Czekając na odpowiedź nagle w domu zawitał gość…
- Czego tu szukasz? – warknęła Lily.
- Przyszedłem w odwiedziny.- odpowiedział przybyły.
- Skąd się tu wziąłeś? – tym razem brunetka wstała od stołu
i podeszła do niego.
- Złotko nie denerwuj się tak. – odparł zaplatając jej
kosmyk włosów na palcu.
- Puść. Chyba, że chcesz stracić rękę.
Zawahał się lecz po chwili cofnął rękę. Ma szczęście bo
inaczej sam bym mu ją połamał.
- Co za porywczość.- stwierdził. – Temperamentna z ciebie
dziewczyna. Widzę, że masz gości. W końcu zmądrzałaś i zatrudniłaś kogoś do
pomocy?
- Nie twój interes.
- Widziałem tego parobka Jose. A gdzie jest Trevor twój
zarządca?
- Trevor to tylko pracownik.
- A gdzie twój braciszek?
Na te słowa Lily wyraźnie posmutniała.
- Nie warz się o nim wspominać. Po co przyszedłeś?
- Chcę zaoferować ci pomoc.
- Sama zarządzam „La luną”.
- Ty?
- Tak ja. W przeciwieństwie do ciebie nie spędzam czasu na
trwonieniu pieniędzy ojca.
Zauważyłem błysk złości w jego oczach. Lily tylko
kontynuowała – Wynoś się stąd.- Ten tylko chwycił ją za ręce.
- Puść ją – powiedziałem wstając z miejsca czym zaskoczyłem
wszystkich.
- Nie będziesz mi mówił co mam robić. – warknął, ale ją
puścił.
- Wynoś się stąd i nigdy więcej tu nie wracaj. – dodałem obejmując
Lily. Nawet się nie wyrywała. Po prostu stała z wrogą miną.
- Jeszcze tego pożałujesz – po czym wyszedł.
Spojrzałem na Lily. Zauważyłem jak złość i frustracja powoli
ją opuszczała. Ewidentnie za nim nie przepadała. Ten koleś odkąd go zobaczyłem
też nie przypadł mi do gustu. Jest jakiś dziwny.
- Kto to był? – spytał niepewnie Niall.
- Jack Kinsley. Syn właściciela sąsiedniego rancza. Niczym
się nie zajmuje. Przez ostatni miesiąc go nie było i był święty spokój. Lily go
nie nawiedzi choć to i tak za mało zapomniane. Ja też za nim nie przepadam.
- Jakbyś zauważyła ja wciąż tu jestem. Chyba przełożymy to
wszystko na później.
- Ale nad jezioro pójdziemy?
- Pewnie. Idę do Jeffa.
- Pójdę z tobą.- powiedziałem na co Lizzy posłała mi
wdzięczne spojrzenie.
Byłem bardzo ciekawy gdzie idziemy. I kim był ten Jeff? Może
to ten brat. W ogóle nie wiedziałem, że ma brata. Kiedy tamten o nim wspomniał
wyraźnie posmutniała. A może to jej chłopak? W sumie nic o niej nie wiem. Mam
nadzieję, że jednak nie.
- Nie musiałeś tego robić, ale dzięki.
- Nie musiałem, ale chciałem.
- Mogę cię o coś zapytać? – powiedziałem na co brunetka
skinęła mi głową. – Czy on ci coś zrobił?
- Ja go po prostu nienawidzę. Cały czas coś knuje przeciwko
mnie i jeszcze myśli, że z nim będę. Dlaczego za mną wyszedłeś?
- Nasza znajomość nie zaczęła się najlepiej dlatego
chciałbym to zmienić. Chciałbym zacząć od początku. Bez tych wszystkich kłótni.
Czasami spotyka się kogoś i już od pierwszego dotknięcia rodzi się nagła
niechęć albo wprost przeciwnie. U mnie jest to wprost przeciwnie. Czuję, że
tylko ty możesz mi pomóc.
- Dlaczego ci na tym zależy?
- Bo różnisz się od wszystkich kobiet jakie znam.
- To miał być komplement?
- Tylko stwierdzam fakt. Gdybym chciał zrobić to co chodzi
mi po głowie pewnie bym oberwał dlatego na razie nie zaryzykuję. Co tu robimy?
- Ja przyszłam sprawdzić co z źrebakiem i na przejażdżkę.
- Czyli mam rozumieć, że my mieliśmy…
Lily nie odpowiedziała tylko weszła do stajni. Podchodząc do
jednego z boksów zauważyłem ją z źrebakiem, którego widziałem ostatnio.
Niepewnie podszedłem bliżej i wyciągnąłem rękę w stronę malca, który zaczął ją
lizać. – Lubi cię.- stwierdziła Lily.
- Mnie nie da się nie lubić. – odpowiedziałem pewnie.
- Skromnością to ty nie grzeszysz. – zauważyłem wesoły błysk
w jej oczach kiedy to mówiła. Wydaje mi się jakby zmieniła trochę do mnie
nastawienie w ciągu tych kilkudziesięciu minut. Bardzo mnie to cieszy. Brunetka
wyszła z boksu i podeszła do innego. – Mówiłaś, że idziesz do Jeffa, a ja tu
nikogo nie widzę. – na moje słowa kąciki jej ust uniosły się lekko ku górze.
Cudowny widok widzieć ją taką naturalną nie próbującą zgrywać twardej i
wypranej z emocji. – Nie zamierzasz odpowiedzieć?- tylko pokręciła przecząco
głową.
- Często jeździsz konno?
- Prawie codziennie. Doglądam konno ranczo.
- A jeździsz dla przyjemności?
- Czasami. A ty jeździłeś kiedykolwiek?
- Nigdy, ale chciałbym spróbować.
Brunetka podeszła do jednego z boksów trzymając w ręku
jabłko.- Do mnie!- zawołała na co w jej stronę ruszył jeden z koni. – Nie
podchodź bo będzie próbował cię ugryźć. To jest mój koń i jest bardzo
zazdrosny. – I tak wolałem trzymać się w bezpiecznej odległości. Dziewczyna
sprawnie osiodłała konia i podeszła do innego. – To jest Timon. Na nim
pojedziesz.
- O nie. Przyszedłeś tutaj, to ze mną pojedziesz. I nie
próbuj się wymigiwać. Doceń to, że próbuję być dla ciebie miła. – powiedziała i
pociągnęła mnie w stronę konia. Przez moje ciało przebiegł przyjemny dreszcz.
Jednak stałem tam niechętnie nastawiony. – No dotknij go. Nic ci nie zrobi.
Najwyżej ugryzie.- dodała. Dotknąłem go nie pewnie na co zastrzygł uszami. Ja
automatycznie cofnąłem rękę. – Spokojnie. Pokazuje, żebyś go podrapał za
uszami. – spojrzała na mnie Lily. – w tej chwili była taka spokojna i radosna.
Czemu nie może być taka zawsze? Znów próbowała wziąć siodło. – Daj pomogę ci.
Wygląda na ciężkie.
- Nie trzeba.
- Posłuchaj to, że czasem potrzebujemy pomocy, nie znaczy, z
jesteśmy słabi. – powiedziałem. Po
uregulowaniu jakiś pasków siodło było gotowe.
- Możesz wsiadać.
- Chwila. Próbuję się zebrać w sobie. – powiedziałem a
brunetka podeszła do drugiego konia.
- Podejdź do konia i złap w tym miejscu. Wsuń zewnętrzną
stopę w strzemię, a drugą przerzuć nad zadem i gotowe. No dalej.
Niepewnie spróbowałem to wszystko powtórzyć. Dopiero za
drugim razem mi się udało zasiąść w siodle. Nie myślałem, że tu tak wysoko.
- Żeby ruszył trąć go po bokach piętami. Żeby skręcił
dotknij jego szyi cuglem z odpowiedniej strony. A jeżeli ma się zatrzymać to
pociągnij cugle do siebie. O tak. – dopiero po kilku pokazach załapałem o co
chodzi. Lily ruszyła i dobiegł mnie jej krzyk.- Miałeś jechać za mną! –
Trąciłem piętami konia, ale i tak się nie ruszył. Skoro małe dzieci to robią to
mi też się uda. – Nie chce jechać
- Trąć piętami jeszcze raz. I nie bądź niepewny. Zwierzęta
to czują.- powiedziała zbliżając się do mnie. Spróbowałem ponownie jednak znowu
nic. – Timon nie zgrywaj się. On i tak jest przerażony. – dodała na co koń
gwałtownie ruszył o mały włos mnie nie zrzucając. Po chwili Lily dołączyła do
mnie. Prezentowała się ślicznie. Wiatr rozwiewał jej włosy i była wyraźnie mną
rozbawiona choć starała się to ukryć. Ominęliśmy jakąś zagrodę i wkroczyliśmy
na drogę prowadzącą wzdłuż plantacji kukurydzy. Gdy ją minęliśmy Lily zwróciła
się do mnie – Tam jest jezioro. Pojedziemy tam później. Teraz pomkniemy prosto.
– Tym razem jechaliśmy wzdłuż lasu, aż moim oczom ukazała się mała chatka.
Podłoże tu było bardziej kamieniste, a wkoło wiły się pnącza winorośli.
- Jesteśmy na miejscu.
- To wszystko jest wasze?
- Mhm. Za kilka kilometrów las się kończy i tam jest granica
z sąsiednim ranczem.
- Dlaczego tu przyjechaliśmy?
- Bo nikt nie wie o tym miejscu. Będziesz mógł powiedzieć to
co chciałeś. Tylko się streszczaj bo nie mamy dużo czasu.
- Myślałem, że zapomniałaś.
- Obiecałam, a ja zawsze dotrzymuję obietnic. W chatce są krzesła
i powinno być coś do picia. Możesz po nie iść?
Tak jak prosiła Lily przyniosłem wszystko ze sobą. Na
zewnątrz ta chatka wyglądała na ruinę, ale w środku była nieźle zadbana.
Zajęliśmy miejsca po czym brunetka patrzyła na mnie wyczekująco. Od czego ja
mam zacząć? I co jej powiedzieć? Przecież jak wspomnę o wypadku to się mnie
wystraszy.
- Moje życie nie zawsze
było takie kolorowe. Teraz również takie nie jest, ale zacznijmy od początku. Przez
długi czas mieszkałem w małej miejscowości pod Londynem. Taka typowa mieścina
gdzie każdy wie o każdym wszystko. Moja rodzina nie była zbyt bogata, ale
również niczego nam nie brakowało. Odkąd pamiętam czułem się bardzo samotny.
Rodzice nie poświęcali mi zbyt dużej uwagi. Dla nich liczyły się tylko moje młodsze siostry. Nie mogłem zrozumieć dlaczego
rodzice mnie tak nie kochają. Tłumaczyłem
sobie to za każdym razem, że widocznie coś źle zrobiłem, przez co mnie tak
traktują. Próbowałem robić wszystko, ale i tak to nic nie dało. Postanowiłem
iść do pracy by jak najmniej czasu spędzać w domu. Rodzicom było na rękę, że
radzę sobie sam. Wiesz jak ciężko było patrzeć na moich kolegów, którzy grali w
ojcami w piłkę albo wykonywali różne czynności razem? Ja nigdy czegoś takiego
nie odczułem. Brakowało mi tego i cholernie im zazdrościłem. Wiele razy się
zastanawiałem czym zasłużyłem na coś takiego. I zawsze dochodziłem do wniosku,
że nie jestem synem jakiego chcieliby mieć. Miałem tyle złości w sobie, że
często wdawałem się w bójki by zwrócić uwagę rodziców. Jednak wtedy obdarzali
mnie takim spojrzeniem jakby żałowali, że mają takiego syna. Może pomyślisz, że
wyolbrzymiam to wszystko, ale taka prawda. Nigdy nie odczułem z ich strony
miłości jaką powinni darzyć rodzice swoje dzieci. Z zewnątrz wyglądaliśmy na
szczęśliwą rodzinę, ale ja nie byłem szczęśliwy. Nie mogłem znieść tej
atmosfery panującej w domu. Wtedy bardzo pomógł mi dziadek. On jako jedyny
zawsze starał się mi pomóc i często ze mną rozmawiał. Gdyby nie on pewnie bym
skończył jak jakiś kryminalista lub ćpun. Kiedy wpadłem w złe towarzystwo tylko
on pomógł mi z tego wyjść. Rodzice nawet nie kiwnęli palcem. Po tych
wydarzeniach zamieszkałem u niego. Od tamtego momentu nie utrzymuję
kontaktu z rodzicami. Moje siostry twierdzą, że dopiero wtedy zrozumieli, że
byli nie sprawiedliwi, ale ja i tak nie chcę ich widzieć. Ich przeprosiny nic nie zmienią. Dziadek to był anioł nie
człowiek. Po niekąd zastępował mi ojca. Nigdy na mnie nie krzyczał tylko zawsze
spokojnie wszystko tłumaczył. Przekazał mi tyle mądrości życiowych, za co jestem
mu bardzo wdzięczny. To za jego namową poszedłem do „X Factor”. On zawsze mnie wspierał i uważał, że mam talent.
Ja nie byłem przekonany, ale dałem się namówić. W programie połączyli nas z
chłopakami w zespół. Nie wygraliśmy, ale i tak odnieśliśmy sukces. Nie wiem co
by się ze mną stało gdyby się to nie udało…
Kiedy Zayn skończył swoją historię siedzieli przez kilka
minut w kompletnej ciszy. Lily starała sobie to wszystko poukładać w głowie i
znaleźć takie słowa by mulat zrozumiał, co ma na myśli. W końcu zaczęła mówić.
- Nosisz w sobie dużo żalu Zayn. Wydarzenia z przeszłości
nie dają ci spokoju. Ty również rozpamiętując to wszystko tylko siebie
katujesz. Uwierz, że wiem co mówię. Ja robię dokładnie to samo. Myślami zbyt
często wracamy do przeszłości, w której się zatracamy. Próbujemy żyć na nowo,
ale wciąż mamy za sobą niedomknięte rozdziały. Nieraz już na starcie tracimy
to, co mamy. Boimy się ryzyka i nie ryzykujemy. Przez to, że wracamy do tego z
czym powinniśmy się już dawno uporać niszczymy to, co kochamy, kochamy to, co
niszczymy. Gubimy się, ciągle się gubimy, upadamy, przegrywamy, rozpadamy się
wewnętrznie, płaczemy, śmiejemy i znów gubimy... Zdobywamy
szczyty, chwilę później je tracimy. Nie wiemy jak żyć, nie wiemy komu ufać i
coraz częściej brakuje nam siły. . Jednak mimo
wszystko nie poddajemy się, nigdy tego nie zrobimy. Twoja przeszłość wywiera
zbyt duży wpływ na twoją przyszłość. Myślę, że nie powinieneś odcinać się od
rodziny. Wciąż ją masz i powinieneś zrobić wszystko by wasze stosunki były jak
najlepsze. Wiem, że to nie jest łatwe, ale uwierz, że dla ciebie to będzie
lepsze. Jeżeli im przebaczysz uwolnisz się od tego ciężaru, który nosisz od
tylu lat. Naprawiając jedną rzecz łatwiej ci będzie uzdrowić pozostałe.
- Jak mam im wybaczyć? Nie słyszałaś co powiedziałem!? –
oburzył się Zayn.
- Doskonale słyszałam.
- No i mówisz mi takie rzeczy?
- Widzę, że nic nie rozumiesz.
- Co mam niby zrozumieć? Mówię ci co i jak, a ty mi każesz z
nimi rozmawiać?
- Widzę, że inaczej cię nie przekonam. Siadaj opowiem ci pewną
historię. Tylko słuchaj uważnie. Gdzieś w świecie żyła sobie 5-letnia
dziewczynka o pięknych brązowych oczach. Miała szczęśliwą rodzinę i sama była szczęśliwym dzieckiem. Pewnego
dnia jej rodzice postanowili wybrać się na wycieczkę z dziećmi. Najmłodsza
córka została w domu, gdyż była przeziębiona. Mała dziewczynka razem z bratem
byli bardzo podekscytowani podróżą. Po kilku godzinach drogi zawitali w
przepiękne miejsce, gdzie panował spokój i można było być blisko z naturą.
Dzieciaki były bardzo podekscytowane, a ich rodzice, widząc szczęście dzieci, nie
mogli powstrzymać się od uśmiechów. Po miło spędzonym dniu wracali do domu. Kobieta
radośnie mówiła do swoich dzieci, a jej mąż był bardzo zadowolony. Kiedy byli już
bardzo blisko w maskę samochodu wjechał inny. W jednym momencie szczęśliwy
dzień zmienił się w istną tragedię. Małżeństwo straciło życie, dzieci rodziców
i szczęście. Dziewczynka i jej braciszek cudem uszli z życiem… Nadal
twierdzisz, że nie powinieneś? Zastanów się co byś czuł jakbyś tą dziewczynką
był ty? Co byś czuł?– skończyła Lily po czym odeszła i ruszyła przed siebie.
- Lily zaczekaj, proszę. Dlaczego mi to mówisz? – spytałem.
Dopiero jak na mnie spojrzała wszystko do mnie dotarło.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz