środa, 17 lutego 2016

Rozdział 33

Obudziłem się i pierwsze co dostrzegłem to burza brązowych włosów leżąca obok mnie. W pierwszej chwili byłem zdezorientowany, ale przypomniałem sobie wczorajszy wieczór. Nie mogłem wyobrazić sobie czegoś lepszego. W końcu Katie jest ze mną, co automatycznie sprawia, że jestem w doskonałym humorze. Nie wiem komu dziękować za tą niespodziankę, ale jestem mega wdzięczny. Przyglądałem się śpiącej dziewczynie i uśmiechałem się na ten widok. Powoli uwolniłem się z objęć mojej dziewczyny i postanowiłem wziąć prysznic. Kiedy skończyłem wróciłem z nadzieją, że Katie jeszcze śpi, ale ona wpatrywała się we mnie zaspanym wzrokiem.
- A miałem nadzieję, że cię nie obudziłem – powiedziałem zasiadając na brzegu łóżka.
- Dopiero się obudziłam. Coś zza ściany mi przeszkodziło w pięknym śnie. – mruknęła wciąż lekko zaspanym głosem.
- Cieszę się, że przyjechałaś – powiedziałem zmieniając temat – Nudno tu było bez ciebie…
- Oj! Już nie marudź tylko chodź do mnie – odpowiedziała wyciągając rękę w moją stronę, na co się zaśmiałem. – No co stęskniłam się – dodała składając na moich ustach soczysty pocałunek. Tak to może wyglądać każdy mój poranek. Nasze miłe chwile przerwało pukanie do drzwi.
- Nie ma jak to wyczucie czasu – mruknąłem niezadowolony na co otrzymałem radosny śmiech Katie. – Tak? – spytałem uchylając drzwi.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale chciałam zapytać co zjecie na śniadanie? – powiedziała Maria.
- Sami sobie coś weźmiemy. Nie przejmuj się tym.
- Jesteście tu gośćmi. Dobra, coś wam przygotuję tylko radzę się pospieszyć, bo mamy tu dwóch głodomorów… Niby zjedli już śniadanie, ale… Zresztą co ci będę tłumaczyć…
- Ok., dzięki.
- W takim razie nie przeszkadzam – odpowiedziała i już jej nie było. Zamykając drzwi obróciłem się w stronę Katie.
- To jak wstajemy?
- Jak chcemy coś zjeść to chyba musimy… - odpowiedziała przeciągając się leniwie.
- Nie kuś… - mruknąłem patrząc na nią.
- No już zmykam pod prysznic – odpowiedziała i owijając się prześcieradłem zniknęła w łazience. To teraz sobie poczekam…
*
Jak zwykle zszedłem rano na śniadanie mając nadzieję spotkać Lily. Jednak ona się nie zjawiła. Czy coś się znowu stało? Maria z Lizzy zwinnie zmieniały temat kiedy, któryś z nas wspominał o starszej z sióstr Eastwood. To jeszcze bardziej mnie zaintrygowało. Wczoraj również nie mogłem jej znaleźć. Cały wieczór spędziliśmy po drugiej stronie rancza, żeby nie przeszkadzać Liam’owi i Katie. Mam nadzieję, że niespodzianka się udała i chociaż jeden problem z głowy. Pod pretekstem zapalenia postanowiłam znaleźć Lily. Zacząłem od miejsc gdzie najczęściej przebywa jednak nigdzie jej nie było. Jedynie natknąłem się na Jose.
- Nie widziałeś gdzieś Lily? – zapytałem prosto z mostu.
- Nie dawno gdzieś się tu kręciła. Mamy tyle pracy, że nie wiem w co ręce włożyć.
- W takim razie nie przeszkadzam. – odpowiedziałem i ruszyłem w dalsze poszukiwania. Nie wiem ile tak chodziłem, ale w końcu ją znalazłem. Leżała na trawie, zakrywając twarz kapeluszem i delektując się słońcem. Ponoć mają tyle pracy na ranczu. Swoją drogą nie mogłem oderwać od niej oczu. Luźna koszula związana w tali, obcisłe dżinsy… Aż zrobiło mi się gorąco. Co się ze mną dzieje?
- Długo tak będziesz stał i mi się przyglądał? – zapytała niespodziewanie Lily.
- Ja…
- Czego znowu chcesz?
- Martwiłem się. Nie widziałem cię od wczoraj…
- Jak widzisz nic mi nie jest więc możesz wracać.
- Coś się znowu stało?
- Ależ oczywiście. Ktoś mnie okrada, Jack cały czas coś knuje, ty ciągle coś ode mnie chcesz, Harry bez przerwy się na mnie wyżywa, Lizzy z Niall’em grają w jakieś dziwne podchody, nie wiem co z Aną, o jej ojcu już nie wspominając, a i jeszcze mój brat… Zresztą nie ważne. Wystarczy czy mam wymieniać dalej? – zapytała z ironią. Nie lubię jak jest taka wredna i ironiczna. Wiem, że to taka jej obrona, ale by mogła w końcu odpuścić i dostrzec, że wszyscy nawzajem możemy sobie pomóc.
- Nie nakręcaj się już tak. Okej? – stwierdziłem na co usłyszałem jedynie prychnięcie z jej strony. – Lily…
- Zayn…- odpowiedziała. Lubię sposób w jaki wypowiada moje imię.
- Wiesz, że…
- Tak wiem. Nie zaczynaj w kółko tego samego. Nie zmienię zdania. I tak mi źle, że zgodziłam się na waszą pomoc. Więc nie utrudniaj mi tego.
- Czy ty choć na chwilę możesz się przymknąć?
- Nie zapominaj, że to ty tu przyszedłeś.
- Jeny. Czy ty na każde zdanie masz jakąś ripostę…
- W większości przypadków tak. – odpowiedziała próbując udawać poważną.
- Czasami się zastanawiam czy ty nie robisz tego specjalnie?
- W większości przypadków tak – powtórzyła ponownie i zaczęła się zbierać. A było tak miło.
- No i gdzie ty idziesz?
- Nie twoja sprawa – powiedziała zbliżając twarz do mojej, na co automatycznie wciągnąłem więcej powietrza. Jednak ona tylko się odwróciła i poszła przed siebie. Co to było? Czy to się zdarzyło naprawdę? Czy już wyobraźnia płata mi figle? Dopiero jak chwilkę ochłonąłem skierowałem się w drogę powrotną.

Po śniadaniu siedzieliśmy wszyscy na werandzie. Nawet nie wiem o czym reszta rozmawiała. Starałem się poukładać sobie wszystko, co zamierzałem powiedzieć Lily. W trakcie dołączyli do nas Liam z Katie. W ogóle jak ona się tu znalazła? Z jednej strony to dobrze, bo przynajmniej Liam nie jest już obrażony na cały świat, ale z drugiej znowu będą się migdalić gdziekolwiek ich nie spotkasz. Ale wracając do mojej przyszłej rozmowy z Lily…Nie widziałem jej od rana, a dochodzi już południe. Mam nadzieję, że mnie wysłucha i że znowu nie zacznę na nią krzyczeć. Już mam dosyć. Chcę, żeby było tak jak kiedyś. Bez tych wszystkich dramatów i problemów. Szczerze przyznaję, że nie byłem zadowolony jak zobaczyłem to miejsce. W dodatku nie było tu zasięgu, co jeszcze bardziej mnie irytowało. Ale przebywanie tutaj dobrze na nas wszystkich wpływa. Bez tych wszystkich fleszy i paparazzi, choć raz możemy się zachowywać normalnie. I tak też być traktowani. Nie jak sławne gwiazdy One Direction tylko zwykli chłopacy. Teraz dostrzegam, że tego było mi trzeba. Zupełnego odcięcia się od Londynu, imprez i łatwych panienek. Choć to ostatnie tak nie do końca. Moją uwagę przyciągnęły dopiero słowa Katie.
- Wczoraj było miło do czasu, aż nie powiedziałam, że czułam się zdezorientowana gdy zobaczyłam same pola… Nawet nie mogłam dokończyć, co miałam na myśli, bo twoja siostra się od razu zdenerwowała.
- Ty też? – powiedział Niall.
- Jak to też?
- Kochanie nie ty jedyna. Byś widziała jaka tu była awantura jak Harry to powiedział. – odpowiedział jej Liam i wszystkie oczy zwróciły się w moim kierunku.
- Ile mi jeszcze będziecie to przypominać? – zapytałem. Na szczęście Lizzy odezwała się pierwsza.
- Moja siostra delikatnie mówiąc nie lubi, jak ktoś mówi coś złego na temat rancza. Nie przejmuj się przejdzie jej to. Liam również jej podpadł czymś podobnym.
- No i widzicie jak idealnie się dobrali.- skwitował Louis na, co wszyscy zaczęli się śmiać. Do czasu, aż nie w oddali nie pojawiła się Lily.
- Zobaczyliście ducha czy jak? – zapytała z przekąsem brunetka. – Maria, Liz pozwólcie na chwilkę – dodała i skierowała się do domu. Ciekawe czy pamięta o naszej rozmowie. Jak tylko dziewczyny wyszły zjawił się Zayn.
- Już myślałem, że się zatrułeś tymi papierosami. – powiedział Niall.
- Bardzo śmieszne.
- Dzięki Zayn, że mnie tu ściągnąłeś. – zaczęła mówić Katie.
- To twoja sprawka? – wtrącił Liam.
- Ja… To znaczy…nie…
- Zayn to wszystko wymyślił – przerwała mu Lily pojawiając się z powrotem. Dostrzegłem jakiś dziwny błysk radości w oczach Lizzy. Czyżby jakaś dobra wiadomość?
- Dzięki stary - powiedział tylko Liam
- Tobie też dziękujemy Lily. Kolacja była przepyszna – dodała Katie na, co brunetka skinęła jej tylko głową. – Tak w ogóle to chciałam cię przeprosić za wczoraj… - zaczęła jednak Lily wpatrywała się w punkt przed sobą.
- Lily? – spytała Lizzy.
- Hmm? – mruknęła jedynie brunetka – Ja odbiorę – dodała słysząc telefon i już jej nie było.
- Mam wrażenie, że mnie nie lubi – powiedziała Katie.
- Wydaje ci się. Lily po prostu nie ufa nikomu. Rzekła bym, że nawet sama sobie nie ufa. Dopóki cię nie pozna nie okaże ci niczego innego, jak rezerwa. – stwierdziła Lizzy.
- Byś widziała co tu się działo jak my tu przyjechaliśmy. To dopiero było. Piątka chłopaków – nieznajomych zjawia się nie wiadomo skąd … - dodał Niall.


- Dobra bo zacznę się bać – odpowiedziała szatynka by rozładować atmosferę. Postanowiłem znaleźć Lily i w końcu z nią porozmawiać. Zaglądając do kuchni napotkałem zupełną ciszę dlatego skierowałem się w stronę gabinetu. Kiedy zamierzałem już zapukać usłyszałem głos brunetki.
- Ty głupolu! Po co dzwonisz na ten telefon jak mam komórkę?(…) Skoro nie odbieram to znaczy, że nie mam ochoty na rozmowy. Tak trudno to pojąć?(…) Zajmij się tymi obrazami czy czym ty się tam zajmujesz, bo jak tak dalej pójdzie to cię obleją…(…)Ja nie wierzę w ciebie? … Czekaj chyba masz rację…(…) Uważaj bo więcej się do ciebie nie odezwę…(…) Zawsze mogę zmienić numer… Naprawdę nie mam czasu…Odpuść wreszcie. Jak będę chciała to zadzwonię…(…)Weź się za naukę. Inaczej się zawiodę (…)Muszę kończyć. Całuski.
Ciekawe z kim rozmawiała. Czemu wobec nas nie mogła być taka radosna i miła jak w trakcie tej rozmowy? Teraz wygląda pogodnie, a nie jak bezuczuciowa małpa. Styles, nawet tak nie myśl…Słysząc ostatnie zdanie jej rozmowy zapukałem w drzwi.
- Proszę.
- Mogę?
- Już wszedłeś więc po co pytasz?
- Czy ty nie możesz choć na sekundę być dla mnie milsza? – zapytałem z uśmiechem.
- Czy ty choć na sekundę na to zasłużyłeś? – odpowiedziała pytaniem na pytanie. Zapadła na sekundę ciszą. Lily wpatrywała się w moje oczy jakby szukając gdzieś w nich prawdy. Po chwili odwróciła głowę. Zdążyłem zauważyć jak w jej oczach pojawia się smutek. Coś jej się przypomniało czy jak, bo już nie nadążam?
- Lily, ja…
- Czy możesz mnie zostawić na sekundę samą? Obiecuję, że porozmawiamy po obiedzie. – przerwała prawie błagalnie. Cholera, co się znowu stało? Jej nastój się zmienia szybciej niż u Zayn’a.
- Em…jasne.
- Dzięki – doszedł mnie jej głos gdy już zamykałem drzwi. I co teraz?

Siedziałem na tej werandzie i aż mnie skręcało. To oczywiste, że Harry poszedł za Lily. Ciekawe o czym rozmawiają tyle czasu? O dziwo tym razem nie było słychać żadnych krzyków. Czyżby w końcu się dogadali? Bardzo chciałbym, żeby tak było. W końcu Styles przestałby łazić za nią. Ty i zazdrość, Zayn? I znowu ten upierdliwy głos w głowie. Tym razem mogę powiedzieć, że jestem zazdrosny. Nie mogąc już dłużej wysiedzieć poszedłem sprawdzić ja się sprawy maja.
- Harry? Co tak tu stoisz?
- Sam nie wiem… Zastanawiam się co się tu właśnie stało. Zanim wszedłem Lily rozmawiała z kimś przez telefon i była bardzo… nie wiem radosna? A kiedy rozmawialiśmy popatrzyła się w moje oczy i tak nagle posmutniała i poprosiła, żebym wyszedł… Nie wiem, co ja mam zrobić, żeby ją przeprosić…
- Może ja z nią porozmawiam?
- Próbuj. Może tobie się uda. Ja poczekam, aż sama się przełamie. Nie lubię słuchać tych wszystkich gadek na swój temat. Tym bardziej, że w większości są prawdą. Niestety… - odpowiedział i poszedł na górę.
Bijąc się z myślami, co powinienem zrobić stałem przez chwilę tępo wpatrując się w drzwi. Ostatecznie postanowiłem wejść bez pukania. Może to nie zbyt grzeczne, ale czy ja kiedykolwiek się tym przejmowałem? Lily siedziała na wielkim fotelu, trzymając w rękach coś na kształt albumu i wpatrując się przed siebie. Nawet nie drgnęła. W tym momencie raziło od niej takim smutkiem, jak jeszcze u nikogo nie widziałem. Podszedłem do niej siadając na drugim fotelu. – Lily… - wtedy zamrugała kilka razy i spojrzała na mnie.
- Co ty tu robisz?
- Kto to jest? – spytałem wskazując na zdjęcie na którym trzymała rękę. Wpatrywała się w nie z jeszcze większym smutkiem o ile to możliwe.
- Nie… ja…to…Dlaczego cię to interesuje? – powiedziała w końcu.
- A dlaczego to takie dziwne?
- Chciałabym zostać sama… - szepnęła.
- Nie, nie chciałabyś. – odpowiedziałem. Wiem, że naprawdę nie chce też tak miałem lecz w moim przypadku nikt nie był odpowiedni.
- Proszę cię, Zayn. Odpuść sobie. To i tak jest dla mnie trudne…
- To może mi o tym opowiedz?
- Dobrze jak tak bardzo chcesz wiedzieć, to jest mój brat. – wyznała odkładając album na stolik i wstając.
- Harry mi opowiadał o twojej reakcji… - powiedziałem niepewnie obawiając się jej reakcji.
- On ma takie same oczy… - szepnęła bardziej do siebie, ale i tak usłyszałem.  Podszedłem  i stanąłem tuż za nią. – Co ty robisz? – dodała odwracając się i wpadając na mnie.
- Próbuję zrozumieć wiele rzeczy, ale ty mi tego nie ułatwiasz – odpowiedziałem patrząc jej głęboko w oczy. Swoją drogą mógłbym się w nie nieustannie wpatrywać.
- Zayn… - jęknęła z bezsilnością.
- Dlaczego nikogo nie dopuszczasz do siebie, co? – spytałem i kiedy brunetka już chciała coś powiedzieć zjawiła się Maria.
- Lily… O, cholera! Przepraszam. Nic nie widziałam.- powiedziała na, co Lily odskoczyła ode mnie.
- No i widzisz, co zrobiłeś? Teraz nie będziemy mieli życia… - powiedziała wychodząc i krzycząc za kobietą. Ja jedynie się roześmiałem. Swoją drogą fajnie to ujęła „nie będziemy”… Mam nadzieję, że w końcu się do mnie przekona w 100%.

- Maria! – krzyczałam wychodząc za nią. Lepiej od razu cokolwiek jej wyjaśnić zanim sobie coś ubzdura. No i znowu prawie się nie otworzyłam przed Zayn’em. Jak on to robi do cholery? Za każdym razem kiedy się zjawia przestaję racjonalnie myśleć. Ale Harry…jego oczy… Luke miał dokładnie takie same… W sumie to dziwne, że on miał zielone, moje są brązowe, a Lizzy ma niebieskie. Naprawdę zrobiło mi się smutno i to bardzo. Tyle czasu, a ja nie potrafię się z tym pogodzić. No, ale jak zapomnieć o czymś takim okropnym? Nikt nie zna prawdy… tej prawdziwej prawdy… Choć Maria wie więcej niż reszta…A ja muszę z tym żyć… - O! Tutaj jesteś. – powiedziałam zastając kobietę w kuchni.
- Jak miło widzieć, że…
- Nie rozkręcaj się tak. To, co widziałaś, to nie jest to, co sobie uroiłaś w tej swojej główce. Jasne? I proszę cię odpuść sobie w reszcie misję uszczęśliwiania mnie na siłę, bo to nic nie da.
- Ale…
- Nie ma żadnego „ale”. Zrozum wreszcie, że już mam dosyć tego, że każdy myśli, iż może mi mówić, co mam robić. Do cholery jasnej! Jestem dorosła i sama się zajmę swoim życiem!
- Nigdy nie próbowałam mówić ci co masz robić. Po prostu chciałabym, żebyś była szczęśliwa. Od 3 lat chowasz się za jakimś murem i nikogo nie chcesz do siebie dopuścić. To nie jest normalne Lily. Wiem, że ci ciężko, ale… Nie przerywaj mi… Stałaś się kimś kim nigdy nie chciałaś być. Luke na pewno by nie chciał, żebyś poświęcała siebie. Nawet Tom oddałby wszystko, żebyś była szczęśliwa. Więc do cholery, przestań się zasłaniać „La luną” i zacznij czerpać z życia i brać to co ci daje…
- Ty nic nie rozumiesz.
- A właśnie, że rozumiem. Znam cię od małego i doskonale wiem, co usiłujesz osiągnąć od tamtego czasu. Czego ty się boisz co?
- Czego się boję? Boję się stracić ludzi, których kocham. Boję się, że kolejny raz mi się to przydarzy. Boję się samotności. Boję się kiedyś obudzić i zdać sobie sprawę z tego, że nikogo już przy mnie nie ma…
- To dlaczego odpychasz wszystkich wkoło?
- Bo tak jest łatwiej. Przynajmniej nikogo nie krzywdzę…
- Może już czas wyznać prawdę?
- Nie wtrącaj się do tego. Nie masz prawa, rozumiesz!? To nie ty widzisz to wszystko dokładnie przed oczami. To nie ty tam wtedy byłaś i to nie ty musiałaś patrzeć, jak Luke…
- Coś ty powiedziała?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy