poniedziałek, 16 listopada 2015

Rozdział 29

Dzisiejszej nocy nie spałam najlepiej. Ciągle powracały do mnie myśli o, których nie chcę pamiętać. Do tego doszły przeżycia Zayn’a. Potrzebuję, żeby to wszystko się wreszcie skończyło. Żeby raz na zawsze to wszystko się wyjaśniło. Muszę jak najszybciej znaleźć ten trzeci klucz, by zamknąć ten rozdział w swoim życiu. Oczywiście zawsze będę o tym pamiętać, ale nie chcę dłużej żyć z tym całym ciężarem, który towarzyszy mi odkąd pamiętam. Dopiero przyjazd chłopaków uświadomił mi, że muszę się z tym zmierzyć. Wtedy będę mogła odnaleźć jakieś pozytywne strony mojego życia. Schodząc na dół przywitała mnie błoga cisza. Jedyny plus wstawania wcześnie rano. Z pewnością nie wyglądałam najlepiej, ale to jest mój najmniejszy kłopot. Nalałam sobie soku i usiadłam na krześle. Pogrążyłam się w swoich myślach. Nie wiem ile tak siedziałam i pewnie jeszcze by mi trochę zeszło, gdyby ktoś nie złapał mnie za ramię. Podskoczyłam zaskoczona i niefortunnie wylałam całą zawartość szklanki na osobę stojącą przede mną. – Jeny. Przepraszam cię Louis.
- Nie no, nic się nie stało. To tylko koszulka.
- Zdejmij ją. Wrzucę do prania, bo inaczej zostanie plama.
- Nie musisz…
- No chyba się mnie nie boisz, co?
- Nie, no skąd. – odpowiedział i podał mi tą koszulkę. W tym momencie do pomieszczenia weszli Lizzy z Niall’em i Zayn’em.
- A tu co się dzieje? – zapytała moja siostra. Louis stał zdezorientowany i nie wiedział, co powiedzieć.
- A co ma się dziać? – zapytałam z ironią. – Louis zgłoś się później do Marii po tą koszulkę.- dodałam. Dosłownie po sekundzie zadzwonił telefon. Po wysłuchaniu wiadomości byłam jednocześnie zdumiona i wkurzona. – Zaraz tam będę. Dzięki za informację. – powiedziałam i się rozłączyłam.
- Coś się stało? – zapytała Lizzy
- Nic, nie przejmuj się. – odpowiedziałam i wyszłam. Dosiadając Jeff’a ruszyłam w stronę pastwiska, gdzie czekał Jose. – Co się dzieje?
- Muszę ci coś pokazać.
Wzięłam do ręki wodze i prowadząc za sobą konia ruszyłam za pracownikiem. Nie było sensu jeszcze o nic pytać więc szliśmy w milczeniu. Dotarliśmy do miejsca, gdzie kończyło się pastwisko i zazwyczaj nikt nie chodzi bez powodu.
- Spójrz tutaj.
Na widok zniszczonego ogrodzenia, aż krzyknęłam wkurzona – Co do cholery? Przecież kilka dni temu sama wszystko sprawdzałam. Trzeba zawołać ludzi i poszukać zaginionego bydła. Inaczej poniesiemy niezłe straty.
Jose nachylił się bliżej drutu. – Spójrz dokładniej. – Zerknąwszy ponownie szeroko otworzyłam oczy. Drut był idealnie równo przecięty.
- Ewidentnie ktoś to przeciął nożycami. Czyli miałam rację, że w okolicy jest złodziej.
- Spokojnie jeszcze nie wszystko stracone.
- Osobiście załataj dziurę i na razie nikomu ani słowa.
- Co chcesz zrobić?
- Znajdę tego kto chce mi zaszkodzić. – powiedziałam – Przelicz stado w tym sektorze. Chcę wiedzieć jakie straty, to spowodowało.
- Wieczorem przekażę ci nowiny.
- Okej dzięki.  
Po powrocie do domu niefortunnie wpadłam na Zayn’a. – Nie zauważyłam cię. Przepraszam.
- Nic nie szkodzi. Szukałem cię.
- Nie mam teraz czasu na rozmowy.
- Dzwonił do mnie Paul.
- Dobra chodź ze mną – powiedziałam i skierowaliśmy się do gabinetu. – Siadaj.
- Powiedziałam, że oddzwonię jak cię znajdę.
Wybierając odpowiedni numer słychać było ten irytujący sygnał oczekiwania. Sprawy nie ułatwiał fakt, że Zayn intensywnie się we mnie wpatrywał. Wiem o co mu chodziło, ale naprawdę nie miałam siły z nim rozmawiać.
- Paul Higgins.
- Cześć Paul tu Lily… i Zayn.
- Witajcie.
- Zayn mówił, że dzwoniłeś.
- Tak wszystko załatwione. Katie przyjedzie pojutrze do „La luny”. Tak jak prosiliście nic jej nie mówiłem.
- To jak ją przekonałeś? – zapytał Zayn.
- Powiedziałem, że Liam wykupił dla niej wycieczkę.
- Nie będzie zadowolona jak zobaczy wokół siebie same pola. – stwierdziłam.
- Spokojnie Lily. Jak zobaczy Liam’a nic innego się nie będzie liczyć.
- Mam tylko nadzieję, że Katie nie jest taka konfliktowa, jak twoi podopieczni.
- Katie to bardzo przyjazna dziewczyna. Nie sprawia problemów dopóki ktoś nie interesuje się jej chłopakiem.
- Okej, rozumie. W takim razie do usłyszenia Paul. Liczę, że jeszcze nas odwiedzisz.
- Jak znajdę trochę czasu to z przyjemnością. Trzymajcie się dzieciaki. Na razie.
- Pa.
- Czyli wszystko ustalone. Cieszę się, że mu się udało ją przekonać.
- Dlaczego to robisz?
- Już o tym rozmawialiśmy.
- Tak, ale…
- Nie musisz wszystkiego wiedzieć.
- Masz jakiś problem, prawda?
- To ciebie nie dotyczy i nie muszę ci się tłumaczyć. A teraz zostaw mnie samą mam dużo pracy.
- Jak chcesz, ale jeszcze wrócimy do tej rozmowy. – odpowiedział i wyszedł.
Rozsiadłam się wygodniej na krześle i ponownie zaczęłam analizować księgi rachunkowe.

Schodząc ze schodów zauważyłam jak moja siostra z Zayn’em udają się do gabinetu. Oboje od wczoraj dziwnie się zachowują więc postanowiłam sprawdzić o czym będą rozmawiać.
- Co robisz? – doszedł mnie szept i prawie podskoczyłam zaskoczona.
- Cicho. Próbuje usłyszeć o czym rozmawiają Zayn z Lily.
- Może po prostu ją o to zapytasz?
- Nie ma opcji. Lily nie mówi mi o wielu rzeczach, żeby mnie nie martwić.
- Ale…
- Cicho, ktoś idzie – szepnęłam i popchnęłam Niall’a w stronę schodów. Staliśmy bardzo blisko siebie. Nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy więc przylgnęłam do niego jeszcze bliżej i  patrzyłam za niego. Z pomieszczenia wyszedł mulat i na szczęście przeszedł nie zauważając nas. W końcu się od niego odsunęłam.
- Chyba nas nie zauważył. Przepraszam, nic ci nie zrobiłam?
- Nie to ja powinienem o to spytać.
- Ze mną okej.
- Może się przejdziemy?
- W sumie to dobry pomysł. 
Podczas naszego spaceru rozmawialiśmy i śmialiśmy się na zmianę. Jednak za bardzo nie potrafiłam się skupić. Ta sytuacja z przed chwili znowu spowodowała, że jakoś dziwnie się czuję. Przebywanie zbyt blisko Niall’a powoduje u mnie dziwny dreszcz. Ciekawe czy on czuje to samo. Bardzo chciałabym mu wyznać co czuję, ale boje się. Boje się, że on nie zrozumie. Okej, świetnie nam się spędza czas, ale to nie znaczy, że on też tak ma. Ostatecznie zawędrowaliśmy nad rzekę. Lily zawsze zabraniała mi tu przychodzić, ale nie rozumiem dlaczego. Tu jest równie ładnie, jak nad jeziorem. Usiedliśmy na brzegu i patrzyliśmy na wodę. – Może popływamy? – zapytałam.
- Ta woda nie wygląda zbyt przyjaźnie.
- Jak chcesz ja idę. – odpowiedziałam. Nawet nie wiem dlaczego to zaproponowałam. Potrzebowałam trochę ochłody, a że była tu tylko rzeka to nie miałam innego wyboru. Jednak nie wszystko było po mojej myśli. Prąd rzeki był dość silny, że nie mogłam płynąć.
- Lizzy co się dzieje?
- Nie wiem. – wpadłam w panikę. Widziałam tylko, że Niall wskakuje do wody.

Ślęczenie nad papierkami nie jest moim ulubionym zajęciem. Postanowiłam się przewietrzyć. Wyprowadzając Jeffa ze stajni już miałam na niego wsiąść, ale zatrzymał mnie Jose.
- Lily! Zaczekaj. Przeliczyłem stado i mam wrażenie, że brakuje nam ze stu sztuk.
- Stu sztuk? – powtórzyłam zaskoczona. – To nie możliwe. To musi być ktoś z rancza Kinsley’ów albo Garcii. Nie byłabym zaskoczona, gdyby to zrobił Jack albo David. No chyba, że kradzieży dokonuje ktoś od nas.
- Całkiem możliwe.
- Jutro do południa chcę uzyskać szczegółowe sprawozdanie. Wybierz do pomocy ludzi, których jesteś pewien.
- Jasne. A ty gdzie?
- Muszę to wszystko przemyśleć. To już za dużo nawet dla mnie.
Wsiadając na konia pognałam przed siebie. Ruszyłam jeszcze raz obejrzeć tamtą zagrodę. Faktycznie idealne miejsce do kradzieży. Sprawdziwszy najpierw naprawione ogrodzenie zaczęłam liczyć pasące się bydło. Jose miał rację brakowało około stu sztuk. Muszę, jak najszybciej dociec prawdy, inaczej poniesiemy ogromne straty. Nie ma mowy, nie puszczę tego płazem. Muszę działać z rozwagą tak by przechytrzyć złodziei. Potrzebowałam ochłonąć więc skierowałam się nad rzekę. Docierając na miejsce przypięłam konia do gałęzi. Odwróciwszy głowę zobaczyłam tylko jak Lizzy z Niall’em o czymś rozmawiają. Ile razy mówiłam jej, żeby tu nie przychodziła? Tu nie jest tak bezpiecznie jakby się wydawało. Nim zdążyłam zrobić krok w ich stronę dostrzegłam, jak moja siostra wchodzi do wody, po chwili słychać jej krzyk, a Niall wskakuje za nią. Wszystko działo się w zawrotnym tempie. Nawet nie wiem kiedy dobiegłam do wody. Widziałam, jak próbowali podpłynąć do brzegu, ale prąd rzeki im to uniemożliwiał. Niall był bliżej brzegu więc udało mi się go wyłowić na brzeg. Gorzej było z Lizzy. Całe szczęście, że miałam ze sobą lasso. Gdyby nie to pewnie by doszło do najgorszego. Ja doskonale znam tą rzekę, ale za każdym razem boję się do niej wchodzić. Co dopiero, jak jest to osoba, która nic o niej nie wie. Kiedy było już po wszystkim usiadłam na brzegu i odetchnęłam głęboko. Zasłaniając uszy dłońmi próbowałam ochłonąć. Siedziałam tak przez chwilkę, aż wreszcie wstałam. – Wracamy do domu.
- Lily my…
- Lepiej nic nie mów.
- Ale…
- Do cholery co wy sobie myśleliście, co!? Jak możecie być tacy nieodpowiedzialni!? Ile razy ci mówiłam, żebyś tu nie przychodziła? No ile? Gdybym tu nie przyjechała to… nawet nie chcę o tym myśleć.
- Przepraszamy
- Nie interesują mnie wasze przeprosiny. – warknęłam tylko i w milczeniu skierowaliśmy się w stronę domu. – Idźcie się przebrać i odpocząć. – powiedziałam i poszłam zaprowadzić Jeffrey’a do stajni.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy