszą
propozycję, ale pod jednym warunkiem. Jak tylko będę w stanie oddam wam
wszystkie pieniądze.
- Wiesz, że nie musisz tego robić?
- Muszę. Inaczej to, by mnie
trapiło przez długi czas. Nienawidzę być komuś coś winna i nie cierpię jak ktoś
próbuję mi narzucić swoją wolę. Tak w skrócie mówiąc.
- Już dobrze. W takim razie zajmę
się tym.
- Poszukaj Jose albo Marię to
zabiorą cię do miasta – stwierdziła brunetka – I…dziękuję – dodała.
- Cieszę się…
- Pójdę sprawdzić, co z Katie.
Później zajmę się kolacją dla nich.
- Jaką kolacją? – spytała Lizzy
wpadając do kuchni.
- Oduczysz się w końcu
podsłuchiwać? To niegrzeczne.
- Oj, siostrzyczko. Przypadkiem
usłyszałam o czym rozmawiacie.
- Nie siostrzyczkuj mi tu. Nie mam
najlepszego humoru więc mnie jeszcze bardziej nie denerwuj.
- No już dobrze. Nie chcesz to nie
mów.
- W sumie to się przydasz. Udekoruj
jakoś altanę. Nie wiem zawieś jakieś lampki czy coś takiego. Lepiej się na tym
znasz.
- Coś się szykuje? – spytała
radośnie Lizzy.
- Nikomu o tym nie mów. Dowiesz się
w swoim czasie. – zdążyła odpowiedzieć Lily i blondynki już nie było. Zayn
chciał jeszcze o coś spytać lecz brunetka szybko wyszła z kuchni. Tak naprawdę nie
mógł jej zrozumieć. Kiedy już minimalnie uda się mu dotrzeć do Lily, ta na nowo
się izoluje. Co się wydarzyło w jej życiu, że boi się zaufać? „A może jakbym
dał jej te listy” – pomyślał. Z wieloma myślami udał się do swojego pokoju.
*
Podchodząc pod odpowiednie drzwi brunetka
zapukała i po usłyszeniu proszę weszła do środka.
- Nie przeszkadzam?
- Dobrze, że przyszłaś. Nie
wiedziałam czym mam się zająć. Z tego wszystkiego zaczęłam nawet sprawdzać w
jakim stylu są te wszystkie dodatki w pokoju – odpowiedziała Katie.
- Przepraszam. Mogłam ci kogoś
przysłać do towarzystwa.
- Nic nie szkodzi. Dzięki temu
wpadłam na pomysł tematu mojej pracy semestralnej. Jeśli się zgodzisz to
chciałabym zrobić zdjęcia tym przedmiotom.
- Pewnie. Myślę, że nawet będę w
stanie bardziej pomóc. Mój dziadek miał bzika na punkcie tych staroci. Wydaje
mi się, że prowadził jakiś spis tego czy coś w tym stylu. Postaram się go
poszukać. Tam z pewnością znajdzie się szeroki opis wszystkiego.
- Było by cudownie. Zawsze chciałam
się zająć stylem hiszpańskim, ale nie mogłam pozyskać wystarczających danych. Wszyscy
mnie zawsze zbywali. Cieszę się, że tu przyjechałam. Na początku byłam bardzo
zdezorientowana, jak zobaczyłam same pola…
- Ludziom pola zawsze kojarzą się
ze wsią zabitą dechami. Nie rozumiem tego i chyba nigdy nie zrozumiem. Ludzie z
wielkich miast uważają się za nie wiadomo kogo. Każdy człowiek jest taki sam
niezależnie od tego gdzie mieszka. Osobiście nigdy nie zamieniłabym „La luny”
na coś innego – odpowiedział Lily – Ktoś po ciebie przyjdzie wieczorem także możesz
się przygotować. Pójdę już – dodała.
Katie po przyjściu Lily bardzo się
ucieszyła. W końcu mogła z kimś porozmawiać. Ta cała Maria po pokazaniu jej
pokoju wyszła mówiąc, że ma dużo obowiązków. Przyglądając się pokojowi nie
mogła wyjść z zachwytu. Wszystko było urządzone w hiszpańskim stylu. Kiedy Lily
zgodziła się na „współpracę” Katie była bardzo zadowolona. W końcu będzie mogła
spełnić swój pomysł i wykorzystać go w pracy semestralnej. Ten dziennik może
być fantastycznym źródłem informacji. Pozwoli na pokazanie stylu z perspektywy
zwykłego człowieka. Nie jakiś suchych stwierdzeń encyklopedycznych. Jednak jak
tylko wspomniała o polach Lily ewidentnie się zdenerwowała. „No pięknie. Ledwo
się zjawiłam, a już ją czymś obraziłam”- pomyślała – Ja…
- Nie musisz nic mówić – przerwała
jej Lily i opuściła pokój.
*
Po opuszczeniu pokoju Katie
musiałam zająć się jeszcze przygotowaniem kolacji. Może nie potrzebnie się
uniosłam, ale nie cierpię, jak ktoś mówi coś złego o „La lunie”. Rozumiem, że
zanim dotrze się do domu faktycznie są same pola, ale nie trzeba od razu tego
wypominać. Może jestem przewrażliwiona, ale już tak mam. Nie lubię również
słuchać późniejszych tłumaczeń. To i tak nie ma znaczenia. A tłumaczenie się po
to, żeby mi nie było przykro nic nie daje. Dochodząc do schodów w oczy rzuciły
mi się wiszące na ścianie zdjęcia. Przedstawiały naszą rodzinę. Powróciły
wspomnienia czasów beztroski i wolnych od cierpienia i smutków. Czy jeszcze
kiedyś tak będzie? Jak na razie się na to nie zanosi. Wszystko się sypie i
zmierza ku gorszemu. W moich oczach od razu zebrały się łzy. Nie, nie mogę teraz płakać. Ocierając oczy próbowałam
się obrócić lecz na kogoś wpadłam. Tym kimś okazał się być Harry. Jeszcze jego
tu brakowało. Zgodnie z obietnicą wyminęłam go bez słowa i zaczęłam schodzić po
schodach.
- Lily. Zaczekaj. – doszedł mnie
jego głos. Jednak nie zamierzałam tego zrobić. Na dzisiaj mam już dość wrażeń,
a nie kręci mnie wizja kolejnej kłótni. Docierając do kuchni zabrałam się za
przygotowywanie kolacji. Harry jednak nie zamierzał odpuścić, gdyż zjawił się
zaraz po mnie.– Lily. Chciałbym z tobą porozmawiać – powiedział. Usilnie
próbowałam nie zwracać na niego uwagi. Styles widząc, że nie zamierzam mu
odpowiedzieć podszedł do mnie i zabierając mi z ręki łyżkę obrócił w swoją
stronę. – O co ci chodzi? Nie widzisz, że przeszkadzasz mi w tej chwili? – powiedziałam
oburzona.
- Proszę cię tylko, żebyś mnie
wysłuchała. A później dam ci spokój.
- Nie mam teraz ani czasu, ani
ochoty na rozmowy, a tym bardziej kłótnie. Już ci powiedziałam, że nie mam
zamiaru być obiektem twoich wybuchów więc z łaski swojej nie próbuj mnie w to
wciągać – odpowiedziałam jedynie.
- Wcale nie próbuję tego robić.
Samo tak jakoś wychodzi. Zrozum, że nie chcę się z tobą kłócić…
- Skoro nie chcesz to dlaczego
wciąż to robisz? No oświeć mnie…
- Ja…
- No widzisz, nawet nie wiesz co
powiedzieć. Znajdź sobie kogoś innego do rozmowy, kto potrafi cię zrozumieć. Ja
próbowałam wiele razy sobie jakoś wytłumaczyć twoje zachowanie, ale nic mi to
nie dało. Po prostu nie potrafię cię zrozumieć i nawet nie wiem czy chcę to
zrobić…
- Dobra. Przepraszam cię, okej? Sam
nie potrafię tego zrozumieć dlaczego wyżywam się na tobie. Może dlatego, że
jesteś pierwszą osobą, która się sprzeciwia temu, co robię? Nie wiem. Wiem
jednak, że nie chcę tego robić. Nie chcę się z tobą kłócić. Mam już dosyć tego
wszystkiego. Każdy próbuję zrobić ze mnie nie wiadomo kogo, a ja taki nie
jestem. Zawsze chciałem śpiewać, ale coraz częściej mnie to męczy. W dodatku
bardzo irytowało mnie na początku to, że nie mam kontaktu ze światem. Czułem
się jak w klatce…– odpowiedział podniesionym głosem.
- A mi się wydaje, że ty sam nie
wiesz, czego chcesz. I uwierz, że klatką dla ciebie było właśnie życie w
Londynie. Tutaj nie ma nic, co może cię ograniczać. Możesz być kimkolwiek
chcesz. Chcesz śpiewać, to śpiewaj. Chcesz się wygłupiać więc zrób to. Nie
ograniczaj się, bo to szkodzi tobie i twojemu otoczeniu. Twoja gburowatość źle
wpływa na cały zespół, a w zespole chodzi o umiejętność dojścia do kompromisu. Możesz
mnie nienawidzić, ale jeśli przyszło by ci być na bezludnej wyspie, na której
jedyną osobą, która mogłaby ci pomóc, to ja to musiałbyś się ze mną jakoś
dogadać. I tak jest wszędzie. Ja też nie za wszystkimi przepadam, ale okazuję
im szacunek i współpracuję z nimi. Taka kolej rzeczy. I czym prędzej to
zrozumiesz tym prędzej przestaniesz się na mnie wyżywać. Zdaję sobie sprawę, że
to nie jest standard życia do jakiego jesteś przyzwyczajony, ale to nie powód,
żeby od razu wygadywać takie bzdury. Jeżeli tak bardzo doskwiera ci życie tutaj
albo moja osoba, to po prostu jedź do domu… A teraz z łaski swojej albo zajmij
się czymś albo stąd wyjdź, bo naprawdę nie mam czasu. – skończyłam swoją
wypowiedź.
- O co znowu się kłócicie? –
zapytał Niall wchodząc z Zayn’em do kuchni. Zaraz po nich zjawiła się Lizzy. Jeszcze
ich tu brakowało.
- Do cholery jasnej! Czy w tym domu
choć na sekundę nie można zostać samemu? Wyjdźcie stąd wszyscy. – krzyknęłam
wzburzona.
- Lily. Uspokój się. – powiedziała
moja siostra.
- Harry, co zrobiłeś?- padło z ust
mulata.
Widząc, że i tak to nic nie da
Harry wyszedł z pomieszczenia. Może zbyt ostro go potraktowałam, ale zasłużył
na to. Ja wyszłam zaraz po nim. Nie będę się nikomu tłumaczyć. Po za tym
potrzebowałam wyładowania negatywnych emocji. Usiadłam w altanie i długo
zastanawiałam się, co powinnam zrobić. W końcu zdecydowałam się zadzwonić.
-
Halo?
-
Cześć Daga.
-
Co się stało?
-
A może tak miło cię słyszeć, czy coś takiego?
-
Miło cię słyszeć Lily. A teraz mów, co się stało.
-
Na ranczu mamy nowych gości. Dokładnie piątka chłopaków. Chodzi o to, że jeden
prosił mnie o przysługę, drugi mnie nienawidzi nawet nie wiem, za co. Trzeci jest
nie w humorze, czwarty przystawia się do mojej siostry, a piąty…
-
A piąty…?
-
Sama nie wiem. Czegoś ode mnie chce…
-
To ten chłopak, którego słyszałam ostatnio?
-
Tak, ale nie o to chodzi. Ten, co mnie nienawidzi mnie denerwuje. Nie zna mnie
i nie ma prawa mnie obrażać. Co on sobie myśli, że kim on niby jest? Przyjeżdża
do mojego domu, na moje ranczo i jeszcze ma czelność mnie obrażać? Przed chwilą
nie wytrzymałam i powiedziałam mu do słuchu. Czuję się głupio, bo z reguły nie
wyrażam swoich myśli, ale teraz zebrało się tyle spraw, że on dolał oliwy do
ognia. Sama nie wiem, co mam robić. Jestem tym wszystkim już zmęczona. Myślałam,
że wszystko jest na dobrej drodze, a tu znowu wszystko się wali. Ciągle ktoś
próbuję mi zaszkodzić, a ja nie wiem ile jeszcze dam radę to znosić. Nie mam
już motywacji, żeby wciąż zaczynać wszystko od nowa. Kiedyś mi bardzo na tym
zależało, ale teraz…
-
Ej! Nie nakręcaj się tak. Nie możesz tak mówić. Gdzie się podziała Lily, która
zawzięcie walczy o swoje? Hm?
-
Ja…
-
Nie użalaj się nad sobą. I tak jestem przekonana, że nawet jeśli byś wszystko
straciła zaczęłabyś od nowa. Taka już jesteś. A tym kolesiem się nie przejmuj.
Dobrze mu nagadałaś do słuchu. Niech ma za swoje. Po za tym jak można cię nie
lubić?
-
No pewnie.
-
A kim był ten chłopak u ciebie?
-
Muszę kończyć, bo mam jeszcze coś do zrobienia.
-
Lily!
-
Całuski, pa -szybko zakończyłam rozmowę.
***
Nastał wieczór. Wszyscy chodzili
jak na szpilkach, żeby niespodzianka się udała. Louis tak jak obiecał cały czas
zajmował się Liam’em. Lizzy zaangażowała Niall’a do pomocy przy ozdabianiu
altany. Z kolei Zayn starał się pomóc Lily przy gotowaniu, jednak ona nie
odezwała się nawet słowem. Kolejne próby mulata nic nie dawały. Jak tylko
skończyli brunetka gdzieś zniknęła. Harry nie pokazał się od czasu spięcia z
Lily. Ogólnie atmosfera była napięta. Lizzy dostrzegając, że jej siostra gdzieś
zniknęła sama się wszystkim zajęła. Doglądając wszystkiego udała się do pokoju
Katie.
- Proszę. – usłyszała po zapukaniu
w drzwi.
- Cześć Katie. Jestem Lizzy,
siostra Lily. Przyszłam sprawdzić czy jesteś gotowa i w razie czego ci pomóc.
- Miło mi cię poznać. Już prawie
jestem gotowa. Nie przesadziłam ze strojem?
- Wyglądasz ślicznie. Liam padnie
jak cię zobaczy.
- Denerwuje się.
- No coś ty? Przecież to twój
chłopak. Nie masz się czym przejmować- odpowiedziała Lizzy posyłając jej
pokrzepiający uśmiech.
- Masz rację. To przecież mój Liam…
- No i tak trzymaj. A teraz już
chodźmy.
Obie dziewczyny udały się do
altany. Swoją drogą prezentowała się pięknie. Delikatne światełka rzucały
ciepłe smugi światła i nadawały miejscu romantyzmu. Wszędzie również rozłożone
były świeże kwiaty. Całość idealnie współgrała ze sobą.
- Ale tu pięknie.
- Zostawię cię tu samą. Miłego
wieczoru – powiedziała Lizzy ulatniając się. Katie zajęła miejsce i oczekiwała
na swojego chłopaka.
W tym samym czasie Louis próbował
przekonać Liam’a do ubrania czegoś eleganckiego. Ten drugi nie był w najlepszym
humorze na wizyty towarzyskie. Lou wymyślił taką historyjkę, bo inaczej nie
mógł przekonać swojego towarzysza. Do chłopaków dołączył również Zayn.
- No dalej. Co wam tyle zajmuje?
- Nie mam ochoty nigdzie iść –
mruknął Liam.
- Nie marudź. Za 5 minut widzimy
cię w altanie. I lepiej żebyś przyszedł. Lou my już pójdziemy. – powiedział
Zayn i razem opuścili pokój.
- I jak?
- Wszystko gotowe. Katie już na
niego czeka. Możemy się gdzieś zmyć.
- No to spoko.
Liam niechętnie przebrał się w
bardziej elegancki strój. Nie zamierzał nigdzie wychodzić, a tu znowu wymyślili
jakąś kolację. Od kilku dni jest w nie najlepszym humorze. Rzadko rozmawiał z
Katie przez, co nie mógł sobie znaleźć miejsca. Wszystko go irytowało i
denerwowało jednocześnie. Oczywiście starał się być miły w stosunku do Lily by
nie przysparzać jej kłopotów. Jego koledzy już wystarczająco wypełniali normę w
tej kwestii. Przeglądając się w lustrze zszedł na dół. Docierając do celu był w
szoku. „Gdzie są wszyscy? I co to jest” – pomyślał. Postanowił pójść dalej.
Dostrzegając w głębi pewną szatynkę nie mógł uwierzyć własnym oczom.
- Liam! – odpowiedziała radośnie
dziewczyna podchodząc do niego.
- To naprawdę ty - odpowiedział
chłopak składając na jej ustach pocałunek.- Co tu robisz? – dodał.
- Sama byłam w szoku. Paul do mnie
zadzwonił i powiedział, że wykupiłeś dla mnie wycieczkę. No i znalazłam się
tutaj.
- Tak się cieszę, że cię widzę. –
stwierdził szatyn kradnąc jej kolejnego całusa.
- Też się cieszę. Chodź bo kolacja
nam wystygnie.
- Z tobą zawsze – odpowiedział jej
i zasiedli do stołu. W trakcie kolacji nie rozmawiali zbyt wiele. Wystarczyła
im sama obecność drugiej osoby. Czułe spojrzenia i radosne uśmiechy, które
posyłali wobec siebie sprawiały, że nic więcej nie było im do szczęścia
potrzebne. Po skończonym posiłku postanowili udać się na spacer. Szli przed
siebie, aż dotarli do przytulnego miejsca, gdzie obserwowali gwiazdy.
- O czym myślisz? – zapytała Katie
zerkając na Liam’a.
- Jak to możliwe, że nie spotkałem
cię przez cały dzień?
- Na razie niech to zostanie moją
słodką tajemnicą.
- Osz ty! – odpowiedział szatyn
przyciągając ją do siebie.
- Mogłabym tak siedzieć cały czas…
- stwierdziła Katie spoglądając w oczy swojego chłopaka.
- Ja też…- szepnął tuż przy jej
ustach.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz