czwartek, 18 lutego 2016

Rozdział 34

- Co ty powiedziałaś? – spytałam wchodząc do pomieszczenia.
- Nie wtrącaj się – odkrzyknęła Lily.
- Nie. Powiesz mi w końcu, co ukrywasz przed nami?
- Lily… - zaczęła Maria.
- Co Lily? Nie mam zamiaru nikomu o tym opowiedzieć. Nikomu! Dobrze jest, jak jest. A ty – zwróciła się w moja stronę – nawet nie próbuj. Rozumiesz?
- Właśnie nie rozumiem. Co chwilę coś przede mną ukrywacie. Już mam tego dosyć! Wiem, że się o mnie troszczycie, ale mam prawo wiedzieć o co chodzi. Również tu mieszkam i powinnam wiedzieć, co się tu dzieje.
- Jakbyś się interesowała to byś wszystko wiedziała
- Nie przeginaj Lily – powiedziała Maria.
- A dajcie wy mi wszyscy święty spokój. – krzyknęła i już chciała wyjść
- O nie. Nigdzie nie idziesz – powiedziałam zagradzając jej wyjście.
- Odsuń się Lizzy.
- Nie. Najpierw mi wyjaśnisz o co się kłóciłyście i co wspólnego z tym ma Luke. Jakby nie patrząc to również mój brat. – odpowiedziałam pewnie.
- Powiedziałam, żebyś się nie wtrącała.
- Co z ciebie za siostra,co? Po za tym nie jesteś moją matką, żeby mi mówić, co mam robić! – krzyknęłam i wtedy dotarło do mnie, co powiedziałam. Lily wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczami, tak samo jak Maria.
- Masz rację nie jestem. I nigdy nią nie będę. Wiesz co raz częściej się zastanawiam nad tym, że o wiele lepiej by było, gdybym to ja zginęła w tym wypadku, a nie rodzice…
- Co ty mówisz? – zapytałam.
- Skoro jesteś dorosła, to sama dojdź do konkluzji – dodała i wyszła.
- Lily, zaczekaj – powiedziałam łamiącym się głosem.
- Teraz musisz ją zostawić. – wtrąciła Maria.
- Ale…
- Za dużo słów tu padło…

Rozmawiałem właśnie przez telefon stojąc przed domem kiedy usłyszałem jakieś krzyki. Kiedy chciałem sprawdzić, co się dzieje powstrzymał mnie Niall.
- Lepiej się nie wtrącaj. To nie są nasze sprawy. Nie możemy wchodzić pomiędzy ich rodzinne tajemnice. – powiedział choć widać było, że sam nie jest tym faktem zadowolony.
Nie wszystkie słowa można było usłyszeć, ale można było wywnioskować, że to nie była zbyt przyjemna rozmowa. Po jakimś czasie zapadła zupełna cisza. Chciałem cokolwiek zobaczyć, ale nagle Lily wybiegła z domu nawet nas nie dostrzegając.
- Idź za nią. Potrzebuje kogoś, choć nigdy się do tego nie przyzna. – powiedział Niall - Ja pójdę sprawdzić, co z Lizzy. – dodał. Skinąłem głową i pobiegłem za brunetką. Nie wiem ile tak biegliśmy, ale w końcu Lily upadła na kolana potykając się o coś. Dobiegł mnie tylko odgłos jej płaczu. Wstając zaczęła biec dalej. Nie wiem ile czasu to trwało, ale w końcu dobiegła do chatki. Siadając na ziemi, zdjęła swój medalion i zaczęła coś szeptać. Podszedłem bliżej by ją usłyszeć lecz tak by mnie nie zauważyła.
- Mamo powiedz mi, co mam robić. Tak bardzo się boję. Boję się, mamo, że upadnę i nie będzie nikogo, kto by mnie złapał; że będę lecieć przeraźliwie długo niżej niż na dół. Boję się, mamo, że zabłądzę na prostej drodze, że się pomylę zresztą nie pierwszy raz. Tak bardzo się boję, że w końcu nie dam rady, że rozpadnę się na kawałki, których nie będzie można pozbierać. Boję się, mamo, że on zniknie wiesz, ten ktoś, kogo pokocham całym sercem bladym chociaż mówią, że go już nie mam… - szeptała coraz bardziej szlochając – Tato, gdzie jesteś? Powiedz mi, co mam zrobić. Co zrobić by już więcej nikogo nie zawieść i nie skrzywdzić? Jak mam żyć kiedy ciągle wszystko jest nie tak, jak powinno…Dziadku gdzie jesteś kiedy mi tak źle? Dlaczego musiałeś odejść? Najpierw rodzice, potem ty…Zawsze mi mówiłeś, że po każdej burzy wychodzi słońce…Powiedz mi, gdzie mam szukać tego słońca? Tak bardzo się zagubiłam w tej burzy, że nie potrafię…Nie potrafię ani żyć, ani umrzeć…- szeptała wciąż a mi aż ściskało serce słuchając tego wszystkiego - A ty Luke? Obiecałeś, że będziesz przy mnie. Że ty zostaniesz. Więc gdzie jesteś jak cię potrzebuję?  Ja już nie potrafię być… Już sama nie wiem kim jestem…Powiedz mi, co mam zrobić… Co mam zrobić by choć przez sekundę być szczęśliwa? Powiedz mi gdzie mogę odnaleźć siebie? – zakończyła wybuchnęła spazmatycznym płaczem. Dostrzegłem, że ja również mam łzy w oczach. Nie mogę uwierzyć, że aż tyle ona musiała przejść. Co to za sprawiedliwość? Taka dobra i niewinna dziewczyna straciła prawie całą rodzinę. Podszedłem do niej i pomagając jej wstać mocno przytuliłem. Na początku cała się spięła, ale później wtuliła się we mnie i dalej płakała. Staliśmy w milczeniu przez dość długi czas.
- No już. Nie płacz, bo nie mogę patrzeć na twoje łzy – szepnąłem jej do ucha.
- Sam płaczesz…
- Słyszałem co mówiłaś.- powiedziałem na, co Lily popatrzyła się na mnie z poczuciem winy. Nie rozumiem dlaczego czuje się winna?
- Nie powinieneś tego słyszeć. Nie powinieneś tu przychodzić… Mówiłam, że ja jedyne co mogę to jeszcze bardziej cię zniszczyć… nic więcej…
- Co ty mówisz? Nie mogę uwierzyć, że tyle przeszłaś. A my jeszcze… a ja tak na ciebie naciskałem… - dodałem ocierając jej łzy.
- Taka jest prawda Zayn…Nie było ci łatwo. Czułeś się winny wypadkowi twojej siostry. Wysłuchałam cię i teraz myślisz, że jestem jakaś święta… Jednak to tylko twoje mylne wyobrażenie. Odpuść zanim pociągnę cię na samo dno tak, że znienawidzisz nawet samego siebie…
- Przestań gadać te głupoty. Jesteś najsilniejszą osobą jaką spotkałem. Może nie znam cię i nie wiem o tobie wielu rzeczy, ale jednego jestem pewien. Nigdy byś nikogo nie skrzywdziła. Wolałabyś sama cierpieć niż patrzeć na cierpienie innych. Czasami trzeba upaść na samo dno by dostrzec swoją porażkę. Ja dzięki tobie odbiłem się od tego dna. Nigdy nie zapomnę o Mel, ale coraz łatwiej mi o tym myśleć bez uczucia nienawiści do całego świata…To właśnie ty mi pomogłaś i…
- Tak ci się po prostu wydaje. W końcu to dostrzeżesz…Zapomnij o tym, co mówiłam…
- Ale ty jesteś uparta!
 - To nie o to chodzi. Ja już nie mam siły. – powiedziała odsuwając się ode mnie i siadając na ziemi. Jedyne co mi pozostało to usiąść obok. – Nie mam siły by walczyć z wiatrakami. Myślałam, że dam radę, ale to nie jest prawdą. Wiesz nawet nie mogę liczyć na moją własną siostrę. Jedyną bliską mi osobę… Jestem taka beznadziejna…Nie ma sensu gdybać, ale gdyby moi rodzice żyli Lizzy miałaby normalną rodzinę, a nie beznadziejną siostrę, która nie potrafi nią być…Każda osoba, która jest mi bliska w końcu odchodzi. Tak naprawdę została mi tylko Lizzy, ale co raz częściej odnoszę wrażenie, że ona nie uważa mnie za rodzinę…I w sumie jej się nie dziwię…
- Co ty pieprzysz? Gdyby tak było już dawno Lizzy opuściłaby ranczo. Po za tym masz jeszcze Marię, Jose, Amelię i wszystkich pracowników. Myślisz, że jak byś była tak beznadziejna jak sądzisz to ktokolwiek chciałby tu być? Wszyscy wierzą w ciebie i ty też w końcu powinnaś zacząć w to wierzyć… - odpowiedziałem. Lily patrzyła się przed siebie przez chwilę jakby analizowała moje słowa.
- Wiesz od kiedy ty jesteś taki mądry? Jakoś wcześniej nie potrafiłeś sobie sam poradzić.
- Ty to jednak jesteś niemożliwa – odpowiedziałem ze śmiechem, czym minimalnie poprawiłem jej humor…

Wszedłem do domu, gdzie natknąłem się na Louisa i Harry’ego. Stali zdziwieni nie wiedząc co się tu właśnie stało.
- Słyszeliśmy krzyki i przyszliśmy sprawdzić co się dzieje – powiedział Lou jak mnie zauważył.
- Jakiś spór rodzinny. Razem z Zayn’em nie chcieliśmy się wtrącać, bo racjonalnie patrząc nas to nie dotyczy.
- Dlatego my też tu staliśmy – dodał Harry – Myślicie, że to przez nas? No wiecie przyjechaliśmy tu i sprawialiśmy tyle problemów… Szczególnie ja…
- Teraz to i tak nie jest ważne. Wydaje mi się, że to nie ma związku z naszym przyjazdem. – odpowiedział Louis. Naszą rozmowę przerwało pojawienie się Marii.
- Przepraszam was chłopaki za te krzyki. – powiedziała z niewyraźną miną – Wracajcie do siebie. Zawołam was na obiad – dodała i ponownie zniknęła w kuchni. Rozeszliśmy się a ja postanowiłem poszukać Lizzy. Nie musiałem długo tego robić. Znalazłem ją siedząca niedaleko altany. Cały czas płakała, aż zrobiło mi się jej szkoda. Dosiadając się do niej objąłem ją delikatnie.
- Cii. Nie płacz. – szepnąłem.
- Wiesz Niall, ja już nie wiem, co mam robić. Czuję, że Lily mi nie mówi tylu rzeczy, a im bardziej próbuję się czegoś dowiedzieć tym gorzej…
- Może chcę cię przed czymś chronić?
- Nie jestem już dzieckiem…
- Nie znam twojej siostry, ale wydaje mi się, że to jest jej obrona. Nie mówi ci wszystkiego po to, żeby cię nie stracić. Sama mówiłaś, że tak naprawdę ma tylko ciebie więc nie dziw jej się, że próbuje cię chronić…
- Jeszcze jej bronisz?
- Nikogo nie bronię. Tak uważam. Może te wszystkie wydarzenia są dla niej zbyt bolesne, żeby ci o tym opowiedziała. Nie pomyślałaś o tym?
- Wiem, ale już tyle czasu minęło, a ona i tak milczy…
- I dlatego płaczesz?
- Nie… powiedziałam jej tyle okropnych rzeczy… pewnie sam słyszałeś…
- Byliśmy z Zayn’em na dworze nie wiem o co się kłóciłyście, ale sądząc po tych krzykach to musiało być, coś poważnego…
- Nagadałam jej tyle bzdur. Wiesz mam wrażenie, że swoimi słowami trafiłam do niej. Tak jakbym z każdym słowem wbijała w nią szpilkę. Dopiero jak padły pewne słowa to do mnie dotarło, co zrobiłam. Przecież ona mi nigdy nie wybaczy… - odpowiedziała i zauważyłem, że w jej oczach na nowo pojawiają się łzy – Jestem beznadziejna siostrą. Lily ma rację, że niczym się nie interesowałam i dlatego nic nie wiem…Tyle głupot narobiłam, a ona nigdy na mnie nie nakrzyczała. Nawet jeśli nie miałam racji, nie powiedziała mi tego wprost. Tak naprawdę pierwszy raz kiedy to zrobiła był wtedy nad rzeką… Widzisz nawet wtedy mi wybaczyła, ale teraz mam wrażenie, że przekroczyłam jakąś jej granicę i już nic nie będzie tak jak dawniej…
- Nie wiem, co mam ci powiedzieć…
- Jestem pewna, że Lily mnie znienawidzi. Mam wrażenie, że ją złamałam i nie wiem czy ona będzie w stanie się pozbierać. Nawet sobie nie wyobrażasz ile razy ona coś zaczynała od nowa. Pamiętam jak po śmierci Luka zamknęła się w pokoju i z nikim nie chciała rozmawiać. Trwało to jakiś miesiąc i myślałam, że tak już będzie. Ale wiesz co? Któregoś dnia po prostu wstała z łóżka i zaczęła od nowa. Jak gdyby nigdy nic. I za to ją podziwiam. Jedyne co się zmieniło to, że stała się taka obojętna i jakby pusta w środku. Nie okazywała emocji, nie śmiała się i najgorsze, że nie rozmawiała ze mną tak jak kiedyś. Znosiła wszystkie moje wybryki i niby zawsze była obok, ale nie była już taka jak kiedyś. Zbudowała wokół siebie jakiś mur i nikogo do siebie nie dopuszczała. Nawet mnie. Aż zjawiliście się wy. Dzięki wam Lily na nowo zaczęła jakby się otwierać. Przysparzaliście dużo problemów, ale dostrzegłam, że znowu jej zaczęło zależeć. Zaczęła się wami przejmować. A teraz… Teraz ja na nowo wszystko zniszczyłam. Nigdy sobie tego nie wybaczę. Czuję, że pierwszy raz od dłuższego czasu ona płakała. Rozumiesz? Aż mnie ściska w sercu. Ona tyle dla mnie zrobiła, a ja jednym zdaniem ją zniszczyłam…
- Już wystarczy. Nie możesz tak myśleć. Obiecałaś mi coś. Powiem ci jedno. Masz wybór, możesz siedzieć i płakać albo wstać, powiedzieć sobie, że będzie dobrze, że dasz radę, uwierzyć w to z całych sił i zacząć działać. Samo się nic nie zrobi.
- Masz rację – powiedziała ocierając łzy – Zrobię wszystko, żeby mi wybaczyła. Nie pozwolę jej na ponowne wybudowanie muru. Teraz to ja zachowam się tak jak powinnam.
- No i tak ma być. Nigdy więcej nie mów mi takich rzeczy. Poradzisz sobie. Lily może nie sprawia dobrego wrażenia, ale rozwiążecie wasze problemy. Ja w to wierzę.
- Dziękuję Niall – powiedziała i przytuliła się do mnie.
- Ej! Gołąbeczki obiad na stole – krzyknął Louis.
- Zabiję go kiedyś – mruknąłem na, co Lizzy minimalnie się uśmiechnęła.

Weszliśmy z Niall’em do kuchni, gdzie czekali na nas pozostali. Nawet Liam z Katie zdążyli już wrócić ze spaceru. Chociaż oni są szczęśliwi. Wyłapałam wzrok Marii, jednak ta pokręciła tylko głową. Czyli Lily się nie pojawi. Ciekawe gdzie jej mam szukać? Zrezygnowana usiadłam na swoim miejscu. Dopiero zauważyłam, że Zayn’a też nie ma.
- Pobiegł za Lily – szepnął mi blondyn tak, żebym tylko ja usłyszała.
- To jeszcze czekamy na Lily i Zayn’a? – spytał Liam.
- Lily się nie zjawi. – powiedziała Maria.
- Zayn też nie. Możemy zaczynać. – dodał Niall.
- Znowu się coś stało?
- Liam nie teraz. To nie jest właściwy moment. – odpowiedział mu Louis i w niezbyt przyjemnej atmosferze spożywaliśmy posiłek.
- Maria możemy chwilę porozmawiać na osobności?
- Nie ze mną powinnaś rozmawiać. Ale chodźmy. – odpowiedziała.
- Nie wiesz, gdzie poszła Lily?
- Nie mam pojęcia. Znając ją zaszyła się gdzieś, tak żeby jej nikt nie znalazł. Nie bronię Lily, ale tym razem przegięłaś. Doskonale wiesz jakie to uczucie wychowywania się bez rodziców to pomyśl, co musiała czuć Lily jak jej wypomniałaś, że nie jest twoją matką? Ona doskonale o tym wie i nigdy nie próbowała ci jej zastąpić. Tyle razy ci pomagała, wyciągała z kłopotów, doradzała, a ty wyskakujesz z tym? Ona i tak nie ma lekko…
- Wiem, ale…
- Jak tak bardzo chcesz wiedzieć, to ci powiem. Wtedy jak szukaliście tego bydła, to Harry z Lily je znaleźli, a raczej szczątki. Pierwszy problem, że jak jeszcze więcej zginie to nie będzie żadnych zysków. A wiesz ile „La luna” znaczy dla twojej siostry… Dochodzi jeszcze sprawa Jack’a. Z nim nigdy nic nie wiadomo, a na razie nie wiemy czy czegoś nie knuje. O rodzinie Garcia już nie wspomnę. Nie wiadomo, co zrobi Ana jak w końcu się dowie, że jest tu cały zespół nie tylko Zayn. Chłopacy stwarzali dużo problemów. Sam ich przyjazd już wiąże się z ryzykiem. Ty również jej niczego nie ułatwiasz… Zrozum, że Lily podjęła się naprawdę trudnego zadania. Co z tego, że ja wam pomagam? Tak naprawdę macie tylko siebie i nic tego nie zmieni. Może traktujecie mnie jak rodzinę, co jest miłe, ale wiesz o co mi chodzi…
- Ja to wszystko rozumiem. Mogła przecież podzielić się ze mną jakimiś obowiązkami. Pomogłabym jej. Może nie znam się na wszystkim, ale jakoś dałybyśmy sobie radę. Wiem, że zawaliłam po całości, ale zrobię wszystko, żeby Lily mi wybaczyła…
- Mam nadzieję, że będzie tak jak mówisz. Bo jak jeszcze coś zrobisz to Lily w końcu pęknie. Tak naprawdę i wtedy wszystko runie razem z nią. Jak znowu w siebie zwątpi to mam wrażenie, że tym razem już do końca…. – powiedziała i zostawiła mnie samą.
- Wiem…
*
- Nie chcesz wracać? – zapytała mnie Lily – Ja tu zostaję, ale ty możesz wrócić do domu…
- Zostanę z tobą. Niby się uspokoiłaś, ale nie wiem co ci może strzelić do głowy – odpowiedziałem zaczepnie.
- Uważaj, bo zaraz tobie strzelę – powiedziała z przekąsem – To, że tu przyszedłeś i… byłeś…nie oznacza, że to coś zmieni…nie oznacza, że ci ufam… - dodała. To właśnie najbardziej mnie dotykało. Lily mi nie ufała, a ja nie miałem zamiaru tego ukrywać. Chciałbym, żeby nabrała do mnie przekonania i mi zaufała.
- Musisz do mnie nabrać zaufania... Nieważne, jak długo to potrwa... Nawet jeżeli to będzie minuta jednego dnia, dwie minuty drugiego dnia i trzy minuty trzeciego dnia i będzie to trwało latami, nieważne. Bo ważne jest zaufanie. Najważniejsze ze wszystkiego…
- Nie potrafię ci zaufać…
- Wiesz, że musisz się w końcu przed kimś otworzyć, tak jak ja to zrobiłem? 
- Nie muszę.
- To ci pomoże, poczujesz się lepiej. Rozmowa ze mną to nie to samo, co przyjaciel, ktoś ci bliski, ale…
- To za bardzo boli…
- Wiem, dlatego musisz pomóc sobie. Zawalcz o siebie, bo jeśli się poddasz, nawet nie zauważysz jak zaczniesz powoli znikać z tego świata. Na początku perfekcyjnie potrafisz udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, przybierasz na twarz maskę, wychodzisz do ludzi, zazwyczaj zmuszona, spędzasz z nimi czas, rozmawiasz, unikasz bolesnych tematów, nie jesteś sobą, później przychodzi czas, kiedy męczy cię już udawanie i to jest idealny moment na to, by powiedzieć: "Hej, nie jest ze mną najlepiej, chciałabym porozmawiać". Ale wiesz co ty zrobisz w takim momencie? Zaczniesz zabijać siebie, będziesz dalej wciskać ludziom bajkę o tym, jak cudownie jest u ciebie, a oni po prostu ci w to uwierzą, ci bardziej wnikliwi dostrzegą zmianę w twoich oczach, ale nie będą pytać, machną na to ręką. Aż w końcu nadejdzie ostatni etap, według psychologii "Ostateczne wykończenie". Upadniesz psychicznie. Przestaniesz wstawać z łóżka, staniesz się wrakiem człowieka, nie będziesz odbierać telefonów, rozmawiać z ludźmi. Będziesz siedziała zamknięta w swoim dusznym pokoju, bez dostępu do świata, z zamkniętymi oknami. Zaczniesz powoli umierać. Brak otwarcia się przed kimś to dobrowolna śmierć, na którą siebie skazujesz. Chcesz umrzeć?
- Znasz to z doświadczenia? – zapytała.
- Ja postępuję tak samo. Ale dzięki tobie dostrzegłem, że jest jeszcze szansa na odbicie się od dna.
- Wiesz jestem już zmęczona rozmowami, które prowadzą donikąd. Moje serce staje się smutne, gdy przypominam sobie dobre słowa i złamane obietnice. Zbyt wiele było rozmów prowadzonych przez ludzi, którzy nie mieli prawa ich przeprowadzać…
- Czy to dlatego odpychasz ludzi? Żeby nie mogli cię zranić, kiedy podejdą zbyt blisko, a potem znikną? – to pytanie zawisło między nami.

- Nie odpowiem ci na to pytanie. – powiedziała w końcu Lily – i przestań mnie już dzisiaj męczyć tymi rozmowami, bo cię stąd wygonię albo będziesz spał na trawie
- Nie zrobisz tego…
- Jesteś tego pewien? Ja jestem u siebie, a ty…
- Dobra. Poddaje się – odpowiedziałem unosząc ręce do góry – Nie chcę spać na trawie…
- Pan Gwiazda się znalazł… Napijesz się? – powiedziała brunetka pokazując butelkę wina.
- Skąd ty tu…
- Ja mam tu wszystko. Nie to nie, sama się napiję. – powiedziała - To jedyne co mi pozostało… - dodała na chwilę smutniejąc i wchodząc do chatki.
- Ej! Zaczekaj na mnie…
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy