środa, 19 sierpnia 2015

Rozdział 13


Czekając na odpowiedź nagle w domu zawitał gość…
- Czego tu szukasz? – warknęła Lily.
- Przyszedłem w odwiedziny.- odpowiedział przybyły.
- Skąd się tu wziąłeś? – tym razem brunetka wstała od stołu i podeszła do niego.
- Złotko nie denerwuj się tak. – odparł zaplatając jej kosmyk włosów na palcu.
- Puść. Chyba, że chcesz stracić rękę.
Zawahał się lecz po chwili cofnął rękę. Ma szczęście bo inaczej sam bym mu ją połamał.
- Co za porywczość.- stwierdził. – Temperamentna z ciebie dziewczyna. Widzę, że masz gości. W końcu zmądrzałaś i zatrudniłaś kogoś do pomocy?
- Nie twój interes.
- Widziałem tego parobka Jose. A gdzie jest Trevor twój zarządca?
- Trevor to tylko pracownik.
- A gdzie twój braciszek?
Na te słowa Lily wyraźnie posmutniała.
- Nie warz się o nim wspominać. Po co przyszedłeś?
- Chcę zaoferować ci pomoc.
- Sama zarządzam „La luną”.
- Ty?
- Tak ja. W przeciwieństwie do ciebie nie spędzam czasu na trwonieniu pieniędzy ojca.
Zauważyłem błysk złości w jego oczach. Lily tylko kontynuowała – Wynoś się stąd.- Ten tylko chwycił ją za ręce.
- Puść ją – powiedziałem wstając z miejsca czym zaskoczyłem wszystkich.
- Nie będziesz mi mówił co mam robić. – warknął, ale ją puścił.
- Wynoś się stąd i nigdy więcej tu nie wracaj. – dodałem obejmując Lily. Nawet się nie wyrywała. Po prostu stała z wrogą miną.
- Jeszcze tego pożałujesz – po czym wyszedł.
Spojrzałem na Lily. Zauważyłem jak złość i frustracja powoli ją opuszczała. Ewidentnie za nim nie przepadała. Ten koleś odkąd go zobaczyłem też nie przypadł mi do gustu. Jest jakiś dziwny.
- Kto to był? – spytał niepewnie Niall.
- Jack Kinsley. Syn właściciela sąsiedniego rancza. Niczym się nie zajmuje. Przez ostatni miesiąc go nie było i był święty spokój. Lily go nie nawiedzi choć to i tak za mało zapomniane. Ja też za nim nie przepadam.
- Jakbyś zauważyła ja wciąż tu jestem. Chyba przełożymy to wszystko na później.
- Ale nad jezioro pójdziemy?
- Pewnie. Idę do Jeffa.
- Pójdę z tobą.- powiedziałem na co Lizzy posłała mi wdzięczne spojrzenie.

Byłem bardzo ciekawy gdzie idziemy. I kim był ten Jeff? Może to ten brat. W ogóle nie wiedziałem, że ma brata. Kiedy tamten o nim wspomniał wyraźnie posmutniała. A może to jej chłopak? W sumie nic o niej nie wiem. Mam nadzieję, że jednak nie.
- Nie musiałeś tego robić, ale dzięki.
- Nie musiałem, ale chciałem.
- Mogę cię o coś zapytać? – powiedziałem na co brunetka skinęła mi głową. – Czy on ci coś zrobił?
- Ja go po prostu nienawidzę. Cały czas coś knuje przeciwko mnie i jeszcze myśli, że z nim będę. Dlaczego za mną wyszedłeś?
- Nasza znajomość nie zaczęła się najlepiej dlatego chciałbym to zmienić. Chciałbym zacząć od początku. Bez tych wszystkich kłótni. Czasami spotyka się kogoś i już od pierwszego dotknięcia rodzi się nagła niechęć albo wprost przeciwnie. U mnie jest to wprost przeciwnie. Czuję, że tylko ty możesz mi pomóc.
- Dlaczego ci na tym zależy?
- Bo różnisz się od wszystkich kobiet jakie znam.
- To miał być komplement?
- Tylko stwierdzam fakt. Gdybym chciał zrobić to co chodzi mi po głowie pewnie bym oberwał dlatego na razie nie zaryzykuję. Co tu robimy?
- Ja przyszłam sprawdzić co z źrebakiem i na przejażdżkę.
- Czyli mam rozumieć, że my mieliśmy…
Lily nie odpowiedziała tylko weszła do stajni. Podchodząc do jednego z boksów zauważyłem ją z źrebakiem, którego widziałem ostatnio. Niepewnie podszedłem bliżej i wyciągnąłem rękę w stronę malca, który zaczął ją lizać. – Lubi cię.- stwierdziła Lily.
- Mnie nie da się nie lubić. – odpowiedziałem pewnie.
- Skromnością to ty nie grzeszysz. – zauważyłem wesoły błysk w jej oczach kiedy to mówiła. Wydaje mi się jakby zmieniła trochę do mnie nastawienie w ciągu tych kilkudziesięciu minut. Bardzo mnie to cieszy. Brunetka wyszła z boksu i podeszła do innego. – Mówiłaś, że idziesz do Jeffa, a ja tu nikogo nie widzę. – na moje słowa kąciki jej ust uniosły się lekko ku górze. Cudowny widok widzieć ją taką naturalną nie próbującą zgrywać twardej i wypranej z emocji. – Nie zamierzasz odpowiedzieć?- tylko pokręciła przecząco głową.
- Często jeździsz konno?
- Prawie codziennie. Doglądam konno ranczo.
- A jeździsz dla przyjemności?
- Czasami. A ty jeździłeś kiedykolwiek?
- Nigdy, ale chciałbym spróbować.
Brunetka podeszła do jednego z boksów trzymając w ręku jabłko.- Do mnie!- zawołała na co w jej stronę ruszył jeden z koni. – Nie podchodź bo będzie próbował cię ugryźć. To jest mój koń i jest bardzo zazdrosny. – I tak wolałem trzymać się w bezpiecznej odległości. Dziewczyna sprawnie osiodłała konia i podeszła do innego. – To jest Timon. Na nim pojedziesz.
- To ja chyba podziękuję.
- O nie. Przyszedłeś tutaj, to ze mną pojedziesz. I nie próbuj się wymigiwać. Doceń to, że próbuję być dla ciebie miła. – powiedziała i pociągnęła mnie w stronę konia. Przez moje ciało przebiegł przyjemny dreszcz. Jednak stałem tam niechętnie nastawiony. – No dotknij go. Nic ci nie zrobi. Najwyżej ugryzie.- dodała. Dotknąłem go nie pewnie na co zastrzygł uszami. Ja automatycznie cofnąłem rękę. – Spokojnie. Pokazuje, żebyś go podrapał za uszami. – spojrzała na mnie Lily. – w tej chwili była taka spokojna i radosna. Czemu nie może być taka zawsze? Znów próbowała wziąć siodło. – Daj pomogę ci. Wygląda na ciężkie.
- Nie trzeba.
- Posłuchaj to, że czasem potrzebujemy pomocy, nie znaczy, z jesteśmy słabi.  – powiedziałem. Po uregulowaniu jakiś pasków siodło było gotowe.
- Możesz wsiadać.
- Chwila. Próbuję się zebrać w sobie. – powiedziałem a brunetka podeszła do drugiego konia.
- Podejdź do konia i złap w tym miejscu. Wsuń zewnętrzną stopę w strzemię, a drugą przerzuć nad zadem i gotowe. No dalej.
Niepewnie spróbowałem to wszystko powtórzyć. Dopiero za drugim razem mi się udało zasiąść w siodle. Nie myślałem, że tu tak wysoko.
- Żeby ruszył trąć go po bokach piętami. Żeby skręcił dotknij jego szyi cuglem z odpowiedniej strony. A jeżeli ma się zatrzymać to pociągnij cugle do siebie. O tak. – dopiero po kilku pokazach załapałem o co chodzi. Lily ruszyła i dobiegł mnie jej krzyk.- Miałeś jechać za mną! – Trąciłem piętami konia, ale i tak się nie ruszył. Skoro małe dzieci to robią to mi też się uda. – Nie chce jechać
- Trąć piętami jeszcze raz. I nie bądź niepewny. Zwierzęta to czują.- powiedziała zbliżając się do mnie. Spróbowałem ponownie jednak znowu nic. – Timon nie zgrywaj się. On i tak jest przerażony. – dodała na co koń gwałtownie ruszył o mały włos mnie nie zrzucając. Po chwili Lily dołączyła do mnie. Prezentowała się ślicznie. Wiatr rozwiewał jej włosy i była wyraźnie mną rozbawiona choć starała się to ukryć. Ominęliśmy jakąś zagrodę i wkroczyliśmy na drogę prowadzącą wzdłuż plantacji kukurydzy. Gdy ją minęliśmy Lily zwróciła się do mnie – Tam jest jezioro. Pojedziemy tam później. Teraz pomkniemy prosto. – Tym razem jechaliśmy wzdłuż lasu, aż moim oczom ukazała się mała chatka. Podłoże tu było bardziej kamieniste, a wkoło wiły się pnącza winorośli.
- Jesteśmy na miejscu.
- To wszystko jest wasze?
- Mhm. Za kilka kilometrów las się kończy i tam jest granica z sąsiednim ranczem.
- Dlaczego tu przyjechaliśmy?
- Bo nikt nie wie o tym miejscu. Będziesz mógł powiedzieć to co chciałeś. Tylko się streszczaj bo nie mamy dużo czasu.
- Myślałem, że zapomniałaś.
- Obiecałam, a ja zawsze dotrzymuję obietnic. W chatce są krzesła i powinno być coś do picia. Możesz po nie iść?

Tak jak prosiła Lily przyniosłem wszystko ze sobą. Na zewnątrz ta chatka wyglądała na ruinę, ale w środku była nieźle zadbana. Zajęliśmy miejsca po czym brunetka patrzyła na mnie wyczekująco. Od czego ja mam zacząć? I co jej powiedzieć? Przecież jak wspomnę o wypadku to się mnie wystraszy.
- Moje życie nie zawsze było takie kolorowe. Teraz również takie nie jest, ale zacznijmy od początku. Przez długi czas mieszkałem w małej miejscowości pod Londynem. Taka typowa mieścina gdzie każdy wie o każdym wszystko. Moja rodzina nie była zbyt bogata, ale również niczego nam nie brakowało. Odkąd pamiętam czułem się bardzo samotny. Rodzice nie poświęcali mi zbyt dużej uwagi. Dla nich liczyły się tylko moje młodsze siostry. Nie mogłem zrozumieć dlaczego rodzice mnie tak nie kochają. Tłumaczyłem sobie to za każdym razem, że widocznie coś źle zrobiłem, przez co mnie tak traktują. Próbowałem robić wszystko, ale i tak to nic nie dało. Postanowiłem iść do pracy by jak najmniej czasu spędzać w domu. Rodzicom było na rękę, że radzę sobie sam. Wiesz jak ciężko było patrzeć na moich kolegów, którzy grali w ojcami w piłkę albo wykonywali różne czynności razem? Ja nigdy czegoś takiego nie odczułem. Brakowało mi tego i cholernie im zazdrościłem. Wiele razy się zastanawiałem czym zasłużyłem na coś takiego. I zawsze dochodziłem do wniosku, że nie jestem synem jakiego chcieliby mieć. Miałem tyle złości w sobie, że często wdawałem się w bójki by zwrócić uwagę rodziców. Jednak wtedy obdarzali mnie takim spojrzeniem jakby żałowali, że mają takiego syna. Może pomyślisz, że wyolbrzymiam to wszystko, ale taka prawda. Nigdy nie odczułem z ich strony miłości jaką powinni darzyć rodzice swoje dzieci. Z zewnątrz wyglądaliśmy na szczęśliwą rodzinę, ale ja nie byłem szczęśliwy. Nie mogłem znieść tej atmosfery panującej w domu. Wtedy bardzo pomógł mi dziadek. On jako jedyny zawsze starał się mi pomóc i często ze mną rozmawiał. Gdyby nie on pewnie bym skończył jak jakiś kryminalista lub ćpun. Kiedy wpadłem w złe towarzystwo tylko on pomógł mi z tego wyjść. Rodzice nawet nie kiwnęli palcem. Po tych wydarzeniach zamieszkałem u niego. Od tamtego momentu nie utrzymuję kontaktu z rodzicami. Moje siostry twierdzą, że dopiero wtedy zrozumieli, że byli nie sprawiedliwi, ale ja i tak nie chcę ich widzieć. Ich przeprosiny nic nie zmienią. Dziadek to był anioł nie człowiek. Po niekąd zastępował mi ojca. Nigdy na mnie nie krzyczał tylko zawsze spokojnie wszystko tłumaczył. Przekazał mi tyle mądrości życiowych, za co jestem mu bardzo wdzięczny. To za jego namową poszedłem do „X Factor”. On zawsze mnie wspierał i uważał, że mam talent. Ja nie byłem przekonany, ale dałem się namówić. W programie połączyli nas z chłopakami w zespół. Nie wygraliśmy, ale i tak odnieśliśmy sukces. Nie wiem co by się ze mną stało gdyby się to nie udało…
Kiedy Zayn skończył swoją historię siedzieli przez kilka minut w kompletnej ciszy. Lily starała sobie to wszystko poukładać w głowie i znaleźć takie słowa by mulat zrozumiał, co ma na myśli. W końcu zaczęła mówić.
- Nosisz w sobie dużo żalu Zayn. Wydarzenia z przeszłości nie dają ci spokoju. Ty również rozpamiętując to wszystko tylko siebie katujesz. Uwierz, że wiem co mówię. Ja robię dokładnie to samo. Myślami zbyt często wracamy do przeszłości, w której się zatracamy. Próbujemy żyć na nowo, ale wciąż mamy za sobą niedomknięte rozdziały. Nieraz już na starcie tracimy to, co mamy. Boimy się ryzyka i nie ryzykujemy. Przez to, że wracamy do tego z czym powinniśmy się już dawno uporać niszczymy to, co kochamy, kochamy to, co niszczymy. Gubimy się, ciągle się gubimy, upadamy, przegrywamy, rozpadamy się
wewnętrznie, płaczemy, śmiejemy i znów gubimy... Zdobywamy szczyty, chwilę później je tracimy. Nie wiemy jak żyć, nie wiemy komu ufać i coraz częściej brakuje nam siły. . Jednak mimo wszystko nie poddajemy się, nigdy tego nie zrobimy. Twoja przeszłość wywiera zbyt duży wpływ na twoją przyszłość. Myślę, że nie powinieneś odcinać się od rodziny. Wciąż ją masz i powinieneś zrobić wszystko by wasze stosunki były jak najlepsze. Wiem, że to nie jest łatwe, ale uwierz, że dla ciebie to będzie lepsze. Jeżeli im przebaczysz uwolnisz się od tego ciężaru, który nosisz od tylu lat. Naprawiając jedną rzecz łatwiej ci będzie uzdrowić pozostałe.
- Jak mam im wybaczyć? Nie słyszałaś co powiedziałem!? – oburzył się Zayn.
- Doskonale słyszałam.
- No i mówisz mi takie rzeczy?
- Widzę, że nic nie rozumiesz.
- Co mam niby zrozumieć? Mówię ci co i jak, a ty mi każesz z nimi rozmawiać?
- Widzę, że inaczej cię nie przekonam. Siadaj opowiem ci pewną historię. Tylko słuchaj uważnie. Gdzieś w świecie żyła sobie 5-letnia dziewczynka o pięknych brązowych oczach. Miała szczęśliwą rodzinę  i sama była szczęśliwym dzieckiem. Pewnego dnia jej rodzice postanowili wybrać się na wycieczkę z dziećmi. Najmłodsza córka została w domu, gdyż była przeziębiona. Mała dziewczynka razem z bratem byli bardzo podekscytowani podróżą. Po kilku godzinach drogi zawitali w przepiękne miejsce, gdzie panował spokój i można było być blisko z naturą. Dzieciaki były bardzo podekscytowane, a ich rodzice, widząc szczęście dzieci, nie mogli powstrzymać się od uśmiechów. Po miło spędzonym dniu wracali do domu. Kobieta radośnie mówiła do swoich dzieci, a jej mąż był bardzo zadowolony. Kiedy byli już bardzo blisko w maskę samochodu wjechał inny. W jednym momencie szczęśliwy dzień zmienił się w istną tragedię. Małżeństwo straciło życie, dzieci rodziców i szczęście. Dziewczynka i jej braciszek cudem uszli z życiem… Nadal twierdzisz, że nie powinieneś? Zastanów się co byś czuł jakbyś tą dziewczynką był ty? Co byś czuł?– skończyła Lily po czym odeszła i ruszyła przed siebie.
- Lily zaczekaj, proszę. Dlaczego mi to mówisz? – spytałem. Dopiero jak na mnie spojrzała wszystko do mnie dotarło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy