- Nie. Powiesz mi w końcu, co
ukrywasz przed nami?
- Lily… - zaczęła Maria.
- Co Lily? Nie mam zamiaru nikomu o
tym opowiedzieć. Nikomu! Dobrze jest, jak jest. A ty – zwróciła się w moja
stronę – nawet nie próbuj. Rozumiesz?
- Właśnie nie rozumiem. Co chwilę
coś przede mną ukrywacie. Już mam tego dosyć! Wiem, że się o mnie troszczycie,
ale mam prawo wiedzieć o co chodzi. Również tu mieszkam i powinnam wiedzieć, co
się tu dzieje.
- Jakbyś się interesowała to byś
wszystko wiedziała
- Nie przeginaj Lily – powiedziała
Maria.
- A dajcie wy mi wszyscy święty
spokój. – krzyknęła i już chciała wyjść
- O nie. Nigdzie nie idziesz –
powiedziałam zagradzając jej wyjście.
- Odsuń się Lizzy.
- Nie. Najpierw mi wyjaśnisz o co
się kłóciłyście i co wspólnego z tym ma Luke. Jakby nie patrząc to również mój
brat. – odpowiedziałam pewnie.
- Powiedziałam, żebyś się nie
wtrącała.
- Co z ciebie za siostra,co? Po za tym nie jesteś moją matką, żeby mi
mówić, co mam robić! – krzyknęłam i wtedy dotarło do mnie, co powiedziałam.
Lily wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczami, tak samo jak Maria.
- Masz rację nie jestem. I nigdy nią
nie będę. Wiesz co raz częściej się zastanawiam nad tym, że o wiele lepiej by
było, gdybym to ja zginęła w tym wypadku, a nie rodzice…
- Co ty mówisz? – zapytałam.
- Skoro jesteś dorosła, to sama
dojdź do konkluzji – dodała i wyszła.
- Lily, zaczekaj – powiedziałam
łamiącym się głosem.
- Teraz musisz ją zostawić. –
wtrąciła Maria.
- Ale…
- Za dużo słów tu padło…
Rozmawiałem właśnie przez telefon
stojąc przed domem kiedy usłyszałem jakieś krzyki. Kiedy chciałem sprawdzić, co
się dzieje powstrzymał mnie Niall.
- Lepiej się nie wtrącaj. To nie są
nasze sprawy. Nie możemy wchodzić pomiędzy ich rodzinne tajemnice. – powiedział
choć widać było, że sam nie jest tym faktem zadowolony.
Nie wszystkie słowa można było
usłyszeć, ale można było wywnioskować, że to nie była zbyt przyjemna rozmowa.
Po jakimś czasie zapadła zupełna cisza. Chciałem cokolwiek zobaczyć, ale nagle
Lily wybiegła z domu nawet nas nie dostrzegając.
- Idź za nią. Potrzebuje kogoś,
choć nigdy się do tego nie przyzna. – powiedział Niall - Ja pójdę sprawdzić, co
z Lizzy. – dodał. Skinąłem głową i pobiegłem za brunetką. Nie wiem ile tak
biegliśmy, ale w końcu Lily upadła na kolana potykając się o coś. Dobiegł mnie
tylko odgłos jej płaczu. Wstając zaczęła biec dalej. Nie wiem ile czasu to trwało,
ale w końcu dobiegła do chatki. Siadając na ziemi, zdjęła swój medalion i
zaczęła coś szeptać. Podszedłem bliżej by ją usłyszeć lecz tak by mnie nie
zauważyła.
- Mamo powiedz mi, co mam robić. Tak bardzo się boję. Boję
się, mamo, że upadnę i nie będzie nikogo, kto by mnie złapał; że będę lecieć
przeraźliwie długo niżej niż na dół. Boję się, mamo, że zabłądzę na prostej
drodze, że się pomylę zresztą nie pierwszy raz. Tak bardzo się boję, że w końcu
nie dam rady, że rozpadnę się na kawałki, których nie będzie można pozbierać. Boję
się, mamo, że on zniknie wiesz, ten ktoś, kogo pokocham całym sercem bladym
chociaż mówią, że go już nie mam… - szeptała coraz bardziej szlochając – Tato,
gdzie jesteś? Powiedz mi, co mam zrobić. Co zrobić by już więcej nikogo nie
zawieść i nie skrzywdzić? Jak mam żyć kiedy ciągle wszystko jest nie tak, jak
powinno…Dziadku gdzie jesteś kiedy mi tak źle? Dlaczego musiałeś odejść?
Najpierw rodzice, potem ty…Zawsze mi mówiłeś, że po każdej burzy wychodzi
słońce…Powiedz mi, gdzie mam szukać tego słońca? Tak bardzo się zagubiłam w tej
burzy, że nie potrafię…Nie potrafię ani żyć, ani umrzeć…- szeptała wciąż a mi
aż ściskało serce słuchając tego wszystkiego - A ty Luke? Obiecałeś, że
będziesz przy mnie. Że ty zostaniesz. Więc gdzie jesteś jak cię
potrzebuję? Ja już nie potrafię być… Już
sama nie wiem kim jestem…Powiedz mi, co mam zrobić… Co mam zrobić by choć przez
sekundę być szczęśliwa? Powiedz mi gdzie mogę odnaleźć siebie? – zakończyła
wybuchnęła spazmatycznym płaczem. Dostrzegłem, że ja również mam łzy w oczach.
Nie mogę uwierzyć, że aż tyle ona musiała przejść. Co to za sprawiedliwość? Taka
dobra i niewinna dziewczyna straciła prawie całą rodzinę. Podszedłem do niej i
pomagając jej wstać mocno przytuliłem. Na początku cała się spięła, ale później
wtuliła się we mnie i dalej płakała. Staliśmy w milczeniu przez dość długi
czas.- No już. Nie płacz, bo nie mogę patrzeć na twoje łzy – szepnąłem jej do ucha.
- Sam płaczesz…
- Słyszałem co mówiłaś.- powiedziałem
na, co Lily popatrzyła się na mnie z poczuciem winy. Nie rozumiem dlaczego
czuje się winna?
- Nie powinieneś tego słyszeć. Nie
powinieneś tu przychodzić… Mówiłam, że ja jedyne co mogę to jeszcze bardziej
cię zniszczyć… nic więcej…
- Co ty mówisz? Nie mogę uwierzyć,
że tyle przeszłaś. A my jeszcze… a ja tak na ciebie naciskałem… - dodałem
ocierając jej łzy.
- Taka jest prawda Zayn…Nie było ci
łatwo. Czułeś się winny wypadkowi twojej siostry. Wysłuchałam cię i teraz
myślisz, że jestem jakaś święta… Jednak to tylko twoje mylne wyobrażenie.
Odpuść zanim pociągnę cię na samo dno tak, że znienawidzisz nawet samego
siebie…
- Przestań gadać te głupoty. Jesteś
najsilniejszą osobą jaką spotkałem. Może nie znam cię i nie wiem o tobie wielu
rzeczy, ale jednego jestem pewien. Nigdy byś nikogo nie skrzywdziła. Wolałabyś
sama cierpieć niż patrzeć na cierpienie innych. Czasami trzeba upaść na samo
dno by dostrzec swoją porażkę. Ja dzięki tobie odbiłem się od tego dna. Nigdy
nie zapomnę o Mel, ale coraz łatwiej mi o tym myśleć bez uczucia nienawiści do
całego świata…To właśnie ty mi pomogłaś i…
- Tak ci się po prostu wydaje. W
końcu to dostrzeżesz…Zapomnij o tym, co mówiłam…
- Ale ty jesteś uparta!
- To nie o to chodzi. Ja już nie mam siły. –
powiedziała odsuwając się ode mnie i siadając na ziemi. Jedyne co mi pozostało
to usiąść obok. – Nie mam siły by walczyć z wiatrakami. Myślałam, że dam radę,
ale to nie jest prawdą. Wiesz nawet nie mogę liczyć na moją własną siostrę.
Jedyną bliską mi osobę… Jestem taka beznadziejna…Nie ma sensu gdybać, ale gdyby
moi rodzice żyli Lizzy miałaby normalną rodzinę, a nie beznadziejną siostrę,
która nie potrafi nią być…Każda osoba, która jest mi bliska w końcu odchodzi.
Tak naprawdę została mi tylko Lizzy, ale co raz częściej odnoszę wrażenie, że ona
nie uważa mnie za rodzinę…I w sumie jej się nie dziwię…
- Co ty pieprzysz? Gdyby tak było
już dawno Lizzy opuściłaby ranczo. Po za tym masz jeszcze Marię, Jose, Amelię i
wszystkich pracowników. Myślisz, że jak byś była tak beznadziejna jak sądzisz
to ktokolwiek chciałby tu być? Wszyscy wierzą w ciebie i ty też w końcu
powinnaś zacząć w to wierzyć… - odpowiedziałem. Lily patrzyła się przed siebie
przez chwilę jakby analizowała moje słowa.
- Wiesz od kiedy ty jesteś taki
mądry? Jakoś wcześniej nie potrafiłeś sobie sam poradzić.
- Ty to jednak jesteś niemożliwa –
odpowiedziałem ze śmiechem, czym minimalnie poprawiłem jej humor…
Wszedłem do domu, gdzie natknąłem
się na Louisa i Harry’ego. Stali zdziwieni nie wiedząc co się tu właśnie stało.
- Słyszeliśmy krzyki i przyszliśmy
sprawdzić co się dzieje – powiedział Lou jak mnie zauważył.
- Jakiś spór rodzinny. Razem z
Zayn’em nie chcieliśmy się wtrącać, bo racjonalnie patrząc nas to nie dotyczy.
- Dlatego my też tu staliśmy –
dodał Harry – Myślicie, że to przez nas? No wiecie przyjechaliśmy tu i
sprawialiśmy tyle problemów… Szczególnie ja…
- Teraz to i tak nie jest ważne.
Wydaje mi się, że to nie ma związku z naszym przyjazdem. – odpowiedział Louis.
Naszą rozmowę przerwało pojawienie się Marii.
- Przepraszam was chłopaki za te
krzyki. – powiedziała z niewyraźną miną – Wracajcie do siebie. Zawołam was na
obiad – dodała i ponownie zniknęła w kuchni. Rozeszliśmy się a ja postanowiłem
poszukać Lizzy. Nie musiałem długo tego robić. Znalazłem ją siedząca niedaleko
altany. Cały czas płakała, aż zrobiło mi się jej szkoda. Dosiadając się do niej
objąłem ją delikatnie.
- Cii. Nie płacz. – szepnąłem.
- Wiesz Niall, ja już nie wiem, co
mam robić. Czuję, że Lily mi nie mówi tylu rzeczy, a im bardziej próbuję się czegoś
dowiedzieć tym gorzej…
- Może chcę cię przed czymś
chronić?
- Nie jestem już dzieckiem…
- Nie znam twojej siostry, ale
wydaje mi się, że to jest jej obrona. Nie mówi ci wszystkiego po to, żeby cię
nie stracić. Sama mówiłaś, że tak naprawdę ma tylko ciebie więc nie dziw jej
się, że próbuje cię chronić…
- Jeszcze jej bronisz?
- Nikogo nie bronię. Tak uważam. Może
te wszystkie wydarzenia są dla niej zbyt bolesne, żeby ci o tym opowiedziała.
Nie pomyślałaś o tym?
- Wiem, ale już tyle czasu minęło,
a ona i tak milczy…
- I dlatego płaczesz?
- Nie… powiedziałam jej tyle
okropnych rzeczy… pewnie sam słyszałeś…
- Byliśmy z Zayn’em na dworze nie
wiem o co się kłóciłyście, ale sądząc po tych krzykach to musiało być, coś
poważnego…
- Nagadałam jej tyle bzdur. Wiesz
mam wrażenie, że swoimi słowami trafiłam do niej. Tak jakbym z każdym słowem
wbijała w nią szpilkę. Dopiero jak padły pewne słowa to do mnie dotarło, co
zrobiłam. Przecież ona mi nigdy nie wybaczy… - odpowiedziała i zauważyłem, że w
jej oczach na nowo pojawiają się łzy – Jestem beznadziejna siostrą. Lily ma
rację, że niczym się nie interesowałam i dlatego nic nie wiem…Tyle głupot
narobiłam, a ona nigdy na mnie nie nakrzyczała. Nawet jeśli nie miałam racji,
nie powiedziała mi tego wprost. Tak naprawdę pierwszy raz kiedy to zrobiła był
wtedy nad rzeką… Widzisz nawet wtedy mi wybaczyła, ale teraz mam wrażenie, że
przekroczyłam jakąś jej granicę i już nic nie będzie tak jak dawniej…
- Nie wiem, co mam ci powiedzieć…
- Jestem pewna, że Lily mnie
znienawidzi. Mam wrażenie, że ją złamałam i nie wiem czy ona będzie w stanie
się pozbierać. Nawet sobie nie wyobrażasz ile razy ona coś zaczynała od nowa.
Pamiętam jak po śmierci Luka zamknęła się w pokoju i z nikim nie chciała
rozmawiać. Trwało to jakiś miesiąc i myślałam, że tak już będzie. Ale wiesz co?
Któregoś dnia po prostu wstała z łóżka i zaczęła od nowa. Jak gdyby nigdy nic.
I za to ją podziwiam. Jedyne co się zmieniło to, że stała się taka obojętna i
jakby pusta w środku. Nie okazywała emocji, nie śmiała się i najgorsze, że nie
rozmawiała ze mną tak jak kiedyś. Znosiła wszystkie moje wybryki i niby zawsze
była obok, ale nie była już taka jak kiedyś. Zbudowała wokół siebie jakiś mur i
nikogo do siebie nie dopuszczała. Nawet mnie. Aż zjawiliście się wy. Dzięki wam
Lily na nowo zaczęła jakby się otwierać. Przysparzaliście dużo problemów, ale
dostrzegłam, że znowu jej zaczęło zależeć. Zaczęła się wami przejmować. A
teraz… Teraz ja na nowo wszystko zniszczyłam. Nigdy sobie tego nie wybaczę.
Czuję, że pierwszy raz od dłuższego czasu ona płakała. Rozumiesz? Aż mnie
ściska w sercu. Ona tyle dla mnie zrobiła, a ja jednym zdaniem ją zniszczyłam…
- Już wystarczy. Nie możesz tak
myśleć. Obiecałaś mi coś. Powiem ci jedno. Masz wybór, możesz siedzieć i płakać
albo wstać, powiedzieć sobie, że będzie dobrze, że dasz radę, uwierzyć w to z
całych sił i zacząć działać. Samo się nic nie zrobi.
- Masz rację – powiedziała
ocierając łzy – Zrobię wszystko, żeby mi wybaczyła. Nie pozwolę jej na ponowne
wybudowanie muru. Teraz to ja zachowam się tak jak powinnam.
- No i tak ma być. Nigdy więcej nie
mów mi takich rzeczy. Poradzisz sobie. Lily może nie sprawia dobrego wrażenia,
ale rozwiążecie wasze problemy. Ja w to wierzę.
- Dziękuję Niall – powiedziała i
przytuliła się do mnie.
- Ej! Gołąbeczki obiad na stole –
krzyknął Louis.
- Zabiję go kiedyś – mruknąłem na,
co Lizzy minimalnie się uśmiechnęła.
Weszliśmy z Niall’em do kuchni,
gdzie czekali na nas pozostali. Nawet Liam z Katie zdążyli już wrócić ze
spaceru. Chociaż oni są szczęśliwi. Wyłapałam wzrok Marii, jednak ta pokręciła
tylko głową. Czyli Lily się nie pojawi. Ciekawe gdzie jej mam szukać?
Zrezygnowana usiadłam na swoim miejscu. Dopiero zauważyłam, że Zayn’a też nie
ma.
- Pobiegł za Lily – szepnął mi
blondyn tak, żebym tylko ja usłyszała.
- To jeszcze czekamy na Lily i
Zayn’a? – spytał Liam.
- Lily się nie zjawi. – powiedziała
Maria.
- Zayn też nie. Możemy zaczynać. –
dodał Niall.
- Znowu się coś stało?
- Liam nie teraz. To nie jest
właściwy moment. – odpowiedział mu Louis i w niezbyt przyjemnej atmosferze
spożywaliśmy posiłek.
- Maria możemy chwilę porozmawiać
na osobności?
- Nie ze mną powinnaś rozmawiać. Ale
chodźmy. – odpowiedziała.
- Nie wiesz, gdzie poszła Lily?
- Nie mam pojęcia. Znając ją
zaszyła się gdzieś, tak żeby jej nikt nie znalazł. Nie bronię Lily, ale tym
razem przegięłaś. Doskonale wiesz jakie to uczucie wychowywania się bez
rodziców to pomyśl, co musiała czuć Lily jak jej wypomniałaś, że nie jest twoją
matką? Ona doskonale o tym wie i nigdy nie próbowała ci jej zastąpić. Tyle razy
ci pomagała, wyciągała z kłopotów, doradzała, a ty wyskakujesz z tym? Ona i tak
nie ma lekko…
- Wiem, ale…
- Jak tak bardzo chcesz wiedzieć,
to ci powiem. Wtedy jak szukaliście tego bydła, to Harry z Lily je znaleźli, a
raczej szczątki. Pierwszy problem, że jak jeszcze więcej zginie to nie będzie
żadnych zysków. A wiesz ile „La luna” znaczy dla twojej siostry… Dochodzi
jeszcze sprawa Jack’a. Z nim nigdy nic nie wiadomo, a na razie nie wiemy czy
czegoś nie knuje. O rodzinie Garcia już nie wspomnę. Nie wiadomo, co zrobi Ana
jak w końcu się dowie, że jest tu cały zespół nie tylko Zayn. Chłopacy
stwarzali dużo problemów. Sam ich przyjazd już wiąże się z ryzykiem. Ty również
jej niczego nie ułatwiasz… Zrozum, że Lily podjęła się naprawdę trudnego zadania.
Co z tego, że ja wam pomagam? Tak naprawdę macie tylko siebie i nic tego nie
zmieni. Może traktujecie mnie jak rodzinę, co jest miłe, ale wiesz o co mi
chodzi…
- Ja to wszystko rozumiem. Mogła
przecież podzielić się ze mną jakimiś obowiązkami. Pomogłabym jej. Może nie
znam się na wszystkim, ale jakoś dałybyśmy sobie radę. Wiem, że zawaliłam po
całości, ale zrobię wszystko, żeby Lily mi wybaczyła…
- Mam nadzieję, że będzie tak jak
mówisz. Bo jak jeszcze coś zrobisz to Lily w końcu pęknie. Tak naprawdę i wtedy
wszystko runie razem z nią. Jak znowu w siebie zwątpi to mam wrażenie, że tym
razem już do końca…. – powiedziała i zostawiła mnie samą.
- Wiem…
*
- Nie chcesz wracać? – zapytała
mnie Lily – Ja tu zostaję, ale ty możesz wrócić do domu…
- Zostanę z tobą. Niby się
uspokoiłaś, ale nie wiem co ci może strzelić do głowy – odpowiedziałem
zaczepnie.
- Uważaj, bo zaraz tobie strzelę –
powiedziała z przekąsem – To, że tu przyszedłeś i… byłeś…nie oznacza, że to coś
zmieni…nie oznacza, że ci ufam… - dodała. To właśnie najbardziej mnie dotykało.
Lily mi nie ufała, a ja nie miałem zamiaru tego ukrywać. Chciałbym, żeby
nabrała do mnie przekonania i mi zaufała.
- Musisz do mnie nabrać zaufania... Nieważne, jak długo to
potrwa... Nawet jeżeli to będzie minuta jednego dnia, dwie minuty drugiego dnia
i trzy minuty trzeciego dnia i będzie to trwało latami, nieważne. Bo ważne jest
zaufanie. Najważniejsze ze wszystkiego…
- Nie potrafię ci zaufać…
- Wiesz, że musisz się w końcu przed kimś otworzyć, tak jak
ja to zrobiłem? - Nie muszę.
- To ci pomoże, poczujesz się lepiej. Rozmowa ze mną to nie to samo, co przyjaciel, ktoś ci bliski, ale…
- To za bardzo boli…
- Wiem, dlatego musisz pomóc sobie. Zawalcz o siebie, bo jeśli się poddasz, nawet nie zauważysz jak zaczniesz powoli znikać z tego świata. Na początku perfekcyjnie potrafisz udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, przybierasz na twarz maskę, wychodzisz do ludzi, zazwyczaj zmuszona, spędzasz z nimi czas, rozmawiasz, unikasz bolesnych tematów, nie jesteś sobą, później przychodzi czas, kiedy męczy cię już udawanie i to jest idealny moment na to, by powiedzieć: "Hej, nie jest ze mną najlepiej, chciałabym porozmawiać". Ale wiesz co ty zrobisz w takim momencie? Zaczniesz zabijać siebie, będziesz dalej wciskać ludziom bajkę o tym, jak cudownie jest u ciebie, a oni po prostu ci w to uwierzą, ci bardziej wnikliwi dostrzegą zmianę w twoich oczach, ale nie będą pytać, machną na to ręką. Aż w końcu nadejdzie ostatni etap, według psychologii "Ostateczne wykończenie". Upadniesz psychicznie. Przestaniesz wstawać z łóżka, staniesz się wrakiem człowieka, nie będziesz odbierać telefonów, rozmawiać z ludźmi. Będziesz siedziała zamknięta w swoim dusznym pokoju, bez dostępu do świata, z zamkniętymi oknami. Zaczniesz powoli umierać. Brak otwarcia się przed kimś to dobrowolna śmierć, na którą siebie skazujesz. Chcesz umrzeć?
- Znasz to z doświadczenia? – zapytała.
- Ja postępuję tak samo. Ale dzięki tobie dostrzegłem, że
jest jeszcze szansa na odbicie się od dna.
- Wiesz jestem już zmęczona rozmowami, które prowadzą
donikąd. Moje serce staje się smutne, gdy przypominam sobie dobre słowa i
złamane obietnice. Zbyt wiele było rozmów prowadzonych przez ludzi, którzy nie
mieli prawa ich przeprowadzać…
- Czy to dlatego odpychasz ludzi? Żeby nie mogli cię zranić,
kiedy podejdą zbyt blisko, a potem znikną? – to pytanie zawisło między nami.
- Nie odpowiem ci na to pytanie. – powiedziała w końcu Lily
– i przestań mnie już dzisiaj męczyć tymi rozmowami, bo cię stąd wygonię albo
będziesz spał na trawie
- Nie zrobisz tego…
- Jesteś tego pewien? Ja jestem u siebie, a ty…
- Dobra. Poddaje się – odpowiedziałem unosząc ręce do góry –
Nie chcę spać na trawie…
- Pan Gwiazda się znalazł… Napijesz się? – powiedziała
brunetka pokazując butelkę wina.
- Skąd ty tu…
- Ja mam tu wszystko. Nie to nie, sama się napiję. –
powiedziała - To jedyne co mi pozostało… - dodała na chwilę smutniejąc i
wchodząc do chatki.
- Ej! Zaczekaj na mnie…


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz