czwartek, 27 sierpnia 2015

Rozdział 16



Razem ruszyliśmy w stronę domu. Malik poszedł na gorę, a ja skierowałem się do kuchni. Zastałem tam…
Lizzy i Harrego próbujących przygotować obiad jednocześnie świetnie się przy tym bawiąc. Nie powiem trochę zdenerwował mnie ten widok. – Cześć. – powiedziałem trochę zbyt ostro.
- O, Niall. Znalazłeś Zayna? – spytała blondynka.
- Taa… nie był w zbyt dobrym stanie.
- To tak, jak Lily. – wtrącił Harry.
- Jak to? Czyżby rzucała czym popadnie?
- Skąd wiesz? – krzyknęli oboje.
- Zayn wyżywał się na skrzynkach. Ogólnie o coś się pokłócili.
- Na mnie też rano nawrzeszczała. – stwierdził lokowany.   
- Nic nie mówiłeś.- rzekła Lizzy. – To znowu się dzieje.- dodała bardziej do siebie niż do nas.
- Co?
- Nie nic. Nie ważne. Zaraz będzie obiad.
- Niall zabierz ją stąd bo zje wszystko zanim będzie gotowe. Po za tym ty też nie jesteś odpowiedni przy gotowaniu.
- Bardzo śmieszne. – burknęliśmy równocześnie.
- No już wynocha. Liam mi pomoże. – Harry zwrócił się do szatyna wchodzącego do pomieszczenia.

Wyszliśmy razem z Niallem przed dom. Faktycznie ja bardziej przeszkadzałam niż pomagałam przy tym obiedzie. Ale przynajmniej to trochę mi pomogło po tej akcji z moją siostrą. Przysiedliśmy na werandzie przed domem. – Czy Zayn ci powiedział coś szczególnego?
- Nic szczególnego. Dowiedziałem się tylko, że powiedział coś czego nie powinien i że teraz Lily się do niego nie odezwie, a ona jest jedyną osobą która mu pomaga.
- Lily nic nie powiedziała. Tylko gdyby nie Harry rozwaliłaby cały pokój.
- Mam nadzieję, że się dogadają. Nie chciałbym, żeby Lily była znowu taka przerażająca. – na jego słowa się zaśmiałam.
- Powiem ci coś w sekrecie. To tak nie będzie. Lily zawsze gwałtownie reaguje, ale później jest ok. Jak się na czymś wyżyje to jej mija.
- To zupełnie jak Zayn…
Zapadła trochę niezręczna cisza. Zastanawiałam się czy wspominać o tym co wydarzyło się wczoraj czy lepiej nic nie mówić. W sumie nie mam pojęcia jak to interpretować. Po tym ognisku rozmyślałam nad tym, żeby powiedzieć Niallowi o rodzicach. Myślę, że mogę mu zaufać. Żywię do niego jakieś uczucia, których na razie nie mogę określić. Wspaniale mi się spędza z nim czas i świetnie rozmawia. W najgorszym wypadku przecież i tak wyjedzie więc co mi szkodzi.
- Niall…
- Lizzy..
- Ty pierwszy.
- Kobiety mają pierwszeństwo.
- Myślę, że teraz mogę ci odpowiedzieć na twoje pytanie.
- Wiesz, że jak nie chcesz to nie musisz.
- Nie muszę, ale chcę. – odpowiedziałam.. Zdjęłam łańcuszek, który cały czas noszę i mu podałam. Lily ma identyczny.
- Co to?
- Otwórz. Na pierwszym zdjęciu są moi rodzice. Oni … kiedy miałam 3 lata pojechali z Lily i Lukiem na wycieczkę właśnie tutaj. Do „La luny”. Ja byłam chora czy coś i zostałam z ciotką w Londynie. Z tego co udało mi się wycisnąć z Lily i Marii w drodze powrotnej mieli wypadek. Jakiś samochód wjechał prosto w maskę naszego samochodu. Rodzice zginęli na miejscu. Najgorsze jest to, że pamiętam ich jak przez mgłę. Pamiętam, że cały czas płakałam, jak za każdym razem pytałam kogoś o rodziców, a oni mówili mi, że nigdy nie wrócą. Wtedy Lily wpadła na pomysł tych medalionów. Nie zdejmujemy ich nigdy. Dzięki temu mogę sobie przypominać jak wyglądali. Gdybym tylko wiedziała co, to za człowiek spowodował ten wypadek może jak bym mu to wszystko wygarnęła mogłabym się z tym jakoś pogodzić. Wiesz nie jest łatwo wychowywać się bez rodziców... – skończyłam by zaczerpnąć powietrza. Łzy już leciały mi ciurkiem. – Cały czas się boję, że w końcu ich zapomnę. Że któregoś dnia się obudzę i znikną moje jedyne wspomnienia… - W tym momencie Niall również miał łzy w oczach. Kiedy na niego spojrzałam po prostu mnie przytulił. Tak bardzo potrzebowałam tego w tym momencie, że nie zwracałam uwagi, że być może nie powinnam tego robić. Zawsze jak o tym rozmawiam z kimś to płaczę. Do tej pory jedyną osobą z którą o tym rozmawiałam była Maria. To ona mi wszystko opowiedziała. Kiedy próbowałam pogadać z Lily albo Lukiem oboje zbywali mnie.
- Już dobrze nie płacz. Nie musisz więcej mówić.
- Muszę albo teraz albo więcej nie będę w stanie tego zrobić. – odpowiedziałam. – A jeśli chodzi o Luka to mój brat. Jak już mówiłam byli razem z Lily bardzo związani. Dokładnie to było 3 lata temu Wtedy niedaleko miała się odbywać corrida. Moja siostra zawsze chciała to obejrzeć na żywo. Długo namawiała Luka, żeby z nią pojechał. Mnie to nie interesowało więc zostałam tutaj. Kiedy wracali …
- Nawet nie zaczynaj tego tematu. – warknęła Lily, która pojawiła się nagle w drzwiach. Razem z Niallem spojrzeliśmy na nią zszokowani.
- Przecież … Ty nie …
- On nie musi o tym wiedzieć. Nikt nie musi. Rozumiesz? – dodała moja siostra. – Obiad jest gotowy. Możecie iść.
- Ale …
- Chyba coś powiedziałam. Koniec tematu.
- A ty nie zjesz z nami.
- Nie. – ucięła szybko temat Lily i poszła przed siebie.
- Przepraszam cię. To jest dla niej bardzo drażliwy temat.
- Lepiej chodźmy.

Wchodząc do kuchni zastaliśmy tam wszystkich oprócz Zayna, no i Lily. Hazza się spisał wszystko świetnie pachniało. W sumie już dawno nam nic nie gotował.
- W końcu jesteście. – powiedział Liam. – Wszystko w porządku? – zwrócił się do Lizzy.
- Pewnie. Co tak ładnie pachnie? – odpowiedziała blondynka takim smutnym głosem. Chłopaki popatrzyli na mnie a ja tylko pokazałem na migi, że później to wytłumaczę.
- A gdzie Zayn? – spytałem.
- Minąłem się z nim na schodach i mruknął tylko, że idzie zapalić. – odpowiedział Louis. – A widzieliście Lily?
- Nie zje z nami. – odpowiedziała Lizzy.
Po obiedzie zdecydowaliśmy, że pójdziemy do altany. W sumie nakłoniłem wszystkich do tego. Chciałem trochę poprawić humor Lizzy. W skrócie wytłumaczyłem chłopakom o co chodziło. Tak bez żadnych szczegółów. Wydaje mi się, że nie do końca mi uwierzyli, ale nie drążyli tematu.

Nie byłam w zbyt dobrym humorze. Było mi smutno jak zawsze kiedy myślę o rodzicach. Przyznam szczerze, że na trochę się wyłączyłam. Dopiero jak Niall szturchnął mnie ocknęłam się. Louis opowiadał o swoich wybrykach na koncertach i nie tylko. Niektóre sytuacje były takie absurdalne, że zaczęłam się zastanawiać czy on mówi prawdę. Ale chłopacy zapewniali mnie, że tak było naprawdę. Później przyłączył się do niego Harry. Wtedy już się trochę rozchmurzyłam. Przebywając z nimi uświadomiłam sobie, że już dawno nie miałam takiej rozrywki. Ostatnio to miało miejsce jakieś pół roku temu kiedy w odwiedziny wpadła nasza kuzynka Nadia. Ona prowadzi ciekawe życie i zawsze gdy tu wpada nigdy się nie nudzę. Szkoda, że robi to tak rzadko. Dlatego cieszę się, że chłopacy tu przyjechali.
- Lizzy słuchasz nas? – spytał Niall.
- Sorki. Zamyśliłam się. O co pytałeś?
- Pytałem o twój ulubiony zespół.
- Nie mam ulubionego. Słucham różnej muzyki.
- Zła odpowiedź. – odparł blondyn i zaczął mnie łaskotać.
- Nasz zespół jest najlepszy. – powiedział Louis.
- Już dobrze. Wystarczy Niall. – ledwo wypowiedziałam to. – Nie wiem może słyszałam jakąś waszą piosenkę, ale nie kojarzę.
- To my ci coś zaśpiewamy. – dodał Liam.
- Prywatny koncert, ale się cieszę.
- Co by tu zaśpiewać? – głośno myślał Harry.
- Tam jest gitara. – wskazałam.
- No to zaczynamy. Nasz pierwszy singiel.
Gdy zaczęli śpiewać cały czas przyglądałam się blondynowi. Wszyscy mieli piękne głosy. Szczerze to mogłabym ich słuchać cały czas.
- W sumie to gdzieś słyszałam tą piosenkę. Chyba na przyjęciu u Any.
- Przyjaźnisz się z nią? – spytał Louis.
- Nie. Ona co roku wyprawia urodziny, na których musimy być. To jest tak jak z tą kolacją.
-  Dobra to śpiewamy dalej. – zarządził Niall.

Nie miałam ochoty na obiad więc postanowiłam się przejść. Przy okazji sprawdzę czy na ranczu wszystko w porządku. Tak naprawdę chciałam choć przez chwilę pobyć sama. Szłam tak długo przed siebie aż dom zniknął mi z pola widzenia. Dopiero dostrzegłam, że jestem w sadzie. Tędy chodzą tylko pracownicy tu pracujący i to przede wszystkim rano. Popołudniami i wieczorami jest tu błoga cisza. Przeszłam jeszcze kawałek pomiędzy drzewami i przysiadłam na jednej ze skrzynek.  Rozmyślałam nad tym wszystkim co się wydarzyło w ostatnich dniach. Znowu to robię, bo coś mi nie daję spokoju. Chyba raczej ktoś. Dopóki oni się nie zjawili miałam spokojne życie a teraz cały czas coś jest nie tak. Nie wiem co mam robić. Na takich przemyśleniach zleciało mi całe południe. Nie miałam ochoty wracać więc postanowiłam poczekać, aż na niebie pojawią się gwiazdy. Lubię na nie patrzeć. To jest ta chwila, w której odpycham wszystkie myśli na bok, a na moje usta wkrada się uśmiech. Wtedy jestem sama i mogę być sobą. To jest moja chwila bez nikogo i niczego. Myślę, że w tych gwiazdach odnalazłam cząstkę siebie. Naprawdę zapominam o wszystkim. Ponieważ ta chwila taki właśnie ma cel. Sprawia, że czujesz się tak mały wewnątrz czegoś tak wielkiego i niepojętego. Oddala wszystkie twoje problemy, trudności, wszystkie doczesne chęci, potrzeby, pragnienia, zmuszając cię do uświadomienia sobie, jakie naprawdę to wszystko jest nieistotne. To tak, jakby Ziemia nagle stała się cicha i nieruchoma, a wszystko, co twój umysł może pojąć czy poczuć, to ogrom wszechświata, i dostajesz zadyszki na myśl o swoim w nim miejscu. Czujesz wolność i tylko to się liczy.
- Pomyślałaś życzenie?

Na dół ściągnął mnie piękny zapach. Aż zrobiłem się głodny. W końcu ominąłeś obiad. Wchodząc do kuchni spostrzegłem, że przyszedłem w samą porę. Dosiadłem się do pozostałych i zabrałem za posiłek. Nigdzie nie zauważyłem Lily. Pozostali rozmawiali o czymś o czym nie miałem pojęcia. Niby ostatnio lepiej się dogadujemy, ale jeszcze nie potrafię wrócić do tego co było. Postanowiłem się wymknąć i pójść na spacer. Postanowiłem iść przed siebie, aż dotarłem do sadu. Kiedy usłyszałem jakieś szmery skręciłem w tamtą stronę. Zauważyłem brunetkę leżącą na trawie i wpatrującą się w niebo. Tak pięknie wyglądała w blasku pierwszych gwiazd. Niewielki uśmiech błąkał się na jej ustach. Mogłaby być taka na co dzień. Taka pogodna i beztroska. Przez kilkanaście minut wpatrywałem się w widok przede mną. Podchodząc bliżej spytałem. – Pomyślałaś życzenie? – wtedy zaskoczona spojrzała w moim kierunku ale nie odezwała się nawet słowem. – Przepraszam za tamto. Ja po prostu na wszystko reaguje gwałtownie. To taka moja reakcja obronna. – znowu odpowiedziała cisza. Przysiadłem na jednej ze stojących skrzynek. – Powiesz coś?
- Masz całe ranczo do dyspozycji, a zawsze przypałętasz się tam gdzie akurat ja jestem.
- Ciągnie mnie do ciebie. – tu posłała mi tylko zirytowane spojrzenie. – Chciałem…
- Nie interesuje mnie co chciałeś. Najlepiej jak byś stąd poszedł. I weź się w końcu przymknij z łaski swojej.
- Wydawało mi się, że już doszliśmy do porozumienia. – znów bez odzewu. – Ziemia do Lily.
- Nawet we własnym domu nie można pobyć samemu. – burknęła tylko po czym wstała i zaczęła iść w inne miejsce.
- Zaczekaj. Chcę pogadać. Mówiłaś, że możemy rozmawiać.
- No właśnie wy wszyscy chcecie. Jesteście strasznymi egoistami. Liczy się tylko czego wy chcecie. Ty chcesz porozmawiać, a JA chcę być sama. – odpowiedziała podniesionym głosem.
- Nie uciekaj znowu. Wiem, jak to jest więc odpuść tym razem.
- Wiesz co? Gówno wiesz. Zajmij się swoim życiem. Nie potrafisz sobie poradzić z czymś co zdarzyło się rok temu. To dlatego tu jesteś. Więc zajmij się tym i daj mi spokój!
- Przymknij się wreszcie! – krzyknąłem. – Nie rozumiesz, że ty mi pomagasz poukładać to wszystko!? Rozmowy z tobą sprawiają, że czuję się lepiej. To przez ciebie zacząłem przebywać z chłopakami. Wcześniej nawet się do nich nie odzywałem. W 3? Dni zrobiłaś coś co wszyscy próbują zrobić od roku. Nie wiem jak to jest, ale w twoim towarzystwie czuję się lepiej. Czuję, że jestem sobą. Rozumiesz? – szczerze powiedziałem. Lily kilka razy otwierała i zamykała usta nie wiedząc co powiedzieć. W końcu zaczęła mówić.
- Ile razy mam ci powtarzać, że nie jestem odpowiednią osobą do tego? Ja nie potrafię być dla nikogo przyjaciółką ani nikim takim. Jak mogę ci pomóc skoro nawet dla samej siebie nie potrafię tego zrobić? Ja tylko potrafię niszczyć wszystko. Prędzej czy później to co jest dla mnie ważne znika. Nie jestem w stanie słuchać twoich historii. One przypominają mi coś o czym nie chcę pamiętać. Sam wasz przyjazd zakłócił wszystko co zdążyłam sobie poukładać.- ostatnie zdanie już niemal wyszeptała.
- Chcesz o tym porozmawiać? – odważyłem się spytać.
- Po co? I tak tego nie zrozumiesz. Wiesz ja sama siebie nie rozumiem. Po za tym przyszłam tutaj oglądać gwiazdy a ty mi przeszkadzasz.
- Ciągle jesteś taka.
- A jaka mam niby być? To ty tu przyszedłeś i myślisz, że masz prawo mnie o to pytać? Nawet nie próbuj mi pomagać. Zajmij się sobą. Po to tu przyjechałeś. Moje życie nie powinno cię obchodzić - Na te słowa nie odpowiedziałem. W szybkim tempie pokonałem dzielącą nas odległość i ja po prostu przytuliłem. Początkowo cała się spięła i próbowała wyrwać, ale jej na to nie pozwoliłem wiec odpuściła. Nie wiem ile tak tkwiliśmy w tych objęciach, ale coś sobie uświadomiłem. Przez te kilka dni to właśnie Lily stała się dla mnie kimś ważnym. Chciałbym jej pomóc tak jak ona to robi dla mnie. Mimo, że tak nie uważa. Gdyby mi ktoś powiedział, przed przyjazdem tutaj, że w te kilka dni poczuję się lepiej i w końcu zacznę sobie z tym wszystkim radzić to bym go wyśmiał.  Drugiej strony gdybym wcześniej znał Lily wszystko by było łatwiejsze. Rozmyślałbym tak dalej gdyby nie brunetka, która wyrwała się z moich objęć. – Nie powinieneś tego robić. Zapomnij o tym wszystkim. – powiedziała po czym pobiegła w stronę domu. Ja stałem tak do momentu kiedy zniknęła mi z pola widzenia. Dlaczego to wszystko musi być takie skomplikowane? Dlaczego ona to tak utrudnia? Rozważając tak podążyłem jej śladem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy