Rano wstałam dość wcześnie. Za oknem, już po 6, słyszałam jakiś hałas maszyn. Kiedy prawie już ponownie zasypiałam, usłyszałam jak Maria krzyczy mi pod oknem na jakiegoś pracownika. A głos to ona ma niestety donośny. Słysząc, że szybko nie przestaną, wstałam pognałam do łazienki i zeszłam do kuchni. Siedziałam nad szklanką soku i zastanawiałam się, gdzie jest Lily. Ona zawsze pamiętała o moich urodzinach i budziła mnie wcześnie rano, tylko po to, aby złożyć mi życzenia. W ogóle większość osób z rancza zbierała się i chórkiem śpiewali mi "Sto lat". A dzisiaj nic. Pracowali sobie, jak zwykle i gdyby nie maszyny, to mogłabym stwierdzić, że nikogo tu nie ma po za mną. Cieszyłam się na ten dzień, bo po cichu liczyłam, że to jakoś wpłynie na Lily i się pogodzimy. A ona jakby zniknęła...
- Ty tak szybko na nogach? W sumie, to dobrze. Leć do kurnika po jajka na śniadanie. - zjawiła się Maria - No już. Z jedną ręką sobie nie poradzę. - zwlekłam się z krzesła i poszłam. Nawet Maria zapomniała. Po drodze natknęłam się na Jose i jego rodzinę, łącznie z Amelią. Przywitałam się z nimi... i nic! Odpowiedzieli, to co zwykle, podzielili się ze mną jeszcze sugestiami, nawet nie wiem na jakie tematy i rozeszliśmy się w swoją stronę. Z coraz gorszym humorem, pozbierałam jajka i w drodze powrotnej omal ich nie potukłam.
Siedziałam w kuchni, aż nie zjawili się pozostali. Na śniadaniu wszyscy gawędzili ze sobą, jak gdyby nigdy nic. Nawet szczególnie nie zwracali na mnie uwagi. Wkurzona, wyszłam bez słowa i zamknęłam się w swoim pokoju. No nic, widocznie nic nie obchodzisz tych ludzi; co z tego, że masz urodziny, skoro oni o nich kompletnie zapomnieli! Chodziłam po pokoju i próbowałam się uspokoić. Mój wzrok padł na zdjęcie. Moje i Luke'a. Ty braciszku z pewnością byś o mnie pamiętał. Zabrałbyś mnie na konną przejażdżkę, a później zapychalibyśmy się słodkościami. - pomyślałam. Zaczęłam nucić sama sobie sto lat. Chyba już mi na mózg padło. Odstawiłam zdjęcie na miejsce i wzięłam książkę, lecz kompletnie nie mogłam się skupić na czytaniu. Litery zlewały się ze sobą, a jak już udało mi się coś przeczytać, to musiałam to robić kilkukrotnie, bo nic z tego nie rozumiałam. Jeszcze bardziej zirytowana, rzuciłam książką o ścianę. Włożyłam słuchawki do uszu i położyłam się na łóżku. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziło mnie dopiero głośne walenie do drzwi. - Pali się czy co? - mruknęłam, otwierając drzwi.
- Chodź na obiad. Wszyscy czekamy. - ujrzałam radosnego Niall'a.
- No, jasne. - poprawiłam włosy i zeszliśmy na dół. W kuchni panował gwar rozmowy. Spojrzałam po kolei na wszystkich i mój wzrok zatrzymał się na Zaynie. - Jejku, co ci się stało? - zapytałam podchodząc bliżej. Na jego policzku, a dokładnie pod okiem malował się siniec. Że też wcześniej tego nie zauważyłam. No, jak się chodzi z głową w chmurach...
- Mały wypadek przy pracy.
- Co?
- Przypadkowo przyłożyłam mu patelnią wczoraj. - mruknęła Lily.
- Że co zrobiłaś? - zdumiałam się.
- Smutno mi było samej z tym śladem więc przyłożyłam mu patelnią. - widząc minę Lily wybuchnęłam śmiechem, a za mną pozostali.
- Wystarczy tych wygłupów, bo wszystko wystygnie. - zagoniła wszystkich Maria. Minimalnie się trochę rozchmurzyłam, ale to nie zmieniło faktu, że nikt się nie zorientował, że dziś moje urodziny!
*2 godziny później*
Siedziałam przed telewizorem i próbowałam sama poprawić sobie humor, oglądając komedie. Jednak na niewiele się, to zdało. W trakcie dołączył do mnie Niall, Harry i Louis. Prowadzili sobie swobodną pogawędkę, zbytnio nie zwracając uwagi na ekran. Ja starałam się skupić na filmie i z uporem oglądałam "Ted 2". Po jakimś czasie, tak się wciągnęłam, że nie zwracałam uwagi na pozostałych.
- To jest jakaś kpina! - jak burza do salonu wparowała Daga - Mam wakacje, a tu dzwonią do mnie i informują, że muszę zrobić jakiś projekt na tą pieprzoną fotografię! - dziewczyna chodziła po pokoju, a dokładniej przed telewizorem, uniemożliwiając mi dalsze oglądanie.
- Co?
- No przecież mówię. Ta baba od fotografii wymyśliła sobie, że mamy zrobić portfolio ze zdjęciami o tematyce: Impreza letnia! Przecież są wakacje, niech studenci coś przygotują, bo z pewnością się nudzą! - krzyczała. Chłopacy byli równie zdezorientowani, jak ja.
- Przecież masz jeszcze dużo czasu. Z pewnością zdążysz. - odezwał się Niall. Daga zmierzyła go takim wzrokiem, że zamilkł.
- Przede wszystkim usiądź i się uspokój. - wstałam i siłą posadziłam ją na swoim miejscu - Na pewno zdążysz, to zrobić. Widziałam kilka twoich prac i są naprawdę świetne.
- Ale..
- Możesz je zrobić u nas na ranczu, albo jechać do klubu do miasta. Tam z pewnością ktoś się zgodzi ci pozować. - wzruszyłam ramionami. Dagmara milczała przez chwilę, ale długo nie wytrzymała
- Mam pomysł! Ty mi pomożesz. I może Katie, bo Lily mi będzie ciężko przekonać. - zaczęła mówić - W sumie wy też się przydacie. - zwróciła się do chłopaków.
- Co? - spytaliśmy równocześnie.
- Zrobimy sesję zdjęciową, a wy będziecie moimi modelami. - zadowolona klasnęła w dłonie.
- Nadal nic z tego nie rozumiem...
- Tu nie ma nic do rozumienia. Chłopaki idźcie się przebrać w coś co nadaje się na imprezę i znajdźcie przy okazji Zayna. A my idziemy. - pociągnęła mnie za rękę do mojego pokoju. Przyglądałam się, jak wertuje moją szafę i po kolei przegląda moje sukienki. - Nie masz czegoś bardziej wystrzałowego? A zresztą - wyszła szybko z mojego pokoju i po kilku minutach wróciła z jakąś szmatką. - Zakładaj to i uczesz jakoś. Zaraz przyjdzie Katie, to cię umaluje. Ja pójdę przyszykować sprzęt. - wzięłam do ręki ubranie. Jak się okazało była to bladoróżowa, obcisła sukienka. Rękawy miała lekko prześwitujące oraz głęboki dekolt na plecach. Była piękna. I w dodatku ten wzorek w różyczki... Posłusznie ubrałam się w tą sukienkę i muszę przyznać, że rozmiar pasował jak ulał. Zdjęłam z włosów gumkę utrzymującą je w koczku, i splotłam je w grubego warkocza, wyciągając kilka pasemek włosów przy twarzy. Kiedy kończyłam się czesać, do pokoju przyszła Katie.
- Ale ślicznie wyglądasz! - odwróciłam w jej stronę. Miała na sobie szmaragdową sukienkę, z drapowaniami zbiegającymi się na boku. Włosy rozpuściła i lekko pokręciła.
- Wow! - powiedziałam lustrując ją wzrokiem i wywołując jej śmiech.
- Musimy cię imprezowo umalować. - z wprawą profesjonalistki Katie wyczarowywała cuda na mojej twarzy. - No i gotowe. - powiedziała po kilkunastu minutach. Podeszłam do lustra i się przyjrzałam.
- Wow! - okręciłam się wokół własnej osi - Nie uważasz, że ta sukienka jest zbyt wyzywająca?
- No co ty. Wyglądasz idealnie. Daga miała rację, że będziesz świetnie wyglądać. - powiedziała - No to idziemy. - pociągnęła mnie za rękę. Zeszłyśmy na dół i wychodząc z domu, skręciłyśmy w prawo. Przeszłyśmy jak mi się wydawało wokół domu i zbliżaliśmy się do altany.
- Jesteś pewna, że tu będzie ta sesja?
- Tak, specjalnie są zasłonięte boczne ściany. Wiesz te wymysły Dagmary. - pierwsza weszła do środka, a ja zrobiłam to samo i stanęłam jak wryta.
- Suprise! - gdy tylko przekroczyłam próg, cała altana rozbłysła milionem światełek i wszyscy krzyknęli "Niespodzianka!". Muzyka rozległa się przez głośniki. Automatycznie spojrzałam w bok, gdzie Zayn bawił się w DJ-a. Posłał mi tylko uśmiech i wrócił do swoich obowiązków. Rozejrzałam się i zauważyłam chłopaków, Marię, Jose z Amelią, Dagę, i kilka osób z miasteczka. Wszyscy mieli radosne uśmiechy na twarzy. Na ścianie wisiał plakat: "Happy Birthday, Lizzy!!! i mnóstwo zdjęć. O matko... Nie zapomnieli... Tylko nigdzie nie widziałam Lily.
- Wszystkiego najlepszego, młoda! - zostałam uściskana przez Jose i Amelię.
- Kochanie, wszystkiego co najlepsze! - Maria wycałowała mnie po policzkach.
- 100 lat Lizzy! - Liam poklepał mnie po plecach, a Katie zaraz uściskała
- Najlepszego! - po chwili wylądowałam w ramionach Harry'ego - Muszę przyznać, że wyglądasz bardzo seksownie. - szepnął mi do ucha. Dosłownie czułam, jak policzki mnie palą. Pacnęłam go w rękę przez co się zaśmiał.
- Spełnienia marzeń, kochanie! - przyszła kolej na Dagę.
- Czyli ta cała sesja, to jedna wielka ściema?
- Nie do końca. - przyznała dziewczyna.- Ale dzięki temu łatwiej było mi wyprowadzić cię w pole, bo i tak byłam wściekła. - zaraz po niej podszedł Louis. Złapał mnie w talii i okręcił kilkukrotnie.
- Wszystkiego dobrego. - powiedział, odstawiając mnie na ziemię. Lily, gdzie jesteś?
- Lizzy... - spojrzałam w bok na Nialla - Po pierwsze, to ślicznie wyglądasz. - lustrował mnie wzrokiem - A po drugie, to życzę ci spełnienia marzeń i wszystkiego dobrego. - ucałował mnie w kącik ust i przytulił. O, matko! Zaraz chyba spłonę!
- Dobra. Wystarczy już tych czułości. Później się poprzytulacie. - zainterweniowała Dagmara - Jest jeszcze coś. - powiedziała spoglądając, gdzieś za mnie.
- O, kurwa! - Zayn, aż wypluł wodę którą pił. Odwróciłam się w stronę wejścia do altany. Przede mną stała Lily z tym swoim uśmiechem. Reakcja Zayna była jak najbardziej słuszna. Moja siostrzyczka miała rozpuszczone, wyprostowane włosy, a jej ciało opinała czarna sukienka ze sznurkami i odcięciem w talii. Wyglądała przepięknie. Podeszła do mnie i jeszcze raz się uśmiechnęła.
- Myślałaś, że zapomniałam? - spytała - Swoją drogą, jak się złościsz, to ci się tak pięknie świecą oczy. - spojrzałam na nią z oburzeniem, przez co się roześmiała - Oj, chodź tu. - rozłożyła ramiona - Życzę ci wszystkiego co najlepsze. Żeby spełniły się wszystkie twoje życzenia, no i żeby Niall w końcu zauważył jak na niego patrzysz. - wyszeptała mi do ucha - Spełnienia marzeń, kochanie. I przepraszam, że tak źle cię traktowałam.
- To ja przepraszam i dziękuję. - mocniej objęłam ją w talii.
- To teraz idziemy się bawić. Doceń, to że włożyłam dla ciebie tą kieckę i szpilki. - objęła mnie ramieniem i zaprowadziła do stołu.
- Wiesz, myślę, że Zayn już ją docenił. - mrugnęłam do niej. Wszyscy odśpiewali mi uroczyste "Sto lat" i wznieśli toast za moje zdrowie.Nie mogłabym sobie wymarzyć lepszych urodzin. Imprezka naprawdę była udana. Wszyscy świetnie się bawili. Nasza altana pękała w szwach. Niektórzy tańczyli, inni kręcili się pod ścianami bądź chichotali po kątach, wznosili toasty, stukali się kieliszkami, żartowali, pękali ze śmiechu. Jednym słowem: prawdziwa imprezka. Nie wiem, jak oni to zrobili ale z tej wielkiej altany, zrobili niemal klub. Światełka migotały na belkach, kratowe ściany były zasłonięte stwarzając wrażenie zamkniętego pomieszczenia. Po prostu idealnie.
- Zatańczysz droga jubilatko? - Jose uśmiechał się do mnie.
- Z tobą zawsze. - wstałam i po chwili wyginaliśmy się na parkiecie w rytm jakieś skocznej muzyki. Zayn naprawdę jest w tym świetny. Mimo, że wręcz pożerał wzrokiem moją siostrę, która aktualnie tańcowała z... Harrym! Nie no! Chyba Zayn jej musiał oddać tą patelnią!
- Co ci tak wesoło? - Jose krzyknął mi tuż przy uchu.
- Popatrz na Lily. Ubrała sukienkę, szpilki i jeszcze tańczy z Harrym!
- A propo twojej siostry... - powiedział i obrócił mnie tak, że wylądowałam w ramionach Harry'ego, a Lily już tańczyła z Jose.
- Witaj moja seksowna Lizzy.
- Przestań! - oburzyłam się słysząc jego śmiech. Szalałam, tak jeszcze z godzinę bez przerwy, tańcząc po kolei z wszystkimi. Nigdy jeszcze się tak dobrze nie bawiłam, jak tu na tej imprezie zorganizowanej przez najbliższych. W końcu postanowiłam chwilę odetchnąć i usiadłam na swoim honorowym miejscu, gdzie przyglądałam się pozostałym. Cudownie widzieć wszystkich takich beztroskich i radosnych. Gdybym wiedziała, że Lily tak się odpręży już dawno zorganizowałabym coś takiego.
- No i jak? - usłyszałam i spojrzałam w bok, gdzie dosiadła się Katie z Dagą.
- Jest idealnie. Dziękuje wam! - z radością je uściskałam.
- Czeka cię jeszcze dużo niespodzianek. A teraz zdrówko! - zarządziła Daga.
- Ej, ej! - pojawiła się Lily - Nie rozpijajcie mi tu siostry! - pogroziła - Czas na jedną z niespodzianek! - pociągnęła mnie na zbudowaną ze skrzynek scenę pod ścianą. Muzyka przycichła. - Słychać mnie? - spytała Lily - Okej. Lizzy, dzisiaj jest twój wielki dzień, dlatego mam coś dla ciebie. - Lily w tych nieobtycznych szpilkach poruszała się z niesamowitą gracją. Wzięła jakieś ogromne pudełko z kokardą i mi je podała. - To jest prezent ode mnie i od kogoś jeszcze. - otworzyłam wieko pudła i zobaczyłam całą masę słodyczy. Dosłownie to wielkie pudło wypełnione było po brzegi różnymi słodkościami. Automatycznie zaszkliły mi się oczy. - O nie ! Tylko mi tu nie płacz!
- Pamiętałaś, że...
- O tak. Rok w rok znikały mi wszystkie słodycze z półki. - Lily uśmiechała się, ale jednocześnie w jej oczach mogłam dostrzec przebłysk bólu na wspomnienie o Luke'u. - Resztę prezentów ode mnie obejrzysz sobie w ciszy. Teraz zejdźmy i zróbmy miejsce na kolejną niespodziankę. No, zabieraj pudełko i wcinaj. - razem zeszłyśmy ze sceny i już po chwili siedziałam na krześle na wprost sceny. Wszyscy zgromadzili się wokół mnie, i na chwilę zapadła ciemność. W pewnym momencie usłyszałam pierwsze dźwięki gitary i czyjś głos. Światła rozbłysły i wtedy Louis zaczął śpiewać, przy czym cały czas spoglądał na Dagę. Czyżby coś się święciło? Po chwili przyłączyli się pozostali. Każdy miał swój fragment, ale i tak było słychać, że najlepiej bawią się w refrenach. Gdy skończyli nie wiedziałam co powiedzieć. Ani jedna rzecz nie przychodziła mi do głowy. Czy mi się podobało? „Oczywiście.” Niall zaczął grać kolejną piosenkę. Była równie wspaniała jak poprzednia. „Była piękna.” Na koniec zagrali coś, co momentalnie dotarło do mojego serca. Piosenkę zaczął Zayn, po nim był Liam, aż w końcu włączyli się pozostali. Kolejna zwrotka należała do Louisa, a później śpiewał Harry, który chyba już przywykł do życia na wsi, gdyż uśmiechał się radośnie. Przy kolejnym refrenie chciało mi się płakać ze szczęścia. Ich głosy tak idealnie do siebie pasowały. Byli tutaj i śpiewali dla mnie. W końcu usłyszałam głos Niall'a.
You'll never love yourself half as much as I love you
You'll never treat yourself right, darling but I want you to
If you let me know I'm here for you, ohh
Then maybe you'll love yourself like I love you...
Przez całą zwrotkę spoglądał mi w oczy. Słuchałam jego głosu i zyskałam pewność, że zakochałam się w tym chłopaku, którego przy pierwszym spotkaniu powaliłam na ziemię. Kiedy znowu wszyscy włączyli się w refren, podbiegłam do nich i przytuliłam każdego po kolei. W tej chwili czułam się jak jakaś księżniczka.
- Jeszcze raz wszystkiego najlepszego, Lizzy! - wykrzyknęli kiedy skończyli śpiewać.
- O Boże! Od dzisiaj jesteście moim ulubionym zespołem! - krzyknęłam radośnie.
- Wystarczy już tych czułości. Wracamy do zabawy! - krzyknął Nevil, który zastąpił Zayna przy konsoli. Z głośników popłynęły pierwsze nuty "Only girl in the world" Rihanny. Uwielbiam tą piosenkę. Znalazłam Lily i Dagę i razem z Katie zaczęłyśmy szaleć na parkiecie. Nie tylko my. Przy tej piosence chyba nikt nie stał pod ścianą. No prawie nikt - obejrzałam się dostrzegając nietańczące One Direction. Podeszłam do nich i pociągnęłam ich na parkiet, gdzie po chwili utworzyliśmy pokaźny krąg.
*jakiś czas później*
- Lizzy, masz ochotę się przejść? - usłyszałam głos Niall'a. Wyłapałam jeszcze spojrzenie Lily, która unosiła w górę kciuki.
- Jasne. - uśmiechnęłam się do niego i razem wyszliśmy z altany. Szliśmy powoli przed siebie.
- I jak ci się podoba niespodzianka?
- Nie mogłam sobie wymarzyć lepszych urodzin! - uśmiechnęłam się, patrząc przed siebie - Wasz mini-koncert był świetny. Pierwszy raz słyszałam jak ktoś śpiewa na żywo i to jeszcze specjalnie dla mnie. W dodatku Lily... Sam widziałeś, jak dzisiaj wygląda, a uwierz, że ona prawie nigdy nie chodzi w sukienkach, a tym bardziej w szpilkach! - gadałam jak najęta - Cały czas się głowię jak to zrobiliście, że niczego nie zauważyłam?
- Lizzy...- Niall delikatnie złapał mnie za rękę i obrócił w swoją stronę, tak że stałam na wprost niego. Moje spojrzenie natrafiło na jego oczy. Te błękitne oczy. - Chciałbym ci coś podarować... - blondyn wyjął z kieszeni jakieś aksamitne pudełeczko.
- Ale... Przecież daliście mi już prezent. To i tak za dużo... Ja...
- Tamte prezenty były od nas wszystkich, a ja chciałbym ci podarować coś tylko ode mnie.
- Oh! - wyrwało mi się.
- Otwórz, proszę. - powiedział. Delikatnie uchyliłam pudełeczko. W środku znajdowała się prześliczna bransoletka, złożona z koniczynek. Każda z nich na środku miała maleńki kamień o kolorze błękitu. Patrzyłam oniemiała to na pudełko, to na Niall'a nie wiedząc, co powiedzieć. - Jeżeli ci się nie podoba, to... - Co? Nie podoba?
- Nie. Niall, ja... Jest idealna,ale... - jąkałam się - Nie mogę tego przyjąć. - potrząsnęłam głową.
- To już twój problem. - uśmiechnął się - Prezentów się nie oddaje. Teraz sprawdzimy czy pasuje. - powiedział, wyjmując bransoletkę i zapinając ją na moim nadgarstku.
- Dziękuję. - powiedziałam. Kiedy zamierzałam zrobić krok w tył, zahaczyłam o coś obcasem i gdyby nie szybka reakcja Niall'a wylądowałabym na ziemi. Czułam jego dłonie na swojej talii. Kiedy podniosłam głowę, zobaczyłam, że patrzy na mnie. Staliśmy tak przez chwilę patrząc sobie w oczy. Dosłownie czułam jak serce mocno mi wali w piersi. W tej chwili zrozumiałam, że z pewnością go kocham, że to nie jest tylko zauroczenie. - Niall...
- Później będzie czas na rozterki. - powiedział jedynie i przyciągnął mnie jeszcze bliżej, a jego usta spoczęły na moich. Kiedy poczułam jego wargi na swoich, rozkoszna fala przeszła przez moje ciało. "O Boże..." zdążyłam jeszcze pomyśleć. Jedyne co czułam, to te wargi delikatnie muskające moje. Odsunęliśmy się od siebie dopiero gdy zabrakło nam tchu. Jego drżący oddech, który sprawił, że mój też postanowił się przyłączyć.
- Niall... - szepnęłam patrząc mu w oczy.
- Przepraszam. - usłyszałam szept. Próbowałam jakoś uporządkować myśli, ale te nowe odczucia mi na to nie pozwalały. Wciąż cała drżałam... Wciąż zastanawiałam się, co się ze mną dzieje... „Czy on właśnie mnie pocałował?” Wypuściłam ze świstem powietrze tylko po to, by zaraz zachłannie nabrać go więcej... Myślałam, że to pomoże się uspokoić...
- Jasne. - uśmiechnęłam się do niego i razem wyszliśmy z altany. Szliśmy powoli przed siebie.
- I jak ci się podoba niespodzianka?
- Nie mogłam sobie wymarzyć lepszych urodzin! - uśmiechnęłam się, patrząc przed siebie - Wasz mini-koncert był świetny. Pierwszy raz słyszałam jak ktoś śpiewa na żywo i to jeszcze specjalnie dla mnie. W dodatku Lily... Sam widziałeś, jak dzisiaj wygląda, a uwierz, że ona prawie nigdy nie chodzi w sukienkach, a tym bardziej w szpilkach! - gadałam jak najęta - Cały czas się głowię jak to zrobiliście, że niczego nie zauważyłam?
- Lizzy...- Niall delikatnie złapał mnie za rękę i obrócił w swoją stronę, tak że stałam na wprost niego. Moje spojrzenie natrafiło na jego oczy. Te błękitne oczy. - Chciałbym ci coś podarować... - blondyn wyjął z kieszeni jakieś aksamitne pudełeczko.
- Ale... Przecież daliście mi już prezent. To i tak za dużo... Ja...
- Tamte prezenty były od nas wszystkich, a ja chciałbym ci podarować coś tylko ode mnie.
- Oh! - wyrwało mi się.
- Otwórz, proszę. - powiedział. Delikatnie uchyliłam pudełeczko. W środku znajdowała się prześliczna bransoletka, złożona z koniczynek. Każda z nich na środku miała maleńki kamień o kolorze błękitu. Patrzyłam oniemiała to na pudełko, to na Niall'a nie wiedząc, co powiedzieć. - Jeżeli ci się nie podoba, to... - Co? Nie podoba?
- Nie. Niall, ja... Jest idealna,ale... - jąkałam się - Nie mogę tego przyjąć. - potrząsnęłam głową.
- To już twój problem. - uśmiechnął się - Prezentów się nie oddaje. Teraz sprawdzimy czy pasuje. - powiedział, wyjmując bransoletkę i zapinając ją na moim nadgarstku.
- Dziękuję. - powiedziałam. Kiedy zamierzałam zrobić krok w tył, zahaczyłam o coś obcasem i gdyby nie szybka reakcja Niall'a wylądowałabym na ziemi. Czułam jego dłonie na swojej talii. Kiedy podniosłam głowę, zobaczyłam, że patrzy na mnie. Staliśmy tak przez chwilę patrząc sobie w oczy. Dosłownie czułam jak serce mocno mi wali w piersi. W tej chwili zrozumiałam, że z pewnością go kocham, że to nie jest tylko zauroczenie. - Niall...
- Później będzie czas na rozterki. - powiedział jedynie i przyciągnął mnie jeszcze bliżej, a jego usta spoczęły na moich. Kiedy poczułam jego wargi na swoich, rozkoszna fala przeszła przez moje ciało. "O Boże..." zdążyłam jeszcze pomyśleć. Jedyne co czułam, to te wargi delikatnie muskające moje. Odsunęliśmy się od siebie dopiero gdy zabrakło nam tchu. Jego drżący oddech, który sprawił, że mój też postanowił się przyłączyć.
- Niall... - szepnęłam patrząc mu w oczy.
- Przepraszam. - usłyszałam szept. Próbowałam jakoś uporządkować myśli, ale te nowe odczucia mi na to nie pozwalały. Wciąż cała drżałam... Wciąż zastanawiałam się, co się ze mną dzieje... „Czy on właśnie mnie pocałował?” Wypuściłam ze świstem powietrze tylko po to, by zaraz zachłannie nabrać go więcej... Myślałam, że to pomoże się uspokoić...
- Ja... - odsunęłam się od niego - Ja...
- Tu jesteście. Liz, pora na kolejną niespodziankę. - znikąd pojawiła się Lily. Popatrzyła na mnie i na Niall'a - Znowu wam przeszkodziłam? Przepraszam. - dyskretnie próbowała się wycofać.
- Nie, nie już idziemy. - odchrząknęłam i poszłam za nią.
- No nareszcie! - Daga i Katie od razu porwały mnie ze sobą. Na scenie został ustawiony tort z mnóstwem świeczek.
- Z tymi świeczkami chyba przesadziliście. Aż tak stara nie jestem. - próbowałam zażartować.
- Nie marudź, tylko wskakuj i dmuchaj. - Maria popchnęła mnie w stronę sceny. Stanęłam obok tortu i rozglądnęłam się po altanie. Maria, Jose, Amelia, Lily, Zayn, Louis, Dagmara, Liam z Katie, Harry, Niall... Przez chwilę zatrzymałam na nim wzrok. Już wiem, jakie jest moje życzenie. Chcę być szczęśliwa. Energicznie zdmuchnęłam świeczki i rozległy się wiwaty.
- To teraz oficjalnie, pokroję za ciebie ten tort. - obok zjawiła się Lily. Zwinnie pokroiła, jak się okazało swój wypiek, co jeszcze bardziej mnie zdumiało, gdyż niczego nie zauważyła. Lily chyba wyczuła, o czym myślę, bo mrugnęła do mnie konspiracyjnie. Porozdawała wszystkim talerzyki z tortem i po konsumpcji, ponownie wszyscy ruszyli na parkiet w rytm "On the floor" J.Lo...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz