czwartek, 24 września 2015

Rozdział 20

Schodząc na dół napotkałam głuchą ciszę. Pewnie chłopacy odsypiają wczorajszą imprezę. Nie dziwie się wczoraj poszli na całego. Dochodziła już 9 więc miałam nadzieję zastać moją siostrę w domu. Jednak ku mojemu rozczarowaniu w kuchni siedzieli Niall z Zayn’em. Wpadłam w niezły popłoch, gdyż nie wiedziałam jak się zachować. Chłopaki nie odzywali się do siebie. Każdy z nich pogrążony był w swoich myślach. A może lepiej udawać, że nic nie pamiętam z wczorajszego wieczoru? Tak zdecydowanie będzie najlepiej. Kamera-akcja! Wchodząc w głąb pomieszczenia udałam, że nie zauważyłam pozostałych tu obecnych. Zabrałam się za szukanie tabletek przeciwbólowych choć tak naprawdę doskonale wiedziałam gdzie są. – Moja głowa. – mruknęłam bardziej do siebie. Szczerze to nie odczuwałam zbyt dużego bólu, ale trzeba było wprowadzić plan w życie. Znajdując „odpowiednią” szafkę zażyłam tabletkę.
- O. Cześć Lizzy.- powiedział Niall.
- Cii, głowa mi pęka. – odpowiedziałam. Kiedy blondyn chciał już coś powiedzieć zjawił się Liam.
- Ale jestem wykończony. – mruknął tylko.
- Masz. Dobrze ci to zrobi. – szepnęłam podając mu opakowanie tabletek.
- Dzięki.
W tym czasie zjawiła się Lily, na co Zayn ocknął się ze swojej zadumy. Jednak moja siostra tylko zmierzyła każdego z nas spojrzeniem i z powrotem wyszła. Nie była w najlepszym humorze. Takie diabliki w oczach ma zawsze, gdy coś idzie nie po jej myśli. Nie zważając na resztę szybko poszłam za nią. – Lily! Czekaj. – krzyknęłam na co Lily się zatrzymała.- Chcę cię o coś zapytać.
- Streszczaj się nie mam czasu wysłuchiwać pijackich gadek.
- Co cię ugryzło? Nigdy nie byłaś dla mnie chamska.
- Przepraszam. Wczorajszy dzień wytrącił mnie z równowagi, ale nie ważne.
- Co tu się wczoraj wydarzyło?
- Nic nowego. To co się dzieje każdego roku. – odpowiedziała jednak jej zachowanie mówiło mi coś innego.
- Lily przestań to ciągle robić. Widzę przecież, że coś się stało.
- A ty jak się bawiłaś wczoraj? – zapytała, jak zwykle zmieniając temat.
- Świetnie, ale nie wiem co zrobić z jedną kwestią.
- Widzę, że ktoś chcę z tobą porozmawiać – powiedziała zerkając gdzieś za mnie – Więc przyjdź do mnie później.
- Nie! – powiedziałam łapiąc ją za rękę.
- Lizzy co się dzieje? Zaczynam się martwić.
- Chodźmy gdzieś, gdzie będziemy mogły w spokoju porozmawiać. – odpowiedziałam – Proszę – dodałam widząc jak Lily analizuje moje słowa.
- No ok. Chodźmy.
Szłyśmy przez dobrą chwilę w milczeniu. Widziałam, że Lily już się niecierpliwiła, ale próbowałam obrać w słowa to wszystko, co chciałam jej powiedzieć. W ogóle nie wiedziałam od czego zacząć. Tak trudno jest mówić o swoich uczuciach.
- Powiesz mi w końcu o co chodzi?
- Wczoraj na tej wycieczce byliśmy najpierw w wesołym miasteczku, gdzie, pomijając dom strachu, świetnie się bawiliśmy. Później zabrałam chłopaków na imprezę i …
- Czy ktoś ci coś zrobił? – zapytała z troską moja siostra.
- Nie. Chodzi o to, że tańczyłam z Niall’em i on…
- To on próbował ci coś zrobić? -  powiedziała już wyraźnie zaniepokojona Lily.
- Nie on … po prostu… pocałował mnie… i ja nie wiem, co mam z tym robić. – na moje słowa moja siostra wyraźnie odetchnęła.
- Też tego chciałaś?
- Tak. – odparłam speszona.
- Wybacz, ale nie bardzo rozumiem, co ja mam do tego? Ewidentnie oboje tego chcieliście więc…
- Oh! Nie wiem jak powinnam się teraz zachować wobec niego. Na razie udawałam, że mam kaca i nic nie pamiętam, ale ja doskonale wszystko pamiętam! – krzyknęłam – Najgorsze jest to, że chyba się w nim zakochałam. Wiem, że to nie ma sensu, bo oni są tutaj tylko na miesiąc i w końcu wyjadą, ale… Nie wiem jak to określić. Zawsze o tym marzyłam, żeby spotkać kogoś kto mnie pokocha, ale wydaje mi się, że dla niego to nic nie znaczy. Świetnie nam się rozmawia, mówimy sobie o pewnych sekretach, ale…
- Ej! Już dobrze.
- Co ja mam zrobić?
- Wiesz, że nie jestem najlepszą osobą w doradzaniu w takich sprawach, ale myślę, że powinniście szczerze porozmawiać o swoich uczuciach i oczekiwaniach.
- Przecież mówię ci, że wyjdę na idiotkę jeśli się do tego przyznam.
- Skąd wiesz, że on też tego nie czuje? Gołym okiem widać, że mu na tobie zależy.
- Ale…
- Na dobrych ludzi, takich jak ty, zawsze na świecie ktoś czeka, czy to na dalekiej pustyni, czy w samym sercu gwarnego miasta. I gdy w końcu skrzyżują się drogi tych dwojga i spotkają się ich spojrzenia, to wtedy znika cała przeszłość i cała przyszłość. Liczy się tylko ta chwila i owa niewiarygodna pewność, że wszystko pod niebieskim sklepieniem zostało zapisane jedną Ręką. Ręką, która obdarza miłością i stwarza bliską dusze dla każdego śmiertelnika, który w słonecznym świetle krząta się niestrudzenie, wypoczywa i szuka swego skarbu. Bo jeśliby tak nie było, to marzenie całego ludzkiego rodzaju nie miałoby najmniejszego sensu. Więc po prostu spróbuj wtedy będziesz wiedziała czy to jest ta osoba.
- Łatwo ci tak mówić, bo nie wiesz co czuję.
- Wiesz co? To ty do mnie przyszłaś prosić o radę. Próbuję ci pomóc, ale jak widać to nie ma sensu. Lepiej zadzwoń do Nadii ona ci lepiej doradzi. – odpowiedziała Lily i chciała odejść.
- Lily! Przepraszam ja…
- Nie musisz przepraszać. To twoje życie i możesz z nim robić co tylko chcesz. – przerwała mi jakby zawiedziona. – A i jeszcze mam jedną sprawę jak już rozmawiamy. Od dziś ten zespół to twoi goście. Będziesz się nimi zajmować. Maria ci pomoże, bo niedługo wraca.
- Ale…
- Tak postanowiłam. Mam już dość tych ich humorków. To był zły pomysł, żeby tu zostali. Trzeba było ich odesłać na inne ranczo. Oni się po prostu nie nadają do życia tutaj. Nie mam zamiaru przejmować się dłużej nimi.
- Do czego zmierzasz? – zapytałam nieco przestraszona.
- Przez kilka dni nie będziemy spędzać razem czasu, jadać posiłków itd. I proszę cię również o to, żebyś więcej nie prosiła mnie o żadne rady.
- Co się dzieje? Dlaczego to mówisz? Czy coś się stało?
- Chcę odpocząć od wszystkiego. Poczucie winy nie daje mi spokoju. Myślałam, że sobie z tym poradziłam, ale to wróciło ze zdwojoną siłą. Po za tym coraz częściej czuję, że ponoszę klęskę. Że wszystko czego się podejmę jest porażką i kończy się katastrofą. Na kilka dni przenoszę się do starego domu za sadem. Co jakiś czas będę zaglądać, czy tu w domu wszystko w porządku. Amelia ci pomoże w kuchni do powrotu Marii.
- To nie jest twoja wina. Ile razy mam ci to mówić! Nie możesz… - jak ona może w ogóle o czymś takim myśleć? Łzy zaczęły spływać mi po policzkach.
- A właśnie, że mogę. Ten stary dom należy tylko do mnie. Taka była wola dziadka, ale nie o to chodzi. Wiesz starałam się, żebyś była szczęśliwa i dumna z tego kim jesteś. Czułam się odpowiedzialna za ciebie kiedy zabrakło Luka. Nie jestem dużo starsza, ale właśnie tak było. Teraz widzę, że nie powinnam tego robić. Świetnie sobie radzisz beze mnie. Natomiast ja gdzieś po drodze zatraciłam siebie i…
- Proszę cię. Jesteś moją siostrą więc powinnaś…
- Nie Lizzy. Tak będzie lepiej. Za bardzo chciałam mieć ciebie blisko po tym jak Luke… Nie mogłam stracić również ciebie, ale teraz widzę, że próbowałam sterować twoim życiem. Przepraszam cię, że nie potrafię być dobrą siostrą.
- Przestań wygadywać te bzdury! Lepszej siostry nie mogłam mieć! Jak ty to sobie wyobrażasz co?
- Zrozum Lizzy, że muszę, to zrobić zanim do końca mnie znienawidzisz. Na razie tego nie dostrzegasz, ale w końcu by tak się stało. A ja nie chcę do tego dopuścić. Jesteś moją najbliższą rodziną… Spędzaj miło czas. Ja będę to obserwować z boku i cieszyć się razem z tobą.
- Nie zgadzam się! Słyszysz? – krzyczałam histerycznie.
- Nie płacz. Tak będzie lepiej dla wszystkich.
- Miałaś pomóc Zayn’owi. Obiecałaś, że to zrobisz. Po za tym tylko dzięki tobie uda się uratować ich zespół. Jak chcesz to zrobić?
- Jeszcze nie wiem. Na razie potrzeba mi chociaż 2 dni całkowitej ciszy. Muszę sobie wszystko poukładać. Wiem, że obiecałam, ale…
- Proszę cię. Przecież nie musisz się wynosić z domu…
- Uśmiechnij się. Nie lubię jak się smucisz. – powiedziała Lily po czym zaczęła kierować się w stronę domu.
- Lily! Stój! Lily do cholery! – krzyczałam po czym bezsilnie upadłam na kolana i zaczęłam jeszcze mocniej płakać.

Wiem, że to dla niej trudne, ale muszę to zrobić. Dla mnie to też nie jest łatwe, ale muszę to zrobić. Lizzy w końcu zrozumie, że przez cały czas ją ograniczałam i wyjdzie jej to na dobre. Jestem tylko jej siostrą  i tak to powinno wyglądać. Za bardzo chciałam być dla niej kimś na wzór matki. Jednak nie może tak dłużej być. Każda z nas ma swoje życie i obie musimy zająć się własnym. Wtedy będziemy mogły żyć tak naprawdę. Życie nas nie oszczędza. Co chwilę rzuca nam pod nogi kłody, a my musimy umieć je przeskakiwać. Zabiera nam szanse i powodzenie, i pozostawia z kruchą nadzieją. Wywiera na nas presję, czasami doprowadza do szantażu, jednym słowem - jest nieobliczalne. Mam wrażenie, że czasami życie robi na nas pewnego rodzaju test sprawdzający wytrzymałość. Odbiera nam coś ważnego, obdarowuje czymś niepotrzebnym, psuje, niszczy i zapisuje postępy swojego doświadczenia. W moim przypadku najczęściej wygląda to tak: reakcja - żadna, skutki - obiekt padł i nie wstaje, wnioski - życie jest najokrutniejszą formą daną ludziom przez Boga, ludzie są zbyt słabi, nie walczą, poddają się, liczą na cud, ale świat to nie jest druga Kana Galilejska, to obszar, w którym rządzimy my sami, z własnymi słabościami, lękami i zbyt słabą wiarą. Życie przemija, a my leżymy i czekamy na swoją kolej. A to chyba nie o to chodzi, prawda? Dlatego ja muszę odetchnąć choć przez chwilę. Spróbować postrzegać życie jako coś dobrego. Uwolnić się od przeszłości. Tylko czy potrafię to zrobić? 
Wchodząc do domu głęboko odetchnęłam. Zabierając ze schowka walizkę, nie zważając na nic, od razu wbiegłam na górę. Moją uwagę przyciągnęły, wiszące na ścianie korytarza, zdjęcia. Te fotografie
przedstawiały naszą rodzinę: rodziców, dziadków, Luka, mnie i Lizzy. Wszystkie były takie radosne i żywe. Dlaczego to wszystko musiało nas spotkać? Udałam się do swojego pokoju. Spakowanie kilku, najpotrzebniejszych rzeczy nie zajęło mi zbyt dużo czasu. Zamykając pokój na klucz ostatni raz rozejrzałam się – Tak będzie lepiej dla wszystkich. – szepnęłam tylko i zeszłam na dół.Choć raz dopisało mi szczęście i udało mi się wymknąć z domu nie zauważona. Dobrze, że istnieje coś takiego jak tylnie wyjście. Nie miałam ochoty się nikomu tłumaczyć, a zwłaszcza chłopakom. Podjęłam decyzję, którą w tym momencie uznaję za najlepszą z możliwych, i mam zamiar się jej trzymać. Zobaczymy czy to zda egzamin. Muszę to zrobić dla Lizzy, a przede wszystkim dla siebie.Dopiero teraz zrozumiałam jak wielką krzywdę wyrządzam wszystkim wkoło. Za bardzo tkwiłam w przekonaniu, że mam prawo decydować o życiu innych. Koniecznie muszę znaleźć jakieś rozwiązanie swoich problemów. W dodatku jest jeszcze sprawa Zayn'a. Wiem, że obiecałam mu pomóc i mam dotrzymać obietnicy. Nigdy nie rzucam słów na wiatr. Jednak spokojnie chcę to przemyśleć. Mam zamiar mu pomóc, ale muszę to zrobić w umiejętny sposób. Widzę, że on zaczyna coś do mnie czuć, co utrudnia tą sprawę. Gdyby było inaczej nie całowałby mnie ciągle. Też tego chciałaś... Może i chciałam, ale to nie ma znaczenia. Za dużo nas dzieli byśmy mogli myśleć o czymś więcej. W ogóle o czym ja myślę? Potrząsnęłam głową po czym pakując walizkę do samochodu pojechałam do starego domu. Może to nie była zbyt długa trasa, ale nie zamierzałam nieść bagażu. Docierając do celu zaczęłam mieć wątpliwości. Jednak szybko się ich pozbyłam i zabrałam się za uprzątanie mojego tymczasowego lokum.

Od samego rana nie mogłem sobie znaleźć miejsca. Schodząc na dół liczyłem zastać gdzieś Lily jednak mi się to nie udało. Zdziwiłem się gdyż dochodziła pora śniadania, a jej nigdzie nie było.W kuchni znalazłem tylko Nialla, który siedział pogrążony w swoich myślach. Nie zamierzałem mu przeszkadzać, ale kiedy chciałem wyjść skinął na mnie głową więc usiadłem obok niego. Siedzieliśmy w ciszy i kiedy blondyn już chciał coś powiedzieć pojawiła się Lizzy. Chwilę potem zameldował się Liam a po nim weszła Lily. Tylko zlustrowała nas spojrzeniem i wyszła z powrotem. Za nią wybiegła Lizzy oraz Niall, który po kilku minutach wrócił. O co tu chodzi? Wszyscy się jakoś dziwnie zachowują dzisiaj. Na samym końcu pojawili się Louis z Harrym, którzy mieli niezłego kaca. Widzę, że wczoraj ostro zabalowali. Byłem głodny i chciałem sobie zrobić coś do jedzenia, gdyż nie zanosiło się na to, że Lily to zrobi. Jednak w porę pojawiła się Amelia i przygotowała nam śniadanie. Zjedliśmy je w ciszy. Każdy wyglądał na zamyślonego. Nagle do kuchni wpadła zapłakana Lizzy.
- Amelia gdzie jest Jose?
- Co ci się stało? - zapytał Niall podrywając się z zajmowanego miejsca.
- Jose powinien być gdzieś przy naszym domu, ale dlaczego płaczesz?
Ta jednak nie miała zamiaru odpowiadać na żadne pytanie. Kiedy chciała już wyjść Niall ją zatrzymał.
- Lizzy odpowiedz mi proszę.
- To wszystko wasza wina! - krzyknęła tylko i wybiegła. 
- Co jej się stało? - spytał Liam.
- Przepraszam was pójdę sprawdzić, co się dzieje. - powiedziała tylko Amelia.
- Idę z tobą. - dodał bez wahania blondyn.
- Przepraszam cię, ale lepiej nie. Wydaje mi się, że to chodzi o sprawę, która was nie dotyczy. Lepiej zostań. - uprzejmie powiedziała Amelia po czym wyszła.
Każdy z nas był bardzo zaskoczony tym co się dzieje. Nikt nie miał odwagi odezwać się pierwszy więc siedzieliśmy tak patrząc się na siebie. Niall tylko coś mruknął pod nosem po czym wyszedł. Ja również ulotniłem się. Koniecznie musiałem zapalić. Najbardziej zastanawiało mnie to, gdzie jest Lily?


Totalnie rozbita szukałam Jose. Może on wybije Lily ten idiotyczny pomysł z głowy. Co jej w ogóle strzeliło do głowy, żeby się przenosić do starego domu? Czy ona naprawdę tak myśli? Przecież to są totalne bzdury.
- Jose! Zaczekaj.
- Lizzy? Co ty tu robisz? Co się dzieje?
- Lily znowu ma jakieś idiotyczne pomysły.
- O co chodzi?
- Postanowiła przenieść się do starego domu, bo uważa, że jej życie jest katastrofą. Tak w skrócie mówiąc.
- Słuchaj wiem, że się z tym nie zgadzasz, ale daj jej zrobić to, co postanowiła. Ona musi w końcu odciąć się od przeszłości. Inaczej nigdy nie będzie mogła być szczęśliwa. Lily musi pozwolić pewnym rzeczom odejść. Uwolnić się od nich. Odciąć. Zamknąć cykl. Nie z powodu dumy, słabości czy pychy, ale po prostu dlatego, że na coś już nie ma miejsca w jej życiu. Musi zamknąć drzwi, zmienić płytę, posprzątać dom. Przestać być tym, kim nie jest. Musi nauczyć się być sobą. Musi zrozumieć, że to nie jest gra znaczonymi kartami. Raz wygrywamy, raz przegrywamy, ale takie jest życie. Więc nie utrudniaj jej tego. Wspieraj ją, a szybciej wszystko wróci do normy.
- Masz rację, ale to takie trudne...
- No, a teraz już nie płacz. Wszystko się ułoży. 
- Jeszcze raz dzięki. Już sobie idę. Wytłumacz wszystko Amelii, ok?
- Pewnie. Zmykaj zająć się gośćmi.
Dochodząc do domu natknęłam się na Nialla. Siedział wyraźnie zmartwiony i kiedy mnie zobaczył od razu podszedł do mnie. Postanowiliśmy się przejść i porozmawiać. Bardzo potrzebowałam kogoś kto mnie wysłucha. Szliśmy przez jakiś czas w ciszy, aż dotarliśmy do sadu, gdzie po zajęciu miejsc zaczęliśmy rozmowę. W sumie to on zadawał miliard pytań na minutę. Był taki przejęty, że aż mi się zrobiło głupio, że na nich nakrzyczałam rano.
- Powiesz coś? - spytał blondyn. 
- Przepraszam za wcześniej. Po prostu mamy tu małe problemy, ale już jest lepiej.
- Byłaś w takim stanie jakby się stało coś bardzo złego. Wiesz, że mi możesz powiedzieć o wszystkim. Potrafię dotrzymać tajemnicy. 
- Chętnie bym ci powiedziała, ale tu nie chodzi o mnie. Mogę jedynie ci wyznać, że Lily przez kilka dni nie będzie w domu, ale zachowaj to dla siebie. 
- Pewnie.- odpowiedział.- Teraz tak z innej bajki, ale muszę z kimś o tym porozmawiać. Wiesz jesteśmy tu prawie od tygodnia i o wiele lepiej nam tutaj niż w Londynie. Przynajmniej Zayn się do nas odzywa, spędza z nami czas. Po za tym prawie wcale się nie kłócimy. Nie byliśmy przekonani do przyjazdu tutaj, ale ewidentnie to wychodzi nam na dobre. Mimo, to jest tak jakby sztucznie. Chciałbym, żeby wszystko było tak jak kiedyś. Nie wiem, czasami odnoszę wrażenie, że tylko mi zależy na zespole. Przez ten cały czas próbowałem na nowo nas połączyć, ale mi się nie udało. W chłopakach nie widzę żadnego zaangażowania. Trapi mnie to, czy w ogóle ma to jakiś sens. Czy nie lepiej by było to wszystko zakończyć? Każdy by poszedł w swoją stronę. Może tak byłoby najlepiej?
- Ej! Nie mów tak. Przyjechaliście tutaj, żeby rozwiązać wasze problemy i zobaczysz, że tak będzie. Zostały jeszcze trzy tygodnie więc nie poddawaj się na starcie. 
- Nie wiem. Lily ewidentnie przeszkadzamy. Zresztą mam wrażenie, że jesteśmy tylko problemem. Że zaburzyliśmy wasze spokojne życie. Że...
- Ja tam się cieszę, że przyjechaliście. Naprawdę. Tu u nas nie jest tak kolorowo, jak wam się wydaje. Lily się nie przejmuj. Ona wszystkich tak traktuje. Właśnie dlatego przez jakiś czas jej nie będzie, ale ona zawsze dotrzymuje obietnic. Pomożemy wam i wy przy okazji pomożecie nam. Tylko jakoś trzeba do tego przekonać pozostałych. 
- Tu może być problem.
- Poranek nie był zbyt miły dla mnie. Byłam załamana, ale Jose mi coś uświadomił. Dlatego od dziś będę cieszyć się własnym życiem tak, jak tego chce Lily. Pomogę ci zjednoczyć wasz zespół, ale ty musisz mi coś obiecać.
- Co?
- Od dzisiaj wszystko będziemy widzieć w jasnych barwach. I nie będziemy się przejmować tymi wszystkimi problemami. Czas wreszcie z tym skończyć i cieszyć się życiem. - zakończyłam entuzjastycznie.
- Twój humor zmienia się jak w kalejdoskopie. - odpowiedział z uśmiechem Niall.
- O widzisz tak lepiej. A teraz idziemy realizować nasz plan.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy