sobota, 19 września 2015

Rozdział 19


Obudziły mnie promienie słoneczne wpadające do mojego pokoju. Na szczęście dzisiaj mogłam trochę poleniuchować. Głowa mnie trochę bolała, jak to po imprezie. Leżąc w łóżku zaczęłam wspominać wczorajszy dzień. To był wyśmienity pomysł, żeby jechać na tą wycieczkę. Akurat trafiliśmy na jakiś tydzień wesołych miasteczek czy coś w tym stylu. Ale zacznijmy od początku.
Liam z Harrym nie byli w zbyt dobrym humorze. Ten pierwszy niby się pokłócił z Lily choć nie chce mi się wierzyć. Akurat on wydaje się najrozsądniejszy z nich wszystkich, a moja siostra nie wdaje się w kłótnie z kimś, kto niczym nie podpadł. Z kolei Harry, jak to Harry zawsze nie w humorze. Mimo to droga przebiegła w przyjemnej atmosferze. Louis z Niallem o to zadbali. Cały czas mnie rozśmieszali. Jak na prawdziwego dżentelmena przystało blondyn nie pozwolił mi prowadzić. Zresztą ucieszyłam się z tego, gdyż nie lubię tego robić. Kiedy dojechaliśmy do miasteczka z radością odkryłam, że jest tam wesołe miasteczko. Dawno tam nie byłam. Kiedyś częściej przyjeżdżałam tutaj z Aną i Emily siostrą Jacka. Niestety dawno temu ta druga wyjechała stąd, bo nie mogła już znieść swojej rodziny. Z kolei Ana stała się taka, jak jest teraz. Kiedyś była zupełnie inna. Ale nie ważne. Uśmiech momentalnie wkradł się na moją twarz, kiedy ujrzałam niedaleko przed sobą wysoki młyn, rollercoaster oraz mnóstwo innych karuzeli. Poczułam się jak małe dziecko. Niall podzielał mój entuzjazm. A gdy z oddali dotarł do nas zapach waty cukrowej momentalnie zerwaliśmy się do biegu nie czekając na pozostałych. Zamierzałam dobrze się bawić i nie zwracać uwagi na humorki innych. Kiedy wszyscy zebraliśmy się w jednym miejscu Niall zarządził przejażdżkę rollercoasterem. – No to idziemy. Akurat będziemy sami.
- Nigdy jeszcze nie jeździłam na tej karuzeli, bo zawsze byłam zbyt przerażona na myśl, że wisiałabym do góry nogami... na takiej wysokości. Lepiej chodźmy na jakieś autka czy coś w tym stylu? Na pewno będziemy się równie świetnie bawić – próbowałam odwieźć go od tego pomysłu. Jednak blondyn dobitnie stwierdził, że się od tego nie wymigam. Zajęliśmy miejsca w początkowych wagonikach. Wiedziałam, że będę przerażona, ale mimo to dałam się namówić by usiąść razem z Niallem w pierwszym wagoniku.

- Rozluźnij się. Nic ci się nie stanie. Jestem obok.
- Łatwo powiedzieć trudno zrobić.
Po milionie próśb z mojej strony odnośnie sprawdzenia, czy aby na pewno wszystko jest dobrze pozapinane maszyna ruszyła. Odruchowo złapałam blondyna za rękę na co ten obdarzył mnie olśniewającym uśmiechem. Kiedy maszyna obróciła nas do góry nogami odruchowo krzyknęłam i mocniej ścisnęłam rękę Nialla. Spojrzałam na niego i dostrzegłam, że on również na mnie patrzy. Trwało to zaledwie kilka sekund, gdyż maszyna ruszyła dalej. Jednak to była bardzo magiczna chwila dla mnie. W tamtym momencie trapiło mnie tylko jedno pytanie: Czy naprawdę mogłam się zakochać w kimś kogo znam zaledwie kilka dni? Po upływie kilku minut rollercoaster w końcu się zatrzymał, a my mogliśmy opuścić to ustrojstwo. Z jednej strony mi się podobało, ale z drugiej nie chciałabym tego powtórzyć. Szybko odeszłam kilka kroków zostawiając chłopaków w tyle. Szczerze mówiąc to zakręciło mi się w głowie. Odkąd pamiętam przy nagłych zmianach wysokości pojawiają się u mnie zawroty głowy. Na szczęście z upływem czasu objawy stopniowo ustępują.
- Wszystko w porządku? - zapytał Niall podchodząc do mnie z chłopakami.
- Tak, tylko trochę zakręciło mi się w głowie.
- Było zajebiście. – wtrącił Louis.
- A tobie Harry trochę humor się poprawił? – zapytałam.
- Powiedzmy, że tak.
- No i super. To teraz chodźmy na jakąś mniej „rzucającą” karuzelę. – powiedziałam. – Chodźmy na te samochodziki.
- No bez kitu. – odpowiedział Harry.
- Już nie marudź. Idziemy i koniec kropka. – powiedziałam tonem nie znoszącym sprzeciwu i skierowałam się w stronę wspomnianej karuzeli.
-Też ma niezły charakterek. – szepnął Louis.
- Po siostrze- dodał Niall.
- Słyszałam!
Po kilku przejażdżkach na różnych karuzelach  udaliśmy się na obiad. Szczerze powiedziawszy to wszyscy zrobili się głodni. Po zjedzonym posiłku postanowiliśmy chwilkę odpocząć.
- To gdzie teraz idziemy? – zapytałam.
- Może dom strachu? – zapytał z cwaniackim uśmiechem Harry.
- Nie, wolę iść do tamtego cyrku. – odpowiedziałam.
- Zgadzam się z Harrym. – odpowiedział Louis.
- Przecież ty się będziesz bardziej bał niż Lizzy. – powiedział roześmiany Niall.
- Czy ty uważasz, że ja się boję tam iść?
- Uuuu…- zawył Harry.
- A ty siedź cicho. – wskazałam na niego. – Chodźmy tam. Na pewno będziecie krzyczeć głośniej ode mnie. – dodałam surowo.
- Czyli postanowione. – powiedział Niall.
Wszyscy udaliśmy się w kierunku domu strachów. Przyznam, że trochę się boję, ale to nie może być aż takie straszne. Racja? Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Szczerze mówiąc inaczej sobie to wyobrażałam. Myślałam, że w takim miejscu normalnie jest kolejka, a tu trzeba było iść na własnych nogach. Przerażało mnie to. Wszędzie wkoło poprzyczepiane były jakieś pajęczyny, znajdowały się różne rekwizyty ociekające czymś co miało przypominać krew. Na ogół nie boję się widoku krwi i różnych stworów, ale tutaj to wszystko było tak realistyczne. Było ciemno, ale zauważyłam, że Louis trzyma się blisko Harrego. Za to dość blisko mnie szedł  Niall. Z drugiej strony zauważyłam Liama. Bez przerwy można było usłyszeć śmiechy, szepty i inne odgłosy przez które przeszły mnie ciarki. Manekiny pojawiały się w najmniej spodziewanym momencie, przez co zdarzyło mi się krzyknąć kilka razy. Jednak nie byłam sama. Louis również krzyczał. Nawet głośniej ode mnie. Niall z Harrym nie krzyczeli, ale kątem oka zauważyłam, że też byli nieźle przestraszeni. Tylko Liam szedł nie wzruszony. W końcu dotarliśmy do jakiegoś pokoju, gdzie znajdowało się mnóstwo trumien poustawianych równolegle do ściany. Nagle zaczęły z nich wychodzić jakieś potwory, które w rękach trzymały, poplamione krwią noże. Automatycznie przesunęłam się bliżej Nialla i złapałam go za rękę. Pociągnęłam go w stronę wyjścia. Wiedziałam, że to wszystko było na pokaz, ale już miałam dość tych emocji. Dopiero jak znaleźliśmy się na zewnątrz puściłam blondyna i zaczęłam biec przed siebie. Musiałam się uspokoić, żeby nie zacząć płakać. Zgrywałam twardzielkę, ale to nie na moje nerwy. Nigdy więcej domów strachu. Już chyba wolę rollercoaster.
- Lizzy! Zaczekaj!  -krzyczał za mną Niall, jednak ja nie miałam zamiaru się zatrzymywać w tamtej chwili. Jednak on był szybszy i w kilka sekund mnie dogonił. – Coś się stało? Dlaczego uciekasz?
- Nic się nie stało. Potrzebuję chwilkę ochłonąć. Sama. – odpowiedziałam. – Idź poszukaj chłopaków spotkamy się w tej kawiarni za rogiem.
- Na pewno wszystko ok?
- Tak nie musisz się martwić.  – posłałam mu nikły uśmiech po czym kontynuowałam swój bieg.
Po prostu widok tych trumien przywołał przykre wspomnienia. Dla osoby, która straciła tyle osób w swoim życiu, to nie jest łatwe. Chciałam zostać sama, gdyż nie mogłam opowiedzieć chłopakom o tym. Pewnie uznaliby mnie za wariatkę. Po upływie kilkudziesięciu minut w końcu się uspokoiłam na tyle, że mogłam poszukać chłopaków. Zniecierpliwieni siedzieli w umówionym miejscu. Niall kiedy mnie zauważył szybko poderwał się z miejsca.
- Gdzieś ty tyle była? Martwiłem się o ciebie.
- Już dobrze. Jestem. Możemy iść dalej się bawić. – odpowiedziałam posyłając mu najszerszy uśmiech na jaki było mnie stać. Dopiero wtedy blondyn przestał się tak we mnie intensywnie wpatrywać i dołączyliśmy do pozostałych. – Macie jeszcze siłę na dalsze atrakcję?
- Siedzimy tu dobre pół godziny więc mamy dużo siły. – mruknął Harry.
- W takim razie zbierajcie się.
- Gdzie idziemy? – spytał Liam.
- Na początek na pozostałe atrakcje wesołego miasteczka, a reszty dowiecie się w swoim czasie. I rozchmurzcie się trochę. Mamy się świetnie bawić, a nie zamulać.
- To nie my zniknęliśmy niewiadomo gdzie. – burknął Styles.
- Przestań Harry. – odpowiedział mu Niall.
Ja tą uwagę puściłam mimo uszów po czym udaliśmy się do dalszych atrakcji. Wesołe miasteczko było wspaniałe, ale szczerze mówiąc po kolejnych czterech godzinach miałam już dosyć. Chłopaki wyglądali już na nieźle znudzonych, niektórzy wręcz zirytowanych, dlatego postanowiłam zabrać ich na imprezę. Dawno już na żadnej nie byłam gdyż nie miałam towarzystwa. Może to nie są zbyt dobre imprezy w porównaniu z tymi, które dwa razy w roku organizuje moja siostra, ale najważniejsze, że da się potańczyć i można się czegoś napić.
- Gdzie tym razem? – spytał Louis.
- Wkrótce się przekonacie. Tylko zachowujcie się i nie przynieście mi wstydu.
- Mam nadzieję, że to nie kolejne durnowate zabawy dla dzieci. – mruknął Harry.
- Nie wiem w czym tkwi twój problem. Trzeba było się zamknąć w pokoju i siedzieć tam przez cały dzień. A najlepiej, jak byś w ogóle się nie pojawiał na ranczu. Nikt nie musiałby znosić twoich humorków. – odpowiedziałam lekko podniesionym głosem na co reszta wytrzeszczyła na mnie oczy. – Jak nie chcecie iść możecie wracać do domu. Niall ma kluczyki. Wasz wybór. – dodałam zmierzając ku wyjściu z wesołego miasteczka. Usłyszałam jeszcze, jak chłopacy kłócą się, ale nie miałam zamiaru tego słuchać. Postanowiłam na nich poczekać przy samochodzie i dowiedzieć się jaka jest ich decyzja. Stałam tak z 20 minut aż wreszcie się dołączyli. – No to jak? Jedziecie czy zostajecie?
- Zostajemy. – odpowiedział Niall.
- W takim razie idziemy.
- Lizzy zaczekaj chwilkę… - zaczął Harry.
- Nie musisz nic mówić, a tym bardziej mnie przepraszać. Szczerze ci radzę zastanów się czy warto obrażać wszystkich wkoło. Pewnego dnia możesz się obudzić całkiem sam, a wtedy już będzie za późno by naprawić twoje relacje z przyjaciółmi. – powiedziałam. – Przejdziemy kilka kroków i będziemy na miejscu. – zwróciłam się do pozostałych.
Droga nie trwała długo, gdyż to nie jest zbyt duże miasteczko, a po za tym wszystko znajduje się dość blisko siebie. Klub był na samym końcu tak, żeby nie przeszkadzał mieszkańcom. Z racji tego wokół niego było mnóstwo wolnego terenu, gdzie aktualnie było wesołe miasteczko. Dlatego mieliśmy blisko.
- To jest moja niespodzianka.
- Co to za miejsce? Nie wygląda zbyt ładnie. – powiedział Liam.
- Z zewnątrz nie zachwyca, ale w środku jest bardzo przyjaźnie. – odpowiedziałam.
- Zabrałaś nas do klubu? – spytał Louis z błyskiem w oku kiedy weszliśmy do środka. Może to miejsce nie przypominało londyńskich klubów, ale chociaż wyglądem wskazywało, że jednak to jest klub, a nie jakaś speluna. Budynek był podzielony na dwie sale. Jedna była urządzona w stylu country głównie dla mieszkańców miasteczka i okolicznych ranczerów. Druga, minimalnie mniejsza sala, w której akurat byliśmy, urządzona była z myślą o przyjezdnych. Z reguły przebywali tu młodzi mieszkańcy i ich goście. Tutaj znajdował się bar oraz wielki parkiet. Pod ścianą stały stoły z ławkami tak, że można było sobie usiąść.
- Mam nadzieję, że jak trochę potańczycie i się napijecie to przestaniecie się tak dąsać o byle co.
- Jesteś genialna. – odparł Horan.
- Chwila! – krzyknęłam gdy już chcieli iść do baru. – Najpierw losujemy kto nie pije.
Wypadło na Nialla, na co reszta odetchnęła z ulgą. W klubie było sporo ludzi, co zdziwiło chłopaków. Dla mnie to norma. Może to jest małe miasteczko, ale tutaj zjeżdżają ludzie z całej okolicy. Jest to najlepszy klub w promieniu kilkunastu kilometrów. Dlatego zawsze jest tu taki tłok. Co jak co, ale my też potrafimy się nieźle bawić. Chłopacy byli zdziwieni, że nikt ich nie rozpoznał. Jednak tutaj to norma. Nawet jakby zjawiły się aniołki Victoria Secret’s to nikt by nie zaczął krzyczeć i piszczeć. Oczywiście męska część by wyraziła zainteresowanie, ale nie z powodu popularności. Znaleźliśmy jakiś wolny stolik i zasiedliśmy przy nim.
- No i co powiecie?
- Nie myślałem, że tutaj są takie imprezy. – krzyknął Louis.
- Nie tylko w Londynie macie takie miejsca. – odkrzyknęłam. – Idę po jakieś drinki. Co chcecie?
- Zamów coś dla nas. Nie wiem co wy tu macie.- powiedział Liam.
- Ok.
- Pójdę z tobą. – powiedział Niall.
Drinki poszły w obieg i po chwili na naszym stoliku znalazło się kilkanaście szklanek. Ludzie tańczyli dookoła i śpiewali lecące piosenki.
- Idę tańczyć. Zajmijcie się sobą. – udało mi się jeszcze krzyknąć i nie czekając na ich reakcję ruszyłam na parkiet. W końcu ile mam czekać, aż któryś raczy mnie poprosić do tańca? Harry z Louisem ciągle pili. Liam jakoś nie wyglądał na chętnego do tańca, a Niall cały czas się na mnie patrzył, ale też nie poprosił. Nie miałam zamiaru tracić dobrej okazji. Stanęłam tak, żeby kątem oka móc ich widzieć. Byłam już trochę wstawiona, ale to pomagało mi się jeszcze lepiej bawić. Zaczęłam zmysłowo poruszać się w rytm muzyki aż do momentu, w którym przyłączył się do mnie jakiś koleś. Okazało się, że to mój dawny kolega ze szkoły. Tańczyliśmy sobie prowadząc przyjemną rozmowę dopóki na horyzoncie nie pojawił się Niall. Widać, że był nieźle wkurzony, ale nie rozumiem dlaczego? Nie jesteśmy razem i raczej nie będziemy więc o co mu chodziło?
- Odbijany. – zdołał tylko warknąć i spławił mojego tanecznego partnera.
- Co to miało być?
- Nic. Chcę z tobą zatańczyć.
- To było trochę niegrzeczne wiesz?
- Cicho.
Jak na złość akurat z głośników wyleciała jakaś spokojna melodia. Blondyn przysunął się bliżej mnie i objął mnie w pasie. W pierwszej chwili nie wiedziałam, jak się zachować. Dopiero po chwili położyłam mu ręce na karku. Poruszaliśmy się w rytm muzyki przy czym blondyn intensywnie się we mnie wpatrywał. Ja jakoś nie mogłam na niego spojrzeć. Błądziłam wzrokiem gdzieś za nim. Widziałam, że pozostali też ruszyli na parkiet, bo nasz stolik był pusty. Po kilku sekundach odważyłam się spojrzeć na Nialla. Może nie do końca to była moja decyzja, no ale liczy się to, że spojrzałam na niego. Swoje oczy nadal miał skierowane na mnie. Na jego twarzy widniał cudowny uśmiech, który automatycznie odwzajemniłam. Po jego złości nie było już śladu. Patrząc na niego znowu powróciło dręczące mnie pytanie: czy w kilka dni można się zakochać? – Świetnie tańczysz. – szepnął tuż koło mojego ucha, na co moje nogi stały się jak z waty. Gdyby nie mocny uścisk Nialla dawno już bym upadła. Nie byłam w stanie odpowiedzieć więc tylko promiennie się uśmiechnęłam. Co się ze mną dzieje? Odwróciłam głowę, by przestać na niego patrzeć. Jednak nasze twarze były tak blisko siebie, że dosłownie czułam jego oddech na policzku. Nagle usłyszałam jak Niall śpiewa razem z lecącą melodią.
" And all I want is the taste that your lips allow
My, my, my, my, give me love."
No czemu wcześniej tego nie zauważyłam? Z głośników wybrzmiewała piosenka Ed’a. Ale dlaczego wybrał akurat ten wers? To, że wtedy chciał mnie pocałować uznałam za efekt chwili no a teraz? Ponownie mogę stwierdzić, że ma świetny głos. Kiedy podniosłam swój wzrok blondyn przybliżył się do mnie tak, że nasze usta dzieliły milimetry. Dosłownie wystarczył jeden ruch, a nasze wargi by się spotkały. No i wystarczył. Niall pochylił się jeszcze bardziej i mnie pocałował. Jego usta były tak miękkie, jakby były stworzone do całowania. Kiedy zabrakło nam powietrza odsunęliśmy się od siebie. Nie mogłam mu spojrzeć w oczy. Sama nie wiedziałam do końca czy to się dzieje naprawdę. No wiecie alkohol i te sprawy. Kołysaliśmy się jeszcze przez chwilę, aż na horyzoncie zjawił się Louis. – Odbijany. – i nie czekając na moje słowa obrócił mnie w swoją stroną. Jednak moje myśli krążyły tylko wokół ostatniej chwili. – Sorry Louis, muszę się napić. – krzyknęłam tylko do niego i skierowałam się w stronę baru, gdzie napotkałam Harrego. Po otrzymaniu drinków udaliśmy się do naszego stolika, gdzie siedzieli Liam z Niall’em. Czułam, że blondyn mierzy mnie wzrokiem, ale nie spojrzałam na niego. Wdałam się w jakąś bezsensowną konwersację z Harrym. Po kilku kolejnych kolejkach i wygłupach w tańcu blondyn zarządził powrót do domu. W drodze Harry z Louisem zasnęli, ja też już prawie odlatywałam. Kiedy dojechaliśmy już byłam w minimalnie lepszej formie. Misją było dobudzenie śpiochów, ale w końcu się udało. Wchodząc do domu byliśmy w znakomitych humorach do momentu, aż nie zobaczyliśmy Lily. Jednak ta szybko się ulotniła podobnie, jak Zayn więc jeszcze zjedliśmy późną kolację, tak byłam jeszcze głodna, i rozeszliśmy się do pokojów.
I tak przebiegł nam wczorajszy dzień. Teraz czas w końcu sprawdzić co się dzieje teraz w domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy