piątek, 7 sierpnia 2015

Rozdział 6



Idąc przed siebie nagle dostrzegłam coś co prawie doprowadziło mnie do zawału serca.
- Lily!
Moja siostra siedziała na brzegu jeziora, nieopodal wzniesienia, skulona. Była cała mokra i nie reagowała na moje wołanie. Szybko podbiegłam do niej.- Lily co ci się stało? Ocknij się!
- Co się dzieje?
- To ja Lizzy. Wszystko w porządku?
- Nic mi nie jest.- wychrypiała moja siostra.
- Jak to nic ci nie jest? Przecież leżysz tu zwinięta i to jeszcze przy tym wzniesieniu.
- Chciałam pomyśleć i chyba się zdrzemnęłam.
- To dlaczego jesteś cała mokra?
- Jak tu przyjechałam to Jeff się czegoś wystraszył i wrzucił mnie do wody. Teraz już wszystko wiesz więc możesz wracać.
- Hej. Przecież widzę, że coś cię męczy. A po za tym jak byś nie chciała, żebym cię znalazła to byś tu nie przyjechała. Więc mów o co chodzi?
- Daj spokój Liz. Co ma mnie męczyć. Przecież moim jedynym problemem jest wybór lakieru do paznokci.
- Więc to dlatego …
- Nie.
- Porozmawiaj ze mną. Wyrzuć to wszystko z siebie. Od razu zrobi ci się lepiej. Lepiej krzycz na mnie niż na naszych gości.
- Co już się poskarżył?- prychnęła moja siostra.
- Kto?
- No ten … Zayn.
- Nie mówił, że krzyczałaś coś a on nie wiedział, o co chodzi dlatego się tak przejęłam i pobiegłam cię szukać.
- Niepotrzebnie.
- Jestem twoją siostrą i będę tu tak długo siedzieć, aż nie dowiem się o co chodzi.
- Jesteś tak samo uparta jak Luke.- wypowiadając to zdanie Lily wyraźnie posmutniała.
- No i jak ty. – dodałam uśmiechając się lecz moja siostra tego nie odwzajemniła. Zresztą od 3 lat jest jakby wyzbyta z emocji. Nie uśmiecha się, nie płacze. Aż do teraz. Przyjazd One Direction ewidentnie na nią wpłynął. Najpierw wybuch w stosunku do Harrego. Później nakrzyczała na Zayna. Przynajmniej w końcu pokazała jakieś emocje, a nie dusiła to wszystko w sobie. Siedziałyśmy przez dłuższy czas w ciszy. Lily wpatrywała się w taflę jeziora jakby próbowała poskładać to co chce mi powiedzieć. Jakby biła się z myślami czy powinna mi wszystko opowiedzieć. Ja nie naciskałam widząc, że to dla niej trudne. Czekałam aż sama się odezwie.
- Nie poddasz się co?- trąciła mnie łokciem.
- Nie już powiedziałam, że…
- Wiesz to nie chodzi o to co ten cały Harry powiedział. Ich przyjazd uświadomił mi, że jestem beznadziejna i, że tylko wszystkich zawodzę. Zawiodłam dziadka, rodziców, Luka, ciebie, Marię… a najgorsze jest to, że coraz częściej myślę, że również samą siebie. Ciągle sobie powtarzam, że tak nie jest no ale ile można się okłamywać? Robię wszystko by jak najlepiej zarządzać ranczem, ale sama wiesz jak to jest. W dodatku wszyscy mnie mają za małolatę i rozpieszczoną paniusię, która ma taki kaprys i bawi się w ranczerkę. No, bo przecież jak w tak młodym wieku można zajmować się ranczem? Najbardziej denerwuje mnie to, że prawie wszyscy próbują doprowadzić nas do ruiny. Bojkotują moje plany albo próbują nas okraść. Tylko dlatego zgodziłam się, po długich namowach Jose, na to aby nasi pracownicy mieli strzelby. Satysfakcję sprawia mi tylko to, że mimo iż nikt nam nie pomaga to nasza „La luna” uznawana jest za najlepsze ranczo w regionie, a ich próby okazują się fiaskiem.
- Nigdy mi tego nie mówiłaś.
- Bo nie widziałam takiej potrzeby. Ale to również nie o to chodzi. Przyjazd tego zespołu… po prostu…Oni przypomnieli mi, jak to było gdy był tu Luke. Dopiero co się zjawili a w domu było słychać śmiech i rozmowy. Było tak jak dawniej. W dodatku to, że na niego nakrzyczałam… w sensie na Zayna, jeszcze bardziej mi to uświadomiło. Zawsze jak mnie coś zdenerwowało albo miałam jakiś problem to krzyczałam na Luka, a on mimo, że nie wiedział, o co chodzi dawał mi skończyć. Później mnie przytulał i mówił, że wszystko będzie dobrze. To wystarczało. Później jak gdyby nigdy nic wracaliśmy do pracy i było, jak zwykle. Często też przekomarzaliśmy się. Po prostu… bardzo mi go brakuje.
Przez całą rozmowę, a właściwie jej monolog Lily nie zerknęła na mnie ani razu. Kiedy skończyła mówić miałam łzy w oczach. Nie wiedziałam, że aż tak to wszystko przeżywa. Minęły już 3 lata. Myślałam, że wszystko jest już w porządku, a ona nadal wini się za wszystko. – Nie możesz tak mówić. Rozumiesz. Jesteś najlepszą siostrą jaką bym mogła sobie wymarzyć. Nie znam bardziej wytrwałej osoby niż ty. Zajęłaś się całym ranczem i świetnie ci idzie. Nigdy nie narzekałaś na nic. Ja bym nie dała rady, ale ty jesteś inna. Dziadek, rodzice, Luke na pewno są z ciebie dumni. Ja bardzo jestem. A inni po prostu ci zazdroszczą, że mimo iż jesteś kobietą doskonale ci idzie. Nie możesz się nimi przejmować. I wiem co czujesz. Też tęsknię za Lukiem.
- Ej nie płacz. Nie po to ci to wszystko powiedziałam. Nie chcę żebyś płakała z mojego powodu. Chodź tu. – powiedziała po czym mnie przytuliła.
- Już jest dobrze. Możemy wracać.
- Jak chcesz to jedź ja jeszcze popływam w jeziorze.
- Nie, nie poczekam.
Lily tak jak powiedziała wskoczyła do wody. Jak to określiła „I tak jestem mokra więc skorzystam z okazji”. Obserwowałam ją z brzegu. Bardzo ją podziwiam. W wieku 16 lat podjęła się morderczej pracy, a mimo to ani razu się nie skarżyła. Po za tym znalazłam ją w totalnej rozsypce, a ona jeszcze mnie pocieszała. Pierwszy raz od dawna szczerze wyznała mi co czuje. Zazwyczaj jest bardzo skrytą osobą, która niechętnie opowiada o swoich uczuciach. Mimo, że jestem jej siostrą nawet mi wszystkiego nie mówi.
- Możemy już wracać.
- Ok.

Drogę do domu przebyłyśmy w przyjemnej ciszy rozkoszując się szumem drzew. Było już dość późno. Nadchodziła pora kolacji. Kiedy dojechałyśmy, zaprowadziłyśmy konie do stajni po czym udałyśmy się do domu. Lily na nowo przybrała swoją stałą minę nie wyrażającą żadnych emocji. Jak gdyby nasza rozmowa w ogóle nie miała miejsca. Wolałam zachować ciszę i nie wracać do naszej rozmowy. Lily powiedziała, że za sekundę przyjdzie. Usiadła na werandzie i patrzyła się przed siebie. Ja wchodząc do domu zauważyłam Marię, Paula, Louisa, Liama i Nialla siedzących w salonie. Brakowało Harrego i Zayna. O dziwo zawsze rozgadana Maria nie odzywała się ani słowem. Pozostali nie wiedząc, co ze sobą zrobić również siedzieli w ciszy. Czyżby czekali na nas? A faktycznie Lily miała wrócić po 30 minutach, a nie było nas z 2 godziny. Gdy Maria mnie zauważyła od razu do mnie podbiegła.
- Gdzie się podziewałaś tak długo? Gdzie Lily?
- Byłam …
- Nieważne – przerwała mi Lily wchodząca do domu.
- Jezus. Co ci się stało? Czemu jesteś cała mokra? Co tu się dzieje?
- Maria uspokój się. Wszystko jest w porządku.- dodała moja siostra po czym minęła kobietę i zwróciła się do Paula. – Paul czy mógłbyś zostać do jutra na ranczu? Dziś nie mam siły tego wszystkiego tłumaczyć.
- Pewnie jak trzeba to zostanę.
- Jak nie możesz to ok. Tylko się przebiorę i…
- Spokojnie. Mogę zostać.
- Dziękuję. W takim razie Maria zaproś gości na kolację, bo już pora. Ja idę do siebie. Nie zjem dzisiaj z wami.

Od wybiegnięcia Lizzy siedzieliśmy z chłopakami, Paulem i Maria w salonie. Kobieta próbowała robić dobrą minę do złej gry ale wyraźnie martwiła się o siostry. Nie bardzo rozumiałem, o co chodzi ale coś było na rzeczy. Przecież Lizzy nie wybiegła by tak nagle. Paul chcąc przerwać panującą ciszę zaczął opowiadać o swojej pracy. Maria z grzeczności słuchała go. A może to ją ciekawiło? Nie wnikam. Nas nie za bardzo interesował ten temat więc zaczęliśmy rozmawiać w swoim gronie. Pierwszy raz od roku prowadziliśmy normalną rozmowę nie opierającą się tylko na stwierdzeniach typu „Tak”, „Nie”, „Nie wiem”, „Ładna pogoda” itp. Kiedy Paul skończył my również zaprzestaliśmy rozmowy widząc, jak Maria się niecierpliwi. Znowu zapadła cisza. Panowała do momentu aż wreszcie pojawiła się Lizzy. Kobieta poderwała się z zajmowanego miejsca i zaczęła wypytywać blondynkę. Również Niall bardzo się zaciekawił i tak jakby mu ulżyło? Lizzy już miała się odezwać lecz w tym momencie weszła Lily i jej przerwała. Sam byłem ciekawy co się stało. Brunetka była cała mokra w dodatku miała posępną minę, która nie wyrażała żadnych emocji. Czyżby słowa Harrego aż tak na nią wpłynęły, że zniknęła na 2 godziny? Muszę z nim pogadać. Kiedyś taki nie był. Zresztą zawsze, jak miał problem to przychodził do mnie, a  teraz sam muszę wszystko z niego wyciągać. Przez cały dzień obserwując, jak Maria z siostrami troszczą się o siebie coś mnie tknęło. Zrozumiałem, że u nas też kiedyś było tak samo. Potrafiliśmy rozmawiać o wszystkim, wspólnie rozwiązywaliśmy problemy. Zaczęło mi tego brakować. Wcześniej tego nie dostrzegałem, ale to już nie jest ten sam zespół jak choćby rok temu. Muszę się za to zabrać. Czas naprawić atmosferę w zespole. Może ten wyjazd nam faktycznie pomoże? Mam nadzieję, że tak się stanie. Muszę pogadać o tym z Niallem. Wspólnie może damy radę. Moje przemyślenia przerwała Maria.- Za 10 minut podam kolacje. – dopiero teraz dostrzegłem, że Lily już nie ma w salonie a reszta zaczęła o czymś rozmawiać.– O czym tak debatujecie?
- Oj Tommo. Ty jak zwykle nie w temacie- odpowiedział mi Niall.
- Rozmawiamy o kolacji. – dodała Lizzy.
- Serio?
- No co jestem bardzo głodna. – oburzyła się blondynka. – A po za tym poczekaj aż spróbujesz potraw Marii wtedy zrozumiesz.- dodała na co uniosłem ręce w obronnym geście.
- Z kobietą nie wygrasz- mruknął Liam, na co Lizzy triumfalnie się uśmiechnęła, a Paul z Niallem się zaśmiali.
- A właśnie co się stało twojej siostrze?
- Nic. Ona często gdzieś znika, a ja się martwię i jej szukam.
- No ale przecież Zayn mówił, że za 30 minut się pojawi.
- Chciałam też z nią pogadać.
- Nie było was z 2 godziny, a w dodatku Lily była cała mokra.
- Bo pływała w jeziorze.
- Macie tu jezioro? – wtrącił Niall czym przeszkodził mi w dalszym wywiadzie. Jestem jednak pewien, że nie o to chodziło.
- Tak. Jezioro, rzekę i staw też mamy.
- To świetnie możemy tam iść np. jutro?
- Zobaczymy co wasz menedżer wymyśli- odpowiedziała Lizzy mrugając do Paula.- Z tego co wiem to macie pomagać na ranczu.
- Co?
- Ale macie miny.- zaśmiała się panna Eastwood - Idę zobaczyć co z tą kolacją.
- Normalnie jak bym widział Nialla - szepnął Liam.
- Bardzo śmieszne- burknął blondyn.
- No co? Idealnie do siebie pasujecie.- powiedział na co Niall się zarumienił.
- Oj jakie to słodkie- dodałem za co dostałem po głowie.- Ałć.  Za co to?
- Ej! Panowie, spokój mi tu. Zapraszam na kolację do kuchni. A i idźcie powiadomić resztę. Schodami na prawo. Tylko się pospieszcie, bo kolacja wystygnie.- powiedziała Maria po czym udała się z powrotem do kuchni. Paul poszedł z nią.

Niall z Lou szybko podążyli ich śladem, czyli to ja muszę jak zwykle powiadomić resztę. Udałem się na górę po czym skręciłem na prawo. Zapukałem w pierwsze drzwi skąd dochodziło światło.
- Tak? – dobiegł mnie głos Harrego.
- Kolacja na stole.- powiedziałem uchylając drzwi.
- Ok. Zaraz zejdę.
Zamykając drzwi poszedłem na koniec korytarza usiłując poinformować Zayna. Zapukałem w drzwi ale odpowiedziała mi cisza. Postanowiłem wejść do środka. Zayn spał więc postanowiłem go nie budzić. Zgasiłem tylko światło i po cichu wyszedłem z pokoju.Wchodząc do kuchni zastałem wszystkich przy stole oczekujących na mój powrót. Szczególnie Lizzy z Niallem siedzieli jak na szpilkach. Gdy mnie zauważyli mogłem usłyszeć – No wreszcie.- na co pozostali się zaśmiali. – Harry zaraz przyjdzie, a Zayn śpi.- dodałem tylko.
- Już jestem. – zasiadł przy stole Harry.
- No to możemy zaczynać. – dodała tylko Maria.
Wszyscy zabrali się za jedzenie. Potrawy faktycznie były przepyszne. Lizzy miała rację tak się niecierpliwiąc. Harry dziwnie się zachowywał. Po skończonym posiłku bez słowa udał się do pokoju. Coś go męczy i muszę się dowiedzieć co. Inni nawet nie zauważyli, że Harry wyszedł. Ja też postanowiłem wymknąć się po cichu i pójść pogadać z przyjacielem. Musimy na nowo zacząć rozwiązywać problemy razem. Rozglądając się dostrzegłem, że z jednego pokoju dobiega światło. Gdy już chciałem wejść usłyszałem huk.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy