czwartek, 13 sierpnia 2015

Rozdział 10


Moje przemyślenia przerwała brunetka, która nagle się zatrzymała, a ja omal na nią nie wpadłem. Wpatrywała się w jeden punkt. Zerknąłem w to samo miejsce i zobaczyłem...
Zayna stojącego z jakąś szatynką. Można było usłyszeć tylko jej piski, czyli nawet tutaj jest jakaś fanka? – Nawet tutaj nie obejdzie się bez tego?- powiedziałem.
- Spokojnie. Nie wiem co ona tu robi, ale to własność prywatna więc następnym razem tu nie przyjdzie.
- Mam nadzieję.
- Idź mu powiedz ja tu poczekam.
- Chcesz, żeby ona mnie zadusiła, albo żebym ogłuchnął? No nie patrz tak, niektóre nasze fanki są psychiczne.
- No ok. Poczekaj tu.- dodała Lily po czym zeszła z niewielkiego wzgórza. Ja przysunąłem się bliżej, żeby móc wszystko słyszeć, ale żeby nikt mnie nie zobaczył.

Co ona tu robi i kto ją wpuścił? Ta dziewczyna jest żałosna płaszczy się przed nim, a on i tak nie zwraca uwagi. Jesteś zazdrosna? No proszę cię ja zazdrosna? Niedoczekanie. Po prostu jej nie lubię i jej nie ufam. Za każdym razem gdy ją spotykam to nie wróży nic dobrego. Ona jest typową rozpieszczoną córunią, która dostaje wszystko co chce. Jej stary jest nadziany, bo zajmuje się wydobywaniem ropy czy coś takiego. Na moje nieszczęście raz w roku przyłażą do nas na kolacje. Zgadzam się na to tylko ze względu na dziadka. Tak było odkąd pamiętam, ale z roku na rok co raz bardziej oni są irytujący. Jeszcze ta jej mamuśka kolejna damulka. Taka typowa pudełkowa rodzinka. Sądząc po jej piskach jest fanką tego ich zespołu co jeszcze bardziej komplikuje sprawę. Coś mi się wydaje, że w najbliższym czasie ta kolacja jest nieunikniona. Dobra czas go uratować z jej opresji. Widać, że nie przypadła mu do gustu. Podchodząc do nich Zayn posłał mi wdzięczne spojrzenie, niemo błagając o pomoc.
- Garcia.
- Eastwood.
- Co cię sprowadza w moje skromne progi?
- Tatko mnie przysłał, żebym ci to dała. A po za tym spotkałam Zayna Malika z One Direction!- krzyknęła na co się skrzywiłam.
- Co to jest?- zajrzałam do środka – Zabieraj to i wynoś się z mojego rancza, ale już.
- Coś nie tak?- zatrzepotała rzęsami.
- Nie przyjmę od niego żadnych pieniędzy. Przekaż mu, że nigdy nie zgodzę się na jego propozycję i nie sprzedam mu ziemi.
- Nie interesuje mnie to, a po za tym złość piękności szkodzi.
- Możesz już iść.
- Zayn jesteś tu sam i co tu robisz?
- Odwiedzam moją dobrą znajomą – odpowiedział z cwaniackim uśmiechem.
- Skąd go znasz co?- oburzyła się Ana.
- Zayn możesz iść obiad czeka.- powiedziałam do niego.
- Pytałam o coś.
- To moja słodka tajemnica. A teraz zabieraj się stąd Garcia i nie chcę cię tu więcej widzieć. Jasne?
- Pożałujesz tego – powiedziała i wsiadła do swojego samochodu po czym odjechała.

Paliłem w spokoju, aż tu nagle podjechał jakiś samochód. Była to jakaś dziewczyna, która spytała mnie gdzie jest Lily. Dopiero, jak na mnie spojrzała szybko wysiadała z pojazdu i zaczęła piszczeć. Kolejna histeryczka. Krzyczała jak bardzo lubi nasz zespół i tak dalej. Nawet nie wiem o czym dokładnie gadała, bo w połowie się wyłączyłem licząc na jakiś cud. I wtedy dostrzegłem zmierzającą w moją stronę Lily. Posłałem jej wdzięczne spojrzenie. Brunetka była jeszcze piękniejsza niż zwykle. A ten kowbojski kapelusz dodawał jej tylko uroku. Widać było, że dziewczyny za sobą nie przepadają. Ta druga odnosiła się do Lily z wyraźną pogardą. Od razu nie przypadła mi do gustu. Podała starszej Eastwood kopertę, co wyraźnie wyprowadziło tą drugą z równowagi i kazała się wynosić tej Garcii. Ta zupełnie ją olewając znów zaczęła mnie o coś pytać na, co postanowiłem utrzeć jej nosa. Lily na szczęście podłapała moją grę i w końcu ta paniusia sobie pojechała. – Dzięki za pomoc. Kto to w ogóle jest?
- Chodźmy Louis na nas czeka.- powiedziała tylko i skierowała się w stronę wzgórza.
- No Lily to było epickie. Nieźle ją zgasiłaś. – stwierdził Lou, gdy do niego doszliśmy.
- Nie wracaj do tego.- ostrzegawczo odpowiedziała Lily na co ten podniósł ręce w obronnym geście. Brunetka ruszyła dalej idąc kilka kroków przed nami. Ja znów patrzyłem się w nią jak w obrazek.
- Ona ci się podoba?- szepnął do mnie Lou.
- Co? Nie gadaj głupot.
- No co niezła z niej laska.
- Do czego zmierzasz?
- Do niczego po prostu próbuję podtrzymać rozmowę skoro tak dobrze ci idzie.
- Pospieszmy się, bo ją zgubimy.
Szliśmy za panna Eastwood, aż dotarliśmy do jakieś zagrody. – Macie dobrą kondycję?
- Co?
- No przecież usłyszeliście. Jeżeli tak to pójdziemy przez zagrodę. Będziemy o wiele szybciej. -Lily weszła pierwsza, a my za nią.- To teraz biegniecie przed siebie aż nie przekroczycie ogrodzenia. Inaczej cielaki was nie wypuszczą. No to raz… dwa… trzy!
Biegliśmy ile sił w nogach. O mały włos, a cielaki by nas dopadły. Na szczęście jakiś pracownik je przegonił. Lily była szybsza więc przysiadła na płocie czekając na nas.
- No, no. Nie jest najgorzej, ale chyba zagonię was do pracy, bo na cielaki wasza kondycja jest niewystarczająca.
- Nabijasz się z nas? – spytałem.
- Ja tylko stwierdzam fakty. Chodźmy już.
Po kilku minutach zawitaliśmy w domu. Razem z Louisem byliśmy bardzo zdyszani. – Nie trzeba tyle palić- szepnęła mi na ucho Lily na, co przez moje ciało przebiegł przyjemny dreszcz.- Idźcie do salonu. Maria możesz podawać.- dodała brunetka. O dziwo pozostali już siedzieli przy stole. Niall z Lizzy wyglądali na zniecierpliwionych.
- Lily dłużej się nie dało?- zapytała blondynka.
- A wiesz gdybym nie była głodna  to poszlibyśmy wkoło rancza.
- Co wy tacy zdyszani?- stwierdził Liam.
- My…- zaczął Lou, ale Maria mu przerwała - Lily co zrobiłaś? – na co ta podniosła ręce do góry. – Smacznego.

Po skończonym obiedzie Lily życząc miłej podróży Marii i Paulowi zamierzała wrócić do pracy. Przecież miałam z nią pogadać. Ale w sumie nie wygląda na taką, której potrzeba rozmowy. Po za tym nie wiem o co chodzi, a ona mi nie powie. Porozmawiam z nią przy okazji. Zresztą na razie zbyt dobrze się bawię z chłopakami, żeby ciągle latać za siostrą. Ona doskonale sobie radzi. Ostatnio była bardzo szczera ze mną i to doceniam, więc jak będzie chciała to mnie znajdzie. Na razie nie widzę takiej potrzeby. Moja siostra jest bardzo skomplikowana, a ja wiem kiedy nie wchodzić jej w paradę. Myślałabym nad tym jeszcze długo gdyby nie odezwał się Liam. -  Lily mogę z tobą porozmawiać?
- Czy wy naprawdę nie możecie porozmawiać między sobą?
- Co?
- No nie patrzcie tak. Ponoć się przyjaźnicie, a w ogóle ze sobą nie rozmawiacie.
- Lily…- zaczęła Maria.
- Porozmawiam z tobą jak znajdę chwilę. Mój grafik jest bardzo napięty. A na ciebie – tu wskazała na Louisa – czekam w altanie. – powiedziała Lily po czym wyszła.
- O co jej chodziło?- spytał Li.
- Nie mam pojęcia.- odpowiedziałam mu.
- Po prostu byłem pierwszy.- dodał Lou i wyszedł.

Kiedy wychodziłem wszyscy patrzyli na mnie jakoś dziwnie. Szczególnie Zayn  miał taki podejrzliwy wzrok. Albo mi się wydaje albo nasz Zazza jest zazdrosny. No nie ważne. Znalazłem Lily siedzącą w altanie.
- To o czym chciałeś porozmawiać? – spytała nawet na mnie nie spoglądając.
- Najpierw chciałem ci powiedzieć, że Harry nie jest taki zły. Ostatnio jest bardzo zagubiony. Od tej całej historii z Zaynem u nas w zespole nie jest kolorowo. Na pewno nie miał tego na myśli co ci wtedy wykrzyczał. On po prostu…
- Nie musisz go bronić. Powiedział co powiedział. Już się przyzwyczaiłam, że nikt nie traktuje mnie poważnie.
- Nic o tobie nie wiem więc nie mogę cię oceniać. Po prostu chciałem, żebyś o tym wiedziała. Nie byłem zachwycony przyjazdem tutaj, ale teraz stwierdzam, że nie jest tu tak źle. Mam nadzieję, że spotka mnie tutaj coś ciekawego.
- Chciałeś rozmawiać o swoich przeżyciach? Ja naprawdę nie mam na to czasu.
- Nie musisz być taka. Nie jestem twoim wrogiem. Traktuje cię jak wszystkich, których nie znam. No może trochę lepiej, bo wydaje mi się, że masz dobry wpływ na nasz zespół.
- Przepraszam cię za swoje zachowanie. Postaram się być miła teraz. Po prostu mam dużo problemów, a wy dokładacie jeszcze nowe. Każdy z was chce o czymś ze mną rozmawiać, choć ja was nie znam. Naprawdę nie możecie rozmawiać między sobą?
- To trochę bardziej skomplikowane. A po za tym wydajesz się idealną kandydatką do wysłuchania nas wszystkich.
- Nie bardzo rozumiem?
- Ty mówisz to, co myślisz. Nie owijasz w bawełnę. My jesteśmy przyzwyczajeni, że wszyscy się przed nami płaszczą, a ty potrafisz nas ustawić do pionu.
- Pojmuję, ale przejdź już do rzeczy.
- Nie wiem od czego zacząć.
- Powiedz czego ode mnie oczekujesz.
- Ok. Chciałbym abyś mi pomogła zjednoczyć nasz zespół. Od roku a nawet trochę wcześniej coś jest nie tak. Wcześniej mi to nie przeszkadzało, ale kiedy obserwowałem wasze życie tutaj to przypomniało mi o tym jak u nas było kiedyś i uświadomiłem sobie, że brakuje mi tego.
- Gdybyście zaczęli ze sobą rozmawiać, to by wystarczyło. Wczoraj widziałam jak wychodziłeś z pokoju Harrego, czyli potraficie się dogadać.
- Z nim sobie jakoś poradzę. Chodzi mi głównie o Zayna. Do niego nikt nie potrafi dotrzeć. Próbowaliśmy tyle razy i nic to nie dało.
- I oczekujesz, że mi się to uda?
- Zauważyłem, że pomiędzy wami jest jakieś dziwne napięcie - dopiero teraz spojrzała na mnie z pytającą miną.
- O czym ty mówisz?

- Nie jestem do końca pewien, ale sądzę, że mu się podobasz i on też nie jest ci obojętny.
Przez moment między nami zapadła cisza. Lily w tym momencie wyglądała na zbitą z tropu. Czyżby moje przypuszczenia były słuszne? A może między nimi już coś się wydarzyło? Zayn odkąd tu przyjechał jest całkiem inny. Co prawda nie rozmawia jeszcze z nami, ale stara się chociaż przebywać w jednym pomieszczeniu. Mam nadzieję, że ten wyjazd mu pomoże. A może tym czymś będzie piękna brunetka? Cieszyłbym się gdyby między tą dwójką coś było. Zayn to mój przyjaciel i życzę mu jak najlepiej. Po za tym z wszystkich obecnych tutaj tylko Lily jako jedyna nie boi się powiedzieć co myśli. Najpierw poustawiała Harrego, a teraz również Zayna. Ciekawe co zrobiła, że tak szybko zszedł z nią na dół. Nam na ogół zajmowało to dobre 2 godziny.
- Nie wiem co ty sobie uroiłeś w swojej główce, ale nie wyobrażaj sobie za wiele. Jesteście naszymi gośćmi, dlatego was toleruję. Staram się być miła, ale ta dwójka działa mi na nerwy. Nie toleruję w swoim domu awantur. Ludzie tutaj pracujący są przyjaźnie do mnie nastawieni i okazują mi szacunek. Nie mam powodu by na nich krzyczeć. Wy ledwie się zjawiacie i myślicie, że jesteście panami świata czy coś w tym stylu. Każdy musi znać swoje miejsce.
- Czyli mówisz, że przed naszym przyjazdem takie sytuacje nie miały miejsca?
- Nie powinno cię to interesować. Moje problemy to moje problemy. To wszystko?
- Wciąż nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
- Dobra. Niech ci będzie. Spróbuję z nim porozmawiać o ile wcześniej go nie uduszę, ale…
- Ale…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy