Przechodziłam właśnie w pobliżu pokoju Niall’a. Już miałam
zapukać do drzwi, ale usłyszałam odgłosy rozmowy. Zamierzałam odejść, ale coś
przyciągnęło moją uwagę. Nie to, że jestem wścibska, po prostu ciekawa.
- Słucham?
- Ja tego nie mogę zrobić.
- Czemu? Już o tym gadaliśmy. Przecież tak dobrze ci szło i…
- Sam nie wiem. Na urodzinach było wręcz idealnie, a teraz… Powiedz mi czy to ze mną jest coś nie tak, że wszystkie dziewczyny, które mi się podobają mnie olewają? Czy jestem aż tak beznadziejny, że żadna nie chce ze mną być? – słyszałam podniesiony głos Nialla. Wiem, że nie powinnam tu być, ale to było silniejsze ode mnie. Jak on może myśleć, że jest beznadziejny? Przecież jest cudowny… - Kurwa! Nawet nie potrafię wyznać dziewczynie co do niej czuję!
- Ja tego nie mogę zrobić.
- Czemu? Już o tym gadaliśmy. Przecież tak dobrze ci szło i…
- Sam nie wiem. Na urodzinach było wręcz idealnie, a teraz… Powiedz mi czy to ze mną jest coś nie tak, że wszystkie dziewczyny, które mi się podobają mnie olewają? Czy jestem aż tak beznadziejny, że żadna nie chce ze mną być? – słyszałam podniesiony głos Nialla. Wiem, że nie powinnam tu być, ale to było silniejsze ode mnie. Jak on może myśleć, że jest beznadziejny? Przecież jest cudowny… - Kurwa! Nawet nie potrafię wyznać dziewczynie co do niej czuję!
- Ej! Spokojnie. Wszystko będzie dobrze.
- Nic nie będzie dobrze. To prawda czuję coś do niej. Zależy
mi na niej, na jej szczęściu, ale nie wiem czy ona czuje to samo. Rozumiesz? –
o kim oni rozmawiają?
- Jesteś albo ślepy, albo głupi jeśli tego nie widzisz. –
zaczął Zayn – Ona wpatruje się w ciebie jak w obrazek. Ty zresztą robisz to
samo. Więc nie mów mi, że ona nie czuje tego, co ty.
- Muszę to przemyśleć.
- Dobra ja się poddaję. Sam musisz to zrozumieć. Tylko nie rób
nic głupiego, bo wiesz jest jeszcze Lily. - do moich uszu dobiegły odgłosy
kroków zbliżających się w moją stronę. O cholera! Szybko poleciałam do
najbliższego pokoju. Na szczęście zdążyłam zamknąć drzwi zanim ten ''ktoś'',
kim był najprawdopodobniej Zayn, wyszedł.
- Lizzy? – odwróciłam się i zobaczyłam Louisa – Co cię sprowadza w moje skromne progi? – zaśmiał się.
- Lizzy? – odwróciłam się i zobaczyłam Louisa – Co cię sprowadza w moje skromne progi? – zaśmiał się.
- Przepraszam, że tak wparowałam, ale musiałam schować się
przed moją siostrą.
- A co takiego nabroiłaś?
- Ja… ja…. – myśl
Lizzy… - Po prostu, podsłuchiwałam jej rozmowę, a wiem jak ona strasznie
tego nie lubi. – odpowiedziałam.
- Okej, a liczyłem na naprawdę fascynującą opowieść. Trochę
mi się dzisiaj nudzi. Wszystkich, gdzieś wywiało.
- Też się nad tym zastanawiałam. Może… -przerwało mi pukanie do drzwi.
- Proszę. – odparł Louis i naszym oczom ukazał się Niall.
- Lou, chodź… - urwał kiedy zauważył mnie. Wpatrywał się raz
we mnie raz w Lou. Przez jego twarz przeleciało milion emocji.
- O co chodzi? – spytał szatyn.
- Nieważne. Nie będę wam przeszkadzał. – niemal warknął i wyszedł.
- Sorki. – powiedziała – W zasadzie, to dobrze, że cię
widzę. Mamy małą naradę. Brakuje tylko ciebie i Nialla.
- Niall! Zaczekaj! – Louis zerwał się i pobiegł za nim. Ja
stałam tak i nie wiedziałam, co mam zrobić.
- Niall! Zaczekaj, do jasnej cholery! – krzyczałem biegnąc
za blondynem - Natychmiast się zatrzymaj i mnie wysłuchaj! Ja pierdolę, Niall! –
z nim to gorzej, jak z dzieckiem. Jak się wkurzy to koniec.
- Co?! Czego chcesz?! Jakie kłamstwa chcesz mi nawtykać?! – odparł
gniewnie.
- O co mi chodzi? O co ty się wkurzasz? Przecież nic nie
zrobiłem. – próbowałem mu wytłumaczyć.
- Wiesz, nie spodziewałem się tego po tobie. Prędzej pomyślałbym,
że może Harry, ale nie ty.
- Chodzi ci o Lizzy? – posłał mi gniewne spojrzenie – O, ja
pieprzę! Tobie naprawdę na niej zależy! – powiedziałem.
- Odczep się. – próbował odejść.
- Przestań się dąsać. Nie jestem nią zainteresowany.
- To w takim razie, co ona robiła w twoim pokoju?
- A bo ja wiem? Nagle wparowała, twierdząc, że musi się schować
przed Lily. Ona sama była zdziwiona, jak mnie zobaczyła. Przyszła dosłownie
minutę przed tobą. Przecież wiesz, że nigdy bym ci czegoś takiego nie zrobił. –
próbowałem mu wytłumaczyć – Dlaczego po prostu nie powiesz jej, co do niej
czujesz? Tylko wściekasz się bez powodu na każdego kto choć tylko z nią
porozmawia. Zachowujesz się jak pies ogrodnika.
- Nie chcę wyjść na durnia. I tak wszyscy mnie mają za
najsłabsze ogniwo w zespole. Nie mam takiego głosu, jak Harry. Nie wyglądam,
jak Zayn. Nie jestem taki idealny, jak Liam i zabawny, jak ty.
- Ale bredzisz. To, że nie jesteś taki, jak my jest twoją
zaletą, nie wadą. Dzięki temu, że jesteśmy inni, tak dobrze się dogadujemy. Nie
możesz myśleć, że jesteś gorszy. Wierz mi dla Lizzy istniejesz tylko ty. A jeśli
masz wątpliwości, to albo jesteś ślepy albo głupi. Przemyśl to sobie, bo nawet
ona w końcu może stracić cierpliwość i znajdzie sobie kogoś innego.
- Łatwo wam mówić. – odparł i sobie poszedł. Odprowadziłem
go wzrokiem i kiedy się odwróciłem omal nie wpadłem na Dagę.
- Sorki. – powiedziała – W zasadzie, to dobrze, że cię
widzę. Mamy małą naradę. Brakuje tylko ciebie i Nialla.
- On raczej się nie zjawi. – powiedziałem. Dziewczyna
popatrzyła na mnie i wzruszyła ramionami.
- Trudno. Ktoś mu najwyżej wszystko powtórzy. – przeszliśmy
razem do salonu, gdzie czekali już pozostali. Wyłapałem spojrzenie Lizzy, ale
jedyne co to mogłem jej dać do zrozumienia, że jest ok. Oni sami muszą dojść do
porozumienia.
- To co? Chyba możemy zaczynać. – rozpoczęła Daga – Jak już
wiecie dzisiaj są te nieszczęsne urodziny Any. Swoją drogą to chyba dzwoniła z
dwadzieścia razy, żeby o tym przypomnieć. Na nic zdały się protesty Lily, że po
ostatniej kolacji w „La lunie” cała tradycja wzajemnych spotkań legła w
gruzach. Tak czy inaczej Lily musi się tam zjawić. I tu pytanie do was, czy też
zamierzacie tam iść? – pytanie zawisło między nami. Przypominając sobie
zachowanie Any na widok Zayna, z ochotą odpowiedziałbym zdecydowane „Nie”, ale jeśli faktycznie panna Garcia zawiadomiłaby media,
to cały nasz wyjazd ległby w gruzach i wszystko mogłoby wrócić do poprzedniego
stanu.
- Ja i tak muszę iść. – zaczęła Lizzy.
- Ja raczej też. – poparł ją Zayn.
- Chętnie się zabawię. – zgodził się Harry.
- Ty chyba nie wiesz co mówisz.
- Louis, czyżbyś spotkał już Anę? – spytała Daga.
- Na moje szczęście osobiście nie. – dziewczyna widząc moją
minę się zaśmiała.
- Liam, Kate, a co z wami?
- Pójdziemy, ale robimy to tylko dla dobra Lily i „La luny”.
– odparł Liam.
- W takim razie nie mam wyjścia. – odparłem zrezygnowany.
- No i świetnie. Już ja się postaram, żeby Ana na długo
zapamiętała ten dzień.
- Daga, co kombinujesz? – Lizzy posłała jej podejrzliwe
spojrzenie.
- Oh, nic. Po prostu zamierzam wyglądać lepiej od niej. To
będzie największy cios dla niej.
- Oj, nie wiem czy dorównasz jej sukience od projektanta. –
z udawanym żalem stwierdziła Lizzy.
- Wiecie co to oznacza? – porozumiewawczo odparła Daga.
- Czas żebyśmy się ewakuowali. – powiedziałem.
- Zakupy! – wykrzyknęły radośnie wszystkie dziewczyny w
akompaniamencie jęków męskiej części zebranych.
- Mam lepszy pomysł. – ni stąd ni zowąd zjawiła się Lily. –
I chyba kogoś wam brakuje na tej naradzie. – dodała wskazując na stojącego za
nią Nialla. – Jaka jest wasza decyzja?
- Pójdziemy na tą imprezę. Wszyscy. – odpowiedział Liam.
- To świetnie. – z dziwnym entuzjazmem odparła szatynka. –
Dziewczyny spotkajmy się za 20 minut na górze. Ja jeszcze mam jedną sprawę do
załatwienia. – dodała, po czym wyszła razem z Niallem.
Czekałyśmy z Katie i Lizzy przy schodach na Lily. Swoją drogą ciekawe co ona tam kombinuje. Mam nadzieję, że to coś lepszego niż zakupy, bo naprawdę chcę przyćmić kreacją Anę. Tak zazdroszczę Lily. Ona obojętnie co założy, a wygląda idealnie. I nawet się nie stara. Zastanawia mnie również to dlaczego jest taka spokojna. Ja na jej miejscu kipiałabym ze złości. Nienawidzę jak ktoś posuwa się do szantażu byleby tylko zdobyć swoje racje.
Czekałyśmy z Katie i Lizzy przy schodach na Lily. Swoją drogą ciekawe co ona tam kombinuje. Mam nadzieję, że to coś lepszego niż zakupy, bo naprawdę chcę przyćmić kreacją Anę. Tak zazdroszczę Lily. Ona obojętnie co założy, a wygląda idealnie. I nawet się nie stara. Zastanawia mnie również to dlaczego jest taka spokojna. Ja na jej miejscu kipiałabym ze złości. Nienawidzę jak ktoś posuwa się do szantażu byleby tylko zdobyć swoje racje.
- Zupełnie nie wiem czego się spodziewać. Przecież, jak Ana
zobaczy cały zespół, to dopiero się zacznie histeria. Z drugiej strony jestem
wręcz pewna, że będzie próbowała ośmieszyć Lily. – słowa Lizzy przyciągnęły
moją uwagę.
- Spokojnie. Jestem niemal pewna, że Lily coś kombinuje i ma
wszystko pod kontrolą.
- Ja tylko liczę na dobrą zabawę. – wtrąciła Katie.
- O to nie musisz się martwić. – powiedziałyśmy równocześnie
z Lizzy.
- Przepraszam za spóźnienie. – po schodach wbiegała Lily –
Od razu chodźcie za mną. – poprowadziła nas do jednego z pokoi w tym swoim
labiryncie. Kiedy zapaliła światło zobaczyłyśmy wiele stojących pudeł.
- Mamy pomóc ci sprzątać? – wypaliłam.
- Aż tak to lubisz robić, Daga? – sarkastycznie odparła
szatynka – W tych pudłach są wasze „zakupy”. – zaznaczyła cudzysłów w
powietrzu.
- Nie bardzo rozumiem? – Lily podeszła do jednego z pudeł i
wyjęła chabrową sukienkę.
- Ale piękną. – zachwycała się Katie.
- Chcesz powiedzieć, że te wszystkie pudełka są pełne
sukienek? – powiedziałyśmy wszystkie równocześnie.
- One są pełne ubrań, nie tylko sukienek. – wzruszyła
ramionami.
- Skąd ty masz tyle ubrań? Nigdy wcześniej… - Lizzy urwała
wyciągając z pudełka kolorową sukienkę.
- To są ubrania naszej mamy. Wszystkie są wręcz, jak nowe.
Na pewno znajdziecie coś dla siebie.
- Przecież na moim zdjęciu mama…
- Mama nosiła ją kiedy była z tobą w ciąży. To jest ta sama
sukienka co na twoim zdjęciu.
- Dlaczego wcześniej mi tego nie pokazałaś?
- Bo nie byłam w stanie. Schowałam to wszystko tutaj,
inaczej w przypływie złości byłam w stanie to wszystko zniszczyć. A tego nigdy
bym sobie nie wybaczyła. – Lizzy podeszła do siostry i ją przytuliła –
Oczywiście możesz korzystać z tych ubrań.
- Tylko się nie rozklejaj. Przyszłyśmy tutaj wybrać coś na
tą imprezę, a nie płakać. – Lily otarła jej oczy. – A więc zaczynajmy. –
kilkadziesiąt pudeł później każda z nas miała wybrane kilka sukienek. Katie
przeszła za parawan, by przymierzyć pierwszą sukienkę. Łącznie przymierzyła ich
z osiem, ale ostatecznie wybrała czarną mini z trenem. Lizzy również
kilkakrotnie się przebierała. Jej wybór padł na miętową sukienkę bez pleców, z
uroczą kokardką z tyłu. Ja wybrałam długom błękitną spódnicę z rozcięciem aż do
uda i do tego biały koronkowy top.
- Lily teraz czas na ciebie.
- Nie…
- Bez gadania. Przymierz. – rzuciłam jej chabrową sukienkę. –
Lily przymierzyła sukienkę i stwierdziła, że jest idealna. Mimo naszych
protestów nie zgodziła się przymierzyć niczego więcej.
- Wasza mama musiała być naprawdę piękną kobietą. –
stwierdziła Katie, kiedy skończyłyśmy nasz pokaz mody. – Jak wyglądała?
Przepraszam, nie powinnam. – od razu się zreflektowała.
- Lily jest niemal identyczna. – stwierdziła Lizzy.
- Nie prawda. Może i jestem trochę podobna, ale nie mam ani
niebieskich oczu, ani blond włosów, jak ty i Luke. – Lily od razu
zaprotestowała. Zdjęła z szyi medalion, z którym się nie rozstaje i otworzyła
go. – To są nasi rodzice. Laura i Nick Eastwood. Na drugim zdjęciu jest nasz
brat Luke. – podała medalion Katie.
- Obie jesteście podobne do mamy, choć Lizzy trochę
bardziej. Z tym, że wasz brat i Lizzy z uśmiechu również przypominają waszego
tatę. Tak sądzę. – zaczęła Katie – Wasza mama naprawdę była piękną kobietą. Z
kolei wasz tata był niezłym przystojniakiem… To musiało być dla was straszne,
tak wcześnie stracić rodziców…. – Przepraszam. Ja… - Lily zabrała jej medalion
i ponownie założyła go na szyję.
- Muszę wracać do obowiązków. – mruknęła i wyszła.
- Znowu palnęłam głupotę. Nie chciałam jej sprawić
przykrości. Naprawdę. – Katie zmartwiła się.
- Nie przejmuj się. Nie sprawiłaś nam przykrości. Po prostu
jest to dla nas trudna kwestia i staramy się o tym nie rozmawiać. W sensie o
wypadku. – tłumaczyła Lizzy – Staramy się mówić o rodzicach, tak jakby gdzieś
tu z nami byli. To jest o wiele łatwiejsze niż przeżywanie na nowo ich straty i
litości innych.
- Rozumiem. Mimo, to przepraszam.
***
Zebraliśmy się wszyscy w salonie. Trochę pogadaliśmy i czekaliśmy
na dziewczyny, które na górze wyprawiały nie wiadomo co. Kiedy chciałem o coś
zapytać omal nie dostałem jakąś szczotką w głowę, dlatego bezpiecznie się
ewakuowałem, a informacji zaczerpnąłem od Marii. Po upływie jakiegoś czasu
panie zaszczyciły nas swoją obecnością.
- Wyglądacie cudownie - pierwszy odezwał się Liam i porwał w
ramiona Katie, czemu towarzyszył jej dźwięczny śmiech.
- Wy również niczego sobie - odpowiedziała Dagmara, ignorując spojrzenie Louisa.
- Możemy jechać. – powiedziała Lizzy.
- A nie czekamy na Lily? – moje pytanie ubiegł Harry.
- Wy również niczego sobie - odpowiedziała Dagmara, ignorując spojrzenie Louisa.
- Możemy jechać. – powiedziała Lizzy.
- A nie czekamy na Lily? – moje pytanie ubiegł Harry.
- Powiedziała, że się chwilę spóźni i dołączy do nas
później. – Lizzy pospieszyła z wyjaśnieniami.
- W takim razie w drogę. – Louis zagonił całą grupę na dwór,
gdzie czekał samochód z Jose w środku. Po 20 minutach byliśmy na miejscu. Jednego
jestem pewien, a mianowicie, że ktoś bardzo próbuje się popisać swoim
bogactwem. Wysiedliśmy z samochodu i po okazaniu zaproszenia weszliśmy do
środka.
- To teraz przyszykujcie się na niecodzienną dawkę decybeli.
– powiedziała głośno Lizzy.
- A jednak! – głośny pisk przyciągnął naszą uwagę – Wiedziałam,
że jesteście tu wszyscy! Jak fajnie. Całe One Direction na moich urodzinach!
Uwielbiam was! – ekscytowała się Ana.
- Dziękujemy za zaproszenie. – jak zwykle przyzwoicie
stwierdził Liam. Zauważyłem, że Louis pociągnął Dagę gdzieś w tłum gości.
- Ależ nie ma za co. – z nonszalancją odpowiedziała Ana. Przez następne pół godziny zadawała nam milion pytań o zespół oraz dotyczące nas samych. W połowie tej serii sprytnie wycofałem się z kręgu pytań razem z Niallem i Lizzy, pozostawiając na polu bitwy Liama, Katie i Harryego. A niech się trochę pomęczą.
- Całe szczęście, że Ana wdała się w rozmowę z Katie, bo inaczej chyba bym popełnił przestępstwo.
- Ależ nie ma za co. – z nonszalancją odpowiedziała Ana. Przez następne pół godziny zadawała nam milion pytań o zespół oraz dotyczące nas samych. W połowie tej serii sprytnie wycofałem się z kręgu pytań razem z Niallem i Lizzy, pozostawiając na polu bitwy Liama, Katie i Harryego. A niech się trochę pomęczą.
- Całe szczęście, że Ana wdała się w rozmowę z Katie, bo inaczej chyba bym popełnił przestępstwo.
- Horan, ty to nawet byś muchy nie zabił. – spojrzałem na
niego z rozbawieniem.
- Ana dzisiaj przeszła samą siebie. – dodała Lizzy – Ale
czego się nie robi dla rozgłosu… - wskazała na otoczenie. Spędzamy trochę czasu na tej imprezie - tańcząc, pijąc i wygłupiając się. Osobiście cały czas siedzę przy barze i podświadomie czekam na Lily. Odkąd przyszliśmy minęło już trochę czasu, a ona nadal się nie pojawiła. Przez cały czas starałem się też unikać Any. Kiedy zamawiam kolejnego drinka, moją uwagę przyciąga głos gdzieś w pobliżu. Przykładam szklankę do ust i odwracam się. Omal nie wypluwam wszystkiego z powrotem. Na schodach wejściowych stoi Lily w granatowej sukience, przyciągając wzrok połowy gości. Rozgląda się w poszukiwaniu kogoś znajomego i wreszcie jej wzrok trafia na mnie. Nic sobie nie robiąc z ciekawskich spojrzeń schodzi po schodach i podchodzi do mnie.
- Jak ta nadęta impreza? - pyta mnie, jednocześnie zamawiając coś w barze.
- Jak widać. - wskazuję na parkiet pełen ludzi.
- Sądzę, że dopiero się zacznie. - mruczy pod nosem, przenosząc wzrok na idącą w naszą stronę Anę z nietęgą miną.
- W końcu się pojawiłaś - Ana od razu przechodzi do sedna.
- Wymogłaś to na mnie, ale nie licz, że więcej razy dam się na to nabrać. To był pierwszy i ostatni raz kiedy szantażujesz mnie w ten sposób.
- Och, daruj sobie. Zrobisz wszystko dla "La Luny" i obie to doskonale wiemy.
- Nie pogrywaj ze mną. Potrafię ci zaszkodzić w równie skuteczny sposób - Lily posyła jej przesłodzony uśmiech, co jest do niej nie podobne.
- A co ty mi możesz zrobić? - prycha druga dziewczyna. Przez chwilę mierzą się wzrokiem, a ja czuje się jak jakiś sędzia na ringu. Dwie nie pałające do siebie dziewczyny to faktycznie ciekawe widowisko.
- A co boisz się? - Lily ze spokojem przypatruje się Anie, która robi się coraz bardziej wściekła. Rozmowa dziewczyn przyciągnęła już uwagę kilku osób kręcących się obok baru. - To, że twój ojciec ma tyle forsy, że stać go na zrobienie tego cyrku, nie oznacza, że jest jakiś wszechmogący!
- Zamknij się! - krzyczy Ana przyciągając uwagę jeszcze większej publiczności. Postanawiam zainterweniować zanim sytuacja się jeszcze bardziej zaostrzy.
- Uspokójcie się. - mówię, ale wtedy Ana zabiera szklankę z sokiem od przechodzącego kelnera i wylewa zawartość na sukienkę Lily.
- Och! - wydostaje się z ust Lily - To jest naprawdę żałosne! - takie opanowanie jest nie w jej stylu. Zanim Ana zdąży coś odpowiedzieć, pojawia się jej matka i zabiera na przygotowaną scenę. Odprowadzam je wzrokiem i spoglądam na Lily, która posyła piorunujące spojrzenie ludziom, którzy się na nią gapią.
- Co to było? - zwracam się do niej.
- Nic nowego. - prycha i spogląda na swoją sukienkę - Zawsze musi mi niszczyć ubrania...
- Chcesz wrócić na ranczo?
- Nie ma mowy. Nie dam jej tej satysfakcji.
- Ale twoja sukienka... - przewraca oczami i kieruje się w jakieś ustronniejsze miejsce. Idę za nią. Po drodze zatrzymuje się, by zaznaczyć swoją obecność Lizzy. Docieramy razem do namiotu, w którym ustawione są ławki tworząc loże.
- Możesz mi rozpiąć sukienkę? - Lily zwraca się do mnie.
- Co? - patrze na nią zdezorientowany.
- A co ty mi możesz zrobić? - prycha druga dziewczyna. Przez chwilę mierzą się wzrokiem, a ja czuje się jak jakiś sędzia na ringu. Dwie nie pałające do siebie dziewczyny to faktycznie ciekawe widowisko.
- A co boisz się? - Lily ze spokojem przypatruje się Anie, która robi się coraz bardziej wściekła. Rozmowa dziewczyn przyciągnęła już uwagę kilku osób kręcących się obok baru. - To, że twój ojciec ma tyle forsy, że stać go na zrobienie tego cyrku, nie oznacza, że jest jakiś wszechmogący!
- Zamknij się! - krzyczy Ana przyciągając uwagę jeszcze większej publiczności. Postanawiam zainterweniować zanim sytuacja się jeszcze bardziej zaostrzy.
- Uspokójcie się. - mówię, ale wtedy Ana zabiera szklankę z sokiem od przechodzącego kelnera i wylewa zawartość na sukienkę Lily.
- Och! - wydostaje się z ust Lily - To jest naprawdę żałosne! - takie opanowanie jest nie w jej stylu. Zanim Ana zdąży coś odpowiedzieć, pojawia się jej matka i zabiera na przygotowaną scenę. Odprowadzam je wzrokiem i spoglądam na Lily, która posyła piorunujące spojrzenie ludziom, którzy się na nią gapią.
- Co to było? - zwracam się do niej.
- Nic nowego. - prycha i spogląda na swoją sukienkę - Zawsze musi mi niszczyć ubrania...
- Chcesz wrócić na ranczo?
- Nie ma mowy. Nie dam jej tej satysfakcji.
- Ale twoja sukienka... - przewraca oczami i kieruje się w jakieś ustronniejsze miejsce. Idę za nią. Po drodze zatrzymuje się, by zaznaczyć swoją obecność Lizzy. Docieramy razem do namiotu, w którym ustawione są ławki tworząc loże.
- Możesz mi rozpiąć sukienkę? - Lily zwraca się do mnie.
- Co? - patrze na nią zdezorientowany.
- Mam poprosić kogoś innego? - niepewnie podchodzę do niej. Lily odwraca się do mnie i unosi włosy. Niepewnie łapię za zamek i rozsuwam go - Dzięki. - Lily zwinnie zdejmuje sukienkę, a to co ma pod spodem dosłownie zapiera mi dech w piersi. Jej biały, koronkowy top i spódnica ściśle opinają ciało. Cholera! Wygląda nieziemsko. Bezceremonialnie gapie się na nią z lekko uchylonymi ustami. Jeszcze żadna dziewczyna tak na mnie nie działała, jak Lily. Podnoszę głowę i mój wzrok natrafia na jej intensywne spojrzenie. W pytający sposób marszczy brwi, ale się nie odzywa. Kiedy ja mam zamiar się odezwać dołączają do nas Daga, Louis i Harry.
- Co tak tu zamulacie? - pyta Daga. Sądząc po jej zaróżowionych policzkach jest nieźle wstawiona.
- Właśnie idę się napić. - odpowiada Lily.
- A gdzie twoja granatowa sukienka?
- Miała nieprzyjemne spotkanie z Aną. - Daga chichocze.
- Ten komplet jest jeszcze lepszy. Wszyscy się na ciebie gapią. - szepcze do niej, ale i tak wszyscy to słyszymy.
- Mam to gdzieś. Idziesz ze mną? - pyta i po chwili dziewczyny wychodzą z namiotu.
- Co się tu działo? - pyta Louis.
- Kolejna runda na linii Ana - Lily - odpowiadam mu.
- Chodźmy się napić. - proponuje Harry i ostatecznie lądujemy przy barze razem z dziewczynami. Spędzamy jakiś czas przy barze. W trakcie przyłączają się do nas Liam z Katie oraz Lizzy i Niall, także bawimy się całą naszą grupą. Matka Any cały czas jej pilnuje by nie wywoływała kolejnego skandalu więc jedynie mierzy Lily wściekłym spojrzeniem ze swojej loży niedaleko nas. Przez cały czas staram się brać udział w rozmowie, ale przez Lily nie mogę się skupić.
- Nie chcę cię wkręcać, ale w piciu mnie nie prześcigniesz - słyszę głos Harry'ego.
- Nie piłeś nigdy ze mną więc skąd to możesz wiedzieć? - odpowiada mu Lily. Swoją drogą od kiedy oni przeszli od nienawidzenia siebie do tego co jest teraz?
- Może zrobimy zakład? Kto odleci jako ostatni coś wygra. - proponuje Louis.
- To może być zabawne. - odzywa się Daga.
- Mówisz tak, bo jesteś z Polski. - wytyka jej Lizzy.
- A ja jestem z Irlandii i to nie będzie takie łatwe - wtrąca się Horan.
- Ja się nie dam w to wciągnąć - od razu wycofuje się Liam. "Mięczak" - droczy się z nim Katie.
- Wchodzę w to. - obwieszcza Lily i zamawia butelkę wódki. Chłopacy uśmiechają się zadziornie, na co Daga posyła im rozbawione spojrzenie. Przenieśliśmy się do jednej z loży i po chwili przyszedł do nas kelner z wiadrem wypełnionym lodem i z dużą butelką białego trunku i sokiem. Postawiła to na środku stołu i przed każdym z nas ustawiła po jednym kieliszku i jednej szklance.
- To imprezę czas zacząć! - krzyczy Daga a to co się dzieje później wprawia mnie w osłupienie.
- Co tak tu zamulacie? - pyta Daga. Sądząc po jej zaróżowionych policzkach jest nieźle wstawiona.
- Właśnie idę się napić. - odpowiada Lily.
- A gdzie twoja granatowa sukienka?
- Miała nieprzyjemne spotkanie z Aną. - Daga chichocze.
- Ten komplet jest jeszcze lepszy. Wszyscy się na ciebie gapią. - szepcze do niej, ale i tak wszyscy to słyszymy.
- Mam to gdzieś. Idziesz ze mną? - pyta i po chwili dziewczyny wychodzą z namiotu.
- Co się tu działo? - pyta Louis.
- Kolejna runda na linii Ana - Lily - odpowiadam mu.
- Chodźmy się napić. - proponuje Harry i ostatecznie lądujemy przy barze razem z dziewczynami. Spędzamy jakiś czas przy barze. W trakcie przyłączają się do nas Liam z Katie oraz Lizzy i Niall, także bawimy się całą naszą grupą. Matka Any cały czas jej pilnuje by nie wywoływała kolejnego skandalu więc jedynie mierzy Lily wściekłym spojrzeniem ze swojej loży niedaleko nas. Przez cały czas staram się brać udział w rozmowie, ale przez Lily nie mogę się skupić.
- Nie chcę cię wkręcać, ale w piciu mnie nie prześcigniesz - słyszę głos Harry'ego.
- Nie piłeś nigdy ze mną więc skąd to możesz wiedzieć? - odpowiada mu Lily. Swoją drogą od kiedy oni przeszli od nienawidzenia siebie do tego co jest teraz?
- Może zrobimy zakład? Kto odleci jako ostatni coś wygra. - proponuje Louis.
- To może być zabawne. - odzywa się Daga.
- Mówisz tak, bo jesteś z Polski. - wytyka jej Lizzy.
- A ja jestem z Irlandii i to nie będzie takie łatwe - wtrąca się Horan.
- Ja się nie dam w to wciągnąć - od razu wycofuje się Liam. "Mięczak" - droczy się z nim Katie.
- Wchodzę w to. - obwieszcza Lily i zamawia butelkę wódki. Chłopacy uśmiechają się zadziornie, na co Daga posyła im rozbawione spojrzenie. Przenieśliśmy się do jednej z loży i po chwili przyszedł do nas kelner z wiadrem wypełnionym lodem i z dużą butelką białego trunku i sokiem. Postawiła to na środku stołu i przed każdym z nas ustawiła po jednym kieliszku i jednej szklance.
- To imprezę czas zacząć! - krzyczy Daga a to co się dzieje później wprawia mnie w osłupienie.


