- Przepraszam nie powinienem.
- Poczekam za drzwiami- szepnęła tylko Lily po czym szybko
opuściła pomieszczenie. Myślała nad tym co się wydarzyło. Było tak blisko
pocałunku. Mimo, że podświadomie tego chciała wiedziała, że to nie ma sensu. Ona
ranczerka i on gwiazda zespołu. Lepiej
nie zaczynać czegoś co i tak nie ma przyszłości, a co by mogło doprowadzić ją
do cierpienia. Może nie była w pełni szczęśliwa, ale już tyle w życiu przeszła,
że robiła wszystko by tego uniknąć.
Ocknąłem się dopiero jak zaprotestowała. Co mnie napadło? O
mały włos jej nie pocałowałem. Wiem, że nie powinienem, ale nie mogłem się
oprzeć. Jeszcze przed przyjazdem tutaj unikałem wszystkich jak ognia. A teraz
pragnę jej towarzystwa. Bo ci się podoba
kretynie. Nie o to chodzi. Jest w niej coś takiego co mnie przyciąga.
Byłbym w stanie opowiedzieć jej o całym moim życiu. O tym o czym z nikim nie
chcę rozmawiać. Czuję, że ona mogłaby mnie zrozumieć. Wpatrując się w jej oczy
stałem jak zahipnotyzowany. Przez sekundę dostrzegłem w jej brązowych
tęczówkach jakiś przebłysk emocji. Czyżby też tego chciała? To dlaczego
zaprotestowała? Ubrałem się po czym wyszedłem z pokoju. Zastałem brunetkę
stojącą przy schodach. Wyglądała na zagubioną i zamyśloną. Jednak kiedy mnie
dostrzegła przybrała minę wypraną z emocji. Tak jakby przed chwilą nic się nie
wydarzyło.
- Możemy już iść.-powiedziałem na co skinęła mi tylko głową
i skierowała się na dół więc podążyłem jej śladem.
Wszyscy obecni w kuchni czekali na powrót Lily. Dom był
ogromny więc nic nie mogli usłyszeć. Po jakiś 20 minutach do pomieszczenia
weszła Lily z Zaynem. Brunetka jak gdyby nigdy nic zajęła swoje miejsce. Lizzy
od razu zauważyła, że coś się wydarzyło. Od wczorajszej rozmowy zaczęła
dostrzegać , że jej siostra już tak skrycie nie tłumi swoich emocji. Z jednej
strony to dobrze świadczyło, że małymi kroczkami wraca dawna Lily. Ciekawe co
tym razem się stało? Znów się pokłócili? Blondynka spojrzała na Zayna. Ten
również zajął wolne miejsce przy stole. Chłopcy również przyglądali się
mulatowi jakby coś się w nim zmieniło. Louis obdarował go cwaniackim uśmiechem.
Widocznie nie tylko Harrego zaintrygowała właścicielka „La luny”. Oczywiście
żaden się do tego nie przyzna.
- Co tak długo?- spytał Niall.
- Małe problemy techniczne- ucięła temat Lily.- Może zacznę
od początku. Jestem właścicielką rancza i chcę zaznaczyć, że w tym domu
obowiązują pewne zasady. Po pierwsze
tutaj się nie pali- powiedziała zerkając na Zayna.- Jeżeli już chcecie się truć
to 0,5km od domu jest palenisko. Tylko tam można palić. Po drugie tutaj każdy
jest sobie równy i nie ma znaczenia kim jesteście- tu zerknęła na Harrego,
który już chciał zareagować, ale Liam go powstrzymał. – Po trzecie na ranczu
każdy się czymś zajmuje. Wasz menedżer bardzo nalegał, żebyście pomagali w „La
lunie”. Ja oczywiście nikogo nie będę zmuszać do pracy. Sama sobie świetnie
radzę więc to bez znaczenia. Po czwarte nikt nie wychodzi z domu bez posiłku.
Po piąte odnosimy się do wszystkich z szacunkiem. Po szóste szanujemy wszystko
co nas otacza. To chyba najważniejsze, które was dotyczą. Jak mi się jeszcze
coś przypomni to w trakcie wam powiem. A teraz jeszcze kilka informacji.
Zazwyczaj jadamy posiłki wszyscy razem więc będziecie musieli przystosować się
do naszego trybu dnia. Śniadanie o 9, obiad 14 i kolacja 19. Nikomu nie
rozpowiadajcie o tym, co się dzieje na ranczu. Ludzie w koło są bardzo zawistni
i utrudniają nam życie. Jak będziecie mieli jakieś pytania to zwracajcie się do
Marii, Lizzy albo bezpośrednio do mnie. A i unikajcie Jacka Kinsleya. To chyba
było by na tyle. Jakieś pytania?
- Co my mamy tu robić? Nie ma tu zasięgu, ani Internetu. –
burknął Harry.
- No… patrz na to nie wpadłam. Nie rozumiem cię. Jesteś
tutaj by pobyć z przyjaciółmi, a ty myślisz tylko o telefonie. A tak dla twojej
wiadomości moja komórka ma się świetnie.
- Masz jakiś problem czy co?
- Dla twojej wiadomości nie dam się więcej wciągnąć w twoje
wybuchy więc nie próbuj. Macie jeszcze jakieś pytania?
- Jak wygląda dzień na ranczu? Czym się zajmujesz?- spytał
Louis.
- Wszystkim. Tutaj zawsze jest coś do zrobienia.
- Taa… - mruknął Harry.
- Posłuchaj mnie. Poobserwuj choć jeden dzień mojej pracy, a
z pewnością od samego patrzenia będziesz miał dosyć. Kolejna zasada nie oceniaj
książki po okładce. Coś jeszcze?
- Gdzie tu można się przejść? – spytał Niall.
- Możecie chodzić po całym ranczu jednak uważajcie na
zwierzęta. Po za tym niedaleko jest jezioro i staw. Lizzy wam wszystko pokaże.
Paul kiedy wyjeżdżasz?
- Po południu.
- Mogę się zabrać z Tobą?- spytała Maria. – Chciałabym
odwiedzić moją babcię, a jak nadarza się okazja to…
- Nie mam nic przeciwko.
- Maria mogę cię prosić na słówko?- powiedziała Lily.- Liz
chodź z nami. Przepraszamy na sekundę.
Wyszłyśmy z kuchni i udałyśmy się do gabinetu.- Siadajcie,
proszę.- domowniczki zajęły miejsce po czym kontynuowałam.- Chciałam
porozmawiać o twoim wyjeździe. Co miesiąc odwiedzasz babcie i wiesz, że nie mam
nic przeciwko, ale jak zawsze musimy wszystko obgadać. Na ile chcesz tym razem
jechać?
- Na tydzień. Nie będę was na dłużej zostawiać tym bardziej,
że teraz mamy tylu gości.
- Ok. Liz przez tydzień zajmujesz się domem, ale proszę cię
kuchni się nie tykaj. Znając twoje umiejętności kucharskie to puścisz nasz dom
z dymem.
- No bez przesady.
- Gdyby tak twój apetyt przekładał się na umiejętności
kucharskie to byłabyś niczym Gordon Ramsey.
- Bardzo śmieszne.
- Jakoś Maria się śmieje, a po za tym mam ci przypomnieć jak
chciałaś zrobić zapiekankę?
- Obejdzie się.
- W takim razie możemy wracać.
Wchodząc ponownie do kuchni zauważyłam, że Zayn wpatruje się
uważnie w moją siostrę. Z kolei Harry robił wszystko by uniknąć jej wzroku.
Bardzo zabawnie to wyglądało.
- No to macie jeszcze jakieś pytania?- wszyscy pokręcili
przecząco głową.- W takim razie…
- Patrona! – krzyknął pracownik na co moja siostra udała się
w jego kierunku.
- Wszystko w porządku Mark?
- Właśnie uwolniliśmy jałówkę, która zaplątała się w jakieś
druty. No i musimy uprzątnąć łąkę dla cielaków.
- A sprawdzał ktoś ogrodzenie na zachodniej granicy?
- Nie.
- Ok. W takim razie sama tam pojadę.
- Za pozwoleniem.- Mark kiwnął nam głową po czym wyszedł.
- Liz zajmij się gośćmi. A teraz wybaczcie.- powiedziała
Lily po czym wyszła.
Wyszłam z domu i skierowałam się w stronę stajni. Po osiodłaniu
Jeffreya miałam już jechać sprawdzić ogrodzenie, ale natknęłam się na Jose. Jose
nie był typowym kowbojem. Miał sprężysty krok, ładną pociągłą twarz i czarne
jak smoła włosy. Po za tym doskonale znał się na hodowli bydła. Nigdy jeszcze
się na nim nie zawiodłam. Po części zastępuje mi brata.
- Buenos Dias. – uśmiechnęłam się do niego po czym skinęłam
głową na towarzyszących mu kowbojów.
- Buenos patrona.
- Kiedy wreszcie przestaniesz tak ciężko harować? Przecież
wiesz, że nie musisz się wszystkim sama zajmować. Zatrudniasz wystarczająco
dużo osób…
- Jestem właścicielką „La luny” i sama nim zarządzam.
- Już dobrze nie unoś się tak. Po prostu twierdzę, że za
ciężko pracujesz.
- A ty nie potrzebnie się martwisz.
- Widziałem, że mamy nowych gości?
- Taa… Zostaną tutaj cały miesiąc.
- Nie jesteś zbytnio zadowolona.
- Pogadamy o tym kiedy indziej. Muszę sprawdzić ogrodzenie.
Jose tylko odprowadził ją wzrokiem. Lily była wspaniałą
amazonką. Wszystko chciała robić sama. Była bardzo uparta. Nikt nie mógł jej
przemówić do rozumu. Jak się na coś uwzięła to póki nie udało jej się tego
osiągnąć nie odpuściła. Czas wracać do pracy- pomyślał.- Ej, bo ci głowa
odpadnie.- powiedział do jednego kowboja, który gapił się na galopującą na
koniu dziewczynę.
Na ogół praca absorbuje mnie do tego stopnia, że wtedy nie
myślę o niczym innym. Dziś jednak- mimo, że miałam tyle pracy- ciągle
przyłapywałam się na myśleniu o czarnych tęczówkach i ich właścicielu. Muszę
się dowiedzieć dlaczego to zrobił. Inaczej nie będę w stanie wyrzucić go z
moich myśli. Dobra, dosyć tego czas wracać do pracy. Od dumania nic się samo nie zrobi.
Po wyjściu Lily pozostali przenieśli się do salonu. Maria z
Paulem zniknęli w celu spakowania się do podróży.
- No to co robimy?- spytał Louis.
- Możemy iść na spacer, pooglądać telewizję, albo pojeździć
konno. – odpowiedziała Lizzy.
- Dzisiaj jest tak gorąco, że lepiej zostańmy tutaj.
- No to co oglądamy?
- A co macie?- dodał Liam.
- Weź otwórz tą szafę w rogu.
- Łoo… tu jest lepiej niż w wypożyczalni. O i macie Toy
story- ucieszył się Liam.
- Tylko nie to. Nie będziemy znów tego oglądać. – odpowiedział
mu Niall.- Może obejrzymy Ted’a?
- Ja mam ze sobą “This is us”.
- Serio Lou chcesz oglądać siebie?- spojrzał na niego Liam.
Lizzy nie zważając na kłótnie chłopaków podeszła do
odbiornika i włączyła wybrany przez siebie film.
- Serio? Mamy oglądać „I, że cię nie opuszczę”?
- Gdzie trzech się bije tam czwarty korzysta. – skwitowała
blondynka.
- To ja idę zapalić – mruknął Zayn, ale nikt nie zwrócił na
niego uwagi.
Jednak obecni w salonie nie za bardzo byli zainteresowani
filmem. Zaczęli się przekomarzać, co doprowadziło do bitwy na
poduszki. Skończyła ją dopiero Maria wchodząca do salony z Paulem. Kobieta była
przerażona tym co zobaczyła. Wszędzie latały pierze z poduszek.- Chryste, co wy
tu zrobiliście? Nawet na chwilę nie można zostawić was samych.- powiedziała
zszokowana. – Macie tu posprzątać. Bo inaczej nie dostaniecie obiadu.
Lepiej zróbcie to szybko, bo jak Lily to zobaczy…
- Nawet nie kończ. Bez obrazy, ale twoja siostra mnie
czasami przeraża.- zwrócił się do Lizzy Niall.
- Nie tylko ciebie- dodał Liam.- na co Maria się zaśmiała.
- No już do roboty. – powiedziała kobieta.
- Jesteśmy tu drugi dzień, a już robimy za sprzątaczki-
mruknął Lou.
- Kto brudzi ten sprząta. Kolejna zasada.- puściła mu oczko
po czym zwróciła się do Paula- Chodźmy na kawę do kuchni a oni w tym czasie posprzątają.
Zaraz po wyjściu Lily Maria z Paulem poszli się spakować. Dobrze, że nasz menedżer wyjeżdża. Męczyły mnie te jego ciągłe pogadanki. W końcu może jakoś łatwiej będzie mi się dogadać z pozostałymi bez żadnej presji. Po śniadaniu przenieśliśmy się do salonu. Ja z początku postanowiłem posiedzieć z nimi bo i tak nie miałem nic lepszego do roboty. Przyjazd tutaj uświadomił mi, że brakuje mi przyjaciół. Dlatego chciałem z nimi posiedzieć. Jednak jakoś mi nie odpowiadała ta atmosfera więc wyszedłem zapalić. Postanowiłem znaleźć to palenisko. Jednak przechodząc obok stajni dostrzegłem...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz