- A miałem nadzieję, że cię nie
obudziłem – powiedziałem zasiadając na brzegu łóżka.
- Dopiero się obudziłam. Coś zza
ściany mi przeszkodziło w pięknym śnie. – mruknęła wciąż lekko zaspanym głosem.
- Cieszę się, że przyjechałaś –
powiedziałem zmieniając temat – Nudno tu było bez ciebie…
- Oj! Już nie marudź tylko chodź do
mnie – odpowiedziała wyciągając rękę w moją stronę, na co się zaśmiałem. – No
co stęskniłam się – dodała składając na moich ustach soczysty pocałunek. Tak to
może wyglądać każdy mój poranek. Nasze miłe chwile przerwało pukanie do drzwi.
- Nie ma jak to wyczucie czasu –
mruknąłem niezadowolony na co otrzymałem radosny śmiech Katie. – Tak? –
spytałem uchylając drzwi.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale
chciałam zapytać co zjecie na śniadanie? – powiedziała Maria.
- Sami sobie coś weźmiemy. Nie
przejmuj się tym.
- Jesteście tu gośćmi. Dobra, coś
wam przygotuję tylko radzę się pospieszyć, bo mamy tu dwóch głodomorów… Niby
zjedli już śniadanie, ale… Zresztą co ci będę tłumaczyć…
- Ok., dzięki.
- W takim razie nie przeszkadzam –
odpowiedziała i już jej nie było. Zamykając drzwi obróciłem się w stronę Katie.
- To jak wstajemy?
- Jak chcemy coś zjeść to chyba
musimy… - odpowiedziała przeciągając się leniwie.
- Nie kuś… - mruknąłem patrząc na
nią.
- No już zmykam pod prysznic –
odpowiedziała i owijając się prześcieradłem zniknęła w łazience. To teraz sobie
poczekam…
*
Jak zwykle zszedłem rano na
śniadanie mając nadzieję spotkać Lily. Jednak ona się nie zjawiła. Czy coś się
znowu stało? Maria z Lizzy zwinnie zmieniały temat kiedy, któryś z nas wspominał
o starszej z sióstr Eastwood. To jeszcze bardziej mnie zaintrygowało. Wczoraj
również nie mogłem jej znaleźć. Cały wieczór spędziliśmy po drugiej stronie
rancza, żeby nie przeszkadzać Liam’owi i Katie. Mam nadzieję, że niespodzianka
się udała i chociaż jeden problem z głowy. Pod pretekstem zapalenia
postanowiłam znaleźć Lily. Zacząłem od miejsc gdzie najczęściej przebywa jednak
nigdzie jej nie było. Jedynie natknąłem się na Jose.
- Nie widziałeś gdzieś Lily? –
zapytałem prosto z mostu.
- Nie dawno gdzieś się tu kręciła.
Mamy tyle pracy, że nie wiem w co ręce włożyć.
- W takim razie nie przeszkadzam. –
odpowiedziałem i ruszyłem w dalsze poszukiwania. Nie wiem ile tak chodziłem,
ale w końcu ją znalazłem. Leżała na trawie, zakrywając twarz kapeluszem i delektując
się słońcem. Ponoć mają tyle pracy na ranczu. Swoją drogą nie mogłem oderwać od
niej oczu. Luźna koszula związana w tali, obcisłe dżinsy… Aż zrobiło mi się
gorąco. Co się ze mną dzieje?
- Długo tak będziesz stał i mi się
przyglądał? – zapytała niespodziewanie Lily.
- Ja…
- Czego znowu chcesz?
- Jak widzisz nic mi nie jest więc
możesz wracać.
- Coś się znowu stało?
- Ależ oczywiście. Ktoś mnie
okrada, Jack cały czas coś knuje, ty ciągle coś ode mnie chcesz, Harry bez
przerwy się na mnie wyżywa, Lizzy z Niall’em grają w jakieś dziwne podchody, nie
wiem co z Aną, o jej ojcu już nie wspominając, a i jeszcze mój brat… Zresztą nie
ważne. Wystarczy czy mam wymieniać dalej? – zapytała z ironią. Nie lubię jak
jest taka wredna i ironiczna. Wiem, że to taka jej obrona, ale by mogła w końcu
odpuścić i dostrzec, że wszyscy nawzajem możemy sobie pomóc.
- Nie nakręcaj się już tak. Okej? –
stwierdziłem na co usłyszałem jedynie prychnięcie z jej strony. – Lily…
- Zayn…- odpowiedziała. Lubię
sposób w jaki wypowiada moje imię.
- Wiesz, że…
- Tak wiem. Nie zaczynaj w kółko
tego samego. Nie zmienię zdania. I tak mi źle, że zgodziłam się na waszą pomoc.
Więc nie utrudniaj mi tego.
- Czy ty choć na chwilę możesz się
przymknąć?
- Nie zapominaj, że to ty tu
przyszedłeś.
- Jeny. Czy ty na każde zdanie masz
jakąś ripostę…
- W większości przypadków tak. –
odpowiedziała próbując udawać poważną.
- Czasami się zastanawiam czy ty
nie robisz tego specjalnie?
- W większości przypadków tak –
powtórzyła ponownie i zaczęła się zbierać. A było tak miło.
- No i gdzie ty idziesz?
- Nie twoja sprawa – powiedziała
zbliżając twarz do mojej, na co automatycznie wciągnąłem więcej powietrza.
Jednak ona tylko się odwróciła i poszła przed siebie. Co to było? Czy to się
zdarzyło naprawdę? Czy już wyobraźnia płata mi figle? Dopiero jak chwilkę
ochłonąłem skierowałem się w drogę powrotną.
Po śniadaniu siedzieliśmy wszyscy
na werandzie. Nawet nie wiem o czym reszta rozmawiała. Starałem się poukładać
sobie wszystko, co zamierzałem powiedzieć Lily. W trakcie dołączyli do nas Liam
z Katie. W ogóle jak ona się tu znalazła? Z jednej strony to dobrze, bo
przynajmniej Liam nie jest już obrażony na cały świat, ale z drugiej znowu będą
się migdalić gdziekolwiek ich nie spotkasz. Ale wracając do mojej przyszłej
rozmowy z Lily…Nie widziałem jej od rana, a dochodzi już południe. Mam
nadzieję, że mnie wysłucha i że znowu nie zacznę na nią krzyczeć. Już mam
dosyć. Chcę, żeby było tak jak kiedyś. Bez tych wszystkich dramatów i
problemów. Szczerze przyznaję, że nie byłem zadowolony jak zobaczyłem to
miejsce. W dodatku nie było tu zasięgu, co jeszcze bardziej mnie irytowało. Ale
przebywanie tutaj dobrze na nas wszystkich wpływa. Bez tych wszystkich fleszy i
paparazzi, choć raz możemy się zachowywać normalnie. I tak też być traktowani.
Nie jak sławne gwiazdy One Direction tylko zwykli chłopacy. Teraz dostrzegam,
że tego było mi trzeba. Zupełnego odcięcia się od Londynu, imprez i łatwych
panienek. Choć to ostatnie tak nie do końca. Moją uwagę przyciągnęły dopiero
słowa Katie.
- Wczoraj było miło do czasu, aż
nie powiedziałam, że czułam się zdezorientowana gdy zobaczyłam same pola… Nawet
nie mogłam dokończyć, co miałam na myśli, bo twoja siostra się od razu
zdenerwowała.
- Ty też? – powiedział Niall.
- Jak to też?
- Kochanie nie ty jedyna. Byś
widziała jaka tu była awantura jak Harry to powiedział. – odpowiedział jej Liam
i wszystkie oczy zwróciły się w moim kierunku.
- Ile mi jeszcze będziecie to
przypominać? – zapytałem. Na szczęście Lizzy odezwała się pierwsza.
- Moja siostra delikatnie mówiąc
nie lubi, jak ktoś mówi coś złego na temat rancza. Nie przejmuj się przejdzie
jej to. Liam również jej podpadł czymś podobnym.
- No i widzicie jak idealnie się
dobrali.- skwitował Louis na, co wszyscy zaczęli się śmiać. Do czasu, aż nie w
oddali nie pojawiła się Lily.
- Zobaczyliście ducha czy jak? –
zapytała z przekąsem brunetka. – Maria, Liz pozwólcie na chwilkę – dodała i
skierowała się do domu. Ciekawe czy pamięta o naszej rozmowie. Jak tylko
dziewczyny wyszły zjawił się Zayn.
- Już myślałem, że się zatrułeś
tymi papierosami. – powiedział Niall.
- Bardzo śmieszne.
- Dzięki Zayn, że mnie tu
ściągnąłeś. – zaczęła mówić Katie.
- To twoja sprawka? – wtrącił Liam.
- Ja… To znaczy…nie…
- Zayn to wszystko wymyślił –
przerwała mu Lily pojawiając się z powrotem. Dostrzegłem jakiś dziwny błysk
radości w oczach Lizzy. Czyżby jakaś dobra wiadomość?
- Dzięki stary - powiedział tylko
Liam
- Tobie też dziękujemy Lily.
Kolacja była przepyszna – dodała Katie na, co brunetka skinęła jej tylko głową.
– Tak w ogóle to chciałam cię przeprosić za wczoraj… - zaczęła jednak Lily
wpatrywała się w punkt przed sobą.
- Hmm? – mruknęła jedynie brunetka
– Ja odbiorę – dodała słysząc telefon i już jej nie było.
- Mam wrażenie, że mnie nie lubi –
powiedziała Katie.
- Wydaje ci się. Lily po prostu nie
ufa nikomu. Rzekła bym, że nawet sama sobie nie ufa. Dopóki cię nie pozna nie
okaże ci niczego innego, jak rezerwa. – stwierdziła Lizzy.
- Byś widziała co tu się działo jak
my tu przyjechaliśmy. To dopiero było. Piątka chłopaków – nieznajomych zjawia
się nie wiadomo skąd … - dodał Niall.
- Dobra bo zacznę się bać –
odpowiedziała szatynka by rozładować atmosferę. Postanowiłem znaleźć Lily i w
końcu z nią porozmawiać. Zaglądając do kuchni napotkałem zupełną ciszę dlatego
skierowałem się w stronę gabinetu. Kiedy zamierzałem już zapukać usłyszałem
głos brunetki.
-
Ty głupolu! Po co dzwonisz na ten telefon jak mam komórkę?(…) Skoro nie
odbieram to znaczy, że nie mam ochoty na rozmowy. Tak trudno to pojąć?(…) Zajmij
się tymi obrazami czy czym ty się tam zajmujesz, bo jak tak dalej pójdzie to
cię obleją…(…)Ja nie wierzę w ciebie? … Czekaj chyba masz rację…(…) Uważaj bo więcej
się do ciebie nie odezwę…(…) Zawsze mogę zmienić numer… Naprawdę nie mam czasu…Odpuść
wreszcie. Jak będę chciała to zadzwonię…(…)Weź się za naukę. Inaczej się
zawiodę (…)Muszę kończyć. Całuski.
Ciekawe z kim rozmawiała. Czemu
wobec nas nie mogła być taka radosna i miła jak w trakcie tej rozmowy? Teraz
wygląda pogodnie, a nie jak bezuczuciowa małpa. Styles, nawet tak nie myśl…Słysząc ostatnie zdanie jej rozmowy zapukałem
w drzwi.
- Proszę.
- Mogę?
- Już wszedłeś więc po co pytasz?
- Czy ty nie możesz choć na sekundę
być dla mnie milsza? – zapytałem z uśmiechem.
- Czy ty choć na sekundę na to
zasłużyłeś? – odpowiedziała pytaniem na pytanie. Zapadła na sekundę ciszą. Lily
wpatrywała się w moje oczy jakby szukając gdzieś w nich prawdy. Po chwili
odwróciła głowę. Zdążyłem zauważyć jak w jej oczach pojawia się smutek. Coś jej
się przypomniało czy jak, bo już nie nadążam?
- Lily, ja…
- Czy możesz mnie zostawić na
sekundę samą? Obiecuję, że porozmawiamy po obiedzie. – przerwała prawie
błagalnie. Cholera, co się znowu stało? Jej nastój się zmienia szybciej niż u
Zayn’a.
- Em…jasne.
- Dzięki – doszedł mnie jej głos
gdy już zamykałem drzwi. I co teraz?
Siedziałem na tej werandzie i aż
mnie skręcało. To oczywiste, że Harry poszedł za Lily. Ciekawe o czym rozmawiają
tyle czasu? O dziwo tym razem nie było słychać żadnych krzyków. Czyżby w końcu
się dogadali? Bardzo chciałbym, żeby tak było. W końcu Styles przestałby łazić
za nią. Ty i zazdrość, Zayn? I znowu
ten upierdliwy głos w głowie. Tym razem mogę powiedzieć, że jestem zazdrosny.
Nie mogąc już dłużej wysiedzieć poszedłem sprawdzić ja się sprawy maja.
- Harry? Co tak tu stoisz?
- Sam nie wiem… Zastanawiam się co
się tu właśnie stało. Zanim wszedłem Lily rozmawiała z kimś przez telefon i
była bardzo… nie wiem radosna? A kiedy rozmawialiśmy popatrzyła się w moje oczy
i tak nagle posmutniała i poprosiła, żebym wyszedł… Nie wiem, co ja mam zrobić,
żeby ją przeprosić…
- Może ja z nią porozmawiam?
- Próbuj. Może tobie się uda. Ja
poczekam, aż sama się przełamie. Nie lubię słuchać tych wszystkich gadek na
swój temat. Tym bardziej, że w większości są prawdą. Niestety… - odpowiedział i
poszedł na górę.
Bijąc się z myślami, co powinienem
zrobić stałem przez chwilę tępo wpatrując się w drzwi. Ostatecznie postanowiłem wejść bez pukania. Może
to nie zbyt grzeczne, ale czy ja kiedykolwiek się tym przejmowałem? Lily
siedziała na wielkim fotelu, trzymając w rękach coś na kształt albumu i
wpatrując się przed siebie. Nawet nie drgnęła. W tym momencie raziło od niej takim
smutkiem, jak jeszcze u nikogo nie widziałem. Podszedłem do niej siadając na
drugim fotelu. – Lily… - wtedy zamrugała kilka razy i spojrzała na mnie.
- Co ty tu robisz?
- Kto to jest? – spytałem wskazując
na zdjęcie na którym trzymała rękę. Wpatrywała się w nie z jeszcze większym
smutkiem o ile to możliwe.
- Nie… ja…to…Dlaczego cię to
interesuje? – powiedziała w końcu.
- A dlaczego to takie dziwne?
- Chciałabym zostać sama… -
szepnęła.
- Nie, nie chciałabyś. –
odpowiedziałem. Wiem, że naprawdę nie chce też tak miałem lecz w moim przypadku
nikt nie był odpowiedni.
- Proszę cię, Zayn. Odpuść sobie.
To i tak jest dla mnie trudne…
- To może mi o tym opowiedz?
- Dobrze jak tak bardzo chcesz
wiedzieć, to jest mój brat. – wyznała odkładając album na stolik i wstając.
- Harry mi opowiadał o twojej
reakcji… - powiedziałem niepewnie obawiając się jej reakcji.
- On ma takie same oczy… - szepnęła
bardziej do siebie, ale i tak usłyszałem. Podszedłem
i stanąłem tuż za nią. – Co ty robisz? – dodała odwracając się i
wpadając na mnie.
- Próbuję zrozumieć wiele rzeczy,
ale ty mi tego nie ułatwiasz – odpowiedziałem patrząc jej głęboko w oczy. Swoją
drogą mógłbym się w nie nieustannie wpatrywać.
- Zayn… - jęknęła z bezsilnością.
- Dlaczego nikogo nie dopuszczasz
do siebie, co? – spytałem i kiedy brunetka już chciała coś powiedzieć zjawiła
się Maria.
- Lily… O, cholera! Przepraszam.
Nic nie widziałam.- powiedziała na, co Lily odskoczyła ode mnie.
- No i widzisz, co zrobiłeś? Teraz
nie będziemy mieli życia… - powiedziała wychodząc i krzycząc za kobietą. Ja
jedynie się roześmiałem. Swoją drogą fajnie to ujęła „nie będziemy”… Mam
nadzieję, że w końcu się do mnie przekona w 100%.
- Maria! – krzyczałam wychodząc za
nią. Lepiej od razu cokolwiek jej wyjaśnić zanim sobie coś ubzdura. No i znowu
prawie się nie otworzyłam przed Zayn’em. Jak on to robi do cholery? Za każdym
razem kiedy się zjawia przestaję racjonalnie myśleć. Ale Harry…jego oczy… Luke
miał dokładnie takie same… W sumie to dziwne, że on miał zielone, moje są
brązowe, a Lizzy ma niebieskie. Naprawdę zrobiło mi się smutno i to bardzo. Tyle
czasu, a ja nie potrafię się z tym pogodzić. No, ale jak zapomnieć o czymś takim
okropnym? Nikt nie zna prawdy… tej prawdziwej prawdy… Choć Maria wie więcej niż
reszta…A ja muszę z tym żyć… - O! Tutaj jesteś. – powiedziałam zastając kobietę
w kuchni.
- Jak miło widzieć, że…
- Nie rozkręcaj się tak. To, co
widziałaś, to nie jest to, co sobie uroiłaś w tej swojej główce. Jasne? I
proszę cię odpuść sobie w reszcie misję uszczęśliwiania mnie na siłę, bo to nic
nie da.
- Ale…
- Nie ma żadnego „ale”. Zrozum
wreszcie, że już mam dosyć tego, że każdy myśli, iż może mi mówić, co mam robić.
Do cholery jasnej! Jestem dorosła i sama się zajmę swoim życiem!
- Nigdy nie próbowałam mówić ci co
masz robić. Po prostu chciałabym, żebyś była szczęśliwa. Od 3 lat chowasz się
za jakimś murem i nikogo nie chcesz do siebie dopuścić. To nie jest normalne
Lily. Wiem, że ci ciężko, ale… Nie przerywaj mi… Stałaś się kimś kim nigdy nie
chciałaś być. Luke na pewno by nie chciał, żebyś poświęcała siebie. Nawet Tom
oddałby wszystko, żebyś była szczęśliwa. Więc do cholery, przestań się
zasłaniać „La luną” i zacznij czerpać z życia i brać to co ci daje…
- Ty nic nie rozumiesz.
- A właśnie, że rozumiem. Znam cię
od małego i doskonale wiem, co usiłujesz osiągnąć od tamtego czasu. Czego ty
się boisz co?
- Czego się boję? Boję się stracić
ludzi, których kocham. Boję się, że kolejny raz mi się to przydarzy. Boję się
samotności. Boję się kiedyś obudzić i zdać sobie sprawę z tego, że nikogo już
przy mnie nie ma…
- To dlaczego odpychasz wszystkich
wkoło?
- Bo tak jest łatwiej. Przynajmniej
nikogo nie krzywdzę…
- Może już czas wyznać prawdę?
- Nie wtrącaj się do tego. Nie masz
prawa, rozumiesz!? To nie ty widzisz to wszystko dokładnie przed oczami. To nie
ty tam wtedy byłaś i to nie ty musiałaś patrzeć, jak Luke…
- Coś ty powiedziała?




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz