- Nie odbierasz moich telefonów, a w dodatku dręczyły mnie wyrzuty
sumienia. Ostatnio mnie trochę poniosło i.... - urwała uważniej
przyglądając się nam - O cholera! - dodała, przeskakując wzrokiem po nas wszystkich.
- Daga? - spytała Lily.
- Powiedz, czy ja dobrze widzę? - brunetka potakująco skinęła głową - Dlaczego mi nie powiedziałaś, że gościsz tutaj One Direction? - dodała niby szeptem, ale i tak dało się ją usłyszeć.
- A skąd niby miałam wiedzieć, że to oni?
- No przecież ci o nich mówiłam i wysyłałam ich piosenki.
![]() |
| -Dagmara- |
- Wiesz, że nie mam czasu na przeglądanie kolorowej prasy...
- No tak, ale o "Szybkich i wściekłych", to znasz wszystkie nowinki...
- To jest mój ulubiony film i mnie interesuje, w dodatku...
- Dobra, może mnie przedstawisz?
- Czemu nie? - obie podeszły do stołu - Daga, to jest twój ukochany zespół, chłopaki to jest Dagmara - studentka, malarka, fotografka i diabli wiedzą kto jeszcze. - przedstawiła nas Lily, po czym dostawiła krzesło dla nowo przybyłej.
- Normalnie nie mogę uwierzyć! - dziewczyna opadła na krzesło - Cześć, Lizzy.
- O! Miło, że mnie zauważyłaś - zaśmiała się blondynka.
- Dobra, wystarczy tych uprzejmości. To, co zdecydowaliście? - przerwała naszą rozmowę Lily.
- Wiesz Lily, jesteśmy waszymi gośćmi więc wydaje mi się, że to przede wszystkim ty powinnaś zdecydować czy chcesz tam iść. - zaczął dyplomatycznie Liam.
- Ja zgłaszam sprzeciw. - wtrąciłem swoje zdanie.
- Mi tam wszystko jedno. - wzruszył ramionami Harry.
- O czym mowa? - zapytała Dagmara.
- Ana urządza imprezę urodzinową i.... - odezwała się Lizzy.
- Znowu ona? Czy jej się to nigdy nie znudzi? Powiedz Lee, że się na to nie zgodziłaś?
- Nie mam wyboru. - odparła niechętnie Lily - Jeżeli nie przyjdę, to ona naśle tutaj paparazzi i w ogóle, a na to na pewno nie pozwolę.
- Cholerna manipulantka! Czy ona nigdy się nie nauczy, że to nic jej nie da? Jeszcze powiedz, że ten cały Jack też ma coś z tym wspólnego? - brunetka skinęła głową - Normalnie istna telenowela! Widzę, że zjawiłam się w samą porę - zatarła dłonie.
- O, nie! Nawet się nie waż niczego kombinować!
- Ależ skąd! - zaśmiała się dziewczyna.
- Chodź, pokażę ci twój pokój. - obie dziewczyny opuściły salon. Odprowadziłem je wzrokiem, aż nie zniknęły za ścianą. Na ziemię sprowadził mnie dopiero kopniak Harry'ego.
- No, to opowiadaj. - zapiszczała radośnie Daga, kiedy siedziałyśmy w jej pokoju - Ogólnie, to przepraszam za to co ostatnio powiedziałam. Głupio mi i nie powinnam tak na ciebie najeżdżać. Wybaczysz mi? - zrobiła te swoje szczenięce oczka.
- Masz szczęście, że to była rozmowa przez telefon, bo jakbyś wtedy była obok, to bym cię chyba zabiła.
- Przepraszam.
- Dobra, już dawno o tym zapomniałam. Tyle się dzieje, że... - chodziłam nerwowo po pokoju.
- Ej! Chodź tu i usiądź. Wiesz, że mi możesz wszystko powiedzieć.
- Wiem. Dzisiaj jakiś psychol groził mi bronią i to jest tego efektem. - wskazałam na swoją twarz.
- Od razu zauważyłam. Bardzo boli?
- Teraz już nie. Ale nawet nie wiesz, jak bardzo mam już tego wszystkiego dosyć. Myślałam, że po śmierci Luka będziemy mogły żyć tu w spokoju, a co chwilę coś nowego wychodzi na światło dzienne. Jak nie kradzież bydła, to jakiś psychol... Przecież on mógł coś zrobić Lizzy! - gestykulowałam rękoma. Opowiedziałam jej dokładnie co się wydarzyło nad rzeką.
- Przecież coś mogło się stać również tobie!
- To nie jest ważne. Ja mam tylko ją, gdyby coś się jej stało, to bym tego nie przeżyła. Mimo, że Lizzy najwyraźniej ma mnie za najgorszą, to jest moją jedyną rodziną. Obiecałam Luke'owi, że się nią zajmę, ale nie spisałam się zbyt dobrze...
- Co ty za głupoty pleciesz? Lizzy nie mogła się trafić lepsza siostra i ona o tym wie. A to, co ci powiedziała, to było spowodowane gniewem. Podświadomie chciała cię ukarać za, to że wiele spraw przed nią ukrywasz.
- Każdy ma jakieś tajemnice. Moje są na tyle bolesne, że po prostu nie potrafię o nich opowiadać. Nikomu. Ty wiesz trochę więcej niż ona, ale jesteś od niej silniejsza. Lizzy by nie zniosła całej prawdy.
- A jaka jest cała prawda? - Daga wbiła we mnie swoje zielone oczy.
- Czasami żałuję, że to nie ja zginęłam zamiast Luka...
- Przestań, do cholery tak mówić! Stało się jak się stało i nie możesz się o to obwiniać. Ja również kochałam twojego brata i nie mogłam się pogodzić z tym co się stało, ale... Ale wiem, że nic nie mogłam zrobić by mu pomóc...
- I o to chodzi, że ja mogłam... Gdybym go nie posłuchała i nie pobiegła... może potrafiłabym mu pomóc?
- Co się tak naprawdę wtedy wydarzyło? Jak zginął Luke i dlaczego się o to obwiniasz? - padło w końcu to pytanie. Nie wiedząc, co odpowiedzieć schowałam twarz w dłoniach. Siedziałyśmy w ciszy przez dłuższą chwilę. - Lily...
- Przepraszam cię, ale na dzisiaj mam już dość wszystkiego. - przerwałam jej i pospiesznie wyszłam z pokoju.
***
Siedziałem w swoim pokoju i odchodziłem od zmysłów. Zastanawiałem się, czym były spowodowane wydarzenia sprzed kilku godzin. Kim był ten człowiek, który groził Lily? Jak on mógł ją uderzyć? Co za łajdak bije kobiety? Kiedy zobaczyłem na jej twarzy ślad, aż się we mnie zagotowało. Najchętniej rozerwałbym tego typa własnymi rękoma. Przez to wszystko tym bardziej muszę się wszystkiego dowiedzieć. Za cel obrałem sobie poznanie Lily Eastwood od podstaw. W tym celu umówiłem się z Lizzy. Ona w największym stopniu powinna mi dostarczyć informacji o swojej siostrze. Wyszedłem z pokoju i udałem się we wyznaczone miejsce. Czekałem i czekałem, aż w końcu w oddali dostrzegłem drobną postać. "No nareszcie" - pomyślałem. Lizzy niosła ze sobą coś na kształt księgi. Wyszedłem jej naprzeciw, bo wyglądało to na coś ciężkiego.
- Dam radę, spokojnie. To nie jest aż tak ciężkie na jakie wygląda. - uprzedziła moje pytanie - Usiądź. Widzę po twojej twarzy, że masz sporo pytań, ale ja nie o wszystkim jestem w stanie ci powiedzieć. Szczerze, to sama już nie wiem, co jest prawdą a co nie...
- Jesteś jej siostrą, to z pewnością coś mi o niej opowiesz...
- Sam możesz zobaczyć jaka jest Lily. Ciężko jest z niej coś wyciągnąć. Jest uparta jak osioł. Wielu rzeczy się domyślam, ale nigdy nie doczekałam się potwierdzenia. Lily zawsze zmienia temat i coś ukrywa. Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, na co się piszesz. Moja siostra jest specyficzną osobą. Jesteś pewien, że chcesz... że chcesz wkroczyć w świat Lily?
- Nie zmienię zdania. Jest jedyną osobą, która... Zresztą nieważne. - odpowiedziałem.
- Mam nadzieję, że dzięki tobie będzie szczęśliwa.- Lizzy podała mi przyniesioną księgę. Otwierając ją dostrzegłem wiele zdjęć. Przedstawiały one Lizzy, jakiegoś chłopaka oraz... Lily. "Ale jaką inną" - pomyślałem. Na jednych trochę młodszą, na innych zupełnie jako małą dziewczynkę. Jednak, to nie miało znaczenia. Liczyło się, to że z każdego zdjęcia emanowała taka radość. Wszędzie można było dostrzec szeroki uśmiech na twarzy Lily. Ten uśmiech widniał także w jej oczach. Zupełne przeciwieństwo tego jaka jest teraz.
- Kiedy to było? - spytałem wskazując na jedno ze zdjęć, które wydawało mi się, że było zrobione stosunkowo niedawno.
- Jakieś 3,5-4 lata temu. - smutno uśmiechnęła się Lizzy - Jak widzisz Lily zawsze była pełna energii. Nie było dla niej rzeczy niemożliwych. Ona nigdy nie mogła usiedzieć na miejscu, wszędzie było jej pełno. Jeżeli coś jej nie wyszło, to próbowała tak długo, aż w końcu się jej nie udało. Była jak taka gwiazdka. Rozświetlała wszystko. Nawet nie wiesz jak trudno było ją upilnować. Maria zawsze śmiała się, że to przez nią osiwiała...
- To dlaczego teraz jest taka chłodna i smutna? Nawet względem ciebie.
- Myślę, że coś ją dręczy. Ona siebie obwinia o wiele rzeczy, choć nie jest niczemu winna. Odkąd odszedł Luke, Lily jest zupełnie inną osobą. Niby on zginął w wypadku, ale po dzisiejszych wydarzeniach już sama nie wiem, jak było naprawdę. Nawet nie wiem jak już z nią rozmawiać. Wiesz Zayn, od naszej kłótni Lily mnie unika. Wiem, że nawygadywałam jej okropnych rzeczy, ale ja tak naprawdę nie myślę. Ona jest najwspanialszą osobą jaką znam. Jest moją jedyną, bliską rodziną.
- Proszę cie nie płacz. - objąłem ją delikatnie ramieniem - Zrobię wszystko, żeby jej pomóc. Żeby wam pomóc. Tylko tak będę mógł się jej odwdzięczyć.
- Tak sobie myślę, że to musiało być jakieś przeznaczenie, że tu przyjechaliście. Dzięki tobie Lily jest trochę bardziej ludzka. Chociaż okazuje jakieś emocje...
- No, najczęściej negatywne...
- To zawsze coś. Mam tylko nadzieję, że jej nie skrzywdzisz... - powiedziała, odsuwając się ode mnie.
- Wiesz, że nie mogę ci tego obiecać, ale zrobię wszystko, żeby do tego nie dopuścić.
- Ty ją kochasz Zayn, prawda? - utkwiła spojrzenie na moich oczach.
- Lizzy! W końcu cię znalazłam. Chodź szybko musisz mi pomóc. - krzyknęła z oddali Maria.
- Muszę iść. Proszę cię tylko, żebyś zachował to wszystko dla siebie. My i tak z Lily mamy trochę napięte stosunki więc nie chcę...
- Rozumiem. Nikomu o tym nie powiem.
- Dzięki.
- To ja dziękuję.
***
Stałam na werandzie i przyglądałam się Lily z oddali. Stała przy jednej z zagród i czule gładziła jedną z krów po łbie. Była sama i zupełnie nie przeszkadzało jej to, że zaczęło padać. Wyglądała jakby daleko błądziła gdzieś myślami. Tak bardzo chciałabym, żeby dzieliła się ze mną wszystkimi troskami. W końcu jej też musi być trudno tak wszystko zachowywać tylko dla siebie. A ja jeszcze zachowuje się jak niewdzięczna idiotka. Zamiast ją wspierać, tylko sprawiam problemy. Muszę coś zrobić i udowodnić Lily, że nie jest sama. Że tak naprawdę ma wokół siebie ludzi, którzy ją cenią i są dla niej wsparciem. Ja, Maria, Jose, Amelia, chłopaki... Tak. Zrobię wszystko, aby w końcu Lily pomyślała o sobie, a nie tylko o innych.
- O czym tak dumasz? - u mojego boku pojawiła się Daga.
- O Lily. Ona jest taka nieszczęśliwa, choć oczywiście się do tego nie przyzna. A ja jeszcze dokładam jej zmartwień.
- Nie przejmuj się. Przejdzie jej.
- A jak nie?
- Posłuchaj Liz. - odwróciła mnie w swoją stronę - Nie wiem dokładnie, coś ty jej nawygadywała, ale to nie jest ważne. Lily wie, że ją kochasz i szanujesz i nic co powiesz tego nie zmieni. Owszem mogło jej to sprawić przykrość, ale jestem pewna, że jej przejdzie. Ona jest bardzo silna. Gdyby się przejmowała każdym słowem i każdym oszczerstwem, to już dawno by się poddała. Ba! Ona nigdy by nie przebolała śmierci Luke. A jak widzisz ranczo prosperuje, wy macie się dobrze...
- Nie. Ktoś nas okradł. Ukradł nam 400 sztuk bydła i prawdopodobnie przerobił na mięso.
- To nic nie zmienia. Lily i tak się nie podda. Choćby nawet została jej jedna krowa zacznie wszystko od nowa. A wiesz dlaczego? - pokiwałam przecząco głową - Bo to jest wasz dom. Dom w którym się wychowałyście. Z którym macie miliard wspomnień. Lily zawsze walczy o coś co jest dla niej ważne. Jednak jestem pewna, że gdyby w grę wchodziła cena życia twojego, Marii, Jose czy kogokolwiek innego, to oddałaby wszystko, nawet "La lunę".
- Ale...
- Zrozum wreszcie, że dla niej najważniejsza jest rodzina, a po tym co przeżyłyście ona nigdy by nie dopuściła do straty kolejnej osoby. Dlatego nie chce być szczęśliwa i boi się odwzajemnić uczucia Zayn'a.
- Skąd wiesz, że on...
- No proszę cię. On zachowuje się jak zakochany kundel. Od razu kiedy weszłam do salonu to zauważyłam. A Lily albo udaje albo jest na tyle głupia, że tego nie zauważa.
- Między nimi aż iskrzy, ale Lily nie pozwala mu się do siebie zbliżyć. Przez większość czasu się kłócą. Oh! To nawet zabawne, ale wtedy Lily ma taki ogień w oczach. Wtedy można zobaczyć u niej jakieś emocje.
- Ej! Nie smuć się. Teraz to tym bardziej coś wykombinuję. W końcu trzeba dopomóc szczęściu.
- Ty jesteś niemożliwa. Nie dziwie się, że Lily cię lubi.
- Ja po prostu nie owijam w bawełnę. Mówię, to co myślę. A że Lily się często wścieka... No cóż, taka jej natura. Nie obchodzę się z nią jak z jajkiem, dlatego się zaprzyjaźniłyśmy.- wzruszyła ramionami - Pójdę ją trochę podenerwować.
*
- Możemy pogadać? - spytał Zayn, pojawiając się w salonie. Widać, że wiele go kosztowało przyjście tutaj. Co on wymyślił?
- Siadaj. - pierwszy odezwał się Liam, który czule obejmował Katie.
- Co się dzieje, Zayn? - zaniepokoił się Niall.
- To ja was lepiej zostawię samych. - Katie wyczuwając co się święci, zostawiła nas samych.
- Nie będę owijał w bawełnę, chodzi o Lily, a dokładniej o to, co wydarzyło się dzisiaj. Nie wiem czy wiecie, ale ktoś celował do niej z broni. Do niej i do Lizzy. To wszystko, co się tu dzieje nie jest normalne. Tu musi chodzić o coś jeszcze, nie tylko o kradzież bydła. Ktoś poluje na Lily, odkąd jej brat zginął. Zresztą mam coraz większe wątpliwości, że to nie był wypadek.
- Jak to? - wtrącił Louis.
- Lily obwinia się o jego śmierć. Gdyby, to był zwykły wypadek, pogodziłaby się z tym. To musi mieć jakiś związek.
- Lizzy mi coś wspominała, że teraz też już nie wierzy, że to był wypadek. - powiedział Niall.
- No właśnie. Chciałbym im jakoś pomóc. Odwdzięczyć się za to, co dla nas robią. Nie da się ukryć, że gdyby nie przyjazd tutaj, to prawdopodobnie przeze mnie zespół by się rozpadł. Ale to jest temat na inną rozmowę. Nie wiem jak wy, ale ją stąd nie wyjadę dopóki, to wszystko się nie wyjaśni. - mówił. Ciekawe czy zdaje sobie sprawę, że wpadł, jak śliwka w kompot - Dlatego chciałbym wiedzieć, czy mi pomożecie. Jak nie to zrozumiem.
- No jasne, że ci pomożemy. - odezwał się po chwili Niall.
- Ja też jestem za. - poparł go Liam.
- Wchodzę w to. - dodał Louis - Harry?
- Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Jasne, że się zgadzam. - odparłem - Mam tylko jedno pytanie. Masz jakiś plan?
- Jak na razie, to trzeba powiadomić Paula, że przedłużamy pobyt. Później trzeba dowiedzieć się jak najwięcej szczegółów.
- Lizzy na pewno nam pomoże. Maria i może Jose. - głośno myślał Niall.
- A może ta koleżanka Lily, ta Dagmara wie coś więcej? - wtrącił Lou.
- Dobra myśl. - poparł go Liam.
- Możemy popytać. Tylko róbcie, to dyskretnie, bo jak Lily się dowie, to... To nie będzie za ciekawie.
- Jest tylko jeden problem. - powiedziałem - Jaki będzie powód naszego dłuższego pobytu? - dodałem. Zapadła cisza. Widać było, że wszyscy intensywnie próbują coś wymyślić. W przypadku Lily, nie mogła to być jakaś zwykła wymówka. Od razu odkryłaby, że to ściema.
- Może powiemy, że chcemy dłużej odpocząć? - stwierdził Niall.
- To nie przejdzie. - od razu zaprotestował Zayn.
- Nic mi nie przychodzi do głowy. - mruknął Liam.
- Może najlepiej zadzwonimy do Paula? On z pewnością coś wymyśli. - wzruszyłem ramionami.
- Tak chyba będzie najlepiej. - odpowiedział Zayn, wyciągając telefon. Po wybraniu numeru i przełączeniu na głośnomówiący, czekaliśmy aż Paul się odezwie.
- Paul Higgins, słucham.
- Cześć, Paul. Tu Zayn. Chciałem...
- Tylko mi nie mów, że Lily cię wyrzuciła z "La luny"!
- Dlaczego od razu myślisz, że o to chodzi? - oburzył się Malik, wywołując uśmiech na naszych twarzach.
- Więc o, co chodzi?
- Razem z chłopakami chcemy tu zostać, na przynajmniej kolejny miesiąc. - powiedział i zapadła cisza.
- Stało się coś?
- Nie. Po prostu mamy tu coś do załatwienia. - wtrącił się Liam.
- Dobra. Zobaczę co da się zrobić. Mam zamiar przyjechać i sprawdzić, co u was i wtedy liczę na dokładne wyjaśnienia.
- Jest jeszcze jedna sprawa. - zaczął Zayn - Musisz jakoś przekonać Lily, nie wzbudzając jej podejrzeń.
- Co wyście znowu wymyślili?
- Dowiesz się w swoim czasie.
- W porządku. Zadzwonię do niej i dam wam znać. Mam tylko nadzieję, że to jest naprawdę coś ważnego. Trzymajcie się.
- Na razie. - powiedzieliśmy i Zayn się rozłączył.
- Czyli wszystko załatwione. Teraz musimy opracować jakiś plan i... - zaczął Liam.
- I modlić się, żeby Lily się o niczym nie dowiedziała. - wtrącił Niall.
- O czym mam się nie dowiedzieć? - usłyszeliśmy jej głos.
- Czy ty musisz zepsuć każdą niespodziankę? - jęknęła Daga, która zjawiła się razem z Lily. Wszyscy posłaliśmy jej pytające spojrzenie - Skarbie wróć do rzeczywistości. Za dwa dni Lizzy ma urodziny i chłopacy planują niespodziankę. To miała być tajemnica nawet dla ciebie, ale ty jak zwykle słyszysz przez ściany i jesteś wszędzie - oburzyła się dziewczyna, posyłając nam znaczące spojrzenie.
- No, już dobrze. Przecież jej nic nie powiem. - zirytowała się brunetka - Tylko chcę się dowiedzieć szczegółów.
- Ależ oczywiście. - odpowiedziała kpiąco Dagmara. Lily posłała jej mordercze spojrzenie i wyszła. - Na drugi raz idźcie rozmawiać gdzieś indziej.
- Dzięki. - odezwał się Zayn.
- Serio, Lizzy ma za dwa dni urodziny? - spytał Niall.
- Serio. Teraz na prawdę musicie coś wymyślić. Pomogę wam, bo to moje kłamstwo, ale nie zdradźcie mnie przed Lily.
- Jasna sprawa. - powiedział Louis.
- W takim razie jutro coś zaplanujemy. Bye! - i już jej nie było.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz