- Lepiej uważaj co mówisz- powiedziałam wchodząc do salonu i zwracając uwagę pozostałych. Przez kilka sekund wraz z Harrym mierzyliśmy się wzrokiem na co Paul postanowił zainterweniować.
- Ustaliliśmy z Lily, że zostaniecie tutaj na razie miesiąc a
później się zobaczy.
- Na razie!? – warknął Harry – To już jest szczyt
wszystkiego! Po co zabrałeś nas na to zadupie?
Słysząc jego słowa, aż zagotowało się we mnie. Co on sobie
wyobraża? Nikt go tu na siłę nie zapraszał. Jak już się tu pojawił to mógłby
chociaż okazać jakiś szacunek względem nas. Ja rozumiem, że to miejsce niczym
nie przypomina Londynu, ale gdyby tylko spróbował dostrzegłby jego magię. Kumulacja
złych emocji dzisiejszego dnia spowodowała, że wyładowałam się na nim. –
Posłuchaj mnie gwiazdunio. To nie jest jakaś cholerna arena, żebyś się tak wydzierał.
Co ty sobie myślisz co? Nie jesteś pępkiem świata! Skoro nie chciałeś to trzeba
było tu nie przyjeżdżać. Nikt na siłę cię tu nie zapraszał!
- Kim ty do cholery jesteś!?
- Hm… Pomyślmy… A już wiem. Jestem właścicielką tego rancza
i nie pozwolę ci powiedzieć o nim złego słowa. Zapamiętaj sobie jedno tutaj
każdy jest sobie równy i lepiej nie szukaj we mnie wroga skoro masz tu
przebywać calutki miesiąc.
- No chyba sobie kpisz! Ty właścicielką? Pewnie jesteś jedną
z tych, których jedynym problemem jest wybór lakieru do paznokci!
Wszyscy obecni w salonie przyglądali się tej wymianie zdań z
wyraźnym szokiem wymalowanym na twarzy. Chłopaki nie mogli zrozumieć co
wstąpiło w Harrego z kolei Lizzy zastanawiała się co doprowadziło do wybuchu
swojej siostry. Dopiero Paul przerwał tą kłótnię. – Harry przestań!
- Ja mam przestać!? Przecież ta.. ta…
- Zważaj na słowa- warknęłam do niego.
- Dosyć tego! – krzyknęła Maria- Ty idź się przejdź i ochłoń
– powiedziała wskazując na mnie – A ty idź do kuchni i pomyśl nad sobą – tu
zwróciła się do Harrego.
- Wracam za 10 minut- warknęłam po czym prędko wyszła z
domu.
- Przegiąłeś stary- powiedział Louis do Harrego.
- Dajcie wy mi wszyscy święty spokój – krzyknął Harry po
czym wyszedł do kuchni.
Maria postanowiła trochę złagodzić sytuację jednak nie
wiedziała co zrobić. Dopiero Lizzy zwróciła się do reszty – Przepraszam za
siostrę. Ona po prostu nienawidzi gdy ktoś mówi coś złego o ranczu.
- Ja też przepraszam za niego. Harry nie jest taki zły. Po
prostu ostatnio jest bardzo zagubiony.
Wkurzona wyszłam z domu. Od razu udałam się w stronę stajni.
Przebywanie tam zawsze pomaga mi się uspokoić. Jak on śmiał nazwać „La lunę”
zadupiem? Przecież to takie piękne miejsce. No ale czego tu oczekiwać? On ma
wszystko o czym marzy i nie potrafi tego docenić. Nie wie jak to jest patrzeć na własne marzenia, które spełniają
się innym. Myśleć jak wiele byś dała za choć
jedną rzecz z tych, które tamci mają na co dzień. Ja od 3 lat muszę sobie
radzić sama. Wszystkiego muszę osobiście doglądać. To nie tak, że się skarżę.
Lubię to robić ale czasami mam wrażenie, że to ponad moje siły. Muszę zajmować
się rzeczami, które kiedyś wykonywał mój dziadek, później mój brat, a teraz to
wszystko spadło na mnie. Gdyby tylko wiedział jak wiele mnie to kosztuje. Ale
nie wielki panicz się znalazł. Założę się, że nie wytrzymałby jednego dnia
pracując tutaj. Dla mnie ranczo jest całym moim życiem. Staram się zrobić
wszystko, by jak najlepiej nim zarządzać. Nie chcę zawieźć dziadka. To dzięki
niemu jestem jaka jestem. Pamiętam jaki był dumny z rancza. To właśnie on
zaszczepił we mnie miłość do tego miejsca. To właśnie dlatego nie mogę się
poddać. Przede wszystkim nie mogę zawieźć samej siebie. Dochodząc do stajni zauważyłam palącego
nieopodal …jak mu było? A Zayna, co jeszcze bardziej mnie zdenerwowało.- Ile
razy mam ci powtarzać, że tutaj się nie pali!?
- O co ci chodzi? Przecież nic nie robię. Próbuję zostać
sam, ale jak nie oni to ciągle wpadam na ciebie!
- O co mi chodzi? A może o to, że ranczo to całe moje życie,
a wam się wydaje, że skoro macie tyle forsy to możecie pomiatać ludźmi!?
- Co…
- Dopiero co tu przyjechaliście a ja już mam dosyć. Co wy
myślicie, że każdy ma tak fantastyczne życie jak wy? Że obojętnie o czym
pomyślicie to, to dostajecie? Otóż nie! Tutaj trzeba na wszystko samemu ciężko
pracować. Nic nie spada z nieba. A do tego wszystkiego ten zarzuca mi, że
jedynym moim problemem jest wybór lakieru do paznokci!- dokończyłam wkurzona. Od
razu gdy skończyłam to mówić zrobiło mi się głupio, że wyrzyłam się nim. Moje
problemy nie są z nim związane, ale potrzebowałam wykrzyczeć te wszystkie
emocje, które we mnie buzowały, a on był pierwszą osobą którą spotkałam.
- O czym ty mówisz?- zapytał zdezorientowany Zayn.
Przez chwilę staliśmy w kompletnej ciszy. Musiałam się
uspokoić by nie wybuchnąć jeszcze bardziej co było by nie fair wobec niego albo
co gorsza rozpłakać się. On jest tylko gościem na ranczu więc nie musi wiedzieć
nic o mnie. Mój obiekt wybuchu przypatrywał mi się z niepokojem. A może mi się
wydaje? Zdążyłam zauważyć, że nie rozmawia z swoimi przyjaciółmi więc pewnie chce,
żebym mu dała spokój.– Nie ważne. Przepraszam, że na ciebie nakrzyczałam. Jak
byś mógł to powiedz mojej siostrze, że wrócę za pół godziny.- powiedziałam po
czym szybko weszłam do stajni. Usłyszałam jak coś jeszcze do mnie woła, ale nie
słuchałam. Szybko dosiadłam Jeffreya i pognałam przed siebie.
Wychodząc z domu miałem nadzieję, że zostanę sam. Jednak
długo nie cieszyłem się błogim spokojem. Znowu jak jakieś tornado wpadła na
mnie ta cała Lily i jak zwykle zaczęła na mnie krzyczeć. Nie chciałem być nie
miły, ale jak na razie ten cały wyjazd mnie tylko bardzo irytuje. Zgodziłem się
wyjechać licząc na spokój ale ciągle ona się o coś czepia. Brunetka zaczęła na
mnie krzyczeć, a ja stałem tam i nie wiedziałem o co jej chodzi. Z każdym
kolejnym zdaniem przypatrywałem się jej z wyraźnym niepokojem. Musiało się coś
stać, że mówiła o takich rzeczach. Chciałem się dowiedzieć o co chodzi, ale ona
ni stąd ni zowąd mnie przeprosiła i uciekła do stajni. Próbowałem ją zatrzymać,
ale tylko zauważyłem jak ruszyła przed siebie konno. Stałem tak chwilę w
osłupieniu, aż w końcu postanowiłem wrócić do domu. Wchodząc tam zastałem
wszystkich siedzących w salonie w kompletnej ciszy. Harrego gdzieś wcięło. Postanowiłem
przekazać wiadomość i udać się do pokoju. Gdy wszyscy mnie zauważyli młodsza
siostra zapytała – Nie widziałeś gdzieś mojej siostry? Minęło już ponad 10
minut a jej nigdzie nie ma. Przecież zawsze przychodzi na czas.
- Kazała ci przekazać, że wróci za pół godziny.
- Rozmawiałeś z nią?
- Taa… Najpierw na mnie nawrzeszczała za to, że palę.
Później krzyczała coś, że to nasza wina, a na koniec coś o jakiś lakierach do
paznokci? Nie wiem nic nie zrozumiałem. Na koniec odjechała gdzieś konno.
- Ominęło cię niezłe tornado- zwrócił się do mnie Tommo.
- Cholera. – powiedziała tylko Lizzy i wybiegła z domu.
- Co się dzieje? – spytał Liam.
- Nie nic szczególnego. – odparła z uśmiechem Maria.
Nie chcąc dalej przebywać w tym salonie zapytałem gdzie jest
mój pokój. Po usłyszeniu wiadomości udałem się na górę. Próbowałem odpocząć ale
nie mogłem przestać myśleć o tej sytuacji. Ciekawe co się wydarzyło, że
brunetka tak na mnie naskoczyła. Muszę się jakoś tego dowiedzieć. Może zapytam
Nialla? Jestem tutaj od niedawna ale co raz częściej myślę o tym, żeby pogodzić
się z chłopakami. Bardzo chciałbym wrócić do dawnego życia ale to jest bardzo
trudne. Po tym co się wydarzyło nikt nie potrafił mi pomóc. Ale nie ważne.
Wróćmy do Lily. Ta dziewczyna miała coś w sobie, czego u innych nie zauważyłem.
Odkąd tylko zobaczyłem ją kroczącą w moją stronę cały czas zaprząta moje myśli.
Nikt w taki sposób nie zaburzył mojego spokoju ducha. Prawdę mówiąc do
wczorajszego dnia nawet przez myśl mi nie przeszło, że będę w stanie choć na chwilę
przestać rozmyślać o tym wypadku. A tym bardziej przez dziewczynę. Leżąc tak na
łóżku cały czas analizowałem to spotkanie przy stajni, aż wreszcie zasnąłem.
Po tym co powiedział mi Zayn szybko wybiegłam z domu. Dosiadając
konia postanowiłam znaleźć moją siostrę. Od przyjazdu chłopaków wyraźnie coś ją
męczy. Czyżby słowa Harrego aż tak bardzo ją poruszyły? Dotarłszy na szczyt
niewielkiego wzgórza, przystanęłam. Stąd miałam doskonały widok. Rozglądałam
się po okolicy ale nigdzie nie mogłam jej dostrzec. W pierwszej chwili
myślałam, że może musiała się czymś zająć na ranczu, ale przecież wtedy nie
potrzebowała by tylko 30 minut. Zawróciłam konia w stronę wąskiej ścieżki
prowadzącej przez las. Był to swoistego rodzaju skrót prowadzący do jeziora.
Tak naprawdę nikt o nim nie wie. Do pewnego czasu nawet ja o nim nie
wiedziałam. Dopiero gdy Lily uznała, że jestem na tyle duża pokazała mi go. Sama
lubię tam chodzić, by pomyśleć nad czymś lub po prostu szukając
samotności. Przemierzając
las w końcu moim oczom ukazała się tafla wody. Zsiadając z konia przywiązałam
go do drzewa i postanowiłam się rozejrzeć. Do pobliskiego drzewa przywiązany
był ukochany koń mojej siostry – Jeffrey. Lily nigdy by go nie pozostawiła samego na pastwę losu, co oznacza, że musi tu gdzieś być. Jednak
zbliżając się do brzegu jeziora nigdzie nie dostrzegłam mojej siostry. Bardzo mnie to zaniepokoiło. Co prawda nigdy nie mówiła gdzie chodzi, ale zazwyczaj ją tutaj znajdowałam. Lecz tylko wtedy gdy chciała, żebym ją znalazła po to by porozmawiać. Jak na prawdę chciała pobyć sama jeździła gdzie indziej. Idąc przed siebie
nagle dostrzegłam coś co prawie doprowadziło mnie do zawału serca.
samotności. Przemierzając
las w końcu moim oczom ukazała się tafla wody. Zsiadając z konia przywiązałam
go do drzewa i postanowiłam się rozejrzeć. Do pobliskiego drzewa przywiązany
był ukochany koń mojej siostry – Jeffrey. Lily nigdy by go nie pozostawiła samego na pastwę losu, co oznacza, że musi tu gdzieś być. Jednak
zbliżając się do brzegu jeziora nigdzie nie dostrzegłam mojej siostry. Bardzo mnie to zaniepokoiło. Co prawda nigdy nie mówiła gdzie chodzi, ale zazwyczaj ją tutaj znajdowałam. Lecz tylko wtedy gdy chciała, żebym ją znalazła po to by porozmawiać. Jak na prawdę chciała pobyć sama jeździła gdzie indziej. Idąc przed siebie
nagle dostrzegłam coś co prawie doprowadziło mnie do zawału serca.- Lily!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz