sobota, 15 sierpnia 2015

Rozdział 11



- Dobra. Niech ci będzie. Spróbuję z nim porozmawiać o ile wcześniej go nie uduszę, ale…
- Ale…
- Ale nie oczekuj, że będę robić coś na siłę. Nie jestem z tych, co usilnie próbuje wszystko zrobić. Jeśli nie będzie mnie chciał słuchać, to odpuszczę. Po za tym lepiej pilnuj pozostałych, bo ja też potrafię pokazać na co mnie stać.
- Spokojnie. Postaram się, żeby wszystko było ok.
- Dobra wystarczy już tej rozmowy. To wszystko zostaje pomiędzy nami. I mam jeszcze jeden warunek.
- Jaki?
- Wisisz mi przysługę.
- Zgoda.
- To na razie.- rzuciła na odchodne Lily. Postanowiłem poszukać reszty. Plan należy wprowadzić w życie. Dobrze, że brunetka się zgodziła. Muszę stwierdzić, że jest dobrą negocjatorką. Zgodziłem się na wszystko, co powiedziała, ale nie było innego wyjścia. Inaczej posłałaby mnie w diabły. Charakterek to ona ma.

Wchodząc do domu udałam się prosto do kuchni. Dzisiaj był bardzo upalny dzień. Ledwo dało się wytrzymać, a gdzie tu jeszcze pracować. Ostatnio wszystko idzie nie tak, jak powinno. Najpierw przyjazd tego zespołu, później spotkanie Garcii teraz jeszcze te filozoficzne rozmowy z każdym z nich. Czy oni nie mogą rozmawiać ze sobą albo chociaż z Lizzy? Nie jestem jedyną osobą na tym ranczu. Jeszcze ten mnie prosi o przysługę. Sama nie wiem dlaczego się zgodziłam. Na ogół nie robię takich rzeczy. Po pierwsze nie mam czasu, a po drugie ochoty wysłuchiwać jakiś żalów innych. Staram się ich unikać, ale cały czas, któryś „potrzebuje mojej pomocy”. Niech lepiej się pilnują, bo jak nie to potrafię poustawiać wszystkich pod moje dyktando. Nie chcę nikogo dopuszczać zbyt blisko siebie. Zayn i tak już narusza moją prywatność i nie mogę na to pozwolić. Po prostu nie ma sensu się z nimi zaprzyjaźniać. Wyjadą i tyle będzie ich widać. Rozumiem ewentualnie mogę ich wspomóc jakąś radą, ale nic więcej. Nieważne czas wracać do pracy.

Od samego rana nie byłem w zbyt dobrym humorze. Wczorajsza rozmowa z Louisem uświadomiła mi, że źle się zachowałem. Lou miał rację po prostu Lily mnie tak bardzo zszokowała, że nie wiedziałem, co z tym zrobić. Dobrze, że do mnie przyszedł. Chciałbym, żeby było tak jak kiedyś. Żeby to co robię sprawiało mi przyjemność, bo jak na razie tak nie jest. Nie powinienem mówić tylu przykrych rzeczy. Przywykłem do tego, że nikt nie ma mi za złe tego co mówię. Kiedy jestem zły mówię wiele przykrych rzeczy i nie potrafię tego kontrolować. Do tego jeszcze ona podniosła głos, co wszystko spotęgowało. Chyba najlepiej będzie jak z nią porozmawiam. Więcej nie dała się wciągnąć w moje gierki mimo, że to co mówiłem było dość prowokacyjne. Nie mogłem uwierzyć, że zajmuje się tym wszystkim sama dlatego byłem chamski. Z jednej strony chciałbym poznać wszystko co tu się dzieje, ale z drugiej nie widzę sensu. Sam nie wiem czego chcę, ale jak mam zostać tu miesiąc to muszę się czymś zająć. Po obiedzie postanowiłem się przejść. Kiedy po dłuższej wędrówce  przystanąłem zauważyłem Lily. Dziewczyna układała siano w równe stosy pod stajnią. Jednak cały czas przeszkadzał jej koń, który trącał ją łbem. Przyjemny obrazek dla oczu, aż się uśmiechnąłem. Kiedy skończyła pogłaskała konia coś mu szepcząc po czym ruszyła dalej. Postanowiłem ją poobserwować. Może to pozwoli mi jakoś przekonać się do tego wszystkiego. W dalszej kolejności doszła do jakieś zagrody i zaczęła naprawiać ogrodzenie.  Później jeszcze zajmowała się bydłem i innymi sprawami. Dziwiło mnie to, że tyle rzeczy robi sama. Przecież zatrudnia pracowników. W dodatku niektóre prace nie nadawały się dla kobiety. Teraz mam jeszcze większe wyrzuty sumienia z powodu tego co jej powiedziałem. Ona tak ciężko pracuję a ja … my tylko siedzimy i narzekamy. Po serii różnorakich prac Lily skierowała się w stronę domu. Ja też już miałem dość. Tyle się nachodziłem, że strasznie bolą mnie nogi. Kiedy przechodziłem zauważyłem, że pozostali świetnie się bawili w altanie. Tylko Zayn gdzieś się zagubił. Brunetka udała się na górę i nie było jej przez kilka minut. Kiedy usłyszałem kroki udałem się do kuchni skąd dochodziły różne odgłosy. Znalazłem Lily w kuchni. Była ubrana inaczej niż przed chwilą. Przystanąłem przy drzwiach tak ,żeby mnie nie zauważyła. Brunetka zabrała się za przygotowanie kolacji. Skąd ona bierze tyle siły. Ja po takim dniu już dawno bym padł. A ona jeszcze będzie gotować dla nas?

Po ciężkim popołudniu jeszcze trzeba było ugotować kolację. O dziwo nie byłam zbytnio zmęczona. Przez tyle lat już się przyzwyczaiłam do ciężkiej pracy. Krzątając się po kuchni zauważyłam, że przygląda mi się Harry. Postanowiłam nie zwracać na niego uwagi i robić swoje. Co by tu zrobić? Znajdując dużą ilość owoców postanowiłam przygotować naleśniki z musem owocowym. Jest to dobry pomysł zważając, że już nie dużo czasu zostało do pory kolacji. Na początku trzeba przygotować mus. Kiedy zaczęłam podgrzewać owoce Harry postanowił wejść do kuchni.
- Cześć. Może ci pomóc?
- Cześć. Nie potrzebuję pomocy.
- Po prostu mi się nudzi.
- Jesteś tu gościem i to nie należy do twoich obowiązków. Więc z łaski swojej siedź jak siedzisz i nie przeszkadzaj.
- Możemy chociaż porozmawiać? – spojrzałam na niego z miną typu „Jakiś haczyk?”- Spokojnie chcę tylko pogadać. Nawet mogę nawijać cały czas potrzebuję żebyś tylko słuchała.
- Dlaczego tak bardzo ci na tym zależy? Odniosłam wrażenie, że mnie nienawidzisz więc dziwi mnie twoja postawa.
- Bo nikt nie chce słuchać tego co mam do powiedzenia, a ty nie chcąc się kłócić się zgodzisz.
- Czyżby? Nie możesz mnie do niczego zmusić, ale jak chcesz to mów ja nie będę się odzywać.
- Cały czas się nad tym zastanawiam. Jak to jest, że niektórzy mają wszystko i są nieszczęśliwi, a inni nie mają nic i cieszą się życiem. Może nie uwierzysz, ale kiedyś byłem inny. A teraz im więcej mam tym mniej mnie to cieszy. Wydaje mi się jakby to wszystko mnie przerastało i nie daję już rady. Te wszystkie wywiady, koncert, a nawet fani. Zaczyna mnie to wszystko denerwować. Wiem, że bez nich nasz zespół byłby niczym, ale wydaje mi się, że to mnie coraz bardziej wciąga, a ja gubię się w tym… Nikt nie potrafi mi doradzić, co mam z tym zrobić. – powiedział. Ja w tym czasie kończyłam smażyć naleśniki. Mus już też był gotowy. Postanowiłam skomentować jego słowa.
- Może nie powinnam, bo ty nie okazujesz mi szacunku, ale powiem ci coś. Tylko słuchaj uważnie. Jeśli coś, co widzisz w swoim życiu, ci się nie podoba, zajrzyj w głąb siebie. Dlaczego? Bo to, co widzisz, to owoce. Jeśli są niedobre, cierpkie, skarłowaciałe, bezbarwne i w ogóle nijakie, to przyjrzyj się korzeniom – temu, co myślisz, mówisz, co oglądasz, z kim się spotykasz, co jesz, jak dbasz o zdrowie, kondycję itd. To wszystko ma wpływ na ogólny wygląd i jakość Twojego życia. Nie da się inaczej. Jeśli drzewo jest zdrowe i ktoś o nie dba, to owoce będą dobre i wartościowe. Jeżeli zwrócisz na to uwagę, Twoje życie nabierze blasku i samozadowolenie wzrośnie do takiego poziomu, że nie będziesz musiał zabiegać o uwagę i akceptację innych. Przecież mając diament, nie jest Ci potrzebne potwierdzenie otoczenia, że to diament. Ty to wiesz i to jest najważniejsze. Jeśli chcesz zmienić owoce, musisz najpierw zmienić korzenie. Jeśli chcesz zmienić to, co widać, musisz najpierw zmienić to, czego nie widać. – kiedy skończyłam Harry wpatrywał się we mnie jak w obrazek. Kiedy już chciał coś odpowiedzieć do kuchni wszedł Zayn.
- Co tak pięknie pachnie?
- To może ja zawołam resztę?- spytał Styles.
- Sami się zaraz zjawią.- nie zdążyłam dokończyć, a w kuchni zameldowali się pozostali.
- Ten zapach sprawił, że jestem jeszcze bardziej głodny.- powiedział Niall.
- Ty zawsze jesteś głodny.- mruknął Louis.
- Siadajcie już podaję. – zawijając ostatniego naleśnika podałam do stołu. – No to smacznego.- dodałam i wyszłam z pomieszczenia.

Nie wiedziałem, co powiedzieć byłem w takim szoku. Nie spodziewałem się, że Lily jednak zgodzi się mnie wysłuchać, a co dopiero, że uzyskam od nie jakąś radę. Przez to jeszcze gorzej się czuję. Powiedziałem ostatnio wiele przykrych rzeczy, a ona i tak spróbowała mi pomóc. Muszę ją w końcu przeprosić. Może by mi się to udało, ale przeszkodził mi Zayn. Po zjedzeniu przepysznej kolacji wyszliśmy wszyscy na werandę, gdzie Louis opowiadał komiczne historie. W tym momencie było tak jak dawniej. Wszyscy razem spędzaliśmy czas. Mimo, że Zayn się nie odzywał liczyło się to, że w końcu zaczął z nami przebywać. Po kilku godzinach mając już dość rozeszliśmy się do pokoi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy