Następnego ranka obudziłam się w dziwnym nastroju. Miałam nie s pouchwalać się z nimi, a i tak doradzałam Harremu. Mam nadzieję, ze teraz da mi spokój i zajmie się sobą. Muszę przyznać, że wczoraj był całkiem inny. Wydaje mi się, że on udaje kogoś kim nie jest i to mu nie służy. Przecież jeśli będziesz udawać, kogoś kim nie jesteś przez dłuższy czas, z czasem będzie ci trudno znów być sobą. Coś w tym jest, a on tego nie dostrzega. Takie ciągłe udawanie do niczego dobrego nie prowadzi. Zatraca się to swoje prawdziwe ja, aż w końcu staje się karykaturą samego siebie. Dziwi mnie to. Skoro zrobił karierę to znaczy, że ma talent. Nie dla tego, że jest kimś innym. Kimś wykreowanym pod publikę. Dopóki on sam sobie tego nie uświadomi nie będzie w stanie pozbyć się tego gniewu, który ma w sobie. Teraz trochę inaczej postrzegam jego wybuch. Na każdy bodziec reaguje atakiem, gdyż nie potrafi poradzić sobie ze swoimi emocjami. Mam nadzieję, że spokój tutaj panujący i ludzie, którzy nikogo nie udają pokażą mu, że bycie sobą jest najlepszym wyjściem ze wszystkiego. I mówi to osoba, która postępuje podobnie. Dla mnie już nie ma nadziei. Za bardzo zakorzeniło się we mnie przekonanie, że jeśli okażę słabość, to stracę ranczo, a tego bym nie przeżyła. Moje przemyślenia przerwało pukanie do drzwi.
- Lily? Śpisz jeszcze?
- Wejdź.
- Chciałam się zapytać, co będziemy dzisiaj robić? – no tak
zapomniałam, że niedziele zawsze spędzamy razem.
- Masz jakiś konkretny pomysł?
- Pomyślałam, że możemy iść nad jezioro. Chłopaki na pewno
się ucieszą.
- No tak zapomniałam, że są jeszcze oni.
- Oj nie marudź. Oni nie są tacy źli. Zyskują przy bliższym
poznaniu.
- Szczególnie ten blondyn?
- Mhm… Co?
- Wiedziałam. On ci się podoba.
- Nie. To znaczy tak. – moja siostra taka zagubiona
wyglądała uroczo.
- Dopóki jesteś szczęśliwa ja nie mam nic przeciwko.
- Dzięki. A teraz zmykam pozmywać.
- To jeszcze tego nie zrobiłaś?- oburzyłam się.
- Do zobaczenia na dole. – i już jej nie było.
Poleżałam jeszcze parę minut po czym wstałam się ogarnąć. Dzisiaj
jest niedziela więc trzeba się ubrać w sukienkę. Po porannej toalecie udałam
się na dół. Lizzy na szczęście już pozmywała i czekała na mnie.
- To co dziś na śniadanie?
- A na co masz ochotę?
- Przygotuj mi omleta z warzywami.
- To idź po paprykę, bo nie ma już w lodówce.
- Już się robi. – w biegu rzuciła Lizzy.
Obudziłem się o dziwo wcześnie. Przewracałem się z boku na
bok, ale już nie mogłem zasnąć. Postanowiłem wstać i się ogarnąć. Kiedy
skończyłem zszedłem na dół. Z kuchni dobiegały jakieś odgłosy więc podążyłem w
tamtym kierunku. Dostrzegłem Lily krzątającą się po kuchni. Przygotowywała
śniadanie i poruszała biodrami w rytm muzyki cicho lecącej z radia. Normalnie
nie mogłem oderwać od niej oczu. Nie
rozumiem co się ze mną dzieje. Jeszcze żadna dziewczyna tak na mnie nie
działała. Najgorsze jest to, że ona chyba za mną nie przepada. Muszę coś
zrobić, żeby zmieniła do mnie nastawienie. Tylko jak do niej dotrzeć? Bądź z nią szczery i nie owijaj w bawełnę. Łatwo
powiedzieć trudno zrobić. Chciałbym jej to wszystko opowiedzieć, bo wydaje mi się,
że ona mnie zrozumie. Dzisiaj mieliśmy porozmawiać. Muszę być ostrożny, żeby
jej nie wystraszyć. Choć w jej towarzystwie trudno mi się powstrzymać, żeby jej
nie pocałować. Była sama w kuchni więc postanowiłem podejść bliżej.
- Cześć Lily. – powiedziałem na co brunetka prawie
podskoczyła.
- Czy ty się dobrze czujesz? Chcesz, żebym dostała zawału?
- Nic z tych rzeczy.
- Śniadanie jeszcze nie gotowe. Musisz zaczekać.
- Może pomogę?
- Obejdzie się.
- Nalegam.
- Tak nagle zachciało się wam pracować?
- Nie rozumiem.
- Na początku nie pałacie sympatią i szacunkiem, a teraz
jesteście jak siostry miłosierdzia.
- To nie tak… Dlaczego jesteś taka?
- Jaka?
- Udajesz twardą i szczęśliwą ale naprawdę nie dajesz sobie
rady i płaczesz.
- Naprawdę cię to interesuje?
- Inaczej bym nie pytał. Tylko odpowiedz szczerze.
- Dobra powiem ci dlaczego. Bo nauczyłam się że bycie sobą
to za mało … Wiem, że to nie jest dobre ani dla mnie ani dla innych, ale
inaczej się nie da. Tutaj wszystko rządzi się twardymi regułami. Jeśli sam nie
jesteś twardy to prędzej czy później stracisz wszystko, co masz. Tutaj musisz
nie wnikać, nie pytać, nie chcieć więcej. Wmawiać sobie, że jest dobrze i że
inaczej być nie może. Trzeba wyrobić w sobie obojętność, stępić zmysły,
zadowolić tym, co jest. Tylko tak da się żyć. Bez wyniszczającej tęsknoty za
niewiadomo czym i stałego poczucia nienasycenia i pustki. Tylko tak można
odepchnąć od siebie rozpacz i poczucie totalnej bezsilności…
Słysząc jej słowa podszedłem blisko niej tak, że dzieliły
nas milimetry. – Nie musisz taka być. Wnioskuję, że nie miałaś łatwego życia,
ale nie musisz być kimś kim nie jesteś.
- I mówi to osoba, która przez rok olewała wszystkich wkoło?
Nie patrz tak nie wiem dlaczego i mnie to nie interesuje, ale ty sam udajesz
kogoś kim nie jesteś. Zresztą nie tylko ty.
- To skomplikowane.
- Jak całe życie. Tutaj nic nie jest sprawiedliwe. Prędzej
czy później każdy z nas musi dorosnąć i być odpowiedzialny. Rezygnujemy z tego,
czego pragniemy i robimy to, co powinniśmy. Niełatwo całe życie być
odpowiedzialnym. W miarę upływu lat, ciężar staje się nie do udźwignięcia, ale
staramy się jak możemy, nie tylko dla siebie, przede wszystkim dla tych,
których kochamy. Prędzej czy później wszyscy będziemy dorośli i odpowiedzialni.
A teraz przesuń się, bo mi przeszkadzasz.
- Spójrz na mnie. – kiedy nie zareagowała znów przyciągnąłem
ją bliżej siebie. – Nic w życiu nie jest takie jak chcielibyśmy, żeby było. Ja
sam tego nie rozumiem, ale…
- O cześć Zayn. Już nie śpisz?- spytała Lizzy wchodząc do
kuchni. Lily natychmiast się ode mnie odsunęła.
- Cześć. Jakoś nie mogłem spać. – odpowiedziałem.
- Hm… To ja może pójdę po pomidory. – dodała Lizzy. Spoglądając
raz na mnie raz na siostrę po czym wyszła.
- Lily…
- Nie. Już nic nie mów. Ty masz swoje życie ja mam swoje i
tak musi zostać. Idź powiadom resztę.
- I tak ci nie odpuszczę tej rozmowy. Obiecałaś mi to.-
powiedziałem po czym opuściłem pomieszczenie. Udając się na górę szybko
poinformowałem pozostałych o śniadaniu tak by nie wdawać się z nimi w głębsze konwersację.
Wchodząc ponownie do kuchni zastałem tam siostry Eastwood siedzące przy stole.
– Zaraz zejdą. – Po kilku minutach w kuchni pojawili się pozostali i zabraliśmy
się za śniadanie.
Wchodząc do kuchni dostrzegłam Lily i Zayna stojących blisko
siebie. No dobra bardzo blisko. Kiedy mnie zauważyli moja siostra szybko się
odsunęła. Czyżby oni ze sobą kręcili? Coś musi być na rzeczy. Przecież inaczej
mulat by jej nie obejmował. Nie chciałam im przeszkadzać więc się ulotniłam na
chwilę. Kiedy wróciłam w kuchni była już tylko Lily.
Śniadanie było przepyszne.
- Lily chcę iść dzisiaj nad jezioro.
- Możemy iść po południu. Teraz Jeff na mnie czeka. Ty też
byś mogła odwiedzić Demona.
- A co zrobimy z nimi? – wskazałam na pozostałych.
- Oni od wczoraj są jak siostry miłosierdzia więc może się
czegoś nauczą.
- Czyli mogą iść z nami?
- Niech stracę. Jak chcą to tak.
W tym samym czasie padło kilka pytań.
- Gdzie mamy iść? – spytał Niall.
- A ty Lily nie w pracy? – Liam.
- Mamy robić za przyzwoitki?- Lou.
Słysząc ostatnie pytanie wybuchłam śmiechem. Nawet na usta
Lily wkradł się nikły uśmiech. Widząc, że moja siostra nie zamierza
odpowiedzieć odezwałam się sama. – Dzisiaj jest niedziela więc Lily nie
pracuje. Nikt nie będzie przyzwoitką. Sami się przekonacie. Oczywiście jeśli
się zgodzicie. A miejsce gdzie pójdziemy to tajemnica. No to jak? – czekając na
odpowiedź nagle w domu zawitał gość…


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz