czwartek, 20 sierpnia 2015

Rozdział 14



- Lily zaczekaj, proszę. Dlaczego mi to mówisz? – spytałem. Dopiero jak na mnie spojrzała wszystko do mnie dotarło.
Patrzyła na mnie w wyraźnym bólem w oczach. Dziewczynka z dwójką rodzeństwa, spokojne miejsce. - To twoja historia prawda?
- Musimy się zbierać. Czas wracać.
- Dlaczego potrafisz mi doradzić, a sama uciekasz od problemów?
- Nie mam już cierpliwości do pewnych rzeczy, nie dlatego, że stałam się arogancka, ale po prostu dlatego, że osiągnęłam taki punkt w moim życiu, gdzie nie chcę tracić więcej czasu na to, co mnie boli lub mnie nie zadowala. Nie mam cierpliwości do cynizmu, nadmiernego krytycyzmu i wymagań każdej natury. Wolę stale uciekać niż w dalszym ciągu cierpieć. Straciłam wolę do zadowalania tych, którzy mnie nie lubią, do kochania tych, którzy mnie nie kochają i uśmiechania się do tych, którzy nie chcą uśmiechnąć się do mnie. Już nie spędzę ani minuty na tych, którzy chcą mną manipulować. Postanowiłam być twarda i pozbawiona emocji. Tak jest łatwiej nic nie czuć. Ale i tak tego nie zrozumiesz. Nie znasz mnie. Nie tak naprawdę. Nie wiesz, gdzie byłam, przez co przeszłam, co miałam. Nigdy nie straciłeś tego co ja. Nie płakałeś nad ciałem tylu osób co ja.  Nie wiesz, co to robi z człowiekiem. Ale ja tak. Nadal próbuję wyjść na prostą. Robię, co tylko mogę, więc.. nie zadawaj mi takich durnych pytań.
Po tych słowach Lily zawróciła. Wsiadła na konia i oczekiwała na Zayna. Razem opuścili przyleśną chatkę i spacerowym tempem ruszyli w drogę powrotną. Po drodze nie odzywali się do siebie. Oboje doskonale wiedzieli, że cisza w tym momencie jest im bardzo potrzebna. Kiedy w końcu dotarli Lily rozsiodłała konie. Zayn czuł ogromny ból w nogach, ale nie dał tego po sobie poznać. Myślał nad tym co usłyszał. Brunetka jest o wiele silniejsza niż mu się wydawało. Podświadomie czuł, że go zrozumiała. Również straciła rodziców. Widział, że Lily ma rację, ale stwierdził przed sobą, że nie potrafi wybaczyć. Ona już nie ma takiej możliwości dlatego to powiedziała. Wyszli ze stajni i podążali w stronę domu. Jednak dostrzegając w altanie Lizzy i Nialla jak rozmawiali nie chcąc im przeszkadzać poszli drugą stroną.
- Zayn… Chciałabym, żebyś wiedział, że to co się dzieje w chatce zostaje w chatce. Mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi.- powiedziała Lily i podeszła do Jose idącego kilka kroków dalej. Mulat nie wiedząc co powinien zrobić zmierzył dalej w stronę domu. Chciał przez chwilę odpocząć i przemyśleć kilka spraw.
Dochodząc do domu udałem się do swojego pokoju. Znowu o niej myślę. Lily jest ewidentnie inna. Uważnie słuchała tego, co mówiłem. Nie próbowała mnie osądzać. Czułem, że to co mówi płynie prosto z jej serca. A ja głupi jeszcze się uniosłem. Po za tym uświadomiłem sobie, że pomimo tylu różnic jakie nas dzielą, mamy również wiele wspólnego. Przy niej czuję się swobodnie. Nie muszę udawać kogoś, kim nie jestem. W jej towarzystwie zapominam o tym wszystkim, co mnie spotkało. Padłem na łóżko i zasnąłem.

Kątem oka zauważyłam jak Zayn odchodzi. Sama nie wiem dlaczego mu to wszystko powiedziałam. Poruszyła cię jego historia. Możliwe, ale nie jestem tym zadowolona. Miałam się trzymać z daleka, a ciągle się angażuję w ich problemy. Jakbym mało miała swoich. Jesteś zbyt dobra i nie potrafisz przejść obojętnie obok kogoś kto potrzebuje pomocy. I co mam z tej dobroci? Straciłam tyle w swoim życiu, że sama nie mogę tego ogarnąć. W dodatku wszyscy próbują mnie ściągnąć na samo dno.
- Buenos, patrona! – krzyknął radośnie Jose.
- Cześć.
- Coś ty taka … inna dzisiaj?
- Po prostu mi smutno, a jeszcze muszę zrobić obiad.
- Nawet nie zaczynaj. Czemu nie możesz pokazywać tego jak się czujesz. Wszystkim by było łatwiej cię zrozumieć. A co do obiadu to ci pomogę.
- Na to liczyłam.
- No to chodźmy, ale i tak nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Kiedyś wyduszę to z ciebie.
Jose od razu zabrał się do pracy, a ja mu się tylko przyglądałam. Dziś na obiad będzie coś iście hiszpańskiego. Jose to chyba jedyny facet, którego znam, który potrafi gotować. Nie powiem, że czasem kiedy nie ma Marii go do tego wykorzystuję, ale o tym ciii. Nawet nie wiem kiedy zleciała nam godzina. Kiedy skończył chciał już wyjść – Nie zjesz z nami?
- Wiesz, że nie powinienem.
- Przecież od dawna wiadomo, że nie jesteś tu tylko pracownikiem. Jesteś jeszcze… - niestety nie dane mi było skończyć, bo do kuchni wszedł Zayn.
- A więc to tak? W co ty pogrywasz co? Masz z nim romans? Najpierw jakiś Jeff, a teraz ten?
- O czym ty mówisz? Przestań wrzeszczeć.
- Przecież słyszałem jak mówiłaś, że jest kimś więcej dla ciebie.
- To ja lepiej wyjdę. – powiedział Jose.
- Wiesz co? Nie rozumiem cię. Czy ty naprawdę myślisz, że powiedziałabym ci o tym wszystkim, gdybym mogła to powiedzieć jemu? Próbowałam cię zrozumieć, ale jak widać nikt nie może tego zrobić. To jest jakaś gra czy co? A może to wszystko jest jednym wielkim kłamstwem? Jesteś taki jak wszyscy. Jesteś jednym, wielkim…
Zanim się zorientowała co zamierza, chwycił ją i przyciągnął do siebie. – Cholera jasna, Zayn nie możesz…- Nie skończyła, gdyż ten przywarł ustami do jej ust. Próbowała wydostać się z jego objęć, ale on nie miał zamiaru jej wypuścić. Ten pocałunek był przepełniony tyloma emocjami, że oboje nie mogli tego pojąć. Lily kiedy się tak szamotała jej ciało ocierało się o jego tors. Poczuła wtedy coś dziwnego, czego wcześniej nigdy nie czuła. Była na niego wściekła, ale mimo to odwzajemniła pocałunek. Rozum podpowiadał jej, że nie powinna tego robić, ale w tym momencie nie liczyło się nic innego. Bo przecież jak nie poddać się pocałunkowi? Przecież pocałunek jest momentem, kiedy zawsze mimowolnie opuszczasz powieki ku dołowi, delektując się smakiem, zapachem, bliskością. Jest jedną z tych chwil, których nie ogląda się z otwartymi oczami. To ten moment, kiedy patrzymy sercem, tylko sercem.

Nie mogłem tego słuchać. Lily mówiła to z takim wyrzutem w głosie, że aż się wzdrygnąłem. Byłem wkurzony tym co usłyszałem. Dlatego nie zastanawiając się przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem. Spodziewałem się, że jej wargi będą miękkie. Nie wiem dlaczego, ale od chwili kiedy ją ujrzałem pragnąłem tego. Na początku się wyrywała, ale w końcu odwzajemniła pocałunek. Wtedy zrozumiałem, że oskarżyłem ją o coś co nie miało prawa bytu. Najchętniej nie wypuszczałbym jej z ramion. Idealnie do nich pasowała. Kiedy zabrakło nam tchu odsunęliśmy się od siebie. – Już się uspokoiłaś? – oddychając ciężko popatrzyła na mnie niezrozumiałym wzrokiem. Potrząsnęła głową, jakby próbowała ogarnąć to co się właśnie stało. Po chwili odsunęła się kilka kroków ode mnie. – Zabawiłeś się, a teraz możesz przestać udawać. – powiedziała. „Zabawiłeś się?”. Popatrzyłem na nią w wyraźnym szoku. Czy ona naprawdę tak myśli? Po co miałbym jej opowiadać o tym wszystkich, gdyby moim celem była zabawa? Czy ona naprawdę ma mnie za kogoś takiego? To niedorzeczne. Znów próbuje uciec i być obojętna. – Czemu…
- Co to za krzyki?- powiedział Louis wchodząc z Liamem i Harrym do kuchni.
- Jak widać nie potrafimy się dogadać. – warknęła Lily. - A teraz wybaczcie straciłam apetyt.- dodała po czym wyszła.
Chłopacy patrzyli na mnie wyczekująco, ale ja nie miałem zamiaru się tłumaczyć. Wolałem zamilknąć niż znów brać udział w jakieś bezsensownej kłótni. W końcu również zjawili się Lizzy z Niallem. Zasiadając do stołu zjedliśmy obiad w niezręcznej ciszy.

Od samego rana spędzam czas z Niallem. Chłopak stwierdził, że pozostali sobie poradzą, a on chciałby ze mną spędzić trochę czasu. Świetnie nam się rozmawia. Nie myślałam, że w czyimś towarzystwie mogę się czuć tak swobodnie. Od samego początku Niall mi się spodobał. Tym bardziej kiedy popatrzyłam w jego oczy. Miały kolor błękitnego nieba i były tak żywe, jakby nosił szkła kontaktowe. Nasza znajomość zaczęła się w niefortunnych okolicznościach. No bo, która dziewczyna powala na ziemię chłopaka przy pierwszym spotkaniu? Tak potrafi tylko Lizzy Eastwood. Wrażenie zrobiło na mnie to, że blondyn mimo, iż był wielką gwiazdą był zarazem bardzo skromny. W dodatku łatwo go zawstydzić. Równocześnie był bardzo dobrym słuchaczem. Potrafi wyczuć kiedy nie powinien brnąć dalej i swobodnie potrafi zmieniać temat. To dlatego odważyłam się mu to wszystko opowiedzieć. Po tamtej rozmowie więcej nie wróciliśmy do tego tematu. Wiem, że Niall chciałby uzyskać odpowiedź na swoje pytanie, ale nie naciska. Cierpliwie czeka aż sama mu to powiem. Przegadaliśmy całe przedpołudnie. Dopiero jak dobiegły nas krzyki postanowiliśmy sprawdzić co się dzieje. Wchodząc do kuchni zastaliśmy w niej chłopaków. Myślałam, że znowu się pokłócili, ale dowiedziałam się tylko, że Lily nie zje z nami. Ten dzień miał być taki piękny a od pojawienia się Jacka jest co raz gorzej. Mam nadzieję, że wypad nad jezioro dojdzie do skutku. Po obiedzie rozeszliśmy się w celu przyszykowania do wypadu. Postanowiłam jeszcze zajrzeć do Lily. Zastałam ją w jej pokoju jak słuchała muzyki.
- Lily?
- Hm…
- Zaraz idziemy nad jezioro.
- Nie mam ochoty.
- Stało się coś?
- Czy zawsze musi się coś stać?
- Przecież obiecałaś, że spędzimy ten dzień razem.
- Później do was dołączę, ok?
- Ok., ale jak nie przyjdziesz to się więcej do ciebie nie odezwę.

Razem z chłopakami czekaliśmy na pozostałych. W końcu pojawiła się Lizzy. Z każdą chwilą co raz bardziej mi się podoba. Jest taka delikatna, a zarazem stanowcza. W dodatku pozytywnie nastawiona do świata i ma poczucie humoru. Podoba mi się, że nie jest taką pustą lalą, która myśli tylko o tym, żeby schudnąć. Liz po prostu jest sobą. Mimo, że znam ją od dwóch dni muszę przyznać, że zawróciła mi w głowie.
- Możemy się zbierać.
- A Lily? – spytał Harry na co Zayn na niego spojrzał.
- Dołączy później.  Pojedziemy samochodem bo tak to zbyt długo nam zejdzie, a jeszcze zaczniecie marudzić.
- No to w drogę. – dodałem.
Podczas jazdy obserwowałem okolicę. Bardzo tu ładnie. W końcu mogę odpocząć od tego zgiełku i spraw związanych z zespołem. Atmosfera między nami jest minimalnie lepsza jednak szału nie ma. W dalszym ciągu jest jakieś dziwne napięcie. Spędzamy więcej czasu razem. Nawet Zayn próbuje z nami przebywać, a to już jakiś postęp z jego strony. Przyjazd tutaj był jak na razie dobrym rozwiązaniem. Zauważyłem, że dobrze służy mu spędzanie czasu z Lily. Ciekawe co ona mu nagadała, że zachowuję się trochę inaczej. W końcu dojechaliśmy.
- Raczej nikt nie będzie nam przeszkadzał więc możecie się czuć tu swobodnie. – powiedziała Lizzy.
- Serio to jezioro też jest wasze? – spytał Louis.
- Serio. – odpowiedziała blondynka i nie czekając na nas zmierzyła bliżej brzegu jeziora, gdzie zaczęła się rozkładać. – No na co czekacie? Czujcie się jak u siebie. – dodała widząc, że nie ruszyliśmy się z miejsca.
- Zabawę czas zacząć – powiedziałem radośnie jednak tylko Tommo entuzjastycznie zareagował. Harry rozłożył się na kocu i włożył słuchawki do uszu. Jego śladem poszedł Zayn jednak rozłożył się kilka kroków od nas. Ja dołączyłem do Lizzy, a Liam z Louisem podążyli moim śladem. Przez jakieś dwie godziny opalaliśmy się i wygłupialiśmy na przemian. Niestety tylko we trójkę. Liam ciągle zrzędził jak bardzo tęskni za Katie czego razem z Lou nie mogliśmy już słuchać. Tylko Lizzy starała się go wesprzeć. – Lizzy możemy się przejść?- spytałem na co Louis posłał mi cwaniacki uśmieszek.
- Pewnie
- Bądźcie grzeczni – dodał Liam na co tylko wywróciłem oczami.
Szliśmy tak chwilę brzegiem jeziora aż pozostali zniknęli nam z pola widzenia. – Możemy tu usiąść – powiedziała blondynka. Po zajęciu miejsc zaczęliśmy rozmowę. – No to teraz twoja kolej. Ja już ci opowiedziałam trochę o sobie.
- Co chciałabyś wiedzieć?
- Wszystko, ale zacznij od tego co tak naprawdę was tu sprowadza. Rozumiem, że macie jakieś problemy w zespole bo to widać gołym okiem, ale czuję, że tak naprawdę nie o to chodzi prawda?
- Masz rację. Nie chodzi o nasz zespół tylko o nas. Od roku jakoś nie potrafimy się porozumieć. Niby przebywamy razem, ale równie dobrze moglibyśmy tego nie robić i nikt by nie zauważył. Nie powinienem tego mówić, ale to po części z powodu Zayna. Rok temu spotkała go osobista tragedia i od tamtej pory on nie potrafi się pozbierać. Jeszcze nie mogę ci wytłumaczyć o co dokładnie chodziło sam musi to zrobić. Myślę, że widząc, że mu nie zależy my też odpuściliśmy. Ja miałem nadzieję, że w końcu to się zmieni, ale nie było poprawy. Wtedy Paul wymyślił przyjazd tutaj. Cieszę się z tego. Inaczej nie poznałbym ciebie. – odpowiedziałem na co Lizzy się zarumieniła.
- Rozumiem. To teraz opowiedz coś o sobie. Nic o tobie nie wiem.
- A może będziemy po prostu zadawać sobie pytania?
- Ok. Zaczynaj.
- Ulubiony kolor?
- Niebieski. Opisz siebie w trzech słowach.
- Jestem hojny, uczciwy i mam ładny uśmiech.- powiedziałem na co Lizzy się zaśmiała. – Ulubiona potrawa?
- Lubię jeść wszystko co mi przyrządza Lily. Ale jak bym musiała wybrać to chyba pizza. – uśmiechnąłem się na jej słowa.- Dlaczego farbujesz włosy?
- Uwielbiam być blondynem mimo, że boli mnie iż muszę rozjaśniać końcówki włosów. Ulubiona piosenka?
- Hm… nie słyszałam waszych, bo może by mi się któraś spodobała, ale tak to Van Morrison Crazy Love.- to również moja ulubiona. – Ulubiony film?
- Chyba „Prom Night”. Czego najbardziej się boisz?
- Horrorów, pająków i gołębi. Lubisz podróżować?
- Tak bo wtedy mogę spróbować nowych potraw. Wolałabyś pocałować chłopaka czy zjeść pizzę?
- Zjeść pizzę. Chłopaka bym mogła cały czas całować, a pizza nie zawsze jest. – normalnie ideał - Czego nienawidzisz?
- Nienawidzę jak ktoś ocenia ludzi po okładce. Po za tym nienawidzę jak ktoś przy mnie płacze bo zawsze gdy widzę że ktoś płacze, sam też zaczynam płakać. Co ci się w sobie podoba? 
- Wszystko. Każdy na swój sposób jest idealny więc nie mam powodu by czegoś w sobie nie lubić. A ty co w sobie lubisz?
- Oczy bo wszyscy mi ich zazdroszczą. Bez czego nie możesz żyć?
- Bez snu i jedzenia. Jak siebie widzisz za 20 lat?
- Jako starszego. Znasz jakieś języki?
- Angielski, francuski i troszkę hiszpański. Często gramy z Lily w zmienianie akcentów. Powiedz mi coś czego nikt o tobie nie wie?
- Kiedy się denerwuję tańczę irlandzki taniec.
- To można zaobserwować. Chodzi mi o coś takiego czego nie widać.
- Gdybym miał dziewczynę zrobiłbym wszystko, żeby czuła moją miłość tak, żebym nie musiał nawet jej tego mówić. – powiedziałem zbliżając się do Lizzy. Kiedy nasze twarze dzieliły milimetry zjawiła się Lily przez co odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni. Razem z Lizzy byliśmy ewidentnie zmieszani.
- Przepraszam. Nie chciałam wam przeszkodzić. Już sobie idę. – powiedziała brunetka po czym szybko znikła z pola widzenia. My również postanowiliśmy wrócić do reszty.

Leżałem sobie w oddali słuchając muzyki. Harry początkowo podążył moim śladem, ale za namową Louisa dołączył do pozostałych. Ewidentnie świetnie się bawili. Wygłupiali, kąpali w jeziorze, gonili się itp. Blond gołąbeczki gdzieś się ulotniły więc trochę mi się nudziło. Rozglądałem się wkoło aż wreszcie dostrzegłem Lily, która śmiało kroczyła w naszą stronę. Przyniosła ze sobą jakąś dużą torbę. Postawiła ją na kocu po czym szybko podążyła w stronę jeziora. Była już zanurzona tak, że woda sięgała jej do pasa. Wtedy przyszli Niall z Lizzy. 
- Lily co ty robisz?- powiedział Liam.
- Spokojnie chłopaki ona idzie tylko popływać.- powiedziała blondynka. – O jedzonko! – dodała na co wszyscy się ucieszyli. Szczerze mówiąc to też zgłodniałem więc dołączyłem się do reszty. Usiadłem tak by móc obserwować Lily. Kiedy skończyła pływać wynurzyła się z wody. Mogłem podziwiać jej sylwetkę. Kątem oka spostrzegłem, że również pozostali się w nią wpatrują. – Nie myślałem, że ona ma takie świetne ciało.- szepnął Harry do Louisa. Starsza z sióstr Eastwood podeszła do nas zajmując miejsce obok swojej siostry.
- Lila możemy porozmawiać chwilkę?- spytała Lizzy
- Miałaś tak do mnie nie mówić. Daj mi poleżeć chwilę.
- No chodź. Tylko na sekundkę. – zaczęła ciągnąć ja blondynka.
- No już dobra, chodź.

Siostry odeszły kawałek tak by nikt nie mógł ich usłyszeć.
- O co chodzi Liz?
- Nie chcę, żeby ktoś wiedział o … no wiesz.
- O czym ma nikt nie wiedzieć?
- No, że ja i Niall …
- To twoja sprawa z kim się całujesz. Po za tym niby komu miałabym powiedzieć? Jesteś moją siostrą i masz swoje życie. Póki nie robisz nic głupiego nie będę się wtrącać, jasne?
- Dzięki. Lily.
- Naprawdę się cieszę, że jesteś szczęśliwa. Wykorzystaj to, gdyż nie ma zbyt wiele czasu, by być szczęśliwym. Dni przemijają szybko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpisujemy marzenia, a jakaś niewidzialna ręka nam je przekreśla. Nie mamy wtedy żadnego wyboru. Dlatego póki możesz ciesz się tym co masz.
- Jak to jest, że ty zawsze wiesz, co powiedzieć? Dlaczego masz tyle rad a sama się do nich nie stosujesz?
- Proszę Liz nie brnij w to. Dzisiaj mamy spędzić czas razem więc chodźmy.

Czekaliśmy na powrót sióstr Eastwood. Kiedy w końcu się zjawiły zauważyłem, że Lily ma ze sobą piłkę. – No w końcu. – powiedział Louis.
- Zagramy w piłkę. Chyba nie myśleliście, że będziecie odpoczywać. Nie chcecie pracować więc wymyśliłam coś innego. – powiedziała Lily. – Żeby było sprawiedliwie zrobimy losowanie. – dodała.
- Jest nas nieparzyście. – zauważył Liam.
- Już nie. – odpowiedziała brunetka. Dostrzegłem, iż w naszą stronę zmierza ten cały Jose z jakąś dziewczyną. – Jose już znacie. A to jest Amelia jego żona.
Żona? Jaki ty jesteś głupi Zayn. Podejrzewasz ją o najgorsze, a ona jest niewinna. Teraz już rozumiem dlaczego Lily się tak uniosła. Mam wrażenie jakby starała się mnie unikać.
- Dobra. Amelia będzie sędziować. No to losujemy.

Po szybkim losowaniu mieliśmy dwie drużyny. Lily, Louis, Liam i Jose tworzyli drużynę czerwonych. Lizzy, Niall, Zayn i Harry drużynę czarnych. Po zbudowaniu ramek mających służyć za bramki zaczął się mecz. Akcja na początku rozgrywała się powoli. Każdy sprawiał wrażenie jakby chciał rozgryźć przeciwnika. Dwa pierwsze gole zdobyli czarni i tak minęła pierwsza połowa. – No to teraz się zabawimy. – pomyślałam. Odpowiadał mi fakt, że to Zayn stał na bramce. Zdobywając pierwszego gola Louis odstawił jakiś dziwny taniec na co popatrzyłam na niego z politowaniem. Drugą bramkę jakimś dziwnym fartem zdobył Jose. Zbliżał się koniec meczu i nikt nie zamierzał przegrać. Piłka była po stronie czarnych jednak Louis ją przejął. Podał szybko do Liama, jednak ten nie zdążył do niej podbiec. Piłka zmierzała w moim kierunku. Szybko podbiegłam do niej i będąc bardzo blisko bramki kopnęłam ją. Jednak przy okazji poślizgnęłam się taranując Zayna. Upadłam, a Zayn wylądował na mnie. – Wygraliśmy!- krzyknął Louis. Mulat wcale nie zamierzał ze mnie zejść. Uporczywie wpatrywał się w moje oczy. – Złaź ze mnie. Swoje ważysz.- powiedziałam.
- A co jak nie?
- Jak nie to zrobię coś, co cię zaboli.
- Dobra. – odpowiedział po czym się podniósł i pomógł mi wstać.
Po meczu zrobiliśmy ognisko. Atmosfera była całkiem przyjemna. No może gdyby nie Harry, który nie mógł się pogodzić z przegraną. Obraził się na wszystkich. Muszę stwierdzić, że oni nie są tacy źli jak myślałam. Ale to i tak nie ma znaczenia. Jutro i tak wszystko wróci do normy. Posiedzieliśmy jeszcze przez jakiś czas po czym wróciliśmy do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy