Obudziły mnie promienie słoneczne wpadające do mojego
pokoju. Na szczęście dzisiaj mogłam trochę poleniuchować. Głowa mnie trochę
bolała, jak to po imprezie. Leżąc w łóżku zaczęłam wspominać wczorajszy dzień. To
był wyśmienity pomysł, żeby jechać na tą wycieczkę. Akurat trafiliśmy na jakiś
tydzień wesołych miasteczek czy coś w tym stylu. Ale zacznijmy od początku.
Liam z Harrym nie byli
w zbyt dobrym humorze. Ten pierwszy niby się pokłócił z Lily choć nie chce mi
się wierzyć. Akurat on wydaje się najrozsądniejszy z nich wszystkich, a moja
siostra nie wdaje się w kłótnie z kimś, kto niczym nie podpadł. Z kolei Harry,
jak to Harry zawsze nie w humorze. Mimo to droga przebiegła w przyjemnej
atmosferze. Louis z Niallem o to zadbali. Cały czas mnie rozśmieszali. Jak na
prawdziwego dżentelmena przystało blondyn nie pozwolił mi prowadzić. Zresztą
ucieszyłam się z tego, gdyż nie lubię tego robić. Kiedy dojechaliśmy do
miasteczka z radością odkryłam, że jest tam wesołe miasteczko. Dawno tam nie
byłam. Kiedyś częściej przyjeżdżałam tutaj z Aną i Emily siostrą Jacka.
Niestety dawno temu ta druga wyjechała stąd, bo nie mogła już znieść swojej
rodziny. Z kolei Ana stała się taka, jak jest teraz. Kiedyś była zupełnie inna. Ale
nie ważne. Uśmiech momentalnie wkradł się na moją twarz, kiedy ujrzałam
niedaleko przed sobą wysoki młyn, rollercoaster oraz mnóstwo innych karuzeli. Poczułam
się jak małe dziecko. Niall podzielał mój entuzjazm. A gdy z oddali dotarł do
nas zapach waty cukrowej momentalnie zerwaliśmy się do biegu nie czekając na
pozostałych. Zamierzałam dobrze się bawić i nie zwracać uwagi na humorki
innych. Kiedy wszyscy zebraliśmy się w jednym miejscu Niall zarządził
przejażdżkę rollercoasterem. – No to
idziemy. Akurat będziemy sami.
- Nigdy jeszcze nie jeździłam na tej karuzeli, bo zawsze byłam zbyt
przerażona na myśl, że wisiałabym do góry nogami... na takiej wysokości. Lepiej
chodźmy na jakieś autka czy coś w tym stylu? Na pewno będziemy się równie
świetnie bawić – próbowałam odwieźć go od tego pomysłu. Jednak blondyn dobitnie
stwierdził, że się od tego nie wymigam. Zajęliśmy miejsca w początkowych
wagonikach. Wiedziałam, że będę przerażona, ale mimo to dałam się namówić by
usiąść razem z Niallem w pierwszym wagoniku.
- Rozluźnij się. Nic ci się nie stanie. Jestem obok.
- Łatwo powiedzieć trudno zrobić.
Po milionie próśb z mojej strony odnośnie sprawdzenia, czy aby na pewno
wszystko jest dobrze pozapinane maszyna ruszyła. Odruchowo złapałam blondyna za
rękę na co ten obdarzył mnie olśniewającym uśmiechem. Kiedy maszyna obróciła
nas do góry nogami odruchowo krzyknęłam i mocniej ścisnęłam rękę Nialla. Spojrzałam
na niego i dostrzegłam, że on również na mnie patrzy. Trwało to zaledwie kilka
sekund, gdyż maszyna ruszyła dalej. Jednak to była bardzo magiczna chwila dla
mnie. W tamtym momencie trapiło mnie tylko jedno pytanie: Czy naprawdę mogłam
się zakochać w kimś kogo znam zaledwie kilka dni? Po upływie kilku minut
rollercoaster w końcu się zatrzymał, a my mogliśmy opuścić to ustrojstwo. Z
jednej strony mi się podobało, ale z drugiej nie chciałabym tego powtórzyć.
Szybko odeszłam kilka kroków zostawiając chłopaków w tyle. Szczerze mówiąc to
zakręciło mi się w głowie. Odkąd pamiętam przy nagłych zmianach wysokości
pojawiają się u mnie zawroty głowy. Na szczęście z upływem czasu objawy
stopniowo ustępują.
- Wszystko w porządku? - zapytał Niall podchodząc
do mnie z chłopakami.
- Tak, tylko trochę
zakręciło mi się w głowie.
- Było zajebiście. –
wtrącił Louis.
- A tobie Harry trochę
humor się poprawił? – zapytałam.
- Powiedzmy, że tak.
- No i super. To teraz
chodźmy na jakąś mniej „rzucającą” karuzelę. – powiedziałam. – Chodźmy na te samochodziki.
- No bez kitu. –
odpowiedział Harry.
- Już nie marudź.
Idziemy i koniec kropka. – powiedziałam tonem nie znoszącym sprzeciwu i
skierowałam się w stronę wspomnianej karuzeli.
-Też ma niezły
charakterek. – szepnął Louis.
- Po siostrze- dodał
Niall.
- Słyszałam!
Po kilku przejażdżkach
na różnych karuzelach udaliśmy się na
obiad. Szczerze powiedziawszy to wszyscy zrobili się głodni. Po zjedzonym
posiłku postanowiliśmy chwilkę odpocząć.
- To gdzie teraz
idziemy? – zapytałam.
- Może dom strachu? –
zapytał z cwaniackim uśmiechem Harry.
- Nie, wolę iść do
tamtego cyrku. – odpowiedziałam.
- Zgadzam się z Harrym.
– odpowiedział Louis.
- Przecież ty się
będziesz bardziej bał niż Lizzy. – powiedział roześmiany Niall.
- Czy ty uważasz, że
ja się boję tam iść?
- Uuuu…- zawył Harry.
- A ty siedź cicho. –
wskazałam na niego. – Chodźmy tam. Na pewno będziecie krzyczeć głośniej ode
mnie. – dodałam surowo.
- Czyli postanowione.
– powiedział Niall.
Wszyscy udaliśmy się w
kierunku domu strachów. Przyznam, że trochę się boję, ale to nie może być aż
takie straszne. Racja? Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Szczerze mówiąc
inaczej sobie to wyobrażałam. Myślałam, że w takim miejscu normalnie jest
kolejka, a tu trzeba było iść na własnych nogach. Przerażało mnie to. Wszędzie
wkoło poprzyczepiane były jakieś pajęczyny, znajdowały się różne rekwizyty
ociekające czymś co miało przypominać krew. Na ogół nie boję się widoku krwi i
różnych stworów, ale tutaj to wszystko było tak realistyczne. Było ciemno, ale
zauważyłam, że Louis trzyma się blisko Harrego. Za to dość blisko mnie szedł Niall. Z drugiej strony zauważyłam Liama. Bez
przerwy można było usłyszeć śmiechy, szepty i inne odgłosy przez które przeszły
mnie ciarki. Manekiny pojawiały się w najmniej spodziewanym momencie, przez co zdarzyło
mi się krzyknąć kilka razy. Jednak nie byłam sama. Louis również krzyczał.
Nawet głośniej ode mnie. Niall z Harrym nie krzyczeli, ale kątem oka
zauważyłam, że też byli nieźle przestraszeni. Tylko Liam szedł nie wzruszony. W
końcu dotarliśmy do jakiegoś pokoju, gdzie znajdowało się mnóstwo trumien
poustawianych równolegle do ściany. Nagle zaczęły z nich wychodzić jakieś
potwory, które w rękach trzymały, poplamione krwią noże. Automatycznie
przesunęłam się bliżej Nialla i złapałam go za rękę. Pociągnęłam go w stronę
wyjścia. Wiedziałam, że to wszystko było na pokaz, ale już miałam dość tych
emocji. Dopiero jak znaleźliśmy się na zewnątrz puściłam blondyna i zaczęłam
biec przed siebie. Musiałam się uspokoić, żeby nie zacząć płakać. Zgrywałam
twardzielkę, ale to nie na moje nerwy. Nigdy więcej domów strachu. Już chyba
wolę rollercoaster.
- Lizzy!
Zaczekaj! -krzyczał za mną Niall, jednak
ja nie miałam zamiaru się zatrzymywać w tamtej chwili. Jednak on był szybszy i
w kilka sekund mnie dogonił. – Coś się stało? Dlaczego uciekasz?
- Nic się nie stało.
Potrzebuję chwilkę ochłonąć. Sama. – odpowiedziałam. – Idź poszukaj chłopaków
spotkamy się w tej kawiarni za rogiem.
- Na pewno wszystko ok?
- Tak nie musisz się
martwić. – posłałam mu nikły uśmiech po
czym kontynuowałam swój bieg.
Po prostu widok tych
trumien przywołał przykre wspomnienia. Dla osoby, która straciła tyle osób w
swoim życiu, to nie jest łatwe. Chciałam zostać sama, gdyż nie mogłam
opowiedzieć chłopakom o tym. Pewnie uznaliby mnie za wariatkę. Po upływie
kilkudziesięciu minut w końcu się uspokoiłam na tyle, że mogłam poszukać
chłopaków. Zniecierpliwieni siedzieli w umówionym miejscu. Niall kiedy mnie
zauważył szybko poderwał się z miejsca.
- Gdzieś ty tyle była?
Martwiłem się o ciebie.
- Już dobrze. Jestem. Możemy
iść dalej się bawić. – odpowiedziałam posyłając mu najszerszy uśmiech na jaki
było mnie stać. Dopiero wtedy blondyn przestał się tak we mnie intensywnie
wpatrywać i dołączyliśmy do pozostałych. – Macie jeszcze siłę na dalsze
atrakcję?
- Siedzimy tu dobre
pół godziny więc mamy dużo siły. – mruknął Harry.
- Gdzie idziemy? –
spytał Liam.
- Na początek na
pozostałe atrakcje wesołego miasteczka, a reszty dowiecie się w swoim czasie. I
rozchmurzcie się trochę. Mamy się świetnie bawić, a nie zamulać.
- To nie my
zniknęliśmy niewiadomo gdzie. – burknął Styles.
- Przestań Harry. –
odpowiedział mu Niall.
Ja tą uwagę puściłam
mimo uszów po czym udaliśmy się do dalszych atrakcji. Wesołe miasteczko było
wspaniałe, ale szczerze mówiąc po kolejnych czterech godzinach miałam już
dosyć. Chłopaki wyglądali już na nieźle znudzonych, niektórzy wręcz
zirytowanych, dlatego postanowiłam zabrać ich na imprezę. Dawno już na żadnej
nie byłam gdyż nie miałam towarzystwa. Może to nie są zbyt dobre imprezy w
porównaniu z tymi, które dwa razy w roku organizuje moja siostra, ale
najważniejsze, że da się potańczyć i można się czegoś napić.
- Gdzie tym razem? –
spytał Louis.
- Wkrótce się
przekonacie. Tylko zachowujcie się i nie przynieście mi wstydu.
- Mam nadzieję, że to
nie kolejne durnowate zabawy dla dzieci. – mruknął Harry.
- Nie wiem w czym tkwi
twój problem. Trzeba było się zamknąć w pokoju i siedzieć tam przez cały dzień.
A najlepiej, jak byś w ogóle się nie pojawiał na ranczu. Nikt nie musiałby
znosić twoich humorków. – odpowiedziałam lekko podniesionym głosem na co reszta
wytrzeszczyła na mnie oczy. – Jak nie chcecie iść możecie wracać do domu. Niall
ma kluczyki. Wasz wybór. – dodałam zmierzając ku wyjściu z wesołego miasteczka.
Usłyszałam jeszcze, jak chłopacy kłócą się, ale nie miałam zamiaru tego słuchać.
Postanowiłam na nich poczekać przy samochodzie i dowiedzieć się jaka jest ich
decyzja. Stałam tak z 20 minut aż wreszcie się dołączyli. – No to jak? Jedziecie
czy zostajecie?
- Zostajemy. –
odpowiedział Niall.
- W takim razie
idziemy.
- Lizzy zaczekaj
chwilkę… - zaczął Harry.
- Nie musisz nic mówić,
a tym bardziej mnie przepraszać. Szczerze ci radzę zastanów się czy warto
obrażać wszystkich wkoło. Pewnego dnia możesz się obudzić całkiem sam, a wtedy
już będzie za późno by naprawić twoje relacje z przyjaciółmi. – powiedziałam. –
Przejdziemy kilka kroków i będziemy na miejscu. – zwróciłam się do pozostałych.
Droga nie trwała
długo, gdyż to nie jest zbyt duże miasteczko, a po za tym wszystko znajduje się
dość blisko siebie. Klub był na samym końcu tak, żeby nie przeszkadzał
mieszkańcom. Z racji tego wokół niego było mnóstwo wolnego terenu, gdzie
aktualnie było wesołe miasteczko. Dlatego mieliśmy blisko.
- To jest moja
niespodzianka.
- Co to za miejsce?
Nie wygląda zbyt ładnie. – powiedział Liam.
- Z zewnątrz nie
zachwyca, ale w środku jest bardzo przyjaźnie. – odpowiedziałam.
- Zabrałaś nas do
klubu? – spytał Louis z błyskiem w oku kiedy weszliśmy do środka. Może to
miejsce nie przypominało londyńskich klubów, ale chociaż wyglądem wskazywało,
że jednak to jest klub, a nie jakaś speluna. Budynek był podzielony na dwie sale.
Jedna była urządzona w stylu country głównie dla mieszkańców miasteczka i
okolicznych ranczerów. Druga, minimalnie mniejsza sala, w której akurat byliśmy,
urządzona była z myślą o przyjezdnych. Z reguły przebywali tu młodzi mieszkańcy
i ich goście. Tutaj znajdował się bar oraz wielki parkiet. Pod ścianą stały
stoły z ławkami tak, że można było sobie usiąść.
- Mam nadzieję, że jak
trochę potańczycie i się napijecie to przestaniecie się tak dąsać o byle co.
- Jesteś genialna. –
odparł Horan.
- Chwila! – krzyknęłam
gdy już chcieli iść do baru. – Najpierw losujemy kto nie pije.
Wypadło na Nialla, na
co reszta odetchnęła z ulgą. W klubie było sporo ludzi, co zdziwiło chłopaków.
Dla mnie to norma. Może to jest małe miasteczko, ale tutaj zjeżdżają ludzie z
całej okolicy. Jest to najlepszy klub w promieniu kilkunastu kilometrów.
Dlatego zawsze jest tu taki tłok. Co jak co, ale my też potrafimy się nieźle
bawić. Chłopacy byli zdziwieni, że nikt ich nie rozpoznał. Jednak tutaj to
norma. Nawet jakby zjawiły się aniołki Victoria Secret’s to nikt by nie zaczął
krzyczeć i piszczeć. Oczywiście męska część by wyraziła zainteresowanie, ale
nie z powodu popularności. Znaleźliśmy jakiś wolny stolik i zasiedliśmy przy
nim.
- No i co powiecie?
- Nie myślałem, że
tutaj są takie imprezy. – krzyknął Louis.
- Nie tylko w Londynie
macie takie miejsca. – odkrzyknęłam. – Idę po jakieś drinki. Co chcecie?
- Zamów coś dla nas.
Nie wiem co wy tu macie.- powiedział Liam.
- Ok.
- Pójdę z tobą. –
powiedział Niall.
Drinki poszły w obieg
i po chwili na naszym stoliku znalazło się kilkanaście szklanek. Ludzie
tańczyli dookoła i śpiewali lecące piosenki.
- Idę tańczyć.
Zajmijcie się sobą. – udało mi się jeszcze krzyknąć i nie czekając na ich
reakcję ruszyłam na parkiet. W końcu ile mam czekać, aż któryś raczy mnie
poprosić do tańca? Harry z Louisem ciągle pili. Liam jakoś nie wyglądał na chętnego
do tańca, a Niall cały czas się na mnie patrzył, ale też nie poprosił. Nie
miałam zamiaru tracić dobrej okazji. Stanęłam tak, żeby kątem oka móc ich
widzieć. Byłam już trochę wstawiona, ale to pomagało mi się jeszcze lepiej
bawić. Zaczęłam zmysłowo poruszać się w rytm muzyki aż do momentu, w którym
przyłączył się do mnie jakiś koleś. Okazało się, że to mój dawny kolega ze
szkoły. Tańczyliśmy sobie prowadząc przyjemną rozmowę dopóki na horyzoncie nie
pojawił się Niall. Widać, że był nieźle wkurzony, ale nie rozumiem dlaczego?
Nie jesteśmy razem i raczej nie będziemy więc o co mu chodziło?
- Odbijany. – zdołał
tylko warknąć i spławił mojego tanecznego partnera.
- Co to miało być?
- To było trochę
niegrzeczne wiesz?
- Cicho.
Jak na złość akurat z
głośników wyleciała jakaś spokojna melodia. Blondyn przysunął się bliżej mnie i
objął mnie w pasie. W pierwszej chwili nie wiedziałam, jak się zachować. Dopiero
po chwili położyłam mu ręce na karku. Poruszaliśmy się w rytm muzyki przy czym
blondyn intensywnie się we mnie wpatrywał. Ja jakoś nie mogłam na niego
spojrzeć. Błądziłam wzrokiem gdzieś za nim. Widziałam, że pozostali też ruszyli
na parkiet, bo nasz stolik był pusty. Po kilku sekundach odważyłam się spojrzeć
na Nialla. Może nie do końca to była moja decyzja, no ale liczy się to, że
spojrzałam na niego. Swoje oczy nadal miał skierowane na mnie. Na jego twarzy
widniał cudowny uśmiech, który automatycznie odwzajemniłam. Po jego złości nie
było już śladu. Patrząc na niego znowu powróciło dręczące mnie pytanie: czy w
kilka dni można się zakochać? – Świetnie tańczysz. – szepnął tuż koło mojego
ucha, na co moje nogi stały się jak z waty. Gdyby nie mocny uścisk Nialla dawno
już bym upadła. Nie byłam w stanie odpowiedzieć więc tylko promiennie się
uśmiechnęłam. Co się ze mną dzieje? Odwróciłam głowę, by przestać na niego
patrzeć. Jednak nasze twarze były tak blisko siebie, że dosłownie czułam jego
oddech na policzku. Nagle usłyszałam jak Niall śpiewa razem z lecącą melodią.
" And all I want is the taste that
your lips allow
My, my, my, my, give me love."
No czemu wcześniej
tego nie zauważyłam? Z głośników wybrzmiewała piosenka Ed’a. Ale dlaczego
wybrał akurat ten wers? To, że wtedy chciał mnie pocałować uznałam za efekt
chwili no a teraz? Ponownie mogę stwierdzić, że ma świetny głos. Kiedy
podniosłam swój wzrok blondyn przybliżył się do mnie tak, że nasze usta
dzieliły milimetry. Dosłownie wystarczył jeden ruch, a nasze wargi by się
spotkały. No i wystarczył. Niall pochylił się jeszcze bardziej i mnie
pocałował. Jego usta były tak miękkie, jakby były stworzone do całowania. Kiedy
zabrakło nam powietrza odsunęliśmy się od siebie. Nie mogłam mu spojrzeć w
oczy. Sama nie wiedziałam do końca czy to się dzieje naprawdę. No wiecie
alkohol i te sprawy. Kołysaliśmy się jeszcze przez chwilę, aż na horyzoncie
zjawił się Louis. – Odbijany. – i nie czekając na moje słowa obrócił mnie w
swoją stroną. Jednak moje myśli krążyły tylko wokół ostatniej chwili. – Sorry
Louis, muszę się napić. – krzyknęłam tylko do niego i skierowałam się w stronę
baru, gdzie napotkałam Harrego. Po otrzymaniu drinków udaliśmy się do naszego
stolika, gdzie siedzieli Liam z Niall’em. Czułam, że blondyn mierzy mnie
wzrokiem, ale nie spojrzałam na niego. Wdałam się w jakąś bezsensowną
konwersację z Harrym. Po kilku kolejnych kolejkach i wygłupach w tańcu blondyn
zarządził powrót do domu. W drodze Harry z Louisem zasnęli, ja też już prawie
odlatywałam. Kiedy dojechaliśmy już byłam w minimalnie lepszej formie. Misją
było dobudzenie śpiochów, ale w końcu się udało. Wchodząc do domu byliśmy w
znakomitych humorach do momentu, aż nie zobaczyliśmy Lily. Jednak ta szybko się
ulotniła podobnie, jak Zayn więc jeszcze zjedliśmy późną kolację, tak byłam
jeszcze głodna, i rozeszliśmy się do pokojów.
I tak przebiegł nam wczorajszy dzień. Teraz czas w końcu
sprawdzić co się dzieje teraz w domu.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz