(…)Rozglądając się dostrzegłem, że z jednego pokoju dobiega światło. Gdy już chciałem wejść usłyszałem huk.
- Co tu się dzieje?
- Co ty tutaj robisz? – odpowiedział mi Harry.
- Przyszedłem pogadać i widzę, że jestem w samą porę.
Inaczej zdewastowałbyś cały pokój.
- To tylko telefon. Nie ten to inny. O czym chcesz gadać?
- O tym co cię męczy. Kiedyś jak miałeś jakiś problem
przychodziłeś do mnie pogadać, a ostatnio to się zmieniło. Wiem, że to też
trochę moja wina, ale chciałbym do tego wrócić. Brakuje mi kumpla do pogadania.
- I co tak nagle po roku cię tknęło?
- Daj spokój. Widziałem, jak Maria z siostrami się troszczą o
siebie i to przypomniało mi jak u nas było kiedyś. A po za tym ewidentnie cię
coś gryzie.
- Nie ma o czym gadać.
- Nie bądź uparty.
- Po prostu jestem zły na wszystko. Nie chciałem tu
przyjeżdżać wiesz o tym. Wszystko mnie tu irytuje. Najpierw popsuł się
samochód. Później jeszcze ta na mnie wrzeszczy. Wiesz, że w pierwszej chwili
byłem w wyraźnym szoku. Zazwyczaj wszystkie dziewczyny pchają mi się do łóżka,
a ona dała mi do myślenia. Była taka nieugięta… - Kiedy skończył uśmiechnąłem się lekko.
- Tu nie chodzi o to, że ci się tu nie podoba. Po prostu pierwszy raz jakaś dziewczyna ci się postawiła, a ty nie wiesz co z tym zrobić.
- Tu nie chodzi o to, że ci się tu nie podoba. Po prostu pierwszy raz jakaś dziewczyna ci się postawiła, a ty nie wiesz co z tym zrobić.
- Co?
- Taka prawda. Wcześniej ci się to nie zdarzyło. Ale wiedz,
że przegiąłeś. Nie powinieneś jej tak obrażać. Przecież nic ci nie zrobiła. To
Paul wymyślił przyjazd tutaj nie ona. Myślę,
że powinieneś ją przeprosić. Ona nie jest taka zła. Stara się zgrywać twardą,
ale moim zdaniem twoje słowa ją poruszyły choć starała się utrzymać minę nie
wyrażającą żadnych emocji.
- Chciałbym zostać sam.
- Pewnie, już idę. Tylko pamiętaj, że możesz do mnie przyjść
jak będziesz miał jakiś kłopot.
- Taa… i dzięki.
Po tych słowach wyszedłem z pokoju. Z nalawszy moją obecną
sypialnię położyłem się i zasnąłem.
Podczas kolacji rozmawialiśmy wszyscy przy stole. Z początku wyczułam dość napiętą atmosferę. Coś mi się wydaje, że dla zespołu to nie są zwykłe wakacje. Jestem prawie pewna, że mają wiele problemów. Jako cały zespół, ale i jako pojedyncze osoby. To da się wyczuć i zauważyć. Nie są zbyt chętnie do siebie nastawieni. Jakby się dopiero poznali, a z tego co zdążyłam się dowiedzieć tworzą zespół od dłuższego czasu. Coś jest nie tak i intryguje mnie co. Pierwszy raz gościmy tutaj jakiś zespół, w dodatku składający się z takich przystojniaków.
- Lizzy, słuchasz? - ocknęłam się z swoich myśli.
- Tak, tak - rozejrzałam się i zauważyłam, że brakuje kilku osób. Nawet nie spostrzegłam, że Harry z Lou już wyszli. Było już dość późno więc postanowiliśmy się rozejść. Chłopaki z Paulem udali się do pokojów życząc nam dobrej nocy. Ja z Marią jeszcze posprzątałyśmy po kolacji i także udałyśmy się na spoczynek.
*
Następnego dnia wstałam jak zwykle dość wcześnie. Zawsze
rano chodzę do kurnika pozbierać jajka. To jest mój główny obowiązek na ranczu.
Po za tym pomagam jeszcze Marii i czasem sprzątam w stajni albo zajmuje się
przydomowym ogródkiem. Maria gotuje i zajmuje się domem, a Lily zajmuje się
całą resztą. Oczywiście nas ranczu mamy innych pracowników, ale moja siostra
osobiście wszystkiego dogląda. No i jest jeszcze Jose, który jest tak jakby
prawą ręką Lily. Po porannej toalecie wyszłam po cichu na korytarz skręcając w
skrzydło mojej siostry. Jednak nie zastałam jej już. Znowu wstała wcześniej niż
powinna. Wychodząc z jej części domu, jak zwykle uderzyłam się w skrzynie
stojącą pod ścianą. – Ałć.
Rozmasowując piszczel wpadłam na kogoś i o mały włos a bym
go przewróciła. Tym kimś okazał się być Niall.
- Hej! – powiedział i uśmiechnął się do mnie.
- Cześć. Co tu robisz tak wcześnie rano? Pewnie cię
obudziłam, przepraszam.
- Nie sam wstałem. To
przez te kury. Nie jestem przyzwyczajony.
- Chyba koguty.
- No tak. A co ci się stało.
- Pułapka Lily.- powiedziałam na co blondyn zmarszczył brwi.-
Nieważne. Muszę już iść. Praca czeka. Śniadanie będzie gdzieś o 9, ale możesz
iść do kuchni. Maria tam pewnie jest.
- A mogę iść z tobą? Chętnie zobaczę, jak to wygląda.
- Pewnie. Tylko bądź cicho, bo pobudzimy wszystkich a nie
chcę żeby znowu się kłócili.
- Ok.
W ciszy zeszliśmy na dół.- Weź ten kapelusz bo już strasznie
praży.
- Jest dopiero 6.30.
- Zazwyczaj jest przyjemnie, ale dziś będzie bardzo gorąco.
- Ok., dzięki.
Wyszliśmy z domu po czym udaliśmy się w stronę kurnika. Tym
razem szliśmy drogą z drugiej strony domu. Po kilku krokach byliśmy na miejscu.
Lizzy od razu zabrała się do pracy. Wzięła jakiś worek i zaczęła rzucać ziarna
kurom. Ja natomiast przyglądałem się jej pracy. Dziewczyna wyglądała dzisiaj
pięknie. Jej blond włosy kaskadami opadały na ramiona, a ciało przyozdabiały
krótkie szorty i kraciasta koszula. Do tego na głowie miała słomkowy kapelusz. Kiedy
tak się gapiłem Lizzy przyłapała mnie na tym. – Miałeś mi pomagać.
- Ale nie powiedziałaś mi co mam robić.
- Weź ten koszyk co wisi na haku i zacznij zbierać jajka.
Tylko uważaj, żeby ich nie pozbijać.
- Tak jest szefowo- odparłem na co blondynka się zaśmiała. –
A tak w ogóle to mogę cię o coś zapytać?
- Pewnie.
- Opowiesz mi coś o tym ranczu?
- A co konkretnie chciałbyś wiedzieć?
- Paul coś mówił o jakimś Tomie, ale nigdzie go nie ma.
- Oh.
- Powiedziałem coś nie tak?
- Nie. Najpierw skończmy to a później wszystko ci opowiem.
- Ok.
Praca przebiegła nam w przyjemnej atmosferze mimo, że Lizzy
trochę posmutniała. Kiedy skończyliśmy zasiedliśmy na workach przy kurniku.
Blondynka zaczęła mi wszystko tłumaczyć.
- Tom to nasz dziadek. Niestety od 10 lat nie żyje. – kiedy
chciałem coś powiedzieć ta tylko machnęła ręką po czym kontynuowała- Ranczo
było całym jego życiem. Pamiętam jak zawsze tłumaczył nam, że nigdzie na
świecie nie jest tak pięknie, jak tutaj. Szczerze mówiąc miał rację. Wszyscy
myślą, że to jest jakieś zadupie, ale to nieprawda. Dopiero jak się tu
pomieszka jakiś czas to dostrzeżesz magię tego miejsca. Mieszkam tu odkąd
pamiętam. Cały czas opiekował się nami dziadek. Między nim a babcią nie
układało się najlepiej. To dlatego zaczęła pracować tu Maria. Ja nic nie
pamiętam, ale z tego co opowiadał mi Luke ona była okropna. Taka typowa dama.
Niczym się nie zajmowała i nie dała odczuć babcinej miłości. Może to nie na
miejscu, ale dziadek odżył kiedy zmarła. Ja nie mogłam tego stwierdzić bo
miałam tylko 3 lata, ale Maria zawsze mi powtarzała, że od tego czasu dziadek
był innym człowiekiem. Teraz myślę, że to dlatego iż babcia nie podzielała jego
pasji i nie dostrzegała uroku „La luny”. Dziadek był typem prawdziwego
ranczera. Był dumny z ziemi i robił wszystko by zrobić z tego miejsca potęgę.
To właśnie dziadek nauczył nas wszystkiego: jak przewidzieć pogodę po zapachu
powietrza, jak zajmować się zwierzętami, czy jak naprawiać ogrodzenie. Ja nigdy
nie lubiłam tego słuchać, ale z uwagi na szacunek do dziadka nigdy nie
narzekałam. Z kolei Lily z Lukiem byli zachwyceni tym wszystkich. Myślę, że to
dla tego byli tak ze sobą zżyci. Dużo czasu spędzali przez to razem. Najbardziej
zżyta z dziadkiem była Lily. Spędzała z nim najwięcej czasu, dlatego teraz tak
świetnie sobie ze wszystkim radzi. Po śmierci dziadka, a nawet jeszcze przed
razem z Lukiem ciężko pracowali. Szczególnie Lily.
- Z tego co mówisz wnoszę, że jesteś z nich dumna.
- Bo jestem. Kiedy odziedziczyliśmy ranczo było ono w dobrej
kondycji, ale to nie zadowalało ani Lily, ani Luka. Chcieli spełnić marzenie
dziadka. Zmienić „La lunę” w najlepsze ranczo w regionie. I gdy wreszcie byli
blisko celu nagle wszystko spadło na Lily. Przez jakiś czas straciła zapał do
pracy i przez to ranczo podupadło. Kiedy już myślałam, że stracimy „La lunę”
Lily na nowo zabrała się do pracy. Nie wspominam zbyt miło tamtego okresu, gdyż
siostra prawie się do mnie nie odzywała. Po za tym nie było łatwo. Ceny bydła
skakały raz w górę, raz w dół przez co ledwo wychodziliśmy na zero. Nie było
żadnych zysków ale to i tak jej nie zniechęciło. To dzięki niej ranczo
specjalizuje się w ekologicznej wołowinie. To dzięki niej powstało Eastwood
Beef, najlepsza marka wołowiny w okolicy, jak i nie w całej Anglii. Ludzie na
ogół nie zwracają uwagi na to, ale moja siostra jest z tego bardzo dumna. Od 3
lat sama prowadzi ranczo i nigdy jeszcze się nie poskarżyła. Chociaż jeżeli
uważnie byś się jej przyjrzał dostrzegłbyś, że czasami również ma dosyć… To
chyba na tyle.
- Wow. Szczerze to jestem pod wrażeniem. Nie spodziewałem
się takiej historii. A mogę zapytać cię o coś osobistego? Zrozumiem jeżeli nie
odpowiesz, bo w sumie krótko się znamy.
- Pytaj. Gdybym nie chciała nie opowiedziałabym ci tego
wszystkiego. Nie wielu o tym wie.
- Mówiłaś, że opiekował się wami dziadek? Ani razu nie
wspomniałaś o rodzicach. No i jeszcze ten Luke? – Lizzy na moje słowa znów
posmutniała.- Nie musisz odpowiadać. Jak będziesz w stanie to mi to opowiesz.
- Nie o to chodzi. Po prostu…
- O tutaj jesteś. Od godziny czekam na ciebie. Muszę zrobić
śniadanie… O cześć Niall. Co ty tu robisz?
- Mieliśmy już wracać. Niall pomagał mi zbierać jajka. Mam
nadzieję, że ich nie pozbijał.
- Nieważne. Chodźmy już. Pomożecie przy śniadaniu.
- Pewnie. Chodźmy.
Kiedy dotarliśmy do kuchni Maria wróciła do szykowania
śniadania, a Lizzy jej pomagała. Ja natomiast zasiadłem przy wyspie i się
przyglądałem. To co gotowała kobieta musiało być przepyszne, bo od samego
zapachu zrobiłem się głodny. Chciałem podkraść kawałeczek czegoś do jedzenia –
Ej. Jeszcze nie gotowe musisz poczekać.- zdzieliła mnie po rękach Maria na, co
Lizzy się zaśmiała. Postanowiłem poczekać w spokoju. Blondynka odzyskała dobry
humor. Nadal nie mogę uwierzyć w to wszystko co mi powiedziała. Widać, że moje
pytanie sprawiło jej kłopot. Musi to być dla niej drażliwy temat. Poczekam może
sama mi kiedyś opowie. Moje rozmyślenia przerwała Maria, która zaczęła
opowiadać jakąś historię z życia sióstr Eastwood. Ja ciągle wybuchałem
śmiechem, a Lizzy wyglądała na zawstydzoną. W trakcie dołączyli do nas Lou,
Liam, a w końcu nawet Harry, który jednak był bardzo milczący.- Za 10 minut
powinno być śniadanie. Lizzy porozkładaj talerze a ty Niall jej dziś pomożesz.
Nie patrzcie się tak robimy to na zmianę.
- No dalej, twoja księżniczka czeka.- szepnął Lou na co
dostał po głowie.
- Ał! Za co?
- Ty już dobrze wiesz za co.
- Panowie spokój, albo zagonię was do jakieś pracy.
- To byłby dobry pomysł.
- Cześć Paul.
Kiedy drzwi ponownie się otworzyły, myślałem, że to któryś z chłopaków. Jednak jakie było moje zdziwienie kiedy usłyszałem jej głos. Automatycznie poderwałem się z łóżka. Nie chciałem być nie miły, ale po raz kolejny tak jakoś wyszło. Wyzwala we mnie takie emocje, których nie czułem już od dawna. Od roku próbuję się pozbierać, ale dopiero przyjazd tutaj tak na mnie wpłynął. Na moje słowa brunetka znowu się uniosła. Ignorując jej ton powiodłem wzrokiem po jej twarzy i sylwetce. W swoim życiu miałem wiele dziewczyn, ale takiej jeszcze nie spotkałem. Te jej pełne usta i brązowe oczy... Nie powinienem tak myśleć, ale nie mogę przestać. To jest silniejsze ode mnie. Kiedy przebywa gdzieś blisko moje zmartwienia i problemy schodzą na drugi plan. Nie ważne, że tylko na mnie krzyczała. Zajmowała moje myśli. Mierzyliśmy się wzrokiem. Próbowałem wyczytać coś z jej oczu jednak robiła wszystko, by jej spojrzenie pozostało obojętne. Ewidentnie mnie coś do niej przyciągało. To spowodowało, że zrobiłem coś niespodziewanego.
- Cześć Paul.
- Witam wszystkich- powiedziała Lily, która ni stąd ni zowąd
pojawiła się w kuchni.
- Cześć Lily- uśmiechnąłem się do niej na co ta tylko
skinęła mi głową i zasiadła przy stole.
- Możecie już usiąść przy stole zaraz podam śniadanie.
- Najpierw zjemy, a później porozmawiamy- dodała Lily takim
tonem nieznoszącym sprzeciwu, na co z chłopakami się spięliśmy.
Śniadanie przebiegło w miłej atmosferze. Zayn się nie
pojawił. Pewnie cały czas śpi jak to ma w zwyczaju. Harry starał się unikać
spojrzenia Lily, która każdego z nas lustrowała wzrokiem, jakby próbowała coś z
nas wyczytać.
- Lily daj spokój, bo oni i tak siedzą, jak na szpilkach. –
powiedziała rozbawiona Lizzy.
![]() |
- No co? Czekam aż skończą. A po za tym tylko się droczę.
Spójrz na ich przerażone miny.- skwitowała brunetka na co Paul z Maria wybuchli
śmiechem, a mi i chłopakom jakby ulżyło? – Dobra przejdźmy do rzeczy. Nie mam
zbyt dużo czasu więc będę się streszczać, żeby nie zakłócać waszego spokoju-
tu zerknęła na Harrego.- Jednak zanim cokolwiek powiem wypadałoby, żebyśmy byli
w komplecie. Nie lubię się powtarzać.
- Niall idź po Zayna- wtrącił Paul.
- Dlaczego ja?- oburzył się blondyn.
- Bo ciebie jeszcze toleruje.- odparł Liam.
Dopiero ja Lizzy się do niego uśmiechnęła Niall poszedł na
górę. Kiedy tak szedł rozmyślał nad tym co się z nim ostatnio dzieje. Odkąd
pierwszy raz ujrzał blondynkę dziwnie się zachowuje. Cały czas o niej myśli. W
dodatku po tym jak się przede mną otworzyła zrobiła na nim wrażenie. Ta
historia mogłaby posłużyć jako scenariusz filmowy. Mimo, że miał wrażenie, że to
tak naprawdę nie jest nawet 1/3 wszystkiego co jest związane z tym miejscem.
Dochodząc do odpowiedniego pokoju blondyn wszedł do środka. – Zayn? Ogarnij się
i zejdź na dół. Mamy jakieś zebranie czy coś.
- Jeszcze wcześnie. Chce mi się spać.
- Lepiej chodź bo jak Lily znowu się wkurzy to chyba zakopie
na wszystkich żywcem.
- Daj mi spokój.
- Jak chcesz, ale żeby nie było ostrzegałem. I jeszcze jedno
mam już dosyć twojego zachowania. To, co się wydarzyło nie usprawiedliwia
twojego zachowania i tego, że traktujesz nas jak wrogów. Nie widzisz tego, że
nam też nie jest łatwo? – powiedział Niall po czym wyszedł z pokoju.
Kiedy wszedłem do salonu zastałem wszystkich oczekujących na
mój powrót. Lily dalej mierzyła chłopaków wzrokiem jakby dając do zrozumienia,
że nasze zachowanie co raz bardziej ją denerwuje.- Powiedział, że jest wcześnie
i jeszcze chce mu się spać.
- 100…99…98..
- A tej co? – spytał szeptem Lou siedzącej obok Lizzy.
- Próbuje się nie wkurzyć.
- Ja nie wiem jaki jest wasz problem. Nie możecie choć przez
chwilę okazać szacunku i się tu pojawić? –powiedziała Lily.
- Przepraszam cię za ich zachowanie. Nie wiem co się z nimi
dzieje.- odparł nasz menedżer.
- Dobra, widzę, że sama muszę się pofatygować na górę. I
lepiej dla niego jak się tu zjawi.- dodała Lily po czym wyszła.
Tak, jak powiedziałam udałam się na górę. Próbowałam znaleźć
odpowiedni pokój. Oczywiście, że musiał wybrać ten na samym końcu korytarza. Z
grzeczności zapukałam w drzwi. Myślałam, że dziś zachowają się odpowiednio. Ale
nie przecież następny królewicz próbuje działać mi na nerwy. Po co w ogóle tu
przyjeżdżali? Od 3 lat próbuję ukrywać swoje emocje a tu pojawiają się oni i
już dwukrotnie wybuchłam. Pukając ponownie znów nie usłyszałam żadnego odzewu
więc weszłam do środka.
- Mówiłem, że nie przyjdę.- mruknął Zayn.
- No niestety nie tym razem. Wstawaj śpiąca królewno, bo wszyscy czekają. - słysząc moje słowa Zayn zerwał się z łóżka i przez chwilę przyglądał się mi jakby zobaczył ducha.
- Znowu ty? Uwzięłaś się na mnie czy co?
- Do cholery jasnej! Zejdź tam dosłownie na 10 minut, powiem to co mam do powiedzenia, a później dam ci święty spokój.- krzyknęłam już nieźle zirytowana jego postawą. Przez kilka sekund mierzyliśmy się wzrokiem. Dostrzegłam w jego oczach coś intrygującego. Jednak Zayn nagle zrobił coś niespodziewanego.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz