- Lily. Słyszysz mnie? - dotarł do mnie zaniepokojony głos Lizzy. Spoglądając w stronę, z której dochodził głos zauważyłam, że wszyscy mi się przyglądają. Dlaczego mnie tak boli głowa? - Lily?
- Cicho. - udało mi się powiedzieć. - Czemu mi się tak przyglądacie?
- Straciłaś przytomność. Nie pamiętasz tego? - powiedziała Maria i wtedy wszystko wróciło. Kradzież, Luke, rozmowa i ...Zayn. Ponownie wszystko jest przeciwko mnie. Jakbym mało miała przeżyć w swoim życiu. Zdążyłam przywyknąć do śmierci Luka, a teraz na nowo dowiaduje się rzeczy, które jeszcze bardziej komplikują to wszystko. Przywykłam do tego, że sama zarządzam "La luną", a teraz ktoś mnie okrada. A co najważniejsze przywykłam, że zawsze będę sama, a teraz zjawił się Zayn. Dawno temu obiecałam sobie, że nikogo nie obdarzę żadnym uczuciem, a tu zjawia się on i do głosu dochodzą uczucia, które tak skrycie trzymałam w sobie. Nie chcę, żeby tak było. Jesteś tego pewna? Nie wiem. Było dobrze tak jak było. Żyłam w za tym swoim murem i wszystko było w porządku. Co z tego, że nie byłam szczęśliwa? Nie każdy musi. - Powiedz coś.
- Dlaczego mnie tak bardzo boli głowa?
- Uderzyłaś się przy upadku. - odezwał się Zayn. Kiedy na niego spojrzałam zauważyłam, że on również mi się intensywnie przygląda. W jego oczach czaiła się troska i obawa? Oddychając głęboko przymknęłam na chwilę powieki. Odepchnęłam od siebie tą myśl. Uchylając je ponownie w jego wyrazie twarzy nic się nie zmieniło. Do cholery nie wiem, co mam robić. Nigdy wcześniej nikt obcy tak bardzo do mnie nie dotarł. Sama do tego doprowadziłam. Próbując mu pomóc tak naprawdę wpuściłam go do swojego życia. I choćbym nie wiem jak się starała nie jestem w stanie teraz tego naprawić. To jest silniejsze ode mnie. Czym bardziej staram się odepchnąć go od siebie to działa w odwrotną stronę. Czemu moje życie musi być takie? Co ja takiego zrobiłam?
- Słyszałaś co powiedziałam? - dotarły do mnie słowa Lizzy.
- Mhm. - odpowiedziałam. Chciałam zostać sama by móc pozbierać swoje myśli, ale nie mogłam. Moja siostra wraz z Marią przekrzykiwały się nawzajem, a chłopacy się im przyglądali.
- Lepiej będzie, jak zostawimy ją samą. - powiedział niepewnie Liam na, co posłałam mu wdzięczne spojrzenie.
- Ale... - zaczęła Lizzy.
- Zostawcie mnie w końcu samą. Chcę odpocząć. - i tak zostałam sama w pokoju. Odetchnęłam z ulgą. Przymknęłam oczy, gdyż głowa nadal mnie bolała. Nie wiem co się dzieje. Jeszcze nigdy tak nie miałam. I tu wcale nie chodziło o upadek. W stajni jest siano, które pewnie zamortyzowało moje ciało. Pewnie to nadmiar emocji towarzyszących mi w ciągu ostatnich godzin. Do tej pory nie wiem co myśleć. Nadal uważam, że to nie była wina Zayn'a i on w to musi uwierzyć. Leżąc tak dobiegł mnie dzwonek telefonu. Niechętnie podniosłam się z łóżka o mały włos nie upadając. Odebrałam nawet nie patrząc na, to kto dzwonił.
- Halo?
-
Lily?
-
Tak…
-
Cześć, tu Daga. Dobijam się na Skype’ie, ale nie raczysz odebrać. – powiedziała
z wyrzutem. Założę się, że przy tym przewróciła oczami. Dagmara jakieś 4 lata
temu była gościem na ranczu w ramach szkolnego projektu. Pochodzi z Polski i w
tamtym czasie przebywała na wymianie w Londynie. Jest bardzo pozytywną osobą,
której nie zraził nawet mój charakter. Podkochiwała się w moim bracie przez, co
nie mogła uwierzyć, że zginął. Jakoś tak wyszło, że zaczęła być dla mnie jak
przyjaciółka. Przez tyle czasu utrzymujemy kontakt mimo, że nie jest to łatwe.
Wiem, że mogłabym jej wszystko powiedzieć, a ona dotrzymałaby tajemnicy. Dla
mnie plusem jest to, że dzieli nas dużo kilometrów. Łatwiej mi tak rozmawiać o
niektórych rzeczach. No i potrafi mnie rozgryźć, co mnie najbardziej denerwuje.
Oczywiście nie wie o mnie wszystkiego, ale jest dobra w kojarzeniu faktów.
-
Nie mam na nic czasu. Wybacz.
-
Nie wciskaj mi tu bajek. Zawsze mówisz, że nie masz czasu!
-
A ty zawsze masz czelność na mnie krzyczeć! A propo krzyków bądź ciszej. Głowa
mi pęka.
-
Przepraszam. Ale nie zmienia to faktu, że unikasz rozmowy od miesiąca! – i
się zaczyna. Wspominałam już, że mimo iż jest wspaniałą osobą jest również
upierdliwa?
-
Tyle się dzieje, że nie masz pojęcia…- mruknęłam bardziej do siebie.
- Możesz mi opowiedzieć mam dużo czasu.
-
Ale… - zaczęłam, ale przerwało mi pukanie do drzwi. – Zaczekaj sekundę. – powiedziałam. Oczywiście nie mógłby być to kto inny niż Zayn. Czy on nie może
mnie na chwilę zostawić w spokoju?
- Lily, wiem, że nie jesteś w
najlepszej formie, ale możemy porozmawiać?
-
Kto to? Czyżbyś znalazła sobie kogoś?
-
Cicho bądź.
-
Mam pilny telefon. Po za tym nie sądzę, żeby to był dobry moment.
- W takim razie zajrzę do ciebie
później. – powiedział i nie czekając na moją odpowiedź opuścił pomieszczenie.
- Kim jest Zayn? Widzę, że ominęło mnie dużo rzeczy.
-
Czy to twój chłopak?
-
Nie! Nie. O czym ty mówisz? To jest nasz gość.
-
I przychodzi do ciebie do pokoju, bo…
-
Bo coś chciał?
-
Nie wciskaj mi tu kitu. Ze mną ci się to nie uda.
-
Powiedz mi dlaczego ja się z tobą przyjaźnię? Trzeba było posłać cię do diabła
dawno temu.
-
Bardzo śmieszne. To co powiesz mi kim on jest?
-
Muszę już kończyć. Do usłyszenia. – powiedziałam i się rozłączyłam mimo jej
protestów. „Kim on jest?” Sama nie wiem kim. Po chwili otrzymałam sms.
„I
tak mi wszystko powiesz. Jak nie to osobiście zjawię się w La lunie. Daga”
Szczerze mówiąc to ta krótka
rozmowa choć na sekundę uwolniła mnie od tych wszystkich myśli w mojej głowie.
Szkoda, że faktycznie nie może tu na kilka dni przyjechać. Ona jest jedyną
osobą, która zawsze mnie wysłucha i tyle. Może to dziwne, ale nie potrafię
rozmawiać w taki sposób ani z moją siostrą, ani z Marią. Pewnie dlatego, że
jest dla mnie obcą osobą. Bliskim nie potrafię wyznać swoich myśli. Nie chcę
nikomu sprawiać cierpienia, dlatego nie mówię im o wszystkim. Lizzy jest zbyt
wrażliwa i niewinna, żeby obarczyć ją tymi problemami. Wolę przyjmować to na
siebie. Dosyć tych rozmyślań. Potrzebuję
powietrza inaczej pęknie mi głowa.
Nie mogłem znaleźć sobie miejsca.
Miałem wyrzuty sumienia. Może nie powinienem obarczać Lily tym całym gównem,
jakim jest moje życie. Nawet dla niej jest to zbyt wiele. Mimo to potrafiła mi,
jak zwykle powiedzieć coś nad czym się będę długo zastanawiał. O wiele łatwiej
by było, gdyby mówiła do mnie wprost. Szczerze to zaskoczyła mnie jej reakcja.
Najpierw mnie przytuliła, a później wybiegła jakby się paliło. Lecz dopiero
kiedy zobaczyłem, jak płacze poczułem się podle. Aż poczułem taki dziwny uścisk
w klatce piersiowej, co nie było zbyt przyjemne. To, co Lily później
powiedziała sprawiło, że poczułem się jakby wymierzyła mi policzek. Serio to
było najgorsze. Zależy mi na niej, a ona mówi, że nie jest wstanie odwzajemnić
moich uczuć, co jest kompletną bzdurą. Ewidentnie się czegoś boi i usilnie
sobie to wmawia. Jakoś jak ją całuję odwzajemnia to. Gdyby chociaż powiedziała
o co tak naprawdę chodzi, bo jestem mega zdezorientowany jej zachowaniem. Za
każdym razem gdy minimalnie się otworzy i myślę, że wszystko jest na dobrej
drodze szybko się wycofuje i znów zamyka w sobie. I nie wiem jak temu zaradzić…
- Co tak tu sam siedzisz? – zapytał
Niall przysiadając się do mnie.
- Rozmyślam nad moim gównianym
życiem.
- Co się znowu stało? Chodzi o
Lily?
- To swoją drogą. Powiedziałem jej
o wszystkim i widzisz do czego to doprowadziło. Nie wiem co mam robić. Kiedy
wszystko się jakoś układa i zmierza ku poprawie i tak w efekcie się psuje i
jest jeszcze gorzej. To wszystko jest takie popieprzone…
- Wiesz w czym tkwi twój problem? W tym, że chciałbyś mieć nad wszystkim kontrolę, a tak się nie da. Sam nie jesteś w stanie wszystkiemu zapobiec. Wiele rzeczy się musi wydarzyć, żebyśmy mogli coś zrozumieć.
- Mówi się, że czasem trzeba upaść
na samo dno by dostrzec swoją porażkę. Tylko, co wtedy gdy nie możesz odbić się
od tego dna mimo, że próbujesz?- Wiesz w czym tkwi twój problem? W tym, że chciałbyś mieć nad wszystkim kontrolę, a tak się nie da. Sam nie jesteś w stanie wszystkiemu zapobiec. Wiele rzeczy się musi wydarzyć, żebyśmy mogli coś zrozumieć.
- Według mnie już się odbiłeś od
tego dna. Nie jesteś taki jak przed przyjazdem tutaj. Popatrz na to wszystko z
drugiej strony. Te całe twoje przeżycia miały cię czegoś nauczyć. Gdyby nie to
nie przyjechalibyśmy na ranczo, nie poznałbyś Lily…
- Do czego zmierzasz?
- Tylko się nie złość. Wydaje mi
się, że się w niej zakochałeś. Usilnie chciałbyś być obok, martwisz się o nią
itd.
- Co…
- Nie zaprzeczaj. Jeszcze nigdy tak
bardzo się nie zaangażowałeś. Nawet jak byłeś w związku z Rebbeca się tak nie
zachowywałeś, a twierdziłeś, że ją kochałeś. – powiedział blondyn. Tu trafił w
sedno. Ale czy na pewno jestem zakochany w Lily? Czy to tylko troska o nią? – Dodatkowo
boli cię to, że Lily nie leci na ciebie tak jak jesteś do tego przyzwyczajony. Wiesz co w sumie to zabawne. Jeszcze nigdy żadna ci nie odmówiła. Teraz chociaż
zobaczysz co czuły wszystkie te laski.
- Bardzo śmieszne. A jak tam twoje
sprawy z Lizzy?
- Nie zmieniaj tematu. Rozmawiamy o
tobie.
- Czyli z nią nie rozmawiałeś.
- Serio Niall? Nie widzisz tego, że
ona na ciebie leci? – powiedział Louis pojawiając się znikąd.
- Dajcie spokój. Jeśli macie zamiar
się ze mnie nabijać to idę stąd.
- Siadaj. Zawsze możemy porozmawiać
o pogodzie. – dodał głupkowato Lou. On to zawsze potrafi rozładować napiętą
atmosferę. Przyznam się, że choć przez chwilę udało mi się zapomnieć o tym
wszystkim co miało miejsce kilka godzin temu. Siedzieliśmy przez jakiś czas
rozmawiając o bzdetach takich jak pogoda. Nie miało to sensu, ale dla nas nawet
takie rozmowy są ważne. Dopiero, gdy dotarł do nas głos Lily zwróciliśmy się w
tamtą stronę.
-
No idziesz czy nie? – mówiła do Lizzy.
-
No idę, idę. Gdzie ty mnie w ogóle ciągniesz?
-
Idziemy na spacer. – powiedziała wywracając oczami.
-
Powinnaś leżeć.
-
Wiesz co? Jak nie chcesz iść to po prostu powiedz. Nie będę cię do niczego
zmuszać.
-
No już się nie dąsaj tylko chodź. – odparła Lizzy i razem poszły w nieznanym mi
kierunku.
Dopiero, gdy znikły nam z pola widzenia
wróciliśmy do rozmowy.
- To nie sprawiedliwe. Niall ma
Lizzy, ty masz Lily, a ja? Czy one nie mają jeszcze jednej siostry?
- Tommo, o czym ty mówisz? – spytał
Niall.
- Nic, nic. Po prostu głośno myślę.
Rozmawiałam sobie z Marią i Liam’em, aż nie zjawiła się Lily twierdząc, że idziemy na spacer. Nie mogłam jej odmówić, gdyż nadal była lekko blada, co mnie martwiło. Ogólnie mówiąc to przestraszyłam się kiedy zobaczyłam, jak Zayn niesie ją nieprzytomną. Lekarz stwierdził, że to z przemęczenia i pewnie tak było, choć coś mi się wydaje, że nie tylko dlatego. Zaraz po śniadaniu zniknęli razem z Zayn’em i nie widziałam ich, aż do tamtego momentu. Jestem ciekawa czy pomiędzy nimi coś jest. Z obserwacji bym mogła powiedzieć, że tak. Gdziekolwiek pojawi się moja siostra Zayn jest o wiele bardziej ożywiony i wpatruje się w nią, jak w obrazek. Po Lily ciężko mi cokolwiek stwierdzić. No chyba, że to iż próbuje go ignorować. Na pierwszy rzut oka nie można tego dostrzec. Ona robi to w taki sposób, że tylko przebywając z nią przez długi czas jest się w stanie to dostrzec.
Rozmawiałam sobie z Marią i Liam’em, aż nie zjawiła się Lily twierdząc, że idziemy na spacer. Nie mogłam jej odmówić, gdyż nadal była lekko blada, co mnie martwiło. Ogólnie mówiąc to przestraszyłam się kiedy zobaczyłam, jak Zayn niesie ją nieprzytomną. Lekarz stwierdził, że to z przemęczenia i pewnie tak było, choć coś mi się wydaje, że nie tylko dlatego. Zaraz po śniadaniu zniknęli razem z Zayn’em i nie widziałam ich, aż do tamtego momentu. Jestem ciekawa czy pomiędzy nimi coś jest. Z obserwacji bym mogła powiedzieć, że tak. Gdziekolwiek pojawi się moja siostra Zayn jest o wiele bardziej ożywiony i wpatruje się w nią, jak w obrazek. Po Lily ciężko mi cokolwiek stwierdzić. No chyba, że to iż próbuje go ignorować. Na pierwszy rzut oka nie można tego dostrzec. Ona robi to w taki sposób, że tylko przebywając z nią przez długi czas jest się w stanie to dostrzec.
- To nie było zbyt grzeczne tak
przerywać nam w pół słowa.
- Jestem u siebie więc mogę robić
co chcę.
- No idziesz czy nie?
- No idę, idę. Gdzie ty mnie w
ogóle ciągniesz?
- Idziemy na spacer. – powiedziała
wywracając oczami.
- Powinnaś leżeć.
- Wiesz co? Jak nie chcesz iść to
po prostu powiedz. Nie będę cię do niczego zmuszać.
- No już się nie dąsaj tylko chodź.
Szłyśmy tak ramię w ramię, aż
dotarłyśmy do jeziora. Zawsze przychodzimy tu jak chcemy porozmawiać. Panuje tu
taki spokój i mamy pewność, że nikt nam nie przerwie.
- Chcesz ze mną porozmawiać? –
zapytałam.
- Tak. Chcę cię o coś zapytać. –
odpowiedziała. – Czy ty… czy ty znowu miewasz te koszmary?
- Co…
- Ostatnio miałam dziwne przeczucie.
No wiesz i poszłam sprawdzić czy wszystko w porządku.
- O matko. – czyli widziała jak
Niall u mnie został. – To nie tak jak myślisz. Jeny…
- Nie chodzi mi o to, co jest
pomiędzy wami. Interesuje mnie czy te koszmary powróciły.
- Wtedy, jak mi powiedziałaś o tym
wszystkim miałam koszmar, ale tylko ten jeden raz!
- Wiesz, że jak coś się będzie
działo zawsze możesz do mnie przyjść. Wiesz to, prawda? – znowu Lily musi się
upewnić, że jest wartościową osobą.
- Wiem. I nie próbuj znowu do tego wracać.
Jesteś wspaniałą osobą. Cudowną siostrą.
- Życie jest zabawne, prawda? Kiedy
już myślisz, że wszystko sobie poukładałeś, kiedy zaczynasz snuć plany i
cieszyć się tym, że nareszcie wiesz, w którym kierunku zmierzasz, ścieżki stają
się kręte, drogowskazy znikają, wiatr zaczyna wiać we wszystkie strony świata,
północ staje się południem, wschód zachodem i kompletnie się gubisz. Tak łatwo
jest się zgubić. – powiedziała.
- Łatwo, ale nie możesz ciągle do
tego wracać. Inaczej nie pójdziesz na przód.
- Widzę, że jednak coś pamiętasz z
rad dziadka. – stwierdziła posyłając mi nikły uśmiech.
- Nie da się inaczej. Tyle razy to
powtarzał…
- A właśnie. Chciałabym, żebyś mi
dała ten klucz co znalazłaś w liście od Luka.
- Wiesz już o co w tym chodzi?
- Jeszcze nie, ale się dowiem.
- W takim razie chodźmy.
W drodze powrotnej rozmawiałyśmy o
różnych bzdetach. Lily próbowała brać czynny udział w rozmowie, ale i tak
błądziła gdzieś myślami. Nie drążyłam tematu, gdyż nie wyglądała najlepiej. Tak,
jak powiedziałam oddałam jej ten klucz, po czym razem zasiadłyśmy do kolacji.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz