czwartek, 27 sierpnia 2015

Rozdział 16



Razem ruszyliśmy w stronę domu. Malik poszedł na gorę, a ja skierowałem się do kuchni. Zastałem tam…
Lizzy i Harrego próbujących przygotować obiad jednocześnie świetnie się przy tym bawiąc. Nie powiem trochę zdenerwował mnie ten widok. – Cześć. – powiedziałem trochę zbyt ostro.
- O, Niall. Znalazłeś Zayna? – spytała blondynka.
- Taa… nie był w zbyt dobrym stanie.
- To tak, jak Lily. – wtrącił Harry.
- Jak to? Czyżby rzucała czym popadnie?
- Skąd wiesz? – krzyknęli oboje.
- Zayn wyżywał się na skrzynkach. Ogólnie o coś się pokłócili.
- Na mnie też rano nawrzeszczała. – stwierdził lokowany.   
- Nic nie mówiłeś.- rzekła Lizzy. – To znowu się dzieje.- dodała bardziej do siebie niż do nas.
- Co?
- Nie nic. Nie ważne. Zaraz będzie obiad.
- Niall zabierz ją stąd bo zje wszystko zanim będzie gotowe. Po za tym ty też nie jesteś odpowiedni przy gotowaniu.
- Bardzo śmieszne. – burknęliśmy równocześnie.
- No już wynocha. Liam mi pomoże. – Harry zwrócił się do szatyna wchodzącego do pomieszczenia.

Wyszliśmy razem z Niallem przed dom. Faktycznie ja bardziej przeszkadzałam niż pomagałam przy tym obiedzie. Ale przynajmniej to trochę mi pomogło po tej akcji z moją siostrą. Przysiedliśmy na werandzie przed domem. – Czy Zayn ci powiedział coś szczególnego?
- Nic szczególnego. Dowiedziałem się tylko, że powiedział coś czego nie powinien i że teraz Lily się do niego nie odezwie, a ona jest jedyną osobą która mu pomaga.
- Lily nic nie powiedziała. Tylko gdyby nie Harry rozwaliłaby cały pokój.
- Mam nadzieję, że się dogadają. Nie chciałbym, żeby Lily była znowu taka przerażająca. – na jego słowa się zaśmiałam.
- Powiem ci coś w sekrecie. To tak nie będzie. Lily zawsze gwałtownie reaguje, ale później jest ok. Jak się na czymś wyżyje to jej mija.
- To zupełnie jak Zayn…
Zapadła trochę niezręczna cisza. Zastanawiałam się czy wspominać o tym co wydarzyło się wczoraj czy lepiej nic nie mówić. W sumie nie mam pojęcia jak to interpretować. Po tym ognisku rozmyślałam nad tym, żeby powiedzieć Niallowi o rodzicach. Myślę, że mogę mu zaufać. Żywię do niego jakieś uczucia, których na razie nie mogę określić. Wspaniale mi się spędza z nim czas i świetnie rozmawia. W najgorszym wypadku przecież i tak wyjedzie więc co mi szkodzi.
- Niall…
- Lizzy..
- Ty pierwszy.
- Kobiety mają pierwszeństwo.
- Myślę, że teraz mogę ci odpowiedzieć na twoje pytanie.
- Wiesz, że jak nie chcesz to nie musisz.
- Nie muszę, ale chcę. – odpowiedziałam.. Zdjęłam łańcuszek, który cały czas noszę i mu podałam. Lily ma identyczny.
- Co to?
- Otwórz. Na pierwszym zdjęciu są moi rodzice. Oni … kiedy miałam 3 lata pojechali z Lily i Lukiem na wycieczkę właśnie tutaj. Do „La luny”. Ja byłam chora czy coś i zostałam z ciotką w Londynie. Z tego co udało mi się wycisnąć z Lily i Marii w drodze powrotnej mieli wypadek. Jakiś samochód wjechał prosto w maskę naszego samochodu. Rodzice zginęli na miejscu. Najgorsze jest to, że pamiętam ich jak przez mgłę. Pamiętam, że cały czas płakałam, jak za każdym razem pytałam kogoś o rodziców, a oni mówili mi, że nigdy nie wrócą. Wtedy Lily wpadła na pomysł tych medalionów. Nie zdejmujemy ich nigdy. Dzięki temu mogę sobie przypominać jak wyglądali. Gdybym tylko wiedziała co, to za człowiek spowodował ten wypadek może jak bym mu to wszystko wygarnęła mogłabym się z tym jakoś pogodzić. Wiesz nie jest łatwo wychowywać się bez rodziców... – skończyłam by zaczerpnąć powietrza. Łzy już leciały mi ciurkiem. – Cały czas się boję, że w końcu ich zapomnę. Że któregoś dnia się obudzę i znikną moje jedyne wspomnienia… - W tym momencie Niall również miał łzy w oczach. Kiedy na niego spojrzałam po prostu mnie przytulił. Tak bardzo potrzebowałam tego w tym momencie, że nie zwracałam uwagi, że być może nie powinnam tego robić. Zawsze jak o tym rozmawiam z kimś to płaczę. Do tej pory jedyną osobą z którą o tym rozmawiałam była Maria. To ona mi wszystko opowiedziała. Kiedy próbowałam pogadać z Lily albo Lukiem oboje zbywali mnie.
- Już dobrze nie płacz. Nie musisz więcej mówić.
- Muszę albo teraz albo więcej nie będę w stanie tego zrobić. – odpowiedziałam. – A jeśli chodzi o Luka to mój brat. Jak już mówiłam byli razem z Lily bardzo związani. Dokładnie to było 3 lata temu Wtedy niedaleko miała się odbywać corrida. Moja siostra zawsze chciała to obejrzeć na żywo. Długo namawiała Luka, żeby z nią pojechał. Mnie to nie interesowało więc zostałam tutaj. Kiedy wracali …
- Nawet nie zaczynaj tego tematu. – warknęła Lily, która pojawiła się nagle w drzwiach. Razem z Niallem spojrzeliśmy na nią zszokowani.
- Przecież … Ty nie …
- On nie musi o tym wiedzieć. Nikt nie musi. Rozumiesz? – dodała moja siostra. – Obiad jest gotowy. Możecie iść.
- Ale …
- Chyba coś powiedziałam. Koniec tematu.
- A ty nie zjesz z nami.
- Nie. – ucięła szybko temat Lily i poszła przed siebie.
- Przepraszam cię. To jest dla niej bardzo drażliwy temat.
- Lepiej chodźmy.

Wchodząc do kuchni zastaliśmy tam wszystkich oprócz Zayna, no i Lily. Hazza się spisał wszystko świetnie pachniało. W sumie już dawno nam nic nie gotował.
- W końcu jesteście. – powiedział Liam. – Wszystko w porządku? – zwrócił się do Lizzy.
- Pewnie. Co tak ładnie pachnie? – odpowiedziała blondynka takim smutnym głosem. Chłopaki popatrzyli na mnie a ja tylko pokazałem na migi, że później to wytłumaczę.
- A gdzie Zayn? – spytałem.
- Minąłem się z nim na schodach i mruknął tylko, że idzie zapalić. – odpowiedział Louis. – A widzieliście Lily?
- Nie zje z nami. – odpowiedziała Lizzy.
Po obiedzie zdecydowaliśmy, że pójdziemy do altany. W sumie nakłoniłem wszystkich do tego. Chciałem trochę poprawić humor Lizzy. W skrócie wytłumaczyłem chłopakom o co chodziło. Tak bez żadnych szczegółów. Wydaje mi się, że nie do końca mi uwierzyli, ale nie drążyli tematu.

Nie byłam w zbyt dobrym humorze. Było mi smutno jak zawsze kiedy myślę o rodzicach. Przyznam szczerze, że na trochę się wyłączyłam. Dopiero jak Niall szturchnął mnie ocknęłam się. Louis opowiadał o swoich wybrykach na koncertach i nie tylko. Niektóre sytuacje były takie absurdalne, że zaczęłam się zastanawiać czy on mówi prawdę. Ale chłopacy zapewniali mnie, że tak było naprawdę. Później przyłączył się do niego Harry. Wtedy już się trochę rozchmurzyłam. Przebywając z nimi uświadomiłam sobie, że już dawno nie miałam takiej rozrywki. Ostatnio to miało miejsce jakieś pół roku temu kiedy w odwiedziny wpadła nasza kuzynka Nadia. Ona prowadzi ciekawe życie i zawsze gdy tu wpada nigdy się nie nudzę. Szkoda, że robi to tak rzadko. Dlatego cieszę się, że chłopacy tu przyjechali.
- Lizzy słuchasz nas? – spytał Niall.
- Sorki. Zamyśliłam się. O co pytałeś?
- Pytałem o twój ulubiony zespół.
- Nie mam ulubionego. Słucham różnej muzyki.
- Zła odpowiedź. – odparł blondyn i zaczął mnie łaskotać.
- Nasz zespół jest najlepszy. – powiedział Louis.
- Już dobrze. Wystarczy Niall. – ledwo wypowiedziałam to. – Nie wiem może słyszałam jakąś waszą piosenkę, ale nie kojarzę.
- To my ci coś zaśpiewamy. – dodał Liam.
- Prywatny koncert, ale się cieszę.
- Co by tu zaśpiewać? – głośno myślał Harry.
- Tam jest gitara. – wskazałam.
- No to zaczynamy. Nasz pierwszy singiel.
Gdy zaczęli śpiewać cały czas przyglądałam się blondynowi. Wszyscy mieli piękne głosy. Szczerze to mogłabym ich słuchać cały czas.
- W sumie to gdzieś słyszałam tą piosenkę. Chyba na przyjęciu u Any.
- Przyjaźnisz się z nią? – spytał Louis.
- Nie. Ona co roku wyprawia urodziny, na których musimy być. To jest tak jak z tą kolacją.
-  Dobra to śpiewamy dalej. – zarządził Niall.

Nie miałam ochoty na obiad więc postanowiłam się przejść. Przy okazji sprawdzę czy na ranczu wszystko w porządku. Tak naprawdę chciałam choć przez chwilę pobyć sama. Szłam tak długo przed siebie aż dom zniknął mi z pola widzenia. Dopiero dostrzegłam, że jestem w sadzie. Tędy chodzą tylko pracownicy tu pracujący i to przede wszystkim rano. Popołudniami i wieczorami jest tu błoga cisza. Przeszłam jeszcze kawałek pomiędzy drzewami i przysiadłam na jednej ze skrzynek.  Rozmyślałam nad tym wszystkim co się wydarzyło w ostatnich dniach. Znowu to robię, bo coś mi nie daję spokoju. Chyba raczej ktoś. Dopóki oni się nie zjawili miałam spokojne życie a teraz cały czas coś jest nie tak. Nie wiem co mam robić. Na takich przemyśleniach zleciało mi całe południe. Nie miałam ochoty wracać więc postanowiłam poczekać, aż na niebie pojawią się gwiazdy. Lubię na nie patrzeć. To jest ta chwila, w której odpycham wszystkie myśli na bok, a na moje usta wkrada się uśmiech. Wtedy jestem sama i mogę być sobą. To jest moja chwila bez nikogo i niczego. Myślę, że w tych gwiazdach odnalazłam cząstkę siebie. Naprawdę zapominam o wszystkim. Ponieważ ta chwila taki właśnie ma cel. Sprawia, że czujesz się tak mały wewnątrz czegoś tak wielkiego i niepojętego. Oddala wszystkie twoje problemy, trudności, wszystkie doczesne chęci, potrzeby, pragnienia, zmuszając cię do uświadomienia sobie, jakie naprawdę to wszystko jest nieistotne. To tak, jakby Ziemia nagle stała się cicha i nieruchoma, a wszystko, co twój umysł może pojąć czy poczuć, to ogrom wszechświata, i dostajesz zadyszki na myśl o swoim w nim miejscu. Czujesz wolność i tylko to się liczy.
- Pomyślałaś życzenie?

Na dół ściągnął mnie piękny zapach. Aż zrobiłem się głodny. W końcu ominąłeś obiad. Wchodząc do kuchni spostrzegłem, że przyszedłem w samą porę. Dosiadłem się do pozostałych i zabrałem za posiłek. Nigdzie nie zauważyłem Lily. Pozostali rozmawiali o czymś o czym nie miałem pojęcia. Niby ostatnio lepiej się dogadujemy, ale jeszcze nie potrafię wrócić do tego co było. Postanowiłem się wymknąć i pójść na spacer. Postanowiłem iść przed siebie, aż dotarłem do sadu. Kiedy usłyszałem jakieś szmery skręciłem w tamtą stronę. Zauważyłem brunetkę leżącą na trawie i wpatrującą się w niebo. Tak pięknie wyglądała w blasku pierwszych gwiazd. Niewielki uśmiech błąkał się na jej ustach. Mogłaby być taka na co dzień. Taka pogodna i beztroska. Przez kilkanaście minut wpatrywałem się w widok przede mną. Podchodząc bliżej spytałem. – Pomyślałaś życzenie? – wtedy zaskoczona spojrzała w moim kierunku ale nie odezwała się nawet słowem. – Przepraszam za tamto. Ja po prostu na wszystko reaguje gwałtownie. To taka moja reakcja obronna. – znowu odpowiedziała cisza. Przysiadłem na jednej ze stojących skrzynek. – Powiesz coś?
- Masz całe ranczo do dyspozycji, a zawsze przypałętasz się tam gdzie akurat ja jestem.
- Ciągnie mnie do ciebie. – tu posłała mi tylko zirytowane spojrzenie. – Chciałem…
- Nie interesuje mnie co chciałeś. Najlepiej jak byś stąd poszedł. I weź się w końcu przymknij z łaski swojej.
- Wydawało mi się, że już doszliśmy do porozumienia. – znów bez odzewu. – Ziemia do Lily.
- Nawet we własnym domu nie można pobyć samemu. – burknęła tylko po czym wstała i zaczęła iść w inne miejsce.
- Zaczekaj. Chcę pogadać. Mówiłaś, że możemy rozmawiać.
- No właśnie wy wszyscy chcecie. Jesteście strasznymi egoistami. Liczy się tylko czego wy chcecie. Ty chcesz porozmawiać, a JA chcę być sama. – odpowiedziała podniesionym głosem.
- Nie uciekaj znowu. Wiem, jak to jest więc odpuść tym razem.
- Wiesz co? Gówno wiesz. Zajmij się swoim życiem. Nie potrafisz sobie poradzić z czymś co zdarzyło się rok temu. To dlatego tu jesteś. Więc zajmij się tym i daj mi spokój!
- Przymknij się wreszcie! – krzyknąłem. – Nie rozumiesz, że ty mi pomagasz poukładać to wszystko!? Rozmowy z tobą sprawiają, że czuję się lepiej. To przez ciebie zacząłem przebywać z chłopakami. Wcześniej nawet się do nich nie odzywałem. W 3? Dni zrobiłaś coś co wszyscy próbują zrobić od roku. Nie wiem jak to jest, ale w twoim towarzystwie czuję się lepiej. Czuję, że jestem sobą. Rozumiesz? – szczerze powiedziałem. Lily kilka razy otwierała i zamykała usta nie wiedząc co powiedzieć. W końcu zaczęła mówić.
- Ile razy mam ci powtarzać, że nie jestem odpowiednią osobą do tego? Ja nie potrafię być dla nikogo przyjaciółką ani nikim takim. Jak mogę ci pomóc skoro nawet dla samej siebie nie potrafię tego zrobić? Ja tylko potrafię niszczyć wszystko. Prędzej czy później to co jest dla mnie ważne znika. Nie jestem w stanie słuchać twoich historii. One przypominają mi coś o czym nie chcę pamiętać. Sam wasz przyjazd zakłócił wszystko co zdążyłam sobie poukładać.- ostatnie zdanie już niemal wyszeptała.
- Chcesz o tym porozmawiać? – odważyłem się spytać.
- Po co? I tak tego nie zrozumiesz. Wiesz ja sama siebie nie rozumiem. Po za tym przyszłam tutaj oglądać gwiazdy a ty mi przeszkadzasz.
- Ciągle jesteś taka.
- A jaka mam niby być? To ty tu przyszedłeś i myślisz, że masz prawo mnie o to pytać? Nawet nie próbuj mi pomagać. Zajmij się sobą. Po to tu przyjechałeś. Moje życie nie powinno cię obchodzić - Na te słowa nie odpowiedziałem. W szybkim tempie pokonałem dzielącą nas odległość i ja po prostu przytuliłem. Początkowo cała się spięła i próbowała wyrwać, ale jej na to nie pozwoliłem wiec odpuściła. Nie wiem ile tak tkwiliśmy w tych objęciach, ale coś sobie uświadomiłem. Przez te kilka dni to właśnie Lily stała się dla mnie kimś ważnym. Chciałbym jej pomóc tak jak ona to robi dla mnie. Mimo, że tak nie uważa. Gdyby mi ktoś powiedział, przed przyjazdem tutaj, że w te kilka dni poczuję się lepiej i w końcu zacznę sobie z tym wszystkim radzić to bym go wyśmiał.  Drugiej strony gdybym wcześniej znał Lily wszystko by było łatwiejsze. Rozmyślałbym tak dalej gdyby nie brunetka, która wyrwała się z moich objęć. – Nie powinieneś tego robić. Zapomnij o tym wszystkim. – powiedziała po czym pobiegła w stronę domu. Ja stałem tak do momentu kiedy zniknęła mi z pola widzenia. Dlaczego to wszystko musi być takie skomplikowane? Dlaczego ona to tak utrudnia? Rozważając tak podążyłem jej śladem.

sobota, 22 sierpnia 2015

Rozdział 15

Zwlekła się z łóżka bladym świtem. Wczorajsze popołudnie przebiegło w miłej atmosferze lecz dzisiaj trzeba wrócić do rzeczywistości. Wstając Lily poczuła ból w krzyżu. Widocznie wczorajszy upadek przyniósł jakieś skutki. Po porannej toalecie zeszła na dół. Roboty na ranczu było mnóstwo. Mimo, że do dyspozycji były nowoczesne maszyny przydawała się każda para rąk. Tak naprawdę praca na ranczu toczyła się stałym rytmem. Wychodząc z domu Lily skierowała się do stajni. Jak zawsze na początku zajmowała się Jeffreyem, potem innymi końmi, a później szła doglądać prac w sadzie. To wszystko zajmowało jej czas aż do śniadania. Kiedy szczotkowała Jeffa ból się wzmorzył. Każdy gwałtowny ruch powodował ból w plecach. Mimo to nie przerwała pracy. Wiedziała, że musi to skończyć więc nie narzekała. Minie pewnie ze dwa dni zanim dojdzie do siebie. Nie było to coś z czym wcześniej nie miała do czynienia. Wcześniej ulegała już poważniejszym wypadkom. Skończywszy przewidzianą na tą porę pracę ruszyła z powrotem do domu. Wchodząc do przedpokoju zostawiła buty by nie zrobić bałaganu. Próbując rozmasować kark weszła do kuchni. Nalała sobie soku po czym zabrała się za przygotowanie śniadania. Było to ciężkie zadanie gdyż każdy nagły ruch przynosił ból. Tak naprawdę dla Lily ból był wybawieniem. Ten ból fizyczny pozwalał choć na chwilę zapomnieć o tym bólu duchowym. Brunetka cały czas myślała nad tym wszystkim co się ostatnio działo. Przyjazd tego zespołu sprawił, że znowu zaczynała mieć nadzieję i to już wystarczająco bolało.
Nadzieję, że w końcu ktoś pokaże jej jak być szczęśliwą. Ciągle robiła sobie takie nadzieję, choć wiedziała, że nic to nie da. Ale przecież nadzieja umiera ostatnia. Prawda? To jedyne uczucie, które w sobie ma. Jednocześnie przerażała ją myśl, że jeśli znów pozwoli sobie wierzyć, a potem znowu dostanie w twarz, to zaboli jeszcze mocniej. Tak naprawdę Lily była bardzo zagubiona. Nie wiedziała, co z tym wszystkim zrobić. – Nie. Nie mogę dopuścić do tego by coś czuć. Bo jeśli znowu coś stracę to już tego nie wytrzymam.- pomyślała. Kiedy tak rozmyślała w kuchni pojawił się Harry.
- Cześć. Pomóc ci?
- Już kończę.
- Wiesz co długo myślałem nad twoimi słowami i szczerze mówiąc nie doszedłem do żadnego wniosku. W dodatku patrząc jak wszyscy wkoło są szczęśliwi … mnie to dobija. Nie wiem co mam zrobić.
- Naprawdę tak uważasz? To ci coś powiem. Dlaczego zawsze spoglądasz w tę drugą stronę? Dlaczego ciągle myślisz, że inni mają więcej szczęścia ? Tak łatwo twierdzisz, że innym powodzi się o wiele lepiej? Ten drugi brzeg wydaje Ci się zawsze piękniejszy. Może dlatego, że jest od Ciebie oddalony, a Ty patrzysz jak skamieniały, zauroczony tym pięknym widokiem.. Czy przyszło Ci kiedyś do głowy, że na tym drugim brzegu inni także na Ciebie patrzą i sądzą, że to Ty masz więcej szczęścia ? Oni tez zauważają wyłącznie Twoją lukrowaną stronę. Mniejszych i większych trosk i kłopotów nie znają. Szczęście nie leży na drugim brzegu. Twoje szczęście jest w Tobie. – odpowiedziała Lily odwracając się do lokowanego.
Harry kolejny raz nie wiedział co powiedzieć. Jednak dostrzegając Lily wydał się jakby zaniepokojony?
- Dobrze się czujesz? Jesteś strasznie blada.
- Nic mi nie jest.
- Na pewno?
- Posłuchaj nie musisz być dla mnie miły jak nie chcesz. Od początku ewidentnie nie darzysz mnie sympatią więc nie musisz tego robić. Doskonale znam twoje zdanie na mój temat. To, że od czasu do czasu ci coś powiem nie oznacza, że zapomniałam. – powiedziała zirytowana Lily. Kiedy Harry chciał odpowiedzieć zadzwonił telefon. – Ranczo „La luna”. W czym mogę pomóc? … Czy to musi być koniecznie w tym tygodniu?... Ach, Ana nalega? Rozumiem. W takim razie zapraszam jutro w porze obiadowej. Do widzenia. – Jeszcze tego brakowało.
- Stało się coś?- spytała Lizzy wchodząc do kuchni z pozostałymi.
- Harry co zrobiłeś?- spytał Louis.
- Lizzy, jutro przychodzą „państwo” Garcia.
- To ta gościówa co napadła na Zayna?- spytał Louis.
- W rzeczy samej. Wiedziałam, że będzie nalegać, ale to już przesada.
- No i co zrobimy? – spytała Lizzy.
- Nie wiem. Zayna już widziała, ale pozostałych nie więc nie muszą być jak nie chcą.
- Ja na pewno nie chcę. – wtrącił Tomlinson.
Przez chwilę zapadła cisza. Lily usilnie próbowała coś wykombinować, żeby nie narażać chłopaków na rodzinę Garcia. Lepiej żeby nie wiedzieli, że jest tu cały zespół, bo tak to Ana pojawiałaby się tu codziennie nieproszona.
- Już wiem. Pojedziecie do miasteczka na cały dzień. Ja postaram się jak najszybciej ich spławić. – powiedziała Lily.- A teraz siadajcie podam śniadanie.

Po śniadaniu Lily ruszyła dalej do pracy. Razem z nią postanowił iść Louis. Również Zayn postanowił się dołączyć. Brunetka była zaskoczona, ale nie dała tego po sobie poznać. Skoro sami chcą to niech idą. Każdy krok sprawiał jej ból, a teraz musi iść o wiele dalej niż do stajni. W tym stanie o jeździe konnej nie było mowy.
Lily szła bardzo zamyślona. Zayn również nie był skłonny do rozmowy więc postanowiłem nawet nie próbować rozpoczynać rozmowy. Brunetka była dzisiaj bardzo blada. Również dlatego postanowiłem z nią iść. Rozglądałem się po okolicy, aż doszliśmy do jakieś zagrody? Czy coś w tym stylu. Lily przeskoczyła zagrodę i widziałem na jej twarzy jakiś grymas. Ciekawe co jej się stało. – Co my tu będziemy robić? – spytałem.
- Najpierw trzeba sprawdzić pastwisko. Czy u bydła wszystko w porządku. Czy nie pokaleczyło się o druty, czy nie ropieją im oczy itp. Jeśli tak to trzeba od razu im pomóc. Następnie trzeba podlać pola i sprawdzić czy uprawy są w dobrym stanie. Na końcu trzeba pozbierać borówki do sprzedaży i sprawdzić ogrodzenie wokół rancza. Jest jeszcze wiele innych prac, ale na dziś to wszystko.
- I to wszystko robisz sama?
- Jak widać. Każdy tutaj się czymś zajmuje. Niektórzy mają jeszcze więcej do roboty. – odpowiedziała brunetka. – I uprzedzę twoje pytanie lubię się tym zajmować. Przynajmniej nie myślę o niczym innym. – dodała na co Zayn się na nią spojrzał. Czy on coś wie? Czy rozmawiali już o tym wypadku? Oboje są jacyś inni od wczoraj. Lily trochę zmieniła podejście do nas. Wczoraj miło spędziliśmy popołudnie. Tak jakbyśmy wszyscy byli dobrymi przyjaciółmi. Mam nadzieję, że dzięki temu wszystko będzie dobrze. Że Lily pomoże nam się odnaleźć i ustawi nas do pionu. Sprawi, że się dogadamy. A najbardziej liczę, że pomoże Zayn’owi uporać się z przeszłością.
- Lily! – krzyknął Jose zbliżając się do nas. Dziewczyna gwałtownie się obróciła i skrzywiła z bólu.
- Wszystko w porządku? Coś ci się stało? – zapytał Zayn.
- Co się dzieje Jose?
- Razem z Markiem sprawdziliśmy już ogrodzenie i uprawy. – powiedział Jose. – Dobrze się czujesz?
- Dzięki. Wiesz, że nie musiałeś.
- Idź z nimi pozbierać borówki ja się zajmę bydłem.
- Nie musisz …
- Dzisiaj ci nie odpuszczę. Ewidentnie źle się czujesz. I tak się ciesz, że nie wygnam cię z powrotem do domu.
Brunetka nie skomentowała tych słów tylko ruszyła w stronę jak myślę jakiegoś sadu. Gdy dotarliśmy zabrała się od razu do pracy. Przecież tych krzaczków było z milion. Z Zanem spojrzeliśmy po sobie i przyłączyliśmy się do niej. Zanim uporaliśmy się z tym wszystkim słońce już dawno świeciło wysoko na niebie. Byłem wykończony i ledwo słaniałem się na nogach. W końcu zasiadłem na jednej ze stojących skrzynek. Zayn klapnął zaraz po mnie. Natomiast Lily póki nie skończyła tego co miała zrobić nie zaprzestała pracy. – Zaraz chyba umrę. – mruknąłem.
- Ja też. – sapnął Zayn.
- Dlatego mówiłam, że nie będę was do niczego zmuszać. – powiedziała Lily dosiadając się do nas i podając po butelce piwa. – A z waszą kondycją jest jeszcze gorzej niż myślałam -dodała.
- A ty się nie napijesz z nami?
- Na co dzień nie piję alkoholu.
- Mogę cię o coś spytać? Tylko się nie wściekaj. – skinęła mi głową. – Czy masz jakieś marzenia ? Coś co chciałabyś dostać?
- Marzenia? Sama nie wiem. Nie marzę o niczym szczególnym, nie chcę skakać na bungee, zwiedzać całego świata albo władać wieloma językami. Choć to ostatnie prawie mi się udaje. Myślę, że chciałabym żeby w końcu coś mi się udało. Żeby było trochę łatwiej, lepiej. Żeby ludzie byli warci czegokolwiek. Chciałabym mieć więcej czasu. Więcej szczęścia. Więcej uśmiechu na twarzy. Chciałabym być szczęśliwa, mieć obok kogoś ważnego i dzielić z nim wszystko, całe swoje życie. To tyle.
- To dlaczego robisz wszystko, żeby tego nie mieć?
- Bo ja wiem. Życie nauczyło mnie, że nie warto marzyć. Ja po prostu stałam się kimś kim jestem teraz. Do tego stopnia, że jestem w tym całkiem niezła – mówić jedno, podczas gdy myśli się coś innego, zachowywać się, jakbym słuchała, kiedy nie słucham, udawać, że jestem spokojna i szczęśliwa, kiedy tak naprawdę jestem na skraju rozpaczy. To jedna z umiejętności, jakie doskonali się pod wpływem doświadczeń. Wystarczy ci taka odpowiedź?
- Jasne. I tak jestem zdziwiony, że w ogóle ze mną rozmawiasz. – odpowiedziałem. – To ja was może zostawię. Jestem padnięty. – dodałem posyłając brunetce wzrok typu „teraz z nim pogadaj”.

Lily odprowadziła Louisa wzrokiem po czym zwróciła się do Zayna – A ty co taki milczący siedzisz?
- Próbuję pojąć twoje słowa. I sądzę, że nie masz racji. Każdy człowiek powinien marzyć. To sprawia, że stajemy się choć odrobinę radośniejsi? Nie wiem jak to określić. To co ci powiedziałem to jest jakaś ¼ tego co przeżyłem, ale mimo to mam jakieś marzenia. Więc cię nie rozumiem.
- Widzę, że dzisiaj mam jakiś dzień szczerości więc ci coś powiem. Od pewnego czasu jestem sama. Sama tutaj i sama na świecie. Sama w sercu i sama w głowie. Sama wszędzie przez cały czas, od kiedy pamiętam. Sama w rodzinie, sama z przyjaciółmi, sama w pokoju pełnym ludzi. Sama, kiedy się budzę, sama każdego koszmarnego dnia, sama, kiedy w końcu nadchodzi ciemność. Jestem sama z moim przerażeniem. Choć nigdy nie chciałam być sama. Marzyłam, że będę miała kogoś obok. Teraz wiem, że tak się nie stanie. Ja jestem zdolna tylko do tracenia wszystkich. Straciłam rodziców, dziadka, Luka… Kurewsko tego nienawidzę. Nienawidzę tego, że nie mam z kim porozmawiać, nienawidzę tego, że nie mam do kogo zadzwonić, nienawidzę tego, że nie mam nikogo, kto potrzyma mnie za rękę, przytuli mnie, powie mi, że wszystko będzie w porządku. Nienawidzę tego, że nie mam nikogo, z kim mogłabym dzielić nadzieję, nienawidzę tego, że przestałam mieć nadzieję, nie znoszę tego, że nie mam nikogo, kto powiedziałby mi, żebym się trzymała, że jeszcze kiedyś je odnajdę. Teraz już rozumiesz? Marzenia nie są dla mnie. Nie wiem po co ci o tym mówię.
- Ja też dzisiaj będę szczery i ci coś powiem. Nie musisz być sama. Usilnie się przed tym bronisz, ale nie musi tak być. Rozumiesz? Nie wiem dlaczego, ale odkąd cię zobaczyłem mam taką potrzebę, żeby przebywać obok ciebie. To mi pomaga zapomnieć o wszystkim. Rozmowy z tobą są bardzo filozoficzne? Nie wiem jak to określić, ale ja cię rozumiem. Dla mnie najgorszy moment przychodzi wtedy, kiedy uzmysławiam sobie, jak bardzo wszystko nie jest okej. Jak bardzo okłamuje sam siebie, jak bardzo nie chcę widzieć tego co się dzieje wokół. Jak przekłamuje wszystkie fakty i sprowadzam je do wersji wygodnej. Żeby tylko nie bolało, żeby tylko nie myśleć. I ogarnia mnie wtedy niespotykana samotność, otępienie. Nie mogę z nikim o tym pogadać, nie mogę nawet wyjść na papierosa i o tym pomilczeć. Jestem sam ze sobą i tym co zjada mnie od środka… Gdybyś tylko pozwoliła…
- Nie zaczynaj nawet. Sam odseparowujesz się od ludzi a wymagasz nie wiadomo czego ode mnie. Nie wymagaj zmiany od innych, jeśli sam nie potrafisz się zmienić. Jeśli twierdzisz, że nie potrafisz, pomyśl co musi czuć osoba, od której tego wymagasz. – powiedziała Lily po czym ruszyła w stronę domu.
- Lily! Zaczekaj!
- Nie Zayn. To wszystko nie ma sensu. Staram się wam pomóc, ale stwierdzam, że nie potrafię. Nie potrafię uświadomić wam dlaczego macie takie szczęście, że macie to grono przyjaciół. Nie potrafię pokazać wam jak ważne jest cieszenie się każdą chwilą. Nie potrafię sprawić żebyście docenili to co macie. Nie potrafię…
Nie skończyła gdyż Zayn obejmując jej szyję jedną ręką, przyciągnął ją blisko i pocałował. Mocno. Bez litości. To był brutalny, prymitywny pocałunek, w którym zawarte były wszystkie jego uczucia do niej. Wlał je w jej usta towarzyszące mu wtedy emocje,  jakby chciał wczołgać się w jej duszę. Kiedy już się od siebie odsunęli patrzyli sobie prosto w oczy.
– Nie możesz tego robić. Rozumiesz? Wybrałeś złą osobę do tego. Obiecałam komuś, że pomogę rozwiązać ci twoje problemy, ale nie możesz tego robić. Nie mogę ci pomoc w taki sposób w jaki tego oczekujesz. Jedyne co mogę ci zaoferować to rozmowa. Więc proszę cię nie rób tego więcej.
Lily wyrwała się i mimo bólu pobiegła w stronę domu. Zayn usiadł z powrotem na jednej ze skrzynek i zaczął rozmyślać nad tym wszystkim co się wydarzyło odkąd tu przyjechał.



Siedzieliśmy z chłopakami w salonie, aż wrócił Louis. Ledwo szedł na nogach. Ciekawe co Lily im wymyśliła do pracy, że jest w takim stanie. Nawet nie miał siły nam wytłumaczyć gdzie jest Zayn. Od razu poszedł do swojego pokoju. Po jakimś czasie do domu wbiegła moja siostra. Nawet się nie zatrzymała. Od razu wbiegła na górę. Słychać było tylko trzask drzwi. Co tam się znowu stało no i gdzie jest Zayn.
- O co chodzi ?– spytał Niall.
- Nie mam pojęcia. Pójdę sprawdzić o co chodzi.
- To ja poszukam Zayna. – powiedział Niall.
Znajdując się pod drzwiami pokoju mojej siostry stałam tam przez chwilę nie wiedząc co zrobić. Dopiero jak usłyszałam jakiś trzask weszłam do pokoju. – Co ty robisz? Zostaw to! – krzyknęłam widząc jak Lily próbuje rzucić kolejną rzeczą o ścianę.
- Lizzy wyjdź!
- Co się stało ?
- Chce zostać sama nie rozumiesz!?
- Nie zostawię cię w takim stanie. Przestań rzucać tymi przedmiotami! – jednak Lily tak jakby mnie nie słyszała. – Powiedz mi co się dzieje!
- Nic się nie dzieje! To mój pokój i mogę w nim robić co chcę!
- Lily nie możesz się tak ciągle zamykać. Wiem, że cierpienie to świństwo, kto je lubi? Wszyscy chcielibyśmy mieć pancerz, który chroniłby Nas przed bólem. Ale człowiek wznosi mur, żeby obronić się przed tym, co przychodzi z zewnątrz, a w końcu odkrywa, że zamknął się w jego granicach. Nie zamykaj się, proszę cię. Porozmawiaj ze mną.
- Idź stąd Liz.
Nie wiedziałam co zrobić więc poszłam po chłopaków. W salonie zastałam tylko Harrego. – Chodź ze mną. Musisz mi pomóc!
- Co się stało? Dlaczego płaczesz?
- Proszę pomóż mi. Inaczej ona zniszczy wszystko.
Harry szybko wbiegł do pokoju i złapał Lily przyciągając do siebie tak aby już nie mogła się ruszyć.
- Puść mnie! Po jaką cholerę tu przyszliście!? Mówiłam, że chcę zostać sama!
- Uspokój się.- krzyknął Harry. Widziałam w jego oczach przerażenie. Ja pewnie też tak wyglądałam. Już od dawna nie widziałam Lily w takim stanie.  Od dwóch dni chodziła jakaś dziwna. Mam wrażenie, że to wszystko ją przytłacza, ale oczywiście się do tego nie przyzna.
- Proszę was wyjdźcie stąd. – szepnęła Lily głosem wypranym z wszelkich emocji.
- Wyjdziemy, jak się uspokoisz. – powiedział Harry.
Przez kilkanaście minut staliśmy w kompletnej ciszy. Harry cały czas trzymał ją w objęciach po to by się uspokoiła. Ja stałam tam parząc na tą dwójkę. Po chwili lokowany ją puścił.
- Chodźmy Harry. – powiedziałam po czym wyszliśmy z pokoju. – Przepraszam za to. Nie wiem co się z nią stało.
- Nie przepraszaj. Dobrze, że przyszłaś. Chodźmy postaram się coś ugotować bo wątpię, że Lily to zrobi.
- Nie musisz. Poproszę…
- Chociaż tak pomogę.
Dochodząc do schodów zastaliśmy tam Louisa. – Co się stało? Słyszałem krzyki?- spytał. – Dlaczego płaczesz? – dodał.
- Nie przejmuj się. Już jest ok. Idź odpocznij zawołam cię na obiad. – odpowiedziałam po czym ruszyliśmy do kuchni.

Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Po prostu chciałam się na czymś wyżyć. Odkąd tu przyjechał ten zespół towarzyszy mi tyle emocji, że nie mogę tego ogarnąć. W dodatku Zayn wyraźnie oczekuje czegoś czego nie powinien. Od dawna nie należę do ludzi wrażliwych. Nie załamuję się, kiedy ktoś nagle odwraca się do mnie plecami. Nie upadam, gdy usłyszę kilka nieprzyjemnych słów. Nie zamykam się w sobie po stracie jakiejś osoby. Nie płaczę na pogrzebach. Podobno mam serce z kamienia. Nie biorę wszystkiego do siebie. Często wzruszam ramionami. Bywam obojętna, chłodna i nieprzyjemna. Ale w końcu nadchodzi taki dzień, kiedy kumuluje się wszystko to, co powinno było zaboleć, a umknęło gdzieś mimochodem. I ta lawina spada na mnie jak grom z jasnego nieba, i zawiera w sobie wszystko, czyjeś krzywdzące słowa, utratę wiary w siebie, odejście bliskiej osoby. I zabija, przygniata do ziemi, nie pozwala wstać, normalnie żyć. W jednej chwili powraca cała przeszłość, narasta z każdą minutą, boli z każdym oddechem coraz bardziej. I nagle gdzieś padają słowa "jest dobrze, jest okej", ale nie oszukujmy się, jest cholernie daleko od "okej". To zawsze tak jest. Kiedy poukładam sobie wszystko pojawia się coś lub ktoś co doprowadza do tego stałego cyklu. To dlatego to się stało. Staram się być twarda by zapobiec temu, ale i tak kiedyś to następuje. Zawsze wtedy myślę o tym co mnie spotkało. Lubię wracać do wspomnień, choć to boli. Lubię czasem mieć łzy w oczach, choć to smutne. Lubię cierpieć uczuciem z przeszłości, choć to teraz nie ma znaczenia. Jednak najbardziej lubię uświadamiać sobie później, że to wszystko mnie czegoś nauczyło, że to mnie wychowało. I wtedy wszystko wraca do rzeczywistości. Uspokajam się i na nowo przybieram maskę tej twardej. Teraz będzie jak zwykle pozbieram ten cały bałagan i będzie jak zwykle.

Wychodząc z domu nie bardzo wiedziałem, gdzie mam szukać Zayna. Poszedłem przed siebie. Idąc wzdłuż równo rosnących drzew doszedłem do plantacji borówek. Z oddali zauważyłem Malika. Siedział na jakieś skrzynce z twarzą w dłoniach. Po chwili wstał i cisnął skrzynkę przed siebie. – Co ty robisz? Oszalałeś? – krzyknąłem.
- Daj mi spokój.
- Tym razem mnie nie spławisz. Gadaj co się stało. – powiedziałem spokojniej. – I zostaw już te skrzynki.
- I co mam Ci powiedzieć, prawdę? Przecież nie chcesz jej znać. Bo co mam Ci powiedzieć? Że jest cholernie źle. Że mam ochotę stanąć na środku drogi i rozpłakać się że rozpierdala mnie od środka że już nie daje rady ze wszystko mnie niszczy i że chce umrzeć? Naprawdę chcesz to wiedzieć ?
- Tak dokładnie to chcę wiedzieć. Jesteś moim przyjacielem i chcę ci pomóc. Ale póki mi nic nie powiesz nie będę mógł tego zrobić. Wiem, że to co przeszedłeś… Nie potrafisz sobie z tym poradzić, ale wiedz, że masz nas wszystkich, z którymi możesz porozmawiać. Czasem lepiej z kimś porozmawiać. – odpowiedziałem. – No więc co się stało?
- Chodzi o to, że … Bo ja… Lily… kurwa!
- Pokłóciłeś się z Lily?
- Mhm.
- Co powiedziałeś?
- Dlaczego od razu sądzisz, że coś powiedziałem!?
- Zbyt dobrze cię znam Zayn.
- Po prostu powiedziałem coś czego nie powinienem był mówić. I to mnie cholernie denerwuje. Lily jest jedyną osobą, która mi pomaga. Nie chodzi o to, że wy tego nie robicie tylko … Ona zawsze wie co powiedzieć. Gada jakieś filozoficzne bzdety, ale najlepsze jest to, że to mi pomaga. Tak jakby między wierszami kryło się jakieś przesłanie. Rozumiesz? A teraz pewnie się do mnie więcej nie odezwie.
- Jestem innego zdania. Na pewno masz jakiś sposób by ją przekonać. Wierzę w ciebie. Cieszę się, że w końcu trafiłeś na kogoś kto cię rozumie. Dlatego nie możesz się poddać. Nie teraz. Ktoś w końcu do ciebie dotarł i jest w stanie ci pomóc więc nie możesz tego zaprzepaścić.
- Ja jestem taki popieprzony, że nie wiem czy warto próbować.
- Nie wiesz czy warto? Ja odpowiem Ci, że zawsze, bo jeśli cholernie Ci na czymś zależy, uprzesz się i zaprzesz samego siebie, stawisz czoło swoim słabościom i przeciwnościom losu, ale to zdobędziesz.
- Dzięki Niall, ale chyba na dziś mam już dosyć tej gadaniny.
- Nie ma sprawy, ale pamiętaj, że zawsze możesz ze mną pogadać. – odpowiedziałem na co mulat skinął mi głową.
Razem ruszyliśmy w stronę domu. Malik poszedł na gorę, a ja skierowałem się do kuchni. Zastałem tam…

czwartek, 20 sierpnia 2015

Rozdział 14



- Lily zaczekaj, proszę. Dlaczego mi to mówisz? – spytałem. Dopiero jak na mnie spojrzała wszystko do mnie dotarło.
Patrzyła na mnie w wyraźnym bólem w oczach. Dziewczynka z dwójką rodzeństwa, spokojne miejsce. - To twoja historia prawda?
- Musimy się zbierać. Czas wracać.
- Dlaczego potrafisz mi doradzić, a sama uciekasz od problemów?
- Nie mam już cierpliwości do pewnych rzeczy, nie dlatego, że stałam się arogancka, ale po prostu dlatego, że osiągnęłam taki punkt w moim życiu, gdzie nie chcę tracić więcej czasu na to, co mnie boli lub mnie nie zadowala. Nie mam cierpliwości do cynizmu, nadmiernego krytycyzmu i wymagań każdej natury. Wolę stale uciekać niż w dalszym ciągu cierpieć. Straciłam wolę do zadowalania tych, którzy mnie nie lubią, do kochania tych, którzy mnie nie kochają i uśmiechania się do tych, którzy nie chcą uśmiechnąć się do mnie. Już nie spędzę ani minuty na tych, którzy chcą mną manipulować. Postanowiłam być twarda i pozbawiona emocji. Tak jest łatwiej nic nie czuć. Ale i tak tego nie zrozumiesz. Nie znasz mnie. Nie tak naprawdę. Nie wiesz, gdzie byłam, przez co przeszłam, co miałam. Nigdy nie straciłeś tego co ja. Nie płakałeś nad ciałem tylu osób co ja.  Nie wiesz, co to robi z człowiekiem. Ale ja tak. Nadal próbuję wyjść na prostą. Robię, co tylko mogę, więc.. nie zadawaj mi takich durnych pytań.
Po tych słowach Lily zawróciła. Wsiadła na konia i oczekiwała na Zayna. Razem opuścili przyleśną chatkę i spacerowym tempem ruszyli w drogę powrotną. Po drodze nie odzywali się do siebie. Oboje doskonale wiedzieli, że cisza w tym momencie jest im bardzo potrzebna. Kiedy w końcu dotarli Lily rozsiodłała konie. Zayn czuł ogromny ból w nogach, ale nie dał tego po sobie poznać. Myślał nad tym co usłyszał. Brunetka jest o wiele silniejsza niż mu się wydawało. Podświadomie czuł, że go zrozumiała. Również straciła rodziców. Widział, że Lily ma rację, ale stwierdził przed sobą, że nie potrafi wybaczyć. Ona już nie ma takiej możliwości dlatego to powiedziała. Wyszli ze stajni i podążali w stronę domu. Jednak dostrzegając w altanie Lizzy i Nialla jak rozmawiali nie chcąc im przeszkadzać poszli drugą stroną.
- Zayn… Chciałabym, żebyś wiedział, że to co się dzieje w chatce zostaje w chatce. Mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi.- powiedziała Lily i podeszła do Jose idącego kilka kroków dalej. Mulat nie wiedząc co powinien zrobić zmierzył dalej w stronę domu. Chciał przez chwilę odpocząć i przemyśleć kilka spraw.
Dochodząc do domu udałem się do swojego pokoju. Znowu o niej myślę. Lily jest ewidentnie inna. Uważnie słuchała tego, co mówiłem. Nie próbowała mnie osądzać. Czułem, że to co mówi płynie prosto z jej serca. A ja głupi jeszcze się uniosłem. Po za tym uświadomiłem sobie, że pomimo tylu różnic jakie nas dzielą, mamy również wiele wspólnego. Przy niej czuję się swobodnie. Nie muszę udawać kogoś, kim nie jestem. W jej towarzystwie zapominam o tym wszystkim, co mnie spotkało. Padłem na łóżko i zasnąłem.

Kątem oka zauważyłam jak Zayn odchodzi. Sama nie wiem dlaczego mu to wszystko powiedziałam. Poruszyła cię jego historia. Możliwe, ale nie jestem tym zadowolona. Miałam się trzymać z daleka, a ciągle się angażuję w ich problemy. Jakbym mało miała swoich. Jesteś zbyt dobra i nie potrafisz przejść obojętnie obok kogoś kto potrzebuje pomocy. I co mam z tej dobroci? Straciłam tyle w swoim życiu, że sama nie mogę tego ogarnąć. W dodatku wszyscy próbują mnie ściągnąć na samo dno.
- Buenos, patrona! – krzyknął radośnie Jose.
- Cześć.
- Coś ty taka … inna dzisiaj?
- Po prostu mi smutno, a jeszcze muszę zrobić obiad.
- Nawet nie zaczynaj. Czemu nie możesz pokazywać tego jak się czujesz. Wszystkim by było łatwiej cię zrozumieć. A co do obiadu to ci pomogę.
- Na to liczyłam.
- No to chodźmy, ale i tak nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Kiedyś wyduszę to z ciebie.
Jose od razu zabrał się do pracy, a ja mu się tylko przyglądałam. Dziś na obiad będzie coś iście hiszpańskiego. Jose to chyba jedyny facet, którego znam, który potrafi gotować. Nie powiem, że czasem kiedy nie ma Marii go do tego wykorzystuję, ale o tym ciii. Nawet nie wiem kiedy zleciała nam godzina. Kiedy skończył chciał już wyjść – Nie zjesz z nami?
- Wiesz, że nie powinienem.
- Przecież od dawna wiadomo, że nie jesteś tu tylko pracownikiem. Jesteś jeszcze… - niestety nie dane mi było skończyć, bo do kuchni wszedł Zayn.
- A więc to tak? W co ty pogrywasz co? Masz z nim romans? Najpierw jakiś Jeff, a teraz ten?
- O czym ty mówisz? Przestań wrzeszczeć.
- Przecież słyszałem jak mówiłaś, że jest kimś więcej dla ciebie.
- To ja lepiej wyjdę. – powiedział Jose.
- Wiesz co? Nie rozumiem cię. Czy ty naprawdę myślisz, że powiedziałabym ci o tym wszystkim, gdybym mogła to powiedzieć jemu? Próbowałam cię zrozumieć, ale jak widać nikt nie może tego zrobić. To jest jakaś gra czy co? A może to wszystko jest jednym wielkim kłamstwem? Jesteś taki jak wszyscy. Jesteś jednym, wielkim…
Zanim się zorientowała co zamierza, chwycił ją i przyciągnął do siebie. – Cholera jasna, Zayn nie możesz…- Nie skończyła, gdyż ten przywarł ustami do jej ust. Próbowała wydostać się z jego objęć, ale on nie miał zamiaru jej wypuścić. Ten pocałunek był przepełniony tyloma emocjami, że oboje nie mogli tego pojąć. Lily kiedy się tak szamotała jej ciało ocierało się o jego tors. Poczuła wtedy coś dziwnego, czego wcześniej nigdy nie czuła. Była na niego wściekła, ale mimo to odwzajemniła pocałunek. Rozum podpowiadał jej, że nie powinna tego robić, ale w tym momencie nie liczyło się nic innego. Bo przecież jak nie poddać się pocałunkowi? Przecież pocałunek jest momentem, kiedy zawsze mimowolnie opuszczasz powieki ku dołowi, delektując się smakiem, zapachem, bliskością. Jest jedną z tych chwil, których nie ogląda się z otwartymi oczami. To ten moment, kiedy patrzymy sercem, tylko sercem.

Nie mogłem tego słuchać. Lily mówiła to z takim wyrzutem w głosie, że aż się wzdrygnąłem. Byłem wkurzony tym co usłyszałem. Dlatego nie zastanawiając się przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem. Spodziewałem się, że jej wargi będą miękkie. Nie wiem dlaczego, ale od chwili kiedy ją ujrzałem pragnąłem tego. Na początku się wyrywała, ale w końcu odwzajemniła pocałunek. Wtedy zrozumiałem, że oskarżyłem ją o coś co nie miało prawa bytu. Najchętniej nie wypuszczałbym jej z ramion. Idealnie do nich pasowała. Kiedy zabrakło nam tchu odsunęliśmy się od siebie. – Już się uspokoiłaś? – oddychając ciężko popatrzyła na mnie niezrozumiałym wzrokiem. Potrząsnęła głową, jakby próbowała ogarnąć to co się właśnie stało. Po chwili odsunęła się kilka kroków ode mnie. – Zabawiłeś się, a teraz możesz przestać udawać. – powiedziała. „Zabawiłeś się?”. Popatrzyłem na nią w wyraźnym szoku. Czy ona naprawdę tak myśli? Po co miałbym jej opowiadać o tym wszystkich, gdyby moim celem była zabawa? Czy ona naprawdę ma mnie za kogoś takiego? To niedorzeczne. Znów próbuje uciec i być obojętna. – Czemu…
- Co to za krzyki?- powiedział Louis wchodząc z Liamem i Harrym do kuchni.
- Jak widać nie potrafimy się dogadać. – warknęła Lily. - A teraz wybaczcie straciłam apetyt.- dodała po czym wyszła.
Chłopacy patrzyli na mnie wyczekująco, ale ja nie miałem zamiaru się tłumaczyć. Wolałem zamilknąć niż znów brać udział w jakieś bezsensownej kłótni. W końcu również zjawili się Lizzy z Niallem. Zasiadając do stołu zjedliśmy obiad w niezręcznej ciszy.

Od samego rana spędzam czas z Niallem. Chłopak stwierdził, że pozostali sobie poradzą, a on chciałby ze mną spędzić trochę czasu. Świetnie nam się rozmawia. Nie myślałam, że w czyimś towarzystwie mogę się czuć tak swobodnie. Od samego początku Niall mi się spodobał. Tym bardziej kiedy popatrzyłam w jego oczy. Miały kolor błękitnego nieba i były tak żywe, jakby nosił szkła kontaktowe. Nasza znajomość zaczęła się w niefortunnych okolicznościach. No bo, która dziewczyna powala na ziemię chłopaka przy pierwszym spotkaniu? Tak potrafi tylko Lizzy Eastwood. Wrażenie zrobiło na mnie to, że blondyn mimo, iż był wielką gwiazdą był zarazem bardzo skromny. W dodatku łatwo go zawstydzić. Równocześnie był bardzo dobrym słuchaczem. Potrafi wyczuć kiedy nie powinien brnąć dalej i swobodnie potrafi zmieniać temat. To dlatego odważyłam się mu to wszystko opowiedzieć. Po tamtej rozmowie więcej nie wróciliśmy do tego tematu. Wiem, że Niall chciałby uzyskać odpowiedź na swoje pytanie, ale nie naciska. Cierpliwie czeka aż sama mu to powiem. Przegadaliśmy całe przedpołudnie. Dopiero jak dobiegły nas krzyki postanowiliśmy sprawdzić co się dzieje. Wchodząc do kuchni zastaliśmy w niej chłopaków. Myślałam, że znowu się pokłócili, ale dowiedziałam się tylko, że Lily nie zje z nami. Ten dzień miał być taki piękny a od pojawienia się Jacka jest co raz gorzej. Mam nadzieję, że wypad nad jezioro dojdzie do skutku. Po obiedzie rozeszliśmy się w celu przyszykowania do wypadu. Postanowiłam jeszcze zajrzeć do Lily. Zastałam ją w jej pokoju jak słuchała muzyki.
- Lily?
- Hm…
- Zaraz idziemy nad jezioro.
- Nie mam ochoty.
- Stało się coś?
- Czy zawsze musi się coś stać?
- Przecież obiecałaś, że spędzimy ten dzień razem.
- Później do was dołączę, ok?
- Ok., ale jak nie przyjdziesz to się więcej do ciebie nie odezwę.

Razem z chłopakami czekaliśmy na pozostałych. W końcu pojawiła się Lizzy. Z każdą chwilą co raz bardziej mi się podoba. Jest taka delikatna, a zarazem stanowcza. W dodatku pozytywnie nastawiona do świata i ma poczucie humoru. Podoba mi się, że nie jest taką pustą lalą, która myśli tylko o tym, żeby schudnąć. Liz po prostu jest sobą. Mimo, że znam ją od dwóch dni muszę przyznać, że zawróciła mi w głowie.
- Możemy się zbierać.
- A Lily? – spytał Harry na co Zayn na niego spojrzał.
- Dołączy później.  Pojedziemy samochodem bo tak to zbyt długo nam zejdzie, a jeszcze zaczniecie marudzić.
- No to w drogę. – dodałem.
Podczas jazdy obserwowałem okolicę. Bardzo tu ładnie. W końcu mogę odpocząć od tego zgiełku i spraw związanych z zespołem. Atmosfera między nami jest minimalnie lepsza jednak szału nie ma. W dalszym ciągu jest jakieś dziwne napięcie. Spędzamy więcej czasu razem. Nawet Zayn próbuje z nami przebywać, a to już jakiś postęp z jego strony. Przyjazd tutaj był jak na razie dobrym rozwiązaniem. Zauważyłem, że dobrze służy mu spędzanie czasu z Lily. Ciekawe co ona mu nagadała, że zachowuję się trochę inaczej. W końcu dojechaliśmy.
- Raczej nikt nie będzie nam przeszkadzał więc możecie się czuć tu swobodnie. – powiedziała Lizzy.
- Serio to jezioro też jest wasze? – spytał Louis.
- Serio. – odpowiedziała blondynka i nie czekając na nas zmierzyła bliżej brzegu jeziora, gdzie zaczęła się rozkładać. – No na co czekacie? Czujcie się jak u siebie. – dodała widząc, że nie ruszyliśmy się z miejsca.
- Zabawę czas zacząć – powiedziałem radośnie jednak tylko Tommo entuzjastycznie zareagował. Harry rozłożył się na kocu i włożył słuchawki do uszu. Jego śladem poszedł Zayn jednak rozłożył się kilka kroków od nas. Ja dołączyłem do Lizzy, a Liam z Louisem podążyli moim śladem. Przez jakieś dwie godziny opalaliśmy się i wygłupialiśmy na przemian. Niestety tylko we trójkę. Liam ciągle zrzędził jak bardzo tęskni za Katie czego razem z Lou nie mogliśmy już słuchać. Tylko Lizzy starała się go wesprzeć. – Lizzy możemy się przejść?- spytałem na co Louis posłał mi cwaniacki uśmieszek.
- Pewnie
- Bądźcie grzeczni – dodał Liam na co tylko wywróciłem oczami.
Szliśmy tak chwilę brzegiem jeziora aż pozostali zniknęli nam z pola widzenia. – Możemy tu usiąść – powiedziała blondynka. Po zajęciu miejsc zaczęliśmy rozmowę. – No to teraz twoja kolej. Ja już ci opowiedziałam trochę o sobie.
- Co chciałabyś wiedzieć?
- Wszystko, ale zacznij od tego co tak naprawdę was tu sprowadza. Rozumiem, że macie jakieś problemy w zespole bo to widać gołym okiem, ale czuję, że tak naprawdę nie o to chodzi prawda?
- Masz rację. Nie chodzi o nasz zespół tylko o nas. Od roku jakoś nie potrafimy się porozumieć. Niby przebywamy razem, ale równie dobrze moglibyśmy tego nie robić i nikt by nie zauważył. Nie powinienem tego mówić, ale to po części z powodu Zayna. Rok temu spotkała go osobista tragedia i od tamtej pory on nie potrafi się pozbierać. Jeszcze nie mogę ci wytłumaczyć o co dokładnie chodziło sam musi to zrobić. Myślę, że widząc, że mu nie zależy my też odpuściliśmy. Ja miałem nadzieję, że w końcu to się zmieni, ale nie było poprawy. Wtedy Paul wymyślił przyjazd tutaj. Cieszę się z tego. Inaczej nie poznałbym ciebie. – odpowiedziałem na co Lizzy się zarumieniła.
- Rozumiem. To teraz opowiedz coś o sobie. Nic o tobie nie wiem.
- A może będziemy po prostu zadawać sobie pytania?
- Ok. Zaczynaj.
- Ulubiony kolor?
- Niebieski. Opisz siebie w trzech słowach.
- Jestem hojny, uczciwy i mam ładny uśmiech.- powiedziałem na co Lizzy się zaśmiała. – Ulubiona potrawa?
- Lubię jeść wszystko co mi przyrządza Lily. Ale jak bym musiała wybrać to chyba pizza. – uśmiechnąłem się na jej słowa.- Dlaczego farbujesz włosy?
- Uwielbiam być blondynem mimo, że boli mnie iż muszę rozjaśniać końcówki włosów. Ulubiona piosenka?
- Hm… nie słyszałam waszych, bo może by mi się któraś spodobała, ale tak to Van Morrison Crazy Love.- to również moja ulubiona. – Ulubiony film?
- Chyba „Prom Night”. Czego najbardziej się boisz?
- Horrorów, pająków i gołębi. Lubisz podróżować?
- Tak bo wtedy mogę spróbować nowych potraw. Wolałabyś pocałować chłopaka czy zjeść pizzę?
- Zjeść pizzę. Chłopaka bym mogła cały czas całować, a pizza nie zawsze jest. – normalnie ideał - Czego nienawidzisz?
- Nienawidzę jak ktoś ocenia ludzi po okładce. Po za tym nienawidzę jak ktoś przy mnie płacze bo zawsze gdy widzę że ktoś płacze, sam też zaczynam płakać. Co ci się w sobie podoba? 
- Wszystko. Każdy na swój sposób jest idealny więc nie mam powodu by czegoś w sobie nie lubić. A ty co w sobie lubisz?
- Oczy bo wszyscy mi ich zazdroszczą. Bez czego nie możesz żyć?
- Bez snu i jedzenia. Jak siebie widzisz za 20 lat?
- Jako starszego. Znasz jakieś języki?
- Angielski, francuski i troszkę hiszpański. Często gramy z Lily w zmienianie akcentów. Powiedz mi coś czego nikt o tobie nie wie?
- Kiedy się denerwuję tańczę irlandzki taniec.
- To można zaobserwować. Chodzi mi o coś takiego czego nie widać.
- Gdybym miał dziewczynę zrobiłbym wszystko, żeby czuła moją miłość tak, żebym nie musiał nawet jej tego mówić. – powiedziałem zbliżając się do Lizzy. Kiedy nasze twarze dzieliły milimetry zjawiła się Lily przez co odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni. Razem z Lizzy byliśmy ewidentnie zmieszani.
- Przepraszam. Nie chciałam wam przeszkodzić. Już sobie idę. – powiedziała brunetka po czym szybko znikła z pola widzenia. My również postanowiliśmy wrócić do reszty.

Leżałem sobie w oddali słuchając muzyki. Harry początkowo podążył moim śladem, ale za namową Louisa dołączył do pozostałych. Ewidentnie świetnie się bawili. Wygłupiali, kąpali w jeziorze, gonili się itp. Blond gołąbeczki gdzieś się ulotniły więc trochę mi się nudziło. Rozglądałem się wkoło aż wreszcie dostrzegłem Lily, która śmiało kroczyła w naszą stronę. Przyniosła ze sobą jakąś dużą torbę. Postawiła ją na kocu po czym szybko podążyła w stronę jeziora. Była już zanurzona tak, że woda sięgała jej do pasa. Wtedy przyszli Niall z Lizzy. 
- Lily co ty robisz?- powiedział Liam.
- Spokojnie chłopaki ona idzie tylko popływać.- powiedziała blondynka. – O jedzonko! – dodała na co wszyscy się ucieszyli. Szczerze mówiąc to też zgłodniałem więc dołączyłem się do reszty. Usiadłem tak by móc obserwować Lily. Kiedy skończyła pływać wynurzyła się z wody. Mogłem podziwiać jej sylwetkę. Kątem oka spostrzegłem, że również pozostali się w nią wpatrują. – Nie myślałem, że ona ma takie świetne ciało.- szepnął Harry do Louisa. Starsza z sióstr Eastwood podeszła do nas zajmując miejsce obok swojej siostry.
- Lila możemy porozmawiać chwilkę?- spytała Lizzy
- Miałaś tak do mnie nie mówić. Daj mi poleżeć chwilę.
- No chodź. Tylko na sekundkę. – zaczęła ciągnąć ja blondynka.
- No już dobra, chodź.

Siostry odeszły kawałek tak by nikt nie mógł ich usłyszeć.
- O co chodzi Liz?
- Nie chcę, żeby ktoś wiedział o … no wiesz.
- O czym ma nikt nie wiedzieć?
- No, że ja i Niall …
- To twoja sprawa z kim się całujesz. Po za tym niby komu miałabym powiedzieć? Jesteś moją siostrą i masz swoje życie. Póki nie robisz nic głupiego nie będę się wtrącać, jasne?
- Dzięki. Lily.
- Naprawdę się cieszę, że jesteś szczęśliwa. Wykorzystaj to, gdyż nie ma zbyt wiele czasu, by być szczęśliwym. Dni przemijają szybko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpisujemy marzenia, a jakaś niewidzialna ręka nam je przekreśla. Nie mamy wtedy żadnego wyboru. Dlatego póki możesz ciesz się tym co masz.
- Jak to jest, że ty zawsze wiesz, co powiedzieć? Dlaczego masz tyle rad a sama się do nich nie stosujesz?
- Proszę Liz nie brnij w to. Dzisiaj mamy spędzić czas razem więc chodźmy.

Czekaliśmy na powrót sióstr Eastwood. Kiedy w końcu się zjawiły zauważyłem, że Lily ma ze sobą piłkę. – No w końcu. – powiedział Louis.
- Zagramy w piłkę. Chyba nie myśleliście, że będziecie odpoczywać. Nie chcecie pracować więc wymyśliłam coś innego. – powiedziała Lily. – Żeby było sprawiedliwie zrobimy losowanie. – dodała.
- Jest nas nieparzyście. – zauważył Liam.
- Już nie. – odpowiedziała brunetka. Dostrzegłem, iż w naszą stronę zmierza ten cały Jose z jakąś dziewczyną. – Jose już znacie. A to jest Amelia jego żona.
Żona? Jaki ty jesteś głupi Zayn. Podejrzewasz ją o najgorsze, a ona jest niewinna. Teraz już rozumiem dlaczego Lily się tak uniosła. Mam wrażenie jakby starała się mnie unikać.
- Dobra. Amelia będzie sędziować. No to losujemy.

Po szybkim losowaniu mieliśmy dwie drużyny. Lily, Louis, Liam i Jose tworzyli drużynę czerwonych. Lizzy, Niall, Zayn i Harry drużynę czarnych. Po zbudowaniu ramek mających służyć za bramki zaczął się mecz. Akcja na początku rozgrywała się powoli. Każdy sprawiał wrażenie jakby chciał rozgryźć przeciwnika. Dwa pierwsze gole zdobyli czarni i tak minęła pierwsza połowa. – No to teraz się zabawimy. – pomyślałam. Odpowiadał mi fakt, że to Zayn stał na bramce. Zdobywając pierwszego gola Louis odstawił jakiś dziwny taniec na co popatrzyłam na niego z politowaniem. Drugą bramkę jakimś dziwnym fartem zdobył Jose. Zbliżał się koniec meczu i nikt nie zamierzał przegrać. Piłka była po stronie czarnych jednak Louis ją przejął. Podał szybko do Liama, jednak ten nie zdążył do niej podbiec. Piłka zmierzała w moim kierunku. Szybko podbiegłam do niej i będąc bardzo blisko bramki kopnęłam ją. Jednak przy okazji poślizgnęłam się taranując Zayna. Upadłam, a Zayn wylądował na mnie. – Wygraliśmy!- krzyknął Louis. Mulat wcale nie zamierzał ze mnie zejść. Uporczywie wpatrywał się w moje oczy. – Złaź ze mnie. Swoje ważysz.- powiedziałam.
- A co jak nie?
- Jak nie to zrobię coś, co cię zaboli.
- Dobra. – odpowiedział po czym się podniósł i pomógł mi wstać.
Po meczu zrobiliśmy ognisko. Atmosfera była całkiem przyjemna. No może gdyby nie Harry, który nie mógł się pogodzić z przegraną. Obraził się na wszystkich. Muszę stwierdzić, że oni nie są tacy źli jak myślałam. Ale to i tak nie ma znaczenia. Jutro i tak wszystko wróci do normy. Posiedzieliśmy jeszcze przez jakiś czas po czym wróciliśmy do domu.

środa, 19 sierpnia 2015

Rozdział 13


Czekając na odpowiedź nagle w domu zawitał gość…
- Czego tu szukasz? – warknęła Lily.
- Przyszedłem w odwiedziny.- odpowiedział przybyły.
- Skąd się tu wziąłeś? – tym razem brunetka wstała od stołu i podeszła do niego.
- Złotko nie denerwuj się tak. – odparł zaplatając jej kosmyk włosów na palcu.
- Puść. Chyba, że chcesz stracić rękę.
Zawahał się lecz po chwili cofnął rękę. Ma szczęście bo inaczej sam bym mu ją połamał.
- Co za porywczość.- stwierdził. – Temperamentna z ciebie dziewczyna. Widzę, że masz gości. W końcu zmądrzałaś i zatrudniłaś kogoś do pomocy?
- Nie twój interes.
- Widziałem tego parobka Jose. A gdzie jest Trevor twój zarządca?
- Trevor to tylko pracownik.
- A gdzie twój braciszek?
Na te słowa Lily wyraźnie posmutniała.
- Nie warz się o nim wspominać. Po co przyszedłeś?
- Chcę zaoferować ci pomoc.
- Sama zarządzam „La luną”.
- Ty?
- Tak ja. W przeciwieństwie do ciebie nie spędzam czasu na trwonieniu pieniędzy ojca.
Zauważyłem błysk złości w jego oczach. Lily tylko kontynuowała – Wynoś się stąd.- Ten tylko chwycił ją za ręce.
- Puść ją – powiedziałem wstając z miejsca czym zaskoczyłem wszystkich.
- Nie będziesz mi mówił co mam robić. – warknął, ale ją puścił.
- Wynoś się stąd i nigdy więcej tu nie wracaj. – dodałem obejmując Lily. Nawet się nie wyrywała. Po prostu stała z wrogą miną.
- Jeszcze tego pożałujesz – po czym wyszedł.
Spojrzałem na Lily. Zauważyłem jak złość i frustracja powoli ją opuszczała. Ewidentnie za nim nie przepadała. Ten koleś odkąd go zobaczyłem też nie przypadł mi do gustu. Jest jakiś dziwny.
- Kto to był? – spytał niepewnie Niall.
- Jack Kinsley. Syn właściciela sąsiedniego rancza. Niczym się nie zajmuje. Przez ostatni miesiąc go nie było i był święty spokój. Lily go nie nawiedzi choć to i tak za mało zapomniane. Ja też za nim nie przepadam.
- Jakbyś zauważyła ja wciąż tu jestem. Chyba przełożymy to wszystko na później.
- Ale nad jezioro pójdziemy?
- Pewnie. Idę do Jeffa.
- Pójdę z tobą.- powiedziałem na co Lizzy posłała mi wdzięczne spojrzenie.

Byłem bardzo ciekawy gdzie idziemy. I kim był ten Jeff? Może to ten brat. W ogóle nie wiedziałem, że ma brata. Kiedy tamten o nim wspomniał wyraźnie posmutniała. A może to jej chłopak? W sumie nic o niej nie wiem. Mam nadzieję, że jednak nie.
- Nie musiałeś tego robić, ale dzięki.
- Nie musiałem, ale chciałem.
- Mogę cię o coś zapytać? – powiedziałem na co brunetka skinęła mi głową. – Czy on ci coś zrobił?
- Ja go po prostu nienawidzę. Cały czas coś knuje przeciwko mnie i jeszcze myśli, że z nim będę. Dlaczego za mną wyszedłeś?
- Nasza znajomość nie zaczęła się najlepiej dlatego chciałbym to zmienić. Chciałbym zacząć od początku. Bez tych wszystkich kłótni. Czasami spotyka się kogoś i już od pierwszego dotknięcia rodzi się nagła niechęć albo wprost przeciwnie. U mnie jest to wprost przeciwnie. Czuję, że tylko ty możesz mi pomóc.
- Dlaczego ci na tym zależy?
- Bo różnisz się od wszystkich kobiet jakie znam.
- To miał być komplement?
- Tylko stwierdzam fakt. Gdybym chciał zrobić to co chodzi mi po głowie pewnie bym oberwał dlatego na razie nie zaryzykuję. Co tu robimy?
- Ja przyszłam sprawdzić co z źrebakiem i na przejażdżkę.
- Czyli mam rozumieć, że my mieliśmy…
Lily nie odpowiedziała tylko weszła do stajni. Podchodząc do jednego z boksów zauważyłem ją z źrebakiem, którego widziałem ostatnio. Niepewnie podszedłem bliżej i wyciągnąłem rękę w stronę malca, który zaczął ją lizać. – Lubi cię.- stwierdziła Lily.
- Mnie nie da się nie lubić. – odpowiedziałem pewnie.
- Skromnością to ty nie grzeszysz. – zauważyłem wesoły błysk w jej oczach kiedy to mówiła. Wydaje mi się jakby zmieniła trochę do mnie nastawienie w ciągu tych kilkudziesięciu minut. Bardzo mnie to cieszy. Brunetka wyszła z boksu i podeszła do innego. – Mówiłaś, że idziesz do Jeffa, a ja tu nikogo nie widzę. – na moje słowa kąciki jej ust uniosły się lekko ku górze. Cudowny widok widzieć ją taką naturalną nie próbującą zgrywać twardej i wypranej z emocji. – Nie zamierzasz odpowiedzieć?- tylko pokręciła przecząco głową.
- Często jeździsz konno?
- Prawie codziennie. Doglądam konno ranczo.
- A jeździsz dla przyjemności?
- Czasami. A ty jeździłeś kiedykolwiek?
- Nigdy, ale chciałbym spróbować.
Brunetka podeszła do jednego z boksów trzymając w ręku jabłko.- Do mnie!- zawołała na co w jej stronę ruszył jeden z koni. – Nie podchodź bo będzie próbował cię ugryźć. To jest mój koń i jest bardzo zazdrosny. – I tak wolałem trzymać się w bezpiecznej odległości. Dziewczyna sprawnie osiodłała konia i podeszła do innego. – To jest Timon. Na nim pojedziesz.
- To ja chyba podziękuję.
- O nie. Przyszedłeś tutaj, to ze mną pojedziesz. I nie próbuj się wymigiwać. Doceń to, że próbuję być dla ciebie miła. – powiedziała i pociągnęła mnie w stronę konia. Przez moje ciało przebiegł przyjemny dreszcz. Jednak stałem tam niechętnie nastawiony. – No dotknij go. Nic ci nie zrobi. Najwyżej ugryzie.- dodała. Dotknąłem go nie pewnie na co zastrzygł uszami. Ja automatycznie cofnąłem rękę. – Spokojnie. Pokazuje, żebyś go podrapał za uszami. – spojrzała na mnie Lily. – w tej chwili była taka spokojna i radosna. Czemu nie może być taka zawsze? Znów próbowała wziąć siodło. – Daj pomogę ci. Wygląda na ciężkie.
- Nie trzeba.
- Posłuchaj to, że czasem potrzebujemy pomocy, nie znaczy, z jesteśmy słabi.  – powiedziałem. Po uregulowaniu jakiś pasków siodło było gotowe.
- Możesz wsiadać.
- Chwila. Próbuję się zebrać w sobie. – powiedziałem a brunetka podeszła do drugiego konia.
- Podejdź do konia i złap w tym miejscu. Wsuń zewnętrzną stopę w strzemię, a drugą przerzuć nad zadem i gotowe. No dalej.
Niepewnie spróbowałem to wszystko powtórzyć. Dopiero za drugim razem mi się udało zasiąść w siodle. Nie myślałem, że tu tak wysoko.
- Żeby ruszył trąć go po bokach piętami. Żeby skręcił dotknij jego szyi cuglem z odpowiedniej strony. A jeżeli ma się zatrzymać to pociągnij cugle do siebie. O tak. – dopiero po kilku pokazach załapałem o co chodzi. Lily ruszyła i dobiegł mnie jej krzyk.- Miałeś jechać za mną! – Trąciłem piętami konia, ale i tak się nie ruszył. Skoro małe dzieci to robią to mi też się uda. – Nie chce jechać
- Trąć piętami jeszcze raz. I nie bądź niepewny. Zwierzęta to czują.- powiedziała zbliżając się do mnie. Spróbowałem ponownie jednak znowu nic. – Timon nie zgrywaj się. On i tak jest przerażony. – dodała na co koń gwałtownie ruszył o mały włos mnie nie zrzucając. Po chwili Lily dołączyła do mnie. Prezentowała się ślicznie. Wiatr rozwiewał jej włosy i była wyraźnie mną rozbawiona choć starała się to ukryć. Ominęliśmy jakąś zagrodę i wkroczyliśmy na drogę prowadzącą wzdłuż plantacji kukurydzy. Gdy ją minęliśmy Lily zwróciła się do mnie – Tam jest jezioro. Pojedziemy tam później. Teraz pomkniemy prosto. – Tym razem jechaliśmy wzdłuż lasu, aż moim oczom ukazała się mała chatka. Podłoże tu było bardziej kamieniste, a wkoło wiły się pnącza winorośli.
- Jesteśmy na miejscu.
- To wszystko jest wasze?
- Mhm. Za kilka kilometrów las się kończy i tam jest granica z sąsiednim ranczem.
- Dlaczego tu przyjechaliśmy?
- Bo nikt nie wie o tym miejscu. Będziesz mógł powiedzieć to co chciałeś. Tylko się streszczaj bo nie mamy dużo czasu.
- Myślałem, że zapomniałaś.
- Obiecałam, a ja zawsze dotrzymuję obietnic. W chatce są krzesła i powinno być coś do picia. Możesz po nie iść?

Tak jak prosiła Lily przyniosłem wszystko ze sobą. Na zewnątrz ta chatka wyglądała na ruinę, ale w środku była nieźle zadbana. Zajęliśmy miejsca po czym brunetka patrzyła na mnie wyczekująco. Od czego ja mam zacząć? I co jej powiedzieć? Przecież jak wspomnę o wypadku to się mnie wystraszy.
- Moje życie nie zawsze było takie kolorowe. Teraz również takie nie jest, ale zacznijmy od początku. Przez długi czas mieszkałem w małej miejscowości pod Londynem. Taka typowa mieścina gdzie każdy wie o każdym wszystko. Moja rodzina nie była zbyt bogata, ale również niczego nam nie brakowało. Odkąd pamiętam czułem się bardzo samotny. Rodzice nie poświęcali mi zbyt dużej uwagi. Dla nich liczyły się tylko moje młodsze siostry. Nie mogłem zrozumieć dlaczego rodzice mnie tak nie kochają. Tłumaczyłem sobie to za każdym razem, że widocznie coś źle zrobiłem, przez co mnie tak traktują. Próbowałem robić wszystko, ale i tak to nic nie dało. Postanowiłem iść do pracy by jak najmniej czasu spędzać w domu. Rodzicom było na rękę, że radzę sobie sam. Wiesz jak ciężko było patrzeć na moich kolegów, którzy grali w ojcami w piłkę albo wykonywali różne czynności razem? Ja nigdy czegoś takiego nie odczułem. Brakowało mi tego i cholernie im zazdrościłem. Wiele razy się zastanawiałem czym zasłużyłem na coś takiego. I zawsze dochodziłem do wniosku, że nie jestem synem jakiego chcieliby mieć. Miałem tyle złości w sobie, że często wdawałem się w bójki by zwrócić uwagę rodziców. Jednak wtedy obdarzali mnie takim spojrzeniem jakby żałowali, że mają takiego syna. Może pomyślisz, że wyolbrzymiam to wszystko, ale taka prawda. Nigdy nie odczułem z ich strony miłości jaką powinni darzyć rodzice swoje dzieci. Z zewnątrz wyglądaliśmy na szczęśliwą rodzinę, ale ja nie byłem szczęśliwy. Nie mogłem znieść tej atmosfery panującej w domu. Wtedy bardzo pomógł mi dziadek. On jako jedyny zawsze starał się mi pomóc i często ze mną rozmawiał. Gdyby nie on pewnie bym skończył jak jakiś kryminalista lub ćpun. Kiedy wpadłem w złe towarzystwo tylko on pomógł mi z tego wyjść. Rodzice nawet nie kiwnęli palcem. Po tych wydarzeniach zamieszkałem u niego. Od tamtego momentu nie utrzymuję kontaktu z rodzicami. Moje siostry twierdzą, że dopiero wtedy zrozumieli, że byli nie sprawiedliwi, ale ja i tak nie chcę ich widzieć. Ich przeprosiny nic nie zmienią. Dziadek to był anioł nie człowiek. Po niekąd zastępował mi ojca. Nigdy na mnie nie krzyczał tylko zawsze spokojnie wszystko tłumaczył. Przekazał mi tyle mądrości życiowych, za co jestem mu bardzo wdzięczny. To za jego namową poszedłem do „X Factor”. On zawsze mnie wspierał i uważał, że mam talent. Ja nie byłem przekonany, ale dałem się namówić. W programie połączyli nas z chłopakami w zespół. Nie wygraliśmy, ale i tak odnieśliśmy sukces. Nie wiem co by się ze mną stało gdyby się to nie udało…
Kiedy Zayn skończył swoją historię siedzieli przez kilka minut w kompletnej ciszy. Lily starała sobie to wszystko poukładać w głowie i znaleźć takie słowa by mulat zrozumiał, co ma na myśli. W końcu zaczęła mówić.
- Nosisz w sobie dużo żalu Zayn. Wydarzenia z przeszłości nie dają ci spokoju. Ty również rozpamiętując to wszystko tylko siebie katujesz. Uwierz, że wiem co mówię. Ja robię dokładnie to samo. Myślami zbyt często wracamy do przeszłości, w której się zatracamy. Próbujemy żyć na nowo, ale wciąż mamy za sobą niedomknięte rozdziały. Nieraz już na starcie tracimy to, co mamy. Boimy się ryzyka i nie ryzykujemy. Przez to, że wracamy do tego z czym powinniśmy się już dawno uporać niszczymy to, co kochamy, kochamy to, co niszczymy. Gubimy się, ciągle się gubimy, upadamy, przegrywamy, rozpadamy się
wewnętrznie, płaczemy, śmiejemy i znów gubimy... Zdobywamy szczyty, chwilę później je tracimy. Nie wiemy jak żyć, nie wiemy komu ufać i coraz częściej brakuje nam siły. . Jednak mimo wszystko nie poddajemy się, nigdy tego nie zrobimy. Twoja przeszłość wywiera zbyt duży wpływ na twoją przyszłość. Myślę, że nie powinieneś odcinać się od rodziny. Wciąż ją masz i powinieneś zrobić wszystko by wasze stosunki były jak najlepsze. Wiem, że to nie jest łatwe, ale uwierz, że dla ciebie to będzie lepsze. Jeżeli im przebaczysz uwolnisz się od tego ciężaru, który nosisz od tylu lat. Naprawiając jedną rzecz łatwiej ci będzie uzdrowić pozostałe.
- Jak mam im wybaczyć? Nie słyszałaś co powiedziałem!? – oburzył się Zayn.
- Doskonale słyszałam.
- No i mówisz mi takie rzeczy?
- Widzę, że nic nie rozumiesz.
- Co mam niby zrozumieć? Mówię ci co i jak, a ty mi każesz z nimi rozmawiać?
- Widzę, że inaczej cię nie przekonam. Siadaj opowiem ci pewną historię. Tylko słuchaj uważnie. Gdzieś w świecie żyła sobie 5-letnia dziewczynka o pięknych brązowych oczach. Miała szczęśliwą rodzinę  i sama była szczęśliwym dzieckiem. Pewnego dnia jej rodzice postanowili wybrać się na wycieczkę z dziećmi. Najmłodsza córka została w domu, gdyż była przeziębiona. Mała dziewczynka razem z bratem byli bardzo podekscytowani podróżą. Po kilku godzinach drogi zawitali w przepiękne miejsce, gdzie panował spokój i można było być blisko z naturą. Dzieciaki były bardzo podekscytowane, a ich rodzice, widząc szczęście dzieci, nie mogli powstrzymać się od uśmiechów. Po miło spędzonym dniu wracali do domu. Kobieta radośnie mówiła do swoich dzieci, a jej mąż był bardzo zadowolony. Kiedy byli już bardzo blisko w maskę samochodu wjechał inny. W jednym momencie szczęśliwy dzień zmienił się w istną tragedię. Małżeństwo straciło życie, dzieci rodziców i szczęście. Dziewczynka i jej braciszek cudem uszli z życiem… Nadal twierdzisz, że nie powinieneś? Zastanów się co byś czuł jakbyś tą dziewczynką był ty? Co byś czuł?– skończyła Lily po czym odeszła i ruszyła przed siebie.
- Lily zaczekaj, proszę. Dlaczego mi to mówisz? – spytałem. Dopiero jak na mnie spojrzała wszystko do mnie dotarło.

niedziela, 16 sierpnia 2015

Rozdział 12


Następnego ranka obudziłam się w dziwnym nastroju. Miałam nie s pouchwalać się z nimi, a i tak doradzałam Harremu. Mam nadzieję, ze teraz da mi spokój i zajmie się sobą. Muszę przyznać, że wczoraj był całkiem inny. Wydaje mi się, że on udaje kogoś kim nie jest i to mu nie służy. Przecież jeśli będziesz udawać, kogoś kim nie jesteś przez dłuższy czas, z czasem będzie ci trudno znów być sobą. Coś w tym jest, a on tego nie dostrzega. Takie ciągłe udawanie do niczego dobrego nie prowadzi. Zatraca się to swoje prawdziwe ja, aż w końcu staje się karykaturą samego siebie. Dziwi mnie to. Skoro zrobił karierę to znaczy, że ma talent. Nie dla tego, że jest kimś innym. Kimś wykreowanym pod publikę. Dopóki on sam sobie tego nie uświadomi nie będzie w stanie pozbyć się tego gniewu, który ma w sobie. Teraz trochę inaczej postrzegam jego wybuch. Na każdy bodziec reaguje atakiem, gdyż nie potrafi poradzić sobie ze swoimi emocjami. Mam nadzieję, że spokój tutaj panujący i ludzie, którzy nikogo nie udają pokażą mu, że bycie sobą jest najlepszym wyjściem ze wszystkiego. I mówi to osoba, która postępuje podobnie. Dla mnie już nie ma nadziei. Za bardzo zakorzeniło się we mnie przekonanie, że jeśli okażę słabość, to stracę ranczo, a tego bym nie przeżyła. Moje przemyślenia przerwało pukanie do drzwi.
- Lily? Śpisz jeszcze?
- Wejdź.
- Chciałam się zapytać, co będziemy dzisiaj robić? – no tak zapomniałam, że niedziele zawsze spędzamy razem.
- Masz jakiś konkretny pomysł?
- Pomyślałam, że możemy iść nad jezioro. Chłopaki na pewno się ucieszą.
- No tak zapomniałam, że są jeszcze oni.
- Oj nie marudź. Oni nie są tacy źli. Zyskują przy bliższym poznaniu.
- Szczególnie ten blondyn?
- Mhm… Co?
- Wiedziałam. On ci się podoba.
- Nie. To znaczy tak. – moja siostra taka zagubiona wyglądała uroczo.
- Dopóki jesteś szczęśliwa ja nie mam nic przeciwko.
- Dzięki. A teraz zmykam pozmywać.
- To jeszcze tego nie zrobiłaś?- oburzyłam się.
- Do zobaczenia na dole. – i już jej nie było.
Poleżałam jeszcze parę minut po czym wstałam się ogarnąć. Dzisiaj jest niedziela więc trzeba się ubrać w sukienkę. Po porannej toalecie udałam się na dół. Lizzy na szczęście już pozmywała i czekała na mnie.
- To co dziś na śniadanie?
- A na co masz ochotę?
- Przygotuj mi omleta z warzywami.
- To idź po paprykę, bo nie ma już w lodówce.
- Już się robi. – w biegu rzuciła Lizzy.

Obudziłem się o dziwo wcześnie. Przewracałem się z boku na bok, ale już nie mogłem zasnąć. Postanowiłem wstać i się ogarnąć. Kiedy skończyłem zszedłem na dół. Z kuchni dobiegały jakieś odgłosy więc podążyłem w tamtym kierunku. Dostrzegłem Lily krzątającą się po kuchni. Przygotowywała śniadanie i poruszała biodrami w rytm muzyki cicho lecącej z radia. Normalnie nie mogłem oderwać od niej oczu.  Nie rozumiem co się ze mną dzieje. Jeszcze żadna dziewczyna tak na mnie nie działała. Najgorsze jest to, że ona chyba za mną nie przepada. Muszę coś zrobić, żeby zmieniła do mnie nastawienie. Tylko jak do niej dotrzeć? Bądź z nią szczery i nie owijaj w bawełnę. Łatwo powiedzieć trudno zrobić. Chciałbym jej to wszystko opowiedzieć, bo wydaje mi się, że ona mnie zrozumie. Dzisiaj mieliśmy porozmawiać. Muszę być ostrożny, żeby jej nie wystraszyć. Choć w jej towarzystwie trudno mi się powstrzymać, żeby jej nie pocałować. Była sama w kuchni więc postanowiłem podejść bliżej.
- Cześć Lily. – powiedziałem na co brunetka prawie podskoczyła.
- Czy ty się dobrze czujesz? Chcesz, żebym dostała zawału?
- Nic z tych rzeczy.
- Śniadanie jeszcze nie gotowe. Musisz zaczekać.
- Może pomogę?
- Obejdzie się.
- Nalegam.
- Tak nagle zachciało się wam pracować?
- Nie rozumiem.
- Na początku nie pałacie sympatią i szacunkiem, a teraz jesteście jak siostry miłosierdzia.
- To nie tak… Dlaczego jesteś taka?
- Jaka?
- Udajesz twardą i szczęśliwą ale naprawdę nie dajesz sobie rady i płaczesz.
- Naprawdę cię to interesuje?
- Inaczej bym nie pytał. Tylko odpowiedz szczerze.
- Dobra powiem ci dlaczego. Bo nauczyłam się że bycie sobą to za mało … Wiem, że to nie jest dobre ani dla mnie ani dla innych, ale inaczej się nie da. Tutaj wszystko rządzi się twardymi regułami. Jeśli sam nie jesteś twardy to prędzej czy później stracisz wszystko, co masz. Tutaj musisz nie wnikać, nie pytać, nie chcieć więcej. Wmawiać sobie, że jest dobrze i że inaczej być nie może. Trzeba wyrobić w sobie obojętność, stępić zmysły, zadowolić tym, co jest. Tylko tak da się żyć. Bez wyniszczającej tęsknoty za niewiadomo czym i stałego poczucia nienasycenia i pustki. Tylko tak można odepchnąć od siebie rozpacz i poczucie totalnej bezsilności…
Słysząc jej słowa podszedłem blisko niej tak, że dzieliły nas milimetry. – Nie musisz taka być. Wnioskuję, że nie miałaś łatwego życia, ale nie musisz być kimś kim nie jesteś.
- I mówi to osoba, która przez rok olewała wszystkich wkoło? Nie patrz tak nie wiem dlaczego i mnie to nie interesuje, ale ty sam udajesz kogoś kim nie jesteś. Zresztą nie tylko ty.
- To skomplikowane.
- Jak całe życie. Tutaj nic nie jest sprawiedliwe. Prędzej czy później każdy z nas musi dorosnąć i być odpowiedzialny. Rezygnujemy z tego, czego pragniemy i robimy to, co powinniśmy. Niełatwo całe życie być odpowiedzialnym. W miarę upływu lat, ciężar staje się nie do udźwignięcia, ale staramy się jak możemy, nie tylko dla siebie, przede wszystkim dla tych, których kochamy. Prędzej czy później wszyscy będziemy dorośli i odpowiedzialni. A teraz przesuń się, bo mi przeszkadzasz.
- Spójrz na mnie. – kiedy nie zareagowała znów przyciągnąłem ją bliżej siebie. – Nic w życiu nie jest takie jak chcielibyśmy, żeby było. Ja sam tego nie rozumiem, ale…
- O cześć Zayn. Już nie śpisz?- spytała Lizzy wchodząc do kuchni. Lily natychmiast się ode mnie odsunęła.
- Cześć. Jakoś nie mogłem spać. – odpowiedziałem.
- Hm… To ja może pójdę po pomidory. – dodała Lizzy. Spoglądając raz na mnie raz na siostrę po czym wyszła.
- Lily…
- Nie. Już nic nie mów. Ty masz swoje życie ja mam swoje i tak musi zostać. Idź powiadom resztę.
- I tak ci nie odpuszczę tej rozmowy. Obiecałaś mi to.- powiedziałem po czym opuściłem pomieszczenie. Udając się na górę szybko poinformowałem pozostałych o śniadaniu tak by nie wdawać się z nimi w głębsze konwersację. Wchodząc ponownie do kuchni zastałem tam siostry Eastwood siedzące przy stole. – Zaraz zejdą. – Po kilku minutach w kuchni pojawili się pozostali i zabraliśmy się za śniadanie.

Wchodząc do kuchni dostrzegłam Lily i Zayna stojących blisko siebie. No dobra bardzo blisko. Kiedy mnie zauważyli moja siostra szybko się odsunęła. Czyżby oni ze sobą kręcili? Coś musi być na rzeczy. Przecież inaczej mulat by jej nie obejmował. Nie chciałam im przeszkadzać więc się ulotniłam na chwilę. Kiedy wróciłam w kuchni była już tylko Lily.
Śniadanie było przepyszne.
- Lily chcę iść dzisiaj nad jezioro.
- Możemy iść po południu. Teraz Jeff na mnie czeka. Ty też byś mogła odwiedzić Demona.
- A co zrobimy z nimi? – wskazałam na pozostałych.
- Hej. My tu jesteśmy- wtrącił Louis.
- Oni od wczoraj są jak siostry miłosierdzia więc może się czegoś nauczą.
- Czyli mogą iść z nami?
- Niech stracę. Jak chcą to tak.
W tym samym czasie padło kilka pytań.
- Gdzie mamy iść? – spytał Niall.
- A ty Lily nie w pracy? – Liam.
- Mamy robić za przyzwoitki?- Lou.
Słysząc ostatnie pytanie wybuchłam śmiechem. Nawet na usta Lily wkradł się nikły uśmiech. Widząc, że moja siostra nie zamierza odpowiedzieć odezwałam się sama. – Dzisiaj jest niedziela więc Lily nie pracuje. Nikt nie będzie przyzwoitką. Sami się przekonacie. Oczywiście jeśli się zgodzicie. A miejsce gdzie pójdziemy to tajemnica. No to jak? – czekając na odpowiedź nagle w domu zawitał gość…

Obserwatorzy