W niej Lily zajmującą się źrebakiem. Postanowiłem chwilę ja
poobserwować. Próbowałem iść dalej, ale brunetka ma coś takiego w sobie co
zwróciło moją uwagę. Nie potrafię tego wyjaśnić. Kiedy tłumaczyła nam wszystko
przyłapałem się na tym, że wpatrywałem się w nią jak w obrazek. Muszę przyznać,
że jest bardzo ładna. Nienaganna figura, piękne brązowe oczy, w które mógłbym
wpatrywać się godzinami, no i te pełne, czerwone usta… Znowu o tym myślę. Kurwa!
Od roku odpycham od siebie wszystkich wkoło, a tu pojawia się ona i sprawia, że
pragnę, by była przy mnie. Ewidentnie potrzebuje się komuś wygadać. Kiedyś
chodziłem do Nialla, ale teraz pewnie nie będzie chciał mnie wysłuchać.
- No mały musisz jeść. Za kilka miesięcy będziesz hasał po
łąkach i zajadał marchewki, ale teraz pięknie zjesz. O właśnie tak. –
powiedziała Lily. Miała zupełnie inny głos. Mówiła z taką czułością. Ciekawe
czemu nie jest taka na co dzień. Kiedy w butelce zabrakło mleka, źrebak zaczął
skubać spodnie brunetki. – Ej głupolku.
Nie jesteś kozą tylko źrebakiem.- delikatnie odepchnęła malca po czym wstała i
podeszła do dorosłego konia. – Wybiegałeś się dzisiaj?- dodała na co koń trącił
ją łbem. – Oj ty zazdrośniku. – skwitowała po czym wzięła duży worek z paszą i
wtedy mnie dostrzegła. Od razu przybrała obojętną minę. – Co tu robisz?
Zabłądziłeś?
- Palenisko jest 0,5km od altany nie od stajni- powiedziała
rzucając worek przy boksie konia.
- Może pomóc?
Wtedy uniosła na mnie głowę i napotkałem jej oczy. Kiedy tak
obserwowałem ją z ukrycia była jak normalna dziewczyna. Podobał mi się sposób w
jaki zajmowała się tym źrebakiem. Była taka troskliwa więc dlaczego w stosunku
do ludzi jest taka zdystansowana i chłodna? Coś ewidentnie musiało się
wydarzyć, że jest taka jaka jest…
- Świetnie sobie radzę sama. Powiedziałam…
- Słyszałem.- odpowiedziałem na co Lily już chciała wyjść,
ale złapałem ją za łokieć.
- Puść.
- Posłuchaj nie chcę się z tobą kłócić. Przyjechałem tutaj,
żeby mieć święty spokój.
- Prosiłam, żebyś zabrał rękę.
- Nie rozumiem o co ci chodzi.
- Nie lubię, jak mnie ktoś dotyka.
- Puszczę cię, ale posłuchaj mnie. – przez chwilę rozważała
moje słowa.
- Ok. Mów, co masz do powiedzenia.
- Zgodziłem się na ten wyjazd tutaj, bo chciałem mieć choć
chwilę spokoju, a w Londynie nie było to możliwe.
- No i po co mi to mówisz. Powiedziałam, że jak zejdziesz na
dół, to …
- Czy możesz przestać? Próbuję tylko z tobą porozmawiać, a
ty cały czas jesteś wrogo nastawiona.
- Po prostu dziwi mnie twoje zachowanie. Raz jesteś chamski,
a innym razem chcesz ze mną rozmawiać. A po za tym nie rozumiem jednego cały
czas unikasz swoich przyjaciół i z nimi nie rozmawiasz więc dlaczego cały czas
usiłujesz szukać tego u mnie?
- Bo wydaję mi się, że tylko ty możesz mnie zrozumieć. Od
roku nie mogę się pozbierać, po tym jak…
- Nie mów mi tego.- szepnęła i zauważyłem, że przez jej
twarz przebiegła cała gama emocji. Coś ewidentnie ją trapiło. W jej życiu
musiało się wydarzyć coś, co sprawiło, że teraz stara się być twarda i nie
okazuje żadnych emocji. Jednak kiedy jestem z nią potrafię w niej dostrzec
jakieś uczucia. – Przepraszam, ale muszę już iść. – dodała i gdy znów chciała
wyjść ponownie jej to uniemożliwiłem.- Powiedziałam coś na temat …
- Cii…- przyciągnąłem ją do siebie gdy chciała się wyrwać
tak, że nasze klatki stykały się ze sobą.
- Czego ty ode mnie chcesz? Ja mam dość swoich problemów, a
ty jeszcze…
- Cii. Nie walcz ze mną. Mówiłem, że chcę tylko porozmawiać, ale ty …
- Od tego masz przyjaciół.
- Proszę cię o rozmowę. Spójrz na mnie.- wtedy podniosła na
mnie swój wzrok.
- Nie teraz i nie tutaj. Porozmawiam z tobą jutro na dziś
mam już dość wrażeń, ale musisz przestać robić to co robisz.
- Co?
- To wszystko. Naprawdę nie wiem czego ode mnie oczekujesz,
ale ja…Nieważne, puść mnie.
Gdy to zrobiłem szybko wybiegła ze stajni. Nawet nie
zdążyłem nic odpowiedzieć. Stałem tam jeszcze przez chwilę po czym ruszyłem w
stronę paleniska.
Szłam szybko w stronę domu próbując ochłonąć. Czego on ode
mnie oczekuje? Niby chce tylko porozmawiać, ale to dziwne. Skoro nie chce
rozmawiać z przyjaciółmi to dlaczego wybrał akurat mnie. Nie mam ochoty słuchać
o czyichś problemach. Tym bardziej, że mam tyle spraw na głowie. W dodatku za
każdym razem krępuje moje ruchy. Co on sobie wyobraża? Mam nadzieję, że
przestanie to robić. Na pewno tego
chcesz? Oczywiście, że chcę. A może jednak nie? Sama już nie wiem. Co raz
bardziej gubię się w tym wszystkim. Jego oczy są takie hipnotyzujące i za
każdym razem jeszcze bardziej błyszczą. A każdy jego dotyk wywołuje ciarki na
moich plecach. Jeszcze żaden chłopak tak na mnie nie działał. Wcześniej
starałam się tłumić w sobie wszystkie uczucia. Pewnie dlatego nie miałam
wcześniej chłopaka, ale teraz jakoś dziwnie się czuję. Wiem, że to nie ma
sensu, ale to nie zmienia faktu, że pomiędzy nami jest jakieś napięcie. Nie
potrafię tego określić słowami. Wiem na pewno, że muszę zrobić wszystko by
poskromić to uczucie. Życie już tyle razy dało mi w kość, że już nie zniosłabym
kolejnego zawodu. Coraz częściej czuję, że to wszystko mnie przerasta, że to
nie ma sensu. Bo po co się starać, gdy wszystko w koło jest przeciwko tobie? Na
zewnątrz udajesz twardą a w środku rozgrywa się istne piekło. Codziennie
powtarzam sobie, że warto, że przez tyle czasu dawałam radę to dlaczego teraz
ma być inaczej? Często męczymy własną psychikę zastanawiając się, co by było gdyby.
Gdyby miało się więcej odwagi, gdyby postąpiło się inaczej, gdyby starało się
bardziej. Trzeba wreszcie pojąć, że nic nie dzieje się bez powodu i zawsze
wychodzi nam to na dobre. Muszę wziąć się w garść. Chwilowe wątpliwości nie
mogą zburzyć tego co budowałam przez tyle lat. Otoczyłam się grubym murem i nie
mogę pozwolić aby ktoś go zburzył. On jest tylko gościem, który tak szybko jak
tu przyjechał tak szybko wyjedzie. Nie ma sensu zawracać sobie tym głowy. To
nic nie da. Trzeba żyć tak jak zawsze. Z tą myślą weszłam do kuchni gdzie Maria
szykowała obiad.
- Widzę, że przyszłam w samą porę.
- Jezu. Nie strasz mnie tak.
- Wystarczy Lily. Jesteś sama?
- Tak Paul wyszedł przed chwilą sprawdzić coś w samochodzie,
bo zaraz po obiedzie wyjeżdżamy. Reszta bodajże siedzi w salonie.
- A ok.
- Coś się stało?
- Normalka. Mam dużo pracy.
- To może zostanę…
- Damy sobie radę. Najwyżej się pozabijamy.
- Nawet tak nie żartuj. Coś cię gnębi?
- Nie zaczynaj.
W tym momencie do pomieszczenia wszedł Louis z Harrym.
- To ja wrócę za 10 minut.
- Nie musisz wychodzić przeze mnie.- mruknął Styles.
- Wiesz lepiej wyjdę, nie mam ochoty na kolejne kłótnie.
- Lily mogę z tobą porozmawiać?- wtrącił Lou.
- Co was wszystkich dziś napadło? Każdy chce ze mną
rozmawiać.
- Zachowuj się- krzyknęła Maria.
- Nie rozumiesz, że ja już mam tego wszystkiego dosyć? Co
chwilę coś jest nie tak. Ja też choć przez sekundę potrzebuję chwili odpoczynku
i spokoju! – wyrzuciłam z siebie to co leżało mi na sercu. Pierwszy raz od 3
lat uniosłam się na Marię. Wszyscy obecni w kuchni patrzyli się na mnie w
wyraźnym szoku. Ja nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Nienawidzę być w centrum
uwagi, ani tego, że ktoś widzi moją słabość. – Przepraszam. Pójdę do siebie,
zejdę na obiad.
Po wybuchu Lily siedzieliśmy w wyraźnym szoku. Dostrzegłem w
tej dziewczynie, że nie jest taka jaka próbuje być. Tłumi w sobie wiele emocji,
które powoli wychodzą na wierzch. I bardzo dobrze przecież nie można tego
wszystkiego trzymać w sobie. Uważam, że ona ma za dużo na głowie a w dodatku
sama sobie dokłada problemów. Ewidentnie nie chce z nikim rozmawiać, ale skrywa
jakąś tajemnicę. Dlatego chciałbym, żeby pomogła mi z Zaynem. Tylko ona jest w
stanie go zrozumieć. I być może to on pomoże jej. Muszę coś z tym zrobić. Już
zbyt długo to trwa. Czas abyśmy na nowo byli jak bracia. A po za tym może
pomogę naprawić atmosferę w tym domu. Widać, że domowniczki bardzo troszczą się
o siebie, ale Lily jest bardzo skomplikowana i to nie pozwala jej być
szczęśliwą, a przez to również Lizzy z Marią nie mogą w pełni zaznać szczęścia.
Muszę dowiedzieć się co wydarzyło się w tej rodzinie i im pomóc. Tym bardziej,
że one nam pomagają. Jesteśmy tu dopiero drugi dzień, a już lepiej się
dogadujemy. Nawet Zayn stara się z nami przebywać, a to jest dobry znak.
- Harry mógłbyś powiedzieć Lizzy, żeby do niej poszła?-
odezwała się Maria.- Louis nie pij z dzbanuszka.
- Jasne.- odpowiedział lokowaty i wyszedł.
- Pewnie.
- Czy Lily zawsze taka była? W sensie taka chłodna i
obojętna?
- Jeszcze 3 lata temu była całkiem inna. Wiecznie
uśmiechnięta i optymistycznie nastawiona do życia. Do każdego podchodziła z
sercem na dłoni. Wszystkiego nauczył ją dziadek dlatego tak doskonale sobie
radzi. Była z nim bardzo zżyta i długo nie mogła pogodzić się z jego śmiercią.
Mimo, że wiedziała, że śmierć była dla niego wybawieniem. To dlatego zajęła się
ranczem. Chciała spełnić marzenie dziadka. Razem z Lukiem dążyli do tego, aby
„La luna” była najlepsza w regionie. To dzięki Lily tak jest. Mimo, że prawie
wszyscy ranczerzy nie traktują jej poważnie to właśnie jej się udało nie im. Te
wszystkie wydarzenia spowodowały, że stała się taka jaka jest. Nikomu się nie
zwierza, nie informuje o problemach, niewygodne dla niej tematy ucina jednym
zdaniem i robi wszystko, by inni czuli do niej respekt. A tak naprawdę to dobra
dziewczyna. Uczynna, pomocna, wrażliwa choć skrycie to w sobie chowa. Jest
bardzo uparta i zawzięta jak Tom.
- Tak myślałem. Ale..
- Lizzy później ma z nią porozmawiać. Na razie zbyt dobrze
się bawi z Niallem i Liamem. – powiedział Harry pojawiając się z powrotem.
- Dobrze. W takim razie zaraz podam obiad. Możecie
powiadomić Paula i Zayna?
- To ja pójdę do Paula- zmył się lokowaty.
- Jak najtrudniejsza robota to zawsze ja.- oburzyłem się.
- Możesz spróbować iść po Lily. Korytarz po lewej. Z nią
szybciej go znajdziesz.
- Jak nie wrócę za chwilę to wezwij pogotowie.- dodałem na
co Maria się zaśmiała.
Tak jak zapewniłem kobietę udałem się do pokoju Lily.
Zapukałem w drzwi i po cichym proszę wszedłem do środka. Brunetka siedziała na
parapecie i wpatrywała się w okno. – Mów, co masz do powiedzenia i możesz iść.
Nie chcę znów do tego wracać.
- Przyszedłem spytać czy nie pójdziesz ze mną poszukać
Zayna? Nie za bardzo wiem gdzie iść?
- Oh. To ty. Myślałam, że to Lizzy.- dopiero wtedy na mnie
spojrzała. Miała bardzo smutną minę.
- To tylko ja, ale proszę nie krzycz przyszedłem w
pokojowych zamiarach.- Zauważyłem wesoły błysk w jej oczach. Czy to w ogóle
możliwe? Może uda się jeszcze przywrócić ją do żywych.
- Chodźmy go znaleźć. Tylko ty go poinformujesz bo tak to
powie, że znów się na niego uwzięłam.- odpowiedziała od razu przybierając
obojętną minę.
Wyszliśmy z Lily z domu. Ciekawe o co jej chodziło z tym
uwzięciem się? Ewidentnie potrafiła uciąć niewygodny dla niej temat. Wolałem
już zamilknąć i jej nie denerwować. Czyżby kolejna kłótnia? A może przez nią Zayn przestanie zachowywać się jak egoista? Rozumiem, przez co przechodził, ale nie powinien nas odtrącać. Mimo, że wiele ich dzieli Zayn z Lily na pozór są bardzo podobni. Oboje tłumią w sobie emocje, są zawzięci i mają wybuchowy charakter. Tych dwoje idealnie do siebie pasuje, czyż nie? Uśmiechnąłem się cwaniacko. A gdyby tak tych dwoje... Moje przemyślenia przerwała brunetka, która nagle się zatrzymała, a ja omal na nią nie wpadłem. Wpatrywała się w jeden punkt. Zerknąłem w to samo miejsce i zobaczyłem...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz