Idąc przed siebie
nagle dostrzegłam coś co prawie doprowadziło mnie do zawału serca.
- Lily!
Moja siostra siedziała na brzegu jeziora, nieopodal
wzniesienia, skulona. Była cała mokra i nie reagowała na moje
wołanie. Szybko podbiegłam do niej.- Lily co ci się stało? Ocknij się!
- Co się dzieje?
- To ja Lizzy. Wszystko w porządku?
- Jak to nic ci nie jest? Przecież leżysz tu zwinięta i to
jeszcze przy tym wzniesieniu.
- Chciałam pomyśleć i chyba się zdrzemnęłam.
- To dlaczego jesteś cała mokra?
- Jak tu przyjechałam to Jeff się czegoś wystraszył i
wrzucił mnie do wody. Teraz już wszystko wiesz więc możesz wracać.
- Hej. Przecież widzę, że coś cię męczy. A po za tym jak byś
nie chciała, żebym cię znalazła to byś tu nie przyjechała. Więc mów o co
chodzi?
- Daj spokój Liz. Co ma mnie męczyć. Przecież moim jedynym
problemem jest wybór lakieru do paznokci.
- Więc to dlatego …
- Nie.
- Porozmawiaj ze mną. Wyrzuć to wszystko z siebie. Od razu
zrobi ci się lepiej. Lepiej krzycz na mnie niż na naszych gości.
- Co już się poskarżył?- prychnęła moja siostra.
- Kto?
- No ten … Zayn.
- Nie mówił, że krzyczałaś coś a on nie wiedział, o co chodzi
dlatego się tak przejęłam i pobiegłam cię szukać.
- Niepotrzebnie.
- Jestem twoją siostrą i będę tu tak długo siedzieć, aż nie
dowiem się o co chodzi.
- Jesteś tak samo uparta jak Luke.- wypowiadając to zdanie
Lily wyraźnie posmutniała.
- No i jak ty. – dodałam uśmiechając się lecz moja siostra
tego nie odwzajemniła. Zresztą od 3 lat jest jakby wyzbyta z emocji. Nie
uśmiecha się, nie płacze. Aż do teraz. Przyjazd One Direction ewidentnie na nią
wpłynął. Najpierw wybuch w stosunku do Harrego. Później nakrzyczała na Zayna.
Przynajmniej w końcu pokazała jakieś emocje, a nie dusiła to wszystko w sobie.
Siedziałyśmy przez dłuższy czas w ciszy. Lily wpatrywała się w taflę jeziora
jakby próbowała poskładać to co chce mi powiedzieć. Jakby biła się z myślami
czy powinna mi wszystko opowiedzieć. Ja nie naciskałam widząc, że to dla niej
trudne. Czekałam aż sama się odezwie.
- Nie poddasz się co?- trąciła mnie łokciem.
- Nie już powiedziałam, że…
- Wiesz to nie chodzi o to co ten cały Harry powiedział. Ich
przyjazd uświadomił mi, że jestem beznadziejna i, że tylko wszystkich zawodzę.
Zawiodłam dziadka, rodziców, Luka, ciebie, Marię… a najgorsze jest to, że coraz
częściej myślę, że również samą siebie. Ciągle sobie powtarzam, że tak nie jest
no ale ile można się okłamywać? Robię wszystko by jak najlepiej zarządzać
ranczem, ale sama wiesz jak to jest. W dodatku wszyscy mnie mają za małolatę i
rozpieszczoną paniusię, która ma taki kaprys i bawi się w ranczerkę. No, bo
przecież jak w tak młodym wieku można zajmować się ranczem? Najbardziej
denerwuje mnie to, że prawie wszyscy próbują doprowadzić nas do ruiny.
Bojkotują moje plany albo próbują nas okraść. Tylko dlatego zgodziłam się, po
długich namowach Jose, na to aby nasi pracownicy mieli strzelby. Satysfakcję
sprawia mi tylko to, że mimo iż nikt nam nie pomaga to nasza „La luna” uznawana
jest za najlepsze ranczo w regionie, a ich próby okazują się fiaskiem.
- Nigdy mi tego nie mówiłaś.
- Bo nie widziałam takiej potrzeby. Ale to również nie o to
chodzi. Przyjazd tego zespołu… po prostu…Oni przypomnieli mi, jak to było gdy
był tu Luke. Dopiero co się zjawili a w domu było słychać śmiech i rozmowy.
Było tak jak dawniej. W dodatku to, że na niego nakrzyczałam… w sensie na Zayna,
jeszcze bardziej mi to uświadomiło. Zawsze jak mnie coś zdenerwowało albo
miałam jakiś problem to krzyczałam na Luka, a on mimo, że nie wiedział, o co
chodzi dawał mi skończyć. Później mnie przytulał i mówił, że wszystko będzie
dobrze. To wystarczało. Później jak gdyby nigdy nic wracaliśmy do pracy i było,
jak zwykle. Często też przekomarzaliśmy się. Po prostu… bardzo mi go brakuje.
Przez całą rozmowę, a właściwie jej monolog Lily nie
zerknęła na mnie ani razu. Kiedy skończyła mówić miałam łzy w oczach. Nie
wiedziałam, że aż tak to wszystko przeżywa. Minęły już 3 lata. Myślałam, że
wszystko jest już w porządku, a ona nadal wini się za wszystko. – Nie możesz
tak mówić. Rozumiesz. Jesteś najlepszą siostrą jaką bym mogła sobie wymarzyć.
Nie znam bardziej wytrwałej osoby niż ty. Zajęłaś się całym ranczem i świetnie
ci idzie. Nigdy nie narzekałaś na nic. Ja bym nie dała rady, ale ty jesteś
inna. Dziadek, rodzice, Luke na pewno są z ciebie dumni. Ja bardzo jestem. A
inni po prostu ci zazdroszczą, że mimo iż jesteś kobietą doskonale ci idzie.
Nie możesz się nimi przejmować. I wiem co czujesz. Też tęsknię za Lukiem.
- Ej nie płacz. Nie po to ci to wszystko powiedziałam. Nie
chcę żebyś płakała z mojego powodu. Chodź tu. – powiedziała po czym mnie
przytuliła.
- Już jest dobrze. Możemy wracać.
- Jak chcesz to jedź ja jeszcze popływam w jeziorze.
- Nie, nie poczekam.
Lily tak jak powiedziała wskoczyła do wody. Jak to określiła
„I tak jestem mokra więc skorzystam z okazji”. Obserwowałam ją z brzegu. Bardzo
ją podziwiam. W wieku 16 lat podjęła się morderczej pracy, a mimo to ani razu
się nie skarżyła. Po za tym znalazłam ją w totalnej rozsypce, a ona jeszcze
mnie pocieszała. Pierwszy raz od dawna szczerze wyznała mi co czuje. Zazwyczaj
jest bardzo skrytą osobą, która niechętnie opowiada o swoich uczuciach. Mimo,
że jestem jej siostrą nawet mi wszystkiego nie mówi.
- Możemy już wracać.
- Ok.
Drogę do domu przebyłyśmy w przyjemnej ciszy rozkoszując się
szumem drzew. Było już dość późno. Nadchodziła pora kolacji. Kiedy dojechałyśmy,
zaprowadziłyśmy konie do stajni po czym udałyśmy się do domu. Lily na nowo
przybrała swoją stałą minę nie wyrażającą żadnych emocji. Jak gdyby nasza
rozmowa w ogóle nie miała miejsca. Wolałam zachować ciszę i nie wracać do
naszej rozmowy. Lily powiedziała, że za sekundę przyjdzie. Usiadła na werandzie
i patrzyła się przed siebie. Ja wchodząc do domu zauważyłam Marię, Paula,
Louisa, Liama i Nialla siedzących w salonie. Brakowało Harrego i Zayna. O dziwo
zawsze rozgadana Maria nie odzywała się ani słowem. Pozostali nie wiedząc, co ze
sobą zrobić również siedzieli w ciszy. Czyżby czekali na nas? A faktycznie Lily
miała wrócić po 30 minutach, a nie było nas z 2 godziny. Gdy Maria mnie
zauważyła od razu do mnie podbiegła.
- Gdzie się podziewałaś tak długo? Gdzie Lily?
- Byłam …
- Nieważne – przerwała mi Lily wchodząca do domu.
- Jezus. Co ci się stało? Czemu jesteś cała mokra? Co tu się
dzieje?
- Maria uspokój się. Wszystko jest w porządku.- dodała moja
siostra po czym minęła kobietę i zwróciła się do Paula. – Paul czy mógłbyś
zostać do jutra na ranczu? Dziś nie mam siły tego wszystkiego tłumaczyć.
- Pewnie jak trzeba to zostanę.
- Jak nie możesz to ok. Tylko się przebiorę i…
- Spokojnie. Mogę zostać.
- Dziękuję. W takim razie Maria zaproś gości na kolację, bo
już pora. Ja idę do siebie. Nie zjem dzisiaj z wami.
Od wybiegnięcia Lizzy siedzieliśmy z chłopakami, Paulem i
Maria w salonie. Kobieta próbowała robić dobrą minę do złej gry ale wyraźnie
martwiła się o siostry. Nie bardzo rozumiałem, o co chodzi ale coś było na
rzeczy. Przecież Lizzy nie wybiegła by tak nagle. Paul chcąc przerwać panującą
ciszę zaczął opowiadać o swojej pracy. Maria z grzeczności słuchała go. A może
to ją ciekawiło? Nie wnikam. Nas nie za bardzo interesował ten temat więc
zaczęliśmy rozmawiać w swoim gronie. Pierwszy raz od roku prowadziliśmy
normalną rozmowę nie opierającą się tylko na stwierdzeniach typu „Tak”, „Nie”,
„Nie wiem”, „Ładna pogoda” itp. Kiedy Paul skończył my również zaprzestaliśmy
rozmowy widząc, jak Maria się niecierpliwi. Znowu zapadła cisza. Panowała do
momentu aż wreszcie pojawiła się Lizzy. Kobieta poderwała się z zajmowanego
miejsca i zaczęła wypytywać blondynkę. Również Niall bardzo się zaciekawił i
tak jakby mu ulżyło? Lizzy już miała się odezwać lecz w tym momencie weszła
Lily i jej przerwała. Sam byłem ciekawy co się stało. Brunetka była cała mokra
w dodatku miała posępną minę, która nie wyrażała żadnych emocji. Czyżby słowa
Harrego aż tak na nią wpłynęły, że zniknęła na 2 godziny? Muszę z nim pogadać.
Kiedyś taki nie był. Zresztą zawsze, jak miał problem to przychodził do mnie,
a teraz sam muszę wszystko z niego
wyciągać. Przez cały dzień obserwując, jak Maria z siostrami troszczą się o
siebie coś mnie tknęło. Zrozumiałem, że u nas też kiedyś było tak samo.
Potrafiliśmy rozmawiać o wszystkim, wspólnie rozwiązywaliśmy problemy. Zaczęło
mi tego brakować. Wcześniej tego nie dostrzegałem, ale to już nie jest ten sam
zespół jak choćby rok temu. Muszę się za to zabrać. Czas naprawić atmosferę w
zespole. Może ten wyjazd nam faktycznie pomoże? Mam nadzieję, że tak się
stanie. Muszę pogadać o tym z Niallem. Wspólnie może damy radę. Moje
przemyślenia przerwała Maria.- Za 10 minut podam kolacje. – dopiero teraz
dostrzegłem, że Lily już nie ma w salonie a reszta zaczęła o czymś rozmawiać.– O czym tak debatujecie?
- Oj Tommo. Ty jak zwykle nie w temacie- odpowiedział mi
Niall.
- Rozmawiamy o kolacji. – dodała Lizzy.
- Serio?
- No co jestem bardzo głodna. – oburzyła się blondynka. – A po za tym
poczekaj aż spróbujesz potraw Marii wtedy zrozumiesz.- dodała na co uniosłem
ręce w obronnym geście.- Z kobietą nie wygrasz- mruknął Liam, na co Lizzy triumfalnie się uśmiechnęła, a Paul z Niallem się zaśmiali.
- A właśnie co się stało twojej siostrze?
- Nic. Ona często gdzieś znika, a ja się martwię i jej
szukam.
- No ale przecież Zayn mówił, że za 30 minut się pojawi.
- Chciałam też z nią pogadać.
- Nie było was z 2 godziny, a w dodatku Lily była cała
mokra.
- Bo pływała w jeziorze.
- Macie tu jezioro? – wtrącił Niall czym przeszkodził mi w
dalszym wywiadzie. Jestem jednak pewien, że nie o to chodziło.
- Tak. Jezioro, rzekę i staw też mamy.
- To świetnie możemy tam iść np. jutro?
- Zobaczymy co wasz menedżer wymyśli- odpowiedziała Lizzy
mrugając do Paula.- Z tego co wiem to macie pomagać na ranczu.
- Co?
- Ale macie miny.- zaśmiała się panna Eastwood - Idę
zobaczyć co z tą kolacją.
- Normalnie jak bym widział Nialla - szepnął Liam.
- Bardzo śmieszne- burknął blondyn.
- No co? Idealnie do siebie pasujecie.- powiedział na co
Niall się zarumienił.
- Oj jakie to słodkie- dodałem za co dostałem po głowie.-
Ałć. Za co to?
- Ej! Panowie, spokój mi tu. Zapraszam na kolację do kuchni.
A i idźcie powiadomić resztę. Schodami na prawo. Tylko się pospieszcie, bo
kolacja wystygnie.- powiedziała Maria po czym udała się z powrotem do kuchni.
Paul poszedł z nią.
Niall z Lou szybko podążyli ich śladem, czyli to ja muszę
jak zwykle powiadomić resztę. Udałem się na górę po czym skręciłem na prawo. Zapukałem
w pierwsze drzwi skąd dochodziło światło.
- Tak? – dobiegł mnie głos Harrego.
- Kolacja na stole.- powiedziałem uchylając drzwi.
- Ok. Zaraz zejdę.
Zamykając drzwi poszedłem na koniec korytarza usiłując
poinformować Zayna. Zapukałem w drzwi ale odpowiedziała mi cisza. Postanowiłem
wejść do środka. Zayn spał więc postanowiłem go nie budzić. Zgasiłem tylko
światło i po cichu wyszedłem z pokoju.Wchodząc do kuchni zastałem wszystkich przy stole
oczekujących na mój powrót. Szczególnie Lizzy z Niallem siedzieli jak na
szpilkach. Gdy mnie zauważyli mogłem usłyszeć – No wreszcie.- na co pozostali
się zaśmiali. – Harry zaraz przyjdzie, a Zayn śpi.- dodałem tylko.
- Już jestem. – zasiadł przy stole Harry.
- No to możemy zaczynać. – dodała tylko Maria.
Wszyscy zabrali się za jedzenie. Potrawy faktycznie były
przepyszne. Lizzy miała rację tak się niecierpliwiąc. Harry dziwnie się
zachowywał. Po skończonym posiłku bez słowa udał się do pokoju. Coś go męczy i
muszę się dowiedzieć co. Inni nawet nie zauważyli, że Harry wyszedł. Ja też
postanowiłem wymknąć się po cichu i pójść pogadać z przyjacielem. Musimy na
nowo zacząć rozwiązywać problemy razem. Rozglądając się dostrzegłem, że z
jednego pokoju dobiega światło. Gdy już chciałem wejść usłyszałem huk.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz